Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 13 Październik 2026
-
Rok
13 Październik 2025 - 13 Październik 2026
-
Miesiąc
13 Wrzesień 2026 - 13 Październik 2026
-
Tydzień
6 Październik 2026 - 13 Październik 2026
-
Dzisiaj
13 Październik 2026
-
Wprowadź datę
14.09.2020 - 14.09.2020
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 14.09.2020 uwzględniając wszystkie działy
-
A mnie na stare lata udało się wreszcie pojechać w Sudety. Od wielu wielu lat chciałem tutaj pojechać letnią porą ale zawsze coś nie wychodziło.Wreszcie teraz udało się wygospodarować kilka dni i jestem u podnóża Śnieżki.Jako że okolicy nie znam zupełnie postanowiłem rozpocząć od okrążenia Królowej i wyszło z tego coś takiego jak niżej.pomijając południowy odcinek, trasa rewelacja w zasadzie cały czas góra-dół.A podjazd od polskiej strony na przełęcz karkonoską -delicje.Ze znanych mi w RP najbardziej wymagający.Od strony czeskiej podjazd nie jest zbyt ciekawy bo droga dobrej jakości i nachylenie w zasadzie nie przekracza 7%, ale dzięki temu zjazd szybki i poza kilkoma patelniami w zasadzie bez hamowania.Jak ktoś będzie jechać pod tą górę niech zapomni,że na koniec podjazd popuści.Wg wskazań mojego licznika ostatni kilometr podjazdu ma ok 15% średniego nachylenia. Dla tej jednej trasy warto tu było przyjechać.6 punktów
-
6 punktów
-
Wrześniowe słońce łagodnie prześwieca przez korony liści. Jeszcze jest zielono, jeszcze jest ciepło, ale już nie tak upalnie jak kilka tygodni temu. W Drawieńskim Parku Narodowym ostatni amatorzy spływów wodują się na Korytnicy i na Drawie, pustawo na polach biwakowych, pustawo w agroturystykach. To już końcówka sezonu. Wystarczy jednak skręcić rowerem w boczną drogę, z dala od kajakowych szlaków, i można delektować się piękną przyrodą na wyłączność. Zapraszam na wycieczkę w mniej znane zakątki DPN-u i okolic. Główną bohaterką będzie Płociczna - lewobrzeżny dopływ Drawy o długości ponad 50 km. Płociczna to rzeka mało znana, bo wyłączona z turystyki kajakowej. Dotrzeć tu można pieszo lub rowerem, bo i drogi asfaltowe omijają raczej te tereny. Czy warto? Oceńcie sami! Zanim dotrzemy nad Płociczną przecinamy jeszcze dwie rzeczki - Słopicę, która notabene płynie przy naszej działce, oraz Korytnicę. Słopica widziana z mostu na leśnej drodze między szosą z Niemieńska, a Sówką: Jedziemy polnymi drogami, mniej lub bardziej piaszczystymi, ale po opadach deszczu w ubiegłym tygodniu - jeszcze na tyle ubitymi, że są przejezdne. W Sówce jakaś grupa już kończy spływ Korytnicą.. Piękna ta Korytnica, szkoda, że w tym roku nie mogłam dołączyć do Darka na rodzinne kajaki na tym szlaku. Następnie gruntową drogą jedziemy w kierunku na Jelenie - małą wioskę zagubioną w lesie. Tu i ówdzie w środku lasu stoi samochód - niechybny znak, że zaczął się sezon grzybowy. Spotykamy naszych sąsiadów - w bagażniku wielka balia pełna podgrzybków! A my w sobotę tak skromnie - tylko trochę prawdziwków, maślaków i kozaków. Jelenie w pełnej krasie: Za kolejną osadą - Miradź - zaczynają się tereny DPN-u. Grzybiarzy już więc tutaj nie ma. Jest za to nasz cel podróży - Płociczna po raz pierwszy: Kilkaset metrów za mostkiem skręcamy z szutrówki w czerwony szlak pieszy im IV Dywizji Piechoty, wiodący z Człopy do Tuczna. W lesie jakieś resztki - chyba umocnień wojskowych. Szlak początkowo jest jeszcze przejezdny dla rowerów, potem - w okolicy Śmiałkowych Wzgórz - zmienia się w wąską i krętą ścieżynę biegnącą po zarośniętym terenie: Miejscami trzeba prowadzić rower, zwłaszcza że teren jest do tego mocno pagórkowaty. Jest za to więcej czasu na rozglądanie się dokoła i podziwianie widoków. Jezioro Jamno, zwane również Gemel: Kolejny most na Płocicznej - można stąd wrócić niebieskim szlakiem do Miradza, albo - tak jak my - pojechać dalej czerwonym wzdłuż rzeki. Teraz szlak biegnie wałem, wzdłuż dawnego Kanału Sicieńskiego. Kanał - zbudowany dwieście lat temu - nawadniał okoliczne łąki. Teraz łąki zarósł las, wsie się wyludniły, a kanał - uszkodzony w II wojnie światowej całkiem wysechł. Jak widzicie - ten fragment wycieczki to całkowity offroad. Tutaj jeszcze jest przynajmniej niska roślinność, ale miejscami bywają pokrzywy. No, moje spodenki do kolan niezbyt dobrze się sprawdziły . Resztki młyna w nieistniejącej osadzie Pustelnia: I miejsce przy węźle szlaków: Stąd można pojechać do Głuska żółtym szlakiem - ścieżką brzegiem jeziora Ostrowieckiego, albo leśnymi drogami przez osadę Ostrowite (szlaki czerwony, niebieski i czarny). My wybieramy tym razem drugi wariant i jedziemy pięknym, bukowym lasem: Po drodze odbijamy do ruin Starej Węgorni. Tutaj Płociczna nieoczekiwanie zmienia się ze spokojnej, nizinnej rzeczki w rwący potok: Chwila zadumy Darka przy starym cmentarzyku w osadzie Ostrowite: Terenowa Stacja DPN-u również w Ostrowitem: Chwila relaksu nad jeziorem Ostrowieckim: Przez Głusko, Sitnicę i Bogdankę wracamy asfaltem (różnej jakości) do siebie, na działkę. Po drodze jeszcze zaglądamy na Bogdankę. W widłach Korytnicy i Drawy: Mapka wycieczki:5 punktów
-
Kilka lat marzyłem o tym, by przejechać 100 kilometrów w czasie poniżej 3 godzin... ...dzisiaj się udało 🚴♂️⚡💪 Wyjechałem się jak koń 🐎 na westernie 😀 Było bardzo ciężko, ale dałem radę 💪 Na 70 kilometrze wynik wynosił 34,4km/h średniej...ostatnie 30 kilometrów, na pętli było jednak pod wiatr...i wynik uciekał, ale ostatecznie nie uciekł 😀 Finalnie wyniósł 33,45km/h ⚡ Radość wielka, zmęczenie olbrzymie. Zapas czasowy? Tylko 40 sekund 😱 Jest progres w tym sezonie 💪 to cieszy 🙂 Szosowe marzenie zrealizowane - hura!!!4 punkty
-
Współczuję serdecznie Ależ pech @cyniczny zdrowia i szybkiego powrotu na rower, narty! Jesteś wysportowany, to szybko się podniesiesz po tej kontuzji! Trzymam kciuki Paula jechała na kole całą trasę - miała jakiś kryzysowy dzień (jeśli można to nazwać kryzysem)... zerwała się dopiero na 95 kilometrze gdzie była już totalna walka z czasem. Mimo tego osiągnęła świetny wynik: 100 kilometrów w czasie 3 godziny 1 minuta. Jej średnia prędkość 33,1 km/h. Niesamowicie mocna jest Dziewczyna! 😮 Gratulacje @mifilim udziału w tak wymagającej imprezie! Forma jest, i świetnie!!! Pochwal się innym na forum, co to były za zawody, które miejsce zająłeś itd. Mój kumpel z Kielc, Grzesiek był Open na 5 miejscu, a w kategorii M3 zajął 2 miejsce na podium. Jak wczoraj z nim gadałem, to mega wytrzymałościowy i długi maraton MTB - dla koni Tym bardziej Michał olbrzymie gratulacje za udział i ukończenie! Szybko łapiesz formę, po tak poważnych kłopotach zdrowotnych i to powinno być dla @cyniczny przykład, że i On szybko stanie na nogi! Pozdrowienia Panowie!3 punkty
-
O! To czekam na Twoją recenzję, jak się sprawdziły "w praniu" Mówisz – masz… pokrótce: CMP Rigel Mid WP – pierwsze wrażenie bardzo pozytywne, but wygląda solidnie ale nie jest ciężki, nie widać jakichś niedoróbek i widocznych mankamentów. Na etapie przymierzania pokonał dwa modele butów Dachstein i jedne Merrell (to mój faworyt był😑 ) - oczywiście to mocno indywidualne kryterium. Na trasie sprawowały się bdb – zona zadowolona. But trzyma kostkę jak trzeba, nie uciska nigdzie przy zejściach, bardzo dobra przyczepność na suchym i mokrym buty są szczelne i oddychają – nawet w upały dawały rade (oczywiście na tyle na ile membrana to potrafi). Generalnie można polecić – zwłaszcza paniom o szerszej stopie na sezon wiosna/jesień. Dodatkowo ze względu na fakt ze nie zastosowano tu drogich patentów – Vibram czy GoreTex (choć membrana wygląda bardzo podobnie) automatycznie cena jest mocno atrakcyjna w stosunku do konkurencji. Rekomendacja w 100% .. !! 👍2 punkty
-
@cyniczny - bardzo mi przykro, że ten sezon tak nieszczęśliwie się skończył dla Ciebie . Współczuję bardzo i również trzymam kciuki za szybki powrotu do zdrowia i pełni sił. Jeszcze nie jeden sezon w siodle i na nartach przed Tobą, ale potrzeba trochę czasu, niestety. @Paula @mifilim @marboru - gratuluję sportowych osiągnięć i kondycji! Niezłe z Was przecinaki!2 punkty
-
Koniki na Chochołowskiej też nie mają lżej. Jeżdżą tam zaprzęgi na 1 konia + bryczka 4 osobowa + woźnica. Jak schodziliśmy to akurat jednocześnie kilka zaprzęgów podjeżdżało w miejscu bardziej stromym i o kamienistej nawierzchni w rodzaju kocich łbów. W tym miejscu większość woźniców (lub wszyscy) szli obok i z jednej bryczki turyści również zeszli aby ulżyć zwierzęciu. Natomiast tam gdzie był komplet pasażerów lub komplet większych pasażerów to była masakra. Nie znam się na konikach ale one wyglądały na skrajnie wyczerpane (to była też końcówka trasy), a trasę którą tam przemierzyły wyznaczała dosłownie ścieżka potu. Z drugiej strony jest zarobek jest konik, nie ma zarobku ...2 punkty
-
Nie ma co męczyć tego tematu bo tam nic się nie zmieni. Wystarczy policzyć kasę jaka z tego jest i wszystko. A za kasę tamtejsi są wstanie zrobić wszystko i to dosłownie wszystko. Zdajesz sobie chyba sprawę, że podobnej atrakcji nie uświadczysz nigdzie w cywilizowanych krajach a to też o czymś mówi. Jak się przekracza rejony Nowotarskie to po wjeżdzie na Podhale powinien stać napis "patologia" dotyczący każdej jednej dziedziny życia. Z drugiej strony czego wymagasz jak jest popyt. Dla normalnych ludzi taka "atrakcja" to powód do obciachu i jak mam być szczery kijem to bym gonił to całe towarzystwo, które tam jest chętne na ten cyrk. Moja 80 letnia matka ze sztucznymi kolanami parę dni temu sama poszła sobie aż z Głodówki przez Rusinową na Wiktorówki tam i z powrotem. Była szczęśliwa choć za te schody do sanktuarium jak by dorwała decydenta, który to zrobił to by mu złamała kijek a nawet dwa na tym pustym czerepie.2 punkty
-
Pętla Szczyrkowska, to nowy, tegoroczny produkt turystyczny dostępny w Szczyrku. Ośrodki Skrzyczne oraz Szczyrk Mountain Resort razem oferują jeden bilet umożliwiający skorzystanie z kolei obu ośrodków. Zakup biletu Pętla Szczyrkowska uprawnia nas do przejazdu czterema kolejami w Szczyrk - dwa krzesła w ośrodku Skrzyczne oraz krzesłem i gondolą w Szczyrkowskim. Nasz wycieczkę możemy odbyć w dowolnym kierunku, a kupując bilet w internecie zapłacimy taniej... i dostaniemy jeszcze zniżkę na obiad w restauracji Kuflonka.1 punkt
-
Dziękuję bardzo Chyba już tamtędy kiedyś jechałam z Alt Warp, przez Reith i dalej do Hintersee. To jest trasa leśna i szutrowa raczej o ile dobrze pamiętam? Tym razem wybrałam inną traskę, z asfaltem i objechałam mokradła po lewej :))1 punkt
-
1 punkt
-
Z Rieth następnym razem możesz wrócić świetnym szlakiem dawnej wąskotorówki do Hintersee i Dobieszczyna. Znasz? Jak nie, to wystarczy trzymać się znaków Oder-Neiße-Radweg.1 punkt
-
Fajnie byłoby się na siebie natknąć faktycznie 🙂 Tak, to ścieżka do Rieth, odkryłam ją przypadkiem wracając już do domu z N. Warpna. Była tak fajna, że zrobiłam większe koło niż planowałam, co niespodziewanie zakończyło się życiówką 😎1 punkt
-
Niedzielne kręcenie po DPN-ie. Sporo jazdy terenowej po lasach, nad rzekami. Ogólnie - dużo zielonego. Zapraszam do przeczytania relacji.1 punkt
-
@barattolina tak trzymać! Widzę, że jeździsz po moich okolicach, może się kiedyś na siebie natkniemy? Fajnie, że już można myknąć na drugą stronę granicy. To ścieżka do Rieth?1 punkt
-
Cześć Turystów Mariusz było tyle samo albo i więcej ale ... praktycznie nie było hołoty. Pozdrowienia1 punkt
-
Do Śląskiego domu można rowerem , a nachylenie znacznie większe na 7km wzniosu 660m , szkoda że w okresie powakacyjnym i w dni robocze nie można a wypadki na szlaku pieszym też się zdarzają . Co ciekawe na szlaku pieszym w górach w Polsce jadąc na rowerze bardzo często zdarza się że piesi przepuszczą choć to oni mają pierwszeństwo1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Sprawdziłem cenę ubezpieczenie. Przy 6 dniowym skipasie na styczeń kosztującym teraz 277 Euro koszt ubezpieczenia od anulowania to 18 euro, co po obecnym kursie daje 80zł i stanowi dokładnie 6.5% wartości karnetu. Nie jest tak źle jak myślałem.1 punkt
-
Mieliśmy z Mariuszem ten luksus,że jadąc w Tatry słowackie, apartament mieliśmy przyczepiony do auta.Dwie sypialnie,łazienka,kuchnia,prąd za darmo. Przyjechaliśmy w nocy pod samo wejście na szlak (Popradzkie Pleso zastawka) Przespaliśmy się w przyczepie kilka godzin. Wstaliśmy około 6.00.Plan był wyruszyć na Rysy o 5.00,ale byliśmy wyczerpani podróżą. Około 19.00 byliśmy z powrotem w naszym apartamencie.Zostaliśmy tam na noc.Wyruszyliśmy w drogę do Niedzicy rano przed piątą,żeby parkingowy nie skasował nas ponownie za parkowanie...1 punkt
-
1 punkt
-
Cześć Przykład: każda ścieżka rowerowa niezależnie od tego gdzie jest. Piesi, Dzieci na rowerkach prowadzone przez rodziców, Wózki, Hulajnogi, Pojazdy jednoosiowe, I ch.... wie co jeszcze. Koszmar totalny ale da się rozgonić jak się odpowiednio szybko jedzie i krzyczy. Pozdrowienia1 punkt
-
Połączenie Wagrain/Flachau z Kleinar/Flachauwinkl "Panorama Link" na szczęście opóźnienia nie ma, data planowanego otwarcia się niezmieniła - Grudzień tego roku tu link do aktulanych zdjęć z budowy: https://panorama-link.live-panorama.com/ a tu kilka informacji o projekcie w tym filmik z montażu podpór: https://www.snow-space.com/Panorama-Link1 punkt
-
Cześć A my z Rybelkiem w ten weekend byliśmy na rowerach u kumpla na imprezie. O dojeździe rowerowym nawet nie ma co wspominać, no może piątkowa jazda w deszczu była jakaś warta słowa ale... Była to kolejna impreza celowana, ta konkretna to trzecia czy czwarta edycja "drewna na zimę". Od wielu lat w sporej grupie dobrych znajomych i przyjaciół realizujemy pomysł imprez celowanych. A to trzeba kogoś przeprowadzić, naprawić dach, uporządkować działkę, zrobić drogę itd. W tym wypadku serdeczny nasz przyjaciel ma dom na wsi i opala się drewnem, którego przez sezonem przywożą mu 24 metry w klocach i trzeba to wszystko ułożyć w drewutni a częściowo również porąbać. Dwa dni super zabawy. Nachlać się, potańczyć czy pojeździć na rowerze można wszędzie a wartość dodana w postaci wykonanej pracy i pomocy bliskim jest zajebista. Polecam. Pozdrowienia1 punkt
-
A może by tak na Rugię ??? Cześć ! Wirus zniweczył w tym roku wszystkie nasze wakacyjne plany. Nie wiadomo było kiedy i gdzie się udać. Do ostatniej chwili nie mogliśmy się zdecydować, aż w końcu dokonaliśmy rezerwacji dwa dni przed wyjazdem, uzależniając wszystko od pogody. Było upalnie, więc padło na miejscówkę nad morzem, niedaleko od domu - 2,5h jazdy samochodem (w razie gdyby wprowadzono kwarantanne, mogliśmy wrócić w każdej chwili zanim zacznie obowiązywać, a to było ważne). No i lubię jak na wakacjach jest woda:-) Ponieważ nie chcieliśmy smażyć się tylko na plaży, wybraliśmy okolicę o doskonałej renomie pod względem malowniczych krajobrazów oraz niezliczonej ilości kilometrów tras rowerowych. No i poszło....wylądowaliśmy na Rugii :-)) Zainstalowaliśmy się w miejscowości Juliusruh, na półwyspie Wittow, w północnej części Rugii, skąd właściwie z naszego domku wskakuje się od razu na piękną leśną asfaltóweczkę 😄. Jest też dosłowny rzut beretem do pięknej, długiej na ponad 8km piaszczystej plaży. Traski w tamtej części jak na załączonym obrazku: Pierwsze dni ukrop dosłownie lał się z nieba. Do 17:00 nie dało się jeździć. Potem nikomu nic się nie chciało, więc miałam wyspę tylko dla siebie. No może nie tylko dla siebie, bo zabrałam ze sobą jeszcze mojego Darka 🙂 W pierwszej kolejności pojechaliśmy na Kap Arkona - na tzw obczajkę...... no i przepadliśmy doszczętnie. Zresztą sami zobaczcie..... A tak to wygląda to z bliska: Jedna z tras - oznaczona jako średniej jakości (na mapie): Po drodze można też spotkać dziką zwierzynę: Zdjęć z Kap Arkony nie mamy. Kto by chciał focić jakąś latarnię. Hehe. Takie widoki na rozgrzewkę, bo potem było już tylko gorzej. 😂 W kolejnych dniach objeździłam półwysep wszerz i wzdłuż. Odkrywając coraz piękniejsze zakątki i spotykając raz za razem innych, spragnionych wolności rowerzystów. Był więc i ulubiony, dłuuuuuuuugi jak pas startowy asfalcik: No i miejscowości z uroczymi domkami: ...oraz nieco bardziej nowoczesną architekturą: Kolejne dni był łaskawe jeśli chodzi o temperaturę, upał zelżał więc można było zapuścić się nieco dalej - na cały dzień. Wsiedliśmy więc na rowery i pojechaliśmy na południe, w kierunku Glowe, na półwysep Jasmund. Zrobiliśmy kilka pętli, poruszając się wedle zasady "gdzie oczy poniosą". No i poniosły....w jakieś krzaczory i szuwary 😂 : potem trzeba było już grzecznie wrócić do mapki... no mniej więcej, bo bywało różnie. Tutaj mapa: a tutaj to bywało różnie właśnie....tzn mój rower 🙂 po ponownym zjechaniu z trasy Przedpole półwyspu Jasmund to niziny, z przeważającą ilością przeróżnych mokradeł. Przynajmniej tak go zapamiętałam. Następny dzień to już oczywiście Park Narodowy. Niestety nie mam zdjęć z tras, tylko same filmy. Po dojechaniu jednak do punktu X, gdzie nie można już pedałować jest się zmuszonym do podziwiania oszałamiających widoków, takich jak np. ten: albo ten: albo jeszcze ten... Nie odważyliśmy się zjechać w dół do Sassnitz - potem trzeba byłoby wrócić, a to jest około 100m przewyższenia na dość krótkim odcinku. Może innym razem (czyli pewnie nigdy :)) Pozostałe dni upłynęły nam na błogim szwendaniu się rowerem to tu, to tam i upajaniu się ogromnymi połaciami wolnej przestrzeni. W takim terenie człowiek dopiero czuje, że rower to nie tylko praca nad sobą i osiągi sportowe, ale przede wszystkim wolność oraz obcowanie na naturą, a w przypadku Rugii naturą przez wielkie N: Rugia oczarowała nas doszczętnie. Każdy może znaleźć tam coś dla siebie. Od klimatów szosowych aż to trudnego leśnego terenu. Przyroda, z jednej strony oczywista, jest jednocześnie tak oszałamiająca w swojej prostocie, że zapiera dech w piersi. W dzisiejszym, szalonym i pędzącym świecie jest jak najprawdziwszy zastrzyk zielonej, czystej energii. Życzę Wam wszystkim wyprawy na ten niesamowity kawałek ziemi. Tylko weźcie ze sobą koniecznie rowery !!!! Mam nadzieje, że Was nie zanudziłam, bo to moja pierwsza relacja tutaj. Hehe. Dobrej nocy ❤️ i na koniec zen-widoczek. PA!1 punkt
-
1 punkt
-
Zacytuję sam siebie: "Największy tłuścioch w rodzinie singletracków I to nie tylko dlatego, że najdłuższy i z najwyższym przewyższeniem (ok. 30 km, 800 m). I zrobiony z największym zadęciem: czasem prawie, że na dwa rowery, twardo, gładko (no tutaj trochę przesadzili). Na szczęście na podjazdach multum stromych ścianek, na zjazdach garby, do tego parę głębokich band, takich, że szczęka opada. Na to wszystko nakładają się jeszcze piękne okoliczności przyrody (to za Himilsbachem) i spora zmienność terenu. Część niebieska jest naszym zdaniem lepsza od czerwonej. Zdjęcia "na zachętę" są jeszcze ciepłe. A ponieważ zarówno w sobotę jak i niedzielę będzie bardzo ładnie to można jeszcze w tym tygodniu zmierzyć się z tą, jedną z najbardziej wymagających ścieżek Sinletrack Glacensis. Koniecznie zajrzyjcie do Międzygórza!" Dodam jeszcze parę fot z sąsiednich: Rudki i Pętli Stronie Śląskie. Kolejne 34 świetne kilometry. Dolny Śląsk rządzi! Pozdro Wiesiek1 punkt
-
1 punkt
-
Jaworowy Vrch koło Trzyńca i Cieszyna https://goo.gl/maps/NK9Bz7fPwcbSnCcz8 https://www.lanovkajavorovy.cz/lanovka1 punkt
-
1 punkt
-
@marboru Gratulacje, mega wynik, nigdy tak szybko nie jeździłem:-) Jechałeś sam, czy z Paulą? Niestety ja dość gwałtownie zakończyłem sezon rowerowy w dniu 20/08. Głupi upadek przy powrocie z pracy z niestety dużymi konsekwencjami - złamana szyjka kości udowej. Operacja w tym samym dniu na Szaserów - 3 śruby. Czy będzie konieczna endoproteza to się okaże. Stąd zarówno dokończenie sezonu rowerowego jaki i cały narciarski odbywam w świecie wirtualnym, czytając relacje na tym forum - @tanova Gryfusa i Karyntia rulez - i jednocześnie liczę na wiele kolejnych:-)0 punktów







