Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 13 Październik 2026
-
Rok
13 Październik 2025 - 13 Październik 2026
-
Miesiąc
13 Wrzesień 2026 - 13 Październik 2026
-
Tydzień
6 Październik 2026 - 13 Październik 2026
-
Dzisiaj
13 Październik 2026
-
Wprowadź datę
15.09.2020 - 15.09.2020
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 15.09.2020 uwzględniając wszystkie działy
-
@marboru gratulacje to należą się Tobie a w zasadzie Wam. 👍. Co do mnie to tak se pykam i powoli próbuję robić formę. Pewnych rzeczy się nie przeskoczy. Nie ma porównania do Was i nie ma się czym chwalić, Sherlocku 😆. Założenie było proste - dojechać do mety a jak się uda to może nie być ostatnim. I udało się. Gorzej było poprzednim razem - do debiutu wybrałem najcięższą edycję w całej serii - 1642 przewyższenie, 47 km.🤪 Ale też jakoś dotarłem do mety. Było fajnie - złapałem na początku gumę + miałem zepsutą przerzutkę - nie działało najlżejsze przełożenie więc podjazdy, ten tego... Generalnie, mając na uwadze mój stan rok temu a dziś to jestem z siebie dumny. W zasadzie to już bym mógł jechać na narciochy 😜5 punktów
-
Cześć Bo niewiele rzeczy tworzy tak doskonały impuls do zmiany przyzwyczajeń życiowych jak choroba czy uraz, które skutkują świadomością jak się człowiek czuje gdy zupełnie nie może. Od razu zaczyna się chcieć!! Pozdrowienia4 punkty
-
Dla mnie podział na klasykę i carving jest sztuczny. W pewnym sensie ma to sens, gdy się zestawi zdjęcie narciarza na stoku(lub lepiej film) z przed kilkudziesięciu lat z filmem obecnym. Zakładając, że to są narciarze z niezłym poziomem. Wszystko jest inne. Narty, stok(nie przygotowany). Ale jazda jest podobna. Ustawienie nart też na krawędzi. Inaczej się nie da w skręcie. Skończyłem niedawno osiemdziesiąt lat. Zeszły sezon był niezły, mimo marnej zimy. Lepszy jeszcze byłby, gdy nam z żoną nie uciekła Austria w marcu. Ale jesteśmy cykory. Na nartach rozpocząłem się bawić mając dwadzieścia cztery lata. Praktycznie każdy sezon to około dwadzieścia dni(lub więcej) na stoku. W tej "klasyce" doszedłem do przyzwoitego amatorskiego poziomu. Nieźle jeździłem po muldach. Pojawiły się informacje o karwingach. Opisy nart i ich właściwości. Więc się zainteresowałem. Minął wiek dwudziesty, kupiłem tą nowość i tak byłem napalony, że wybrałem się zaraz za miasto i ubiłem sobie stok. Było to przed Bożym Narodzeniem. Piewsze dziwne wrażenie. Te narty same skręcają. Muszę je delikatnie temperować. I tak się męczę od tego czasu. Mam frajdę. Stoki gładkie, wyciągów skolko ugodno. I ciągle jest to dla mnie wielka przyjemność. Na nartach żyję. Tu mogę się jeszcze porównać z narciarzami o kilkadziesiąt lat młodszymi. Jeśli chodzi o styl - to jak jeżdżę klsycznie czy karwingowo? Staram się "karwingowo". Przynajmniej w sensie unikania ześlizgów. Ale też bez problemów mogę jeździć ześlizgami "klasycznie". Zawracanie głowy. Albo się panuje nad nartami, albo narty wiozą narciarza. Który nawet o tym nie wie. Za to nie mam najmniejszej ochoty(próbowałem raz) jeździć na nartach "klasycznych"(parę par jeszcze gdzieś leży).To byłby jak powrót do samochodu bez wspomagania hamulców, kierownicy, bez ABS, ESP itd.. W dodatku na oponach letnich i w czasie ślizgawicy. Dziękuję! Niech się inni podniecają klasyką. Zagronie3 punkty
-
Dokładnie tak. Potem przychodzi refleksja - dlaczego ja byłem tak głupi i zmarnowałem 30 lat życia...3 punkty
-
Wrześniowe słońce łagodnie prześwieca przez korony liści. Jeszcze jest zielono, jeszcze jest ciepło, ale już nie tak upalnie jak kilka tygodni temu. W Drawieńskim Parku Narodowym ostatni amatorzy spływów wodują się na Korytnicy i na Drawie, pustawo na polach biwakowych, pustawo w agroturystykach. To już końcówka sezonu. Wystarczy jednak skręcić rowerem w boczną drogę, z dala od kajakowych szlaków, i można delektować się piękną przyrodą na wyłączność. Zapraszam na wycieczkę w mniej znane zakątki DPN-u i okolic. Główną bohaterką będzie Płociczna - lewobrzeżny dopływ Drawy o długości ponad 50 km. Płociczna to rzeka mało znana, bo wyłączona z turystyki kajakowej. Dotrzeć tu można pieszo lub rowerem, bo i drogi asfaltowe omijają raczej te tereny. Czy warto? Oceńcie sami! Zanim dotrzemy nad Płociczną przecinamy jeszcze dwie rzeczki - Słopicę, która notabene płynie przy naszej działce, oraz Korytnicę. Słopica widziana z mostu na leśnej drodze między szosą z Niemieńska, a Sówką: Jedziemy polnymi drogami, mniej lub bardziej piaszczystymi, ale po opadach deszczu w ubiegłym tygodniu - jeszcze na tyle ubitymi, że są przejezdne. W Sówce jakaś grupa już kończy spływ Korytnicą.. Piękna ta Korytnica, szkoda, że w tym roku nie mogłam dołączyć do Darka na rodzinne kajaki na tym szlaku. Następnie gruntową drogą jedziemy w kierunku na Jelenie - małą wioskę zagubioną w lesie. Tu i ówdzie w środku lasu stoi samochód - niechybny znak, że zaczął się sezon grzybowy. Spotykamy naszych sąsiadów - w bagażniku wielka balia pełna podgrzybków! A my w sobotę tak skromnie - tylko trochę prawdziwków, maślaków i kozaków. Jelenie w pełnej krasie: Za kolejną osadą - Miradź - zaczynają się tereny DPN-u. Grzybiarzy już więc tutaj nie ma. Jest za to nasz cel podróży - Płociczna po raz pierwszy: Kilkaset metrów za mostkiem skręcamy z szutrówki w czerwony szlak pieszy im IV Dywizji Piechoty, wiodący z Człopy do Tuczna. W lesie jakieś resztki - chyba umocnień wojskowych. Szlak początkowo jest jeszcze przejezdny dla rowerów, potem - w okolicy Śmiałkowych Wzgórz - zmienia się w wąską i krętą ścieżynę biegnącą po zarośniętym terenie: Miejscami trzeba prowadzić rower, zwłaszcza że teren jest do tego mocno pagórkowaty. Jest za to więcej czasu na rozglądanie się dokoła i podziwianie widoków. Jezioro Jamno, zwane również Gemel: Kolejny most na Płocicznej - można stąd wrócić niebieskim szlakiem do Miradza, albo - tak jak my - pojechać dalej czerwonym wzdłuż rzeki. Teraz szlak biegnie wałem, wzdłuż dawnego Kanału Sicieńskiego. Kanał - zbudowany dwieście lat temu - nawadniał okoliczne łąki. Teraz łąki zarósł las, wsie się wyludniły, a kanał - uszkodzony w II wojnie światowej całkiem wysechł. Jak widzicie - ten fragment wycieczki to całkowity offroad. Tutaj jeszcze jest przynajmniej niska roślinność, ale miejscami bywają pokrzywy. No, moje spodenki do kolan niezbyt dobrze się sprawdziły . Resztki młyna w nieistniejącej osadzie Pustelnia: I miejsce przy węźle szlaków: Stąd można pojechać do Głuska żółtym szlakiem - ścieżką brzegiem jeziora Ostrowieckiego, albo leśnymi drogami przez osadę Ostrowite (szlaki czerwony, niebieski i czarny). My wybieramy tym razem drugi wariant i jedziemy pięknym, bukowym lasem: Po drodze odbijamy do ruin Starej Węgorni. Tutaj Płociczna nieoczekiwanie zmienia się ze spokojnej, nizinnej rzeczki w rwący potok: Chwila zadumy Darka przy starym cmentarzyku w osadzie Ostrowite: Terenowa Stacja DPN-u również w Ostrowitem: Chwila relaksu nad jeziorem Ostrowieckim: Przez Głusko, Sitnicę i Bogdankę wracamy asfaltem (różnej jakości) do siebie, na działkę. Po drodze jeszcze zaglądamy na Bogdankę. W widłach Korytnicy i Drawy: Mapka wycieczki:2 punkty
-
Tymczasem trwały próby kolejki na Buczynkę. Ponoć będzie czynna w tym sezonie.2 punkty
-
Cześć Nie, nie każdy. Ja już nie mówię o znajomości techniki ale nawet logicznie nie da się uzasadnić takiego twierdzenia jak się prezentuje jednego z najlepszych demonstratorów na świecie. Większość osób w tamtym okresie również popełniała dużo błędów technicznych lub w ogóle nie miała świadomości jak poprawna jazda powinna wyglądać. Najlepszym probierzem tego czy ktoś jeździł poprawnie czy nie jest szybkość osiągnięcia skrętu ciętego na narcie taliowanej. Osoby umiejące prawidłowo sterować skrętem robiły to po prostu automatycznie. Ci, którzy jeździli rotacyjnym obrotem nart, kolanko w kolanko i podobnymi dziwadłami, często do tej pory nie wiedzą o co chodzi chwaląc pod niebiosa tzw. "klasykę" - nie zdając sobie sprawy, że jak nie umieli jeździć tak nadal nie umieją a na dodatek jeszcze są śmieszni w swej anachronicznej niewiedzy. Pozdrowienia2 punkty
-
A mnie na stare lata udało się wreszcie pojechać w Sudety. Od wielu wielu lat chciałem tutaj pojechać letnią porą ale zawsze coś nie wychodziło.Wreszcie teraz udało się wygospodarować kilka dni i jestem u podnóża Śnieżki.Jako że okolicy nie znam zupełnie postanowiłem rozpocząć od okrążenia Królowej i wyszło z tego coś takiego jak niżej.pomijając południowy odcinek, trasa rewelacja w zasadzie cały czas góra-dół.A podjazd od polskiej strony na przełęcz karkonoską -delicje.Ze znanych mi w RP najbardziej wymagający.Od strony czeskiej podjazd nie jest zbyt ciekawy bo droga dobrej jakości i nachylenie w zasadzie nie przekracza 7%, ale dzięki temu zjazd szybki i poza kilkoma patelniami w zasadzie bez hamowania.Jak ktoś będzie jechać pod tą górę niech zapomni,że na koniec podjazd popuści.Wg wskazań mojego licznika ostatni kilometr podjazdu ma ok 15% średniego nachylenia. Dla tej jednej trasy warto tu było przyjechać.2 punkty
-
Cześć Wydaje mi się ze nieuważnie przeczytałeś Mitku, w tym co napisałem zawarłem słowa: " każdy dobrze ogarnięty narciarz" (nie każdy). Tekst zaczynający się od "Moim zdaniem" jest moim zdaniem - jak sama nazwa wskazuje.... I nie mowie tu o niuansach technicznych tylko o "przeżyciu" na stoku w warunkach "niesterylnych" czyli naturalnych.. Jeśli moje zdanie kogoś przyprawi o uśmiech to na zdrowie😄. Natomiast nie gloryfikuje tutaj "klasyki" ale tez nie podniecam się "nowym". Myślę ze jazda na krawędziach daje sporo frajdy na przygotowanych stokach - śmig na płaskim i równym to przerost formy nad treścią i nie da nigdy takiej radochy jak na muldach (dlatego zapewne wiekszosc stara się jeździć na krawędziach)... Wiesz, ja swoja przygodę rozpoczynam od nowa - mam mnóstwo nowych rzeczy do okrycia jeszcze, zarówno technicznych jak i sprzętowych (to jest kapitalne!) wiec i moje zdanie będzie zapewne ewoluować w jedna lub druga stronę. Teraz jest już lepiej kondycyjnie wiec w tym sezonie zobaczymy jak będzie. Co to znaczy- "szybkość osiągnięcia skrętu ciętego na narcie taliowanej" - czy Ci chodzi o szybkość inicjacji skrętu czy szybkość nabycia umiejętności takiego skręcania? Pozdrawiam również.1 punkt
-
Cześć Tego nie wiem, natomiast oczywistym jest, że bez jednodniówek w blokach ( pisze o kajakach bo na ten temat coś tam wiem) firmy nie zarabiałyby tyle ile zarabiają. Czy można to zmienić - pewnie nie, ale ucywilizować można by bez specjalnego problemu z korzyścią dla budżetów parkowych, gminnych itd. Pozdrowienia1 punkt
-
To raczej nie przejdzie - w takich miasteczkach jak Drawno rządzą układy i lokalne interesiki. Kasa, Misiu, kasa! A ona jest ze spływów zorganizowanych i weekendowych.1 punkt
-
Cześć Dlatego należy ograniczyć dostępność, utrudnić ją, aby zwiedzenie jakiegoś miejsca wiązało się z konkretnymi wyrzeczeniami, wysiłkiem organizacyjnym, finansowym itd. To już by była bardzo dobra selekcja. Jeżeli na takiej np. Drawie parkowej trzeba by sobie przewieźć w kajaku rzeczy na biwak, zorganizować go, zrobić jedzenia itd. już byłaby konkretna bariera. Najgorzej jest na turach jednodniowych i tam gdzie goście mają wszystko podane na tacy bo im się zwyczajnie nie chce, nie umieją się zorganizować, wolą chlać, itd. Pozdrowienia1 punkt
-
Były kilka lat temu dość znaczne ograniczenia na Drawie w sprzedaży biletów do DPN dla kajakarzy, teraz z powrotem zwiększyli limity. Bywają weekendy, szczególnie w lipcu, że jest masakra. Inna sprawa, że nie tylko liczba ludzi jest problemem, ale przede wszystkim ich zachowanie. No, ale brak kultury osobistej, świadomości i edukacji w tym względzie to bolączka wszystkich miejsc masowej turystyki.1 punkt
-
Cześć Te poniemieckie rejony są pod tym względem bardzo ciekawe. Obrazują z jednej strony jak niski był poziom zagospodarowywującej je przesiedleńczej ludności w zderzeniu z niemiecką gospodarką. Po drugie jak szybko przyroda potrafi sobie poradzić z pamiątkami po działalności człowieka. Uważam, że to znakomicie, że część środowiska przyrodniczego jest zamknięta dla ogólnie pojętego odwiedzania. Natomiast w większości tego typu miejsc można wystarać się o zezwolenie na przepłynięcie odcinka czy odcinków. Las Warmiński na Łynie jest typowym przykładem. Drawa też jest biedna i przydałyby się solidne ograniczenia. Nie mówię nawet o Krutyni, Czarnej Hańczy, Wieprzu, dolnej Wkrze, środkowym Liwcu, Radomce (choć w tym ostatnim wypadku kajakarze nie stanowią największego zagrożenia... Pozdrowienia1 punkt
-
1 punkt
-
Pętla Szczyrkowska, to nowy, tegoroczny produkt turystyczny dostępny w Szczyrku. Ośrodki Skrzyczne oraz Szczyrk Mountain Resort razem oferują jeden bilet umożliwiający skorzystanie z kolei obu ośrodków. Zakup biletu Pętla Szczyrkowska uprawnia nas do przejazdu czterema kolejami w Szczyrk - dwa krzesła w ośrodku Skrzyczne oraz krzesłem i gondolą w Szczyrkowskim. Nasz wycieczkę możemy odbyć w dowolnym kierunku, a kupując bilet w internecie zapłacimy taniej... i dostaniemy jeszcze zniżkę na obiad w restauracji Kuflonka.1 punkt
-
@Mitek - to prawda, co piszesz o Kanale Sicieńskim. Obszerna informacja o jego historii jest na tablicy przy węźle szlaków w Pustelni. Generalnie tereny dzisiejszego DPN-u i okolic były w XIX wieku znacznie gęściej zaludnione i zagospodarowane. Na rzekach funkcjonowało wiele młynów, tartaków, hut szkła i małych elektrowni wodnych. Do dzisiaj działa praktycznie jedna - w Kamiennej koło Głuska. Pracowała papiernia, fabryka krochmalu, jeździła kolejka leśna, były też trzy inne kanały nawadniające uprawy. Po licznych wsiach i mostach zostały już tylko pozostałości - mniej lub bardziej zarośnięte cmentarzyki, zdziczałe drzewa owocowe i kamienne przyczółki na brzegach rzek. Pola i łąki zaanektowała z powrotem przyroda. Tak, słyszałam kiedyś, że czasem park wyraża indywidualnie zgodę na spływ Płociczną, ale osobiście nie starałam się. Nigdy też nie widziałam tam kajaka. Może to i lepiej, że tak jest, że są takie miejsca. DPN dba o porządne oznakowanie szlaków pieszych i tablice informacyjne - jak dla mnie wystarczy.1 punkt
-
Cześć Bardzo fajna wyprawa w dzikie dość niedostępne rojony. Sama Płociczna jest obłożona zakazem pływania w granicach DPN a więc teoretycznie niedostępna dla kajaka bo górny odcinek Płocicznej, płynący przez pola jest uregulowany i niezbyt ciekawy ale, poza sezonem pojedynczymi kajakami w uzgodnieniu z parkiem... Bardzo fajny jest wątek hydrotechniczny związany z istnieniem kanału Sicieńskiego i związanych z nim budowli. Co ciekawe bo o tym nie wspomniałaś a ja gdzieś to doczytałem kanał działał do roku 1944czy 45 kiedy to zastał uszkodzony w wyniku działań wojennych. Nie został jednak zniszczony a po wojnie podjęto decyzję w przywróceniu jego funkcjonalności. Niestety jak to często bywa do roboty wzięły się jakieś tępaki i w trakcie prac wielokrotnie przerwano gliniastą warstwę uszczelniającą kanał co doprowadziło do jego praktycznie nieodwracalnego zniszczenia. Dzięki serdecznie i pozdrowienia1 punkt
-
Zillertal, ale kończy mi się wynajem i poszukuję nowej kwatery, wezmę tam gdzie taniej.1 punkt
-
Tak, ale jest w miarę równo i twardo, spokojnie przejedziesz swoim rowerem.1 punkt
-
1 punkt
-
Niedzielne kręcenie po DPN-ie. Sporo jazdy terenowej po lasach, nad rzekami. Ogólnie - dużo zielonego. Zapraszam do przeczytania relacji.1 punkt
-
@cyniczny - bardzo mi przykro, że ten sezon tak nieszczęśliwie się skończył dla Ciebie . Współczuję bardzo i również trzymam kciuki za szybki powrotu do zdrowia i pełni sił. Jeszcze nie jeden sezon w siodle i na nartach przed Tobą, ale potrzeba trochę czasu, niestety. @Paula @mifilim @marboru - gratuluję sportowych osiągnięć i kondycji! Niezłe z Was przecinaki!1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Buczynka już ruszyła, na razie nie ma po czym jeździć, ale ponoć czekają na opad tej nocy1 punkt
-
Rekreacyjnie czyli spokojnie. Ta Orbea w zasadzie nie ma hamulców. Ich ergonomia, skuteczność jest tragiczna. Nie ma sztycy regulowanej i to nie jest kwestia "a bo się dawniej jeżdziło bez". To jest taka lekka endurówka czyli zupełnie inna pozycja za kierownicą w trakcie jazdy w dół. Bardzo niewygodnie jest postarać się wystawić tyłek za siedzenie. Nie zrobi się tego to pozycja łatwo wymusza lot przez kierownicę. Dwie kwestie ale jak pisałem w takim rowerze szalenie ważne. No i drogie bo wymiana czy dokupienie obu to spory koszt. Trance nieco lepiej i ma sztycę regulowaną ale napęd znowu to dramat. Marin to dobra marka z dobrym zawiasem i wypada najlepiej. Kuleją hamulce no ale to standard w tej kwocie.1 punkt
-
@marboru Gratulacje, mega wynik, nigdy tak szybko nie jeździłem:-) Jechałeś sam, czy z Paulą? Niestety ja dość gwałtownie zakończyłem sezon rowerowy w dniu 20/08. Głupi upadek przy powrocie z pracy z niestety dużymi konsekwencjami - złamana szyjka kości udowej. Operacja w tym samym dniu na Szaserów - 3 śruby. Czy będzie konieczna endoproteza to się okaże. Stąd zarówno dokończenie sezonu rowerowego jaki i cały narciarski odbywam w świecie wirtualnym, czytając relacje na tym forum - @tanova Gryfusa i Karyntia rulez - i jednocześnie liczę na wiele kolejnych:-)0 punktów







