Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 10 Październik 2026
-
Rok
10 Październik 2025 - 10 Październik 2026
-
Miesiąc
10 Wrzesień 2026 - 10 Październik 2026
-
Tydzień
3 Październik 2026 - 10 Październik 2026
-
Dzisiaj
10 Październik 2026
-
Wprowadź datę
11.01.2024 - 11.01.2024
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 11.01.2024 uwzględniając wszystkie działy
-
Odkurzona (przeze mnie) 10.01 Wierchomla. Czynna tylko główna trasa i szkoleniowa Stonoga, reszta tras w przygotowaniu. Przez cały dzień jak u wszystkich - pogoda żyleta, lekki mróz, słońce. Na stokach prawie pusto, z pominięciem grasujących po południu ratraków, ustawiających armatki w różnych miejscach stoku. Z jednej strony można było zjeżdżać po sztruksie do samego dołu, ale np. na ściance na dole był niebezpiecznie. Niech przemówią obrazy.14 punktów
-
10.01.2024 Słotwiny Kompleks Narciarski, Krynica-Zdrój Rano w Sączu -17 st., w Krynicy -15 st., na szczycie Jaworzyny tylko -3 st. Jak przyjechałem na Słotwiny to było już tylko -10 st. Pierwsze narty w 2024 roku bo wcześniej warunki nie sprzyjały. Karnet 4h, ludzi niedużo, kolejek brak. Warunki bardzo dobre. Działała trasa przy krzesełku, trasa bliżej orczyka była naśnieżana. Taka zima mogłaby trwaaaaać wieczność. A od jutra wkracza do akcji Rytro ⛷️❄️12 punktów
-
10 punktów
-
Rytro 11.01.204 Dzisiaj Rytro powróciło do żywych, porządne kilkudniowe mrozy pozwoliły przyzwoicie dośnieżyć stok, (śnieżenie dalej w trakcie, poszerzanie stoku na dniach). Rano -12 st., warunki bardzo dobre, przez pierwszą godzinę byłem absolutnie sam na stoku. Super zjazdy. Od samego rana słońce, po 11 godzinie przyszły chmury, wyszło 2,5 godziny jazdy na GS i 1,5 godziny na Head Kore. Jedynym minusem dzisiaj to trochę zalodziałe i zaszronione krzesełka, ale tak to już w Rytrze podczas śnieżenia jest.. Dlatego zawsze mam ze sobą grubą folię na takie okoliczności. Jutro w Rytrze akademickie zawody AZS Winter Cup. Po raz pierwszy w swojej historii goszczą w Rytrze. W godzinach: 9:00-11:00 slalom gigant, 12:00-14:00 slalom. Jak kończyłem jazdę dzisiaj po 13 godzinie to powoli zjeżdżali się zawodnicy, część szykowała się na stok. Pewnie chcieli potestować ten "obcy" stok. Śnieżą górną ściankę od strony chatki, oraz trasę na około po lewej stronie patrząc od dołu, w połowie stoku też powinno być niedługo szerzej bo armatki chodziły z boku trasy. Oby tak dalej z pogodą to będą bardzo dobre narciarskie dni w Rytrze w tym sezonie!8 punktów
-
To jest śnieżenie na miarę naszych możliwości. My tym śnieżeniem otwieramy oczy niedowiarkom! Mówimy: tak śnieżymy i to nie jest nasze ostatnie słowo!7 punktów
-
Wtorek 09.01.2024 - Janskie Lazne i Pec pod Snezkou Dzień rozpoczął się wyjazdem z Wrocławia o godz. 6.00. Zimno, we Wro -15C, po drodze w Kam. Górze -20C pykło. Tymczasem w Janskich na parkingu tylko -7C, na górze podobnie. W ciągu dnia wzrosło do -3C, po południu ponowne ochłodzenie. Ochłodzenie widocznie przytrzymało po polskiej stronie. Śniegu poza trasami na dole nie ma, w czasie tych mrozów śniegu nie dopadało ani centymetr. Biorąc pod rozwagę wcześniejsze solidne ocieplenie(było widać pozostałości potoków wody w okolicach stoków) na trasach ostała się duża pokrywa. Solidny zmrożony beton z pojedynczymi wylodzonymi plackami przykryte średnio związanym śniegiem z armatek. Otwarte wszystkie trasy oprócz 2a Protez(potwornie go wypłukało, dośnieżali go pełną mocą) oraz 4a Pod Kabinou - tu też śnieżyli. Duży plus za brak odpalonych armatek na czynnych trasach - skutecznie utrudniają jazdę. Kolejek brak- cały czas na bieżąco, tylko 9-10 pod gondolą tłoczniej ze względu na szkolne grupy. Cały dzień pełna lampa skutecznie ograniczająca poczucie chłodu. Po południu wycieczka do Peca - bardzo klimatyczny ośrodek z kilkoma fajnymi trasami. Wspaniałe widoki. Ogólnie udany wypad, myślę o powrocie w marcu na wszystkie otwarte trasy7 punktów
-
Wożę w kieszeni grubą reklamówkę, wyciągam przed bramkami które bezpośrednio wpuszczają na taśmę przy krzesełku. Krzesełko nadjeżdża a ja myk kładę na siedzisko i siadam. Na górze otrzepuję i myk do kieszeni. Zawsze to coś pomoże, przynajmniej spodnie na wylot mokre nie są. Jedynie trochę z zewnątrz.6 punktów
-
6 punktów
-
No a z czego się cieszyć? Z tego, że 70% ośrodka ruszy dopiero na ferie? Ludzie kupujący sezonówki oczekują, żeby pojeździć w grudniu, w styczniu przed feriami czy potem w marcu. No chyba, że mamy cieszyć się z małych rzeczy jak to śpiewa pewna Sylwia. Efekt jest taki, że w poprzednim sezonie spędziłem 18 dni narciarskich w Szczyrku + 6 dni narciarskich na Chopoku. W tym sezonie spędziłem 3 dni w Szczyrku, odczucia mam takie, że o 3 dni za dużo. Za to pierwszy raz byłem przez 5 dni w Dolomitach, a teraz w sobotę ruszam na Zillertal Arenę. Ja mam ambicję by porządnie pojeździć i nie lubię być dymany na kasę, ale Ty jak tam wolisz... PS. Tak, tak było ciężko. Zima kiepska itd. To zrobić zimą trasy rowerowe i tyle. Po co tyle zachodu.6 punktów
-
W grudniu to w Polsce jeździ ekstremalnie mała ilość ludzi oczywiście może w weekend jest inaczej. W styczniu gdyby nie potężna odwilż która była to by jeździło to co otworzą dopiero na ferie. Co do dymania to nie interesują mnie Twoje preferencje a Ci co kupują sezonówki doskonale wiedzą jaka jest polityka TMR i to ich sprawa.5 punktów
-
Dzięki za ponowne wspólne szusy. Rano petarda była jak na zdjęciu. Potem się zachmurzyło. Widoczność bardzo dobra, ale płaskie światło koszmarne. Na szczęście tylko na wypłaszczeniu dawało w kość. GS Kastle to dla mnie rewelacyjna … hybryda. Z Marasem możemy się zmieniać sprzętem bo mamy skorupy nieomal identyczne. Na Podhalu, mimo iż to teoretycznie luźny tydzień TŁUMY NARCIARZY. Ale jakoś daliśmy radę, prawie wkręciliśmy się na unifikację III wieku😉. A srana było tak: pozdro4 punkty
-
Tak to Kore 105 184cm 22/23. Bardzo fajne i bardzo stabilne narty, trzymają prawie jak GS. Lekkie ale sztywne. Na razie 3 dni jeżdżone w Alpach i 2 dni w Rytrze. Miałem do tej pory Volkl Mantra z 2010r. (96mm pod butem) W zasadzie szukałem Kore 99 ale trafiły się 105 nówki w folii gołe bez wiązań to kupiłem, do tego dokupiłem fajne nowe wiązania i pojechałem na montaż do Zakopanego. Finalnie jestem bardzo zadowolony.3 punkty
-
3 punkty
-
Przecież to oczywiste. W budżecie jest zapisana kasa na naśnieżanie, to trzeba ją wykorzystać. Nie śnieżyli w grudniu, to teraz muszą nadrobić. Inaczej ministerstwo się będzie czepiać i za rok mogą mieć mniejszy budżet.3 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
Czarna Góra Koziniec dzisiaj. Pierwszy raz tutaj dotarłem. Temperatura z rana -12C, do 12.00 zeszła do -2C. Słonecznie przez cały dzień. Warunki na trasie bardzo dobre, mala frekwencja, sporo pustych krzesełek, można było bujać się po tej głównej trasie nr 2 jak się chciało. Trasa nr 1 zamknięta (pracowały tam non stop armatki, spore hałdy śniegu już na trasie). Wszystkie zdjęcia z ok 12.00, o tej godzinie kończyłem jazdę, trasa dalej świetnie trzymała, praktycznie bez jakiś odsypów, zlodowaceń itp. boczne części trasy praktycznie w takim samym stanie jak na otwarcie. Miał być dzisiaj Rusin, bo to 3km od miejsca gdzie nocuje ale tam dzisiaj dalej Porsche nie chodzi (a tak się chciałem nim przejechać, też po raz pierwszy 😉).3 punkty
-
Jaworzyna w towarzystwie @[email protected] Zaskakująco ciepło - rano jak wyjeżdżałem z domu było -20, a już około dziewiątej na dole -6 a u góry 0. Trasy trzymają, ludzi trochę jest ale bez tragedii. Czynne trasy 1, 2, 2a, 3. W trakcie naśnieżania 4, 5, 6 i 7.3 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
To pewnie ten źle zaprojektowany oraz niewydolny system naśnieżania o którym tu się rozpisywali eksperci 😉2 punkty
-
2 punkty
-
Meander, jak donoszą mi jaskółki, w piątek otwierają się po intensywnym naśnieżaniu. p.s. Zagnijcie kiedy się tam wybieramy ponownie 😉.2 punkty
-
A ja akurat Zahradky bardzo lubię, jest mega szeroko i można zjeżdżać na wiele możliwości (oczywiście jak jest śnieg pod dostatkiem). W sobotę było jeszcze ciepło, w Janske Lazne na dole +2 na szczycie -1. Sporo narciarzy i odsypy przed 12. Nieczynna tylko trasa pod gondolą, do Peca nie zdążyłem niestety. Taki piękny zimowy klimat zrobił się dopiero w niedzielę.2 punkty
-
Koszysta?... z niej bym może zjechał może śmigiem - wiem że na klepisku jest passe..1 punkt
-
1 punkt
-
..no właśnie - to klucz ... trzeba katować stoki stary - szeroką deskę ciężej postawić na krawędzi niż gigantkę która masz1 punkt
-
Dobrze widzę, te KORE to 105? Jak się sprawują takie szerokie na stoku? Robię wstępne przymiarki do kolejnej pary szerszych nart żeby za jakiś czas zastąpić moje XDR 84. Myślałem o czymś w granicach 88-92 mm, ale niedawno spotkałem na stoku ziomka, który jeździł na Volkl Revolt 121 i wycinał na nich takie piękne dwie kreski, jakich większość na GS nie umie, normalnie w szoku byłem że tak się da na takich pontonach. Wstępnie sobie wytypowałem Armada Declivity 92 Ti, ale cholernie ciężkie do dostania u nas.1 punkt
-
Dlatego już nie kupuję tej sezonówki. Już 2. sezon z rzędu jeżdżę na Wiślańskim i jestem zadowolony. Trasy krótsze, ale inne kwestie rekompensują.1 punkt
-
1 punkt
-
Kamera jest po lewej gdzieś tu , a Ty stałeś po prawej na 1 blisko ul.Zwalisko.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
PKL ma jakąś niejednolitą politykę w tej sprawie. Do TSS cały czas należy inny ich ośrodek - Palenica, ale już Mosorny się wycofał, a z Kasprowym to tradycyjnie „niedasię”.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Kiedyś faktycznie był, od roku 2021 już nie, nieaktualną tablicę mają w Kozińcu.1 punkt
-
@marekbtl na Podhalu już na nartach jestem od niedzieli w Suchem - plus minus 2 tygodnie, może z jakimś wypadem na okoliczne zawody. Poźniej jakiś tydzień w połowie lutego. Wieczorami może będę na łączkach w Zębie bo Curex ma coś tam szlifować skakanie. @gabrik nie rotuj stopą w skręcie do zewnętrznej, uwierz w układ biodro/kolano w skręcie do wewnętrznej, nie staraj się zrywać skrętu .. i tyle. Reszta to praktyka. Pozdrawiam, M.1 punkt
-
1 punkt
-
Do Bialki, od tyłu, znaczy Jankulakowski, relatywnie rzecz ujmując, Rusin Ski może. Jak przez Brzegi do Jurgowa.1 punkt
-
1 punkt
-
Komunikat Szczyrk SON Śnieżymy Krótki raport z naszych prac ✅ naśnieżamy trasy: 1, 3, 7, 8, 10 ✅ punktowo dośnieżamy trasy 2 i 4 Planujemy ✅ od czwartku udostępnić ponownie trasę nr 3 pod gondolę ✅ od soboty otworzyć kolej na Wierch Pośredni, trasy 8 i 10 ✅ od piątku planujemy uruchomić jazdę wieczorną | godz. 18:00-21:00 ✅ Fresh Track w dniach 12-14.01 Beskid Sport Arena Szczyrk - od 10.1 - czynny codziennie w godz .8:30-16:00 i 17:00-20:001 punkt
-
1 punkt
-
SkiTour do Pecu piękna sprawa, zwłaszcza gdy drzewa są ładnie ośnieżone - to nie tylko jazda ratrakiem lecz sporo jazdy fajnymi nartostradami, zwłaszcza ostatni zjazd do miasteczka jest suuuuuper! W Pecu są fajne trasy na Hnedym Vrchu i Javorze - mniej podobały mi się Zahradky ale to kwestia gustu. Parę zdjęć z przejazdu Janske -> Pec:1 punkt
-
Początek w Tatrach a później sporo Karkonoszy (Kotły, Samotnia, Strzecha). Trochę dużo reżyserki ale mimo wszystko sporo uroku. I teza aby uciekać z boisk aktualna.1 punkt
-
Turystyka narciarska 1963 2:30 skitury 3:55 narty szczegóły techniczne 5:55 rodzaje wiązań narciarskich 6:36 okulary gogle narciarskie 8:08 wyposażenie plecaka 8:24 foki narciarskie1 punkt
-
Mistrzostwa Świata w Narciarstwie Klasycznym FIS w Wysokich Tatrach 1935 Reprezentacja Polski 1935 Bursa Marian Woyna-Orlewicz, kierownik Józef Openheim, Lesław Berych, trener UZN p. Waage, zastępca kierownika zwykłego p. Zylberman, Górski, Mrowca, Bronisław Czech (z nartami), Tadeusz Wowkonowicz, Jan Haratyk, Andrzej Marusarz, Stanisław Marusarz, Fedor Weinschenk. Pierwszy z prawej Fedor Wilhelm Weinschenck ur. 4 stycznia 1916 w Bielsku, zm. 9 września 1989 w São Paulo – polski narciarz alpejski pochodzenia niemieckiego. W latach 30. XX wieku jeden z najlepszych polskich alpejczyków. Trzykrotny mistrz Polski w zjeździe (1934–1935) oraz kombinacji alpejskiej (1935). Wicemistrz Polski w kombinacji (1934) i slalomie (1935). Podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich 1936 w Garmisch-Partenkirchen, brał udział w kombinacji alpejskiej, w których zajął 32. miejsce. W czasie II wojny światowej, w 1940, poślubił w Bielsku Szwedkę Sigrid Margaretę Lager. Wcielony do Wehrmachtu walczył na froncie wschodnim. 22 czerwca 1942 „uznany za zaginionego”. W rzeczywistości wojnę przeżył, wyjechał z rodziną do Brazylii, był doradcą gospodarczym w São Paulo, gdzie zmarł w 1989 vintage retro reprezentacja 1935 kadra pzn1 punkt
-
1 punkt
-
Jan Bachleda-Curuś (1951-2009 ), znany zakopiański narciarz, alpejczyk, olimpijczyk (1976 – Innsbruck). Patrząc na osiągnięcia sportowe rodziny Bachledów najczęściej wspominamy Andrzeja Bachledę „Ałusia”. Tymczasem jego brat, pozostający nieco w cieniu Andrzeja, Jan Bachleda-Curuś, osiągnął także świetne wyniki na alpejskich trasach: raz był 4. w Pucharze Świata (1975 – Garmisch-Partenkirchen), wielokrotnie mieścił się do czołowej „10” najlepszych alpejczyków, zdobywał tytuły akademickiego mistrza świata i medale na Spartakiadach Armii Zaprzyjaźnionych. 19. razy stawał na najwyższym podium Mistrzostw Polski. Brawurowo jeździł na nartach, ale i samochodem (rekord trasy do Łysej Polany) i motocyklem. Oto historia drugiego wielkiego formatem narciarza z duetu Bachledów, którzy przebojowo, w zaiste góralskim stylu, weszli do czołówki narciarzy świata lat 70. Początkowo bardziej od nart interesował go motocykl i przyjemne uczucie szybkości. Potem jednak, zachęcony sukcesami brata, skłonił się w stronę nart. Po latach wspominał „gdyby nie Andrzej nie osiągnąłbym w narciarstwie wiele. Atmosferę sprzyjającą narciarstwu w domu tworzył ojciec, a także matka, ale to Andrzej wprowadził mnie do świata sportu. Ufałem mu bezgranicznie w każdej sprawie i dobrze na tym wyszedłem, choć wiele było takich chwil, kiedy się przeciw niemu buntowałem. Zwłaszcza wówczas, gdy nasze wyniki były zbliżone. Gdy osiągaliśmy podobne rezultaty, a on zawsze miał jakieś uwagi, mówił o błędach, jakie jeszcze popełniałem. Były to z pewnością uwagi słuszne! Obserwowałem wielu mistrzów narciarskich i zrozumiałem dobrze, jak cenią sobie taką pomoc”. Jan Bachleda-Curuś osiągnął na nartach wiele, można powiedzieć, że w pewnym okresie na stałe zadomowił się w pierwszej dziesiątce najlepszych alpejczyków świata. Nie lubił udzielać wywiadów. Skromność? Na pewno tak, ale historia jego kariery obfituje w wyniki dzięki którym „drugi z narciarskiego duetu” Bachledów zasługuje z pewnością by przypomnieć jego związki z nartami. Zresztą trudno mówić, że był „drugi”, gdyż w pewnym okresie potrafił nieźle „dokosić” swemu bratu. Jan Bachleda-Curuś urodził się 19 kwietnia 1951 r. w Zakopanem. Zaczął jeździć później niż starszy brat Andrzej, bo jak wspomina Andrzej Bachleda-Curuś senior „mieliśmy mniej czasu na zajęcie się młodszym synem”. Jan Bachleda ma góralski charakter, widać to także na nartach, jeździł bardzo dynamicznie, ostro, czasami „wylatywał” z trasy, ale poszedł w ślady brata. Pierwszy cel jaki sobie postawił na nartach był niezwykle ambitny- tym celem było Dogonienie Jędrka... Andrzej Bachleda Curuś senior, ojciec Andrzeja i Jana wspomina początki kariery sportowej swojego młodszego syna: Jasiek zaczął od motorów, jeździł na nich szalenie bojowo i odważnie. Na przykład podjeżdżał pod próg Średniej Krokwi na motorze. Uważam, że to mu bardzo pomogło w przejściu do nart i wyczynu narciarskiego. Motocykl wyrabia bowiem odwagę. Potem Jasiek poszedł do SN PTT, tak jak my, chcieliśmy w ten sposób nawiązać do rodzinnej tradycji. To prawda, zarówno matka - Maria z domu Wawrytko, jak i ojciec Jana Andrzej Bachleda- należeli do klubu SN PTT i byli narciarskimi mistrzami Polski. Andrzej Bachleda senior wspomina: wychowywałem Jędrka i Jaśka po swojemu. Obaj chłopcy wyrośli w atmosferze pracy, góralskiego „zwyku”, ocierali się w domu o religię, muzykę, pracę fizyczną i sztukę - to wszystko ich kształtowało. No i oczywiście narty - taka atmosfera jest bardzo ważna. Jan Bachleda starał się dorównać bratu i wcale nie było mu łatwo, gdyż Andrzej Bachleda po udanym występie w Grenoble (1968) należał do dziesiątki najlepszych alpejczyków świata. Ale chęć dorównania bratu była w Jaśku bardzo silna.. i już jako 17. letni junior startował w końcu lat 60. w mistrzostwach Polski i walczył o złoto z Bronisławem Trzebunią, Piotrem Lipowskim, Orlewiczem i oczywiście ze swoim bratem. Był wicemistrzem Polski w zjeździe za „Piratem”, Jerzym Woyną-Orlewiczem. W Memoriale im. Br. Czecha i Heleny Marusarzówny w międzynarodowej obsadzie był 6. w slalomie, 5. w dwuboju i 9. w slalomie gigancie. Już wtedy został zauważony przez Andrzeja Gąsienicę-Roja - trenera polskich alpejczyków, który tak się wyraził o jego stylu jazdy „Jasiek dobrze jeździ, jest mocny i dynamiczny”. Po udanym dla Jana sezonie pisano w prasie sportowej „liczy się już nie tylko „Ałuś”. Jak dwaj Bachledowie pokonali Armię Czerwoną... Było to podczas Spartakiady Armii Zaprzyjaźnionych w Zakopanem w roku 1971. Narciarze-żołnierze ZSRR święcili coraz to większe sukcesy, aż tu nagle na ich drodze stanęła dwójka pośpiesznie skoszarowanych górali z rodziny Bachledów: Andrzej i Jan. Na tych zawodach, w konkurencjach alpejskich Bachledowie zdobyli wszystkie złote i srebrne medale. Dzięki ich wynikom, oraz znakomitej postawie biathlonistów, w ogólnej punktacji Polska wyprzedziła ZSRR, ku wielkiej uciesze publiczności i polskich generałów. Bracia Bachledowie otrzymali za swoje zwycięstwo piękny puchar, ufundowany przez ministra spraw wewnętrznych Rumunii. Był to chyba jedyny w historii przypadek, kiedy dwaj górale pokonali Armię Czerwoną... Narciarski duet braci Bachledów... Gdyby narciarstwo światowe porównać do mknącego z prędkością ponad 100 km/h ekspresu „Wienerwalzer” to w latach siedemdziesiątych mieliśmy na stałe zarezerwowane dwa miejsca w przedziale pierwszej klasy dla najlepszych alpejczyków świata. Miejsca te zajmowali bracia Andrzej i Jan Bachleda. W olimpijskim roku 1972 Jan i Andrzej są w doskonałej formie. Tysiące przejechanych przed zawodami tyczek sprawiają, że dwaj Polacy zaskakują na najważniejszych zawodach Pucharu Świata wysoką formą. Styczeń 1972 r., Haus im Ennstal, niedaleko Schladming. Na górze Hauser Kaibling trasa do biegu zjazdowego o długości 2650 m i aż 670 metrów różnicy wysokości. Na starcie zawodów pojawiło się 74 rywali z 9 krajów, w tym czołówki alpejczyków Austrii i Szwajcarii. Były to zawody jubileuszowe „Krummholzrennen” w których nagrodami były wyjątkowo piękne i duże puchary. Jan Bachleda jedzie na całego i z czasem 1 min. 39.33 zajmuje pierwsze miejsce! W niedzielnym slalomie specjalnym jest 2. za Norbertem Wenderem z Austrii. W Mayrhofen w Austrii, gdzie startuje znakomity Hiszpan Ochoa, Jan Bachleda wygrał slalom specjalny. W Borowcu jest drugi za Papangełowem – a więc dogonił Jędrka!. Andrzej Bachleda tak podsumował ten sezon swojego brata „trudno mu się było zdecydować: motory czy narty? Na szczęście wybrał narty. Jasiek jeździ bardzo żywiołowo, znakomity jest finisz Janka w tym sezonie. Nie poznałem brata - Jasiek startował z dalekimi numerami, a zajmował wysokie lokaty”. Na pytanie czy nie boi się, że brat go prześcignie, „Ałuś” odpowiedział : „takie jest prawo życia”. Mimo wyników Jan Bachleda nie znalazł się obok brata Andrzeja w reprezentacji Polski do Sapporo (1972). „Ktoś” zdecydował, że młodszy z Bachledów nie pojedzie, a Jasiek daleki był od tego, by błagać „dygnitarzy” polskiego narciarstwa o paszport do Japonii, to nie odpowiadało jego naturze...Zamiast niego pojechał ktoś z działaczy... W gazetach pisano „Jan Bachleda będzie oglądał Zimowe Igrzyska w Sapporo, ale... w telewizorze”. „Jaśka skrzywdzono- mówi pani Maria Bachleda-Curuś- gdyby pojechał do Sapporo to miał szanse na punktowane miejsce. Jeździł wtedy bardzo dynamicznie”. Andrzej Bachleda „Ałuś” wspomina: Do Sapporo pojechałem świetnie przygotowany, ale nie w najlepszym nastroju. Wprawdzie był ze mną trener Andrzej Roj, lecz brakowało mi jakiegoś kolegi zawodnika. Mój młodszy brat Janek miał świetne wyniki i byłem pewien, że zostanie on wysłany na Olimpiadę. Niestety wbrew zdrowemu rozsądkowi, pozostawiono go w domu. To był dla mnie duży cios (L. Fischer, J. Kapeniak, M. Matzenauer, Kronika śnieżnych trasa, Warszawa 1977, s. 148). Jasiek „zawziął” się nas tych, którzy nie wysłali go do Sapporo, zacisnął zęby i efektem jego pracy były coraz lepsze wyniki. Wygrał wielkie zawody „Krumholzrennen” w Haus. Jeździł mniej nerwowo, spokojniej, za to przebojowo z prawdziwie „Janosikową naturą” i rzadziej wypadał z trasy. Jeśli chodzi o charakter to Jan jest inny niż Andrzej, bardziej podobny do Ojca, ostry i bez przysłowiowego owijania w bawełnę wypowiadający swoje poglądy. Taki jest w życiu i na narciarskim stoku. Andrzej, podobny do matki, jest spokojniejszy, ale konsekwentny i uparcie dąży do wyznaczonego w swym życiu celu. Dwóch braci – dwa różne charaktery, ale jedna wielka pasja, którą ich łączy – to narty. Oddali im większość swego życia... W 1972 r. dwóch Polaków: Jan Bachleda i Roman Dereziński, reprezentowało barwy Polski na Zimowej Uniwersjadzie FISU w Lake Placid. Jan Bachleda zdobył tytuł akademickiego mistrza świata w slalomie gigancie, a Roman Dereziński w slalomie specjalnym, a więc dwóch zawodników i dwa złote medale. Na Uniwersjadzie w Szpindlerowym Młynie (1978) był drugi w slalomie. Narciarz z Janosikową naturą Na Pucharze Tyrolu, w Westendorfie, bracia Bachledowie w pierwszej piątce: Andrzej 1., a Jan 4. Na mistrzostwach Polski byli już bezkonkurencyjni, w slalomie uzyskali jednakowy czas. Po tych sukcesach Andrzej powiedział: „po dobrych wynikach jakie uzyskaliśmy kilka dni temu w Westendorfie, postanowiliśmy z bratem., że skoro jesteśmy w formie, to tu w Kitzbühel, spróbujemy powalczyć o punkty do Pucharu Świata – pojedziemy na całego!”. I pojechali... 29 stycznia 1973 na słynnych „Hahnenkammrennen” w Kitzbühel - Andrzej jest 3, Jan 7. W prasie ukazały się artykuły z pięknym tytułem „Andrzej i Jan Bachledowie równają deski ze słynnym duetem braci Thoenich”. Rok 1973 to start na zawodach na Górze św. Anny w Quebecku, wygrał Thoeni, 5. jest Jan Bachleda, a Andrzej 9. W Ga-Pa wygrywa „Pierrino” – Pierro Gros, 2. Thoeni, 4. jest Jan Bachleda, który łamie dominację Włochów. W 1974 r. Jan Bachleda wszedł głęboko do czołówki świata i na zawodach w slalomie równoległym w Val Gardenie „wykosił” Hintersera i spotkał się ze Stenmarkiem. Na jednej z bramek Stenmark wypadł, ale sędziowie zarządzili jeszcze jeden przejazd i tym razem wypadł Polak. Ale slalom i tak przed Stenmarkiem wygrał Thoeni. W Pucharze Świata w 1974 w slalomie Jan Bachleda uplasował się na 9. miejscu. Startował równolegle w zawodach w Pucharze Świata i w Pucharze Europy. W 1975 r. jest 4. w Garmisch-Partenkirchen w PŚ, jest też 2. za Stenmarkiem w parallel-slalom w St. Johann w Austrii. Za „wielką wodą”, w Kanadzie Jan Bachleda zajął 7. miejsce w Pucharze Świata rozegranym w Sun Valley w slalomie. Takich sukcesów było o wiele więcej, wymieniam tylko ważniejsze, a ich efektem jest kilkadziesiąt pięknych pucharów zgromadzonych w rodzinnym domu Bachledów. Wśród nich puchar-nagroda, ufundowany przez premiera Józefa Cyrankiewicza za trzykrotne zwycięstwo w Pucharze PKL. Jan Bachleda-Curuś zwyciężył w pucharze PKL trzy razy pod rząd i otrzymał ten puchar, a miał silnych konkurentów, przede wszystkim Macieja Gąsienicę-Ciaptaka i innych kadrowiczów. Mistrzostwa świata w St. Moritz i cesarzowa Iranu Warto przypomnieć także humorystyczne historie związane z karierą zawodniczą braci Bachledów, a było ich wiele. To było na mistrzostwach świata w St. Moritz, wspomina Andrzej Bachleda.: „Jano przy kilkunastoosobowej kolejce dolnej stacji wyciągu orczykowego niepostrzeżenie odpiął Romkowi tyły wiązań. W tym momencie przed Romkiem stała cesarzowa Iranu, a za nią dwa goryle (ochrona). Kiedy z oczami na wierzchu śledził jej sylwetkę, został mocno pchnięty w plecy. Oczywiście przez Jana. Biedny Romek wyleciał z nart jak z katapulty, w locie minął goryli, otarł się o cesarzową i obok niej wylądował. – I am sory, excuse moi – bąkał pod nosem tamując złość i śmiech. Goryle złowrogo łypiąc oczami zacieśnili krąg. Romek zapiął narty, cesarzowa wsiadła na orczyk i w chwili, kiedy goryle przygotowywali się do złapania następnego, uprzedzili ich Jano z Romkiem. I oni to stanowili plecy Cesarstwa. Zamieszanie i wściekłość zapanowały na kolejnym orczyku (na nim jechali goryle). Gdyby mogli, śnieg by zeżarli, by wyprzedzić naszą dwójkę. Na górze dopiero rozpoczęło się dobre kino, kiedy goryle zmuszeni byli pędzić za wcale dobrze jeżdżącą cesarzowa. Chyba za karę zesłano ich na śnieg i trasy”. (A. Bachleda, Taki szary śnieg). Innsbruck (1976) - najlepszy z Polaków... Jan Bachleda-Curuś reprezentował barwy Polski na Zimowych Igrzyskach w Innsbrucku (1976) na trasie Axamer Lizum do slalomu specjalnego. Startuje czołówka alpejczyków świata: Piero Gros i Gustavo Thoeni z Włoch, Ingemar Stenmark, Willy Frommelt (Lichtenstein), Niemcy Christian Neureuther i Wolfgang Junginger, Polacy Jan Bachleda i Roman Dereziński. Wielką niespodziankę sprawił Willy Frommelt, który po porywającym przejeździe z czasem 59.98 sek. zajął w pierwszym przejeździe pierwsze miejsce, drugi był Thoeni, nieoczekiwanie słabo pojechał Stenmark - był 9. Jan Bachleda z czasem 1.03.76 zajmował po pierwszym przejeździe 20 pozycję. Warunki do drugiego przejazdu pogorszyły się, padał śnieg, a na trasie przejazdu tworzyły się bandy i nierówności. O trudności warunków niech świadczy fakt, że z trasy „wyleciało” aż 50 procent spośród 97 zawodników. W drugim przejeździe z trasy wypadł dynamicznie jadący Stenmark, który chciał nadrobić straty.. Bachleda jechał jako 20. Wiedział, że jeżeli chce osiągnąć dobry wynik musi „pójść na całego”. Nie może kalkulować, przeliczać, tylko pojechać powyżej swoich normalnych możliwości. I nie zawiódł... pojechał bardzo płynnie i z czasem 1.05 .05. zajął szóste miejsce w drugim przejeździe i 11. po dwóch przejazdach. Drugi z Polaków, Roman Dereziński, był 21. Trzeba podkreślić, że Jan Bachleda startował po kontuzji nogi, która z pewnością nie była w pełni sprawna. Dlatego zebrał szereg gratulacji od zawodników i działaczy. Jego wynik był najlepszym uzyskanym przez Polaka na Zimowych Igrzyskach w Innsbrucku. „Voksem” do Europy... Warto przypomnieć jak bracia Bachledowie ruszali „Voksem” (czyt. swoim Volkswagenem) na podbój narciarskich tras alpejskich - mając kilka tysięcy kilometrów do przejechania. Za kierownicą Jan. Andrzej Bachleda wspomina: „Pędzimy. Z czarnodunajeckiej drogi oglądamy pod słońce Tatry. Przez Chyżne i szlaban graniczny tym razem przejeżdżamy jak pany. Dla szpanu zostawiamy trochę gumy na asfalcie i jesteśmy na Słowacji. Trochę gorąco, głośno od dziurawej rury wydechowej. Droga się dłuży, bo znamy ją prawie tak dobrze, jak tę do Krakowa. Za Żyliną zatrzymuje nas policja. – Rozumete po czesky? Prowadzący samochód Jano kiwa potakująco głową. – Tak budete platit pokutu! Spostrzegamy ustawione urządzenie radarowe i nawet nie pytamy, za co. Pokuta w koronach, lecz skąd je wziąć. Nie mamy nawet jednego halerza. Prosimy o darowanie kary. Udaje się. Macha ręką tak, jakby się chciał opędzić od naszego chrabąszcza. Chętnie mu w tym pomagamy. Słońce coraz bardziej przypieka, trawa soczystozielona i Trnawa. Kolejny milicjant przy tłumie kibiców chce ukarać nas za nieprzestrzeganie niewidocznych znaków. I tym razem uciekamy przed pokutą. Jednakże ostatnie czterdzieści kilometrów dzielące od austriackiej granicy przejeżdżamy w tempie piechura. Tu czeski żołnierz wprawnym ruchem odsuwa parotonową barierę. Przeglądanie paszportów, kolejne kilka ton w bok i kierunek Wiedeń”. Jadą przez Zell am See, Worgl (objazd, bo nie mają wizy wjazdowej do Niemiec) do Innsbrucka, który zostawiają z prawej strony, Arlberg, potem przejście graniczne i Szwajcaria. Rankiem okazuje się jednak że cały silnik jest zabryzgany olejem - silnik jest uszkodzony i z duszą na ramieniu przejeżdżają ostatnie 400 kilometrów. Potem starty, porozbijane do krwi łokcie i kolana i znowu powrót do kraju „Voksem”, któremu w międzyczasie odpada rura wydechowa. Tak, z pewnością narciarstwo alpejskie nie było lekkim kawałkiem chleba. Sukcesem Jana Bachledy było także 2. miejsce w slalomie w Pucharze Europy (1978). W 1978 r. w Sun Valley był 28. w Pucharze Świata, 7. w slalomie, a startowali najlepsi: Stenmark, Ochoa, Gros, Thoeni i Hinterseer. Po zakończeniu kariery nie zerwał z nartami i między innymi świetnie przygotował w 1989 r. trasę na Nosalu do Memoriału im. Bronisława Czecha i Heleny Marusarzówny, za co otrzymał gratulacje. Dalej zajmował się narciarstwem, ale już jako hobby, jeździł na zawody, prowadził w Zakopanem sklep sportowy. Chciał, aby narciarstwo wyczynowe wróciło w Tatry i by Zakopane było stacją narciarską z prawdziwego zdarzenia a nie „narciarską pipidówką”. Stąd plan braci Bachledów dotyczący zagospodarowania rejonu Kasprowego Wierchu dla narciarstwa. Plany, które na razie spełzły na niczym. Ale kto wie? W sobotę 8 lutego br. dotarła do mnie jakże smutna wiadomość o śmierci Jana Bachledy-Curusia. Odszedł kolejny z polskich mistrzów nart z jakże zasłużonej dla polskiego sportu rodziny. Człowiek, który ponad 16 lat swojego życia poświęcił na narciarski wyczyn. Nawet Tatry zdaje się posmutniały i pożegnały Go wyciem wiatru halnego, były jakby sine, bo jak mówią słowa piosenki: „kiedy prawdziwy góral umiera, to Góry z płaczu sine, pochylają się nad nim jak nad swoim synem”. Góry tak właśnie pożegnały Jana, świetnego sportowca i wartościowego człowieka, zakopiańczyka z krwi i kości, mistrza nart: muzyką wiatru halnego i lekko sinawą barwą szczytów, lekko skrytych we mgle. Niech Mu śniegi lekkie będą... a ja kłaniam się śp. Janowi Bachledzie aż do samej ziemi, za wzruszenia, sukcesy, którym nam wszystkim dostarczył. Żegnaj Janku... Wspomnienie o Janie Bachledzie–Curusiu tekst Wojciech Szatkowski Wyniki sportowe Jan Bachleda-Curuś : narciarz-alpejczyk, klub SN PTT Zakopane. Olimpijczyk (1976- Innsbruck- 11. miejsce w slalomie specjalnym), uczestnik mistrzostw świata: 1970 - 47. w zjeździe, 42 w slalomie gigancie, 1978 - 30. w slalomie gigancie. 19. krotny mistrz Polski w konkurencjach alpejskich: w zjeździe (1971, 1973, 1974, 1976, 1978, 1979), slalomie (1969, 1971, 1973, 1974, 1977), slalomie gigancie (1970, 1973, 1974, 1978) i kombinacji alpejskiej ( 1970, 1973, 1974, 1977), akademicki mistrz świata w slalomie gigancie z Lake Placid (USA), srebrny medalista Pucharu Europy w slalomie w 1978. Wielokrotny medalista konkurencji alpejskich Spartakiad Armii Zaprzyjaźnionych. Brat alpejczyka Andrzeja Bachledy (dane z W. Zieleśkiewicz, Encyklopedia sportu)."1 punkt







