Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 13 Październik 2026
-
Rok
13 Październik 2025 - 13 Październik 2026
-
Miesiąc
13 Wrzesień 2026 - 13 Październik 2026
-
Tydzień
6 Październik 2026 - 13 Październik 2026
-
Dzisiaj
13 Październik 2026
-
Wprowadź datę
06.05.2021 - 06.05.2021
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 06.05.2021 uwzględniając wszystkie działy
-
Przede wszystkim to dobrze byloby gdyby o elektrykach wypowiadali sie ludzie ktorzy maja o tym troche pojecia i je uzytkuja. Wiekszosc twardoglowych ktorzy tutaj rzucaja przyslowiowe "nie bo nie" pokazuja tylko ignorancje w temacie, jakby uwazali ze rower elektryk to skuter. Pozwalam sobie na takie okreslenie bo sam kiedys bylem takim ortodoksem! O elektrykach nie chcialem slyszec, a ich uzytkownikow traktowalem z gory. Jako rowerzysta nizinny (piszac nizinny mam na mysli tez pokonywanie podjazdow, czy jazde po jurze Krakowsko-Czestochowskiej ale nie jazde stricte po gorach) bo cale zycie mieszkam w takim rejonie kraju, jezdzacy na MTB od malolata, plus ladnych kilka lat na szosie, nigdy bym nie pomyslal o elektryku. I tu w zasadzie mozna by konczyc temat elektryka, bo moglby dla mnie nie istniec. Koniec kropka Jednak stalo sie tak ze zaczalem bywac czesciej w gorach gdzie dopiero spotkalem sie z tematem elektrykow. Oczywiscie na poczatku twardo sie trzymalem tego ze nie wsiadam na elektryka, bo przeciez ja taki rowerzysta zapalony nie moge sobie na cos takiego pozwolic! Wyobrazenie moje bylo nastepujace, otoz typowy uzytkownik elektryka to sobie tylko wlacza wspomaganie i "se jedzie". Nic bardziej mylnego. Lampka zapalila mi sie, poniewaz ekipa ktora jezdzilem na elektrykach to naprawde wysportowani wysokiej klasy narciarze ktorych zawsze podziwialem. Jak wygladala ich jazda? zazwyczaj byly to wycieczki kilkugodzinne, w dwoch wersjach, 1) dajmy na to 30-40km z mega przewyzszeniami, 2) 80-100km bez ekstremalnych podjazdow ale tez po gorach/pagorkach. Wspomaganie w takich przypadkach pomaga niwelowac stromizny, ale wcale nie powoduje ze rower jedzie sam. Rowerzysci jada na max swoich mozliwowsci, pot leje sie strumieniami i nie ma tutaj turystycznej przejazdzki. Wierzcie mi, naprawde jest to konkretny wycisk. Jak sie ma do tego jazda "normalnego" rowerzysty? Otoz poczatkowo bardzo sie zawzialem zeby taka trase zrobic bez elektryka. Da sie? Zalezy jak na to patrzec, czysto teoretycznie tak, ale pewnie trwaloby to cala dobe😄 albo wyzionalbym ducha. W praktyce trzeba bylo na mnie czekac na kazdym podjezdzie albo modyfikowac trase specjalnie pode mnie. Po kilku podjazdach mialem dosc i bylem kompletnie wypompowany. Oczywiscie byla satysfakcja ze dokonalem tego bez elektryka, ale zrozumialem wtedy ze nie ma to sensu. To sa dwie zupelnie rozne kategorie jazdy na rowerze, kompletnie nieporownywalne. Jak to widze juz po pewnym czasie i zdobytym doswiadczeniu? po pierwsze, zrozumialem ze jazda na elektryku ma jednak wiecej wspolnego z jazda na rowerze niz na skuterze 🙂 mozna sie zmeczyc, zrobic porzadny trening i spalic sporo kalorii. Jako ze sami regulujemy poziom wspomagania jak i mozemy je zupelnie wylaczyc, to wszystko zalezy od was. W skrajnym przypadku macie dodatkowe obciazenie. Po drugie, zrozumialem ze w gorach ma to sens, czego nie bylem w stanie pojac jezdzac tylko po nizinach. Daje mozliwosc pojechania w miejsca i zrobienia wycieczek ktora na normalnym rowerze sa niemozliwe. No i mozna to zrobic w szerszym gronie, np z dziecmi albo z plcia slabsza, ktora raczej na Skrzyczne nie wyjedzie 😉 Takze ten watek typowo towarzyski tez istotny. Po trzecie, zauwazylem ze niezdrowa "napinka" ktora tez kiedys mialem, wystepuje raczej u ludzi niezorientowanych w temacie. W gorach takiego tematu nie ma, nikt nie porownuje sie z rowerami, nie patrzy kto na czym jedzie, komu ile bateria zjadla i nie chwali sie wyczynami na stravie. Kazdy robi to dla wlasnej przyjemnosci i satysfakcji. I na koniec, jako ze to forum narciarskie, to niektorzy pamietaja ze za dzieciaka jezdzili na nartach podchodzac pod gorke a teraz chetnie odbijaja karnety na bramkach. Takze tak...7 punktów
-
W ramach protestu przeciwko elektrykom i sztucznemu wspomaganiu poszedłem pieszo choć z tlenem. Wysokość wieży widokowej, w górach nie byłem, górę widziałem Ślężę w oddali. Trasa Kotowice, wieża w Utracie, tory, mosty, jeziora, stacja, wał świetny na rower, najlepiej elektryk, Kotowice. Miejsce polecone przez Wujota choć on mało co widział bo nocą.5 punktów
-
4 punkty
-
Nie patrz na to zero-jedynkowo. Twoje vlogi z założenia są kierowane do masowego odbiorcy. Nie jesteś i raczej nie będziesz jakimś pro riderem, czy to na nartach czy na rowerze. Nie będziesz pokazywał wypraw na Alaskę czy trawersu Sahary. Moim zdaniem, możesz jednak zainteresować czymś innym. Właściwie już to robisz, pokazując to co dostępne dla zwykłego Kowalskiego. Wzięcie pod uwagę kosztów, może tylko ten zakres rozszerzyć. Nie chodzi zatem o rezygnację z prezentacji Alpejskich ośrodków. Warto pokazać, gdzie opłaca się jechać, jaki wyjazd wybrać przy ograniczonym budżecie, kiedy są ciekawe promocje itd. Podobnie na rowerze. Testowanie łatwych singli zwykłym na rowerze za 2-3k, mogłoby pomóc Kowalskiemu podjąć decyzję, czy da radę zjechać na swoim sprzęcie. Możesz też pokazywać trasy, które są mało wymagające, zarówno pod względem sprzętu jak i umiejętności.4 punkty
-
Cześć Ja nie mam wątpliwości, że bym nie dał (podkreślenie w tekście moje - sorry) ale to nie znaczy, że lecę do sklepu i kupuję elektryka (jako osoba 50+). Po pierwsze podziwiam, po drugie pracuję nad sobą. Ja sobie po prostu czegoś takiego, tego typu podejścia nie potrafię wyobrazić, nie rozumiem... Nie potrafię zobaczyć w tym przyjemności i satysfakcji. To tak jakbym szedł z tlenem na Rysy. Niestety, wskazany przez Ciebie trend jest ogólny i nie do zatrzymania. Pozdrowienia4 punkty
-
Nie zgodzę się z Tobą. Jeżeli mogę porównać Twój tok myślenia, tak jak ja go rozumiem, to nie powinienem, na skionline.pl pokazywać ośrodków w Alpach, nawet Szczyrku, Białki, czy Zieleńca, bo karnety są drogie. Ja nikomu nie narzucam typu roweru, na jakim ma jeździć. Moim zamysłem jest zachęcenie do aktywnego wypoczynku i pokazanie miejsc, w które warto pojechać. Ja tam pojadę e-bike'iem, a ktoś inny na rowerze bez wspomagania.4 punkty
-
3 punkty
-
Albo kręcić vlogi jak JC i włączyć monetyzację na YT W tedy każdy sportowy sprzęt na firmę jest uzasadniony.3 punkty
-
Kwestia rosnącej popularności rowerów elektrycznych również w Polsce to raczej przejaw, że zbliżamy się do tzw. pierwszego świata. W ubiegłym roku w Niemczech zanotowano rekordowy wzrost sprzedaży w branży rowerowej, przy czym spośród ponad 5 milionów sprzedanych jednośladów, blisko 2 miliony stanowiły e-biki, w szczególności pedelece, które obecnie mają 39-procentowy udział w rynku. Podobnie jest w Austrii, która jest jednak jako zdecydowanie bardziej górzysty kraj ma trochę inną specyfikę. Rowery elektryczne spotkać można nie tylko na górskich trasach, ale i masowo na nizinnych DDR-kach. O ile mam pewne wątpliwości czy dałabym radę robić bardzo trudne i wymagające kondycyjnie trasy w górach na zwykłym rowerze, tak moje zdziwienie budzi fakt, że coraz częściej zdziwienie (oraz wręcz podziw, co mnie śmieszy) budzi widok nas jako turystów na sakwiarskich wycieczkach, pokonujących rowerami bez wspomagania elektrycznego około 100 km dziennie na normalnych długodystansowych szlakach. Coraz częściej mam wrażenie, że w krajach niemieckojęzycznych spotykamy tylko kolarzy-amatorów trenujących na szosówkach niedaleko swojego miejsca zamieszkania, rodziny z dziećmi - też z bliskiej okolicy, natomiast osoby 50+ i sakwiarze - z reguły mają elektryki.3 punkty
-
Poziom cen rowerów enduro osiągnął już tak absurdalne wartości, że nawet przebił snobistyczne narciarstwo. Nie wiem czy to kwestia mody, czy pandemii, ale dla przeciętnego kowalskiego, ten sport jest poza zasięgiem.3 punkty
-
Pozwolę sobie mieć inne zdanie, dla mnie jazda (snowboard, narty różne) ma zawsze sens, trzeba się tylko nauczyć korzystania z nart (snowboardu) w różnych warunkach. Im jestem starszy, tym łatwiej mi to przychodzi. Narciarstwo przypomina mi trochę pogodę która jest zawsze, można się dostosować do każdej... Pozdrawiam.3 punkty
-
W 3 5 7 właśnie leci fajny wywiad z Maryną. Całkiem dużo kuchni odsłania. Było między innymi o używaniu gigantek z PŚ na lokalnych FISach.2 punkty
-
Cześć Generalnie zasada jest taka, że możesz odliczyć wszystko pod warunkiem, że obronisz to w trakcie kontroli. Prosta i logiczna. Ja odliczam wszystkie wydatki rowerowe bo stosuje rower w dojazdach do pracy załatwianiu spraw z pracą związanych, urzędowych itd. Mam na to dziesiątki świadków i mam spokój. Nie trzeba mieć PKD związanego z rowerem. Pozdrowienia2 punkty
-
A dlaczego nie? Nie rozdaję negatywnych opinii na prawo i lewo, jak większość użytkowników forum, ale w przypadku wpisów, które wybitnie mi się nie podobają, taka forma wyrażenie swojej opinii jest jak najbardziej dopuszczalna. Jest to dużo lepsze niż obrzucanie się inwektywami.2 punkty
-
Ja przed zakupem przeprowadziłem nawet pogłębione badanie konsumenckie,bo nie mogłęm zdecydować,co kupić .Pożyczyłem na pół dnia w góry fabrycznego Haibike ,a potem customa,rekodzieło z Waszych stron,5500 W.I wybrałęm to drugie.jako uzupelnienie stajni zwykłych rowerów...2 punkty
-
2 punkty
-
Tym razem twardziel, nie bałeś się porwania ze strony potencjalnych niezidentyfikowanych obiektów.2 punkty
-
Tego się obawiałem, czyli co? Miękkiszon. ps wy tu o tlenie, a czy zauważyliście kręgi oraz linie proste na ostatniej fotce, przypadek?2 punkty
-
Cześć Przyczyna takich zdarzeń zawsze jest brak wyobraźni/umiejętności/myślenia posiadacza czy kierowcy. Śmiem jednak przypuszczać, że gdyby kolesie (we wszystkich przypadkach byli to faceci) nie mieli elektryków w ogóle by się tam nie znaleźli bo by zwyczajnie nie dali rady dojechać. Motor czy kład słychać i można się przygotować czy reagować a tu jak koleś za garbem to praktycznie cisza, jeszcze jak sam na zmęczeniu i po korzeniach/kamieniach chrobocę. Pozdrowienia2 punkty
-
Czy we wspomnianych zdarzeniach przyczyną niebezpiecznej sytuacji było elektryczne wspomaganie pojazdu, czy brak wyobraźni / umiejętności / myślenia jego posiadacza? W terenie leśnym dużo bardziej przeszkadzają mi motory i quady. Niestety spora część leśnych duktów w mojej okolicy ma dopuszczony ruch kołowy - to prawdziwa zmora, ale i temat na inną dyskusję. Co do wzrostu formy i wyrastających skrzydeł - to tylko się cieszyć. Ja tak nie mam, ale też nie cierpię specjalnie z tego powodu.2 punkty
-
Cześć Mieszkam na nizinach ale to nie znaczy, że góry znam ze zdjęć. I tu znowu... jak dwa lata temu nie dawałem rady, to nie leciałem po elektryka tylko... już daję. Oczywiście, że nie przejadę w górach tyle co na elektryku choć po Warszawie ścigam się z nimi regularnie. Ale nie o to mi chodzi, żeby przejechał tylko żebym przejechał w stylu, który mnie satysfakcjonuje. I jeszcze raz piszę. NIE MAM NIC DO POSIADFACZY ELEKTRYKÓW jeżeli będą się poruszać tam gdzie jest miejsce pojazdów mechanicznych napędzanych silnikami. Miałem już trzy zdarzenia z udziałem elektryków (same rowery), w których mogłem poważnie ucierpieć, w tym dwa w terenie leśnym. Pozdrowienia2 punkty
-
Nie, to szersze pojęcie niż tylko śnieżyca, ci co jeszcze nie do końca opanowali sztukę narciarską nazywają armagedon dziadostwem. Pozdrawiam.2 punkty
-
Ja póki co też nie lecę i nie kupuję, choć potrafię sobie wyobrazić siebie jako dziarską siedemdziesięciolatkę pedałującą żwawo na elektryku. Wolę to, niż sobie całkiem odpuścić i myśleć tylko o urnie. A co do pracy nad sobą - to tak, jak najbardziej. Choć zauważam, że w naszym przedziale wiekowym konsekwentna aktywność fizyczna nie tyle prowadzi do tego, że jest spektakularnie coraz lepiej z osiągnięciami, tylko że się tak nie pogarsza, albo że to gorzej następuje zdecydowanie wolniej, niż jakby się nic nie robiło, albo za mało robiło.2 punkty
-
2 punkty
-
@artix Jeszcze kilka innych przykładowych cen Sport Egger, Gerlos Intersport Huber, Gerlos https://www.zillertalarena.com/en/gerlos/sommer/biken-zell-verleih.html2 punkty
-
Ja lubię jak jest armagedon popołudniu. Selekcja naturalna 😆2 punkty
-
Tak czytam i nie dowierzam . Prawie wszystkie opinie to "beton i twardogłowie", większość opinii opiera się na czym... doświadczeniu? Czy zwykłym chejcikowaniu elekryków. Jeżdżę po górach od 30 lat . "Przerobiłem" swojego rumaka na e bieka jesienią. A mit i bzdury ,że "elektryk" nie jest rowerem i na tym się człowiek nie męczy to jakaś durnota. To tak jak by jazda na nartach karwingowych się nie liczyła bo narty to były ,ale tylko "ołówki". Natomiast inną sprawą są umiejętności techniczne użytkowników "elektryków" ,szczególnie w górach. Natomiast JC ma 100% racji jeżeli chodzi jadę na z e bieku ,przy której nie trzeba pedałować to już nie jest rower, tylko pojazd elektryczny.2 punkty
-
Porównanie rower elektryczny vs cyfrówka jest dość kiepsko trafione. Ewolucja aparatu ma niewiele wspólnego z dbaniem o kondycję czy uprawianiem sportu.2 punkty
-
To się tak łatwo deklaruję. Tak z 7 lat temu jak jeździłem w Como to spotkaliśmy gdzieś wyżej starszego pana z Niemiec. Pokazał nam swój rower (wtedy nawet niezbyt kojarzyłem e-bike) i silnik, i powiedział, ze to jego nowe serce, że dzięki temu może jeszcze po górach jeździć bo swoje ma zepsute. To było piękne bo był przeszczęśliwy, że jeszcze może coś zobaczyć... To było z tego dnia. Tak, że takie deklaracje to są pobożne życzenia, jak trzeba będzie to wsiądziesz na wózek z akumulatorem i pampersem. Czego absolutnie Ci (ani sobie) nie życzę. Ale lepiej zachować pokorę do czasu próby... pozdro Wiesiek2 punkty
-
1 punkt
-
Ja to rozpatruje w kontekście dojazdu autem a nie rekreacji. Coś co będzie szybsze i tańsze może być nawet kiblem na kołach. Co do ścieżek rowerowych. Żeby spełniały swoja funkcję, nie może to być miejsce spacerów rodzin z dziećmi i czworonogami.1 punkt
-
Cześć Żeby go nie używać trzeba mieć albo zasadę nieużywania - jak np. ja. albo...przyda się elementarne poczucie humoru i sytuacji a nie tylko pisanie, że się jest wesołym i wyluzowanym. Pozdrowienia1 punkt
-
Na lewo i prawo jest dyskusyjne, rozumiem, ze ten przycisk działa i można go użyć, wbrew temu co napisał mi jeden z użytkowników forum, wole zapytać admina.1 punkt
-
1 punkt
-
A wiesz skąd pisze? Cały czas się boje. Wole jednak miekkiszon. Twardzieli już kilku poznałem, częstokroć wirtualnych.1 punkt
-
Super. Bardzo lubię w Austrii takie "mniejsze" - czytaj: mniej popularne ośrodki. Zasadniczo jeździ się na nich świetnie.1 punkt
-
@sstar obojętnie: za czy a nawet przeciw - to z tlenem się nie liczy1 punkt
-
Można sobie wmawiać, że elektryki są super bo np. w gorach zmęcze sie tak samo (a nawet bardziej!!!! ) tylko przejadę dużo więcej, zobacze tez dużo wiecej i radochy będe mial jeszcze wiecej... Ciekawe tylko dlaczego jako społeczenstwo stajemy się coraz bardziej otyli i mniej sprawni? No, ale to na pewno nie ma nic wspólnego z tym, że na każdym kroku mamy łatwiej wiec nie ma co sie czepiac e-bików.1 punkt
-
Ale w Alpach ( Austria ) to elektryki to już norma , chyba że jest bikepark gdzie do gondolą można wjechać na Górę , jeżdżąc tam 2 lata temu na starym sztywniaku wzbudzało to zdziwienie , pewnie na Ukrainie czy w Albani takich rowerów jest mniej1 punkt
-
U mnie w lesie można je spotkać od czasu do czasu. A elektryka? Nie przypominam sobie, albo nie zwróciłam uwagi.1 punkt
-
A to nie jest tak, że rower można wykorzystywać na dojazdy do firmy i do klientów? Coś mi świta, że były jakieś zmiany w prawie w tej kwestii. A co do elektryków to widzę tutaj taki trend, że jest to urządzenie potrzebne w górach, żeby łatwiej lub w ogóle zrealizować swój cel dotarcia w jakieś miejsce. Na zdjęciach najczęściej widać panoramy i takie różne, a już sprzętu jakim dotarło się na miejsce nie. Elektryk pomaga, ale jest cięższy niż zwykły rower co z kolei utrudnia poruszanie się. Dziwi mnie to dlaczego nie można zweryfikować swoich celów w zależności od posiadanych umiejętności i siły fizycznej tylko korzysta się z podpórek. Ciekawe czy za jakiś czas nie pojawią się kajaki ze wspomaganiem, albo skitury.1 punkt
-
Mieszkasz obecnie w Warszawie (o ile dobrze zrozumiałem) i jeździsz po okolicznych lasach. Na nizinach elektryk wydaje mi się bez sensu bo to samo można zrobić na tradycyjnym sztywniaku i przy okacji popracować nad formą - dlatego wydaje mi się, że rozumiem dlaczego jesteś "anty". Elektryk moim zdaniem nabiera sensu dopiero w górach i to niekoniecznie małych, gdy chcemy zrobić dużo przewyższeń i pojechać daleko.1 punkt
-
Zależy czy hardtail za 8-10k czy full za 18-20k. Hardtaile są po ok. 30€ https://www.stubike.eu/preise/1 punkt
-
Bardzo podobnie. W Alpach od 40 - 60 euro w Polsce ok 200 zł za dzień1 punkt
-
Zalezy o jakim miescie piszesz. Jezdzac w okolicach Bielska (Szczyrk, Błatnia, Ustron, Wisla), na moje oko elektryki to cos kolo 60-70%. Takze juz bym powiedzial ze jest to masowe.1 punkt
-
Ja wczoraj przejechałem ponad 40 km po górach i pokonałem przewyższenie prawie 1400 m. W rowerach najczęściej jest 5 stopni wspomagania. Ja używałem tylko pierwszy i drugi. Podczas podjazdu na Magurkę było na tyle stromo, że mało mnie nie wysadziło z roweru, ale wspomaganie było tylko na drugiej kresce. Wg nomenklatury wyświetlanej na niektórych wyświetlaczach jechałem na Eco i Normal. Jeszcze jedno, żeby nie było teorii spiskowych, ustawienia wspomagania mam fabryczne. Pisze o tym, bo jak wspomnieli koledzy wyżej, na ebiku można się zmęczyć i to bardzo. Wszystko zależy od nas samych, jak bardzo chcemy siebie wspomagać.1 punkt
-
Już nie raz była taka dyskusja. Wniosek zwykle był taki że e-bike ma sens do MTB, jak ktoś nie daje rady, chce zrobić coś w krótszym czasie. Też uważam że w górach ebike będzie dominował w przyszłości. Dzisiaj ceny są jeszcze zaporowe, ale jak dobre modele MTB spadną do 10-15 tys i 20kg, to wielu się skusi. 🙂 Drugie zastosowanie to transport na większych odległościach do pracy dla chętnych. Wiele osób też czeka na poprawienie efektywności całego ustrojstwa. Chodzi o ebike z baterią która umożliwi przejechanie 100km po górach i jakąś minimalną amortyzacją 100-120.1 punkt
-
Jestem za, a nawet przeciw. Jako sprzęt do aktywności amatorsko-sportowej to elektryk jest dla mnie zaprzeczeniem sportu. Przyjdzie czas kiedy to będzie jedyna alternatywa to temat przemyślę. Natomiast mam taki pomysł, aby wybrać się na tydzień w Alpy, wypożyczyć elektryka i zwiedzać jeżdżąc w okolicach 60-100km dziennie. Osobiście nie jestem w stanie jeździć 6-7 dni pod rząd takich tras z sumą przewyższeń w okolicach 2000m dziennie. Nie pojadę w Alpy na rower żeby co drugi dzień odpoczywać. Mam za to apetyt na dużą dawkę ciekawych widoków w krótkim czasie z niemałym mimo wszystko wysiłkiem - żeby w górach bateria wytrzymała te 100km to trzeba rozsądnie gospodarować wspomaganiem. Czy zatem jest to dobry wybór? Wydaje mi się że jako środek pomocniczy w turystyce rowerowej może to być ciekawa alternatywa i zamierzam tego spróbować. A budowanie formy na wspomaganiu tylko po to, żeby przejechać więcej kilometrów nie wydaje mi się sensowne. Niemniej jeśli to jest warunek konieczny aby ktoś się w ogóle ruszał, to lepiej tak niż wcale.1 punkt
-
1 punkt
-
W ostatnią sobotę podobnie jak @tanova mieliśmy plany na trasę około 100km. Celem ponownie padło województwo świętokrzyskie, a dokładniej tereny pomiędzy Bodzentynem, a Sieradowickim Parkiem Krajobrazowym. Do naszej dwójki ponownie dołącza Sylwek, chcąc wypróbować nowy nabytek, czyli gravelowego Fuji. Startujemy z miejscowości Wzdół, jest tam wygodny parking przy cmentarzu. Pogoda jest jaka jest, pochmurno i dość chłodno (około 8 C) - grunt, że nie pada, a jeszcze 10 km przed startem lało całkiem nieźle. Wreszcie w komplecie:-)Pakowałem się dość szybko i nie zabrałem okularów, na zjazdach trochę ich brakowało. Pierwszy podjazd na Górę Sieradowską idzie gładko, na szczycie krótka fotopauza. I zaraz szybki zjazd Za Radkowicami chwilę odpoczywamy, a właściwie czekamy na przeschnięcie drogi po deszczu. Marcin szlifuje technikę na podjazdach. Powoli zbliżamy się do zalewu Wióry utworzonego na rzeczce Świślinie, będącej lewym dopływem Kamiennej. Trasa prowadzi mało uczęszczanymi asfaltami z większości znakomitą nawierzchnią. Zalew objeżdżamy od południa... ...by w końcu dotrzeć na zaporę. Zapora wraz ze zbiornikiem budowana przez cirka 25 lat. Rozpoczęcie w latach 80-tych, ale w międzyczasie kilkukrotnie zawieszano budowę i odwieszano. W 2001 w wyniku powodzi został przerwany tymczasowy wał, co spowodowało zalanie m.in. Ostrowca Świętokrzyskiego. Zapewne to zdarzenie miało wpływ na znaczne przyśpieszenie prac i w 2005 nastąpiło otwarcie zbiornika. Po kilku fotkach ciśniemy dalej. Koło Sarniej Zwoli ponownie robimy krótki postój, tym razem wyraźnie regeneracyjny. Wcinamy batony, banany, Sylwek nawet kanapki zajada:-) A miejsce całkiem ładne zaraz obok stadniny koni. Kawałek do Bodzentyna jedziemy drogą wojewódzką, ale za miastem ponownie zjeżdżamy na wąskie asfalty. I koniec, pierwsza stówka w roku 2021 zrobiona. Wycieczka/trasa bardzo fajna, mało ruchliwe asfalty o bardzo dobrej jakości. Z minusów to sporo psów uganiających się za nami oraz pobolewające mnie prawe kolano od 20km. I jeszcze krótkie statsy i mapka1 punkt







