laryzbyszko
Użytkownik forum-
Liczba zawartości
290 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
2
Zawartość dodana przez laryzbyszko
-
Czy jest sens, planować już dziś sezon 20/21 ?
laryzbyszko odpowiedział Arek1982 → na temat → Relacje z wyjazdów forumowiczów na narty
Nie mają, do czego zresztą przyznał się gdyński sanepid. Polecam artykuł: https://bezprawnik.pl/kara-administracyjna-za-brak-maseczki/, w którym przeczytamy m.in.: Notabene przyznanie kary administracyjnej, to również nie jest koniec świata, bo zawsze jest ścieżka odwoławcza przed sądami administracyjnymi. Niestety, ale rząd sam doprowadził do sytuacji, w której ludzie kombinują jak tu obejść kretyńskie przepisy, ponieważ: Jego członkowie sami publicznie wielokrotnie je łamali Rozporządzenia pisane są na kolanie, zawierają idiotyzmy, mnóstwo nieścisłości i pola do interpretacji Wiele zakazów/nakazów z rozporządzeń jest zwyczajnie nielogicznych i społeczeństwo nie jest na tyle głupie, żeby tego nie zauważyć Prawo uchwalane jest w postaci rozporządzeń o wątpliwych podstawach prawnych, zamiast ustaw Rząd miał notabene ponad 3 miesiące od "końca" pierwszej fali, żeby uchwalić dobre prawo na drugą falę epidemii, ale wolał zajmować się wyborami, rekonstrukcją, LGBT i zwierzętami futerkowymi... -
Czy jest sens, planować już dziś sezon 20/21 ?
laryzbyszko odpowiedział Arek1982 → na temat → Relacje z wyjazdów forumowiczów na narty
Mandaty mogą sobie wlepiać, tylko że żaden normalny sąd ich nie przyklepie, bo w większości przypadków zwyczajnie nie mają podstawy prawnej. -
No chyba jednak nie do końca. MZ powołuje się na jakiś wyrok NSA, który nie ma nic wspólnego z zadanym pytaniem. Ustawowa definicja sportu: Rozporządzenie z października 2020 "o maseczkach": Jak widać powyżej, ani ustawowa definicja sportu, ani pisane na kolanie rozporządzenie o maseczkach nic nie mówi o tym, że sport musi być wyczynowy. Co najśmieszniejsze, zgodnie z tym rozporządzeniem sędzia, trener oraz osoba uprawiająca sport nie muszą mieć maseczki na pokładzie samolotu. I może to być zarówno sędzia piłkarski, jak i sędzia sądu powszechnego, bo treść rozporządzenia w żadnym razie tego nie precyzuje. Niestety, ale tak się kończy pisanie prawa na kolanie, przez osoby, które nie mają o tym najmniejszego pojęcia. Notabene rządzący sami dobrze pokazują gdzie mają prawo, które sami ustanowili...
-
Alpejski Puchar Świata 20/21
laryzbyszko odpowiedział pawelb91 → na temat → Zawody, wyniki, kalendarze, sylwetki ...
Ciekawe co to oznacza dla nadchodzącego sezonu narciarskiego w tym ośrodku, bo biorąc pod uwagę powyższe trochę absurdalnym byłoby gdyby tuż po zawodach wpuścić narciarzy do ośrodka na "normalnych" warunkach. Obym się mylił...- 146 odpowiedzi
-
- puchar świata
- narciarstwo alpejskie
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
W szczycie sezonu - tak dokładnie jest. W niskim sezonie jest i punktualnie i pusto. Smrodu nie wyczułem ... No i oczywiście jest różnica pomiędzy dojazdem 5-10 minut, a tłuczeniem się 30-40 minut, bo i tak w VdF można mieszkać...
- 86 odpowiedzi
-
- 1
-
-
Jeśli chodzi o zwiedzanie VdF bez samochodu, to masz skibusa (kosztującego jakieś grosze) z Predazzo, aż do Alba di Fassa (około godzina jazdy do gondoli w Campitello). Tutaj masz rozkład z zeszłego roku: https://www.fassa.com/upload/document/Orari-skibus-Val-di-Fassa-05122019-14042020.pdf. Pytanie, czy chce ci się w to bawić (mi by się nie chciało :P) Niestety termin dość kiepski sobie wybrałeś. W Alpach praktycznie wszędzie jest wtedy tłoczno (szczególnie w weekendy). Drugi-trzeci tydzień stycznia (po św. Trzech Króli) i marzec to IMO najlepsze terminy na jazdę w Alpach jeśli chodzi o kompromis pomiędzy pogodą, a tłokiem na stokach. Ogólnie to ciężko coś doradzić nie znając Twoich preferencji odnośnie tras i spędzania czasu po nartach. Jeśli chodzi o Livigno, to ja nie przepadam za tym miejscem. Niby jest ponad 100 km tras, ale wliczane do tego są różne warianty tych samych tras + ze względu na charakterystykę ośrodka wszystkie trasy są bardzo podobne do siebie - mi się po prostu tam nudziło. Do tego miasteczko nastawione na imprezowiczów zaopatrujących się w tani alkohol w "strefie wolnocłowej", co dla mnie jest wadą. Z drugiej strony masz Dolomity, które bardzo lubię - trasy są różnorodne, ale wiele z nich przebiega poniżej linią lasu, co dla niektórych może być wadą. Miasteczka są znacznie spokojniejsze, więc nie ma co liczyć na imprezy rodem z Ischgl, czy Soelden (mi to akurat pasuje). Natomiast biorąc pod uwagę, że będziesz bez samochodu, to nie wiem czy najlepszym wyborem z tych trzech miejsc nie będzie jednak Passo Tonale. Dużo noclegów oferuje "ski-in/ski-out", różnorodne trasy w liczbie, która nie powinna się znudzić po tygodniu, no i nienajgorszy infrastruktura. Wydaje mi się, że ciężko będzie wykorzystać potencjał Dolomiti Superski nie mieszkając przy Sella Rondzie i nie mając samochodu na miejscu. BTW. Można wiedzieć czemu zawęziłeś wybór tylko do tych 3 miejsc?
- 86 odpowiedzi
-
- 2
-
-
Wydaje mi się, że to jest clou problemu, a kryzys na rynku reklamowym, wywołany koronawirusem po prostu przyspieszył nieuchronne. Tak jak już pisali przedmówcy - fora internetowe umierają powolną śmiercią już od dłuższego czasu. Nie ma nawet co porównywać liczby aktywnych użytkowników i wpisów do tego co było 10-15 lat temu. Ostatnie 5-8 lat to powolny zjazd, który niestety jest samonakręcającą się spiralą. Sam chętnie korzystałem z wielu różnych forów, ale im mniej się na nich dzieje, im mniej ludzi pisze, tym sam rzadziej zacząłem na nie wchodzić - skoro pojawia się kilka postów dziennie, w porównaniu do kilku-kilkunastu postów na godzinę jeszcze kilka lat temu, to takie fora tracą trochę rację bytu. I widzę to praktycznie po wszystkich forach, które miałem w zwyczaju śledzić (rowerowe, górskie, modelarskie, podróżnicze, motoryzacyjne, urbanistyczne itd.). Dyskusje przeniosły się do wszelkiego rodzaju agregatorów treści, ale przede wszystkim do globalnych social media w rodzaju Fb, YT, Instagram, Reddit (nawet po takim Wykopie, który jest de facto platformą społecznościową widać spadek liczby aktywnych użytkowników), nad czym bardzo ubolewam, bo nie znoszę korzystać tych portali. Tak jak ktoś już tutaj pisał, wydaje mi się, że dodanie przekierowań na Booking (z których skorzystam, żeby wspomóc forum) to rozwiązanie krótkoterminowe, a biorąc pod uwagę powyższe przydałby się przemyślany pivot biznesu w inną stronę i zrobienie forum jedynie dodatkiem do innej, głównej działalności biznesowej.
-
Jak wpłynie "koronawirus" na nowe inwestycje narciarskie w Alpach ?
laryzbyszko odpowiedział Arek1982 → na temat → Austria
Trzeba nadmienić, że wg artykułu nie chodzi o koronawirusa, a warunki geologiczne i prawne inwestycji. -
San Cassiano to nie jest zły pomysł. W tym sezonie mają otworzyć gondolę z 5 Torri do Cortiny, więc spod hotelu dojedziesz na stoki Tofany bez własnego auta (w jedną tylko stronę będziesz potrzebował skibusa z Armentaroli do Lagazuoi, powrót na nartach i w zaprzęgu ). Ja ze swojej strony polecam Val di Fassę. Bardzo dobry dostęp do Sella Rondy, do tego sporo ośrodków łatwo dostępnych do 30 min samochodem jakby znudziła się SR (San Pellegrino, Latemar, Carezza, Alpe Lusia, Pozza-Ciampac). Jako, że aby dostać się na SR wystarczy praktycznie tylko 1 podciągnięcie z doliny, można być na niej naprawdę szybko. Kilka sezonów temu udało mi się z żoną wystartować pierwszą kolejką w Albie, dojechać na nartach do miejsca o nazwie Sompunt (Sponata) w Alta Badia, stamtąd kilkanaście minut w darmowym skibusie do Piculin, na nartach przez Kronplatz do Brunico i potem powrót podobną trasą. Wracając nawet zdążyliśmy zjeść lunch na górnej stacji Piculin. Jeżeli otworzą gondolę, o której pisałem powyżej, to w tym roku planujemy z Alby dojechać na nartach na szczyt Tofany . Naprawdę ciężko się tam nudzić...
- 48 odpowiedzi
-
- 1
-
-
- alpe di siusi
- val gardena
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Czytałem cały ten wywiad w oryginale. Typowe mędrkowanie post factum. Jeszcze raz wracając do odpowiedzialności organizatorów - po pierwsze takimi metalowymi barierkami zabezpieczane jest 90% finiszów wyścigów kolarskich. Naprawdę polecam pooglądać jak wygląda zabezpieczenie tras, nawet w Wielkich Tourach. Notabene przypominam, że finisz w tym miejscu jest od około 10 lat i nic się do tej pory nie stało. Co więcej, bezpośrednią przyczyną tego wypadku nie jest uderzenie w barierkę, za wąska trasa, zła nawierzchnia czy inne zaniedbanie ze strony organizatorów, tylko (celowe, bądź nie) zepchnięcie zawodnika z trasy. Pomyśl co by się stało gdyby do takiej sytuacji doszło np. na jednym ze zjazdów z alpejskich przełęczy. Co do barierek - ciężko wyrokować, czy w tym konkretnym przypadku inne barierki jakkolwiek by pomogły - gdyby były sztywniejsze, możliwe, że pochłonęłyby mniej energii; gdyby zawodnik został na trasie, mógłby zostać uderzony przez innych pędzących kolarzy. Możliwe, że fakt, że się przewróciły i pochłonęły część energii, uratował mu życie - poza obrębem twarzy, zawodnik nie ma żadnych złamań. Można wprowadzić np. dmuchane bariery na finiszach, ale co z wypadkami "na trasie" - nie da się (również finansowo) w 100% zabezpieczyć całych tras wieloetapowych wyścigów kolarskich. W tym momencie to jest wszystko tylko gdybaniem... Po drugie - TdP to nie jest wyścig o puchar burmistrza Pierdziszewa Dolnego, tylko najwyższa klasa rozgrywkowa UCI. Zarówno profil trasy, jak i zabezpieczenia musiały być zaakceptowane przez UCI, ergo spełniały normy panujące powszechnie w światowym kolarstwie. Dlatego moim zdaniem ciężko mówić tu o winie organizatorów TdP. Oczywiście, zdarzenie to może być przyczynkiem do dyskusji nt. ogólnej poprawy bezpieczeństwa w kolarstwie zawodowym, ale ryzyka nie da się wyeliminować do zera, tak więc tego typu sytuacje będą się zdarzać (szczególnie jeżeli będą prowokowane przez samych zawodników). Dlaczego jest nie na miejscu? I jedno i drugie, to bardzo niebezpieczny sport, w którym zawodnicy mierzą się ze śmiercią. W przeciągu ostatnich 6 lat w Formule 1 zginął Jules Bianchi, a w zeszłym roku w Formule 2 zginął Antoine Hubert. I to wszystko pomimo karbonowych monokoków, systemów HANS i HALO, bolidów przechodzących testy zderzeniowe itd. Po prostu wszystkich sytuacji nie da się przewidzieć, a prawdopodobieństwo śmierci w sporcie (szczególnie ekstremalnym) zawsze będzie niezerowe.
- 30 odpowiedzi
-
- 2
-
-
- tour de pologne
- 2020
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Nie do końca się z Tobą zgadzam - jeśli chodzi o same warunki trasy, czyli zrobienie finiszu na tzw. "false flat", to nie widzę w tym nic złego - to jest kolarstwo zawodowe - wiąże się z ryzykiem jak praktycznie każdy sport uprawiany wyczynowo. Gdzie, jak nie w zawodowych wyścigach elity UCI World Tour mamy oglądać potencjalnie najtrudniejsze i najniebezpieczniejsze odcinki tras? To tak jakby ktoś się czepiał, że na torze Formuły 1 proste są za długie i kierowcy rozwijają zbyt dużą prędkość. Nie wiem czy oglądałeś kiedyś jakiekolwiek inne wyścigi kolarskie, ale proponuję obejrzeć np. finisz mistrzostw świata w Ponferradzie z 2014 roku, gdzie tuż przed końcem trasy mieliśmy hardcorowy zjazd, gdzie kolarze jechali prawie 90 km/h, asfalt był mokry, a trasa była mniej więcej szerokości tej w Katowicach. W wielu miejscach jedynym zabezpieczeniem były bariery armco, które są skuteczne w przypadku samochodów, ale w przypadku wypadków motocyklistów, czy rowerzystów działają jak gilotyna. Wystarczył jeden poślizg, jedno głupie zajechanie drogi i tragedia gotowa. Zawodowe kolarstwo szosowe to śmiertelnie niebezpieczny sport - dziwne, że dopiero teraz otwierają się na to ludziom oczy... Prawda jest taka, że bezpośrednią przyczyną wypadku nie jest zaniedbanie organizatorów, tylko skandaliczne zachowanie jednego z zawodników. Jeśli chodzi o zabezpieczenie trasy. Czy było za wąsko? W telewizji wyglądało to na kolarski standard. Czy inne barierki wytrzymałyby uderzenie kolarza i zatrzymały go wewnątrz trasy? Może tak, może nie. Nie zapominajmy, że oni jechali ponad 80 km/h - ciężko zabiezpieczyć trasę, żeby przy takiej prędkości nic się nie stało. Zresztą barierki wyglądały zupełnie standardowo. Tak naprawdę jedyne niedopatrzenie, to fakt linii tramwajowej tuż za barierkami oraz porozrzucane na niej betonowe bloki. Natomiast z tego co widziałem na filmikach, to raczej nie miało to wpływu na obrażenia zawodnika w tym konkretnym przypadku. Z ciekawości poczytałem sobie jeszcze zagraniczne (anglo- i niemieckojęzyczne) fora kolarskie. Nikt nie czepiał się organizatorów - wszyscy piszą o skandalicznym zachowaniu holenderskiego zawodnika. Jeśli chodzi o część dotyczącą widoków, to w 100% się z Tobą zgadzam. W Polsce jest tyle pięknych terenów, gdzie tego typu wyścig mógłby się odbyć, że organizacja etapów w Aglomeracji Śląskiej wydaje się być dziwnym pomysłem. Podhale, Bieszczady, okolice Karkonoszy i Gór Izerskich, a z terenów bardziej płaskich np. Pojezierze Wielkopolskie, Pomorze, czy Suwalszczyzna. No, ale jak już ktoś wspomniał - aglomeracje dają kasę na sponsoring imprezy, a to liczy się bardziej niż cokolwiek innego...
- 30 odpowiedzi
-
- 2
-
-
- tour de pologne
- 2020
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
No i właśnie ta fikcja jest najbardziej irytująca. Z jednej strony nie ma zgody na zmodernizowanie infrastruktury (np. narciarskiej), nawet tej już istniejącej, gdzie są metody pozwalające na przeprowadzenie prac budowlanych z poszanowaniem przyrody, a z drugiej strony pozwala się na funkcjonowanie pseudo-schronisk, będących w rzeczywistości komercyjnymi budami z wątpliwej jakości jedzeniem. Polecam zobaczyć jak wyglądają okolice wodospadu "Kamieńczyk" w KPN, gdzie po jednej stronie szlaku mamy park narodowy (w którym notabene znajdują się betonowe konstrukcje, metalowe płoty i drewniane budy do poboru opłat przez park), a z drugiej strony szlaku (kilka metrów od granicy parku) mamy obleśne zabudowania, w których sprzedawane jest piwo. Okolice wodospadu Szklarki przypominają za to wiejskie targowisko z chińskimi pamiątkami, a sama rzeka Szklarka jest obudowana metalowymi barierkami. To wszystko na terenie wielce szanownego Parku Narodowego. To samo dzieje się w TPN, gdzie od lat blokowana jest modernizacja KL Goryczkowa, a z drugiej strony latem tłumy turystów zadeptują szlaki i okolice schronisk, które obecnie bardziej przypominają komercyjne bieda-restauracje niż to czym były, gdy powstawały. Z jednej strony robiono wszystko, żeby przy modernizacji ograniczyć przepustowość KL na Kasprowy Wierch, a z drugiej strony turyści są wpuszczani latem na szlaki bez żadnych limitów. Ta niekonsekwencja wspaniale pokazuje, że przy blokadzie wszelkich inwestycji tak naprawdę nie chodzi o "ochronę przyrody". Niestety, ale polskie parki narodowe już dawno temu stały się folwarkami wąsatych starych dziadów, którzy realizują na ich terenie swoje interesiki i zajmują ciepłe posadki, a z ochroną przyrody to wszystko ma niewiele wspólnego.
- 1 234 odpowiedzi
-
- szrenica
- szklarska poręba
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Chociażby PN Hohe Tauern w Austrii, gdzie granica parku została celowo zmieniona, żeby umożliwić powstanie nowych kolei i tras. Notabene w takiej Szwajcarii jest 1 (słownie: jeden) park narodowy. A zapewne sam zdajesz sobie sprawę, że posiadają tereny przyrodniczo cenniejsze niż Szrenica, która tak czy siak w lato jest zadeptywana przez turystykę pieszą. Jako przykład podam, że słynny Eiger i okolice nie są częścią nawet żadnego z Naturparków, które są czymś w rodzaju naszych Parków Krajobrazowych. Brak możliwości stworzenia jakiejkolwiek infrastruktury sportowej na terenie polskich PN, których sposób poprowadzenia granic jest delikatnie mówiąc wątpliwy, to jedynie kwestia betonu umysłowego i zwyczajnej głupoty zarządzających. Polska jest jedynym znanym mi krajem, gdzie Parki Narodowe funkcjonują w tak chorym modelu. No i to jest główny problem - brak pomysłu, strategii i współdziałania na poziomie lokalnym.
- 1 234 odpowiedzi
-
- szrenica
- szklarska poręba
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Wydaje mi się, że zwykła gondola też dałaby radę, szczególnie biorąc pod uwagę, że teraz tam jeździ starego typu krzesło, a większość trasy idzie w przecince przez las. Znam wiele miejsc w Alpach, gdzie często wieje, a gondole na jednej linie dają sobie spokojnie radę. Nie duplikują się, bo górny odcinek gondoli obsługiwałby górę ośrodka, wtedy kiedy na dole brakowałoby już śniegu. Do tego dolny odcinek mógłby obsługiwać łatwe trasy (Puchatka) w przypadku dobrych warunków. Wszystko wymagałoby odpowiednich wyliczeń, ale przy dobrym marketingu i dobrej strategii dot. naśnieżania, moim zdaniem zarobiłaby bez problemu.
- 1 234 odpowiedzi
-
- szrenica
- szklarska poręba
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Jest konkurencja, natomiast jedyną opcją w okolicy na wciąganie się wyciągiem z rowerem jest wspomniana przez Ciebie gondola w Świeradowie. Gdyby dodać do tego Szrenicę, powstałaby świetna weekendowa miejscówka, gdzie w sobotę i niedzielę można jeździć na 2 zupełnie różnych górach (Karkonosze i Góry Izerskie) oddalonych od siebie o 20 min jazdy samochodem. Nie sądzę, żeby narzekali na brak chętnych. Rowerowe Olbrzymy są spoko, ale to są głównie typowe single-tracki. Trasy wokół Szklarskiej są jednak bardziej zróżnicowane (mamy też trasy do XC, czy na gravele lub szosy). Zresztą Piechowice, czy Przesieka (gdzie znajdują się Olbrzymy) są na tyle blisko Szklarskiej, że dałoby się z tego zrobić (razem ze Świeradowem) wspólny region rowerowy - ze spójną identyfikacją wizualną, oznakowaniem szlaków, mapami itd. Jeśli chodzi o Czechy, to moje obserwacje są takie, że jest tam jeszcze gorzej niż w Polsce. Szlaki rowerowe są nieoznaczone lub oznaczone fatalnie, przez co ludzi na rowerach jest jeszcze mniej niż po Polskiej stronie. Natomiast potencjał jest naprawdę duży i można by spróbować wypracować z Harrachovem stworzenie wspólnego regionu rowerowego - szczególnie, że połączenie kolejowe już jest i działa bardzo sprawnie. Sam piszesz jak oblegany rowerowo jest Szczyrk. Dojazd z Warszawy czy Łodzi do Szklarskiej zajmuje obecnie jedyne 20 min dłużej niż do Szczyrku (wg. Google Maps). Do tego dochodzi bliskość Wrocławia i Poznania, a także potencjalna atrakcyjność dla Czechów, czy Niemców. Gdyby zrobić to "na porządnie" i zacząć to reklamować, myślę, że naprawdę inwestycje zwróciłyby się szybciej niż wolniej. Szczególnie, że wiele rzeczy to są naprawdę szczegóły. Np. obecnie, z powodu budowy centrum narciarskiego w Jakuszycach, wiele szlaków kończy się na płocie budowy. Nikt nie zadbał o to, żeby oznaczyć jakoś objazdy. Poniszczone oznakowania szlaków też nie są w żaden sposób naprawiane. Skoro dało się wybudować Karkonosz Express, który idzie zupełnie nowym śladem, to dałoby się zbudować też gondolę idącą śladem starego krzesła i trasy rowerowe na istniejących już trasach narciarskich. Powinien to przejąć ktoś z kasą i wizją, kto byłby w stanie zainwestować w infrastrukturę i dogadać się z gminą i parkiem narodowym odnośnie zmian "strukturalnych". W Alpach takie podejście zdaje egzamin. U nas pewnie też by zdało.
- 1 234 odpowiedzi
-
- szrenica
- szklarska poręba
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Byłem ostatnio na przedłużony weekend w Szklarskiej i powiem szczerze, że jestem zaskoczony tym jak mało korzysta się z potencjału tego miejsca do uprawiania sportów zarówno letnich, jak i zimowych. Jak na wakacyjny weekend, było w Szklarskiej naprawdę pusto (na co oczywiście nie narzekałem) - nie wiem czy głównym powodem jest kiepska promocja, czy też epidemia koronawirusa, ale byłem tym zaskoczony. Szczególnie, że warunki do uprawiania kolarstwa są znakomite. Mnóstwo świetnych tras zarówno na szosę, gravela, jak i single-tracków na "prawdziwe" MTB - zarówno po stronie polskiej, jak i czeskiej. Trasy są niestety przy tym fatalnie oznakowane, a ich promocja jest zerowa. Tam naprawdę niewiele trzeba, żeby zrobić z tego miejsca całoroczną "mekkę" dla aktywnie wypoczywających. Wg mnie wystarczyłoby kilka usprawnień, żeby zrobić ze Szklarskiej "sportowy" kurort z prawdziwego zdarzenia: Wybudowanie kolei gondolowej na Szrenicę ze stacją pośrednią w okolicach obecnego punktu przesiadkowego pomiędzy dwoma ciągami starych wyciągów krzesełkowych - dzięki temu ośrodek byłby bardziej odporny na warunki śniegowe - w przypadku kiepskiej mogłaby działać jedynie jego górna część, z trudną trasą (FIS), średnią (Lolobrygida/Śnieżynka) oraz z trasami do nauki jazdy na Hali Szrenickiej. Poprawa systemu naśnieżania w dolnych partiach ośrodka Delikatne poszerzenie tras Dociągnięcie czarnego FISu na sam dół Przekształcenie latem istniejących tras narciarskich w trasy do uprawiania kolarstwa górskiego wraz z umożliwieniem wjazdu gondolą Poprawienie przez gminę oznaczenia tras rowerowych (zarówno po stronie polskiej, jak i czeskiej) Wybudowanie parkingów w i pod Szklarską i połączenie z dolną stacją kolei na Szrenicę darmowymi skibusami Zaplecze noclegowo-gastronomiczne jest, są też świetne trasy biegowe, wraz z budowanym w Jakuszycach centrum biathlonowo-biegowym, dojazd z Warszawy jest szybszy i wygodniejszy niż w Tatry (5h przez A2/A1/S8/A4), do tego Wrocław, Łódź i cały zachód Polski mają wygodny dojazd drogą S3. Linia kolejowa jest - przydałoby się ją jedynie wyremontować, żeby czasy dojazdu były bardziej konkurencyjne w porównaniu do dojazdów samochodem. To naprawdę nie są inwestycje z kosmosu. Polski "niedasizm" jest dla mnie zupełnie niezrozumiały. Można przecież powołać spółkę PPP, pozyskać porządnych inwestorów z zagranicy - szczególnie, że teraz - w czasach kryzysu - koszty budowy infrastruktury spadną. Niestety, polskie realia są takie, że nic z tego nie powstanie...
- 1 234 odpowiedzi
-
- szrenica
- szklarska poręba
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Ja z kolei pozwolę sobie się z Tobą nie zgodzić. Aktualnie posiadam zarówno rower szosowy z geometrią endurance i możliwością używania opon o szerokości nawet około 40c, jak i lekki rower XC do maratonów na karbonowej ramie i np. na takim Mazowszu z tego drugiego praktycznie już nie korzystam, bo po prostu nie ma za bardzo gdzie wykorzystać jego potencjału. Jedyna okazja do wyciągnięcia go z garażu, to jak popada i w okolicznych lasach i na polnych ścieżkach robi się choć trochę ciekawiej. Nie twierdzę, że rowery MTB (dowolnej podkategorii) nie mają racji bytu, tylko że nie mają racji bytu w 90% terenu spotykanego w Polsce. Szosa/gravel będzie po prostu szybsza i efektywniejsza w zdecydowanej większości przypadków. Szczególnie, że w pierwszym poście odnosiłem się głównie do osób uprawiających kolarstwo rekreacyjnie/turystycznie/w celach transportowych, gdzie rowery MTB na terenach nizinnych mają jeszcze mniej sensu. Ma pozycję efektywniejszą - pokonasz więcej kilometrów mniej się męcząc. Zresztą, tak jak pisałem w poprzednim poście - rynek rowerów "szosopodobnych" jest tak szeroki, że każdy znajdzie coś dla siebie jeśli chodzi o geometrię. Co do drugiego punktu, to polecam przejechać się chociaż raz na rowerze szosowym lub "szosopodobnym". Mam kilku znajomych, którym wydawało się, że XC ze slickami, to idealny substytut szosy. Pogląd ten został zrewidowany po pierwszej przejażdżce na rowerze szosowym. Czyli w 99% terenu występującego np. na Mazowszu. Dodajmy, że w terenie tym sprawdzi się lepiej niż jakikolwiek rower MTB. To już są takie farmazony, że nawet nie będę z tym polemizował...
-
Nie znam kolesia i nie obejrzałem filmików, bo mi szkoda czasu, ale jeżeli mówi, to co piszesz, to ma rację. MTB, jak sama nazwa wskazuje, najlepiej sprawuje się w terenie górzystym. W Polsce, gdzie ponad 90% terytorium to niziny, MTB jest po prostu bez sensu - jest ciężki, pozycja powoduje bezsensownie duże opory powietrza, a szerokie opony z bieżnikiem - gigantyncze opory toczenia. Oczywiście są wyjątki - osoby regularnie biorące udział w maratonach XC, mieszkające w terenach górzystych, czy cisnące na ścieżkach enduro, ale jak widzę całe rodziny jeżdżące na MTB po asfaltowych ścieżkach rowerowych Warszawy, czy okolicznych lasach, to naprawdę zastanawiam się po co - ani to wygodne, ani efektywne. Szczególnie, że oferta graveli, a nawet szos tzw. all-round, gdzie można załadować opony o szerokości 38c i więcej jest na tyle szeroka, że naprawdę jest w czym wybierać praktycznie we wszystkich półkach cenowych. Rower taki będzie szybszy, wygodniejszy i efektywniejszy w 90% terenu występującego w Polsce (miasto, asfalt, szuter, leśne ścieżki), tak więc czy to do rekreacji, czy do amatorskiego uprawiania kolarstwa z trochę bardziej sportowym zacięciem, tego typu rowery będą po prostu lepsze. Jeżeli ktoś preferuje bardziej "zrelaksowaną" pozycję (choć są na już rynku gravele z naprawdę kanapową geometrią), to jakikolwiek rower crossowy/fitnessowy też będzie lepszym wyborem niż MTB. Natomiast jeżeli poszukujemy "kanapy" do wygodnego (niekoniecznie szybkiego) przemieszczania się po mieście, to rowery w stylu "holenderskim" sprawdzą się najlepiej.
-
Moim zdaniem działania polskiego rządu będą delikatnie mówiąc nieskuteczne. Co z tego, że dzieciaki nie będą chodzić przez 2 tygodnie do szkoły, skoro ich rodzice szturmują sklepy w poszukiwaniu papieru toaletowego? Co z tego, że pozamykane zostały uczelnie, skoro niektórzy studenci-idioci organizują sobie "coronavirus-party"? Otwarte pozostają centra handlowe, baseny i kościoły. Poza tym nie zapominajmy, że jesteśmy w strefie Shengen, więc granic de facto nie ma. Samoloty nadal latają do Niemiec, czy Francji - poza zebraniem kart lokalizacyjnych, nikt niczego nie sprawdza. Zresztą sprawdzanie temperatury przyjezdnym praktycznie nic przy tym wirusie nie daje, o czym najboleśniej przekonali się Włosi. Nie wierzę też w zapewnienia polskich władz o jedynie kilkudziesięciu przypadkach wirusa w Polsce. U nas po prostu się ludzi nie bada, co jest zresztą głupotą. Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że u młodych, zdrowych ludzi, którzy są najbardziej mobilni, choroba przebiega zupełnie bezobjawowo lub bardzo lekko. Powinniśmy wziąć przykład z Niemców, którzy nie zamykają szkół (wczoraj np. w Bawarii zamkniętych było jedynie kilkadziesiąt z kilku tysięcy szkół), nie panikują, nie szturmują sklepów, ale za to robią testy, nie tylko ludziom z objawami. W tym dają możliwość zrobienia testów w formule "drive-through". Niemcy wykonali w ostatnim czasie kilkaset tysięcy testów. Ile testów w tym czasie zostało wykonanych w Polsce? Niestety, ale w Polsce NIE DA SIĘ zastosować modelu chińskiego, co zdaje się próbować zrobić nasz rząd. Oczywiście, trzeba uważać, stosować się do zasad zachowania higieny zalecanych przez WHO, przestrzegać kwarantanny w przypadku powrotu z rejonów zagrożonych, czy też będąc w grupie ryzyka, ale smutna prawda jest taka, że jeżeli nic się nie zmieni, to najprawdopodobniej w cięższej lub lżejszej formie chorobę przejdzie nawet 70% społeczeństwa, o czym zresztą mówią władze Niemiec, czy USA. Dlatego rząd powinien skupić się na zapewnieniu jak najszerszej możliwości testowania chorych oraz warunków do hospitalizacji w najcięższych przypadkach. To powinien być priorytet, a nie zamykanie szkół...
-
Ten sezon to jakiś dramat... Beznadziejna zima praktycznie w całej Europie, a do tego koronawirus. Dobrze, że pojeździłem sporo w grudniu i styczniu, bo teraz to już praktycznie koniec narciarskiej zimy w całej Europie...
-
Ludzie to debile...
-
Jak miałaby wyglądać "panika na stokach"? Nawet jeżeli "jeżdżą i wracają i nie chorują", to nie masz 100% szansy, że Ty nie zachorujesz. Pytanie co zrobisz w przypadku, gdy wirus pojawi się w Polsce. Zamkniesz w domu? Przestaniesz chodzić do pracy? Nikt decyzji za Ciebie nie podejmie. Musisz sama oszacować potencjalne ryzyko.
-
Sorry, ale jak widzę baranów, którzy w Polsce na potęgę wykupują produkty ze sklepów, to nie wiem czy śmiać się czy płakać. Prawda jest taka, że obydwie strony (zarówno panikarze, jak i negacjoniści), to ten sam sort idiotów, którzy nie rozumieją realnych zagrożeń związanych z rozprzestrzenianiem się wirusa. WHO i GIS wydały zalecenia, wystarczy się do nich stosować, a szanse na zachorowanie naprawdę będą praktycznie równe zeru, nie mówiąc o zagrożeniu życia, które dla młodych, zdrowych osób jest praktycznie zerowe - statystycznie większym zagrożeniem jest podróż samochodem do takiego Val di Sole niż pobyt tam. Statystyki śmiertelności są przy tym i tak zawyżone, bo u wielu osób choroba przebiega z lekkimi objawami i takie osoby po prostu się nie badają i nie są włączane do statystyk. Ponadto, w takim Trentino-AA, aktualnie potwierdzono 1 (słownie: jeden) przypadek koronawirusa, co biorąc pod uwagę, że w całym regionie mieszka około miliona mieszkańców, daje dobry obraz sytuacji w tym regionie. Oczywiście - nie można twierdzić, że ryzyka w ogóle nie ma. Jest i trzeba je wziąć pod uwagę - osoby starsze, czy przewlekle chore powinny powstrzymać się od podróży, ale biorąc pod uwagę, że granice w UE są otwarte, a samoloty i pociągi kursują bez zakłóceń pomiędzy Włochami, a innymi krajami, wirus prędzej czy później rozprzestrzeni się na całą Europę (w tym Polskę), tak więc nadmierna panika dot. jakichkolwiek podróży jest groteskowa.
-
Dokładnie tego. Codziennie pomiędzy północnymi Włochami, a Austrią i Niemcami przejeżdża kilkanaście pociągów wiozących w sumie setki ludzi. Do tego tysiące samochodów jeżdżących codziennie autostradą przez Brenner. Przy braku „prawdziwych” granic w UE, zatrzymanie tego wirusa w jednym państwie jest niemożliwe.
-
2 pierwsze przypadki potwierdzono w Austrii, a także potwierdzono pierwszy przypadek w Chorwacji... Wygląda na to, że niedługo już nigdzie nie będzie bezpiecznie... https://tvn24.pl/swiat/koronawirus-rozprzestrzenia-sie-po-swiecie-relacja-4270270







