Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. andy-w

    andy-w

    Użytkownik forum


    • Punkty

      33

    • Liczba zawartości

      1 563


  2. surfing

    surfing

    Użytkownik forum


    • Punkty

      26

    • Liczba zawartości

      4 038


  3. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      19

    • Liczba zawartości

      7 223


  4. Mati1981

    Mati1981

    Użytkownik forum


    • Punkty

      16

    • Liczba zawartości

      354


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 19.02.2019 w Odpowiedzi

  1. Dzisiaj Zagroń. Syn uczy koleżankę nartowania i stok w Istebnej wydał nam się do tego idealny. W Bielsku rano 0 stopni, po drodze +9 w Skoczowie, + 6 w Wiśle i -1 w Istebnej. Szkoda, że nie byliśmy o 8 godz. na otwarcie stoku bo jazda przez pierwszą godzinę byłaby po niemal pustym stoku. Zaczęliśmy o 8:50 i z każdym zjazdem ludzi przybywało. Oba stoki przygotowane co najmniej dobrze - dość równo, twardo, żadnych przetarć i minerałów. Duża szerokość stoków po obu stronach kolejki i nieduże ich nachylenie prowokowały wielu (niestety słabiutko jeżdżących) do zbyt szybkiej jazdy prawie na krechę. Widać było sporo spektakularnych "gleb" a także zderzeń narciarzy. Mimo to dało się znaleźć na obrzeżach tras swoją pustą i bezpieczną linię do zajazdu. Do godz. 12 kiedy to zakończyliśmy jazdę trasy trzymały się zadziwiająco dobrze, ciągle były w większej części zmrożone (poza samym dołem i szczytem, gdzie słońce najmocniej operowało). Zero muld, odsypy minimalne. Dzisiaj narty gigantowe były chyba najlepszym wyborem do jazdy szybkiej i szerokim skrętem, ale z rozwagą i baczeniem o bezpieczeństwo innych. Dzień bardzo udany. Postępy koleżanki syna widoczne. Aha, kolejki do kanapy do południa tak na 5-10 min. No cóż ferie i cudowna pogoda robią swoje. trasa po lewej oble trasy słoneczko nad Zagroniem nieformalny wariant boczny bez komentarza kursantka i instruktor statyczne "jajo" poza trasą taki tam widoczek pobliska Ochodzita 😢
    18 punktów
  2. Relacja z wyjazdu narciarskiego. Miejsce: Bukovel, Ukraina Termin: 08- 15.02.2019 Czwartek, godzina 18.30, zapakowani w WV Multivan ruszamy z okolic Białegostoku w 4 osoby w kierunku przejścia granicznego Hrebenne. Ze sobą zabieramy, sprzęt, ubrania, grill elektryczny, prowiant na śniadanka, kolacje, przekąski. Droga mija bezproblemowo. W międzyczasie robimy pauzę w Lublinie na kolację. Około północy docieramy do granicy. Kolejka nie jest zbyt długa, nie mniej jednak odprawę kończymy w okolicach godz. 4.00 naszego czasu. ZA granicą w budkach wymieniamy walutę w jednym z kantorów. Kurs PLN/UAH- 0,143 Po trzech godzinach robimy godzinną pauzę na toaletę oraz drzemkę naszego kierowcy. Do Bukovela docieramy około godz 11.00 czasu lokalnego. Stwierdzamy, że czas, jaki będzie nam potrzebny na zakup karnetów, przebranie się w ciuchy narciarskie oraz wypożyczenie nart pozwoli nam pojeździć jedynie 2 godziny. Nauczeni doświadczeniem, jesteśmy świadomi, że najlepsze warunki do jazdy są od 8.30 do 12.30, później z racji „rozjeżdżania” stoków, przyjemność płynąca z jazdy maleje wraz z upływem czasu. Po szybkiej naradzie rezygnujemy z piątkowej jazdy i udajemy się do naszego mini hotelu- KONOPKA GUEST HOUSE. Tam oczekujemy na resztę naszej ekipy. Obiekt jest bardzo ładny. Właściciel i obsługa przemili. Z obiektu mamy około 5 min drogi autem do pierwszego wyciągu. Pozostali docierają taksówką z lotniska w Lwowie. Wieczór spędzamy na piciu lokalnego piwka, rozmowy oraz degustację koniaczków, które w tej okolicy są bardzo dobre. Sobotę rozpoczynamy od pobudki w okolicach godziny 6.00 czasu lokalnego. Śniadanie przygotowujemy z zabranych z Polski produktów. O 8.00 pakujemy się wszyscy do auta i ruszamy do wypożyczalni. Na samym początku sprawdzamy jakość sprzętu, jaki oferuje wybrana przez nas wcześniej wypożyczalnia. Korzystamy z usług „X-drive” - jednej z wielu wypożyczalni w tym kurorcie. Zaletą tej wypożyczalni jest bez wątpienia lokalizacja (około 3 min pieszo do wyciągu). Sprzęt okazuje się dobrze przygotowany. Po szybkich negocjacjach otrzymujemy sprzęt klasy „A”. Męska część wyprawy „wsiada” w narty Hero Elite z sezonu 16/17, natomiast dziewczyny korzystają z nart Pursuit 400 Carbon oraz Famous 6. Osoby nie posiadające swoich butów otrzymują w miarę świeże buty Rossignol'a typu Alltrack. Cenowo wypożyczenia nart, butów, kijków wychodzi nam po 1400 Hrywien za 5 dni, natomiast osoby posiadające własne obuwie otrzymują zniżkę i ostatecznie płacą po 1000 Hrywien za 5 dni wypożyczenia samych nart i kijków. Co istotne wypożyczalnia oferuje nam możliwość zostawiania sprzętu codziennie po jeździe. Praktyka ta nie jest powszechna w kurorcie, a nam oszczędza wielu problemów związanych z zabieraniem sprzętu do hotelu. Po drodze kupujemy karnety na 5 dni (4400 Hrywien/osoba). Jazdę rozpoczynamy w okolicach godz 10.00 i pozostajemy na stoku do 15.30 z przerwą na obiad w restauracji obok górnej stacji wyciągu nr 13. Koszt obiadu z piwkiem to około 220-270 UAH. Na powrocie zahaczamy o sklep gdzie zaopatrujemy się w koniak Zakarpacki ( cena za 0.5l, 3 gwiazdkowego koniaku to 170 UAH, 5 gwiazdkowego 195 UAH), a także piwko w mega butelkach 2,5 l ( pozwala nam to uniknąć kłopotliwego tłumaczenia przed żonami na temat faktycznej ilości spożytych piw). Niedziela. Poranek wita nas przepiękną słoneczną pogodą. Wjeżdżamy na najwyższy szczyt w okolicy, robimy sesję zdjęciową po czym cały dzień jeździmy do samego zamknięcia wyciągów (16.30). Poniedziałek. Jakże niemiłe zaskoczenie. +2 na plusie do tego deszcz ze śniegiem. Widoczność niska. Ratuje nas posiadanie gogli bez przyciemnienia, tzw. „zerówek”. Bez nich jazda byłaby dużo mniej przyjemna i bezpieczna. O 12.30 jemy obiad. Bezpośrednio po nim, przemoknięci uciekamy w kierunku hotelu. Wtorek- ranek nie zapowiada późniejszego załamania pogody. Z czasem wiatr się wzmaga, nasila się zamieć śnieżna. Od 12.00 wyciągi są stopniowo wyłączane. Jemy obiad w restauracji PLOV- przy dolnej stacji wyciągu nr 13. Zdecydowanie warta polecenia. Wspólnie określamy ją jako najlepszą restaurację na stoku. Jako, że nie udaje nam się dotrzeć przed zamknięciem do wyciągu nr 2 musimy część drogi pokonać pieszo, wraz z całym sprzętem. Mocno zmęczeni docieramy do hotelu. Środa to ostatni dzień naszej jazdy. Wstajemy wcześniej niż zwykle i o 8.25 gotowi czekamy na wyciąg. Jeździmy do samego końca. Na zakończenie kupujemy pamiątki na jednym z lokalnych ryneczków. Warte polecenia są szczególne lokalne miody oraz... koniak Zakarpacki. Czwartek- 14 lutego, Walentynki. Nie mogło być inaczej. Zabieramy nasze Panie do Celebrity SPA w hotelu Fomich. Część obiektu jest całkiem nowa. O umówionej godzinie pod nasz hotel podjeżdża transport, który został po nas przysłany ze SPA. Cały dzień korzystamy z usług SPA (basen, sauny, łaźnie, jacuzzi etc). Cena za 6 godzin pobytu- 600 UAH/osoba. Koszty transferu do i z SPA wliczone. W przerwie jemy obiad w hotelowej restauracji- około 400 UAH/ osoba z winem oraz napiwkami. Jedzenie bardzo smaczne. Obsługa bardzo miła. Cały dzień zdecydowanie na plus. W porównaniu do kompleksu VODA dużo taniej oraz darmowy transfer. Wieczorem część ekipy lecąca samolotem za kwotę 2500 UAH zamawia taxi do Lwowa i następnie samolotem udaje się do Gdańska. My ranek rozpoczynamy od pakowanka, następnie jemy śniadanko w hotelowej stołówce. Cenowo- 100 UAH/osoba za całkiem przyzwoite śniadanie. O 10 wyjeżdżamy w kierunku Lwowa, gdzie meldujemy się około 14.00 w restauracji Baczewskich. Gorąco polecam! Pyszne jedzenie w bardzo dobrych cenach! Ok 18.00 meldujemy się na granicy. Trafiamy na zmianę. Przekraczamy granicę ok 21 naszego czasu. Podsumowując- Bukovel jest bardzo dobrym miejscem do jazdy na nartach. Kolejki do wyciągów nie są duże. Ceny przystępne. Wyjazd całościowo wyniósł nas od 2200 do 2500 tys zł. Dziękuję za uwagę W przypadku pytań chętnie udzielę odpowiedzi Pozdrawiam
    15 punktów
  3. Kolejny Trip w tym sezonie. Tym razem, a raczej w końcu przekonałem się do Zieleńca. Od jakiegoś czasu planowaliśmy uderzyć w te rejony, ale tak jakoś byłem sceptycznie nastawiony. Mimo wszystko udało się. Relacja krótka, zdjęć mało, niestety harmonogram napięty. Startujemy ok 6:30, podróż spokojna, bez korków, ruch niewielki. Na miejscu meldujemy się ok 9:30. Kupujemy od razu karnety i hop na stok. Pierwsze dwa wjazdy i małe rozczarowanie. Stok nierówny, tak jakby ratrakowy zrobił to na "odwal się" Może to jednak temperatura zrobiła swoje. Nie tracimy nadziei, atakujemy prawą stronę. Tutaj zdecydowanie lepiej. Gorąco. W słońcu pokazywało 22 stopnie. Mimo to dało się jeździć. Czasami pojawił się wiaterek. Nierówności, kasza, ludzi umiarkowanie, max kolejki ok 3 min. Troszkę pojeździliśmy, sprawdziliśmy. Przenosimy się na prawą stronę. Tutaj dramat. Ludzi sporo. Czerwone trasy spore mudy, odsypy, lepiej uciekać i ten gorąc. Sprawdzamy trasę w lasku. Ciekawa przyjemna i co najważniejsze CHŁODNO. Powrót na lewą stronę. Jeździmy dalej i szykujemy się do jakiegoś obiadu. Godzina 14:30. Czas na przerwę. Testuje Bigos- dobry, ale kwaśny niesamowicie. Kolega zaatakował kwaśnice+ pierogi ruskie. Kwaśnica jak sama nazwa wskazuje, pierogi trochę słodkie z cebulką, generalnie smacznie, ale słono! Po krótkie przerwie jeździmy dalej. Widząc warunki postanowiliśmy zabawić się w skoczków, no więc skaczemy po muldach-mulda na muldzie. Niestety moje Laser SL fatalnie się sprawowały, nie było chodź trochę równego stoku, była to dla mnie prawdziwa katorga, a zwłaszcza dla nich. Ok godziny 15:40 kończymy jazdę, warunki już kiepskie, pełno muld odsypów, kasz, cukrów. Koniec końców pakujemy manele jedziemy zakwaterować się do hotelu. Jednak to nie koniec na dziś. Niestety bez zdjęć już Wracamy na nocną jazdę. Od 18 już na wyciągu. Odzyskaliśmy siłę. Pogoda się poprawiła. Lekki mrozik, co najważniejsze trasa wyratrakowana na szybko, ale jest, można śmigać. Ludzi z każdą chwilą ubywało, więc czas na lekkie szaleństwo. Dawno się tak nie bawiłem na nocnej jeździe. Stok w miarę równy, lekko zmrożony i lekki lodzik, w końcu mogłem wykorzystać potencjał nart. Miodzo. Zabawę kończy ok 20:35. Reasumując. Pomimo mojego nastawienia, bawiłem się świetnie, może dlatego że jestem z moim najlepszym kompanem do nart. Trudno powiedzieć. Stacja raczej nie dla mnie, by się wyszaleć, ale dużą frajdę dawało mi nagrywanie no i też spokojniejsza jazda. Nagrałem prawie 60 GB materiału Faktycznie panuje tu inny klimat, atmosfera. Jest po prostu ciekawie. Pogoda dopisała, ale gdyby było chłodniej.... Zdjęć tylko tyle, bardziej byłem skupiony na nagrywaniu. Dzień bardzo udany, a ja szczęśliwie zmęczony. Jutro atak na Dolni Morava. Zobaczymy o z tego wyjdzie. Na sam koniec. Oto nasze sprzęty-bohaterki, Niestety zdjęcie się nie załadowało- coś się popsuło. Fischer Sc Pro 09/10 (moje poprzedniczki) i Stockli Laser SL 16/17 😍
    15 punktów
  4. Pozdrowienia z Zagronia w Istebnej
    12 punktów
  5. Skrzyczne, wiatr wygonił nas trochę wcześniej niż planowaliśmy, ale jazda była super i bez kolejek do 10:00 - wtedy wyłączyli górne krzesła. Armatki w newralgicznych miejscach rozstawione, sprawdziło się dolne naśnieżanie przy Mecie, bo zjazd bez problemów. Kaskada zamknięta ale można poćwiczyć jazdę po lodzie.
    11 punktów
  6. Skrzyczne, wiatr wygonił nas trochę wcześniej niż planowaliśmy, ale jazda była super i bez kolejek do 10:00 - wtedy wyłączyli górne krzesła. Kaskada zamknięta, ale można poćwiczyć jazdę po lodzie Jeszcze pojeździmy Kaskadą armatka czeka na mróz Armatki w newralgicznych miejscach rozstawione - sprawdziło się dolne naśnieżanie przy Mecie, zjazd bez problemów.
    8 punktów
  7. Mosorny trzyma się dobrze, pokrywa śniegu jeszcze sporąa, brak przetarć czy minerałów. Rano przez pierwszą godzinę twardo, potem trochę puszcza, na dole mocno ale spokojnie dwie godzinki ponownie fajnie spędzone. Dziś jedyny minus to zwężenie trasy w górnym odcinku w związku z treningiem grupy z Zakopanego, a no i troszkę zaczęło lekko wiać. Pozdrawiam Maciek
    8 punktów
  8. Trochę fotek z dzisiaj. Dziecko potwierdza petarda, nawet Andrzej Bargiel po trasach pomykal Nie ma sprawiedliwości na świecie Pozdrawiam mirekn
    8 punktów
  9. Wreszcie F. Cup zawitał w moje strony. Różnie się przygotowywałem do zawodów jak na amatora oczywiście i chyba już wszystko przetestowałem. Przyjeżdżałem bez wcześniejszych treningów, po całej nocy spędzonej w samochodzie, często jako kierowca, na cudzych nartach, na nartach nie przygotowanych (nie nasmarowane i nie naostrzone), na nartach testowych których wcześniej na oczy nie widziałem, nartach ALLMountain i nie wiadomo jakich. Tym razem testowałem start w zawodach na Alberto Tombę. Czyli w skrócie nocna impreza (obchodzone urodziny) i rano na zawody. Taka anegdota z czasów kiedy wielki Tomba La Bomba startował. W czasie trwających zawodów wpada zaspany Alberto na start podchodzi do skoncentrowanego już zawodnika, klepie go po plecach i pyta to kto teraz startuje? a ja kiedy? Wracając na ziemię w eliminacjach Dolnośląskich Family Cup startowałem najczęściej i nigdy tu nie wygrałem, zawsze ktoś był lepszy. Tym razem się nie stresowałem i pojechałem na żywioł. W tym roku mało jeździłem. Narty serwisu nie widziały od poprzedniego sezonu. Smar dostałem w prezencie od Mikołaja z FC i to mi musiało wystarczyć😉 Dzikowiec to fajna góra położona w Boguszowie-Gorcach. Mam tu blisko, ale nieczęsto zaglądam. Kiedyś często tu jeździłem na treningowe tyczki i zawody, ale ostatnio wpadam tylko na zawody raz góra dwa w sezonie. Pogoda tym razem dopisała jak nigdy. W nocy mróz, od rana słońce, trasa szybka zmrożona. Do tego bez wiatru. Właściwie lepiej być nie może. W ostatnim czasie pech dopadł kilku zawodników, co najmniej 3 świetnych zjazdowców na treningach się porozbijało (głównie kolana i sezon na straty). Wniosek z tego ( niewłaściwy) nie trenować. Narty nasmarowane to pora zapoznać się z warunkami Nie zabrakło też kibiców i miałem doping Z uwagi na dzieci start był wyjątkowo nisko, ale za to bezpiecznie. Wszystko poszło szybko i sprawnie, jak zawsze ostatnio (przynajmniej tam gdzie ja byłem). Szybkie 2 przejazdy i po zawodach Sprawdzenie wyników u sędziów Zwiezienie sprzętu na dół i można jeszcze trochę luźno pojeździć Jeszcze tylko odbiór nagród, pamiątkowe zdjęcia i można do domciu... Na następne zawody trzeba zdecydowanie lepiej i profesjonalniej się przygotować, na szczęściu daleko się nie zajedzie... Pozdrawiam serdecznie! PS Dzięki dla Family Cup, wszystkich zawodników i kibiców, za cudownie spędzoną sobotę !!!
    6 punktów
  10. Złoty groń Na miejscu jestem kilka minut po godzinie 8 00, ku mojemu zdziwieniu parking już dość mocno wypełniony, a przy bramkach stoi już lekka kolejka. Z jazdy po sztruksie nici, ale jest przyjemnie. Pod spodem czuć twardy podkład, odsypy się robią, ale niezbyt duże. Kolejka w szczytowym momencie około godziny 9 30 na 5 minut stania. Nartus (chichot) Taka ciekawostka, przynajmniej dla mnie, wtajemniczeni pewnie znają. Będąc na Złotym Groniu, kierując się w prawą stronę, możemy przejechać trawersem na wyciąg orczykowy Nartus, dawniej funkcjonujący jako Chichot. Stok trochę krótszy niż ten na Złotym Groniu, ale przyjemnie nachylony, na koniec fajna ścianka. Warunki rewelacyjne, jest super twardo o godzinie 11 00 przy pełnym słońcu i 15°C. Rozłożone są tyczki do slalomu i do giganta. Ludzi minimalna ilość. Z tego co się orientuję stok służy głównie do szkoleń przeprowadzanych przez Nartusa, ale można kupić karnet w bardzo przyzwoitych cenach np 2h za 18zl, 1h - 9zl. Kaucja standardowa, do odzyskania również w kasie na Złotym Groniu. Sam powrót na Złoty też trawersem na nartach. Jak dla mnie super opcja Wracając o 12 00 do domu, mijam sznur samochodów, stojących w korku od Ustronia od miejsca gdzie kończy się 2-pasmówka, do samej Wisły. Szczerze podziwiam, ja chyba nie miałbym cierpliwości.
    6 punktów
  11. Szwajcaria Bałtowska - wiosna w lutym 😮 Chyba najbardziej po Szczyrku prezentowanym ośrodkiem narciarskim na forum, jest Bałtów Tak wiem, spamuję nim...ale cóż? Musicie to znosić...chyba, że wątek o SON, COS i BSA zostanie zamknięty Po pobudce zerkam za okno, a tam na niebie zero chmurki - piękny błękit nieba...niestety na trawniku zero szronu. Zerkam na termometr o godzinie 6:30, wskazał +3. Śniadanie, narty do auta i w drogę...a po drodze zero szronu... Nawet w jarze, którym się zjeżdża do Bałtowa wiosna: Mam dobry czas, jestem 40 minut przed otwarciem. Mam czas zrobić kilka innych fotek, by całość relacji ze Szwajcarii Was nie zmulił Przy zbiornikach wodnych - jest, szron... Nawet tutejsze ssaki wodne - zamrożone... 😮 Na szybach tutejszych autokarów jest również mróz... Spoglądam na termometr w aucie i jest -1 WOW. Chyba bliskość rzeki Kamiennej powoduje tutaj swoisty mikroklimat w dolinie. Nad nią samom już biało: Pod kasami jestem pierwszy Witam się z @1mirinda, wczoraj przeczytał na forum, że będę i przyjechał. Mega fajna niespodzianka! @Paula jak wychodziłem spała jak zabita... Wróciła o czwartej nad ranem z urodzin koleżanki 😮 Mają dziewczyny zdrowie tak się bawić - podobno było świetnie i nawet tańczyły w damskim gronie 😮 Mnie przerażają babskie imprezy Marek przy kasie mnie trochę poratował karnetem czasowym, internetowym w promocji - u Pań niestety awaria i dzisiaj można było nabyć jedynie punkty na wyjazdy... Nasze zostały przeliczone i w ciągu ponad dwóch godzin i tak nie zdążyliśmy wszystkich punktów wyjeździć. Dzięki za pomoc! Tradycyjne zdjęcie z przygotowania stoku przy orczykach z samego rana: Przy bramkach mam złoty medal... Cały ośrodek jeszcze śpi. Na oślej łączce nie ma nikogo, w tle krzesło jeszcze nie chodzi... ...po pięciu minutach ruszamy w górę! Tradycyjna fotka z góry: I dzisiaj w relacji będzie nowość! Otworzono najdłuższą trasę w ośrodku 😮 Zjeżdżając łącznikiem przy krześle... Wjeżdżamy chwilowo na trasę wokół lasku... ...tutaj jak spojrzycie na lewo jest prześwit i skręt do najdłuższej nartostrady w Szwajcarii Bałtowskiej. Jedziemy udokumentować tę nowinkę Początek: ...wąsko, kilka zakrętów: ...normalnie jak nartostrada w Alpach 😮 Koniec tej trasy jest przy wypłaszczeniu łagodnej trasy: Widok w górę, na "ściankę" trasy wokół lasku: I zjeżdżam na dół mijając kultowe miejsce Mówię Markowi o tym dosyć egzotycznym wariancie zjazdu i jest w szoku - był w Bałtowie wiele razy i nigdy się nie kapnął, że to jest właśnie najdłuższa trasa ośrodka: od krzesła, wąską, naśnieżoną drogą, przez łagodną trasę przy brzozach z końcem przy dolnej stacji orczyków - łącznie podobno ponad 700 metrów 😮 Testujemy razem ten zjazd i przenosimy się zaraz potem pod krzesło. Trochę o warunkach. Śnieg z samego rana jest zmrożony ale o konsystencji cukru, z twardym podkładem. Godzinę jest fajna jazda i jest twardo...potem gdy słońce już było wysoko, wszystko zaczęło płynąć. Trzeba było uważać - nie na warunki, ale na narciarzy, którzy wyraźnie nie radzą sobie z odsypami. Co chwila ktoś leży i po godzinie 10siątej gdy na stoku było już sporo ludzi i miejscami robiło się tłoczno z pełną uwagą trzeba było dobierać tor jazdy. Pogoda piękna! Wiosna w rozkwicie i wiosenne były to narty Krzesełko sprzyja integracji, więc większość czasu jeździliśmy o tej stronie ośrodka. Czas z Markiem umilaliśmy sobie pogawędkami na temat wyjazdów narciarskich. @1mirinda jeździ na Progressorach 182 cm i jest bardzo z nich zadowolony Fajnie na nich pociska! Widok z góry - głównej trasy: Po godzinie 11 już na stokach są tłumy... ...wracamy pod orczyki - zjeżdżamy tam kilka razy i kończymy nasz narciarski dzień! Pozdrawiamy serdecznie marboru i Marek PS. Dzisiaj wybił mi 27 dzień na nartach - zapowiada się, że będzie to udany sezon Idę na rower...
    6 punktów
  12. Puchar stoków świętokrzyskich - Stadion 4/4 Wyniki: 6. marboru z czasem 0:29:03 7. @mifilim z czasem 0:29:68 Marcin z synem byli chorzy i nie wystartowali. Klasyfikacja generalna po 4 zawodach i miesiącu rywalizacji: 7. marboru i 133 punkty 8. @mifilim i 118 punktów 17. @kmarcin i 48 punktów Marcin wystartował jedynie 2/4 W naszej kategorii wiekowej sklasyfikowanych było 31 narciarzy. Jak na debiut, jestem w sumie zadowolony Poniżej krótki filmik z mojej jazdy nagrany po zawodach... ...jak widać doświadczenia na bramkach nie ma @Mitek, @marionen, Chłopaki jakieś wskazówki co do jazdy? Trochę daleko bramek... Strata na Stadionie do pozycji numer 3 wyniosła 0,80 sekundy było blisko... VID_20190216_114532.mp4
    5 punktów
  13. Dzikowiec,Woj. DS. Góra jak góra,lecz wymagająca. Wspaniała sobota,słoneczna,zimowa aura,lód i śnieg. Idealny dzień na zawody z cyklu Family Cup. Zawody udane,piszę z pozycji kibica i..... Iwonka @Chrumcia gratulacje za podium i dzięki za fantastyczny dzień, i spotkanie. @marionen nie zawiódł województwa Dolnośląskiego, puchar błyszczy na komodzie @marboru Mariusz jechał dziś z numerem 91...przypadek?
    5 punktów
  14. Mosorny z rana jak śmietana, hehe. Przez pierwszą godzinkę warunki bardzo dobre, twardo więc należy krawędzie mieć dobrze naostrzone, natomiast z biegiem czasu warunki się pogarszały. Od rana na bieżąco a około 10:30 stanie około 5 minut ale wtedy też zakończyliśmy nartowanie i rozpoczęliśmy opalanie.... Pozdrawiam Maciek
    5 punktów
  15. Witam, jazdy Telemarkiem nie da się nauczyć ten styl wymaga studiowania.. To styl który trzeba poczuć. Samo zejście "na kolano" dla doświadczonego narciarza to kwestia jednego dnia, potem zaczyna się nauka i powolne, żmudne doskonalenie.. To styl pierwotny, niszowy, wymaga gruntownego "poznania". Wyzbycie się nawyków ze stylu alpejskiego jest trudniejsze niż nauka na świeżo, ale doznania są nie do opisania. (na zdjęciu Dynastary 178 cm.- "ołówki") Zapraszam gdzieś w Beskid Sląski, Żywiecki, chętnie udostępnię narty, buty. (43-44). Pozdrawiam: wariat jazdy Telemarkiem
    4 punkty
  16. Andrzeja nie widziałem za to miałem przyjemność oglądać w akcji Jagnę Marczulajtis🤭
    4 punkty
  17. no i się wygadałeś ... Spędziłem tam parę dni jeszcze przed oficjalnym otwarciem. Stok typu "retro" , super opcja treningowa i oczywiście bez kolejek. Ceny też retro ...
    4 punkty
  18. Dzisiaj 2 godzinki od 11 do 13 w Bałtowie. Do 12.30 pochmurno i całkiem chłodno. Temperatura tylko2.5 stopnia a zapowiadano powyżej 10. Ludzi na stoku dużo. O 11 stok już zmuszony. Śnieg mokry, ciężki na początku małe i średnie odsypy na trasie pod kanapą. Po pół godziny jedziemy pod orczyk. Po najechaniu każdą z tras wybieramy tą wzdłuż orczyk. Ludzi na niej najmniej i jest w najlepszym stanie. Łudzi z kaźdą chwilą coraz wiècej. Po 12 jeździmy że znajomymi którzy dwa tygodnie temu zaczęli przygodę z nartami. Tuż przed 13 ostatni zjazd trasą pod kanapà ale warunki tam coraz gorsze dla początkujących i średniozaawansowanych. Coraz większe odsypy z mokregogo i cięźkiego śniegu. Największym plusem dzisiejszego dnia było stwierdzenie lepszej połówki że tależyk to całkiem fajny środek transportu i czasami nawet lepszy od kanapy czy gondoli co do tej pory było nie do pomyślenia.
    4 punkty
  19. Mogę się pochwalić kilkoma zdjęciami? W piątek Harbutowice: W sobotę wietrzny Kasprowy: Na jednym ze zdjęć jestem z panią Małgorzatą Tlałką Długosz Chyba więcej mówić nie trzeba Tak wiem, kilometr od bramki jadę...staram się z tym walczyć, ale na Kasprowym asekuracyjnie jechałam....Stojąc tam kilkanascie minut jakoś delikatnie włączył mi się lęk przestrzeni i po prostu się bałam.... Wszyscy uczestnicy dostali na pamiątek taką "ściankę", na każdej edycji takie dają A w niedzielę w Krynicy Family Cup Rano było zimno i pochmurno Później wyszło troche słońca ' Jako, że były to Mistrz. woj. Małopolskiego to tylko z tego województwa uczestnicy otrzymują puchary, a reszta punkty do pucharu polski. Ja miałam drugi czas, pani z pucharem trzeci, ale że jako jedyna jest z Małopolski to ma puchar za 1 a no i znalazłam jeszcze taką fotkę z Przemyśla
    4 punkty
  20. Od zeszłego roku po głowie chodziło mi nartowanie w cieniu Matterhorna, w zasadzie całe lato gdzieś w tyle głowy miałem zakodowane, że w tym roku spędzę tydzień w Cervini. Niestety, jak to z planami bywa, od listopada zaczęło się wszystko sypać: a to znajomi z którymi miałem jechać się wysypali (bo termin, bo dzieci, itp.). Doszło do tego, że w terminie urlopu poza mną i Zuzą nikogo chętnego na wyjazd w Alpy nie zebrałem i w zasadzie pogodziłem się z myślą (nie żebym narzekał ), że wylądujemy gdzieś pod Großglockner'em, albo w Val di Sole. W międzyczasie znalazłem objazdówkę pewnego biura podróży (co ma wygodę w nazwie) po Dolinie Aosty. Tylko ja byłem bardzo sceptyczny odnośnie jazdy autokarem, a Zuza była bardzo sceptyczna odnośnie lotu samolotem, więc nie brałem tego zbyt poważnie. I tutaj do gry wszedł marboru ze swoją relacją, smaka narobił niesamowitego a i wywołał lekkie (delikatnie powiedziane) ukłucie zazdrości. Tak więc po krótkim, acz merytorycznym akcie perswazji, operacja Aosta została rozpoczęta. Prognozy wyglądały zachęcająco, co prawda pierwsze dwa dni miały być pochmurne i nieco śnieżne, ale potem wszystkie prognozy wieściły lampę. A w rzeczywistości? Było nawet lepiej! Dzień 1 i 2 - przelot i Valtournenche. Według planu wylot do Turynu o 11:45 w sobotę 09.02, stamtąd autokarem do Montjovet. Wchodząc na lotnisko chwilę po 9:00 zwróciłem uwagę na samolot do Turynu, godzina 5:35 (linie Travel Service), planowany odlot o 12. Szybka odprawa i kawka, a w międzyczasie komunikat, że opóźniony samolot do Turynu zwiększa opóźnienie do godz. 14. Nie zazdroszczę 🤔. Włochy powitały nas słonecznie, acz z lekką mgłą; mnie już nosiło, żeby pójść na stok. Jakoś trzeba było przeżyć do niedzieli, choć prognozy były umiarkowane. Jak się okazało, pierwszego dnia pojechaliśmy do Valtournenche (część ośrodka Zermatt-Cervinia), gdyż silne wiatry unieruchomiły sporą część innych ośrodków. 8:30 wyjazd spod hotelu, na miejscu byliśmy jakąś godzinę (z drobnym hakiem) później. Szczytowe partie gór spowite chmurami, z rzadka nieśmiało wyglądało słońce; po stronie Szwajcarskiej wcale nie było lepiej. O trasach nie ma w sumie co się rozpisywać, świetnie przygotowane, pusto, widoczność dobra, na kontrast też nie było co narzekać. Zdjęć też raczej nie robiłem, trochę szkoda mi było czasu, a perspektywie i tak mieliśmy powrót w to miejsce na przynajmniej jeszcze jeden dzień. Szybka rozgrzewka na trasie numer 9 (łagodny zjazd przy dosyć wolnym krzesełku), a następnie przenosiny pod Cime Bianche. Trasa numer 15 - cudo. Długaśny zjazd po urozmaiconym stoku, w zasadzie co kawałek zmiana nachylenia, do perfekcji brakowało tylko większej ilości zakrętów, ale nie można mieć wszystkiego. Obok poprowadzona trasa numer 5, również fajna, choć 15 dużo bardziej przypadła mi do gustu. W tej części ośrodka (poza krótką wycieczką na stronę Cervini) spędziliśmy większość dnia. Od 14:30 zaczął sypać śnieg, z minuty na minutę coraz gęstszy; wzmógł się również wiatr. Na sam koniec dnia zaliczyłem jeszcze zjazd jedynką do samego dołu stacji. Górny odcinek do Salette rewelacyjny, zjazd do dolnej stacji gondolki nieco zatłoczony i zmrożony. Fajna okazja do poćwiczenia slalomu, ale trzeba było mocno uważać, bo każdy fałszywy ruch mógł się skończyć kolizją. Subiektywna ocenia dnia: 7/10. Mapa ośrodka: Fot. 1. Widok z okolic Salette na zachód. Dzień 3 - Pila. Ponownie wyjazd o 8:30, przejazd do Aosty, pod dolną stację ośrodka Pila trafiliśmy chwilę przed 10.Zachmurzenie nadal było spore (choć również dosyć często przebijał błękit nieba), górna część ośrodka zamknięta z powodu wiatru. Jeśli miałbym jakoś zgrabnie opisać Pilę, to użyłbym określenia "tatrzański" - większość tras prowadzi przez lasy, tylko najwyższa część ośrodka (niestety tego dnia nie czynna; nie jeździły krzesła: Couis 1, Couis 2 oraz Grimondet) miała trasy wytyczone do kotłów górskich. Bardzo wygodnie rozwiązane są połączenia między trasami, szkoda tylko, że krzesełka w większości się wloką. Zdecydowanie najciekawsze było krzesło na Leisse, z którego prowadzą rewelacyjne zjazdy trasami 12 i 13. Prawdopodobnie bardzo bym się polubił też z trasą numer 2, prowadzącą pod krzesełkiem Chamole, niestety była ona dość mocno zatłoczona, przez co nie dane mi było jej w pełni przetestować tak, jak lubię (wysoka prędkość, długi skręt). Nie zmienia to faktu, że ośrodek mi się spodobał, panowała w nim bardzo przyjemna, kameralna atmosfera. Subiektywna ocena dnia: 7,5/10. Trzeba będzie tu wrócić kiedy wszystko będzie działać! Mapa ośrodka: Fot. 2. Widok w kierunku Aosty ze środkowej części trasy nr 13. Fot. 3. Widok z tego samego miejsca na wschód, w kierunku Pointe Valetta Fot. 4, 5. Widok w tym samym kierunku, z dolnej części trasy nr 13. Fot. 6. To samo miejsce, widok w kierunku Aosty. Fot. 7. Widok na górną część ośrodka, w kierunku Couis 1 i Couis 2 z górnej stacji krzesła La Nouva. Fot. 8. To samo miejsce, widok w kierunku Pointe Valetta. Fot. 9. Widok z górnej części trasy nr 12 w kierunku krzesła Couis 2. Fot. 10. To samo miejsce, widok na wschód. Jest już po południu, a trasy nadal w idealnym stanie. Fot. 11. Widok z baru/restauracji u wylotu trasy 5a w kierunku Pointe Valetta. Dzień 4 - La Thuile. RE-WE-LA-CJA - w końcu pełna lampa! Ale od początku Wyjazd spod hotelu 8:30, na miejscu byliśmy przed 10; do gondolki weszliśmy... chwilę przed 11? Przed naszym autokarem jechał autokar z biura podróży Olimp. Na górnym parkingu okazało się, że nie ma miejsc, więc musiał wykręcić, co mu zajęło dobre 15 minut. Kolejne 25 minut zajęło mu wjechanie na dolny parking, bo kierowca miał straszny problem ze zmieszczeniem się pomiędzy słupkami wjazdowymi (fakt, było wąsko). Jak już wjechał, od niechcenia rzuciłem, że teraz to nasz kierowca pewnie wjedzie tam na raz. Zrobił to! A nasz autokar był kapkę większy, tak więc ogromny szacunek dla kierowcy. Szybko udaliśmy się gondolką na Les Suches a następnie krzesełkiem (wolnym, niestety) na Chaz Dura. Widoki w każdym kierunku nie do opisania. Z jednej strony Mont Blanc, z drugiej Glacier du Rotor, przed nami dziesiątki kilometrów tras - poezja. Mapa ośrodka: Fot. 12. No cześć! Fot. 13. Widok z Chaz Dura w kierunku Glacier do Rotor. Fot. 13-1, to samo miejsce, nieco w lewo. Fot. 14. To samo miejsce, widok w kierunku Mont Blanc. Fot. 15. To samo miejsce, rzut oka na francuską stronę ośrodka. Fot. 16, 17. Na krzesełkach na Chaz Dura i Col de Fourclaz (to drugie szybsze!) spędziłem większość dnia; trasy 9A i 9 oraz 10 to to, co tygryski lubią najbardziej. W ich dolnej części usytuowana jest bardzo przyjemna knajpa (oznaczenie F na mapie), ze świetną pizzą, jeszcze lepszym bombardino! i przecudowną panoramą. Nie obyło się jednak bez strat - na stacji pośredniej kolejki Col de Fourclaz połamałem kijek i resztę dnia jeździłem tak, jak widać na zdjęciu 17. Brawo ja! 🤣 Fot. 18, 19, 20. Po krótkim odpoczynku udaliśmy się na stronę francuską ośrodka. Zjazd trasą nr 8 to kolejne cudo, niestety mocno wiało i nie chcąc ryzykować utknięcia po "niewłaściwej" stronie góry wróciliśmy do Włoch. To wiązało się z wjazdem na Belvedere, z którego rozciągają się cudowne widoki zarówno w kierunku La Thuile, jak i La Rosiere. Nie ma co opowiadać, zdjęcia będą lepsze niż tysiąc słów. Pierwsze dwa zdjęcia (18, 19) to rzut na puste stoki lotniska po stronie włoskiej, zdjęcie 20 to panorama na stronę francuską. Fot. 21. Zjazd trasą nr 18 z Belvedere do Arnouvaz to jedna z lepszych rzeczy jakie mnie spotkały na tym wyjeździe; zastanawiam się tylko, dlaczego nie pociągnąłem zjazdy na sam dół, trasą nr 6, prosto do La Thuile. Trochę szkoda, ale przynajmniej jest po co wracać! Fot. 22. To już niestety koniec dnia. Gdzieś koło 16 trzeba się było zbierać do autokaru, postanowiłem więc przetestować trasę Pucharu Świata, a więc łączony zjazd czarnymi: dwójką i trójką. To chyba pierwszy zjazd który wzbudził we mnie respekt, zwłaszcza pionowa ścianka na łączeniu tras 3 i 2 robiła wrażenie. Co nie zmienia faktu, że idealna kondycja stoku (twardo, ale nie lodowo!) i relatywna pustka na nim panująca sprawiły, że można było się śmiało rozbujać i wycisnąć z nóg pełnię możliwości. To uczucie gdy wbija Cię w stok na wypłaszczeniu zaraz za ścianką - czysta ekstaza. Na zdjęciu: widok z najniżej położonej ścianki na trasie nr 3 w kierunku miasteczka La Thuile. Niestety zjazd na "dwójkę" przegapiłem i nie mogę sobie tego darować; ale nic straconego, jest kolejny powód żeby wrócić do La Thuile! Subiektywna ocena dnia: 9/10. Była by dycha, gdyby nie to co stało się dwa dni później, ale o tym zaraz, bo teraz czas na... Dzień 5 - Monterosa. Wyjazd standardowo o 8:30, choć tym razem autokar odbierał nas jako ostatnich. Do Stafal dojechaliśmy o 10, pod gondolką szybki serwis (i zakup nowych kijków ), po czym udaliśmy się gondolką w kierunku Alagny, na Passo Salati. Na początek rozgrzewka na niebieskich trasach do Cimalegna (Fot. 23) i podziwianie panoramy na Alpy Zachodnie i dolinę Padu z Passo Salati (Fot. 24, 25, 26, 27). Następnie zjazd w górnej części czerwoną, a w dolnej czarną trasą do Stafal. Chciałem go przetestować w optymalnych warunkach (mało ludzi, nie rozjeżdżona trasa) i byłem wniebowzięty. Zjazd z Passo Salati do Gabiet to niecałe(?) 4 kilometry lotniska na którym można się rozbujać na 100 % możliwości. Z Gabiet do Stafal zjazd jest dużo bardziej techniczny, wąski i kręty. Generalnie umieralnia i odpoczywalnia, więc z byłem z siebie bardzo zadowolony, że zjechałem go krótkimi skrętami na raz, delektując się każdym ruchem. Jedyny minus, że dolna połowa tej trasy, to bardzo łagodny, wąski trawers po zboczu góry. Nic ciekawego, ale trening slalomu w górnej części rekompensował tę "niedogodność" z nawiązką. Zdjęć z części poniżej Gabiet nie mam, szkoda mi było tracić czasu, wybaczcie Mapa tras: Fot. 23. Niebieska trasa do Cimalegna, prawdą mówiąc - nudna. Fot. 24, 25, 26, 27. Widok z Passo Salati na zachód (fot, 24; daleko w tle Monte Viso - charakterystyczny ostrosłup na horyzoncie), północny zachód (fot. 25), południe (fot. 26, 27; zdjęcia tego nie oddają, ale można było dostrzec Apeniny). Ośrodek reklamowany jest jako otoczony największą liczbą czterotysięczników w Alpach, natomiast gdzieś zgubiła się skala i tego w ogóle nie czuć. W kwestiach widokowych najbardziej podobała mi się perspektywa na dolinę Padu, reszta mnie jakoś nie porwała. Fot. 28, 29, 30, 31. Po chwili nadszedł czas na zjazd czarną V3 do Pianalunga i czerwoną na sam dół do Alagny. Czarna V3, mimo że dość mocno uczęszczana, była rewelacyjna. Świetne warunki (twardo, ale nie lodowo), dużo zmian kierunków, w górnej części stosunkowo wąsko, na dole prawdziwe lotnisko. Fot. 32. Widok z Pianalunga na trasę V3 i urwisko pod Cimalegna. Fot. 33, 34. Panorama z czerwonego zjazdu do Alagny oraz panorama miasteczka z okna wagonika. Górna część trasy cudowna, niestety w dole na zmianę kasza, przetarcia i (prawie) lód. Zjechane, ale w tych warunkach nie było sensu tam wracać. Fot. 35, 36, 37. Pół dnia prawie minęło, przyszedł czas na obiad. Z tarasu widokowego w restauracji na Passo Salati otwiera się cudowna panorama na Alpy Zachodnie (Fot. 35). Resztę dnia katowaliśmy czerwony zjazd z Passo Salati do Gabiet. Subiektywna ocena dnia: 7/10. Nie udało nam się wyskoczyć do Frachey i Champoluc; chętnie tu wrócę, choć czegoś mi tu brakowało. Niezbyt wiele tras (choć czerwone i czarne bardzo ciekawe!), poza tym upierdliwe połącznia między dolinnymi końcami tras a gondolami (trzeba drałować 5 minut z nartami, niby żaden problem, ale nie zachęca do częstego zjeżdżania na sam dół. Z pewnością jest to świetne miejsce na freeride, ale warunki śniegowe jakoś (przynajmniej mnie) nie zachęcały: sporo wystających skałek i kamieni, do śnieg typu szreń. Z perspektywy tego wyjazdu całość ratowała bajeczna trasa Passo Salati-Gabiet oraz czarny zjazd Passo Salati-Pianalunga. Dzień 6 - Matterhorn Ski Paradise Wyjazd spod hotelu standardowo 8:30, na miejscu byliśmy o 9:30. Niestety znowu zaparkowaliśmy w Valtournenche, co nam pokrzyżowało nieco plany, bo chcieliśmy jak najszybciej udać się na stronę szwajcarską. Szybko kupiliśmy suplementy do karnetów (35 Euro), po czym udaliśmy się w podróż gondolką, krzesełkiem, krzesełkiem orczykiem i jeszcze raz gondolką na Plateau Rosa. Mapa ośrodka: Dojazd na Plateau Rosa zajął nam dobre 40 minut. Natomiast to co działo się potem... tu nie ma co pisać, to jest definicja raju! Wszelkie słowa są zbędne i nie oddadzą nawet 10% odczuć. Nowa gondola Leitnera z Trockner Steg na Klein Matterhorn wprawia w opad szczęki. Widoki ze szczytu również. Zjazd z Klein Matterhorna do Trockner Steg to typowo lodowcowa historia: szeroko jak na lotnisku, generalnie niezbyt stromo, ale są momenty. Z Trockner Stegg to Schwarzsee prowadzi bajeczna trasa 66, na której z każdym metrem zmienia się perspektywa na Matterhorn. Zjazd z Schwarzsee do Zermatt (przez Furi), najpierw czarną, a potem czerwoną trasą to również orgazm dla wszystkich zmysłów na raz. Gondolka z Zermatt na Trockner Steg prowadzi bez żadnych przesiadek, można za to wyjść na jednej z trzech stacji pośrednich. Panorama z Trockner Steg, to również najlepszy co się możne trafić dla oczu: Mattergorn, Zermatt, Monte Rosa, Klein Matterhorn na jednym ujęciu - bomba! Na sam koniec dnia zjazd z Theodulpass do Plan Maison (rewelacyjne czerwone trasy w kilku wariantach), powrót na Plateau Rosa i szybciutko trasą numer 1 przez Salette do Valtournenche (tego dnia cała trasa nr 1 do samego końca była rewelacyjna; w górnej części twarda i szybka, w dolnej miękka, iście wiosenna). Fot. 38. Zawsze chciałem takie mieć! Fot. 39-58. RAJ Fot. 39. widok w górę Theodulgletscher, w kierunku Plateu Rosa. Fot. 39. Trockner Steg, widok na Zermatt. Fot. 40. Trockner Steg, widok na Monte Rosa. Fot. 41. Trockner Steg, widok na Klein Matterhorn. Fot. 42. Panorama z Trockner Steg. Fot. 43. Matterhorn z górnej części trasy 66. Fot. 44. To samo miejsce, widok na Zermatt. Fot. 45. To samo miejsce, widok na Dufourspitze. Fot. 46. Samojebka z legendą. Fot. 47, 48, 49, 50. Matterhorn z Zermatt oraz z okna gondolki wiodącej z miasteczka na Trockner Stegg. Fot. 50 - product placement Fot. 51. Apeniny z tarasu widokowego na Klein Matterhorn. Fot. 52. To samo miejsce, masyw Mont Blanc w tle, w dole Theodulgletscher. Fot. 53. Panorama z górnej części trasy 85. Fot. 54, 55. To samo miejsce, węższe ujęcia. Fot. 56. Widok na Cervinię z górnej części trasy 6 bis. Fot. 57. To samo miejsce, widok nieco na prawo, w kierunku Matterhorna/Cervino. Subiektywna ocena dnia: 10/10, RAJ! Tu trzeba wrócić, jak objeździłem 15-20% to i tak będzie dobrze. Pod Matterhorn'a MUSZĘ wrócić na cały tydzień białego szaleństwa inaczej nie będę spełniony jako narciarz . Niektórym spodobało się tak bardzo, że utknęli po szwajcarskiej stronie 🤣. Opcje: nocleg na miejscu (~200E); helikopter do Cervini (450E); taksówka do hotelu przez przełęcz świętego Bernarda (1100E). Ja bym wybrał azyl Dzień 7 - Punta Hellbroner i Courmayeur. No cóż, po wizycie w raju moje oczekiwania nie były zbyt wysokie - po prostu czułem, że tego się nie da przebić. I miałem rację. Nie zrozumcie mnie źle - Widoki z Punta Helbronner są cudowne, Mont Blanc robi ogromne wrażenie, a Courmayeur to bardzo przyjemna (choć chimeryczna) stacja narciarska. Na początek (na miejscu byliśmy chwilę przed 10) wybraliśmy się na Punta Helbronner. Nie będę ukrywał, wrażenia są, ale dla własnego dobra zamieniłbym miejscami dzień 6 i 7 Mapa ośrodka: Fot. 58. Taras widokowy na Punta Helbronner, ja, Mont Blanc i Alpy Zachodnie. Fot. 59. To samo, tylko beze mnie Fot. 60. Widok z tarasu widokowego na Punta Helbronner w kierunku Aguille du Midi (po lewej) i Dent du Géant. Fot. 61. To samo nieco bardziej w prawo (widok na wschód); w tle majaczy Matterhorn. Fot. 63, 64. Dwie panoramki: pierwsza na południe, druga na zachód i północny-zachód. Na tarasie spędziliśmy jakieś 1,5h; o 12 byliśmy już na dole i pakowaliśmy się do gondolki Val Veny. Szybko przedostaliśmy się na południową część ośrodka i po bajecznym zjeździe wzdłuż gondolki Col Checruit wyskoczyliśmy na pizzę. Widok z tarasu jak na zdjęciu poniżej (Fot. 65). Trasa pod gondolką była przeze mnie testowana już w grudniu, tym razem warunki nieporównywalnie lepsze. W ogóle wszędzie było pusto, więc można się było bardzo przyjemnie rozbujać i pohulać. Fot. 66, 67, 68. Po obiedzie wjechaliśmy leciwymi gondolkami Youla i Arp na Cresta d'Arp, najwyżej położony punkt ośrodka. Widoki wręcz dziewcze, aż się prosiło o założenie świeżego śladu (tylko jak potem wrócić do autokaru? :D). Stąd zjazd najpierw krótką czarną (nie ma jej zaznaczonej na mapce powyżej), a następnie czerwoną trasą do Col Chercruit. Na koniec dnia przenieśliśmy się na północną część ośrodka, w końcu częściowo oświetloną przez powoli zachodzące słońce. Bardzo przyjemne są trasy między krzesełkami Plan de la Gabba i Bertolini, reszta mnie raczej nie zachwyciła: głównie niebieskie trawersy i tępa kasza, która wyrywała z butów po wyjechaniu z zacienionej części stoku. Subiektywna ocena dnia: 8/10. Fajnie, nawet bardzo, ale La Thuile oraz (przede wszystkim) Zermatt-Cervinia, to jednak inna liga. Warto tutaj przyjechać, ale 1-2 dni to jest max, żeby się tutaj nie zacząć nudzić. Jeśli o mnie chodzi... Wrócę tu na pewno, z uwagą obserwowałem możliwości zjazdu z Punta Helbronner do La Palud (dolna stacja kolejki Skyway) i wyglądało to bardzo kusząco. Jeśli trafię na podobną pogodę i znośne warunki śniegowe, następnym razem raczej nie odpuszczę i wynajmę przewodnika do zjazdu Marboru, co Ty na to? To by było na tyle, niestety ten tydzień minął w mgnieniu oka, a od jutra powrót do szarej rzeczywistości (czyli knucia planów odnośnie następnych wyjazdów! ) Pozdrawiam!
    3 punkty
  21. No wisisz mi browka To co pisałeś ma szanse być po feriach śląskich. Czyli uderzenie wiosny pierwsze tej zimy będzie może w przyszłym tygodniu. No i tu mam szansę aby droga była drogą. Jakby ktoś chciał na kulig to zopraszam. Jakby co pisz na PW bo ja już tu piszę tylko ze względu na nasz zakład:) Jakby co to jestem na skiforum tam też jest Jasiek i jego relacje z Chopoka oraz zdjęcia jak z b@jki. P.S. Masz okazję sobie zobaczyć co może zrobić halny a co niby wiosna. Zerknij na rzeki podczas halnego a teraz. Gdyby halny trwał te 5 dni to jeździć mozna by było po błocie. Ja od dwóch dni zaliczam zjazdy z Baraniej. Kolega nas do góry wozi ciągnikiem a my na dół kilkanaście kilometrów jazdy.
    3 punkty
  22. Studiowania wymaga wszystko. A ile czasu może to zabrać ? .. zapewne tyle, ile się przeznaczy .. po drugich zajęciach .. .. po trzecich .. .. a do nauki coś się zawsze znajdzie Pozdrawiam, M.
    3 punkty
  23. Dziś warunki na Wielkiej Raczy doskonałe 20190217_122108.mp4 20190217_123840.mp4
    3 punkty
  24. Wisła Skolnity Fresh Track dla śpiochów. Od rana twardo-warunki idealne do 11:00, dzisiaj wesoło bo pełno maluszków na Puchar Kubusia. Parkingi pełne o 10:00 , oczywiście przez cały dzień jazda bez kolejek. Później zmiana sprzętu, kawa i skitura: Skolnity- Soszów -Jawornik -Skolnity.
    3 punkty
  25. Tumlin we mgle Dziś dwie godziny w Tumlinie - od 10 do 12 (karnet 55 zł). Rano w Radomiu było mgliście, wilgotno, wyraźnie na plusie. Wahałem się gdzie jechać - do Bałtowa czy Tumlina - ale ostatecznie zdecydowała prognoza pogody. W nocy w Tumlinie miał być kilkustopniowy przymrozek, więc uznałem, że stok powinien być w miarę dobrze przygotowany. Na miejscu byłem przed godz. 10. Była mgła jak w Radomiu, ale tylko dwa stopnie na plusie. Część stoku zajęła grupa z Warszawy, która ćwiczyła slalom. Poza tym pustki, zaledwie kilka osób... Warunki były niezłe , przynajmniej na początku - wprawdzie na wierzchu cukier, ale po spodem twardo. Z czasem zrobiły się odsypy, ale nie za duże. Może dlatego, że tłoku nie było... Słońce długo nie mogło się przebić przez mgłę. Na dobre zaświeciło dopiero po 12, kiedy zbierałem się do odjazdu. Kiedy się zbierałem, ludzi trochę przybyło, ale tylko trochę. Mgła powoli ustępowała. Do domu jechałem już w pełnym słońcu. W Radomiu była prawie wiosna. Jak się nie ochłodzi, a chyba na razie nie ma o tym mowy, niedługo na nizinach trzeba się będzie przesiadać na rower... Oby nie! Pozdrawiam Andrzej P.S. Przepraszam za post o Vonn i Stuhec, ale nie potrafię go usunąć.
    3 punkty
  26. Szklana Góra po raz trzeci w tym sezonie. Nie jestem wielkim fanem tej stacji, ale skoro córa chciała jechać właśnie tam, to nie dyskutowałem:). Jaka była dzisiaj pogoda wszyscy wiedzą. Mimo że na miejscu stawiliśmy się o 9:10, to już wtedy było 7-8 C powyżej zera, z mocną tendencją rosnącą. W drodze powrotnej do domu termometr samochodowy wskazywał 13,5 C. Jak więc było? Oczywiście wiosennie. Nie ma chyba co opisywać warunków, bo zawsze przy takiej temperaturze i pełnym słońcu są identyczne. Z małym zastrzeżeniem. Co niestety dosyć często spotykane na Szklanej Górze, na części trasy było sporo mniejszych lub większych lodowych brył. Jazdy to niestety nie ułatwia. Zdziwiło mnie też, że największy wysyp narciarzy miał miejsce w pierwszej godzinie działania stacji. Potem już znacznie spokojniej. Widocznie większość chętnych do jazdy, słusznie uznała, że popołudniem sensownie jeździć nie będzie się dało. No i mieli rację:). My pokręciliśmy się niecałe 3 godziny i to był na dzisiaj maks. Śniegu w okolicy już nie ma. Szklana Góra to obecnie wąski język śniegu wśród zielono-szarych wzgórz. Prognozy optymistyczne dla narciarzy nie są, więc jeżeli stacja będzie funkcjonowała do końca lutego będzie to spory sukces. Warunki trudne, więc wywrotek nie brakowało. O sztruksie można było dzisiaj zapomnieć:) Planowałem początkowo pojeździć gdzieś również jutro, ale przy takiej pogodzie przyzwoicie można będzie pojeździć w bardzo niewielu miejscach. Raczej sobie odpuszczę.
    3 punkty
  27. Jak to się w czwartek potwierdzi https://www.yr.no/sted/Polen/Annet/Pilsko/time_for_time.html to spadam w piątek z rana na Pilsko Pozdrawiam mirekn
    2 punkty
  28. Po tygodniowym nartowaniu we Włoszech wyskoczyłem na Górkę Szczęśliwicką Warunki takie sobie - stok to tony cukru, który jakoś trzyma się na betonowym podkładzie. Kto chce, to musi się jednak spieszyć, bo Górka działa ponoć tylko do końca lutego. Potem zamykają, by zacząć remont dolnego budynku
    2 punkty
  29. Również wielkie gratulacje Ze swojej strony polecam wyjazdy szkoleniowe,jeśli naprawdę Cie to kręci Sam dwa razy byłem na skicamp z Marcinem Szafrańskim, naprawdę petarda
    2 punkty
  30. Mariusz, brawo Ty! Jeszcze kilka startów i będziesz atakował bramki niczym ... Hirscher! Pozdrawiam.
    2 punkty
  31. No tak Pewnie po kilku opiniach zmniejszę na 4. Nie mam rozeznania. Jestem niedługo na tym forum i do przed chwilą nie czytałem tej opisowej skali, jak zobaczyłem, że 8 to "instruktorzy-seniorzy" to zmieniłem OK udało się. Dzięki. Proszę o usunięcie mojego poprzedniego posta.
    2 punkty
  32. Jak zwykle sytuacja nie jest czarno-biała. Krótkookresowo może EU ma pod górkę, ale w długi okresie się to opłaci. Chiny widzą w ograniczeniach ekologicznych bodziec do rozwoju. Ostatnio inwestują tam dużo w zielone technologie. My też odczuwamy to codziennie, że hajcowanie paliwami kopalnymi niesie ze soba niedogodności.
    2 punkty
  33. Wyczuwam podziw kolegi do tego co robi się w Rosji z NGO-sami. Możemy się z niektórymi ludźmi nie zgadzać. Ale nie chcę żyć w świecie, gdzie nikogo nie obchodzi środowisko naturalne. Nie wszystko co robi GP mi się podoba. Ale Ci ludzie robią też pożyteczne rzeczy. Ocieplenie klimatu jest faktem, który potwierdza 99% naukowców tym się zajmujących.
    2 punkty
  34. No i wypróbowałam nowe buty na BSA. Okazuje się, że to co wczoraj zrobiłam (dodatkowa wkładka, małe podłożenie pod piętę + przesunięcie klamer) było właściwie wystarczające w lewym. Jednak są wyraźnie mniejsze od starych Langów i jeździ się lepiej, bez bandaży i bólu nóg. Prawy... Jak przyszło wpiąć go w nartę, to musiałam jakoś dziwnie ustawiać nogę, na początku wydawało mi się, że wręcz nie dam rady poprowadzić nart równolegle na płaskim kawałku. Ale zaczęłam jeździć i jakoś się mniej więcej ułożył... Na początku narta mi parę razy próbowała odjechać, potem już nie (co prawda jeździłam bardzo ostrożnie). Lata co prawda na nodze, starałam się wyczuć, gdzie coś podłożyć, żeby go ustabilizować w dobrym położeniu. Możliwe, że uda mi się to samej zrobić (klej + powertape + pianka , z piekarnikiem się wstrzymam, nie chcę zepsuć butów). A propos tego, co jakiś czas temu napisał Mitek - zawsze gdy wydaje mi się, że mam problem sprzętowy, to przypominam sobie, na czym, jak i gdzie jeździli dawni narciarze. I dobrze wiem, że to, że mnie się coś nie udaje, to dlatego, że jeżdżę jak d... wołowa . Co do jeżdżenia w rozpiętych butach - to już mistrzowstwo. Pamiętam jak Ojciec uczył porządnie bandażować stopy do skórzanych butów, które, a jakże, też miały spory luz - tak, żeby trzymały w kostce. I postawa: "nie jeździj jak małpa na nocniku" ). To było jak byłam dzieckiem, potem niestety przyszło wiele lat przerwy. Dużo bym dała, żeby z Nim móc pojeździć w Tatrach... Na wszystkich zdjęciach, których mam sporo, ma tak pogodny i szczęśliwy wyraz twarzy, bardziej nawet niż na morskich. Możliwe, że w górach doznania są bardziej intensywne, choć morze kochał najbardziej.
    2 punkty
  35. Witam, jedne z moich nart to narty HAMMER STREAM 193 cm. Dziób 130mm, pod butem 90mm, piętka z lekkim rockerem 110mm. Ciężkie, twarde, dobrze wycinają krawędzie. Narta zaliczana do ALLMOUNTAIN. Bardzo dzielna w każdych warunkach śnieżnych jak również terenowych, wbrew pozorom nie wybacza błędów. Sprzętem nie nadrobisz ani warunków ani techniki. To narty ze zdjęcia. Pozdrawiam: wariat jazdy Telemarkiem.
    2 punkty
  36. Szczerze mówiąc to sądzę, że dokładnie tak się to robi. A cała ta ekologiczna działalność to pic na wodę, przecież oni założyli te fundacje i stowarzyszenia nie dla przyrody, tylko ... dla pieniędzy. Pozwolę sobie zauważyć, że w Rosji nie było żadnych protestów ekologów wobec IO i wobec MŚ. Ekolodzy, jak im groziło, że trafią do rosyjskiego pierdla lub po prostu zostaną sprzątnięci przez specnaz, jakoś całkowicie stracili zainteresowanie do blokowania rosyjskich inwestycji.
    2 punkty
  37. @Robur82 strasznie złośliwy jesteś i bark Ci dobrej woli by bardzo dokładnie wsłuchać się w czyjś głos. Wszyscy tłuką tu o Korbielowie a ja widzę ogromny potencjał w sąsiedniej Sopotni. Kotarnica na lewo i prawo od czarnego szlaku i na północ Juraszkowa. Jest miejsce, sporo już wylesione na sporą ilość tras. Dodatkowo jest tam takie miejsce zwane Polaną Stefanka. To całkiem nie wąski pas opadający tuż przy Trzech Kopcach na sporej wysokości bo ponad 1200m. Nie ma problemu ze śniegiem, jest woda a nawet sporo bo dolina odwadnia duży obszar. Dwa place zrywkowe na parkingi i już by było. Kłopot to jedna wąska droga i baza noclegowa. Umiarkowany rozwój na Pilsku i to co przedstawiłem i już by była olbrzymia alternatywa dla Szczyrku. W okolicy były co głupsze pomysły gdzie ekologi dostawały wścieklizny ale osobiście na takie coś bym się spokojnie zgodził. Pytanie czy mieszkańcy tej nad wyraz spokojnej wsi chcieli by takie coś.
    2 punkty
  38. 18.02.2019 23:00 Skrzyczne i oświetlone Bielsko-Biała zdjęcie z kamery
    2 punkty
  39. Imiennicy, to i ten sam numer startowy Niestety ja sukcesu nie miałem ale jak trochę poćwiczę, to może za parę lat i to przyjdzie @marionen @Chrumcia Gratulacje bardzo udanych startów!!!! Mega
    2 punkty
  40. Rocker, jak dla mnie, to raczej ślepa uliczka. Jedynie w nartach Free się sprawdza, ale znam też osoby co wolą narty bez tego wynalazku nawet po za trasą. Szerokość pod butem może pomóc. Zawsze jak w nocy mocniej popada, albo ma być spory plus, zabierłem K2 Rictor (80 mm pod butem). Obecnbie Volkl RTM 84. Takie narty lepiej jadą w kopnym śniegu niż typowa narta SL czy GS. Takie narty zabierałem także zawsze wtedy, kiedy nie wiedziałem czego się spodziewać. Na lód jest tylko jedna metoda: dobrze naostrzone krawędzie. Dodam, że oprócz ostrzenia, na beton może pomóc odpowiednio twarda narta. Weź pod uwagę, że narty tylko mogą Ci pomóc, tak jak napęd 4x4 kontra na jedną oś, ale techniki nie zastąpią.
    2 punkty
  41. Dziś warunki podobne do wczorajszych z tym że mniejsza ilość ludzi więc i stok zdegradowwny o wiele później. Przyjemne dwie godzinki jazdy z rana. Pozdrawiam Maciek 20190218_101507.mp4
    2 punkty
  42. Kielecki Stadion - Zawody o Puchar stoków świętokrzyskich 4/4 Na tym, mieszczącym się w Kielcach stoku nie bywam już. Dlaczego? Ponieważ jest tutaj bardzo płasko - to stok, na którym początkujący narciarze stawiają pierwsze kroki na deskach. Ponieważ dzisiaj, w tym miejscu zaplanowano ostatnie zawody z cyklu Puchary stoków świętokrzyskim - grzecznie się stawiłem. Stadion, to miejsce historyczne i mieszkańcom miasta kojarzy się jednoznacznie ze sportami zimowymi. Dlaczego? W tym miejscu znajdowała się najokazalsza skocznia narciarska ziemi świętokrzyskiej. Pierwsza drewniana, została zbudowana jeszcze w latach 30 ubiegłego wieku: Później ją przebudowano i stała się betonowa: Startował tu w zawodach sam Wojciech Fortuna 😮 Ostatecznie obiekt został zburzony w 2006 roku. Dzisiaj znajduje się tutaj trzy wyciągi narciarskie: podwójny orczyk, talerzyk i taśma na oślej łączce. Pod górką wybudowano okazały hotel i karczmę: Na miejscu jestem dzisiaj po godzinie 9:00. Temperatura oscyluje wokół zera stopni i jest mgła. Organizatorzy szykują gigant, przyjmują zapisy i rozdają koszulki startowe. Rano, stok od dołu wygląda tak: Spotykamy się z @mifilim i naradzamy jakie karnety kupujemy. Pada na dwugodzinne. Marcina dzisiaj z nami nie ma Zarówno on jak i jego syn chorują. Ratrak ma już trochę lat... Ponownie na zawody zabieram GSy. Na płaskiej trasie ważna jest prędkość i długość narty. Widok na stok od góry...a w zasadzie brak widoku: Tutejsza ośla łączka znajduje się w sąsiedztwie głównego zjazdu. Wyciąg taśmowy: Można się komunikować pomiędzy trasami: Mijają minuty i mgła się powoli podnosi. Szkoda, że wyciąg nie jest poprowadzony wyżej na ostry próg, z którego można by było się rozpędzić. Zawodnicy wszystkich kategorii wiekowych powoli przedostają się na start. Michał ogląda przejazd z góry i decyduje, że zmieni narty na dłuższe, a swoje "Wilki" odniesie do auta. marboru dzisiaj numer 91. Gigant widziany z góry: Mgła coraz wyżej - widać całą górkę: Objazd trasy rozpoczynają najmłodsze grupy wiekowe: GSy przymierzają się do startu: Tak jak w Tumlinie startujemy według ogólnej klasyfikacji. Najpierw jadę ja, zaraz po mnie Michał. Mój czas 29:03 Czas Michała (poniżej foto na mecie) 29:67 To jeszcze nieoficjalne wyniki. Dzisiaj błędów technicznych nie było, ale niestety nasze czasy nie pozwoliły nam zająć miejsca na podium. Godzina przerwy, podczas której jeździmy sobie wykorzystując kupiony czas i są wyniki (zwycięzcy ostatnich zawodów, a potem zwycięzcy w ogólnej klasyfikacji). Niestety ogłoszona była jedynie pierwsza trójka, więc musimy chwilę poczekać na końcowe, nasze wyniki. Dzisiejsze zawody otwierał swoim przejazdem Prezydent Miasta Kielce - Bogdan Wenta, który był również przy ceremonii wręczenia nagród na sam koniec Zawodów. Jak widać na górnym zdjęciu - największą frajdę miały Dzieciaki! Dużo radości, podskoków i uśmiechu! Podsumowując cały cykl zawodów - super! Podsumowując nasze starty - mogłoby być lepiej Dlaczego nie było? Zarówno ja, Michał, czy Marcin nie mamy kompletnie doświadczenia na bramkach, tyczkach. Wszyscy odgrażamy się jednak, że za rok zdecydowanie poprawimy swoje miejsca i nawiążemy walkę zarówno ze startującymi zawodowcami jak i podniesiemy poprzeczkę w rywalizacji pomiędzy sobą Żegnamy Kielce i Zawody o Puchar stoków świętokrzyskich. Jak widać pod koniec dnia pokazało się miasto Kielce. Pod koniec naszego nartowania pogoda była już wiosenna. Temperatura +10 i miękko. Cukier a pod spodem lód. Pozdrawiam marboru
    2 punkty
  43. Cześć To nie jest telecarv. Prawdziwy telecarv to Slalomka Blossoma (tam każda Sl jest Fis) na telemarkowych wiązaniach. Swego czasu jak jeździliśmy poranne GS w Szczawniku to Piotrek Kapustianyk na takim zestawie się zgłaszał i niezłe czasy wykręcał. Ja czasami jeżdżę telemarkiem na normalnym zestawie - tylko nogi strasznie bolą. Pozdrowienia
    1 punkt
  44. Jeszcze małe pytanie na koniec - narty SL (slalomki?) a GS (slalom gigant?) różnią się głównie tylko promieniem łuku jaki projektant dla nich przewidział?
    1 punkt
  45. Dziękuję za miłe spotkanie i piękne zdjęcia 😀 Trasa twarda, pogoda piękna, tylko moja jazda średnia 😂 ale na zdjęciu akurat wygląda ok 😀 drugie miejsce na 3 jest. Po ok. Sekundzie straty w każdym przejeździe, jestem zadowolona. Brawo @marionen
    1 punkt
  46. Po pracy Po pracy czas na grilla ☺️
    1 punkt
  47. Cześć A co chcesz udowodnić? Czy widziałeś kiedyś, żeby ktoś coś sobie w ten sposób zrobił? To jest podobna filozofia jak z zakazem wożenia na orczyku dzieci na kolanie. Kiedyś było to powszechne bo powszechna była też umiejętność jazdy na nartach. Pozdrowienia
    1 punkt
  48. Nie tylko COS. Generalnie jest zasada, żeby orczyka nie trzymać między nogami
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...