Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. mirekn

    mirekn

    Użytkownik forum


    • Punkty

      16

    • Liczba zawartości

      1 001


  2. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      10

    • Liczba zawartości

      7 223


  3. tanova

    tanova

    VIP


    • Punkty

      9

    • Liczba zawartości

      2 774


  4. moruniek

    moruniek

    Użytkownik forum


    • Punkty

      8

    • Liczba zawartości

      2 943


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 18.08.2021 uwzględniając wszystkie działy

  1. Może komuś tam się przyda. Pobiegałem ostatnie 2 tygodnie po góreczkach na Korfu. Głównie teren ale też szutry i zdezelowane asfalty Rejon zatoki Agios Georgios. Za nawigację robiła u mnie mobilna wersja http://www.topoguide.gr/Corfu_Trail/Corfu_Trail_map_en.php ,którą mogę śmiało polecić także do trekkingu/wycieczek (wersja z mapami offline). Trasy po 10-20 km z verticalem 300-500 metrów. Wyszło tego przez te 2 tygodnie około 150 km. Tempo w okolicach 7:40 min/km. Startowałem albo w okolicach godziny 7:00, teren odkryty albo 10:00 zacieniony. Temperatury od 27 stopni rano po 36 w południe (czasami ciutkę więcej). Najbardziej upierdliwe były powroty (ostatnie 2 km) odkrytym terenem przy temperaturach 36-38. Biegałem z plecakiem Grivel Mountain Runner 16l i bukłakami HydroPak Force w wersji 2l (woda tak z 1,5l), waga 160 g (trochę ciężki ale prawdziwie pancerny, zabieram go też na skitury) i HydraPak Ultraflask 300 ml waga 35 g izotonik. Z uwagi na to, że biegałem sam dodatkowo miałem Power Bank NITECORE NB5000 5000mAh jako backup 😉 waga 105 g, czyli całkiem nieźle wg mnie. Bardzo fajny teren „do pochodzenia” lub „do truchtania” jak się jest w okolicy na wywczasach . Psy przyjazne, uwaga nie wszędzie jest zasięg GSM tak, że mapy muszą być offline. Grecy opisują miejsca niebezpieczne 😉 ale znakowanie szlaku czysto symboliczne. Trzeba uważać na ciernie !!!. Sama miejscowość Agios Georgios sielska, bez napinki i bez turystycznego cyrku. Parę fotek, raczej bez chronologii: Jak są jakieś pytania to chętnie odpowiem Pozdrawiam mirekn
    8 punktów
  2. Coraz więcej symptomów, że będzie lepszy niż normalny. Pozdrowienia z narciarsko - rowerowych Druskienni, inauguracja sezonu...
    7 punktów
  3. Tegoroczny sezon narciarski zacząłem wcześnie, bo w połowie sierpnia w Druskiennikach w Snowarenie. Sama miejscowość bardzo fajna, atrakcji dużo - można pobiegać, spłynąć kajakiem, popływać w jeziorze, wreszcie pojeździć w hali na nartach. Pierwszy raz jeżdżę w hali - na dłuższa metę trochę monotonne i moze nawet trochę depresyjne doświadczenie, ale uważam ze Litwini mieli rozmach i zbudowali kawał inwestycji. Raczej nie wyglada to na finansowy strzał w 10; trochę klubów, mało cywilów. Jezdzi sie na okrągło. 2h dziennie można wytrzymać - dłużej raczej dla koneserów. Genralnie jednak Druskienniki i okolice to bardzo fajne miejsce na wakacje. Trochę fotek z wyjazdu, mam nadzieje, ze iPhone nie poobraca IMG_4822.MOV fotek do góry nogami, co mu sie zdarza:
    5 punktów
  4. Pierwszy wypad w teren Alp Julijskich, to nasz debiut na Via Ferrtach Prisojnik 2547 m npm zdobyty (to ta góra, która wczoraj pozowała nam jako tło do kawy)...i to jedną z trudniejszych dróg górskich w Słowenii (stopień trudności C/D - VF Okno). Jak było? Oszałamiająco! Co czuliśmy? Przypływ olbrzymiej energii oraz szacunek do gór - na ich tle, wśród tej przestrzeni, człowiek, to tylko drobiazg. Kolor tutejszych wapieni nas oczarował! Zapraszam do naszej dzisiejszej przygody, zdjęć do fotorelacji jest sporo...ale uwierzcie - mocno selekcjonowanych. Startujemy z przełęczy Vrsić Z tej, na którą podjechaliśmy szosami. Nasz cel, choć nieco z boku - już widać Idziemy! Debiut na Via Ferracie... trochę serce drży Początek: Marboru w akcji 😮 A potem już leci... ...jesteśmy oszołomieni miejscem, fajowością tego typu aktywności w górach. Trudno, po olbrzymiej selekcji zdjęć poukładać je w kolejności - robiliśmy GoPro, aparatem i telefonem. Skupię się zatem na przypadkowości i krótkim komentarzu. Foto zrobiła mi przypadkowo spotkana Polka, Paulina w trakcie zejścia - bardzo miłe spotkania rodaków dzisiaj - gdzieś z daleka od kraju. Dziękuję z fotos i pozdrawiam serdecznie! Ten obraz zatytułował bym "Ja i cel" Trudności na szlaku: 'Okno" i tym razem, moja udomowiona Paula Razem na szczycie! Wychodzę z "okna": Tak, tak - można się zachwycić! Start z przełęczy był ok 7 rano... W planach na dzisiaj był Triglav, ale do 4 padał deszcz, więc zmieniliśmy plany w ostatnim momencie. ...a wczoraj się @tanovachwaliłem, że będzie od razu z grubej rury... najwyższy szczyt Słowenii musi poczekać. Spotkana twarz "ducha Alp Julijskich" 😮 Paula na początku wędrówki: W ścianie... Do góry w pionie! Miejscami było bardzo wąsko! Schroniska już na dole... ...kwiatki podobne jak w Tatrach Tam idziemy... @Mitek różnorodność geologiczna (wnioskuję po ilości kolorów skał) musi być tutaj dla Geologa niesamowita. Napotkana tablica: Okno, czy? ... W oddali... Kolejna stal w rękach n Nepalski akcent Graniówka: Widoki - powalają! Ściana 😮 Fałszywy szczyt W stronę Włoch... Ze szczytu - widok na "naszą" kwaterkę Oooo tam Ci ona Nasz przyszły cel? Tutejsze "żebraki" trochę większe od wróbelków na Kościelcu Basza? Jest oznaczenie szczytu! I zdobywczyni! Zakochana w julijskich klimatach. Pomiędzy skałami, góra... Dolomity na linii horyzontu! 😮 I w drugą stronę... Ptak w locie i Triglav. Roślinki I jeszcze raz... W ścianie Prawie takie samo zdjęcie... Twarz... 😮 Czy ktoś wie jak ta skała się nazywa? Kolory...i "Malutka"... To idę... Kontempluję... Przypięta dobrze! Tuż przed "oknem": Skrada się... 1 I łup! Nie, nie... żartowałem! Przytulony "Franio' Na "fałszywym" szczycie... Na grani spacerek i nie wie gdzie iść? Tam!!! Specjale foto dla @JC ze szczytu z pozdrowieniem od Radia M Zapatrzona... ...i "Basza" numer 2 I to by było na koniec! Cudowny dzień, w fantastycznym miejscu Co jutro? Niebawem napisz i pokażę. Pozdrowienie ze Słowenii marboru i Paula
    4 punkty
  5. Niedziela. Trzecia i ostatnia część Szlaku Ogórka w brandenburskim Spreewaldzie to 80-kilometrowa pętla północna z Lubolz koło Lübben, którą pokonaliśmy w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Podjechaliśmy rano autami z rowerami na bagażnikach, bo wyruszaliśmy z miejsca oddalonego o blisko 40 kilometrów od naszego noclegu, a potem mieliśmy też trochę bliżej do Szczecina. To był zdecydowanie najbardziej spokojny fragment Gurkenradweg - próżno tutaj szukać autokarów wycieczkowych i gwarnych miejscowości turystycznych. Zamiast tego jest kilka jezior, będących siedliskiem wszelakiego ptactwa, liczne odnogi Szprewy i Dahme, lasy, łąki oraz kameralne miejscowości z agroturystykami. Szlak wiedzie głównie asfaltowymi, bocznymi drogami, jest trochę dróg dla rowerów, sporo szutru i krótkie odcinki z płyt betonowych, bruku oraz gruntowe. Zapora i śluza na Szprewie w Petkamsberg: Zaraz za nią jedzie się wzdłuż jezior, które powstały jako rozlewiska Szprewy. Pocztówkowe Schlepzig ze starym młynem oraz uroczymi kafejkami nad kanałem - o tej porze ruch na wodzie i w kawiarenkach jest jeszcze niewielki. Kolejne jezioro - Neuendorfer See - nad którym jest spory kemping, ale i kilka dzikich zejść nad wodę. Szlak biegnie blisko linii brzegowej. Kolejny foto-stop na zaporze w miejscu, gdzie Szprewa łączy się z kanałem Dahme-Umflutkanal. Kanał zbudowano w 1904 roku, aby odprowadzić nadmiar wód ze Szprewy do jej dopływu - Dahme. Miało to uchronić dolny Spreewald od powodzi, a zarazem poprawić warunki żeglugi na Dahme. Dalej jedziemy do miejscowości Köthen, gdzie zaglądamy nad kolejne jezioro, z nawet ciepłą wodą. Zastanawiamy się nad kąpielą, ale jednak zwycięża opcja pysznej kawy z jabłecznikiem i lodami w pobliskiej kawiarence. I słusznie, bo jak się wkrótce okazało - przyda się nam trochę wzmocnienia przed ostatnim, wymagającym fragmentem trasy. Za Köthen szlak skręca w las, wiodąc najpierw trawersem zbocza wzdłuż łańcuszka trzech malowniczych jezior: Droga najpierw łagodnie pnie się lekko w górę, ale z czasem robi się bardziej stromo, a ubity, leśny dukt ustępuje miejsca luźnym kamykom. Przez jeden z nich Darek łapie kapcia. Ostatnie 20 km to trochę ścieżka zdrowia. W przeciwieństwie do pozostałej - płaskiej - części Szlaku Ogórka, pod Krausnick jest spore wzniesienie (143 m npm.) z dłuższym, szutrowym podjazdem o nachyleniu do 8%. Trzeba pokonać przewyższenie ok. 100 metrów. - ale strach się rozpędzić z góry, bo droga kręta, a nawierzchnia usypuje się. Następnie kawałek piachu, w którym trochę ugrzęzłam, a na koniec asfaltowa DDR-ka przez las, wzdłuż zwykłej, gruntowej drogi, ale zmuszająca do jazdy slalomem między poprzecznymi barierkami co sto-dwieście metrów. Po co wytyczać DDR-kę na takim zadupiu, zamiast poprawić istniejącą drogę i po co stawiać te głupie metalowe barierki, gdy nie ma tam praktycznie żadnego ruchu - nie wiem. I tak dojeżdżamy do Lubolz: Około 17-tej kończymy, by jeszcze przed dwudziestą zameldować się w domu. Tak blisko, a jednak inaczej i bardzo fajne tereny na rower, a pewnie też i na kajak. Pozdrawiam.
    4 punkty
  6. Kolejny dzień w Słowenii i wejście na Mangrat 2679 m npm najlepiej opisuje mój, z Paulą dialog. Ja: Robiłaś mi jakieś zdjęcia na tej ścianie? Paula: Człowieku... jak? Paula: Lufa, komin, lufa, trawers, przewieszenie... kiedy? Ja: mhhhmmm dzięki. Via Ferrata Italiana i wejście z trudnością C (Włosi jakoś zaniżają skalę trudności... Słoweńcy by pewnie wycenili to na D). Adrenalina 1000%!!! Ciekawe, czy to zobaczycie na zdjęciach z fotorelacji? Nasz cel: Włoskie jeziorka: W ścianie: Na szczycie: Sraluchy... Jak szosą będziemy tam się wybierać, to trzeba będzie omijać na asfalcie Porankowe klimaty: Na wypasie: To skręcamy na Via Ferratę Italianę - po jej przejściu, polecam zejść w dół jakieś 200 metrów i na szczyt wejść Ferratą słoweńską - my niestety tej wiedzy nie mieliśmy i po najtrudniejszej ścianie na wierzchołek weszliśmy łatwą drogą. Widzicie wspinaczy na tym zdjęciu? Wyjście z jaskini Walka trwa! Żelastwo: Wojowniczka Trochę strachu było... Mała półeczka, a tyle radości gdy dookoła pionowo 😮 Dzwoneczek na szlaku Adrenalina 1000%, że mi spadnie Cholera Chwila na foto... Turkusy Po włoskiej stronie same pokrzywy i chwasty 😮 Widoczki... Cóż za skały, cóż za kolor? 😮 @Mitek podobają się? To nasze rowerowe wyzwanie - pętla pod Mangratem. Wjazd na ponad 2000 metrów. Cudnie! Tutejsze schronisko: Czy tu mieszka Bilbo Bagins? Woda, czy tylko zielone? W drodze do Włoch Nasza ściana: Tak, tak - tam idziemy! Popisy prze obiektywem Trzeba zrzucić kilka kilo... W kierunku szczytu! Nie ma co, trzeba iść... Jednak coś mi zrobiła, zdjęcie jakieś ...nawet drugie... ...i trzecie! Żeby mnie @JC nie zbanował - to śnieg, warunki, w Słowenii dla nart - są! Chwila zadumy... Paula na szczycie: ...marboru: I sam Krzyż ze szczytu: Panoramka... ...i z drugiej strony grani: Żegnamy na kilka dni... Mangrat i Mały Mangrat Jeszcze tu wrócimy... ...na szosach! Pozdrowienia - tym razem ze Słowenii i Włoch marboru i Paula PS. dzisiaj nie tylko "Nogi bolo"... ręce też
    3 punkty
  7. No to jest nas dwóch - tez wole mieć na mrozie suche plecy w miejsce zaoszczędzonej stówy wraz z poczuciem spełnienia patriotycznego uczynku.
    3 punkty
  8. Są rzeczy nawet ze średniej + https://www.decathlon.pl/browse/b/simond/_/N-ukji5x A ja tam wolę kupować to co spełnia moje oczekiwania. Ale ja jakiś dziwny, niedzisiejszy jestem Pozdrawiam mirekn
    3 punkty
  9. Ja nie jestem takim ekspertem jak Wy ale napiszę krótko o Decathlonie bo dużo tam kupuję (kurtki, buty, namiot i sprzety biwakowe, multum dziecięcych rzeczy). Z prostego powodu tam wlasnie, mam pod domem. Ogromną zaletą Decathlonu jest brak problemów ze zwrotami. Ze zwrotami gdy jakaś rzecz nam nie podpasuje i ze zwrotami gwarancyjnymi. I brak problemu z oddaniem pieniędzy w przypadku zwrotu, gdy nie chce się iść w opcję "naprawa/wymiana na nowy". Dodatkowo zawsze świetna komunikacja ze strony sklepu w wyznaczonych prawnie terminach w temacie: co dalej ze zwrotem? Naprawdę, to jest duża różnica jakościowa w porównaniu z jakimkolwiek innym znanym mi sklepem czy pośrednikiem sprzedającym jakiekolwiek rzeczy sportowe. Rzeczy dziecięce mają naprawdę dobrej jakości, chociaż czasem toporne (vide buty w góry). Ogromny plus dla Decathlonu za rowerki dziecięce: ramy w innym kształcie niż wszyscy znani mi producenci, co w naszym przpyadku, przy przesiadce z rowerka renomowanej firmy spowodowało ogromnąróżnicę. Dodatkowo wytrzymałość została przetestowana córka testowała rower i kask na słupku stalowym przy zjeździe. I na koniec: pierwszy serwis roweru za darmo. Powiem szczerze: gdybym powstała POLSKA w 100% firma z takim wyborem rzeczy i taką obsługą klienta, byłbym pierwszym posiadającym kartę klienta. Ceny mogą być wyższe. To nie jest reklama, to opinia bardzo zadowlonego klienta. Co do 4f, zrobiłęm tam zakup raz, musiałem kupić na szybko czapeczkę białą przeciwsłoneczną. Rzep do "zarządzania" obwodem czapki rozszedl się po miesiącu mniej więcej. Wg. specjalistów ze sklepu źle używałem rzepa... Dziwne też, bo w paruletniej czapce z Salomona nie ma kompletnie tego problemu. W Decathlonowych całkowicie nie ma tego problemu bo jest zapinka plastikowa Także 4f przestał dla mnie istnieć.
    2 punkty
  10. @tanovaRadom nigdy nie jest na uboczu 😜 To miasto z najsłynniejszym lotniskiem 😁😀 To centrum kraju, a nie tam takie tam 😁😁😁
    2 punkty
  11. W miniony weekend jeździłam po Spreewaldzie - w niemieckiej części Dolnych Łużyc. Bardzo ładny, turystyczny Szlak Ogórka (Gurkenradweg). Sam szlak ma 260 km długości, mnie wyszło ponad 300, bo trochę dołożyliśmy. Zapraszam na relację na blogu:
    2 punkty
  12. Podsumowując temat: Jeśli chce się taniego ciucha to wystarczy dowolny marketowy/rynkowy. Też można w nim jeździć. W markecie lub na rynku taka kurtka kosztuje 50-200zł, a z logo cztery ef dostajemy to samo ale za 300-500zł. Jeśli chcemy ciuch ze średniej półki to warto odwiedzić Deca. Ta firma cały czas się poprawia. Jest wiele bardzo dobrych produktów, choć trafiają się też słabsze. Niektóre ciuchy są natomiast topowej jakości za śmieszną cenę. Mam takie (letnie) spodnie turystyczne za 60zł, czy koszulki biegowe za 20zł. Ich komfort noszenia i trwałość (prawie?)nie ustępuje ciuchom za dowolną kwotę. Gdy oczekujemy ciucha wysokiej jakości warto spojrzeć na francuską firmę Millet. Kurtki można dostać w zakresie 500-1000zł, a ich jakość to jest absolutny top. Miałem kilka rzeczy tej firmy, wszystkie niemiłosiernie katowane i absolutnie nic, nie udało mi się popsuć. Stosują różne membrany ale piszą konkretnie, co w jakim modelu. Latem na deszczu, membrany nie działają - polecam foliową pelerynkę klasy "teletubiś" a jak nie pada bezmebranowy softshell, lub gęsto tkany polar (Odlo takie robi). Siła marketingu jest tak wielka, że wielu ludzi wierzy w magiczną oddychalność membran. Tzn. myślą, że ciuch z membraną oddycha lepiej niż bez niej Rozwijając tą kwestię, najlepiej nie mieć na sobie (dowolnej)membrany, tak długo jak to tylko możliwe. (Czyli zawsze kiedy nie pada, lub bardzo mocno nie wieje).
    2 punkty
  13. Moim zdaniem bez super skutecznego DWR sens używania ciuchów membranowych w lecie jest wątpliwy. W zimie jest duża różnica ciśnień cząstkowych pary wodnej, co w powiązaniu z mniejszym poceniem i różnicą temperatur powoduje, że paroprzepuszczalność jest wystarczająca przy umiarkowanym wysiłku. Choć ja i tak wolę SS. W lecie jest z tym zdecydowanie gorzej (większa wilgotność i mniejsza różnica temperatur). A podczas deszczu film wodny całkowicie zamyka pory w związku z czym kurtka membranowa nie różni się to od zwykłej folii. Dlatego DWR jest ważny. Toray chwali się, że mają najlepszy i niby po 50 praniach ma dalej 80% skuteczności. Ale dla mnie to kłamstwo bo mam kurtkę z entrance i nijak nie zauważyłem tej cudownej trwałości DWR. Natomiast mogę potwierdzić organoleptycznie, że Goretex Shakedry, który ma membranę (czyli folię) na wierzchu laminatu rzeczywiście skutecznie odbija wodę i paroprzepuszczalność tego ciucha nawet w deszczu jest w miarę akceptowalna. W każdym razie nieporównywalnie lepsza od czegokolwiek (poza parasolem). To pierwszy naprawdę dobry materiał na lato dla biegaczy czy rowerzystów. Ale za to bardzo delikatny.
    2 punkty
  14. Znalazłem chwile czasu i zmontowałem film z wypadu na Łopień, o którym pisałem w tamtym roku. Zapraszam jak macie chwile czasu. Wypad krótki, ale zakończony pięknymi widokami na Śnieżkę i Ćwilin. I ta łąką na Łopieniu!
    2 punkty
  15. Być może każdy właściciel ON pragnie takich wyników jak w Szczyrku. Jednak Olimpijski Centar Jahorina to ośrodek państwowy i tam nie liczy się przede wszystkim zysk. Byłem tam w szczycie sezonu przed covidem (święta, sylwester) i dzikich tłumów nie było. To jeden z moich najlepszych wyjazdów narciarskich, mimo że śniegu było mało, inne czynniki przechyliły czarę... zadowolenia
    2 punkty
  16. W Olimpijskim Centrum Jahorina trasa Novaka Djokovica (nr 8) od przyszłego sezonu będzie oświetlona. To kolejne 1000m. Razem z istniejącym oświetleniem da to w sumie 5 km oświetlonych stoków. Będzie po czym pohasać wieczorem.
    1 punkt
  17. Miały być Dolomity, są Alpy Julijskie Dwa tygodnie w cudnej i mało odkrytej turystycznie Słowenii. Przyjechaliśmy w sobotę. Po dokładnie 1005 kilometrach w aucie, szybkie zakwaterowanie w Kranjskiej Gorze i co? Na rower. Rekonesans. Przełęcz Vrsic i nasza górka pod domem. Jedyne 12 kilometrów podjazdu na wysokość 1611 m npm. Przewyższenie? Grubo ponad 763 metrów. Zakrętów i serpentynek? Ponumerowane jedynie tylko te wybrukowane - 25 sztuk. Okoliczności przyrody? Proszę... Paula w akcji. Tuż przy szczycie? Pokrzykiwania nie przepłoszyły...niewiele brakło a rozjechałbym jedną sztukę Mamy cel Na przełęczy też zwierzęta 😁 Wracamy już po zmroku do apartamentu, w którym będziemy jeszcze dwa tygodnie. Pierwszy dzień zaliczamy do niezwykle udanych 👍 Rano pobudka nieśpieszna - zmęczenie dało znać o sobie. Pakowanie rowerów, wyznaczanie trasy w kompie, wgranie do nawigacji i ruszamy w trasę po 10siątej. Cel... jeziorka Łącznie ponad 132 kilometry i 1760 metrów przewyższeń. Główny cel? Bled. Chyba najbardziej znane i fotogeniczne miejsce w Słowenii. Turkusowa woda, malownicza wyspa z kościółkiem oraz oszałamiający zamek. Są też stylowe łódeczki. Pod domem, niecałe 3 kilometry i mamy taki oto widok przy ścieżce rowerowej: A później jest już tylko lepiej Podjazd dnia, a jednocześnie nasza życiówka... ...oj dał nam popalić. Temperatura ponad +35 i wjazd na raz... Ok 10 kilometrów trzymało +10%... ostatnie dwa kilometry ok 1, do 2... Było wykańczająco ale, my kolarze nizinni daliśmy radę Infrastruktura rowerowa robi wrażenie. Wszędzie masa dróg tylko dla rowerów, a drogi asfaltowe charakteryzują się tutaj bardzo małym ruchem i wysokiej klasy asfaltem. Most dla cyklistów: Coś czego się boimy i nie umiemy - to zjazdy z takich stromizn. Tarcze się potężnie grzały. Musieliśmy co jakiś czas je chłodzić. Rubas z amorem, przydał się - kilkukrotnie mieliśmy kostkę brukową na naszej drodze. Wioski słoweńskie? Mega klimat! Cisza, spokój i czysto. Cudnie zielono. Gdzieś na górnych partiach naszej wyrypy - widok na góry. Zamek w Bled: Ku jezioru Bohinjsko... ...i jesteśmy! W tym momencie mieliśmy ok połowy trasy za nami. Za plecami zostawiliśmy takie widoki: ...takie drogi: Wodopoje dla pszczół i Polaków Bled jednak nas oczarował najbardziej! Trochę z jugosłowiańska wystrój? Jazda na rowerze tutaj, to czysta przyjemność i zakwasy na drugi dzień 😮 Dwa dni minęły... niewiadomo kiedy! Bardzo się cieszymy, że jeszcze wiele przed nami W miarę możliwości czasowych, postaram się wrzucać na blog nasze przygody. Plany są ambitne marboru
    1 punkt
  18. Spreewald leży w Brandenburgii, bliziutko przy autostradzie z Berlina do Drezna – zaledwie dwie i pół godziny drogi od Szczecina i półtorej godziny od Zielonej Góry. Warto spędzić tam weekend lub nawet więcej czasu. Dlaczego? Niesamowite krajobrazy licznych odnóg i kanałów Szprewy tworzą istny labirynt wśród lasów i łąk. Oprócz gęstej sieci kanałów i szlaków wodnych, po których pływać można kajakiem albo płaskodenną łodzią, znaleźć można w tej zielonej krainie setki kilometrów pięknych tras rowerowych, w tym Szlak Ogórka (Gurkenradweg) - pętlę o długości 260 km po najciekawszych miejscach rezerwatu biosfery w Spreewaldzie i jego okolic. Pętla ma układ gwiaździsty, więc można ją przejechać w dwóch, trzech, a nawet czterech etapach, startując np. z miasteczek Burg (Bórkowy), Lübben (Lubin) czy pobliskich miejscowości. A że jesteśmy na forum narciarskim, to nadmienię jeszcze przy okazji, że niedaleko stąd jest do hali Snowtropolis (chyba najmniejszej w Niemczech), niestety na nartach będzie można pojeździć dopiero od października. Do Vetschau, gdzie mieliśmy zarezerwowane dwa noclegi na agroturystyce, dotarliśmy w piątek około 10-tej rano. We czwórkę - ja z Darkiem i sąsiadka Monika ze swoją drugą połówką. Ściągamy rowery z bagażników, szybkie ogarnięcie sakw, prowiantu itp. i ruszamy w kierunku wschodnim, pętlą do Cottbus. Pogoda dopisuje - jest piękny, słoneczny i ciepły dzień. Najpierw jeszcze wizyta w informacji turystycznej w Vetschau, gdzie zaopatrujemy się w poglądową mapkę i robimy fotkę przed pałacem miejskim. „Ogórek, ogórek – zielony ma garniturek, i czapkę i sandały, zielony jest cały” – pamiętacie tę piosenkę? Pyszne szprewaldzkie ogórki to wizytówka regionu, więc wszystko jest tutaj ogórkowe – można się napić ogórkowego radlera (taki sobie), zagryzając ogórkami w occie z różnymi przyprawami (dobre), nic więc dziwnego, że i szlak rowerowy jest ogórkowy. Przez najbliższe trzy dni będziemy podążać za takimi tablicami z piktogramem wesołego zielonego ogórka, pędzącego na rowerze . Spreewald – jak cała niemiecka część Łużyc - jest regionem dwujęzycznym, zamieszkałym przez etniczną mniejszość słowiańską Serbołużyczan. Świadczą o tym dwujęzyczne nazwy ulic i miejscowości, ale również oznakowanie dróg rowerowych jest zarówno w języku niemieckim jak i dolnołużyckim. Już po kilku minutach zaczynają się typowe szprewaldzkie krajobrazy – kanały, stare młyny, mostki, śluzy i kajakarze. Inaczej niż na szlakach rzecznych można tutaj pływać trasami okrężnymi, wracając do punktu startu, bo nurt jest bardzo spokojny. Nie ma też przeszkód w korycie, więc oprócz typowych kajaków, są też dmuchane, rozmaite kanu i łódki wiosłowe w różnych wariantach. Dojeżdżamy do ładnego miasteczka Burg – tu mieści się również przystań, gdzie można skorzystać z przejażdżki tradycyjną łodzią z flisakiem. Co jest na stolikach? Oczywiście browarek i ... słoik ogórków! Im bliżej Cottbus/Chociebuża, tym krajobraz staje się bardziej podmiejski, a zielono-niebieską dżunglę zastępują smętne, enerdowskie blokowiska. Również i tutaj tablice są dwujęzyczne. Mam w swojej biblioteczce przewodnik po Niemczech, wydany w 1991 roku, tuż po zjednoczeniu. Oto co można wyczytać w nim o Cottbus: „Opuszczone kamienice, zabite deskami fronty i osiedla mieszkalne z wielkiej płyty, pokryte węglowym pyłem tworzą wizerunek miasta. Tylko secesyjny gmach Teatru Miejskiego przypomina o lepszych czasach”. Aktualnie kopalnia węgla brunatnego jest w fazie wygaszania, a jej rozległe tereny podlegają rekultywacji i stopniowej zamianie na jeziora. Samo miasto natomiast wydaje się, że zyskało nowe życie – w centrum turystów przyciąga ładna starówka, odnowione budynki, a na obrzeżach zielone tereny, w tym Park Branitz z pałacem (w remoncie) i oryginalną piramidą na jeziorze, w której spoczywają doczesne szczątki księcia Pücklera – tego od Parku Mużakowskiego. Na rynku w Cottbus: Elektrownia wodna na Szprewie: Park i pałac Branitz: Szlak prowadzi dalej w kierunku Peitz, przez tereny zalewowe dawnej kopalni – dzisiaj ostoję ptactwa. I tylko wielkie kominy elektrowni Jänschwalde przypominają o niedawnej, przemysłowej historii tego miejsca. Droga powrotna do Vetschau wiedzie malowniczo koroną wału na Szprewie i jej odnogach. Miejscami nurt Szprewy tworzy bystrza, a miejscami napędza stare młyny, czy płynie spokojnymi kanałami. W jednym z nich pod wieczór obserwujemy beztrosko baraszkującą rodzinę piżmaków. Na kwaterę docieramy, gdy zaczyna już zapadać zmierzch. Za nami długi dzień i blisko 100 km jazdy, więc trzeba się wyspać. [cdn.]
    1 punkt
  19. Ze 3 lata temu kupiłem ultra lekką technicznie zaawansowaną kurtkę Marmot o wadze 300 gram do ubierania się na cebulę za 60% ceny (bez przeceny kosztowała prawie 1000zł). O ile inne produkty tej firmy są znakomite i trwałe, to ta kurta po roku puszczała wodę.
    1 punkt
  20. Jeżeli rzecz jest intensywnie użytkowana to warta jest każdych pieniędzy. Szczególnie jak zależy od tego nasze zdrowie a choćby komfort. Nie mam nic przeciwko polskim producentom ale niech oferują dobrą jakość (np mam rzeczy Eksplo i jestem bardzo zadowolony).
    1 punkt
  21. @Wujot powyżej z wagą Pozdrawiam mirekn
    1 punkt
  22. Już trochę o tym pisałem. Daje radę z tym, że jak lało i w Beskidach i Bieszczadach to temperatura jednak zawsze spadała. Trasy tak do 20/25 km (bo co to za przyjemność jak leje ). Mam komplet góra i dół. Jest ta kieszeń na plecak i w plecakach Grivela z serii Mountain Runner biegam z plecakami pod a z Dynafitem DNA 16 biegam na kurtce (delikatniejsze szelki i inny system mocowania). Z 2,5L mam górę i dół coś od 2019 i sam jestem zdziwiony trwałością in plus oczywiście. Co do wagi to chyba już podawałem ale zważę w domu i napiszę. Pozdrawiam mirekn
    1 punkt
  23. Tańsze a też działające w lecie Dyna-Shell™ 2.5 Layer. (biegałem i w jednym i drugim tak, że mam porównanie) Pozdrawiam mirekn
    1 punkt
  24. Zeszłoroczny nabytek. Potwór, nie potwór, byle miał otwór, na tym polega prawdziwa miłość..
    1 punkt
  25. W cztery ef placi sie wiecej nie za to samo, ale za duzo gorsze. Zreszta to jest logiczne. Nie po to wydaja miliony na marketing by robic inaczej. Chetnie wybralbym firme polska, ale nie taka ktora robi ze mnie idiote. To gdzie cos jest szyte nic nie zmienia. Na tej samej linii produkcyjnej mozna puszczac badziew jak i dobre produkty. Chcesz miec topowy ciuch kup francuskiego Milleta czy szwedzkiego Haglofsa. Chcesz polski to jmp lub attiq. A jak wystarczy Ci modna szmata, wez cztery ef.
    1 punkt
  26. Drugi dzień w Spreewaldzie i najdłuższa pętla - a w zasadzie ósemka - na trasie Vetschau - Lübben - Golßen - Straupitz - Vetschau. Ponad 136 km. Pogoda wciąż wymarzona - lato w pełni, więc zaraz po śniadaniu ruszamy w trasę – tym razem w kierunku zachodnim. Na początku malownicze stawy w Stradow: Pierwsze trzydzieści kilometrów przez serce rezerwatu jedziemy w tempie emeryckim – co chwila zatrzymujemy się, żeby zrobić zdjęcie, bo krajobrazy są idylliczne. Nasza czwórka przy młynie Radduscher Buschmühle: Poranek na jednej ze stanic wodnych i szprewaldzkie landszafty: Z Leipe do Lübbenau wiedzie chyba najbardziej spektakularny odcinek szlaku. Rowerzystów i pieszych jest tutaj jak na promenadzie, wciąż trzeba kogoś wymijać. Samo Lübbenau jest dość komercyjnym miejscem – na przystani naganiacze, na nabrzeżu stragany z lokalnymi specjałami z ogórka, mnóstwo restauracyjek, autokary wycieczkowe i tłumek turystów. Za Lübbenau tereny leśne ustępują miejsca łąkom – jest niemniej malowniczo, a już mniej tłoczno. Zielono-niebieski labirynt. Dojeżdżamy do Lübben, w którym „przewiązuje się” nasza ósemka. Darek kontroluje mapę i nawigację. Stwierdza, że powinniśmy przyśpieszyć, jeśli chcemy zrealizować zakładaną trasę. Mniej postojów, mniej zdjęć – jakby przeczuwał, że następne 30 kilometrów faktycznie nie będzie ciekawe. Monotonne, płaskie ścierniska, farmy wiatraków, nijakie wioski cuchnące gnojówką i kiszonką, a do tego centralnie pod mocny wiatr . Największą atrakcją okazał się przejazd nad autostradą A13 z widokiem na Tropical Islands. Pod samym Golßen trochę lepiej – wjechaliśmy w las, a po drodze, w Rietzneuendorf nawet trafił się ładny folwark. Ratusz i uliczka w Golßen: Tutaj zawracamy, więc mamy z wiatrem, a tereny robią się nieco ciekawsze. Przejeżdżamy przez prawdziwe, szprewaldzkie plantacje ogórka. Właśnie kończą się zbiory – po polu jeździ kilka traktorów z wielkimi skrzydłami. Po dokładniejszym przyjrzeniu się zauważamy, że na tych skrzydłach leżą na brzuchu ludzie, którzy ręcznie zbierają ogórki, transportowane następnie taśmociągiem na przyczepkę. Ponownie przejeżdżamy przez Lübben, kierując się teraz na północną odnogę szlaku. Tereny rolnicze znów ustępują miejsca łąkom i kanałom, ale nie ma tutaj komercji i turystów. O proszę - coś dla @marboru - jest tutaj nawet Radom , niestety tak trochę jakby na uboczu ... Słońce powoli chyli się ku zachodowi, jest klimat. Ostatnia godzina na lampkach, przy zapadającym zmierzchu. [cdn.]
    1 punkt
  27. Niestety nie - tylko siedziba firmy jest w Polsce, a ciuchy szyte są na Dalekim Wschodzie i kontenerami przywożone do PL. Nie chcielibyście wiedzieć, w jakim stanie przychodzą po długiej podróży statkiem - podobnie jak większość odzieży innych marek. U nas są prane bardzo agresywną chemią w dużej pralni chemicznej, metkowane i pakowane.
    1 punkt
  28. No cóż.. marketing zrobił swoje i sporo ludzi jest tak oczarowane cyferkami z testów umieszczonymi przy nazwie membrany ze nie zwraca uwagi na aspekt właściwego noszenia ubioru. I tak ostatnio bardzo modny system - baza- warstwa pośrednia - i na to hardshel/membrana uważany za najbardziej uniwersalny z racji tego ze hardshel jest na cały rok a warstwy pod nim wymieniasz do woli, niby ok ..ale - jeśli kupisz hardshel pod który wejdzie puchowy /primaloft middle layer będzie on zbyt obszerny na lato i w przestrzeni pomiędzy kurtką a poprzednią warstwą para sie skropli zapewniając ci całodniową kąpiel - dlatego na lato niektórzy preferują normalne 100% nieprzemakalne lekkie peleryny zrobione z "byleczego" bo działają identycznie jak drogi hardshel. A w zimie zwykła kurtka która pozwala membranie pracować gdyż przylega ona do ocieplenia jest najlepsza dla przeciętnego trasowego narciarza. System warstwowy jest bardziej wydajny ale trzeba go "oswoić" pod siebie żeby świadomie go używać - inaczej szkoda kasy.
    1 punkt
  29. Miałem ze sobą 2 pary nart i na obu jeździłem. Szczerze nie sprawdzałem za bardzo. Jakieś rysy były, krawędzi w ogóle nie sprawdzałem. Kiedyś bardzo przeżywałem każde uszkodzenie, teraz prawie się tym nie przejmuję. Serwisuję narty w Koenigu, jak coś jest nie tak to oni robią porządek i po problemie. Serwisować po letnim wyjeździe na Hintertuxa nie będę, na razie tylko smarowanie, które robię na bieżąco...
    1 punkt
  30. Nie wiem ile czasu, bo spałem. Zależy też od miejsca startu (Gdańsk, Szczecin, Kraków, Wrocław...), poza tym dla mnie nie ma znaczenia, bo nie jeżdżę tam na jeden dzień, więc co za różnica ile. Spać możesz gdzie chcesz, na miejscu, w Pale lub Sarajevo, dojazd 30 min. Mi zależało na noclegu w stolicy, bo bardzo lubię Sarajevo. Z Sarajeva możesz też jeździć na Bjelašnice, Igman i jeszcze do pomniejszych ośrodków. Tu masz widok na Bjelašnicę z Ogorjelicy (Jahorina)
    1 punkt
  31. Też swoje wyjeździłem no i więc było skiturów więc sadło spadło. Gdy by nie "maseczki" to bym nawet nie wiedział co to się stanęło? :).
    1 punkt
  32. Ceny karnetów pozostaną chyba na takim samym poziomie nawet pomimo fit for bo żond już wie, że kolejna fala atakuje i wprowadza ograniczenia, także dla nie zaszczepionych, więc prawdopodobnie będzie mniej ludzi na stokach ..., chyba, że zrezygnują z wolności wyboru w imię polatania na nartkach ... Zarazem doczekaliśmy się dzielenia ludzi na tych "dobrych" i "złych". Segregacja ludzi w wykonaniu level miljon pińcet !!! Majstersztyk niemal aby zmusić do szczepienia ! TO na pewno jest chore ! I nikt nie protestuje, nikt o tym nie mówi ..., co akurat jest bardzo smutne. Masy wyrzekły się możliwości wyboru, a co będzie później ? Zaraz pewnie padną słowa oburzenia, dlatego już teraz retorycznie zapytam: Skoro nawet zaszczepieni mogą zachorować ponownie i ponownie zarażać to jakim prawem mają mieć większa swobodę od tego nie zaszczepionego skoro zarażać będą tak samo ... ? ! Jakie ma dla mnie czy kogokolwiek innego znaczenie czy zarazi mnie szczepiony czy ten nie ? Chore kuriozum ... ! Ponadto jako populacja mieliśmy nabrać odporności według wielu specjalistów ! Odporności na pewno nabraliśmy tylko dlaczego nikt o tym głośno nie mówi tylko ciągłe straszenie jak to jest źle ? I to pozostawiam do przemyślenia wszystkim, zarówno zwolennikom jak i przeciwnikom tego całego zamieszania. Miłego dnia. Niestety zgodzę się z Tobą, zresztą już gdzieś tam nawet o tym pisałem. Tylko to nie będzie coroczna infekcja, a wielka akcja ciągłego straszenia i ciągłego wciskania masom kolejnych zastrzyków. 😪 😪 😪 Ja zawiozę narty na serwis. Czy z nich skorzystam ? Nie wiem.
    1 punkt
  33. I jeszcze kilka zdjęć. Klatka schodowa. Korytarze. Korytarze cd. Lampka górnicza. Widok z góry na jeziorko. Widok w drugą stronę. Ładnie podświetlone miejsca. Dodatkowe "atrakcje", dodatkowo płatne. Pozamykana część ekspozycji. I kolejne miejsce z zakazem wstępu.
    1 punkt
  34. A to już Mavrovo, żeby nie było, że to forum narciarskie, a nie ma nic o nartach.
    1 punkt
  35. Trochę zdjęć z Macedonii. W Ochrydzie trochę zabytków. Kolejny. Docieramy na zamek. Zwiedzamy. Zwiedzamy cd. Jest widokowo. Zamknęli nas na zamku ? Kolejne zabytki. Tłum ludzi bawi się dobrze, trochę niepokoi ilość nekrologów wisząca na drzwiach domów, w bocznych uliczkach.
    1 punkt
  36. Jesteśmy w Macedonii. Kraj pomocnych, uśmiechniętych osób. Kilka zdjęć. Lin odkryłem od strony wody. Wydaje mi się, że jest po prawej stronie, widziany ze Strugi.
    1 punkt
  37. Opuszczamy plastikowy, sztuczny świat (przerażeni nieco tempem w jakim przejmuje on krajobraz wybrzeża) i ruszamy kawałek dalej w poszukiwaniu autentyzmu. Wybrzeże, nie hotelowe. Da się zauważyć duży nieład. Chodząc warto patrzeć pod nogi, ilość źle zabezpieczonych kratek, włazów itp. wprost nieprawdopodobna. Lokalna knajpka z pysznym jedzeniem. Za obiadokolację dla 4 osób (mix pysznych grillowanych owoców morza, frytki domowej roboty, sałatka + napoje) płacimy 2100 Leków (w przeliczeniu to około 77 zł). Przesympatyczni właściciele, nie mówiący słowa po angielsku, co wcale nam nie przeszkadzało w komunikacji. Na koniec kolacji dostaliśmy dodatkowe napoje gratis. Wnęrze. \ Pyszne jedzenie.
    1 punkt
  38. Jesteśmy w Albanii. Kraj zaskoczył mnie dużą ilością zieleni. Bardzo małą ilością wody w jeziorze Szkodrskim. Strasznymi skrajnościami, mamy luksusowe samochody w kurorcie, jak i osoby wypasające owce 300 metrów dalej. Wszelkiej maści pojazdy, różnej konstrukcji, które poruszają się po drogach i sporo policji stającej po krzakach. Tanie piwo w sklepach (Grolsch z polskimi napisami w cenie 2,5 za 0,5l) i dość drogie na jego tle wina. Przepyszny nabiał i owoce (zwłaszcza pomidory), choć arbuzy w Czarnogórze smaczniejsze. Porównując koszty apartamentów, to w Chorwacji za apartament płaciłem około 55 Euro za noc, w Czarnogórze zastanawiałem się czy apartament istniej, bo dla 4 osób za noc płaciłem 16 Euro (4 Euro za osobę). W Albanii apartament kosztuje nas 35 Euro za noc. Szkodra - zamek Rozafy. Zniszczenia w Durres po trzęsieniu ziemi. Ludzi na plaży w Golem, raczej niewielu. Jest widokowo. Idziemy SUP-ować.
    1 punkt
  39. A to moje zabawy na SUP-ie. Proszę się nie śmiać. Moje dzieci mega zadowolone (Sup to doskonała platforma do skoków). Czasem pełen relaks. A czasem próba pływania. I jeszcze jedno.
    1 punkt
  40. Cześć, dzięki za rady i propozycje. Właśnie w planach mamy Stary Bar (ostatni nie starczyło czasu). Czarnogórę znam, byliśmy w niej 2 lata temu, dlatego teraz traktujemy jako kraj tranzytowy. Omniś zwiedzaliśmy 2 lata temu, podobnie Park Biokovo. Z zatrzymywaniem w Neum jest problem, bo jadąc tranzytem, nie możesz się zatrzymywać bez testu na Covid - a dzieci go nie będą miały. Takie widoki mieliśmy 2 lata temu w Czarnogórze. Kotor cd. Tu wyspa milionerów. A to nasza ulubiona plaża w Petrovac na Moru W Albanii i Macedonii Północnej będziemy pieszy raz. Plan jest by wejść na Korab, ale to będzie zależało od pogody.
    1 punkt
  41. Biorę udział w kursie pierwszej pomocy co dwa lata od kilkunastu lat. Nie mam okazji wykorzystywać wiedzy w praktyce. Na każdym kursie na początek jest przypomnienie zasad udzielania pierwszej pomocy, jakaś symulacja zdarzenia. NIestety stwierdzam, że jeżeli nie robisz tego na codzień to brak automatyzmu.
    1 punkt
  42. Dzisiaj też potruchtałem. Oczywiście wariant w PKP i PKS . 6.30 Katowice 7.30 Bielsko 8.30 Solisko. Zero problemów. Trasa standard, głównie ppoż nr.4 czyli popularna stokówka Salmopol-Przysłup pod Baranią i dalej. Zbieg tym razem do Wisły Głębce czerwonym szlakiem przez Kubalonkę. Uwaga w okolicach Beskidzkiego Lasu MOKRO, nie da się zbiegać. Pogoda super, 15 stopni, wiatr max 1 ms, bezchmurnie. Zanim zbiegłem na stokówkę, przetrawersowałem wszystkie strumyki w stronę Malinowa, super zabawa. Parę fotek. Źródełka Wisełek Miały być Tatry ale wybrałem Beskid Ślaski bo tam liście zamiatają a i WC jest na trasie. Popas i "wilki błękit" też w schronisku był a potem to już tylko teoretycznie w dół. A teraz łyżka dziegciu. Dojazd z Wisły do Katowic busem zajął mi 3 godziny 15 minut. Nie polecam tego kierunku. Patrząc na tempo prac drogowych i mnogość rozgrzebanych miejsc nie ma szans żeby się do grudnia wyrobili a i częstotliwość Kolei Śląskich z Wisły jest tragiczna a z kierunku Zwardoń/Żywiec pozytywnie mnie zaskoczyła. Trzeba tam zbiegać i tyle Pozdrawiam mirekn
    1 punkt
  43. Pobiegałem wczoraj, (jak co tydzień zresztą) trochę po pięknym Beskidzie Śląskim. Wariant, tym razem z dojazdem Kolejami Śląskimi do Bielska + PKS do Szczyrku (Solisko), powrót z Węgierskiej Górki koleją. Wyszło 32 km z vertikalem w okolicy 1200m. Tempo rekreacyjne 4:33 bo widoki rozpraszały, a i popas w schronisku pod Baranią musiał być. Trasa Szczyrk Solisko, Przełęcz Malinowska, trawers zboczem do drogi ppoż nr. 4, schronisko pod Baranią i dalej czerwonym szlakiem na Baranią, Magurkę Wiślańską i Radziejowską i zbieg do Węgierskiej Górki. Uwielbiam takie Beskidy bez tłumów. Parę fotek Udany wypad. A i widok Skrzycznego od tej strony rodzi zimowe plany Pozdrawiam mirekn
    1 punkt
  44. Tylko to nie był wniosek. Raczej wątpliwość.
    0 punktów
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...