Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. grimson

    grimson

    Użytkownik forum


    • Punkty

      43

    • Liczba zawartości

      3 354


  2. zając

    zając

    Użytkownik forum


    • Punkty

      19

    • Liczba zawartości

      778


  3. lski@interia.pl

    [email protected]

    Użytkownik forum


    • Punkty

      16

    • Liczba zawartości

      3 290


  4. marionen

    marionen

    Użytkownik forum


    • Punkty

      15

    • Liczba zawartości

      4 615


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 24.02.2026 uwzględniając wszystkie działy

  1. Zapraszam do realcji z tygodniowego pobytu w Południowym Tyrolu i Dolomitach. Relacja jest też na skiforum, ale wiem że część użytkowników tam nie zagląda, a poprzednia moja relacja z wyjazdu kamperowego na narty znajduje się tutaj, więc może komuś się przyda. P.S. Zdjęcia mogą się różnić ... Mieliśmy zaplanowany czas na wyjazd narciarski z początkiem lutego do Cervini / Zermatt, ale pogoda cały czas nie była optymalna na tyle, żeby liczyć na większość dni pogodnych umożliwiających bezproblemowe transfery między włoską i szwajcarską częścią ośrodka. Opóźnialiśmy wyjazd, ale w końcu musieliśmy podjąć decyzję o wyjeździe, a ponieważ Alpy zachodnie spodziewały się rekordowych padów śniegu w 3. tygodniu lutego (co się sprawdziło), wybraliśmy inny rejon Włoch tj. Południowy Tyrol i Dolomity. To rejon narciarski, w którym nie byliśmy do tej pory (aż dziwne), a strategia zakładała dojazd do pierwszego dużego ośrodka przy granicy czyli 3 Zinnen i stopniowe przemieszczanie się na południe – na ile nam się spodoba dalsze jeżdżenie w danym miejscu. Miejscówek na postój kampera jest w tej okolicy sporo, ale w większości są odpłatne, nawet jeśli są tylko parkingami dla kamperów. Celowaliśmy w miejsca noclegowe bezpośrednio pod wyciągami narciarskimi albo w odległości krótkiego dojścia pieszego żeby nie używać skibusów. Pod ośrodek 3 Zinnen dojechaliśmy późnym popołudniem w sobotę 14.02, nie było jeszcze ciemno więc mogliśmy sprawdzić pierwszą możliwą opcję na nocowanie – gruntowy nieoficjalny parking w Versciaco pod Monte Elmo. Okazało się że stoi tam klika kamperów i jest jeszcze komfortowe miejsce dla nas: Zatem pierwsza miejscówka w punkt – pyszne jedzonko w lokalnej pizzerii i nocowanie pod stokiem. Dla zainteresowanych miejscem dla kamperów: https://maps.app.goo.gl/fcNB1m4zFBnw443AA Na miejscu jest toaleta 24h w stacji kolejowej (wystarczy przejść na drugą stronę drogi) lub w ośrodku narciarskim w godzinach pracy 8:00-18:00. DZIEŃ 1 – 3 ZINNEN Na wstępie niedzielnego dnia zaliczyliśmy małą wtopę, bo sprawdziłam godziny pracy i gondola miała startować o 8:30 tymczasem gdy wyszliśmy z kampera po 8:00 to już chodziła – lekkie zdziwko, ale potem znalazłam informację o „early skiing” od 7:30 w wybrane dni i to był właśnie ten dzień. Byłam zła, że nie wiedziałam o tym wcześniej, bo wiadomo – niedziela i raczej nie ma co liczyć na niską frekwencję, a spaliśmy dosłownie pod stokiem więc można to było wykorzystać. No ale trudno, rozpoczęliśmy wjazdem na Monte Elmo 6-osobową starszawą gondolą, która od nowego sezonu będzie zastąpiona nówką jak na poniższym zdjęciu: Trasy rano piękne i równe, ale już niestety nie sztruks… Pojeździliśmy trasami w rejonie Monte Elmo – świetne, zwłaszcza czerwona 13 i 14 przypadły nam do gustu. W momencie jak zaczęło przybywać więcej ludzi, rozpoczęliśmy „Giro delle Cime” żeby dostać się do Croda Rossa. Lubimy narciarskie wycieczki, więc i ta nam się spodobała. W drodze powrotnej już było sporo ludzi, odsypów, i końcówki południowych stoków w okolicy Sexten mocno mięciutkie. Wszystkie trasy były w sumie ciekawe, średnio długie i atrakcyjne widokowo. Na koniec dnia drugi zonk: na polance przy gondoli Helmjet Sexten rozłożyło się w międzyczasie stoisko Stoekli – można było przetestować narty, ale my plątaliśmy się w innych rejonach i niestety nie skorzystaliśmy z okazji… No trudno, na koniec 2x zjazd 13-tką prawie pod drzwi kampera, szybkie przygotowanie do wyjazdu i przejazd do drugiego ośrodka – Kronplatz. Pod Kronplatz jechaliśmy dobrą chwilę, bo droga była zakorkowana, dojechaliśmy po zmroku i zajęło nam chwilę gdzie właściwie stanąć pod stokiem, bo główny parking nie życzył sobie postoju kamperów. Kampery stały za to na nieutwardzonym parkingu poniżej – link: https://maps.app.goo.gl/JvkoTqgRjgxvyzkB6 Żeby było ciekawiej, przy wjeździe był zakaz kamperowania ale spytaliśmy obecne na miejscu załogi czy można stać i zeznali, że nie ma problemu. Następnego dnia okazało się że właściwy parking dla kamperów jest połączony z miejscami dla autobusów i kosztuje 16euro/noc, a my akurat przespaliśmy już nockę więc zostaliśmy w pierwotnym miejscu. DZIEŃ 2 – KRONPLATZ Kronpaltz robi wrażenie bardziej „austriackiego” ośrodka – duża stacja, duże parkingi, dużo gondoli. Cóż, poranek przywitał nas mgłą i opadami śniegu. Ruszyliśmy klasycznie na otwarcie wyciągu ale zaliczyliśmy podwójny kurs gondolą bo w kamperze zostawiliśmy portfel z kasą i dokumentami więc trzeba było po niego wrócić, a nie było się do czego śpieszyć – na górze jedna wielka mglistość. Kompletnie nic nie było widać nawet przez przezroczyste gogle (chwała Panu, że takie kupiłam przed wyjazdem). Miałam pomysł na zwiedzenie w tym czasie Muzeum Messnera, ale nie umieliśmy go zlokalizować przy braku widoczności na tym rozległym czubku góry. Poza tym na górze był tłum – dosłownie tłum jak na Krupówkach, od razu chciałam uciekać, ale zwalczyłam odruch odwrotu i przebrnęliśmy w rejon wschodnich niebieskich tras zjazdowych, które wydawały się odpowiednio bezpieczne na jazdę po omacku. Pierwszy zjazd po tym szerokim stoku był taki, że jechałam po prostu za innymi nie wiedząc kompletnie gdzie, masakra jakaś. Na szczęście w okolicy 11:00 zaczęło się lekko przecierać i potem było już tylko lepiej. Zrobiliśmy małą przerwę zmęczeni jednak tłumem narciarzy i szkółek w rejonie tych niebieskich tras i ruszyliśmy w stronę południowo-zachodnią tj. Piz de Plaies. Jak tylko wyszło słońce, stoki zrobiły się miękkie, ale przynajmniej była widoczność. Przejechaliśmy przez Furkelpass, ale zaczęłam mocno czuć lewe kolano, co mnie lekko zaniepokoiło i spowodowało że odpuściłam czarne trasy 40 i 45. Jak się okazało słusznie, bo kolano spuchło mocno i wyglądało na koniec dnia nieciekawie. Ogólnie Kronplatz mnie nie zachwycił, irytowały mnie gondole – wszędzie, nawet krótkie odcinki przejazdu odbywają się gondolami, czego nie lubię (ściąganie nart, przenoszenie, wsadzanie do kosza, zakładanie z powrotem – marnuje się czas i siły). Poza tym większość tras startuje z bardzo rozległego wypłaszczenia na szczycie, co powoduje kumulację narciarzy w jednym miejscu. Najbardziej mi się spodobała chyba trasa powrotna na parking – czarna 1-ka. Co prawda była już mocno rozjeżdżona, ale w porze popołudniowej bez słońca, trzymała się jako-tako. Z Kronplatzu wyjechaliśmy zadowoleni o tyle, że mimo porannych trudnych warunków udało się przejechać i poznać cały ośrodek. Ruszyliśmy dalej w stronę Dolomitów żeby sprawdzić możliwość postoju na kamper parku w miejscowości La Villa w obrębie ośrodka narciarskiego Alta Badia. Na miejscu okazało się, że zostało jedno jedyne miejsce specjalnie dla nas, a ponieważ musieliśmy już przeprowadzić serwis i mieliśmy stąd parę minut spaceru pod wyciąg, postanowiliśmy zostać na min. 2 dni żeby trochę odpocząć od ciągłego przemieszczania. Namiary na kamper park: https://maps.app.goo.gl/RmLEYMuWtwC4zDGV8 https://www.camperparkingaltabadia.it/en/ DZIEŃ 3 – ALTA BADIA Rozpoczęliśmy dzionek o 8:30 przemieszczając się stopniowo z naszego peryferyjnego wyciągu Gardenaccia na główny teren narciarski Alta Badii – no proszę Państwa, co za widoki! Pięknie, po prostu pięknie! Jeździliśmy zupełnie bez planu, gdzie nas narty poniosły, dojechaliśmy tym sposobem do Arabby i potem zaczęliśmy wracać w obawie (niepotrzebnej) że mamy długą drogę powrotną do pokonania. Teren Alta Badii polecam przede wszystkim jeśli ktoś jedzie rodzinnie lub z mniej doświadczonymi osobami, ilość niebieskich tras jest powalająca. Fakt że ruch był też spory, ale to jednak połowa lutego i szczyt sezonu – nie ma się co dziwić. Warunki wyśmienite, podobnie jedzenie, no i piękne widoki gdziekolwiek człowiek oko zawiesi 😊. W rejonie Arabby za to świetne trasy czerwone z Porta Vescovo. Na następny dzień zaplanowaliśmy Sellarondę pomarańczową. DZIEŃ 4 – SELLARONDA Mając 1-dniowe doświadczenie przeprawy przez Alta Badię w stronę Sellarondy, ruszyliśmy z rana zwarci i gotowi na objazd grupy Sella. Chciałam zacząć trasę w Corvarze, ale wybraliśmy złą trasę i powtórzyliśmy podłączenie do Sellarondy jak poprzedniego dnia czyli zaczęliśmy od Passo Campolongo w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara. Miałam wrażenie że po drodze tylko przybywało ludzi, w okolicy południa dotarliśmy do naprawdę długiej kolejki do gondoli (nie pamiętam już nazwy) i zaczęliśmy odczuwać potrzebę przerwy, ale jakoś wszędzie było pełno ludzi, co nas zniechęcało i przystanęliśmy dopiero na niebieskiej 40-tce w Cofosco. Tam też trochę pokręciliśmy się po innych trasach (bocznych od Sellarondy) żeby wykorzystać czas przed domknięciem objazdu i powrotem przez Passo Campolongo i górę Cherz w stronę naszego miejsca pobytowego. Sellarondę chętnie zrobię jeszcze raz ale przy mniejszym natężeniu ruchu, nic tak nie męczy jak kolejkowanie do wyciągu – lepiej trzymać się z daleka od utartych szlaków 😉 Sellaronda raczej nie jest trudna, ale niektóre czerwone trasy, zwłaszcza popołudniu mogą się dać we znaki słabiej jeżdżącym narciarzom. Oczywiście jeśli ktoś się nie mazgai to przejedzie nawet jak odsypy robią się już powyżej kolan. P.S. Moje kolano profilaktycznie zaczęłam bandażować, bo niestety cały czas mi o sobie przypominało. Rozważaliśmy czy by się nie przemieścić w stronę Carezzy, gdzie planowaliśmy również pojeździć i nocować „na dziko” pod wyciągiem, ale ostatecznie ze względu na prognozowane duże opady śniegu pozostaliśmy w rejonie cywilizacji gdzie właściciele kamperparku zapewne zadbają o odśnieżenie dojazdu. DZIEŃ 5 – ŚNIEŻNY Co by nie pisać to w tym dniu nie było za dużo jeżdżenia. Od rana intensywnie sypał śnieg, Mój partner zaczął się źle czuć i uznaliśmy że trochę odpuścimy, ja poszłam tylko na chwilę na najbliższy wyciąg z zamiarem dotarcia do Badii na La Crusc, ale tam nie dotarłam bo moje kolano przypomniało mi szybko, że jazda popołudniu po opadzie 0,5-metrowym nie jest dla niego najlepszym treningiem przed ostatnim dniem narciarskim, kiedy to miało być znowu pogodnie. Po powrocie z nart około 17-tej opady się uspokoiły i wszyscy kamperowcy rzucili się do odśnieżania. A było co odśnieżać. Na szczęście mieliśmy ze sobą drabinę, chyba z godzinę odśnieżaliśmy kampera i najbliższe otoczenie żeby nazajutrz móc wyjechać. Na szczęście wszyscy współpracowali pożyczając sobie sprzęty odśnieżające – bardziej wydaje łopaty, drabiny etc. Przez kamperpark przed południem przejechała kopara, a potem wieczorem drugi raz wywożąc to co wygarnęliśmy na drogę z zatoczek postojowych. DZIEŃ 6 – ALTA BADIA W piątek rano było jeszcze pochmurno, ale miało się z biegiem dnia rozpogadzać. Mojego partnera rozłożyła choroba, prawie przestał mówić, więc nie pojechał na narty bo bał się że nie będzie w stanie potem kierować samochodem. Pojechałam więc sama, najpierw realizując wczorajszy pomysł dotarcia do Badii, gdzie jest piękna, łagodna i długa niebieska trasa z nową gondolą. Mogę polecić jeśli ktoś chce się zrelaksować. Rano jeździłam tam praktycznie sama, jak zaczął się ruch szkółek narciarskich, przejechałam z powrotem na główny teren Alta Badii kierując się zasadą jazdy tam gdzie najmniejszy ruch. Dojechałam znowu do góry Cherz, ale widząc narciarskie mrówki i rozjeżdżone stoki po drugiej stronie Passo Campolongo, postanowiłam zostać po swojej stronie przełęczy. Wróciłam trochę wcześniej żeby mój luby już nie musiał długo czekać, zjedliśmy obiadek z zapasów kamperowych i zaczęliśmy podróż powrotną, która przebiegła sprawnie, z noclegiem po drodze w Austrii przed autostradą. Wracaliśmy to samą drogą, którą przyjechaliśmy czyli: Bruneck / Brunnico, Villach, Graz, Wiedeń, Katowice. Droga powrotna przebiegała spokojnie, nie piszę ile trwała bo kamperem jedzie się inaczej niż osobówką i też zatrzymuje się na trochę dłużej żeby sobie np. przygotować posiłek czy kawkę, herbatkę, etc. Dojechaliśmy do domu przed 18-tą w sobotę czyli w bardzo przyzwoitym czasie. PODSUMOWANIE: Wyjazd bardzo udany, poza moimi problemami z kolanem i chorobą która nas teraz męczy już w domu. Finansowo: · nocowanie na kamperparku 4 x 42,60 zł (nocowanie + opłata klimatyczna) = 170,40 euro · winiety – jak dla osobówki · paliwo – spalanie 11,1l/100km (2 x ok. 890km) = 260,94 euro (+ jedno tankowanie w PL ok 300zł) generalnie tankujemy na tańszych stacjach po drodze sprawdzając w aplikacji fuelflash; mamy ogrzewanie z diesla więc trochę też schodzi na postoju (ale niewiele) · karnety – 2 x Dolomiti Superski na 6 dni (436 euro – niestety kupowaliśmy z dnia na dzień, a jest drobna zniżka przy zakupach min. 2 dni wcześniej) = 872 euro Najdroższe są karnety narciarskie, tutaj się nie powalczy, jedzenie we Włoszech jest w przyzwoitej cenie – to już wg indywidualnych preferencji.
    12 punktów
  2. Marek było naprawdę fajnie. Byłem pod Agunią tak po 7. Temperatura na minusie 1.5 stopnia. Śniegu może nie było dużo, jednak wystarczająco i bez kamieni. Tylko jedna z bramek była wkręcona w ziemię, wytrzymała jednak do końca Było dość twardo i równo, lód tylko na 2 bramkach. Jak przyjechałem to widoczność była do połowy stoku. Po 10 się poprawiło i cała góra bez chmur, wyszło nawet słońce. Ludzi moim zdaniem nawet mało. Kolejki do kanapy maksymalnie 2-3 minuty. Trasy wytrzymały cały dzień, malutkie odsypy po 12 bo słońce operowało jednak. Pojeździłem i na bramkach i po trasie a Słotwiny Tabaszewskiego lubię bo nachylenie nie jest jednostajne co osobiście preferuję. W Krynicy byłem na nartach z 5 razy zawsze na Słotwinach, na Pingwina nigdy nie dotarłem. Z żalem przyznaję, że nie jeździłem też na Jaworzynie, nawet @[email protected] mnie namawiał, żebym został na nocne jazdy bo to świetny ośrodek jest. Przez chwilę nawet się wahałem czy nie zostać. Jednak rozum przemówił, w sobotę spałem 2 godziny, o pierwszej pobudka, pakowanie i o drugiej ruszyłem z domu. Kolejna noc za kierownicą to już nie dla mnie. Będę musiał się wybrać kiedyś na Jaworzynę już bez balastu Tabaszewskiego. Na fotach tak to mniej więcej wyglądało... Największy tłok przy wyciągu jaki widziałem, a karnet na 5 godzin po rabacie 80 zł. Pucharek całkiem fajny mi się trafił, miejsca jeszcze trochę mam na kolejne jakby co.. Konkurencja w śród Pań budziła szacunek Ze Zbyszkiem żeby być blisko czasowo trzeba jechać maksa z pełnym ryzykiem, a później jak to w życiu, czasem się uda, czasem nie... Pozdrawiam.
    11 punktów
  3. Wprawdzie to nie był wyjazd czysto narciarski raczej bardziej łapanie południowego słońca ale od samego początku uświadomiłem moje panie że musowo na Etnie Skiturowo i zjazdowo sprawdzimy warunki w tak nie oczywistym miejscu Europy Tak więc na Etnie działają wyciagi na południowej (zazwyczaj gorsze warunki i szybsza degradacja stoku) Gondola tu startuje z wysokości ok 1900m i wjeżdżamy 2500m.Teren obsługują tylko orczyki, ok 8 km tras.Cudów nie ma ale widoki wynagradzają marne kilometrówkę tras zjazdowych za 52 euro. Druga część ośrodka to poludniowa część zbocza 1800m-2336m Tu jedno krzesło 4 osobowe, 3 orczyki, około 10 km tras.Mimo niewielkiej liczby tras są one szerokie i fajnie poprowadzone. Podsumowując Sycylia to nie Alpy : brak tyczek, zawadiaków Większość narciarzy rekreacyjnych, zjeżdżających bez pośpiechu, trochę na bakier, pełen luz , fun☀️
    8 punktów
  4. Jaworzyna Krynicka,Mistrzostwa Polski FIS Masters w narciarstwie alpejskim.Za tydzień będzie na tej trasie Puchar Świata w snowboardzie, przez tydzień lali ją wodą i ubijali gąsienicami ratraka,warunki więc idealne,rzadko w Polsce spotykane.Nienaganna organizacja klubu RASC Republic i grono starych znajomych,także ze Słowacji i Słowenii
    8 punktów
  5. 6 punktów
  6. Zjechałem do Marilleva 1400, przy gondoli śnieg już ciapowaty.
    6 punktów
  7. No jak to kto,kolega @marionen,zrobił 400 km po to...
    6 punktów
  8. Czas na podsumowanie dnia. Pojezdzone uczciwie na Folgaridzie, Marilleva tez zaliczona. Poszedł także kierunek na Madonnę, ale po zjechaniu czerwona 10 zawróciłem w kierunku na Folgaride. Dzis niezmienne dużo słońca i dużo Polaków. Dobra połowa na stoku to rodacy. Przyjeżdżają nie tylko osobówkami/busami, lecz widziane także sporo autokarów na polskich blachach. Warun także bez zmian, do około 1700m n.p.m. miękko z odsypami (na co bardziej stromych fragmentach czerwonych i niebieskich). Powyżej stoki trzymają się zacnie. Zaliczona dziś czarna trasa Little Grizzly, tutaj na największej stromiźnie nawet równo, niżej jeszcze lepiej. Wrzucam jej fotkę wykonaną z dystansu. Wieczorem weszły kalorie, płyny także uzupełnione. Jutro wrócę na stok silniejszy, w planie Madonna.
    5 punktów
  9. Wchodzą statsy, relacja później:
    4 punkty
  10. Zaliczona czarna Little Grizly. Pierwsze 500m budzi szacunek. Jechał przede mną ostro jeden starszy wiekiem już Włoch, doszedłem go w połowie trasy. Darł się z radości jak dziecko. O to chłodzi w narciarstwie. Ponizej foty tej trasy, nachylenie max porównywalne do wczorajszego Spinale.
    4 punkty
  11. Wybrałem się dzisiaj do Białki. Wielu pomyśli, że Białka w ferie to misja samobójcza. Jednak w ubiegłym roku miałem sygnały, że ostatni tydzień ferii był tam całkiem luźny, a że moja ekipa upierała się przy Białce, to zaryzykowałem. Ryzyko popłaciło. Faktycznie jak na białczańskie standardy feryjne było w miarę luźno. Być może część niedzielnych narciarzy zniechęciła pogoda dla koneserów. Większość trasy z Krakowa lało i dopiero za Nowym Targiem pojawił się śnieg, w samej Białce zarówno w nocy, jak i przez większość dnia walił śnieg. Momentami bardzo intensywnie. Dopadało pewnie z 10-15 cm i warunki zrobiły się bardzo ciekawe - świeży śnieg na twardym podkładzie. Początkowo myślałem, że w takich warunkach i przy dużej mimo wszystko liczbie ludzi w cały ośrodku, szybko zrobi się kretowisko. Jednak trasy trzymały bardzo przyzwoicie przez cały nasz pobyt czyli do okolic 15:00. Muld poza tradycyjną ścianą płaczu na trasie nr 6 nie stwierdzono, a jazda po naturalnym śniegu to ostatnio w Polsce prawdziwa gratka. Objechaliśmy w 6 godzin cały ośrodek. Początkowo na rozgrzewkę katowanie Pasieki, gdzie do 10:30 w zasadzie nie było kolejek. Potem przenosiny na FIS oraz sympatyczną trasę 2C. Tam również na bieżąco. Końcówka na Kaniówce i okolicach. Generalnie maksymalnie staliśmy raz 10 min na Kotelnicy i podobną ilość czasu po 13:00 na Remiaszowie gdy śnieg nieco odpuścił i przejaśniło się. Wyjeździliśmy się mocno i kolejny raz potwierdziłem swoją opinię, że przy rozsądnej ilości narciarzy Białka to miejsce, gdzie wyjeździsz się, a przy okazji się nie znudzisz, bo tras i wyciągów jest jak na polskie warunki ogromna ilość. Fotek za bardzo nie robiłem, bo padający niemal cały czas gęsty śnieg nie zachęcał do fotoreportażu. Natomiast w niedzielę byłem na Czarny Groniu. Pomimo padającego cały czas deszczu było całkiem sympatycznie. Ludzi umiarkowana ilość. Trasy przygotowane świetnie, trzymały dobrze przez całą wieczorną jazdę pomimo niesprzyjającej pogody. Dostępne wszystkie trasy + snowpark. Dzięki snowparkowi Czarny Groń, to chyba stacja z największą ilością snowboardzistów w stosunku do narciarzy, z tych na których regularnie jeżdżę. Generalnie Czarny Groń nigdy nie rozczarowuje i tak było tym razem. No może 130 zeta za 3 godziny jazdy to zdecydowane przegięcie, ale tak to jest jak się człowiek zagapi i nie wykorzysta październikowo - listopadowych promek.
    3 punkty
  12. Co prawda igrzyska skończyły się przedwczoraj (moja głowa dalej tam jest i jeszcze długo będzie) ale startuję z obiecanymi zaległymi relacjami z zawodów. Za kolejnością: Downhill mężczyzn w Bormio Super-G mężczyzn w Bormio Gigant Slalom kobiet w Cortinie d'Ampezzo Zjazd mężczyzn w Bormio 7.02.2026 Krótka to była noc po ceremonii otwarcia w Mediolanie. W okolice Tirano (gdzie stacjonowałem w pierwszej części igrzysk) dotarłem o 4:30 rano, półtorej godziny spania i trzeba było się zbierać na królewskie zawody w Bormio. Dojazd autem do Aquilone do wytyczonych specjalnych parkingów dla widzów na igrzyska. Obowiązywała na nie rezerwacja oraz bilet na zawody. Stamtąd kibiców zabierały co chwilę jeżdżące shuttle busy do Bormio (czas dojazdu około 15 minut). W Bormio trzeba było przejść nogami większość miasteczka by wejść odpowiednim wejściem na swoją strefę biletową (trybunę - kategoria A lub miejsca stojące przy trasie i mecie - kategoria B). Ja miałem bilet kategorii B który udało się upolować rok wcześniej. W Bormio wielki najazd szwajcarskich kibiców, chyba przeczuwali że będzie zwycięsko dla nich. Wśród kibiców przewijało się wiele narodowości również tych odleglejszych - USA i Kanada. Super atmosfera i sportowe święto. Przed wejściem na teren zawodów skrupulatna kontrola w namiotach. Prześwietlanie plecaków oraz kontrola osobista. Ale sprawnie szło więc kolejek jakiś dużych nie było. Przy trasie byłem na spokojnie ponad godzinę przed startem zawodów. Same zawody super się śledziło i przeżywało. Wygrał Franjo von Allmen ze Szwajcarii, 2 i 3 miejsce odpowiednio Giovanni Franzoni i Dominik Paris z Włoch. Także Włosi też mieli co świętować do rana. Zawodom towarzyszyła piękna pogoda i lekki mróz. Po zawodach pochodziłem po klimatycznych uliczkach Bormio. Parking Aquilone Bormio olimpijski "terminal" autobusowy
    3 punkty
  13. Pilsko dziś. Warunki bardzo dobre, śnieg ciężki ale na podkładzie i bardzo przyjemnie się kręci Spadło ok 25 cm śniegu, może wiecej. Miziowa- Szczawiny brak kamieni. Podejść można od Strugi do Szczawin właściwie od parkingu. Można też wpiąć się dopiero za pierwszą ścianka.
    3 punkty
  14. Ale Ty i reszta świata w całości?
    3 punkty
  15. Kto późno wstaje, ten stoi w kolejkach, sorry. pozdro
    3 punkty
  16. Madonno módl się za nami… ja też szykuję formę… jutro pierwsza godzina wypacanie w podejściu…
    2 punkty
  17. Przybyło vlepek w Val di Sole. Przykład: tablica Little Grizzly z 01.2025, oraz z dzisiaj. Znajdź 2 różnice:
    2 punkty
  18. a to w pelni sie wysluzyly, nie ma co zalowac tylko kupic nowke i dawac kolejnej wycisk.
    2 punkty
  19. Może spróbuj Peregrine 82
    2 punkty
  20. Przykra sprawa, mi się jeszcze nie udało nart połamać, mam doświadczenia tylko z kijkami ale też niezbyt bogate, ze 3 udało mi się złamać. @grimson może już pora mniej masy robić a więcej czasu poświęcić na doskonalenie techniki narciarskiej...
    2 punkty
  21. Duma, będzie co wnukom opowiadać, jak to dziadek złamał narte we Włoszech. na kolejne dwa dni wejdzie takie coś. Tej marki nie miałem na nogach od 1994 roku:
    2 punkty
  22. Miał swoje lata, dzielnie spisywał się na kartofliskach, klapał przy prędkościach 80+. Fajna była narta, na oko 15 letnia, jak nie więcej.
    2 punkty
  23. Wywaliłeś się jak Zaruski;-) duma? Hańba? Uprzedzenie?
    2 punkty
  24. 2 punkty
  25. Jak Ci al odradzi zakładać narty to też go posłuchasz ? Tak w sobotę może być "trochę" ludzi tym bardziej, że trwają ferie. Ponadto wyjazd o 5 to nic strasznego.
    2 punkty
  26. Zbychu, a który się ośmielił na Twojej ziemi? No nie do pomyślenia, brak kompletnie wychowania. pozdro
    2 punkty
  27. Parę słów z dzisiejszego wyjazdu do Madonny. Weszlo auto jako środek transportu z Folgaridy, i mieliśmy farta, bo na parkingu przy Groste ostatnie wolne miejsca na samej górze. Oznaczało to dużą kolejkę, na min 15 min czekania do pierwszej sekcji gondoli. Jak zawsze, bardzo dużo rodaków. Można poznać po mowie oraz po ciuchach (4F). od razu wjazd na samą górę. tutaj czynny snow park Ursus, który rok temu w styczniu dopiero był szykowany przez ratraki. Kusiło, żeby wjechać na rampy/skocznie, ale perspektywa glebowania skutecznie odstraszała. Niech młode wilki dają czadu. Było paru snowboardzistów, którzy mieli niezłego skilla. 360 st w powietrzu to bylo minimum. co ciekawe, mimo temp w okolicach 8-10 st na plusie, większość tras trzymała się zacnie. Na ściankach niebieskich i czerwonych pojawiły się spore odsypy, poza tym było ok. na czarnych, tajemniczą mocą cudna pustawo. Zaliczona dziś 74 oraz 70. na Monte Spinale po 14.30 początek apres ski, jak wrócę do PL to wrzucę materiał na YT. z ciekawostek: jak ITA, to wchodzą modowe trendy na stoku. Żeby nie odstawiać, zamawiam takie coś
    2 punkty
  28. Na Mastersa chyba jeszcze jestem za młody🤦‍♂️, zawody były w piątek i sobotę na Jaworzynie, a poważnie nie mam licencji, właśnie Iwona ze Zbyszkiem mnie namawiali na wykupienie licencji i zgłoszenie przez neta. U Tabaszewskiego były FC i treningi 2 slalomy i kolanówki. Lewa trasa przy krześle była wygrodzona. Pojechałem głównie spotkać po paru latach Mikołaja, Marcina, Iwonę i liczyłem, że pojawi się Zbyszek (i był). No i na jakiś pucharek też liczyłem🙈
    2 punkty
  29. Tumlin - wczoraj. Warunki bajka. Rano mróz i słoneczko. Jak na wiosnę… dzisiaj już ostra odwilż. Dwie godzinki - super pojeżdżone. Pierwsze zjazdy - moje. Słoneczko ☀️ Góra 🏔️ Bardzo fajnie - bez tłoku. Spotkany Krzycho z forum @KP - fajna rozmowa. Dzięki 👍 Przejazd numer 1: v24044gl0000d6d08rvog65g4ma4igng.mp4 pozdrawiam marboru, a na Tik Toku „nogi bolo”
    2 punkty
  30. Słoneczne, mroźne z rana i równiótkie Rytro. Ludzi, jak to w Rytrze niewiele, od dziewiątej, zjazdów naklepane tyle że nie policzyłem. To była dobra decyzja
    2 punkty
  31. Rano wszystko zmrożone nie widziałem kolejek mimo że chodziły tylko krzesła na Jaworzynę
    2 punkty
  32. wątpisz w moje umiejętności? 72.2 to jest realna wartość. Wyłączyłem Tracker jak poszedłem coś zjeść z dziewczynami, widocznie restartując tracka GPS ogłupiał.
    1 punkt
  33. No nie ma bata, żebyś pojechał 132.6 km/h, sorry 😁
    1 punkt
  34. Nie no ma trochę zbuka;-) peregriny tyż, jeeb zna się jako ambasador marki; ja też tylko kijki złamałem no i wiązanie wyrwałem ale na połówkowych śrubach było. Martwimy się o ciebie nie tylko Marionen… ja ostatnio jeździłem z instruktor, potem z gościem co jeździ na tyczkach i posłusznie wykonywałem ćwiczenia
    1 punkt
  35. Jak z wypożyczalni to możesz zawsze zmienić, kierunek z AM (Peregrine) nie jest zły.
    1 punkt
  36. Jest to kierunek do rozważenia. Parę wygiętych kijków widziałem dziś na stoku, plus jak wbijaliśmy rano pod gondolę w Folgarida, to właśnie pakowali do karetki narciarza, grzecznie już spakowanego do noszy. Tylko wystawal kawałek twarzy i buty narciarskie, na drugim końcu. Aktualna waga to 107kg, w ciuchach, butach i nartach total przebija 120kg.
    1 punkt
  37. Mnie trudno na stoku złamać. pozbieralem się raz-dwa i ostatnią godzinę jeździłem na tej zdefektowanej narcie na pół gwizdka, szurając, bez krawedziowania.
    1 punkt
  38. Tak wiem, ale kolega może jeszcze odsypia podróż P.S. Zjechaliśmy koło 10-tej do Folgaridy za naszym początkującym / przypominającym-sobie-jazdę znajomym i nigdy więcej tam się nie da rozsądnie pojeździć, 4-ka na Monte Spolverino jest większą porażką niż 4-ki przerzutowe Genziana i Malghette.
    1 punkt
  39. Oblodzenie pewnie...
    1 punkt
  40. No i złoił mi skórę...
    1 punkt
  41. Kolacja, pizzy nie wrzucam. Jest za to białko i płyny. Oraz foto z baru, z akcentem z PL:
    1 punkt
  42. Tutaj tłoku ni ma, pierwsza fota 70% nachylenie:
    1 punkt
  43. Kruca bomba, Madonna:
    1 punkt
  44. Jako ze jeden z serwisow w Wisle , napisal ze w sobote beda testy stockli, to postanowilem sie wybrac na Cienkow, po raz pierwszy w zyciu. Wyszlo calkiem zacnie, bowiem, pogoda dopisala i do poludnia bylo dosc duzo slonca, mroz w nocy ponizej -10 wiec stok twardy i dlugo sie taki utrzymywal. Warunki do testow idealne. Na maly minus to ze trafialy sie pojedyncze kamienie (mimo ze jest bardzo duzo sniegu) oraz ze najdluzsza trasa byla zamknieta. Do 11tej jazda bez kolejki. Dostepnosc modeli i dlugosci byla raczej spora, wiec kilka modeli zostalo objechane. Na duzy plus bardzo przyjazna i pomocna ekipa organizujaca testy. Jesli ktos z Was czyta, to dziekuje raz jeszcze i polecam 🙂
    1 punkt
  45. Najpierw miałem pojechać do Szczyrku, potem na Skolnity, by ostatecznie wylądować po drugiej stronie kraju, czyli na Kurzej Górze. Na jesieni kupiłem karnet 4h na Grupę Pingwina w przedsprzedaży za 70 zł i trzeba było go w końcu wykorzystać. Tutaj nigdy nie jeździłem, a pogoda wskazywała, że tłumów raczej nie będzie. Na miejscu faktycznie tłoku nie było, choć czasem trzeba było odczekać te 2-3 minuty. W ośrodku są praktycznie dwa wyciągi. Jeden to wyciąg orczykowy, drugi to wyciąg taśmowy w tunelu. Jeździ dość szybko (jak na taśmę), a dzięki temu, że jest mniej problematyczny dla początkujących, nie był wstrzymywany awaryjnie tak często jak orczyk (któremu daleko do prędkości szczyrkowskich starych orczyków). Dostępne były 3 trasy. Pierwsza najstromsza, gdzie można było próbować bawić się w ostrzejszą jazdę. Druga łagodniejsza, ale też nie najwolniejsza. Natomiast trzecia trasa biegnie na około, a jej częścią jest kolejny wyciąg taśmowy, który transportuje do zjazdu pod dwa główne wyciągi. Trasa łagodna, natomiast na krótkim fragmencie dość szeroka. O dziwo przez 4 godziny nie dało się tu nudzić. Może też dlatego, że wszystko trochę trwa - wjazd taśmą i zjazd krótszą trasą zajmował 8 minut. Warunki na trasach bardzo dobre jak na początek odwilży. Śnieg mokry, ale było dość twardo (jak na odwilż) - narty nie musiały udawać amfibii. Nad całą stacją króluje wieża widokowa, fabryki śniegu i mnóstwo armatek śnieżnych. Sezon jeszcze tu potrwa
    1 punkt
  46. Dzień dobry ze Skrzycznego. Rano warun super do samego dołu. Teraz już zaczęło puszczać.
    1 punkt
  47. Potwierdzam, najlepsze warunki sezonu. Tyle, że to chyba koniec. Za to, rewelacyjna Golgota, warto było zaczekać i „8” powyżej. „4” i „7” trochę dzisiaj wolne: Za to „Jedynka” z ustawionym gigantem do 9:30 szybka jak mało kiedy. Potem był przejazd do Józka na kiełbaskę, zjazd przez Kanion gdzie też bardzo dobre warunki i trudny powrót w kolejkach. Jedynie jeszcze pod gondolą można było pośmigać z 10min kolejką. O 13 do Szczyrku ciągnęły tłumy 🫡
    1 punkt
  48. Dzien dobry Szczyrk, trasy idealne. Korek o godzinie 9 za rondo w Buczkowicach. (7.5 km od gondoli)
    1 punkt
  49. Pierwszy raz na Jaworzynie i zdecydowanie nie ostatni Na miejscu o 9.10, udało się zaparkować jeszcze na bezpłatnym parkingu odrazu pod gondolą. Pierwszy zjazd i już wiedziałem że to będzie ten dzień. Na trasach jeszcze pusto i świeżo po ratraku. Wtedy też jazda 1 i 6 była czystą przyjemnością. Niestety koło 10.30 kolejka do gondoli zrobiła się długa, więc postanowiłem zwiedzić resztę ośrodka. Trasa 7 to trochę przerost formy nad treścią, rozumiem że trasy do nauki też są potrzebne, ale taka kanapa przydała by się dużo bardziej na 2A zamiast tego wolnego krzesła niż na 7, gdzie wystarczyłby talerzyk. Skoro już przy kanapie na 2A jestem, to po porannym spięciu na linii organizatorzy zawodów - zarządcy ośrodka kanapa została otwarta dla wszystkich narciarzy, dzięki czemu można było się dostać na trasę 2 bez użycia gondoli. Jednak samej trasy 2A nie udostępniono do samego końca dnia. Kolejki do kanap trochę mnie znudziły, więc czas na gwiazdę dnia dzisiejszego - trasę numer 5. Warunki na niej były wyśmienite przez większość dnia. Twardo, ale nie za twardo, a do tego z niewielkimi kolejkami. Na szczęście ścianki szybko eliminowały tych, którzy lekko przecenili swoje umiejętności. Sam talerzyk też raczej wymagający, przez mocne wyrywanie na początek. Mam jednak nadzieję że nie zastąpią go kanapą, bo zniechęcał on wielu do jazdy na tej trasie, dzięki czemu można było pojeździć bez tłumów i muld. Po 14.30 ewakuowałem się z 5, przez zacienienie i powoli tworzące się muldy, co w połączeniu stanowiło mieszankę wymagającą dość dużo ostrożności. Kilka zjazdów po trasie 3 i na sam dół walcząc z muldami na 1. Cały dzień trzymał mróz, więc trasy trzymały się w zadowalającym stanie dość długo. Ich przygotowanie z rana też naprawdę bardzo dobre. Zdecydowanie kiedyś wrócę, ale przy czynnej 5, która dawała dziś ogrom radości z jazdy.
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...