Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. lski@interia.pl

    [email protected]

    Użytkownik forum


    • Punkty

      12

    • Liczba zawartości

      3 290


  2. MarioJ

    MarioJ

    Użytkownik forum


    • Punkty

      12

    • Liczba zawartości

      3 571


  3. marekbtl

    marekbtl

    Użytkownik forum


    • Punkty

      10

    • Liczba zawartości

      1 994


  4. marionen

    marionen

    Użytkownik forum


    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      4 615


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 10.04.2023 uwzględniając wszystkie działy

  1. Lany poniedziałek,Słotwiny Arena.Ludzi niewielu,warunki zadziwiająco dobre.Po nocnym deszczu zrobiło się coś w rodzaju mokrego betonu-szybko,równo,twardo,żadnej o dziwo ciapy.Lekkie problemy z widocznością,ale lekkie.Często bywało gorzej,kiedyś mgła była tutaj taka,że kolega zjadł rękawiczkę narciarską zamiast kanapki i dopiero przy sprzączce się zorientował...
    12 punktów
  2. Następnym ciekawym szczytem była BLANEBBA. Zjazd z nachyleniem do 45st, z zagrożeniem skał na linii spadku. I piękne widoki na symbole regionu Romsdal: Trollveggen, Romsdalshornet, rzeka Rauma. Na stromy zjazd zdecydował się ze mną Rafał, pozostali zjechali linią podejścia. Był to mój jeden z trudniejszych zjazdów, ze względu na dużą długość przy znacznym nachyleniu oraz zagrożenie wjechania lub wpadnięcia na skały w linii spadku. Ale wszystko poszło zgodnie z planem i zjechaliśmy wg linii upatrzonej od dołu. Trollveggen to jest najsłynniejsza ściana wspinaczkowa w Europie, ma 1100m przewyższenia, wysokość 1788m npm. Z pewnością niektórzy słyszeli o pierwszym przejściu zimą drogi French Route przez Kurtykę: The wall saw its first winter ascent in March 1974, when Wojciech Kurtyka from Poland spent 13 days repeating the 1967 French Route. A w 2018 pierwszy zjazd przez Kiliana: In February 2018, Spanish ski mountaineer Kilian Jornet was the first to ski down the Troll Wall. He had previously climbed the route. Jest video na youtube. Szczyt BLANEBBA i zjazd Pierwszy plan BLÅNEBBA, drugi plan to Store Venjetind Trollveggen - Troll Wall Rauma wpływa do fjordu Isfjorden. Miasteczko Åndalsnes Szczyt Romsdalshornet po prawej
    4 punkty
  3. Cze Paweł, zgadzam się z Tobą zupełnie, ale nasz punkt siedzenia jest inny niż Victora - On ma bardzo daleko gdziekolwiek w góry - bo z tego co kojarzę to tylko narciarstwo halowe jest w jako takim zasięgu. My mamy dość blisko. Poza tym Victor jeździ przed albo po sezonie. Tu Grimson ewidentnie w ferie - no będzie drożej i tłoczniej, ale nie jest tak źle. Aż takiej tragedii nie ma. Jeśli ktoś sobie wyobraża że będzie jeździł w ferie sam po stoku, to się myli - ale nie jest to Białka. Do krzeseł się nie czeka i spokojnie można zjechać bez obawy o swoje życie i najbliższych. W tym sezonie ze względów logistycznych miałem 8 noclegów w Austrii - kosztowało mnie to więcej 59 EUR/noc od RODZINY! W sezonie. Więc warto. NIe pieniądze przy całym przedsięwzięciu. W przyszłym sezonie też tak jadę - ten jeden dzień po podróży - chociaż blisko to mega + dla dalszej jazdy - 6 dni na luzaku można jeździć. Wyjazd tak samo, dzień po nartach. Victor ma inną politykę, ja jakbym Żona wysadził na stoku prosto z auta - to pewnie musiałbym sobie transportu na powrót szukać we własnym zakresie pozdrawiam ps. Grimson, jak chcesz to dam Ci namiar na priv, apartament 4-osobowy - basen w cenie. No niestety trzeba na stok dojechać - skibusem lub we własnym zakresie. do 40km sporo ośrodków mniejszych i większych - wszystko na jednym karnecie. ok 70km na lodowiec. Coś za coś.
    4 punkty
  4. Coś w tym jest. Jak byłem młodzieńcem i przytrafił mi się upadek, to ze wstydu jeśli była taka możliwość potrafiłem zmienić stok na inny. Do dzisiaj staram się poprawiać technikę by takie przypadki zdarzały się w bardzo dużych odstępach czasowych. W zasadzie to głównie na freeride i tyczkach.
    3 punkty
  5. Zapomniałem jeszcze napisać o tym, że 29 marca Marco Odermatt jeździł w Santa Caterina, ale akurat w tym dniu jeździliśmy w Bormio... Tutaj fotki:
    3 punkty
  6. W necie znalazłem coś takiego. Chyba developer trochę na wyrost to reklamuje. Ale jakby powstało to by było coś. https://www.seidorfmountainresort.pl/?utm_source=facebook&utm_medium=cpc&utm_campaign=konwersje-nieruchomosci&fbclid=IwAR2FkaSyEo7Jf6KK2cYir2iWlWKFtRhXNhYjui24HPvg-4z79iHGXZUXX_I
    2 punkty
  7. No co Ty.. ja sie nigdzie nie zamykam...powiem więcej - muza nawet w tańcu mi specjalnie nie przeszkadza....
    2 punkty
  8. Walę glebę, wstaję, jadę dalej. Normalka.
    2 punkty
  9. @grimson … może ski Aalberg tu masz kawalerkę z kanapą pod domem prosto na ON ,jedyne 38 koła € sob-sob wiec jest i czas na spokojny odpoczynek po podróży https://www.booking.com/Share-DHkF0o W okresie św-sylwestrowym 88 koła € krzyczą za tydzień 🤕 Jak się bawić to raz a dobrze 😉 🤣
    2 punkty
  10. W tym sezonie udało się w końcu wyjechać do Norwegii. Wybieraliśmy się ponownie do Tromso, ale uciekły nam w ostatniej chwili noclegi. Tamten rejon staje się coraz bardziej popularny. Znajomy przewodnik polecił nam rejon Romsdal leżący bardziej na południu. Przylecieliśmy w niedzielę i taki mamy widok z okna pensjonatu mieszkamy nad końcówką fiordu Jest bajkowo.
    1 punkt
  11. @grimson jak chcesz mieć mniej ludzi to inny termin np. w pierwszej połowie stycznia. Co do ośrodków to mam tylko doświadczenia z ITA, jak jedna góra z różnymi trasami to Kronplatz lub Tre Cime - dość sporo tras, chociaż niektórzy powiedzą, że na dwa trzy dni - w miarę blisko z wlkp.
    1 punkt
  12. A tymczasem w VT narciarstwo ‚lekko”zakrapiane % 🤦‍♂️🤣 "Skiërs leggen dronken chaos vast na sluiting après-skibars" https://www.nieuwsblad.be/cnt/dmf20230410_95530253 ….warun nadal przedni,😭
    1 punkt
  13. nie należy zamykać się w muzycznym getcie, ostatnio Jędrzej Kodymowski puszczał takie klimaty
    1 punkt
  14. ..jaka muza..przecie tam nie puszczają tej Twojej "gadanej muzyki"..
    1 punkt
  15. Cze Sorka, że tyle razy ten sam post, ale SO tak działa na mac-u. pozdrawiam
    1 punkt
  16. Tez zawsze jeżdżę na szóstce. Wolne krzesło, choć są jeszcze wolniejsze. Zwykle staram się dosiadać bo nuda, choć muza leci. PS No ale w tym roku nie było mi dane, wydarzenia życiowe... ale w Karkonoszach i Czarnej Gorze sobie trochę od odbiłem, choć sentyment za tymi wszystkimi Piekarzami pozostał a i za Anielska Osada, Rusinowa Polana się ckni...
    1 punkt
  17. Upadek to hańba dla narciarza http://archiwalna.muzeumtatrzanskie.pl/UserFiles/File/PDF/WS_Dzialalnosc_narciarska_i_gorska_Mariusza_Zaruskiego.pdf Opalone, Kościelec, Zawrat... relacje poniżej, różnie bywało, jak widać, powtarzamy legendę i mit założycielski raczej. Na Opalonem natrafiliśmy na „szreń”, twardą skorupę śnieżną – w rodzaju szkła chropawego, która jednolitą warstwą pokrywała całe zbocze od szczytu aż na dół. Nartami kierować na takiej lodowatej powłoce nie masz możności, przebyliśmy też tę cała przestrzeń, jadą „poprzecznie”, tj. nie w kierunku końców nart, ale pod kątem prostym do ich długości. Jechałem pierwszy. Narty poniosły mnie jak wściekłe, panowałem jednak nad nimi, zatoczyłem łuk i, obróciwszy się na drugą stronę, zbliżałem się do kresu swego zakosu, gdy narta mi się podwinęła na buli lodowej i upadłem. Od razu z zawrotną szybkością zacząłem spadać. Od razu też, leżąc, miałem już czekan pod pachą i z całej siły nim hamowałem. Czekan szarpał się i zgrzytał po lodzie, czułem jednak, że jestem panem sytuacji i zwalniam już biegu. Jakoż po chwili się zatrzymałem. Równocześnie prawie poczułem targnięcie liny, która się skończyła. Zdyb zjechał szczęśliwiej, gdyż bez upadku. Zaruski spadał w dół po twardym i zmrożonym śniegu, nabierał prędkości i nie potrafił się zatrzymać. Prawdziwie była to „śmiertelna jazda”, jak o takich i podobnych chwilach pisał potem, po latach w „Na bezdrożach tatrzańskich”, książce godnej polecenia każdemu miłośnikowi gór. – Pierwsza myśl, stać, zatrzymać się. Ale jak? Narty leżą na lodzie bezwładnie. Wykręciłem się więc twarzą do lodu i „pazdury" zamknięte w grubych rękawicach wpiłem w podłoże. Skutek był taki, jak gdybym po szkle wodził palcami... Rozpacz. Stój, stać! – krzyczał mi instynkt samozachowawczy do ucha. Jechałem już bardzo szybko... Trzask prask – chmura śniegu, skończyło się. Nie, nie skończyło, bo lecę dalej, wcale nawet wygodnie leżę na śniegu i spadam... A może ta rzecz się dzieje na tamtym świecie? Nie, niedorzeczność, Czarny Staw przede mną, lecę do Czarnego Stawu, niezawodnie już spadłem ze ściany... ale cóż tam szoruje i dzwoni nade mną? Oglądam się, kij, mój własny, wzruszony widocznie moją niedolą popędził za mną, a że był mniejszy i bardziej śliski, więc mnie dogonił... Sięgnąłem ręką po niego, po chwili miałem go już pod pachą i prułem śnieg z całej mocy... uuf dobra była jazda, trochę tylko za prędka! Gorąco!... Uczestnicy wycieczki widzieli mój upadek i ze szczerym przerażeniem stwierdzili, że ze mnie już trup, albo, w najlepszym razie, nieboszczyk. Jakże byli zdziwieni, gdy wyjrzawszy u góry ze ścian progu, spostrzegli owego nieboszczyka, stojącego na nartach i zapalającego papierosa.
    1 punkt
  18. Bode Miller też tak robił na zawodach i wygrywał - BRAWO TY
    1 punkt
  19. Zależy od przygotowania i warunków. Jak lód czy beton to racja. Ja zjeżdżałem po zamkniętym miękkim muldowisku. Jak się omsknalem to tylko podparłem się ręką i jechałem dalej.
    1 punkt
  20. Mario, ja tam staram się po nim jeździć niż przerzucać, ale co kto woli😉. serdeczności ps. w sobotę, że szutrowe Atomy po 12.00 przestały jechać, smar się skończył, ale i tak z 5 sezonów trzymał😀 jeździłem na 6-ce, bo stromo w miarę od początku do końca, stok był zryty, bo tam najszybciej puszcza, sam tam byłem, problem w tym że nienawidzę sam qrwa jeździć na kanapie, ale śniegowo elegancko do jazdy, ale tu chyba był najcięższy, bo Kotelnica pełna, ale nie wiem, nie ważyłem.
    1 punkt
  21. No wiesz m3 śniegu potrafi ważyć od 200 kg do prawie tony. Spora różnica🙃😉
    1 punkt
  22. Cześć A kazali go wam szuflować, czy jak?😉 pozdrawiam
    1 punkt
  23. Świetna relacja poparta zdjęciami, na dodatek nie tylko narciarskimi. Świąteczny prezent, dzięki. Pozdrawiam.
    1 punkt
  24. Wracając do mojego ostatniego wyjazdu, podsumuję resztę dni. Drugi tydzień jazdy rozdzielony pomiędzy Bormio a Santa Caterinę w stosunku 5 do 2. Sobota 25.03 Bormio, słońce z chmurami. Niedziela 26.03 Bormio, słońce rano później zachmurzenie i opady śniegu. Poniedziałek 27.03 Santa Caterina Nowy tydzień przyniósł załamanie pogody wraz z mocnym wiatrem 85-100km/h w górnych partiach. Wybór Santa Caterina, rano działała gondola na szczyt, później zamknęli górny odcinek, dolny działał cały czas plus orczyki. Wtorek 28.03 Bormio, słońce cały dzień, najchłodniejszy dzień wyjazdu rano -17 st. na szczycie, -6 st. na wysokości 2000m, około 0 w miasteczku. Rano jeszcze mocny wiatr w górnych partiach więc działała tylko kolej linowa na szczyt, potem ruszyły krzesełka. Środa 29.03 Bormio, opad śniegu do samego miasteczka, popołudniu przejaśnienia, również spory minus w górnych partiach. Czwartek 30.03 Bormio, delikatne słońce zza chmur. Popołudniu opad śniegu w wyższych partiach i śniegu z deszczem w dolnych. Piątek 31.03 Santa Caterina, ultimo giorno, miało być średnio w ten dzień z widocznością i zaklejającymi opadami mokrego śniegu a było całkiem ładnie do godziny około 14, popołudniu faktycznie opad mokrego śniegu ale radość z jazdy była do samego końca. Łącznie na wyjeździe 12 dni szusowania (20-31 marca) 8x Bormio 3x Santa Caterina 1x San Colombano - Cima Piazzi Przy okazji po nartach pozwiedzana trochę okolica, samo miasteczko Bormio, Tirano jak i okoliczne miejsca np. zamek w Grosotto. Bormio Tirano Castello Grosotto Pierwszy tydzień dużo stabilniejszy pogodowo lecz też dużo cieplejszy, drugi bardziej zimowy. Łącznie 5 dni pełnego słońca, 4 dni mieszanki słońca z chmurami, 3 dni pełnego zachmurzenia z opadami śniegu i przepływającymi zamgleniami. Przejechane na nartach w dół około 810 km, w pionie w dół 167,5 km. Świetny wyjazd. Narty we Włoszech to jest to. Trzeba będzie tam wrócić... Wstępne plany zakładały zakup wspólnego karnetu z Livigno, lecz online nie można było go zakupić, a dopłata za skipass kupowany na miejscu nieopłacalna. Finalnie jestem bardzo zadowolony z karnetu bez Livigno, nie żałuję ani trochę. Przez Livigno przejeżdżałem w obie strony, według mnie widokowo jest słabiej niż w Bormio czy Santa Caterinie, trasowo nie wiem, tyle co widziałem z odległości. Miasteczko "imprezownia" zwiedzone, Bormio dużo ciekawsze i fajniejsze, ale to inny typ miejsca. Za to taniej zatankowane dwa razy w Livigno, to na plus. Livigno Podczas powrotu przez Livigno już słonecznie. Lago di Livigno praktycznie kompletnie wyschnięte...
    1 punkt
  25. Darek jesteś niesamowity TWARDZIEL. Nie tylko nie znam, ale i nie słyszałem o żadnym narciarzu który jeździ na nartach z sercem w kieszeni, teraz jeszcze dodatkowo na tyczkach. A tylu narciarzy narzeka, a trasy nie takie, a pogoda nie taka, a muldy, a krótkie trasy, a źle oznakowane, a parkingi nie takie, knajpy nie ma odpowiedniej itd. A Ty zawsze gdzieś na stoku, Polska i Alpy, szacunek masz u mnie zawsze najwyższy... Pozdrawiam.
    1 punkt
  26. No cóż, żegnaj Żegnajcie narty w tym sezonie. Może jeszcze Kasprowy, chociaż po tej sześciogodzinnej wyrypie mam dosyć. Teraz inny priorytet na ten rok ❤️. @marionen na Planie podobnie, na górze powyżej 1700 regularna zima, minus 3 stopnie, świeży śnieg. Im niżej tym bardziej miękko. Czynne jeszcze tydzień do 16-tego. Poniżej zdjęcia warunków po kolei od 1900 do 750m npm:
    1 punkt
  27. I dali rade w tym tłoku... :)..wszystkiego dobrego
    1 punkt
  28. Cze Twardy jestem, tak obliczyłem że 8.15 byłem na stoku. Mariusz @Plywak Dzięki za spotkanie i wspólną jazdę. Pozdrowienia dla rodzinki i Wesołych Świąt wszystkim życzę. pozdrawiam
    1 punkt
  29. Podjeżdżam rano na bramki, a tu taki widok: Górale mówili, że już tak od 8smej stoi.
    1 punkt
  30. Siglany. Miękko od rana. Trzeba być na 8.00. O 9.00 stok już rozryty 😸
    1 punkt
  31. Paweł, tak, ale cichooooo, bo @Chertan zwolnią z roboty. Już Marasem mu załatwiamy L4 na przyszłą środę - no bo jak sam sobie wystawi, to będzie podejrzane pozdrawiam
    1 punkt
  32. Kolejny odcinek to szczyt SMØRBOTFJELLET (1188m npm) z klasycznym freeridem. Kocioł składa się z dwóch szczytów: prawy o nazwie SMØRBOTFJELLET i lewy o nazwie Kvasstinden (patrząc od dołu). Oba o bardzo podobnej wysokości, prawy wyższy. Prawy szczyt, łagodniejszy, był dość rozjechany. Ale szczyt lewy miał tylko jeden ślad i to na łagodniejszym nachyleniu. Całe bardziej strome zbocze było dla nas. Oczywiście je zaoraliśmy, było pięknie. Dwa zjazdy z lewego szczytu i jeden zjazd z prawego (patrząc z dołu). No cóż, drugi dzień po opadzie, stok południowy, świeci słońce, a było dobrze, nawet bardzo dobrze. Dlatego, że trzymał duży mróz który nie pozwalał słońcu roztopić śniegu. Nadal był dobry puch. Dobra jazda na verticalu 500m. Taki lekki kocioł z dwoma szczytami (jeden pośrodku, drugi z prawej zasłonięty) To jest prawy szczyt. To jest lewy szczyt. Wyłącznie nasze ślady z lewej strony kotła. Widoki na sąsiednie góry: Góra po drugiej stronie fjordu, pod tą górą jest droga w tunelu, chyba 5-6km. Dojazd z Alesund. Na szczycie: Na dole przy parkingu był orczyk z dwoma trasami, nachylenie dobra czerwona. Otwarte tylko w weekendy. Adres ośrodka to https://raumaskisenter.com/
    1 punkt
  33. Co tu dużo gadać... tragedia...dobrze że haluszki i smażeny syr wyratowały nieco wyjazd.... bo tak to kicha ...po co komu narty ... (zdjęcie - @Chertan.. dzięki)
    1 punkt
  34. Cze My dzisiaj wraz z @Lexi oraz @Chertan w dramatycznych warunkach Rohace. Tragedia, dobrze że chociaż towarzysko wyjazd się udał. @Plywak sorka, ale nie było wyjścia, trzeba było jechać tam gdzie gorzej, tłoczniej i brzydziej. pozdrawiam
    1 punkt
  35. Nie no Rohace zdecydowanie nie...pogoda kiepska, warun katastrofa...no i ten nawał ludzi.. Dziś.....
    1 punkt
  36. Czapka do stania na stoku musi być kompatybilna z kapturem bądź dwoma. I w zasadzie dowolna, kaptury robią robotę. Kaptury powinny być kompatybilne z kaskiem ale to inna historia. Czapka na apres-ski powinna być szykowna i w miarę unikatowa ;). Sensowna metka i sezonowy wzór na plus. Czapka do jazdy powinna być dowolna, bo w czapce się nie jeździ co wytknie ubezpieczyciel odpowiadając na wniosek o kasę z ubezpieczenia - na skiturach bądź trasowo. Kask do jazdy, który dla komfortu termicznego wymaga kominiarki cóż .. zazwyczaj jest kaskiem źle dopasowanym bądź mówimy o dzieciach (co też za dużo sensu nie ma gdyż są najzwyczajniej przegrzane). Coś tam pod kilka gram kasku na skitury - o tym poniżej. Czapka na Krupówki powinna być oryginalna i podkreślać egalitaryzm posiadacza narciarza - widoczne metki mile widziane, zalecane odróżnienie od mody straganowej, warto wcześniej sprawdzić co i jak, żeby nie wyglądać jak narciarz koszący slalomem od Poraja do Giewontu (dla tych co pamiętają). A był to dość wymagający GS. Analogicznie na podejściach ekstremalnych via Łopata z Kondratowej czy direttą Goryczkowego. Przy elementach truchtu obowiązkowo dobra czapka i model z kolekcji. Inaczej zdjęcia do kitu. Ok, przy kaskach, pod skitury i walce o gram, głowę pod kaskiem wypada coś przyodziać, ale żeby zaraz z tego była marketingowa filozofia? Tego co głowa odparuje i tak żadne Gore nie zniesie. Byle pot się nie lał na oczy. Podobno szczypie. I taka anegdotka. Pewien zawodnik sportow jednośladowych wybrał się na jakieś tam profi zadowody w kraje azjatyckie. I nie kuma co robi rywal, który pod kask i ognioodporną kominiarkę wkłada .. podpaskę tudzież innego pampersa. Po kilku okrążeniach toru zrozumiał i poleciał do sklepu. Zaginął gdzieś cudny kogucik, szkoda - fajnie się komponował. To były fajne czapki, jeno pod kaptur kiepskie. Z oka przymrużeniem, M.
    1 punkt
  37. Ciekawostka w międzyczasie. Dzień przed nami tą samą trasą podchodził Kilian Jornet wraz z koleżanką Emelie Forsberg. Szliśmy po ich śladach, co za zaszczyt 🙂 Wyciągnąłem te informacje z ich FB i Instagram. Zjechali na drugą stronę góry, trudne przejście przez grań i mocno stromy zjazd. Oboje mieszkają w tym rejonie. O Kilianie jeszcze będzie ...
    1 punkt
  38. Jutro kończymy pobyt w Romsdal. Mieliśmy 6 dni lampy, podobno to coś unikalnego jak na Norwegię, tak mówili tutejsi narciarze na stokach. W dniu przyjazdu spadł świeży śnieg. Wybieraliśmy różne wystawy, na początku południe przez 2 dni było miękkie. Później przenieśliśmy się na wystawy północ lub wschód, gdzie był nadal miękki śnieg ale nieco już zsiadły. A dzisiaj wróciliśmy stricte na wystawę południową, gdzie już rządzą firny. Cały czas bez szreni i w miękkim. Pytanie czy chcecie jeszcze aby dorzucić relacje ciekawszych wycieczek czy na razie to wystarczy? Jeśli mam wrzucić więcej foto, to dajcie proszę znać „przez reakcję” czyli like. Wówczas dorzucę coś ale to już z domu po powrocie. Norwegia to przepiękne miejsce na skitury i bardzo różnorodne góry.
    1 punkt
  39. Dziś ostatni dzień szusowania a jutro powrót, jakiś tam opis i zdjęcia reszty dni po powrocie bo brakuje czasu gdy jazda od otwarcia do zamknięcia 😁
    1 punkt
  40. Jeszcze zapomniałem o fiordzie na powrocie. 🙂 I trasa, podejście i zjazd wzdłuż czerwonej linii.
    1 punkt
  41. GJURATINDEN lub Juratinden 1400m przewyższenia, jedno wejście i jeden zjazd. Bardzo różnorodna trasa przypominająca lodowce alpejskie. Doszliśmy pod skalną kopułę szczytu, który ma nieco ponad 1700m. Start z parkingu który jest na końcu odśnieżonej drogi. W tym dniu byliśmy jedynymi ludźmi w tej dolinie, na trasie. W zasięgu wzroku był tylko jeden człowiek w małej wiosce na początku trasy. Wyglądało że zajmuje się zimą cięciem drewna na sprzedaż do kominków. Przepiękna i wymagająca tura. Czyste linie zjazdowe bez śladów. Był czasami widoczny jeden ślad podejściowy być może z poprzedniego dnia. Ułatwiło nam to podejście. Jedna poważna ścianka jakieś 35st. Dobry śnieg na wystawie wschodniej pod szczytem. Kilka przejść po płaskim, spowrotem krótkie kijkowania. Na podejściu grupa chwilami była już znudzona i zmęczona wejściem, ale po zjeździe nastroje były bardzo pozytywne. Zjazd bardzo różnorodny i różne śniegi: puch zsiadły, gips, wylodzenia. Generalnie większość zjazdu na miękko. Taka tura jest cudownym doznaniem narciarstwa w górach. Zjazdy poczynając od kopuły szczytowej. Góry dookoła. Ludzie Na dole Autor
    1 punkt
  42. Kirketaket Pierwszy szczyt w Romsdal. W niedzielę jak przyjechaliśmy do Norwegii, spadło sporo świeżego śniegu. W poniedziałek pojechaliśmy na parking, gdzie już było z 10 aut. Widać było że na powder lokalsi przybywają gremialnie. Po drodze było trochę innych stoków do zjechania, dzięki czemu towarzystwo się rozjechało. Poszliśmy klasyczną drogą wg przewodnika. Po drodze piękne widoki w jedną stronę na fjord, w drugą na nasz cel. Bardzo ładna tura. Oto foto naszej drogi oraz szlaczki. I kilka fot krajobrazowych dookoła. Pierwszy dzień i od razu bardzo dobry.
    1 punkt
  43. Ja w zeszłym nietypowo, listopad i kwiecień:-) ps fajna ta relacja
    1 punkt
  44. Ja Francję uwielbiam, ale w ośrodkach narciarskich rzadko zaglądam do restauracji. Drogo i trudno znaleźć coś naprawdę dobrego. Poza tym jak jeżdżę na nartach to nie chcę tracić na restauracje. Ostatnio byłem w Arc 1800, gdzie trafiłem na piekarnię z najlepszymi bagietkami jakie w życiu jadłem. Taka bagietka z masłem i domowymi powidłami wystarczała mi do pełni szczęścia
    1 punkt
  45. odpowiadajac na twoje pytanie vs Ischgl, to ja mam odczucie ze sa to bardzo podobne osrodki i roznia sie niewiele. Samo VT nie uwazam zeby bylo lepsze. Skojarzenie z Idalpem idealne. W porownaniu do Dolomitow wypada moim zdaniem slabo, nie ta polka, biorac pod uwage wiele czynnikow, natomiast polecam po prostu pojechac i sprawdzic osrodek, ale kupujac karnet na cale 3 doliny. O ile samo VT jest srednie, to pozostale tereny sa fajne, roznorodne. 3 doliny maja dla mnie jedna przewage, mianowicie duze przewyzszenia, w zwiazku z tym mozna latwiej zrobic duzo km na nartach. W zadnym innym regionie nie zrobilem wiecej km na nartach takim samym nakladem sil i czasu.
    1 punkt
  46. Wrzucę kij w mrowisko. Odwiedziłem wiele ośrodków w Austrii (i największych i tych średnich), niemal całe Dolomity - natomiast wciąż nie mogę dotrzeć do Francji, chyba logistyka i lenistwo. Natomiast część relacji dotycząca stricte VT... wcale mnie szczególnie nie zachęciła. Na zdjęciach widzę głównie wąskie, podobne do siebie trasy, widokowo uczciwie rzecz biorąc nie stało to obok Dolomitów (Gardeny, Arabby czy Badii), do tego niby różnorodnie, ale na pewno nie w ujęciu linii drzew, wygląda jak słabo przygotowane Idalp z odgałęzieniami. W czym wg Ciebie Val Thorens jest lepsze od np. Ischgl (jeżeli byłeś) ? Choć być może ta opinia wynika z tego, że 2 kwestie są dla mnie istotne poza samymi nartami - różnorodność tras również w aspekcie linii drzew (w przypadku sraki jest jakaś orientacja, poza tym po prostu to wg mnie wygląda ładniej od białego budyniu) oraz przytulne miasteczko do spania. Dlatego pewnie jeżeli się tam w końcu wybiorę, to padnie na Meribel lub Val d'Isere. A, jeszcze Megeve jest ładne. Natomiast te ceny co podałeś, to jednak kosmos i abstrakcja. Placek za 27 euro ? Piwo za kilkanaście euro ? Jak już kilka osób wspomniało, w Alpach są miejsca jeszcze bardziej prestiżowe (choćby St. Moritz, Gstaad, Lech-Zurs, a do Val Thorens pod wieloma względami porównałbym równie mocne marketingowo i równie imprezowe Solden), ale nie ma tam mowy o takich cenach.
    1 punkt
  47. Jak ktoś wczoraj oglądał lub tej nocy powtórkę będzie z slalomu z Meribel , to ta ściana była przygotowywana do dzisiejszego zjazdu z innej perspektywy A takich ścian jest masa w każdym kierunku. Na dodatek z taką pogodą którą dziś panie miały a ja półtora tygodnia temu i w takich warunkach śniegowych pozostali amatorsko ,czego więcej można sobie wymarzyć . Tak myśle ze ten placek dzis smakował by jak 🍕🙃
    1 punkt
  48. To chyba w utopijnym świecie. W realnym trzeba ciągle drzeć mordę, tak do porzygu, by zdobyć posłuch i poklask.
    1 punkt
  49. Z tego co się orientuję to ban jest na konto a nie na IP. Jaki problem by Mitek założył nowe konto i nadal się udzielał? Mam nawet propozycję nicku. Mitek Resurrection.
    1 punkt
  50. Dzisiaj w Dużym Formacie świetny reportaż o Centrum Leczenia Hipotermii Głębokiej.Dostęp płatny, więc całości nie zacytuje, kilka fragmentów. Mały, potłuczony telefon jest zawsze włączony. Dużo przeszedł, kilka osób pomógł uratować. To cud, że ciągle działa. Podczas jednej akcji potrafi dzwonić ponad 150 razy.- W nim jest wszystko - doktor Tomasz Darocha uderza palcem w popękaną szybkę. Kiedy jest na dyżurze w szpitalu, wyciąga go co chwila z kieszeni zielonego kitla. Zerka na ekran, bo nie chce, by mu cokolwiek umknęło. Sam wymyślił aplikację: jeśli gdzieś w regionie dyspozytor pogotowia wyśle karetkę, używając słów związanych z wychłodzeniem, urządzenie automatycznie zacznie pikać. Darocha od razu będzie mógł połączyć się z ratownikami. Jeśli okaże się, że pacjent jest skrajnie wychłodzony, lekarz skieruje go do Centrum Leczenia Hipotermii Głębokiej w Krakowie.2011 rok. TOPR-owcy skarżą się doktorowi Sylweriuszowi Kosińskiemu z Zakopanego. - "Kosa", tak być nie może. My zapierniczamy, przez kilka godzin odkopujemy ludzi spod lawin, ściągamy do szpitala. A na SOR-ze krótka konsultacja i mówią, że nic się nie da zrobić. No jak się nie da, "Kosa", jak się nie da?! Zrób coś, wymyśl, bo dla nas to dołujące.Darocha pochodzi z Podkarpacia, ze Stalowej Woli. Ojciec, internista, to znana postać w mieście. Mały Tomek chciał być jak tata - wypytywał o leczenie, pacjentów, dyżury. Cała rodzina była pewna, że zostanie lekarzem.Znajomi mówią: - Nie zna słowa "niemożliwe". Wszystko, co sobie założy, doprowadza do końca. Wymyśli szkolenia w zakresie hipotermii, robi je. Wpadnie na pomysł akcji edukacyjnej dla podopiecznych MOPS-u, realizuje to. Całe Centrum to w ogromnej części jego zasługa.- W 90 procentach. To on się poświęca w pełni, ja wspieram - potwierdza doktor Sylweriusz Kosiński. - Ale że jest bardzo skromny, nigdy tego nie przyzna.Kosiński to zakopiańczyk od dwóch pokoleń. Pierwszy lekarz w rodzinie, bo poza tym wszyscy to artyści. Sylweriusz - choć pięknie maluje od dziecka - chciał leczyć.Najpierw spisali listę zadań: szkolenia dla małopolskich ratowników, policjantów i strażaków - muszą mieć podstawową wiedzę na temat hipotermii. Dalej: numer alarmowy czynny 24/24, strona internetowa, system komunikacji ze służbami, aplikacja na telefon, ludzie do pomocy, siedziba. No i najważniejsze: pieniądze.Media szaleją z zachwytu: "To jedyny taki ośrodek w Europie!". Leczenie hipotermii na wysokim poziomie!". Wszyscy gratulują. Dopytują: może niedługo procedura obejmie inne regiony, całą Polskę? Przecież hipotermia częściej zdarza się w miastach niż w górach. Lawiny to przypadek jeden na tysiąc, pozostałe to pacjenci, którzy na przykład przespali noc na mrozie.Dla doktora Kosińskiego najbliższa sercu jest Kasia. 25-letnia dziewczyna, którą w Tatrach porwała lawina. Spędziła pod śniegiem dwie godziny. Jej koleżanka Ania nie przeżyła. Jest luty 2015. Ratownicy od razu po tym, gdy dostają zgłoszenie o lawinie, dzwonią do Centrum. Dyżur ma akurat Kosiński. Kiedy znajdują pod śniegiem Kasię, "Kosa" każe im jechać prosto do Krakowa. Nie ma sensu zabierać dziewczyny na zwykły szpitalny oddział ratunkowy. Jej ciało ma 16 stopni. Pomóc mogą jedynie specjaliści od hipotermii. Przez sześć dni jest przetrzymywana w śpiączce. Dziś jest całkowicie zdrowa. Kosiński nigdy nie widział jej na żywo (koordynując akcję ze szpitala w Zakopanem), ale czuje, jakby ją dobrze znał.Tomasz Darocha, kiedy myśli o cyferkach, traci na chwilę entuzjazm: - Zadłużamy szpital. No i nie wiem, jak długo jeszcze będę mógł prosić ludzi, by pracowali za darmo.Kosiński: - Trudno mi słuchać, jak Tomek przeżywa problemy Centrum. To go dobija.A koszty rzeczywiście rosną. Jak długo będzie w stanie utrzymywać Centrum, skoro wiadomo, że NFZ nie zwróci nawet części tych pieniędzy?Lekarze rozmawiali - na razie bez skutku - z Ministerstwem Zdrowia. To ono musi określić warunki finansowania procedury przez NFZ. Napisali setki pism, podań, odbyli godziny rozmów. Były spotkania ze specjalistami, dyskusje z samymi ministrami. - Przeszliśmy już przez gabinet ministrów Arłukowicza, Zembali i Radziwiłła - mówi Darocha.Sylweriusz Kosiński: - Staram się mieć umiar, nie poświęcać Centrum całego swojego czasu. Mam żonę, dzieci, muszę być też dla nich. Duszą ośrodka jest Tomek. Skupił się na hipotermii tak bardzo, że aż odpuścił egzamin specjalizacyjny. Ja mam go na szczęście już za sobą.Darocha: - Dobrze, że mam tak wyrozumiałą żonę. Chociaż nie wiem, jak ze mną wytrzymuje. W czerwcu ma nam się urodzić dziecko. A ja wciąż, kładąc się spać, zastanawiam się, co dziś zrobiłem dla pacjentów z hipotermią. I myślę, czy przypadkiem jutro nie przyjdzie odpowiedź z NFZ.http://wyborcza.pl/duzyformat/1,151494,19985089,ocieplacze-centrum-leczenia-hipotermii-glebokiej.html
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...