Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 31.12.2022 w Odpowiedzi
-
13 punktów
-
Wczoraj trafiliśmy na małą narciarską perełkę. To trójkąt graniczny A/Slo/It . Jest tu trasa co ma wszystko czego potrzebuję. Kombinacja 2 i 1 dla mnie rewelacyjna. Jest szeroka, ma załamania, ścianki, wypłaszczeniu, zakręty, trawersy, podjazdy. Do tego ok 4.5 km długości. Widoki na trzy państwa. No i dla mnie bardzo ważne, nawet w tygodniu między świątecznym nie ma ludzi. Pogodowo tym razem słabo, trochę mgły, temperatura plus 5 zrobiła swoje ze śniegiem. Prawie ideał, miał wczoraj jedną wadę, zabrakło trochę śniegu... Tras nie ma dużo, około 17 km. Z całą pewnością kiedyś tam wrócę i zapewno minimum 1 dzień, jak nie więcej. Nazwa ośrodka nawiązuje do miejsca położenia, Dreiländereck i chyba niewiele osób z forum tu jeździło. Pozdrawiam12 punktów
-
10 punktów
-
Raczej porzucam narty aż do radykalnej poprawy warunków (połowa stycznia?), nie ma sensu jeździć po ochłapach w tych cenach. Życzę aby 2023 rok przyniósł porządną zimę z mrozami i śniegiem. ❄️❄️❄️8 punktów
-
Wieczorna super jazda na mosornym. Warunki zaskakująco dobre a właściwie to bardzo dobre. Nie wiadomo skąd pojawił się lekki mrozik i całe 3 godziny było równo, twardo i szybko. Na parkingu około 30-40 samochodów więc nie miał kto niszczyć trasy. Ostatnie wejście o 20.59 i ogromny żal że to już koniec.8 punktów
-
Do Nassfeld jeszcze wrócę (z opinią własną). Teraz kilka zdań o Turracher Höhe. Trasy w zasadzie takie jakie najbardziej lubię. Dziś temperatura od 4 do 11 stopni na plusie, trasy w większości w niezłym stanie wytrzymały do 16, dłużej nie jeździliśmy. Żadnej nie wyróżnię bo trzymają poziom wszystkie )jak na moje wymagania). Okres między świętami to tak zbliżone do ferii, więc narciarzy sporo. Mimo to jak się chwilę poczeka to można pojeździć (i się najeździć). Kolejki do wyciągów na maksymalnie kilka minut. Niedogodnością jest dojazd, trzeba pokonać drogę o nachyleniu 23%. W okresie zimowym łańcuchy wydają się być niezbędne, hamulce na zjazd też w dobrym stanie obowiązkowe. Dla tych co wymagają samych nowych wyciągów to nie jest dobry ośrodek. Większość kanap jest dość starych (no powiedzmy pół na pół). Kilka jest takich jak dwusekcyjna w Szklarskiej, osobiście mi to bardzo nie przeszkadza, inne walory te drobne niedogodności rekompensują z nadwyżką. Widokowo też okey, choć w innych karynckich ośrodkach widoki są ładniejsze. Fotki z dzisiejszych szusów... Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkim nartującym w Nowym Roku super sezonu narciarskiego oraz jeżdżenia w wymarzonych ON polskich, alpejskich czy jakichkolwiek innych⛷️🏂❄️☃️🎊🍾🥂7 punktów
-
5 punktów
-
5 punktów
-
100% racji. Dziś się przekonałem o tym na Złotym Groniu-kasza,muldy i mnóstwo ludzi. Jeden zjazd i stówka w plecy-szkoda zdrowia. Dosiego roku⛷️5 punktów
-
Nie dziwię się, choć niemal co roku jest jakiś czas takiej odwilży. Ale to już trwa ze 2 tygodnie... Okres świąteczno-noworoczny jest najmniej pewny narciarsko - co roku! Szczęśliwego Nowego Roku!4 punkty
-
Dziś rano pogoda dla koneserów (lub maniaków jak mawia moja małżonka). Siąpił deszcz, było dość ciepło. Takie wiosenne nartowanie. Po 13:00 wyszło słońce. Rano jazda w towarzystwie maskotki ośrodka. Dolna połowa trasy trzyma się nad wymiar dobrze, góra zaczyna dogorywać. Młody zadowolony. Trochę pojeździliśmy. Później zaczęły się zabawy i zwiedzanie zamkniętej części ośrodka. Miejscami szeroko. Miejscami śniegu mocno brakowało. Czasem całkiem go brakowało. I dojechaliśmy do dolnej stacji.4 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
Filipovice, karnet od 12 do 15. Do 13 kolejka na 5 minut, później praktycznie jazda na okrągło. Trasa wzdłuż wyciągu zamuldzona, od 14 muldy i wylodzenia. Trasa boczna do 14 trzymała się dobrze Przy okazji, tablice pomiaru prędkości z kamerkami na wjeździe terenu zabudowanego w Czechach to ichnia wersja fotoradaru, tylko bez błyskania?3 punkty
-
Jako, że to moja ostatnia relacja w tym roku, Życzę Wam wszystkiego Naj w nadchodzącym 2023. Metra śniegu pod nartami, pełnych portfeli, tanich karnetów, dużo zdrowia i wszelkiej pomyślności. Dziś otwieraliśmy stok, nawet uprzejmi Ratownicy udostępnili nam prawa pierwszego zjazdu, za co serdecznie im dziękujemy. Strasznie wiało, miejscami wiatr nas niemalże zawracał. Dół stoku trzyma się dobrze, góra coraz słabsza. Kto rano wstaje, temu puste bramki się daje. Objazd i dół stoku trzyma się dobrze. Góra puszcza. Ratownicy poprawiają siatki, rozstawiają zabezpieczenia, oznaczają miejsca niebezpieczne. U nas robi to raczej obsługa danej stacji narciarskiej.2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Szczyrk, trasa: Gondola- Kopa- Skrzyczne- zjazd FISem- Małe Skrzyczne- Gondola. Warunki lodowo- odsypowe. Z Małego Skrzycznego na Duże można podejść na fokach, jest jeden fragment gdzie przy zjeździe w II stronę trzeba odpiąć narty. Śniegu tam jeszcze trochę jest, taki zlodowaciały więc nie powinno szybko stopnieć. Dziś była niespodzianka, bo z uwagi na wiatr zamknęli II kolejkę na Skrzyczne a trasy na Małym chodziły cały dzień.2 punkty
-
2 punkty
-
Nagranie z dzisiaj z D. Nagrywający ma dobrego skilla, warto zobaczyć jego wcześniejsze nagrania.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Nasfeld w lutym to średnia miejscówka, w tamtym roku między 10 a 17 lutego, mimo obostrzeń pandemicznych (paszport, trzecie sczepienie itp), mnóstwo ludzi i nie chodzi tylko o wyjazd z Tropolach o godzinie 8, ruch jak w Białce, trasy ok. godziny 11 rozjeżdżone i zmuldzone, narciarsko też średnio przewaga tras mocno czerwonych (trzeba się spinać, ale jak ktoś lubi) mało tras do bujania carvingowiego ( w zasadzie brak), widokowo może być, jakbym miał wybierać to godzinę dalej są Dolomity i np. Alta Badia1 punkt
-
Małe przetarcia są ale naprawdę trzyma i podejrzewam że czymś chemicznym to utwardzali bo tak to nigdy nie było1 punkt
-
1 punkt
-
Świetna miejscówka! Jakoś ostatnio zawsze daleko nam do TH, ale bardzo bym chciała znowu tam pojeździć.1 punkt
-
Coś tam jest https://vip-ski.pl/czarna-gora/nasz-sprzet/ski-tour/ ew pisz do widzewiaka z gór on lokales prawie, a Grimson jak kustosz CzG jak kiedyś Korczak i Marcisz na Mnichu.1 punkt
-
1 punkt
-
https://www.bergfex.pl/schladming-planai/ - 122km tras - 866km z Łodzi ZDECYDOWANIE TAK https://www.bergfex.pl/obertauern/ - 100km - 888km z Łodzi NIE https://www.bergfex.pl/badkleinkirchheim/ - 103km - 891km z Łodzi NIE https://www.bergfex.pl/flachau/panorama/ - 210km - 897km z Łodzi TAK ale unikać samego Flachau https://www.bergfex.pl/kitzbueheler-alpen-mittersill/ - 234km - 956km z Łodzi nie byłem https://www.bergfex.pl/ellmau/ - 270km - 956km z Łodzi nie byłem nie byłem https://www.bergfex.pl/skiregionen/skicircus-saalbach-hinterglemm-leogang-fieberbrunn/ - 270km - 969km z Łodzi TAK https://www.bergfex.pl/nassfeld/ - 110km - 988km z Łodzi TAK1 punkt
-
W sumie to jednak Nassfeld ustawiłbym troszkę poniżej pozostałych. Czyli za podium.1 punkt
-
Witam serdecznie. Tak, technika Telemark to brak jakichkolwiek umiejętności jazdy na nartach. Takie tam, klękanie. Odwiedziłem dzisiaj Nową Osadę w Wiśle aby "poklękać" troszkę. Warunki do nartowania (klękania)jakieś dziwne. Na górze miękko, potem lód a potem miękko, inwersja czy inne licho? Faktycznie do Telemarku wystarczy kupić sprzęt a potem to samo "klęka". Technika Telemarku niczego nie wymaga oprócz umiejętności bardzo dobrej lub perfekcyjnej jazdy na nartach, idealnego wyczucia sprzętu, świetnej kondycji i pełnego zaangażowania się w jej zgłębianie. Niczego więcej nie wymaga, to prymitywna jazda na nartach, znana od ponad dwustu lat. Takie stare, więc nie wiele warte. Cóż, jestem stary, klękam tylko w Telemarku, jeżdżę na każdych nartach byle miały możliwość przytroczenia buta z tzw. "Kaczym Dziobem" typu 3-pin. Mnie się podoba, głupieję od czterech sezonów marnując życie dla doskonalenia w sobie techniki Telemark-u. Zdjęć nie robię, chociaż w tym roku jedno z tysiąca udało mi się zrobić prawidłowo, a najlepsze jest to, że mi się podoba, chociaż nijak się ma do Telemarku. Publikuję, możecie się śmiać, a co. Z serdecznymi pozdrowieniami od starego i upierdliwego grzyba dla wszystkich nartujących, nie ważne jak. (to teren Kopalni Węgla w Orzeszu, nieistniejącej od stu pięćdziesięciu lat).1 punkt
-
Wczoraj wieczorem Koprivna (Mala Moravka), wieczorna jazda 18:00-21:00. Masa ludzi, nigdy tam jeszcze nie widziałem tak zatłoczonego parkingu. Parking bez opłat, skipass 640 koron (w tym 100 koron kaucji zwrotnej). Śniegu pod dostatkiem, pogoda bardzo dobra ok. -1 stopnia, czyste niebo + w bonusie księżyc. Przez pierwsze pół godziny na górze względnie twarda baza pokryta miękkim sztruksem, na dole dość sypko i miękko. Z czasem na górze na czerwonej trasie powstały odsypy i nieznacznie betonowe rynny, ale nie przeszkadzające w jeździe. Na niebieskiej natomiast było ogólnie miękko, ale względnie równo. Na dole sytuacja ustabilizowana, miękko i trochę hamująco, ale znośnie. Jedynym czynnikiem psującym dobre wrażenia z jazdy to tłum ludzi. Przez pierwsze dwie godziny czas oczekiwania do kanapy do 8-10 minut, później w ostatniej godzinie praktycznie na bieżąco. Śniegu na trasach wydaje się jest dużo, nie wydaje mi się, żeby istniało obecnie zagrożenia dla warunków narciarskich, chyba że przyjdzie kataklizm deszczowy.1 punkt
-
Wrażenia z jazd wieczornych WTOREK - STOK Równo, twardo, nawet bardzo twardo. Trasa przy wyciągu - ekstraklasa. Trasy pozostałe - na końcówce śniegu! Temperatura -1. Frekwencja: umiarkowana. Czas oczekiwania = 0. 20 zjazdów to kwestia 3 godzin plus. ŚRODA - ZŁOTY GROŃ Stok wyrównany, ale po 3 zjazdach - warunki stały się bardzo trudne. Połączenie wysokiej frekwencji ze śniegiem typu proszek IXI dało warunki dla bardzo dobrych narciarzy - możliwy tylko slalom na muldach. Ale wyciąg (nie to co w Szczyrku) naprawdę zap... BRAWO! Temperatura 0, może -1. Czas oczekiwania 0-2 min. Frekwencja: wysoka! 20 zjazdów to kwestia... 2 godzin!1 punkt
-
1 punkt
-
Niedziela 10 grudnia była niespodziewanym dniem. Od tego czasu aż do dzisiaj, w Krakowie spadł pierwszy od 12 lat, tak duży opad śniegu. Przez ten okres na nartach spędziłem aż 10 dni (z czego 2 dni w Czechach na Pustevnym). Udało mi się nawet wejść do połowy na Kopiec Piłsudskiego - najwyższy punkt na terenie miasta Krakowa. We wtorek 12 grudnia wystąpił drugi silny opad. Wracając z Lasku Wolskiego, od 40 min nie jechał autobus. Zauważyłem że w tym czasie zasypało chodniki, więc nagle na przystanku rozłożyłem narty i poszedłem sobie. Wywołało to śmiech ludzi czekających na autobus. Doszedłem do swojego bloku na nartach, wywołując zdziwienie...jedna kobieta zatrzymała auto i nakręciła mi filmik. Na Błoniach wytyczono trasy biegowe, a najdłuższa trasa miała 3 300 metrów. Był to wspaniały czas, przez ten okres przeszedłem/przebiegłem na nartach nieśpiesznie, około 150 km. Jest to dla mnie najwięcej, kiedykolwiek zrobiłem w grudniu - licząc 3 dniowy wypad na skitury, na nartach spędziłem już w tym sezonie 13 dni.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Jurek brylował dzisiaj na freeridach, a my z resztą ekipy uwijaliśmy się po przygotowanych trasach. Trzymał fajny mrozik, na trasach trwardo (ja dzisiaj bez odpowiedniej formy na off piste). Wszyscy zadowoleni, a Maciek @fafek jeszcze jeździ, nie można Go z trasy przegonić od pierwszej do ostatniej gondoli. Dzisiaj można było pooglądać wszystkie lodowce w całej okazałości... Feegletscher Krótki moment kiedy Morenia jest w pełnym słońcu (o tej porze roku) Jurek dzisiaj tylko po takich "trasach" jeździł Takie widoki mają z okien w Moreni "biedni" narciarze konsumujący własny prowiant. Brawo za ten "lokal" dla Szwajcarów Cieszę się, że kupiłem za 800 stówek sezonówkę. Warunki coraz lepsze, a narciarzy dalej mało. Przy ani jednej gondoli, krześle, orczyku nie czekałem nawet chwilę. Fakt start im nie wyszedł. Ale to nie powód ,aby rezygnować z całego sezonu. Potknięcia wszystkim się zdarzają. W Saas Fee po nowym roku może być tylko lepiej. Nikogo oczywiście nie namawiam, każdy jeździ gdzie uważa.1 punkt
-
W niedzielę zaliczamy najbliżej położony naszej kwatery ON Hohsaas. Od wczorajszego Wiler dzieli nas niecałe 50 km (drogą) Warunki jednak zupełnie nieporównywalne. Tam masa świeżego śniegu, a tu śniegu mało, praktycznie tylko na trasach. Powyżej 2400 poza trasami gołe skały. Trochę śniegu jest poniżej pośredniej ( oczywiście piszę o off piste). Na jazdę pzatrasową trzeba jeszcze trochę poczekać. Dziś wymarzone warunki dla wielbicieli sztruksu. Twardo, równo, szybko, czyli dla mnie wieje trochę nudą. Jeździmy z 3150 na 1550. Przewyższenie całkiem słuszne. Dziesięć lat temu piałbym z zachwytu, obecnie na sztruksie mi już nie zależy. Jurek znalazł dla mnie zajęcie. Jazda z góry do dołu na razówkę. Dotąd nigdy tak długich odcinków nie jeździłem bez postojów. Muszę przyznać, że nawet mi się spodobało, choć bez bólów mięśniwych się nie obyło. Ale fajna alternatywa dla free (choć chętnie bym się zamienił na Wiler). Sztruks od rana, stacja Trift Nie brakło turujących i nikt ich się nie czepiał, że niszczą trasy i coś przemycają Orczyk dla Marcina Lodowiec Triftgletscher Przez lodowiec prowadzi fajna trasa, ale z braku śniegu jeszcze niegotowa Górna stacja kolejki Hohsaas Widok na szczyt Dom 4545 mnpm najwyższy w okolicy doliny Poniżej 2100 szukałem coś poza trasowego z niewielkim sukcesem... Coś wypatrzył m, ale to tylko namiastka narciarskiej wolności Armatki nie działają, ale ośroek działa tylko w weekendy, dopiero od świąt będzie działał non stop Końcowy zjazd z Jurkiem kończymy pod drzwiami naszej kwatery w Saas Grund....1 punkt
-
Miało być pięknie, Jurek ponownie miał nas zawieść do Saas Fee, ale zrobił nam "przykrą" niespodziankę i wylądowaliśmy w jakimś Wiler na wysokości 1419 m. ON nazywa się Lauchernalp. Jest tam 1 duża gondola, krótka 8 osobowa kanapa (a może 6, nie jestem pewien) długie 3 osobowe stare krzesło (ale szybkie jak nówka), jedna mała gondola i 1 orczyk dla naszego @leitnera. Jurek nas tam ściągnął, bo było święto dla miejscowych z powodu wymiany krótkiego krzesła (wcześniej było 2 osobowe). Sobota była jedynym dniem, w którym z tej okazji mogli wszyscy jeździć za darmo bez karnetów. I tak nazywa się promocja po szwajcarsku. Były przemowy, a narciarze wyglądali bardzo elegancko, np tak: Ośrodek ma spore przewyższenie 1700 mph. Dużo czarnych tras. Jak wyciągi za darmo to wydawało się, że zjedzie się pół Szwajcarii, ale nic z tego. Kolejek przy wyciągach brak było cały dzień. A jak się jeździło, takich warunków off piste ja nie pamiętam (a @JurekByd chyba też nie). 220 cm śniegu, większość warstwy białego nie ma więcej jak tydzień. Po prostu rewelacja, gdyby dopisała lepiej pogoda (widoczność) byłby to freeridowy raj. Tras do przeorania ogrom, szarańcza niszczyła ile mogła, ale i tak nie była w stanie przerobić wszystkiego, mimo że zdecydowana większość narciarzy była na szerokich deskach lub snowboardzie. Jurek dokazywał, jak trzeba było to skakał: @fikol też wiedział co się robi w takich warunkach Było po czym jeździć Czasami się przejaśniało, zwłaszcza na dole, im wyżej tym widoczność spadała Gdzie jest pion, podpora czy słup? Mała gondola dociera na 3111 m Na koniec piękny cudowny zjazd między domami i przez las, przecinają trasę numer jeden do samego Wiler, a zjazd kończył się przy samym kościele Wspaniały freeridowy dzień dobiegł końca, sztruksu nie było i wcale nie żałuję... dołożyliśmy do drogi tylko 2*7 km, było warto!!!1 punkt
-
Szwajcarzy obiecali, że w ostatni dzień naszego pierwszego pobytu, udostępnią w końcu nam jakieś trasy. Liczyć mogliśmy tylko na orczyki na Allalinie. Ale po 4 dniach oczekiwań czuliśmy się jakby nam otworzyli wszystkie trasy. Niestety w grę nie wchodziła już żadna interesująca tura, bo czas mamy ograniczony praktycznie do 12. Trzeba się jeszcze spakować i o 14 wyjazd z pod bazy, nach Polen. Meldujemy się przy Alpin Express'ie i pełni nadziei jedziemy na pośrednią stację Morenia. Na pośredniej Szwajcarzy mają dla nas kolejną niespodziankę. Awaria 2 części Alpin Express'u. To już dramat. Kolejka robi się na kilkadziesiąt, może set osób. Kozacy wpadają na mądry pomysł, szkoda stać w oczekiwaniu na uruchomienie gondoli, trzeba jeździć na dół. Czasu wszak mamy niewiele. Wszyscy wyskoczyli ze stacji, a ja tłumacze Ani o co chodzi. Z jakiejś budy wyskakuje do mnie Szwajcar z obsługi i blokuje drogę. Walę głupa, że nic fersztejen i pędzę do drzwi ku wolności. Drugi Szwajcar w budzie blokuje drzwi i mamy remis ze Szwajcarią 1:1. Ale przegrywam tylko ja, kozacy w tym czasie już jadą do Saas Fee. Jak zbity pies wracam do kolejki, a Szwajcar zadowolony, choć w skali pięciodniówki to my zdecydowanie z nimi wygraliśmy i to na wyjeździe. Awarię usuwają po najdłuższych 45 minutach w moim życiu Dalej na 3500 m docieramy bez niespodzianek. Na górze bajka, widoki, warun, pogoda i mało narciarzy. Poza trenującymi zawodnikami prawie nikogo... Niestety 12 zbliża się nieubłaganie, musimy wracać, po raz ostatni ogrywamy Szwajcarów i zamkniętymi trasami 10 i 5 najpierw po sztruksie, później po kalafiorach, mkniemy na dół Widać, że niedługo trasy przy kanapie Morenia w końcu otworzą, może następnym razem... Pora żegnać się z Doliną Sastal, jak na "Perłę Alp" pokazała się nam z tej gorszej strony, czy pokaże się z najlepszej, to się jeszcze okaże... Pozdrawiam serdecznie.1 punkt
-
1 punkt
-
We wtorek skiturowi kozacy poszli zdobywać Allalinhorn, a co robili doskonale opisał i udokumentował fotograficznie MarioJ. Ja z Anią znając poranne komunikaty, czyli wszystkie kolejki nieczynne, postanowiliśmy zobaczyć Saas Fee. Nasza baza noclegowa, całkiem przyjemna w Saas Grund, 5 m od przystanku Mimo, że wszystko zamknięte odpowiednie służby czuwają, poza nami jak zwykle na trasach nikogo nie ma... Saas Fee otaczają z każdej strony wysokie góry, a szczyty górujące nad miasteczkiem dochodzą do 4545 m. Naprawdę robi to niesamowite wrażenie t O 12 dostaje sms'a od MarioJ, że jednak włączyli kolejki, a nawet kreta. Niestety nie mam przy sobie karnetu i z Saas Fee musimy wrócić skibusem do Saas Grund. Docieramy w końcu do kolejki, gdzie wita nas zachęcający napis; czy mówi prawdę, jeszcze zdania sobie nie wyrobiłem z Wreszcie w 4 dniu pobytu mamy okazję zobaczyć 3 razy naj. 1naj - jedziemy najwyżej położonym kretem na świecie, w skale pokonujemy 500 przewyższenia i docieramy na wysokość 3500 m Stąd roztacza się widok na Allalinhorn 2 naj, to najwyżej położona i największa jaskinia wykuta w lodzie (potwierdzona odpowiednim certyfikatem Guinnessa) W jaskini jest m.in. sala w której można wziąć ślub... 3 naj to najwyżej położona restauracja obrotowa, do której my jednak nie docieramy. Wychodzimy na zewnątrz napawać się widokami cudownych Alp Pennińskich, ale wpadamy na kogo? ... na naszych skiturowych kozaków, którzy toczą ze strażnikami nierówną walkę. Mi się poszczęściło bo jeden z kozaków oddaje mi buty i narty. Pozostaje tylko wykiwać obsługę stacji i mógłbym śmignąć w dół. Na pośredniej trafia się okazja i dzięki Jackowi czmychamy na trasowy freeride. Warunki dużo lepsze niż poprzednio i jest mega udany zjazd do samego Saas Fee. Jacek wymiata... Widok z trasy nr 4 na miasteczko Kolejny narciarski dziwny dzień za nami. Jak zwykle wszystkie trasy tylko nasze. A mi trafiło się jak ślepej kurze ziarno. Pozdrawiam serdecznie.1 punkt
-
Wracam do poprzedniego tygodnia. Chciałem przedstawić relacje pełną zwrotów. Przypomnę że to jest czwarty dzień, kiedy nie chodzą trasy narciarskie i orczyki. Dotychczas tylko raz chodziły gondole i wykorzystaliśmy to na wysokie skitury do schroniska Brtiannica. Dzień czwarty - wtorek. Na ten dzień mieliśmy plan wejść na szczyt Allalinhorn 4027m. Była nadzieja że dojedziemy wyciągami na 3000m, zjedziemy nieco w dół i wejdziemy 1200m do góry na szczyt. Okazuje się że przy takiej wysokości jest to dość trudne. Dzień wcześniej byliśmy spakowani. Pobudka zaplanowana na 6:30 i skibus na 8:15, pierwsza gondola na 8:30. Dojechaliśmy zgodnie z planem do stacji, a tu niespodzianka zamknięte, nic nie chodzi. Z Robertem dyskutujemy po angielsku z obsługą. Tym razem nic nie udało nam się wynegocjować. Na niebie pełne słońce, wiatr wg prognozy około 20-30 km/h, a wyciągi nie chodzą. Dla nas to wygląda ewidentnie jak zła wola. Powoli dochodzi do nas że celu nie osiągniemy. Mamy ze sobą sprzęt na lodowiec, który trochę waży, ale okazuje się dziś zbędny. Jeszcze do szewskiej pasji doprowadza nas widok chodzącej gondolki, która jest w tym dniu testowana. Czyli my narciarze nie możemy nią jechać. Po drodze zachodzimy jeszcze do stacji tej gondoli, ucinamy pogawędkę z pracownikiem stacji a nawet z jego szefem przez telefon. Ale znów nic nie osiągamy. Idziemy więc po nieutrzymanej jeszcze trasie do góry. Złapał mróz od rana, i ośrodek uruchomił chyba wszystkie armatki. Po drodze zrzucamy do reklamówek linę, uprząż, śruby i inny sprzęt wspinaczkowy. Jacek ukrywa pod śniegiem, aby w drodze powrotnej go zabrać. Pokonujemy jakieś 750m do góry i dochodzimy do stacji pośredniej gondoli. Po drodze już widzimy że na linie chodzi jeden wagon techniczny Felskin, a w gondoli Alpin Express pojawiają się nawet turyści. Korzystny więc z okazji wsiadamy do gondoli. Dojeżdżamy na 3000m, stacja znajduje się na urwisku skalnym. Można z niej wyjść na dwie strony. Strona wschodnia prowadzi do stromego kotła z nieutrzymywana trasą. Jest jeszcze za mało śniegu aby nią bezpiecznie zjechać. Widać wystające kamienie. Na stronę zachodnią wychodzi tunel przez skałę, który prowadzi na łatwą trasę na lodowcu. Trasa jest jeszcze zamknięta, tunel również. Zastanawiamy się aby ominąć zakaz, część ekipy uważa jednak że możemy dostać za to karę i zabrane karnety. Jest jeszcze trzecie rozwiązanie, metro w skale które wywozi na 3500m. Jednak od czterech dni jest nieczynne, podobno jest awaria. W pewnej chwili jeden kolega zauważa przez drzwi wagon metra. Po chwili przychodzi nawet pracownik i zaprasza nas do kreta. Genialne. Pierwszy raz na wyjeździe uda nam się dotrzeć tak wysoko. Jedziemy metrem do góry. Kiedy się zatrzymuje, wychodzimy na taras przed stację i widzimy pierwszy raz piękny kocioł lodowcowy pod czterotysiecznikiem Allalinhorn. Robi to na mnie ogromne wrażenie, szczególnie po podejściu bliżej góry. Zastanawiamy się czy podjąć się jeszcze wejścia na szczyt. Wydaje się to nawet nietrudne, może poza wysokością czyli mniej tlenu. Nie mamy jednak sprzętu lodowcego, który w zasadzie jest tylko w celach ratowniczych, ale jednak jest niezbędny. Jacek wspinacz mówi zdecydowanie nie, co przyjmujemy z pokorą. Jest tam kilka szczelin, coś może się stać, a bez liny nic nie zrobimy w przypadku problemów. Rezygnujemy i poświęcamy się zjazdowi. Najpierw jeszcze na fokach podchodzimy lekko do góry, w okolice górnej stacji orczyków, do najwyższego punktu tras. Jesteśmy kompletnie sami, trasy wyratrakowane, czekają na nas. Pomiędzy widać nietknięty od czterech dni puch. Sami nie wiemy co wybrać czy sztruks czy puch, więc trochę tego i trochę tego. Kilka ratraków jeszcze dogładza trasy, ale nikt nas nie zatrzymuje. Nie ma żadnych tablic “zamknięta trasa”, “wstęp wzbroniony” itp. Przejeżdżamy cześć stromą i jedziemy wzdłuż płaskiego orczyka. Trasa super wyratrakowana, chociaż dotychczas jeszcze nie otwarta. Szukamy przejazdu w stronę Alpine express. Nie chcemy zjechać trasą która idzie pod szczytem Dom, gdyż tam po drodze jest kawałek czarny i obawiamy się jeszcze wystających kamieni. Drugi Jacek trochę za nisko zjeżdża i dwójka jedzie mu potowarzyszyć w podejściu na fokach. Reszta jedzie skosem przez puch w kierunku łącznika i trasy nr 10b. Po drodze uważamy na szczeliny w lodowcu. Dojeżdżamy do trasy i czekamy przed ścianką w pełnym słońcu na tych co na fokach. Tutaj trasa prawie równa, trochę chropowata ale śnieg miękki więc nie ma problemu. Gdzie się da wyskakujemy na off. Planujemy dojechać do stacji pośredniej gondoli i zrobić jeszcze jedno kółko. Trasy puste bo orczyki nie chodzą, a na dole pewnie nie wpuszczają z nartami. Zjeżdżamy fajnym stromym kawałkiem na wysokość górnej stacji krzesła Morenia. Tutaj kończy się w miarę przygotowana trasa i dobrze naśnieżona. Dalej w dół to już frirajd po trasie. Twardy, nierówny śnieg, dużo śladów po gąsiennicach ratraków. Dojeżdżamy zgodnie z planem do stacji pośredniej. Wjeżdżamy na górę i przesiadamy się na kreta. Nikt nas nie zatrzymuje ale widzimy czasami że część pracowników na nasz widok podnosi słuchawkę telefonu. Domyślamy się że jesteśmy zgłoszeni "do szefa". W krecie mamy wspaniałe humory, cieszymy się na drugi zjazd. Wysiadamy z kreta i z zadyszką wchodzimy kawałek po schodach. Wychodzimy na śnieg i nagle drogę zastawia nam dwóch pracowników kolej. Wymachują rękami i głośno do nas krzyczą Geschlossen. Jesteśmy zszokowani. Próbujemy rozmawiać po angielsku. Pracownicy znakami ręcznymi pokazują że zabraniają nam założyć narty. Bardziej agresywny Szwajcar chowa się w budynku, rozmawiamy z milszym. Negocjacje jednak nic nie dają, dzisiaj trasy są zamknięte i nie wolno nikomu jeździć w trakcie ratrakowania. Robimy sobie jednak piknik a Pan nas cały czas pilnuje abyśmy mu nie uciekli. Częstujemy go piersiówkę i rozmawiamy o Amannie i Małyszu. Z dołu dojeżdża też do nas Marionnen z Anią. W końcu wracamy kretem i gondolą w dół. Na pośredniej chcemy wysiąść z nartami na trasę, ponownie nas blokuje Szwajcar. Dwójka z nas jednak decyduje się przemknąć tylnym wyjściem z nartami i skutecznie zjeżdżają na dół. Wszyscy spotykamy się na dolnej stacji gondoli. Trójka z nas musi się jeszcze wrócić na fokach po depozyt. O godzinie 17:30 lądujemy na kwaterze pokonani częściowo przez Szwajcarów.1 punkt
-
1 punkt
-
Wracając do chronologi, poniedziałek to kolejny dzień kiedy nic nie działa. Zakrawa to trochę na kpinę. Tak znany ośrodek jak Saas Fee, a ma wszystkich głęboko gdzieś. Te gadki, że wieje to nędzne wymówki. I nikt w nie nie wierzy. Nie mamy możliwości z nikim o tym pogadać. Wszystkie kolejki w Saas Fee pozamykane. Koledzy zasypują ich mailami, ale czy to coś pomoże nie wiadomo. Nie powinni otwierać ośrodka w listopadzie, skoro nie są gotowi. Z drugiej strony kasę wzięli już w maju, to mają teraz wszystkich w ... Przechodzimy przez Saas Fee i zaczynamy podchodzić pod gondolą Felskinn trasą nr 4. Po drodze mijamy liczne lokalne taxi, tu model osobowy miejscowość ma swój klimat Jedyne co cieszy, ostro dośnieżają trasy, ale to robią też już u nas, na Słowacji i w Czechach Pierwsze oznaki, że ośrodek jeszcze żyje Z Jackiem mamy już tradycyjne problemy z fokami i częściowo techniką na huzara docieramy w końcu do stacji pośredniej Morenia Próbujemy gdzieś się schować w ciepłym miejscu na popasik, ale wszystko dokładnie pozamykane. Kiedy tu zacznie tętnić życie tego nie wiem. Tak wygląda restauracja i taras. Hula po okolicy tylko lekki wiaterek. Oszywiście tradycyjnie poza nami, nikogo na szlaku nie spotkaliśmy. Z Jackiem wracamy tą samą trasą do miasteczka, a kozacy poszli szukać wrażeń gdzieś wyżej na 3000 mnpm. Czy coś tam znaleźli? Może sami o tym napiszą...1 punkt
-
W niedzielę pogoda niezła, wiatru wielkiego nie ma i słońce co chwilę się pokazuje. Startujemy z naszego przystanku Przy dolnej stacji Alpin Expressu jednak dzonk, wpuszczają do kolejki tylko bez nart. Kilku kolegów energicznie acz spokojnie domaga się wyjaśnień. Negocjacje się przedłużają, pracownik stacji swoje, że nie może nas z nartami przepuścić, a my swoje, że chcemy na górę. Dzwoni wreszcie do jakiegoś kierownika i dalej, że nie można. Dwóch naszych kolegów dalej go męczy. Pracownik idzie do kolejnego kierownika i po 20 minutach targów jest decyzja, że możemy wjechać z nartami na Felskinn. Zgodę dostajemy tylko na skitoury do schroniska Britanniahütte i wracać na dół możemy tylko gondolami. Na stacji pośredniej Morenia ze zdziwienia szczęka opada kolejnemu pracownikowi, jak nas widzi z nartami i powtarza się to zdziwienie na Felskinnie. Na górze wiatru nie ma, ale jest awaria kreta Metro Alpin. Miała trwać 30 min. Widoki z Felskinn wiadomo, a my idziemy do Britanni. Poruszamy się po terenie lodowcowym Dochodzimy do maksymalnie około 3080 mnpm, jak na taką wysokość to śniegu bardzo mało, wszędzie pełno kamieni. Docieramy do miejsca gdzie dzielimy ekipę na dwa warianty. Jeden bardziej oczywisty, normalny i tam ruszają skitourowcy, jest to trasa wzdłuż szlaku. Trzeba najpierw zjechać w dół, a później prosto do pod górę do Britanni. Reszta wybiera drogę trawersem, by nie tracić wysokości, wprost na Britannię. Jedyny problem to kamienie. Ta grupa (w tym ja) to od teraz chyba stone tourowce W oddali po prawej Britanniahütte Niestety mamy problemy fokami i ja z Jackiem jako jedyni nie docieramy do dzisiejszego celu. Zabrakło nam około 500m . W drodze powrotnej łamiemy jeszcze kijek, żeby nie było za łatwo... Lodowcowa szczelina z bliska, ta akurat kilkumetrowa Docieramy do punktu wyjścia - Felskinn Mimo początkowych trudności dzień narciarsko jak najbardziej udany! Co dalej, tego na szczęście jeszcze nie wiedzieliśmy... PS Wielki plus, w kolejnym dniu góry należą tylko do NAS!!!1 punkt







