Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 13 Październik 2026
-
Rok
13 Październik 2025 - 13 Październik 2026
-
Miesiąc
13 Wrzesień 2026 - 13 Październik 2026
-
Tydzień
6 Październik 2026 - 13 Październik 2026
-
Dzisiaj
13 Październik 2026
-
Wprowadź datę
24.01.2017 - 24.01.2017
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 24.01.2017 uwzględniając wszystkie działy
-
Kolejna droga i pytanie którędy? W dół w lewo czy pod górkę w prawo, ale ja chcę na dół do wyciągu. Są ślady narciarzy w dół, stara zasada freeridera mówi, jedź tam gdzie są ślady, ewentualnie dzwoń do chłopaków po poradę. Diabełek podpowiada swoje, idź pod górę do słupa tam będzie łatwo, widać kawałek trasy 3 i tylko trzy podpory do stacji wyciągu. Jestem naprawdę bardzo blisko. Do pokonania kolejny jar I jestem już przy podporze Chwilowo drogi nie widać, mam wąwóz (może to nawet parów) po prawej, dna niestety nie widzę, a dalej trasę narciarską, postanawiam trawersować w prawą stronę do trasy narciarskiej. Początek nie jest łatwy, używam nart jak maczety i przedzieram się w stronę trasy zjazdowej... Jednak to bardziej wąwóz, a nie parów, ściany stromo pochylone, dno wąskie, do tego mocno wszystko w pionie nachylone i na nartach nie da się dalej schodzić (zjeżdżać). Dalej idę z buta, a narty zrzucam przed sobą w dół. Po drodze mijałem kolejną ambonę, ale nie chciało mi się na nią włazić (to kolejny błąd) mogłem jednak coś wypatrzeć. Na domiar złego zaczyna się plątanina kolczastych roślin i nie mam ich jak wyminąć Wpadam na pomysł, że nie muszę co chwila rzucać nart, mocuję je do plecaka. To też nie najlepsze rozwiązanie, bo zaczepiam czubami o gałęzie, lub piętki wbijają się za mną w śnieg. Oprócz ptaków słyszę jak nieopodal szumią liczne strumyki. Robi się bardzo stromo i zmieniam sposób poruszania, idzie mi teraz szybciej. Ustawiam się twarzą do stoku, chwytam kijki w poziomie przy talerzykach i uchwytach na wysokości głowy i opuszczam się na dół. Teraz nie zaczepiam o nic nartami, dość sprawnie i bezpiecznie niweluję wysokość. Prawą stronę mam z głowy, strome urwisko nie daje mi szans na przebicie się do trasy. Muszę trawersować w lewo pod gondolę. Będąc twarzą do stoku zsuwam się ze 2 metry w dół i ląduję na dnie, noga wpada mi między skałki, plecak z nartami szarpie do tyłu i ląduję na plecach. Czuję jak wlewa mi się woda do butów, a ja jak żółw macham niezgrabnie rękoma i jedną wolną nogą, druga niestety zaklinowała się. Po chwili leżenia czuję jak woda ze strumyka zaczyna chłodzić ożywczo moje pośladki, a po krótkiej chwili jeszcze mój kręgosłup. W przypływie dodatkowej mocy udaj mi si wyrwać nogę z uścisku i przekręcić się na brzuch. Teraz ręce wpadają mi głęboko w śnieg i po łokcie zanurzam się w strumyku. Nie jest źle, udaje mi się wstać i wyjść z wody. Wcale nie jest tak zimno, dużo się ruszam. Wreszcie dzwonię do Wujota i proszę Offpiściaków o rekonesans z gondoli i poradę jak z tej matni wyjść. Czekając na wiadomości odkrywam kolejną technikę poruszania się, to czołganie, trochę zapadam się w śniegu, ale nie zaczepiam o nic nartami i sprawnie poruszam się pod gałęziami. Dzwonią Offpiściaki z informacją, że muszę trawersować w lewo pod linę kolejki i dalej w lewo do drogi asfaltowej. Tak też czynię. Gdy jestem pod kolejką, z gondoli kilka razy wychylają się narciarze i pytają czy nie potrzebuję helpa. Ja helpa no nie oczywiście, ja tu przecież szukam grzybów alpejskich, najlepszych na świecie... Ale miło, że chcą pomóc, tylko szczerze mówiąc jak, muszę się wygrzebać sam. Na godzinę już nie patrzę, bo wpadnę w panikę, trudno najwyżej mnie zabiją, albo dostanę solidny łomot. Pokonuję jeszcze jeden jar, dalej jest mi ciepło, a w butach mam podgrzewaną wodę, takie przynajmniej mam odczucie. Widzę w końcu asfaltową drogę, tylko jak do niej zejść, bo jest naprawdę stromo... Wreszcie udało się, jestem uratowany, dotarłem do cywilizacji...18 punktów
-
23.01.2017 SON W GODZ 10;30-13:30. Dojazd z Rudy śląskiej bezproblemowy ,czyli wyjazd o 07:00 a na miejscu pod ,,Golgotą" o 10:10.Drzemki w środkach komunikacji publicznej około 40 minut plus 30 minut w robocie (nie rozgłaszać tej wiadomości) razem spania w nocy i rano 70minut. Na miejscu po spożyciu napoju energetycznego plus 2 banany, w domu jeszcze była owsianka z miodem ,dostaję skrzydeł i fruwam po trasach. Na poważnie. Karnet punktowy za 60 zł (12 wyjazdów orczykami). Bardzo przyjemna jazda na trasach z Hali s. do Suchego i dalej aż do Soliska . Tam warunki w skali 1-5 na piątkę minus.. Na innych trasach, gdzie jeździłem gorzej :na trzy z plusem albo 4 z minusem. Do Czyrnej od 2010 roku nie zjeżdżam.Orczyki z Czyrnej na Hale s. nie na moje kolana.Stały bywalec i znawca SON-u Andy w. wszystko o warunkach w SON opisał w niedzielę (22.01.17) to na tym będę kończyć ,,relację" z wyjazdu poniedziałkowego. Narciarzy nie tak mało: dzieciarnia ,wojsko, sporo ,,niedzielnych'' ( od tych ostatnich i większości dzieciarni trochę lepiej już jeżdżę , tak mi się przynajmniej wydaje). Ferie zimowe trwają. Na Golgocie pustki ,ale ta trasa dla mnie za stroma i zjeżdżam nią zawsze tylko raz lub 2 (wczoraj raz). Wyjazd bardzo udany. Pogoda: bezchmurnie z temperatura -3 do 0 ,ale z wiatrem umiarkowanym a okresowo silnym i porywistym. Odczuwalna -8 /-5 stopni. Pozdrawiam Wszystkich12 punktów
-
Skolnity wieczorową porą. Bardzo fajna jest ta czerwona trasa. Mało ludzi, jazda na bierząco . Jak na wieczór trasa w bardzo dobrym stanie. Zdecydowanie lubię ta stacje [emoji3][emoji41]11 punktów
-
Ujeżdżamy pola i łąki i mnie ponosi co nie co, lecę na główkę i ląduję w śniegu. Chwilka mija, wstaję i coś mi brakuje. Gopro znika gdzieś w śniegu i jest ambaras. Na szczęście jest Wujot, Jego lawinowe abc wreszcie może się przydać (oby tylko do takich celów). Wiesiek rozkłada łopatę, a ja ambitnie macham nią dookoła miejsca gdzie wylądowałem. Dojeżdża do nas jeszcze Jurek i po jakiś 10 minutach jest coś czarnego, Gopro uratowane. Postanawiamy przenieść się na lewą stronę trasy pod gondolą, tam też jest sporo do zrobienia, a freehien jeszcze nie ma. Strzelam jeszcze kilka zdjęć, a chłopaki mi w tym czasie znikają. Zaraz Ich dogonię. Ruszam za nimi, ale mi zniknęli, dobra dojadę zaraz, tylko kilka zdjęć muszę...Widoki śliczniutkie, tereny prawie nie ruszane...bajecznie Własne ślady oglądam, są super jazda też, chyba zadzwonię do Wieśka, ale diabełek w głowie siedzi i szepta, po co? Jedź sam, przecież się nie zgubisz, a taki warun przed tobą, jaki nigdy w życiu nie miałeś.Dobra jeszcze kawałek zjadę sam. Robi się coraz gęściej od choinek, ale co za jazda...11 punktów
-
Teren robi się coraz trudniejszy, choinki gęstnieją i robi się czasami mocno stromo, ale ciągle posuwam się do przodu, a w zasadzie w dół i tego się będę trzymał... Wreszcie wychodzę z lasu, jest droga ratrakowana. Rozsądek podpowiada, teraz albo w lewo, albo prawo. Prawo odpada bo trzeba do góry, zostaje lewo, ale diabełek się odzywa - zobacz w dół jak ładnie, dasz radę między choinkami sporo miejsca jest. Może zadzwonię do chłopaków, ee nie dzwoń, nie będziesz im przeszkadzał, Oni też chcą pojeździć, daj Im spokój, jeszcze masz czas, jedź sam. No dobra znowu mnie przekonałeś mój diabełku, jedziemy w dół. Fajnie było przez 50 metrów i znów las gęstnieje... Znajduje starą ambonę, wskrobię się na nią i zobaczę co i jak... Widoki oczywiście są piękne, ale wszędzie dookoła las, w oddali góry i dolina, ale jest wszędzie blisko, trzeba złazić... Wolnej przestrzeni coraz mniej, ale cisza absolutna, przerywana tylko przez świergoczące ptaki, czasami słychać jeszcze samoloty, żadna trasa nie zapewni takich warunków, widuję tylko czasem ścieżki wydeptane przez leśną zwierzynę... Docieram do strumyka i tu popełniam banalny błąd, przez strumyk przechodzę na nartach, zjeżdżam w dół i staję w miejscu, do tego narty przestały skręcać. Temperatura jest ujemna i narty mam totalnie oblepione lodem i śniegiem. Idzie mi ciężko, tempo spada, ale ciągle mam dużo czasu, tak myślę... Delikatny uśmieszek nie znika mi jeszcze z twarzy i docieram do kolejnej drogi, tym razem nie ratrakowanej, co robić dalej?10 punktów
-
Ostatni dzień nartowania miał być krótki, łatwy i przyjemny, taki lajcik. Ale czy taki był? No chyba nie do końca. Ośrodek na poniedziałek wybrany był najmniejszy, najniższy i najłatwiejszy. W tak małym ośrodku nic ciekawego nie może się zdarzyć. Dodatkowo znam go jak własną kieszeń, byłem tu wielokrotnie i przyznam się - to mój ulubiony teren w Austrii. Nie wymieniam go z nazwy, bo Wam nie polecam. Do niedawna była tylko jedna stara gondola, trzy stare niewyprzęgane krzesła (teraz są dwa) i trzy orczyki. Mało tras, narciarzy brak, więc musi być kiepsko. Niech zostanie jak jest, zapomniany przez świat na uboczu, ale ja go naprawdę uwielbiam. W miejsce starej kanapy jest niestety nowa wieloosobowa (chyba 10-cio) gondola. Reszta stara bez zmian. Gondola i jedno stare krzesło docierają na najwyższy szczyt tutaj dostępny - Onkeljoch 2050 m. Przy nowej gondoli jest czarna trójka i dodatkowo spora ilość dookoła tras freeridowych. Przyznaję, że dotychczas jeździłem tutaj tylko po trasach, ale tu wszędzie blisko. Wstaliśmy wcześnie, bo miała być jazda od ósmej. Koniec przewidywany na 13.30. Pogoda miała nam w tym dniu dopisać, słońce i niewielki mróz. Czekamy pół godziny, bo gondola jednak rusza o 8.30 Starą gondolą docieramy już w inny świat. Sztruksu jak zwykle tu nie brakuje, ale my tu nie jesteśmy dla sztruksu...przynajmniej kilku z nas...widoki mnie tu zawsze kręciły, ale... Orczykiem docieramy na Onkeljoch i Wujot z Jurkiem oczywiście wypatrują terenów do freeridu Jacek z Wieśkiem robią Sobie selfie Ruszamy po sztruksie w dół, ale obserwujemy wszystko dookoła i wygląda to dobrze, przyjechaliśmy tu ciężko orać i widać, że jest masa hektarów do przeorania, pracy nam nie braknie, ale widać też tutejsze sępy się zleciały i trzeba będzie walczyć o swoją działkę niczym u brzegów Klondike w Jukonie. Jurek, Wiesiek i ja nie damy się łatwo pokonać tubylcom; takich dwóch jak nas trzech nie ma ani jednego. Żeby nie było, po sztruksie też potrafimy zjeżdżać... Po prawej widać nasze pola uprawne..... Pozdrawiam serdecznie.10 punktów
-
Ponowny wjazd na górę kolejką Geols i kierunek może być tylko jeden, żegnamy sztruksik bez żalków i w prawo na nasze pola uprawne... jest mega galaktycznie, szybko puki nie ma sępów pieprzonych... Na lewo od grani cudowne hektary do zagospodarowania...musimy tam dotrzeć... Śnieg doskonały, leciutki i mięciutki, pływa się w nim z rozkoszą... Jeszcze, jeszcze, ja chcę jeszcze...8 punktów
-
W czwartek po raz kolejny odwiedziłem Sienną i Czarną Górę Resort. Ale tym razem w celach mało rozrywkowych. W mojej rodzinie jest firma która zajmuje się między innymi pomiarami natężenia oświetlenia stoków narciarskich. Ponieważ zachorował jeden z pracowników to dołączyłem do ekipy pomiarowej. Trasa B-Fis bo o nią chodziło, ma zainstalowane nowe oświetlenie. W Polsce mamy trzy kategorie stoków, jeśli chodzi o natężenie światła. Trasa B ma oczywiście kategorię B (to przypadek oczywiście) i minimum to o ile dobrze pamiętam 20 luxów. Mamy do przemierzenia 600 pkt pomiarowych to trochę czasu nam zajmie. Przyjeżdżamy nieco wcześniej, trzeba znaleźć kogoś z kierownictwa. Mieliśmy dostać do pomocy skuter śnieżny, ale w tym samym czasie jest ekipa Radia Zet i to ona dostaje skuter (wiadomo media są najważniejsze), my dostajemy do dyspozycji Luxtorpedę i jest dobrze. Dostajemy kawkę w Karczmie Czarna Góra i czekamy na zmierzch. Ciemność zapadła, można ruszyć do pracy, nas interesuje trasa B-Fis Luxtorpeda działa sprawnie i po kilku minutach jesteśmy ze sprzętem pomiarowym na górze. Trasa A (czarna) zamknięta bo nie ma oświetlenia, ale ustawione przy niej armatki pracują pełną parą. Bierzemy się do roboty i metr po metrze przesuwamy się w dół trasy. Pierwsze 3 słupy z lampami tylko po prawej stronie, dalej oświetlenie jest już po obu stronach trasy zjazdowej. Słupy są ustawione co około 30 metrów i natężenie światła jest mieszczące się w normie. Niektóre lampy trzeba tylko lekko wyregulować w pionie i poziomie dla lepszego wykorzystania oświetlenia. Przy okazji mogę podziwiać widoki z trasy, na Sienną i pobliskie Stronie Śląskie. Narciarzy na trasie, powiedziałbym ani dużo ani mało, tłoku nie ma, ale pusto też nie jest. W dwóch, trzech miejscach ze śniegiem wymieszane są kamienie i trzeba uważać... Mrozik trochę ściska, jest poniżej -10 stopni, ale obcowanie z naturą nam to wynagradza i oko cieszą piękne zimowe widoki. Dwie lampy schowane trochę w cieniu choinek Mnie cieszy, że w pogotowiu stoją i czekają solidne armaty, zastanawiam się tylko, kiedy będą je uruchomiać, bo trasa czynna od 9 do 22.30 Powoli zbliżamy się do końca pomiarów, już tylko ostatni odcinek trasy Na dole czeka jeszcze podobno najdłuższa grawitacyjna zjeżdżalnia w Polsce - Czarna Żmija, ma około 1 kilometra Obowiązki spełnione, pora na odpoczynek, Karczma czeka... Sądzę, że jazdy nocne mogą być ciekawą alternatywą dla jazdy dziennej, w szczególności w okresie ferii i w weekendy. Chyba, że ktoś chce pośmigać po okolicznych lasach, to tylko w dzień, bo drzewa solidne są na około. Pozdrawiam serdecznie.8 punktów
-
Góra Kamieńsk - województwo łódzkie. Ponieważ po wyjeździe do Ski Alrberg głód narciarstwa jest duży, ponieważ sprawy zawodowe sprowadziły mnie do Łodzi, to postanowiłem odwiedzić niedaleką stację narciarską mieszczącą się na Górze Kamieńsk pod Bełchatowem. Dojazd autostradą zajął mi jakieś 45 minut, karnet na wieczorną jazdę od 17 do 21 kosztował 40 zł. Temperatura na zewnątrz ok -2. ON posiada dwie równoległe trasy narciarskie długości ok kilometra oraz dwa wyciągi - krzesło 4 osobowe i wyciąg talerzykowy. Pierwszy rzut oka na główną trasę i mała konsternacja - ludzi full. To pewnie przez tutejsze ferie, które trwają od weekendu. Mimo, że sporo ludzi, stoki są na tyle szerokie a wyciągi szybkie, że w miarę ok to ogarniają. Poniżej najdłuższa kolejka jaką napotkałem. Widok z góry na trasy. Charakterystyczny i dosyć urokliwy szałas przy górnej stacji wyciągu talerzykowego. Marboru: Stok jest mega twardy i pokryty drobnym cukrem. Takie warunki lubię, bo jest szybko...a ja mam ostre narty Jeździ mi się wyśmienicie. Spory minus tutejszych stoków - to to, że są obrzydliwie płaskie... ...nawet w porównaniu do nizinnego Kazimierza, Bałtowa, czy Tumlina pochyłość górki jest dramatyczna I całe szczęście, że jest mega twardo - człowiek rozpędza się tu na górnej części ON i potem stopniowo wyhamowuje. Przy zagęszczeniu i pełnych, krótkich skrętach mimo wszystko zaczyna brakować dynamiki w końcówce zjazdu. Trochę szkoda, że potencjał tego miejsca jest wg mnie kompletnie nie wykorzystany - jednakże patrząc na technikę jazdy tutejszych narciarzy rozumiem, że ośrodek został zbudowany głównie dla uczących się rzemiosła narciarskiego bądź dla początkujących. Dość tego narzekania. Na twarzy i tak mam banana ponieważ trening, który sobie tu sprawiłem powoduje, że głód narciarski mam wieczorem zaspokojony. Widok na dolną część ośrodka z restauracją, kasami i innymi tutejszymi zabudowaniami: wypożyczalnią, toaletami i serwisem. Parking pękał w szwach - plus: jest bezpłatny. Widok na węższą trasę: I w drugą stronę... Tutejsza chluba - krzesło 4 osobowe. Niestety wolne i w trakcie jazdy wielokrotnie zatrzymywane Coś się "chłopakom" rozjeżdżała taśma z krzesełkami. W środkowej części ON znajduje się mały rolerC. Kończę jazdę punkt 21. Było fajnie i jutro również po pracy - repeta z Kamieńska. 21 dzień na nartach w sezonie zaliczony. Pozdrawiam marboru7 punktów
-
W weekend miały być wspólne z moją córka dwa dni narciarskiego szaleństwa, pogoda zapowiadała się idealna, warunki na trasach narciarskich - też wszędzie b.dobre nic tylko korzystać, niestety tak to już często bywa że właśnie wtedy los płata nam figla[emoji51] W sobotę rano zamiast w drodze na narty wylądowaliśmy w ośrodku zdrowia, potem w aptece a następnie młoda wróciła prosto do łóżka - grypa pokrzyżowała nasze plany. Wracając do domu stwierdziliśmy że trochę szkoda naszego wyjazdu, ale w sumie lepiej teraz być chorym niż za tydzień kiedy to zaczną się u nas ferie zimowe. Tak wiec sobotę odpuściłem, ale to tak nie do końca, oglądając skoki narciarskie doszłem do wniosku że w sumie po zawodach mogę jeszcze wyskoczyć gdzieś na 2-3 godzinki pośmigać. W przerwie pomiędzy pierwszą i drugą seria skoków zapakowałem sprzęt, przebrałem się, następnie oglądnęłam skok Stocha i w drogę. Miałem dwie opcje do wyboru KasinaSki lub Sport Arena Myślenice czasowo dojazd bardzo podobny, obie stacje robią przerwę na ratrakowanie wiec warunki powinny być podobne, ludzi w sobotni wieczór tez pewnie będzie podobna ilość. Wybieram Kasinę lubię tam wyskoczyć w tygodniu po pracy na 2 godziny dynamicznej jazdy, co prawda w soboty zawsze jest dużo ludzi ale myśle sobie może dziś nie będzie tak zle, a do tego szybka kolej robi dobrą robotę. Na drodze bardzo spokojnie i po ok 20 min jestem na miejscu, parkuje na górnym parkingu, samochodów nie ma jakoś za wiele, wiec nie będzie tak zle, szybkie przebieranie i do kasy, biorę 2 godz i na krzesełko jest 18.30. Jadąc do góry orientuje się, że nie wziąłem z domu telefonu - no to du.. zdjęć nie będzie, musi wystarczyć krótki opis warunków jakie są. Z początku ludzi umiarkowana ilość, wszystko idzie na bieżąco, bez żadnych kolejek, na trasie sztruksu co prawda już nie ma ale jest twardo i w miarę równo, i tak udaje mi się przejechać kilka fajnych zjazdów. Z czasem chętnych pojeździć w sobotni wieczór przybywa, na trasie robi się dość tłoczno,jest kilku uczących się jeździć - jeżdżących w poprzek stoku, jest też kilku narciarzy jeżdżących bardzo szybko - w tym momencie trzeba mieć oczy do okoła głowy. Mimo iż kolej nie jeździ z maksymalna prędkością, tylko ok 3m/s i jedzie się do góry nie całe 6 min wszystko idzie na bieżąco. Na trasie jest już sporo odsypów i miejscami zaczął wychodzić beton (lub jak kto woli gips), tradycyjnie już najlepsze warunki są po lewej stronie stoku jadąc w dół, jest tam trochę lodowych kulek ale jak na to ile osób jeździ to nie jest najgorzej. Jeszcze tak na koniec, jadąc krzesłem cały czas zastanawiałem się dlaczego po mimo sprzyjających warunków do naśnieżania nic na razie nie dzieje się na trasie nr 2, oczywiście da się nią zjechać na własną odpowiedzialność i kilka osób tak robiło, ale w niektórych miejscach powyłaziły już kamienie i inne minerały. Z głównego stoku pościągano już armatki i czemu by ich tu nie ustawić i nie rozpocząć naśnieżania, mimo iż trasa jest dość wąska pewnie kilka osób chciało by nią jeździć. Cóż mogę powiedzieć, bardzo przyjemnie spędzone 2 godz, czas wracać. Mam też kilka nie oficjalnych i nie potwierdzonych informacji o dalszym kierunku rozbudowy tej stacji narciarskiej. Pewnie jest w nich jakaś prawda, bo nikt nie stawia 6os szybkiej kolejki aby jeździła w 2/3 swych możliwości transportowych i nie inwestuje (tylko w tym roku) prawie 30mln zł jak nie ma dalszej wizji rozwoju tej góry. Ale myśle ze to już temat do wątku Polska nowe inwestycje. Pozdrawiam Paweł7 punktów
-
Szanowni, Po paru latach walki udało mi się wydać książkę narciarską: nosi tytuł “Poza trasą”. O czym jest? Ja nazwałbym ją “reportaż podróżniczy”. Zresztą, jeśli ktoś czytał parę moich postów, albo zagląda czasem na mojego bloga - może się spodziewać tematyki (choć - mam nadzieję - będzie też trochę zaskoczenia). W każdym razie chyba czyta się chyba nieźle, bo np. Andrzej Bargiel o książce mówi tak: “Arcyciekawa opowieść o podróżach na krańce świata, o ludziach i o narciarstwie pozatrasowym. Polecam.” A Marek Kamiński tak: “Rafał Urbanelis inspiruje, doradza i zaskakuje. Poza trasą to świetnie opowiedziane historie podróży po całym świecie, które łączy jedno – narciarstwo.” Premiera będzie 15 lutego w empikach itd, ale już teraz trwa przedsprzedaż w necie. Książkę można kupić tutaj: http://www.wsqn.pl/ksiazki/poza-trasa/ Wysyłka rusza za tydzień. Serdeczne pozdro, Nelis PS. Specjalnie dla Was - tzn. dla forumowiczów powstały kody rabatowe - uzgodnione między moim wydawcą i ekipą skionline. W szczegółach jest tak: Jeśli użyjecie kodu SKIONLINE30 - dostaniecie 30% zniżki w przedsprzedaży od ceny okładkowej. Jeśli dodatkowo chcielibyście w książce mój podpis - możecie użyć kodu SKIONLINE30PODPIS. Jeśli ktoś z forumowiczów zechce się wybrać w opisane w książce rejony świata i ma jakieś pytania - służę radą - tu na forum. Kody działają od dziś tylko do dnia premiery - i kupując książkę teraz - dostaniecie ją jeszcze ciepłą - pierwsi w Polsce (przed empikami, matrasami itd.).6 punktów
-
Ten weekend był wyjątkowo intensywny, ale tak musiało być.Sobota stała pod znakiem roweru i pierwszej setki w tym roku, niedziela to kolejna i wyjątkowa wyprawa na narty. Sekcja skitourowa z Andrychowa wielokrotnie mnie zachęcała do przyłączenia się i kusiła kolejnymi fotkami ze swoich wypraw, ale ja jestem trochę uwiązany czasowo i łatwo nie było. Jednak tym razem się udało.Jeszcze nie wiedziałem tak naprawdę jaka niesamowita przygoda mnie czeka. Początek przypominał moje wcześniejsze samotne wyprawy, ale im dalej się dzień rozwijał, tym było ciekawiej, pod koniec bywało nawet niepokojąco. Pobudka 3 rano. Temperatura koło domu na lekkim plusie. Skoro tak, pewnie będzie ciepło i nie zabrałem zbyt wielu rzeczy. Spakowany byłem w większości dzień wcześniej , żeby nie zmarudzić rankiem, ale ostatecznie skompletowałem ekwipunek pod spodziewaną pogodę rankiem. Szybko się zebrałem i pognałem na miejsce spotkania w Jeleśni. Byliśmy umówieni ok 4.30 i tak też wyszło. Dalej jedziemy już razem jednym samochodem w trzy osoby: ja, Aklim i Rafał - można powiedzieć nasz przewodnik. Celem jest Masyw Wielkiej Fatry na Słowacji. Warunki na drodze dość dobre, to też sprawnie docieramy na miejsce, ale za pierwszym razem mylimy punkt startu. Miał być szlak żółty, a jest czerwony... Jednak Rafał szybko rozwiązuję zagadkę i szybko trafiamy we właściwe miejsce startu. Spodziewałem się, że tu będzie nie chłodniej niż jakieś - 5 st., ale to było mocno optymistyczne założenie. Nad ranem było -14... Oczywiście to nie żaden kataklizm, ale trochę byliśmy zaskoczeni. Gramoling, sprawdzenie sprzętu i ruszamy do góry. Początek to taka tam ścieżka w wąwozie, ale o fajnym spokojnym nachyleniu. Tylko śniegu tutaj jakby mało. Teraz nikt nie będzie zaprzątał sobie tym głowy. Raczej myślami już jesteśmy gdzieś tam powyżej 1000 m.n.p.m. Oczywiście od samego początku uwieczniamy każdy ciekawszy etap podróży. Zwłaszcza, że pogoda zapowiada się fantastycznie, choć słońce dopiero nieśmiało opiera się na czubkach najwyższych szczytów. Jestem tu po raz pierwszy w życiu, ale od razu mi się podoba. Widoki dość mocno przypominają te alpejskie, choć to nawet nie Tatry. Piękna dolinka otoczona dość szpiczastymi szczytami. Oczywiście im wyżej, tym ciekawsze widoki. Najbardziej zaskakują wielkie niezarośnięte polany. Niby góry podobne do Beskidów, ale już tak od 1000 m wzwyż gołe. Bardzo przyjemny widok, kiedy pomyślałem o zjeździe na dół. Kiedy słońce zaczyna mocniej operować, trzeba zacząć się rozbierać. Ciepła kurtka powędrowała do plecaka już po kilkuset metrach marszu. Niedługo po tym idę już tylko w samej koszulce i mimo wszystko pot na czole się pojawia. Szkoda, że nie mieliśmy krótkich spodenek. Póki nie ma wiatru, można by zrobić pokaz... Jedno co mocno uderza, to cisza w tych górach. Chodzi nie tylko o brak doznań skutków bezpośredniego sąsiedztwa cywilizacji, ale kompletne zero ludzi! Przez godzinę marszu nie spotkaliśmy nikogo! Może nawet dłużej. Niewątpliwie tam można wypocząć, nawet w marszu. Ale oczywiście znaleźliśmy sobie miejscówkę na chwilę regeneracji i mały popas. Tylko trochę dużo tam śniegu było... Będzie widać na filmiku, na końcu relacji. Pojedliśmy, nieco ochłonęliśmy, więc czas ruszać dalej. Na przełęczy pojawił się lekki wiatr, więc trzeba się ruszać, bo szybko wychładza. Ale to nie problem, wystarczy założyć drugą warstwę, resztę zrobi marsz do góry. Do celu podróży, a właściwie pierwszej części, pozostało już przysłowiowe kilka kroków. Dokładnie to szczyt o nazwie Ploska. Po ok. 2.30 marszu osiągamy wspomniany szczyt. Dopiero tu spotykamy pierwszych ludzi. Robimy sobie fotki, ujęcia do filmików i debatujemy nad dalszym planem. Właściwie to nasz przewodnik Rafał składa kolejne propozycję co dalej. Powiem szczerze, że spodziewałem się ze dwa razy dłuższego marszu i jednego zjazdu. Tak to zazwyczaj wygląda u mnie. Jednak marsz był krótszy i teraz czas na zjazd i kolejne podejście. Na początek kierujemy się mniej więcej w stronę południową. Jest tam ogromna polana, praktycznie bez jednego drzewa. Jest też żleb, ale nie decydujemy się nim jechać. Niestety początek zjazdu lodowy i nierówny, ale po kilkuset metrach trafiamy na większą ilość miękkiego śniegu, a dalej pięknego, nietkniętego puchu. Pięknie! Niestety nachylenie szybko maleje i nie możemy nabrać właściwej prędkości. Skoro tak, to zakładamy foki i zaczynamy ponowną wspinaczkę. Początkowo mieliśmy wejść z powrotem na Ploska, ale po drodze zrodził się plan, żeby ominąć szczyt i ruszyć od razu do Schroniska po Borisovom. Uznaliśmy, że może szkoda czasu i sił na wspin i krótki zjazd. Szybciej będzie trawersować. Tak przynajmniej nam się wydawało... Pokonujemy kolejne żleby i granie,a tu schronisko coś bardzo wolno się przybliża. Do tego miejscami trudno się poruszać, bo raz trochę oblodzeń, a innym razem drzewa i inne przeszkody. Trawers mocno mnie wypompował. Szliśmy chyba dobrą godzinę. Ale nasza wytrwałość została nagrodzona i w końcu docieramy do szlaku, a wkrótce do schroniska. Przy okazji krótkiego zjazdu odpięła mi się foka na jednej narcie, ale tak do połowy. Ponieważ miałem "odpięte" wiązania do marszu, nie miałem szans zapanować nad jedną nartą i gleba. No szlag, wreszcie trochę luźnego zjazdu na krechę, to musiałem wytracić rozpęd... Gorzej, że do foki przykleił się śnieg i ta trzymała się bardziej na słowo honoru. Schronisko było już na wyciągnięcie ręki, więc to nie problem. Ostatnia górka i wreszcie można spocząć. Oczywiście to dobry moment, żeby napić się złocistego trunku. Malutkie schronisko, klimatyczne, jak te starsze u nas. Obok nas siedziała grupka Słowaków i nagle jedna pani zaczęła śpiewać: "hej Sokoły, omijajcie góry, pola, lasy, doły..." Patrzymy tak lekko zaskoczeni, bo bardzo ładnie jej szło.Rafał się podłączył, po czym zaśpiewał coś po słowacku. Chwila pogawędki i chłopaki zaczynają się zbierać. Będą się wspinać na Borisovom. Ze względu na strome podejście, trzeba dymać z buta, a ja nie mam nawet tych skitourowych. Dlatego też rezygnuję, choć przyznam też, że wcześniej zmiażdżył mnie ten trawers. Postanawiam trochę odpocząć i sączyć trunek. Tym bardziej, że słoneczko pięknie operuję. Będę czuwał w bazie i przypilnuję sprzęt. Andrzej z Rafałem ruszają, a ja się opalam i robię sobie fotki. Niestety słoneczko się schowało za choinki, ale chłopaki dość szybko obrócili. Pozostało dopić trunek, spakować się i ponownie ruszamy na Ploska. Niestety, podejście od tej strony nie jest tak sielankowe, jak w pierwszej turze. Jest zbyt stromo żeby iść wprost pod górę, więc trzeba "halsować", czy raczej trawersować. Chłopaki cisną po szlaku, ja idę śladami czyimiś śladami, bardziej w bok. Szlak jest zlodowaciały, natomiast tu jest trochę nawianego puchu. Cisnę ostro i nieźle mi idzie, ale do jakiegoś wypłaszczenia ciągle daleko. Gdzieś w połowie trafiam na mocne zlodowacenie i nie bardzo już mogę się ruszyć. Próbuję trochę w tył, trochę podejść bokiem, ale nie bardzo widzę rozwiązanie. W tym momencie dochodzi do mnie reszta ekipy, lekko zaskoczona jak daleko już byłem. Ale dalej na nartach nie mam szans. Rafał proponuję żebym ściągnął narty, wezmą mi je z Andrzejem do plecaków,a ja dalej cisnę z buta. Wcale nie jest lżej, bo najpierw muszę przebić się butem przez warstwę lodu, a następnie tonę w śniegu po kolana. Jednak tempo podejścia zdecydowanie szybsze, co nie jest bez znaczenia. Robi się późno. Wystarczyło podejść jakieś 50, może 100 m i ponownie mogę założyć narty na nogi. Przy okazji odkrywam, że kompani mają zamontowane Harszle. No tak to można. Jak się dowiedziałem, użyli ich po raz pierwszy, co najlepiej obrazuję warunki do wspinaczki. Najważniejsze, że jesteśmy w końcu na szczycie i pozostaje jedynie zjechać na dół. Jest godzina punkt 16.00. Słońce powoli zmierza do snu, przy okazji tworząc piękne malunki na górach. Ściągamy foki, pakujemy się i ruszamy do ostatniego zjazdu.Oczywiście Rafał wskazuję w którą stronę mamy jechać. Początek bardzo płaski i trzeba się odpychać kijkami,ale później zaczyna się super szeroka polana z odpowiednim nachyleniem. Co prawda nie cała w puchu, ale bardzo mi się podoba. Dalej przez rozrzedzony las i jakieś polanki,aż trzeba skręcić. Wybieramy kierunek, który wydawał się być najlepszy - dość rzadki las i małe polanki. Jest nieźle, ale zamiast puchu, jest sporo lodoszreni. Jakoś suniemy, mimo wszystko. Najgorsze przed nami. Las gęstnieje, coraz trudniej obrać jakiś kierunek jazdy. W pewnym momencie patrze w dół, a tam tak gęsto, że nawet palca by nie przecisnął. Jeszcze ta szreń. Jedziemy w bok, przeciskając się między gałęziami i nie bardzo widać światełko w tunelu. Dosłownie,bo do tego jest coraz ciemniej. Trochę zaczynałem się martwić, ale w tym momencie Rafał dopatrzył leśną drogę i krzyknął:"jesteśmy uratowani!" Faktycznie, jeszcze kilka drzew, po czym się przerzedziło i jesteśmy. Mimo półmroku, teraz to już sielanka. Droga biegnie wzdłuż strumienia i na pewno musi nas doprowadzić do cywilizacji. Jedziemy i jedziemy,a tu niczego nie ma... Właściwe to coraz więcej się odpychamy,a ja zostaję z tyłu bo coś słabo mi narty jadą. Chłopaki co jakiś czas zwalniają i w końcu wyciągają czołówki. No, ja nie mam takich zabawek, bo kto by się spodziewał? Robi się na tyle ciemno, że już nie bardzo widzę po czym jadę, ale jakoś daje rady. Ponieważ ciągle zostaje z tyłu, Rafał daje mi swoją czołówkę i razem z Aklimem jadą razem na jednej. Ponownie mi znikają i tylko naparzam kijkami. Wreszcie jest! Jest cywilizacja! Nie mam już siły, ręce mi odpadają, ale światła i jakiś domek na horyzoncie to dobra wróżba. Mobilizuję się jeszcze, żeby nadgonić trochę i wjeżdżam do jakiejś wioski. Mam tylko nadzieję, że to ta, w której zaparkowaliśmy... Pojawiają się mieszkańcy i trochę zaskoczeni przyglądają mi się jak jadę drogą. Jeszcze kilka zakrętów i pojawia się znajomy widok. Tak! To tutaj zaparkowaliśmy, a Andrzej z Rafałem zaczynają się pakować. Cały przepocony, zmęczony, ale szczęśliwy. Dotarłem do końca dzisiejszej niezwykłej wyprawy. Przebieramy się, jak najszybciej pakujemy do auta i czas wracać. Niewątpliwie to była moja najlepsza wyprawa skitourowa w życiu i z pewnością jedna z najlepszych przygód. Wypompowałem się mocno, ale w sumie tego chciałem. Wielkie podziękowania dla Andrzeja i Rafała, że mnie zabrali i w trudnym momencie pomogli. Jest super ekipa, na której można polegać. Jak sami stwierdzili - dziś od razu zostałem rzucony na głęboką wodę. Chyba sami nie spodziewali się, że taki hardcore wyjdzie. Ale bardzo pozytywny! Na koniec filmik z wyprawy, który chyba najlepiej odda klimat wyprawy: Pozdrawiam, Johnny PS. Dzień wcześniej zrobiłem na rowerze pierwszą setkę w tym roku. Ponieważ nie chcę teraz pisać relacji rowerowych, wrzucam jedynie krótki filmik.6 punktów
-
Jako że w poniedziałek mogłem rozpocząć prace trochę później, a i tak jechałem w okolice Myślenic, rano postanawiam wrzucić sprzęt narciarski do samochodu i obieram kierunek Sport Arena Myślenice. Samochód parkuje na parkingu poniżej dolnej stacji 4os kanapy, szybkie przebieranie i do kasy, w tygodniu obowiązują 2 i 4 godzinne promocyjne karnety, ja biorę 2 godz za 25 zł, bo na tyle mogę sobie pozwolić czasowo, cena rewelacja - mając możliwość jeżdżenia od rana po zmarzniętymi przez noc stoku. Czekamy jeszcze tylko na odpalenie krzesła i do góry, muszę szybko zacząć się ruszać bo -8C i duża wilgotność powietrza szybko wychładzają organizm. Spójrzcie jaka kolejka do wyciagu[emoji2] Tyle głupot, a teraz o tym co tam zobaczyłem i o warunkach na trasach. Trasa nr 1 od rana i w sumie przez całe dwie godziny warunki dobre a nawet mogę powiedzieć bardzo dobre, twardo równo i przede wszystkim pusto, czyli tak jak każdy z nas by sobie tego życzył Do tego dodam jeszcze, że główna trasa jest naśnieżona i przygotowana na całej swej szerokości, czyli prawie 60m a pokrywa śnieżna ma ok 1m. Od weekendu uruchomiono też trasę nr 2, moim zdaniem stanowczo za wcześnie i chyba trochę na siłę. Trasa ta jest węższa od głównego stoku i ma ok 40m szerokości, niestety przykryta jest tylko cienka warstwą śniegu i udostępniona dla narciarzy w 2/3 swojej szerokości. Trochę szkoda, bo mogła by to być fajna alternatywa zjazdu podczas popołudniowego ratrakowania trasy nr 1 miejmy tylko nadzieje iż systematycznie będzie dośnieżana i za kilka dni zostanie otwarta w pełnej szerokości. Rano na 2 warunki dobre, twardo, niestety nie tak równo jak na sąsiednim stoku, widać gołym okiem że śniegu nie jest za wiele. Na górze Chełm obok górnej stacji znajduje się dość sporych rozmiarów karczma otwarta w godzinach pracy kolejki, można tam zjeść lub wypić ciepłego grzańca. Będąc w ośrodku w ciągu dnia cekawą atrakcja jest napewno wierza widokowa oddalona o około 10 min pieszo od stacji narciarskiej, przy dobrej pogodzie widać z niej całe Myślenice z okolicznymi miejcowościami i w oddali miasto Kraków a w przeciwnym kierunku Szczebel, Luboń W, Mogielnicę, pasmo Gorców, Tatry i Babią Górę. Kto lubi aktywny wypoczynek i nie tylko narty może z góry Chełm szlakiem zielonym pieszo-rowerowym lub zimą przy odpowiedniej ilości śniegu również skiturowo w około 2- 2,5 godziny dotrzeć do schroniska PTTK na Kudłaczach i dalej jeszcze w około 1 godzinę do Obserwatorium na Łysinie. Wracając do stacji narciarskiej trzeba przyznać, że na ten moment sytuacja w ośrodku wyglada znacznie lepiej niż w poprzednich latach, choć jest jeszcze kilka nie dociągnięcie które można by poprawić - choć by na przykład zabezpieczenie trasy siatkami - jak się już przewróciła to niech leży - chyba tak obsługa do tego podchodzi. Nie mam natomiast pojęcia jak wyglądają trasy po kilku godzinach jazdy narciarzy np w weekend, miejmy nadzieje iż równie dobrze, co do wieczornej jazdy postaram się to w najbliższym czasie sprawdzić i coś napisać. Na koniec jeszcze kilka zdań na temat 2 km nartostrady która znajduje się w ośrodku i zaczynajac się w dolnej części trasy 2 biegnąc przez las do dolnej stacji 1 os kolei na Zarabiu. Tak wyglada jej początek. Jest to zwykła ścieżka leśna miejscami droga o szerokości od 2 do 3 m trochę rozjeżdżona przez kłady i maszyny leśne. Na całej długości zainstalowane są lampy oraz instalacja do naśnieżania, niestety nie była ona jak do tej pory jeszcze nigdy używana. W około połowie swej długości nartostrada łączy się z trasą 1 os kolei, i dalej już równolegle biegnie do dolnej stacji na Zarabiu. I tak oto dociera do budynku i dolnej stacji kolei w same centrum turystyczne Myślenic czyli - Zarabie. Pozdrawiam Paweł6 punktów
-
Nie rób tego.To wyrzucone pieniądze. But z wypożyczalni był kształtowany przez wiele stóp. Testowanie nic nie wniesie.6 punktów
-
6 punktów
-
Mała górka a cieszy [emoji5] Rodzinna jazda w Zawoja Czatoża-wyciąg Baca. Warunki dobre i bardzo dobre. Widoczki na Babią jak zwykle cudne! Pozdrawiam Maciek Wysłane z mojego ALE-L21 przy użyciu Tapatalka6 punktów
-
Oj , takie dolinki często wyglądają niewinnie , kuszą dziewiczym śniegiem , ale później okazuje się , że wydostanie się z nich do cywilizacji jest totalną walką ze śnieżnym żywiołem . Dobrze , że skończyło się szczęśliwie , aczkolwiek w pojedynkę to trochę ryzykowna zabawa - nie żebym mędrkował , bo sam czasami popełniam różne głupoty , ale w takim terenie w kupie zawsze raźniej .5 punktów
-
Miała być relacja na żywo, ale wyszła ze mnie natura leniwca i tak przekładając rozpoczęcie pisania na później, z godziny na godzinę, z dnia na dzień, doczekałem powrotu z tygodniowego nartowania …. a relacji ani widu ani słychu. Ale lepiej późno niż wcale ……. Tutaj należą się ogromne ukłony i szacunek osobom, które po całym intensywnym dniu mają jeszcze chęć i zapał skrobnięcia kilku słów, podzielenia się wrażeniami i spostrzeżeniami z forowiczami i wrzucenia kilku fotek. Brawo. Od 14 do 21 stycznia naszą bazą wypadową był apartament w Leogangu, położony ok. 2 km od gondoli Steinbergbahn, przystanek skibusa Sonrain ok. 200 metrów od drzwi. Powroty można było uskuteczniać skiroutem do Leogangu, ale wiązało się to z koniecznością jodełkowania, także w tym przypadku skibus był wygodniejszą formą transportu.4 punkty
-
Zapomnieliście o najważniejszym wyciągu i trasie - Nosal! Wysłane z mojego F3112 przy użyciu Tapatalka4 punkty
-
Pogoda pierwsze dwa dni z zachmurzeniem i przelotnymi opadami śniegu, ale słońce też niejednokrotnie przebijało się na dłuższą lub krótszą chwilę, kontrast w zależności od panującej aktualnie aury. Pozostałe 4 dni to już piękne bezchmurne niebo, temperatura z każdym dniem wyższa, ale cały czas na minusie. Także pogoda nam dopisała co powoli staje się regułą w terminie około połowy stycznia. W Salzburgerlandzie panuje w ogóle piękna zima, takich ilości śniegu w nisko położonych miasteczkach dawno nie widziałem, pomyśleć iż we wcześniejszych świąteczno-noworocznych terminach dominowała tu zieleń a ilość i szerokość otwartych tras nie powalała na kolana.4 punkty
-
Byłem w Myślenicach w niedziele rano, obie trasy super, co prawda 2 troszkę węższa ale i mniej ludzi jezdziło. po południu faktycznie widac było ze na 2 troszke sniegu maławo bo i minerały i jakieś farfocle ze śniegu powyłaziły. Z tego co widzę to od niedzieli zaczeli ja dosniezac. Generalnie Chełm uwielbiam bo mega blisko, mniej ludzi niz w Kasinie i jakos stoki ambitniejsze. W sumie byłem jakieś 5 razy na Chełmie w tym roku i moje odczucia sa bbb pozytywne. widziałem 5 nowych armatek wiec jakas inwestycja jest. co do tras jedynka przygotowana rewelacyjnie, 2 trasa to takie dostateczny z +. Ale jak mowie trasy sa bystre co ludzie nie lubia, oraz to ze relatywnie szybko sie psuja bo sa strome.4 punkty
-
Maryna Gąsienica Daniel 32 po pierwszym przejeździe, zabrakło 0,10s do drugiego przejazdu.4 punkty
-
4 punkty
-
3 punkty
-
Sorry, a kogo mam obwiniać jak nie właściciela? Rządzących, czy opozycję? Jedna osoba jej nie otworzy, Twoim zdaniem to nie problem, a moim niebezpieczeństwo. Poza tym są elementy nieporawialne- zbyt mała odległość między podnóżkiem a ramą, a i tak głównym problemem jest 1 (słownie jedna) trasa. Przed upływem godziny nudy. Gdy ruszy czarna (FIS?) to będzie 1,5 trasy.3 punkty
-
Marileva-Folgarida Tak,to naprawdę Polska stacja i nic się tu nie zmieniło jeśli chodzi o naszą nację,niestety Polski język jest tu dominujący Sorry że tak to zacząłem ale nasi to naprawdę zachowują się jak bydło Podpici jegomoście z wulgarnym krzykiem jeżdżą i drą kopary,masakra Wstyd się przyznać że jest się polakiem Mam nadzieje że to tylko nas teraz spotkała taka przyjemność A co do stacji sama infrastruktura dobra,przygotowanie tras jak na tą ilość sztucznego śniegu dobre,nawet sztruks z ranka,koło 10 można było zaznać z 2 godzinki Co tu naszych ciągnie nie wiem Toć nie ma strefy bezcłowej Zdecydowanie jutro lodowiec w Tonale i podmiejska włoska białka3 punkty
-
Świetnie jeździło się na czerwonej F14 prowadzącej do Fieberbrunn. Jeżeli chodzi o Fieberbrunn to uważam, że jest najsłabszą trasowo i infrastrukturalnie częścią Ski Circusa. Jakoś nie zaprzyjaźniłem się z tutejszymi trasami, za to widoki pierwszorzędne (no może za wyjątkiem czerwonej F8 obok żółtej gondolki Doischberg, na której fajnie można pokręcić).3 punkty
-
3 punkty
-
Ośrodek, cóż tu dużo pisać, jak dla mnie super, piękne wycięte w lesie trasy, szerokie, urozmaicone o fajnym, miejscami jednostajnym nachyleniu, sprawiają że jedziesz góra dół z nieustannym uśmiechem na twarzy i nie masz mimo narastającego zmęczenia dosyć. Do tego dochodzi rewelacyjna infrastruktura, która jest wspaniałym dopełnieniem tego ośrodka. Ktoś, kiedyś na forum napisał, że gdyby dodać temu ośrodkowi z kilkaset metrów wysokości , byłby absolutnym alpejskim topem i niewiele jest w tym stwierdzeniu przesady, choć dla mnie im tak tym topem jest. Bardziej szczegółowo trasy, którymi wg mnie koniecznie trzeba zjechać i to niejednokrotnie to obydwie prowadzące do Leogangu, coś fantastycznego, poza tym pod nową białą gondolą Schonletenbahn, z Bernkogel - trasa fenomen, mimo centralnego położenia i stosunkowo dużej ilości osób w tym rejonie, nie poddawała się do samego końca, a co powiedzieć o lotniskach w Hinterglemn? i tak by można wymieniać… Przechodząc na drugą stronę super szeroka 6 z Schattenberg West i najdłuższa niebieska 2b do gondoli Schonletenbahn z zastrzeżeniem, że ostatnia ścianka była zlodowaciała i zatłoczona, a należy wspomnieć iż jest to jedyna droga powrotna wcale nie łatwa a stopień zaawansowania narciarzy bardzo różny. Duże oczekiwania mieliśmy również w stosunku do tras z Zwolferkogel tutaj twardo, miejscami lodowo, a trasa nr 14 miejscami była lodową rynną, także jakoś specjalnie nie przypadła nam do gustu, a ostatnia ścianka to sam nie wiem czy lepszy czarny wariant stromy ale szeroki, czy czerwony , który na ściance jest zdecydowanie węższy i bardziej zatłoczony. Podobne wrażenie sprawiała zacieniona trasa nr 1 z Schattenberga, ale mając już doświadczenie z 14 nie sprawdzaliśmy jej osobiście, tym bardziej iż akurat trwała akcja ratunkowa z udziałem helikoptera i z perspektywy gondolki nie wyglądało to za dobrze. Także sobie odpuściliśmy. Na myśl o tych wszystkich trasach aż mnie skręca i już by się chciało wyskoczyć na kolejne wojaże i eksplorowanie nowych miejsc , a tu troszkę trzeba jeszcze poczekać.3 punkty
-
Byłem dzisiaj w SON bo słowo się rzekło ... Jutro krótka relacja bo muszę odespać. Trasy w SON miedzy Halą s. a Suchem były dzisiaj 10 razy atrakcyjniejsze od ,,tras'' w BSA jakich doświadczałem kilkanaście dni temu . BSA będzie dobrym miejscem na zakończenie sezonu np. w drugiej połowie marca lub w początkach kwietnia. Osobiście mimo, nawet dobrych warunków, w drugiej połowie kwietnia i później na nartach już nie jeżdżę ,to jak dla mnie wszystkie S.N. mogą 15.04 zamknąć3 punkty
-
Dziś 2 godzinna jazda od 17:45. Zjawiliśmy się rodzinnie w BSA ze względu na dobrze wyposażoną wypożyczalnie i kupiliśmy karnety. Parking - skierowano nas na górę, gdzie nie było miejsc. Na szczęście ktoś się pakował, więc po chwili oczekiwania zaparkowaliśmy. Karnety 3x50 i na stok. Brak kolejki, Wsiadanie bez problemu, ale za moment duży problem - nie mieszczę się (nie mogę oprzeć nóg), za chwilę kolejny - zamknięcie osłon wymaga dużej siły, jedna osoba może nie dać rady i kolejny problem - wyprzęgnięcie krzesła nie otwiera osłony (to standard, te krzesła też mają automatykę, tylko ona nie działa). Wysiadanie dla kogoś wzrostu 198 trudne, krzesło jest bardzo nisko i trudno wstać. Przechodzę do najważniejszego, czyli do tras, a w zasadzie trasy bo jest jedna. Zaczynaliśmy 1,5 godziny po ratrakowaniu, w wąskich miejscach dramat, muldy, odsypy i wyślizgane połacie. W miejscach szerokich dużo lodowego gruzu, ale mimo to przyzwoicie. Trasa krótka do tego monotonna. Po godzinie mieliśmy dość, druga jeżdżona na siłę. Ocena 2/5. Byliśmy dwa razy, pierwszy i ostatni. Wypożyczalnię jeszcze odwiedzimy. Po inwestycjach COSu i SONu nie będzie istniał żaden powód by tu przyjechać.3 punkty
-
Co do Beskidka to mam bardzo mieszane odczucia. Z jednej strony mój dzieciak czyli Marek stawiał tam pierwsze zawodnicze kroki w roku 2005 i to są piękne wspomnienia. Kluby bardzo często tam trenowały slalom. Stok był stromy, a w górnej części bardzo stromy. Z drugiej strony to tam miałem w 2008 r. poważny wypadek czyli bliskie spotkanie trzeciego stopnia z armatką śnieżną. W zasadzie po tym wypadku ośrodek całkowicie zaprzestał działalności i od następnego sezonu już nie działał.3 punkty
-
Szczyrk Beskidek ostatni raz czynny w całości 11lat temu. 1. Beskidek Szczyrk 2004 3. Dom Turysty PTTK i Beskidek w latach świetności pocztówka z zasobów fotopolska.eu 4. 22.11.2015 Dom Turysty PTTK Szczyrk. W 2011 pisano: Dom Turysty PTTK w Szczyrku uzyskał pozwolenia dla przebudowy i rozbudowy obiektu hotelowego. W ramach przedsięwzięcia istniejący obiekt przy ul. Górskiej ze 180 miejscami noclegowymi o powierzchni zabudowy ok. 2 tys. mkw. zostanie zmodernizowany.Kompleks będzie powiększony o część rekreacyjną z basenem, zapleczem SPA i gastronomicznym o powierzchni ok. 2 tys. mkw. Prace prowadzone będą na działce o powierzchni ok. 1,4 ha, na której wyburzone zostaną m.in. istniejące zabudowania gospodarcze. 5. 7. 8. 10. 11. 12. 13. 14. Widok na Skrzyczne z Beskidka3 punkty
-
Czas na parę słów o Beskid Sport Arena od "nizinnego" narciarza, który chyba powinien znajdować się w targecie przedmiotowej stacji. Dziś razem z żoną odwiedziliśmy BSA po popołudniowym ratrakowaniu. Przyglądaliśmy się tej inwestycji od dawna, w sumie dzięki wysoce rozwiniętemu marketingowi stacji, widocznemu też tutaj na forum. Na wstępie dodam, że nie mam żadnego związku z właścicielami, co pozwala mi bezstronnie ocenić ośrodek. Początkowo mieliśmy w planach pojechać tam w piątek rano, ale moja partnerka wybrała jednak ponownie SON jako ostatni przystanek przed powrotem do centralnej Polski. Szybkie sprawdzenie na kamerkach po 15 czy ratrakują i "już" o 16.20 byliśmy na dolnym parkingu. Tu pojawił się pierwszy "+" oraz jednocześnie "-". Panowie parkingowi sprawnie pokierowali nas na miejsce, co mi się bardzo podoba i mogliśmy przejść pod kasy. Co było minusem? Na górnym parkingu były 4 wolne miejsca (nie licząc tych z pachołkami), tutaj pytanie czy brak jest komunikacji między obsługą z dolnego i górnego parkingu, czy nasz samochód był za niskiej klasy:P, abyśmy byli godni zaparkować kilka kroków od wejścia (mam nadzieję że to pierwsza kwestia). Kupuję 2 karnety 2 godzinne po 49zł. Czy to dużo? Nie mało, ale darmowy i przygotowany parking, schludne i darmowe toalety stanowią wartość dodaną do karnetu. Tanio chyba już było i więcej nie będzie. Brakuje karnetów typowo porannych i wieczornych oraz pakietów zjazdów. To też pewnie kwestia czasu i zainteresowania ze strony kupujących. Obecne ceny są "obarczone podatkiem od nowości". Trochę brakuje oznakowania gdzie się udać po wjechaniu na piętro windą i dalej na wyciąg, i nie byliśmy w tym jedyni trochę zagubieni. Pierwszy wjazd 16.40, ostatni 18.35. W tym czasie jeżdżąc rekreacyjnie zjechaliśmy 13 razy z 5 minutową przerwą. W zależności od kolejki do wyciągu (jeśli już to symboliczne) wjazd i zjazd zajmował nam od 7 do 12 minut. W przypadku gdy będą kolejki po 15 minut ( jak można przeczytać na FB stacji) to bez sensu jest kupować karnet czasowy. Mimo, że sztruksu nie zaznaliśmy, to jeździło się bardzo fajnie. Widać, że śniegu mają pod dostatkiem. Dodatkowo dziś w nocy dopadało naturalnego. Jedynie na górnym odcinku czerwonej części trasy były niewysokie muldy (pewnie nie było tam ratrakowane) i trochę lodu. Podział na trasę czerwoną i niebieską wybitnie sztuczny, stworzony tylko dla celów marketingowych. I chyba bardziej w stronę czerwonej. Będąc szczerym jest to jedna trasa z małymi wariantami przejazdu i tyle. Bardzo początkujący i uczący się mogą mieć problemy co trochę nie pasuje do wizji stacji rodzinnej. Mi się nachylenie bardzo podobało. Kiedyś jeździłem tutaj (chyba w 2004 lub 2005) i parę wspomnień wróciło. Na sam koniec naszej jazdy czasem pojawiały się połacie pokrywy lodowej, ale można było je ominąć. Także trasa i przygotowanie na plus, a może bardziej w kategorii normalności i tego czego oczekuję od stacji narciarskiej. Wsiadanie na kanapę bez problemu, tylko czemu nie zamontowano tam taśmy (ach to wygodnictwo)? Trochę słabiej może się wysiadać, zwłaszcza gdy na kanapie podróżuje 6 osób (nam się to zdarzyło raptem 3 razy) i nie koniecznie wszyscy potrafią się zachować w wąskim miejscu. Takie samo wąskie gardło jest raptem kilka metrów dalej, gdzie oczywiście dużo ludzi się zatrzymuje. Nam się trafiła grupa ponad 10 osób robiąca sobie punkt zbiórki w najwęższym miejscu, nie dając możliwości przejazdu. Sporo uwag można mieć do zakończenia trasy i dojazdu do wyciągu. Niestety jest tam dosyć wąsko, od samego początku był tam lód, do tego poustawiane na środku znaki "zwolnij" spowodowały parę upadków osób słabiej jeżdżących. Mogą wystąpić problemy z zatrzymaniem się. Podejrzewam, że będzie tam sporo wypadków przez ferie. Zejście ze stoku znajduje się tuż za lodową pułapką. W przypadku dużego obłożenia będzie tutaj chaos. W mojej ocenie należy to inaczej rozwiązać. Całą stację odbieram pozytywnie, bez przesadnej gloryfikacji. W skali szkolnej to do oceny 5 jeszcze trochę brakuje, ale solidne 4 można dać. Bardziej traktuje to jako właściwy standard jaki powinna reprezentować nowoczesna (niezabytkowa) stacja. Moja żona skwitowała to stwierdzeniem, że "nie było tak źle" w odpowiedzi na negatywne opinie na fb. Fajny punkt na mapie się pokazał, gdzie można spędzić kilka godzin. Chociaż na cały dzień (i więcej) bym się nie zdecydował. Polecam każdemu pojechać osobiście, sprawdzić i samemu wyrobić sobie opinie, oczywiście nie w okresie "kolejkowym". Na pewno nie będzie to jedyny cel moich odwiedzin w Szczyrku, ale chętnie kiedyś tu wrócę na pojedynczą wieczorną wizytę.3 punkty
-
Dawno nic nie pisałem bo w sumie nic się nie zmienia Śniegu ciągle dużo, lekki mróz, z małymi wyjątkami pełna lampa(chociaż dzisiaj na dole chmury i zimno, a na Miziowej Hawaje ), ludzi mało -czyli generalnie nuuuda Mogłoby w końcu coś dopadać.2 punkty
-
Małe podsumowanie: - Austria po raz kolejny dała radę pogodowo; - ilość ludzi – miejscami zupełne pustki, większe skupiska tylko na trasach dojazdowych; - infrastruktura wyciągowa i zaplecze sanitarne powalające; - mnogość klimatycznych knajpek i restauracji na stoku; - bardzo podobał mi się widoczek ludzi człapiących z nartami po głównym deptaku w Saalbach , pomiędzy Bernkogelbahn a Schattenberg-xpress; - wg iski trackera w ciągu 6 dni przejechaliśmy ponad 300 km tras (bez wciągania wyciągami), stronka skiline pokazała więcej , także rozbieżności pomiarowe występują; - chyba mam jakieś zboczenie, bo jeszcze będąc na miejscu, w myślach planowałem już kolejne eskapady narciarskie i odkrywanie kolejnych zakątków; - byle do marca, a plan na kolejną przygodę już kiełkuje.2 punkty
-
Mariusz, podejrzewam, że to twoja przygoda życia... Dobrze, że szczęśliwie zakonczona, bo jakbyś na jakieś większe urwisko trafił.... Super opis, super zdjęcia! Powinieneś sobie zrobić fotoksiążkę. Pozdrawiam.2 punkty
-
Mario jesteś prze gość! Powodzenia i uważaj na siebie! Ps. I to wszystko w Spieljoch ?2 punkty
-
Mariusz, będziesz jeszcze frirajdy po parowach, jezyniskach i strumykach uprawiał? Zobaczysz, jak wyciągną Cię w te Hindukusze, to i oko w oko z tygrysem staniesz!2 punkty
-
A tego diabełka to czasami strzel w mordę . Dobrze, że taka pogoda była. Pozdrawiam pozytywnie zakręconego "szaleńca" i całą ekipę. Z tej strony Zillertalu nie znam. Dzięki wam poszerzyłem wiedzę o tym miejscu.2 punkty
-
2 punkty
-
Info z fb: Na BSA mają gdzieniegdzie nawet 3 metry śniegu na trasach. Na górnej polanie usypali mały snowpark - chyba trzy niewielkie hopki. Co ciekawe, od 30.01 stacja będzie czynna do 21:00 - ciekawa alternatywa dla wieczornego SON-u (który jest zamykany o 20:00). Jak będę w Szczyrku, to koniecznie muszę to sprawdzić I chyba znowu są włączone oceny.2 punkty
-
Wczoraj wieczorna jazda na Skolnitym. Ludzi tyle co zawsze - czyli zdarzało się przejechać czerwoną i nie spotkać na trasie nikogo. Na niebieskiej ludzie byli, ale w ilości znikomej. W tej knajpce na górze miejsce było przy stoliku, także też ok. Bardzo fajna rzecz na szczycie - duże ognisko, przy którym można było sobie siąść, ogrzać się i upiec kiełbasę - cieszyło się to nawet całkiem sporym powodzeniem, pomimo temperatury poniżej -5. Jazda na okrągło, bo oczywiście kolejek brak. Trasy przygotowane naprawdę dobrze - od 16 do 17 przerwa na ratrakowanie. O ilości narciarzy świadczyć może fakt, że na czerwonej sztruks pod lasem utrzymywał się do samego zamknięcia wyciągu.2 punkty
-
Wczoraj dane było mi zawitać do Korbielowa. Na początek stok, na którym nigdy jeszcze w Korbielowie nie jeździłem (w końcu w życiu trzeba wszystkie trasy przetestować ) - Cypisek . Warun ekstra - żadnych muld, odsypów, lodu brak - po prostu jazda na maxa Nie no - żarty, żartami - ale tak naprawdę to tam nic nie pojeździłem - oczywiście, stok bardzo przyjemny dla początkujących, pokrywa cała, równa, warunki jak dla uczących się bardzo dobre i tak do ok. godz. 13-14 -bez tłoku. Pocieszny widok uczących się maluchów w wieku od kilku lat, jak i osób dorosłych. Pogoda - jak widać - zachmurzenie całkowite, na wysokości Buczynki w oddali widoczne wiszące, niskie chmury. A podobno od Miziowej wzwyż - przepiękna lampa i słońce z morzem chmur poniżej. 3 godz. na Cypisku bardzo szybko minęły, małe uzupełnienie energii i tu taki okaz: Ten jegomość cały dzień pod sklepem - od rana do wieczora - chyba stróż tej placówki - i nawet jagodziankę wcinał jak opętany Ok - teraz w końcu coś dla mnie - dochodzi godzina 16 - przenosimy się na Solisko, abym i ja mógł sobie coś pojeździć - w końcu wieczorna jazda tylko 20 zł. Stok widać już lekko zmęczony - słychać na dole, jak szura lód spod nart i widać drobne odsypy. Przy kasach - niczym na koniec "szychty" - kolejka do oddania karnetów. Przy okazji rozpytuję ludzi, jak tam warunki - potwierdzają, że jest lód, ale jeździć się da. Wtem GOPR zwozi przy kasach w toboganie kogoś - kogoś bardzo tak szczelnie owiniętego, że nawet twarzy nie widać - dziwne myśli przychodzą do głowy, ale mam nadzieję, że to ze względu na mróz i wszystko zakończyło się pozytywnie. Czekam w kolejce do kasy - myślę, czy za 15 zł nie przeskoczyć na Babę, wtem ktoś krzyczy - "kto chce karnet do godz. 19 za 10 zł" - długo czekać nie musiał Biorę z miejsca i udaję się na kanapę. Z kanapy widok potwierdza to, co po całym dniu przeważnie tu zostaje - lewa strona lekko bardziej zmęczona, prawa jakby mniej. Ponadto widać, że od strony Buczynki mgła zaczyna schodzić coraz to niżej. Pierwszy zjazd - lewa strona - nie jest źle - tylko u góry trochę lodu i na samym dole - przy dojeździe do kolejki, do tego lekkie odsypy. Za to prawa strona - mioooodzio. Z początku na górze minimalnie lodu, a później to już super jazda - drobny śnieg po całym dniu w bardzo małych gdzieniegdzie odsypach, ale nie utrudniający jazdy. Jeżdżę prawą stroną, ale widzę, że na Babie bardzo mało ludzi- postanawiam po zejściu z kanapy od razu tam się udać. A tam po prostu cuuuudooooo Zero lodu, zero jakiś oznak zmęczenia stoku - bajer - teraz żałuję, ze od razu tam nie poszedłem. I tak już do końca sobie jeżdżę - wjazd z Soliska, wysiadanie w prawo, od razu gdy tylko się da - ucieczka na Babę i tam po całej szerokości na prawie pustym (parę kręcących się tylko osób), w bardzo dobrym stanie stoku aż do momentu, kiedy trzeba zjechać na Solisko. Wtedy uciekam w prawo przed ostatecznym rozgraniczeniem stoków i tu znowu trzymam się maksymalnie lewej strony ostatniego odcinka Soliska, bo najlepsze warunki do jazdy - no i podjazd do bramek od strony Ferro Lux. Jeżdżę tak na okrętkę z uśmiechem na twarzy, bo od lewej strony do kanapy na Solisku praktycznie bez kolejek, za to Ci z prawej muszą trochę postać i podreptać. I tak przez ponad 2 godziny - wydziczyć się szło na maxa! Po godz. 18 na Babie pojawia się trochę więcej ludzi, ale to i tak nie to, co na Solisku - a o tej porze Solisko już dość mocno poobdzierane, z coraz to większą ilością lodu. Ok godz. 18.20 muszę już kończyć jazdę i oddaję karnet. Super - ponad 2 godzinna jazda za 10 zł Jedyne co boli - widok kanapy na Buczynkę! - "pierunie, ludziska!!! - zróbcie w końcu coś z tym, dogadajcie się i uruchomcie tę kanapę - jak dyndała tak sobie we mgle i ciemności, to aż coś się w człowieku zbierało - idealna alternatywa na dłuższą (ale i też wieczorną) jazdę - bo ileż to można po Solisku tak góra-dół, góra-dól zaiwaniać. Jakby nie urozmaicenie sobie wczoraj jeżdżeniem po Babie, to po godzinie trochę byłoby już trochę nudnawo. Po jeżdżeniu - obowiązkowo - w karczmie (na szczęście weselicha brak - karczma otwarta ) - kwaśnica i porządne jadło i po godz. 20 niestety opuszczamy Korbielów udając się w drogę powrotną (to, co czuliśmy w aucie jadąc przez Żywiec ok. godz. 21 lepiej pominę milczeniem - zresztą na A4 w Katowicach o wiele nie lepiej....) Jedna rada po wczorajszym dniu - jeśli chcecie pojeździć sobie wieczorem - to polecam "Babę"!2 punkty
-
Szczyrkowski "alpejsko" Dzisiaj w SON bardzo dobre warunki wszędzie gdzie jeździłem (tylko na 3 i 1 do Czyrnej nie byłem - zabrakło czasu ) Wszędzie twardo, ale bez lodu. Tory pod orczykami wyratrakowane. Do godz. 11 wjazd do orczyków niemalże na bieżąco, czasem oczekiwanie 1-2 min. Później narciarzy wyraźnie przybyło co zwiększyło czas oczekiwania do niektórych orczyków do 3-5 min. Spotkałem forumową ekipę Skionline w osobach Grzegorza i Rafała z przyjaciółmi więc pośmigaliśmy razem do końca. Było mega sympatycznie. Narciarsko dzień znakomity. wyratrakowane tory widok na Bielsko WZF na Julianach gdzie ratrakują pod leżakami ? Tylko w Szczyrku. ten widoczek na Małym Skrzycznem zawsze mnie "rozwala" widok na królową tras SON-u czyli Bieńkulę2 punkty
-
1 punkt
-
Widać jeżeli chcą zająć sie tematem na poważnie muszą się jeszcze dużo nauczyć. Już nie jednemu wydawalo się, że będzie doskonale... życie pisze własne historie. Życzę im jak najlepiej bo zanim pękł ten medialny balon wydawało się, że będzie to wyróżniający się ośrodek. Nic kubeł zimnej wody, mobilizacja i za rok poprawić niedociągnięcia. Może jakiś doświadczony ratrakowy?! Postaram sie jeszcze w tym sezonie zobaczyć własnymi oczami czy naprawdę jest aż tak źle. Może połączoe to z testowaniem headow... hmm.1 punkt
-
Podobno stoi. Za to wyciąg raczej nie będzie długo stał (przynajmniej takie są plany jednego z ośrodków i paru innych osób).1 punkt
-
Dzień ostatni: St. Christoph & droga powrotna. Cz. 2 Przebieramy się w aucie i przed autem i dajemy niezły striptis - dwóch Facetów biega przez chwilę w slipkach po śniegu - szybko się pakujemy, tankujemy i wyruszamy w trasę. Zdjęć z opisanego powyżej wydarzenia nie ma Trasa do Innsbrucka - pusta. Ponieważ nie ja prowadzę, to mogę się pobawić swoim nowym aparatem i jego zoomem. Może poniższe fotki nie są najlepszej jakości...ale musicie wziąć poprawkę na ruch auta i przybrudzone w nim szyby. Bawiłem się aparatem jak lornetką szukając na mijanych wzniesieniach ośrodków narciarskich. A to co to? I udało się - coś narciarskiego znalazłem! Poniżej kilka zagadek, bo tak naprawdę nie wiem co to za środki - może ktoś z Was będzie wiedział? Ja jedynie mogę się domyślać patrząc na gogle maps. Pierwsze miejsce: okolice Oberperfuss - śledztwo po mapie internetowej. Drugie: Innsbruck-Igls? Drugie ujęcie: Potem udało się strzelić skocznię narciarską w samym Innsbrucku: I ujechawszy spory kawałek autostradą, w okolicy Doliny Zillertal - coś takiego: I z bliska: Czyżby to był: Hochpillberg? Okolice tego miejsca? Na dole tego ośrodka miejscowość Pill? Fajna sprawa tak sobie myszkować po górach w trakcie jazdy autem W dniu naszego wyjazdu rozgrywane były zawody PŚ w Kitz... ...i chyba balon z tych zawodów sobie odlatywał - fota w pobliżu odbicia z autostrady w kierunku Skiweltu. Potem była granica i niestety trochę zwolniliśmy. Polecam jazdę prawym pasem, który mimo tego, że pełny ciężarówek dużo sprawniej poruszał się do przodu. Po niemieckiej stronie? Zima! Przydrożna, niemiecka wioska: Po ponownym wjechaniu do Austrii, przed Salzburgiem - ostatni ośrodek narciarski, który minęliśmy Ot taka wiejska góreczka... ...wiejska a nazwę na stodole nawet ma Do Salzburga pogoda genialna! Za? Chmura i odwilż...i tak już do samej Polski. Podróż powrotna i prawie 1200 km jest niezwykle męcząca po dniu na nartach... ...ale miejmy nadzieję, że kiedyś w przyszłości ktoś wymyśli przemieszczanie się w tunelach czasoprzestrzennych My na jeden taki trafiliśmy... Kończę relację zdjęciową, kończę relację onlinę. Jak się ogarnę po przyjeździe, znajdę czas, przyjdzie wena, to pojawią się jeszcze dwa klipy filmowe z wyjazdu Na razie pora na chwilę odpoczynku... Gdzie na następny wyjazd w wysokie góry? Prawdopodobnie w marcu Włochy i Dolomity...ale ostateczna decyzja nie zapadła. Wraz z filmami wypadałoby jeszcze napisać podsumowanie całej wyprawy - obiecuję, że napiszę Tym czasem... ...Koniec - wszystko co dobre, szybko się kończy. Pozdrawiam marboru1 punkt
-
1 punkt







