Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. sstar

    sstar

    Użytkownik forum


    • Punkty

      16

    • Liczba zawartości

      5 412


  2. Marek Ogorzałek

    Marek Ogorzałek

    Użytkownik forum


    • Punkty

      10

    • Liczba zawartości

      12


  3. Zagronie

    Zagronie

    VIP


    • Punkty

      10

    • Liczba zawartości

      511


  4. FerraEnzo

    FerraEnzo

    Użytkownik forum


    • Punkty

      8

    • Liczba zawartości

      868


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 07.12.2021 uwzględniając wszystkie działy

  1. INNER.SKI powstało, kiedy po raz pierwszy założyłem narty carvingowe. Po wielu latach jazdy tradycyjnej, kiedy uczony byłem prowadzenia nart pod sobą, po raz pierwszy zostałem prowadzony przez narty. Było to dla mnie tak szokujące, że omal się nie wywróciłem. Po kilku wstępnych zachwianiach, zrozumiałem że narty mają mi coś do powiedzenia. Chcąc zrozumieć mowę nart, zacząłem je poznawać, oglądać, wyginać, dotykać… . Dużo o nich czytałem. Były to lata dziewięćdziesiąte, kiedy nie było jeszcze Internetu. Zarówno w teorii, jak i w praktyce, było to dla mnie nowe, fascynujące doświadczenie. Po pierwszych próbach, szybko doszedłem do wniosku, że narty o promieniu 10 m, ustawione pod kątem 45° i dociśnięte do śniegu, wyginają się zgodnie ze swoim kształtem i prowadzą mnie w skręcie o promieniu 10 m. Czysta geometria i prosta teoria którą można rozwijać w każdym kierunku. Po drugiej stronie stanąłem JA ze swoim ciałem, sprawnością i pomysłowością. Przyznaję trochę mi czasu zajęło, zanim dałem się poprowadzić nartom, ale było warto. Ten moment spokoju, kiedy jadę totalnie luźno, wszystko się samo dzieje i odjeżdżam, zaczynam się bawić… . INNER.SKI to jazda na nartach z nutą wschodniej filozofii opartej na czuciu ciała i uważnym używaniu go w jeździe.
    7 punktów
  2. Ja tam bywam latem wiec zimą mi rybka jak oni działają. Ja ci napisałem o innych. Ok w TMR jest jakiś młotek co zakazuje śnieżyć. Taki sam jest pod Pilskiem? Czemu jeszcze nie działa Czarny Groń, Kasina a Słotwiny już tak? Naprawdę taką krótką łąkę jak Słowtwiny porównujesz do czegoś takiego jak Skrzyczne? Byłeś ty tam kiedyś i widziałeś ile jest terenu do obrobienia? Czy mają wodę czy jest z tym kłopot? Kilka dni temu jechałem przez Lubomierz. W ogóle nie chodzili rok. Też by chcieli ale pogoda była syfiasta choć nie są nisko. Tak ciężko też pojąć, że na tej samej górze ale z boku bywają zupełnie inne warunki termiczne. Czarna Góra... zajebisty przykład jak tam dostali solidny opad z temperaturą a w Beskidach w większości dostali byle jakim glutem w ilościach śladowych.
    3 punkty
  3. Właśnie podali informację,że ruszają 10.12 od wieczornej jazdy, godz17.00 Od 11.12 ośrodek czynny od dodz.7.00.
    3 punkty
  4. Tak! Należy się skupić na jak najwcześnieszym zakrawędziowaniu. Jeszcze przed linią spadku stoku. Tylko, że na to trzeba mieć szybkość. Proszę zauważyć, że na moment(nie wiem 1/1000 sek?) ciało jest pochylone w dół stoku, tym więcej im większy jest kąt między kierunkiem nart a linią spadku stoku(skręty bardziej "zaokrąglone"). Ciało się "nie zwali" momentalnie, bo jest bezwładne, ale za moment(mówimy tu o tysięcznych a może mniej sekundy) pojawi się siła odśrodkowa, gdy narty na krawędzi zaczną zakręcać. Wjeżdżamy w linię spadku stoku, narty się jeszcze rozpędzają, ciało już nie jest pochylone w dół, ale bok stoku, więc nie jest tak "ciągnięte" w kierunku śniegu. Jest ciągnięte też mocniej w kierunku poruszania się nart. Tą analizę wykonałem już bardzo dawno. I doszedłem do wniosku w stosunku do siebie. Mam za wolne przekrawędziowanie. Widziałem swoje ślady na dole Mosornego z wyciągu. Kończyły się ślady krawędzi poprzedniego skrętu i zaczynały następnego. Był długi dosyć rozmazany łuk. Za długi. Wcześniej powinny być ślady krawędzi następnego łuku. Długość tego "rozmazania" jest krytyczna. Zakrawędziowanie też jest krytyczne(jak jest pochylona narta w stosunku do powierzni śniegu?). To wszystko ujawnia się błyskawicznie na śliskim i stromszym stoku. Narty się nie "zaczepiają". Błyskawicznie przejeżdżają linię spadku stoku. I wtedy ich kierunek tworzy coraz większy kąt z linią spadku stoku. Są mocno zpychane w dół. Zakrawędziowanie jest już duże(wynika to układu ciała i stoku), Ale szybkość maleje. Miałem zawsze ambicje jeździć ładnie z zakrawędziowaniem na stromych i twardych stokach. Takie wyzwania sobie stawiałem na poniżej Grzebienia w Szczyrku na FIS. Po lewj, bardziej płaskiej stronie lepiej sobie radziłem. Po prawej już było więcej poślizgów bocznych. Można ich było uniknąć, ale przy "płytszych" skrętach i wydłużonych łukach. Tylko, że na tym stoku to już błyskawicznie naprawdę duża szybkość. Ja nie jestem wariatem. Pchanie narty nogą zewnętrzną? Co przerabiałem przez sugestie z początków "karwingu"( różne odsyłania nóg w bok, dociskanie narty itp.) nic nie daje. Tylko pogarsza sytuację. Narta się ślizga, następuje podparcie na wewnętrznej. Droga do nikąd. Tylko jak nawcześniejsze zakrawędziowanie narty zewnętrznej przed linią spadku stoku. W tym kierunku trzeba iść! To nie jest technika dla początkujących. Nawet nie dla zaawansowanych. To już jest technika zawodnicza. To nie znaczy, że się będzie zawodnikiem. Tam gra rolę czas. Ale można być lokalnym demonstratorem i uczyć innych. Mimo że samemu to nie bardzo wychodzi. Gra tu, według mnie rolę, osobnicza szybkość reakcji. Jest myśl i mięśnie reagują. Chyba to jest u najlepszych w tej dziedzinie. Z tego się biorą o te ułamki sekund. Nie do zlikwidowania.
    3 punkty
  5. IMHO nieodpowiednie dociążenie i zakrawędziowanie na początku skrętu. Tym bardziej jeśli występuje na jedną stronę. Na początku skrętu (im wcześniej przed linią spadku tym lepiej), spróbuj nie skupiać się na zapieraniu się nogą tylko na jak największym zakrawędziowaniu. Zakrawędziowanie da Ci bazę. Udało mi się to ogarnąć na płaskim. Problem zaczyna się na stromym bo automatycznie się blokuję, usztywniam zewnętrzną nogę i zapieram się nią. Mam gdzieś fajny artykuł na ten temat. Jak znajdę to podeślę. Generalnie odpychanie nogi od siebie zmniejsza zakrawędziowanie.
    3 punkty
  6. https://www.krone.at/2574613 Kanclerz Nehammer zapowiada koniec lockdownu dla zaszczepionych i otwarcie dla nich hoteli i restauracji. Szczegóły jutro.
    3 punkty
  7. Na tej małej górce w Bukowinie już taka presja że chyba szkoda jechać..tyczki już na całości.
    3 punkty
  8. Na B jest dużo śniegu i nie widać jakichś braków. Tam jest dobrze. Na trasie A w tej części płaskiej pokrywa jest słaba, myślę że tego w weekend jeszcze nie otworzą. Przejezdność frirajdowa obu tras jest pełna. 😀
    3 punkty
  9. Parę foci z Val Senales. Ps.Ceny paliw różnego rodzaju w strefie bezcłowej w Sauman bez zmia,ale sam dojazd b.zimowy
    2 punkty
  10. Jak wystartuje Kurza Góra i Góra Kamieńsk to ogłosisz kapitulacje?
    2 punkty
  11. Post 26 Baku, Kijów Dwudziestego trzeciego września Rano lecimy do Baku. Samolot jest już znacznie większy. Odrzutowiec TU-135. Pogoda kiepska. Widać z góry szare pustynie, potem pojawia się morze. A na nim wieże naftowe. Morze Kaspijskie jest płytkie. Pomiędzy wieżami biegną nad wodą pomosty. Wież przybywa, jest ich coraz więcej, lepiej też już widocznych, bo samolot schodzi w dół. Pomostów też przybywa. W wodzie stoi już cały las wież. Widać Baku. Plątanina pomostów dąży w kierunku miasta. Lądujemy. Po obu stronach drogi z lotniska do miasta wieże i rury do transportu ropy. Biegnące po ziemi we wszystkich możliwych kierunkach. Jesteśmy w Baku. Idziemy spacerkiem nad morze. Ładna zatoka i przyjemny bulwar z restauracyjkami. Mamy nieco miejscowego grosza, po udanym handlu. Herbatę podają tu z dużych samowarów. Trochę na sposób afgański. Dostaje się duży, ceramiczny czajnik herbaty i do tego szklaneczkę. Na spodku leżą kawałki cukru, które się ssie, popijając ze szklaneczki gorącą, gorzką herbatą. Ma tu być ładne stare miasto. Zobaczymy więc, jak to jest w praktyce. Już nieco się naciąłem na Samarkandzie. Orbis organizował tam wycieczki i pisano dużo u nas, jaka tam jest egzotyka i wspaniałe zabytki. W czasie powrotu z Hindukuszu nieco sobie tam pospacerowałem. Z dużym jednak rozczarowaniem. Widzimy mury miejskie Baku. Od trzynastego do dziewiętnastego wieku. Dość prymitywnie to tu restaurują. Stare miasto jest wewnątrz nich. Wąskie uliczki. Meczet. Jakieś fragmenty dworu Szirwanszacha. Zdaje się szesnasty wiek. Nic specjalnie ciekawego. Może już jestem zepsuty po Iranie i Indiach. Hotel jest najbardziej luksusowy, jaki mamy w ZSSR, ale otrzymany po małej awanturze. Jest telewizor. Niestety, tak jak w Taszkiencie - zepsuty. Łazienka nieco zdewastowana. Ale za to z gorącą wodą. 24.09. Lecimy dziś do Kijowa. Wczoraj w Inturiście, przy kupnie biletu lotniczego, wyrażono wielkie zdziwienie. Skąd my znaleźliśmy się w Baku? Nie mieliśmy prawa tu być! Z Termezu powinno się nas było wyekspediować najkrótszą drogą do Polski. A mnie chodziło po głowie, że mając sporo rubli jak na mnie, moglibyśmy ewentualnie polecieć sobie do Irkucka i zobaczyć Bajkał. Jedno z moich marzeń. Zarzuciłem tą myśl, bo nie chciałem stresować żony, dodatkowym opóźnieniem i niewiedzą, gdzie jestem. I tak była wystarczająco zestresowana moich wyjazdem do Indii. Wiedziała przecież z praktyki w Iranie, jakich niespodzianek można się spodziewać w czasie takich wojaży jak nasze. Teraz wiedziała, że już wracam do domu. Pisałem kartkę o przewidywanej trasie powrotu. Teraz tu w Baku było już wiadomo, że nad żaden Bajkał byśmy nie polecieli. Nie sprzedano by nam biletów. Kasjerka na lotnisku w dalekim Termezie była zdaje się nie bardzo gramotna i nie powinna nam była sprzedać lotu do Baku, Tylko wprost do Kijowa przez Taszkient. No więc musieli z konieczności nam załatwić jak najszybciej lot do Kijowa, by „inostrańcy” nie włóczyli się po terytorium bratniego kraju. Lecimy razem z jakąś polską wycieczką starszych pań, które tu węszą za złotem. My też powęszymy. Bo co robić z rublami, które kupiliśmy za dolary, w pośredni sposób, poprzez chusteczki dla Uzbeczek? Kupimy złoto czternastokaratowe, bo tylko takie tu sprzedają i sprzeda się go u nas u Jubilera. W sumie cała operacja, biorąc u nas czarnorynkowy kurs zielonego, daje pewne dobre przebicie. Musimy sobie, jak jest okazja, powetować nieco straty, poniesione w Indiach przez głupią żądzę przygody. Nie lepiej to byłoby siedzieć w domu i ciułać na samochód? Podliczając te kilka eskapad - do Iranu, Afganistanu i Indii zebrałoby się może na jakąś, giełdową Skodę. Samolot znów inny. Tym razem Ił-18. Turboodrzutowy. Mam szczęście. Znowu mam miejsce przy oknie. I to właściwej strony. Czteromotorowy. Spoglądam przez okienko na skrzydło z przyczepionymi dwoma potężnymi silnikami. Każdy ma ogromne śmigło z czterema łopatami. Nagle łopaty skrajnego silnika zaczęły się pomału obracać. Szybkość ich wzrosła i z silnika buchnął bury dym. Silnik zaskoczył. Obroty śmigieł gwałtownie wzrosły. Już nie było widać pojedynczych obracających się łopat, tylko lekko drgające w miejscu śmigieł powietrzne koło. Silnik grzmiał. Przyszła potem kolej na następny, a z drugiej strony na pozostałe dwa. Koncert czterech potworów zagłuszał wszystko. Samolot drgał. Po uniesieniu się powietrze drgawki ustały, ale huk i wirujące koła za oknem pozostały. Lecimy najpierw na północ, omijając łańcuch Kaukazu, od strony Morza Kaspijskiego, a potem wzdłuż tego łańcucha na zachód. Właściwa strona dla mnie jest ta, z której widać góry. Oglądam wspaniałą panoramę ośnieżonych gór. Wprawdzie trochę daleko, ale widać nieźle. Nie leci też tak wysoko, jak duże odrzutowce. Wysokość gór wzrasta. Widać jakąś dużą grupę. Może to Uszba? Opisywana często w literaturze górskiej zalodzona grupa górska w Kaukazie. Potem widać potężny, dwuwierzchołkowy szczyt o łagodnych stokach. Wiem doskonale jak się nazywa - Elbrus. Najwyższy szczyt Kaukazu. Też podobno wygasły wulkan jak Demawend w Elbursie. Zaledwie niższy do niego tylko kilkadziesiąt metrów. Ale za to potężnie zalodzony. Tylko to on może być. Widać doskonale przełączkę między szczytami. Po minięciu tej góry samolot bierze zwrot na północ i Kaukaz znika. Widok był wspaniały. Białe chmury w dole i białe góry na horyzoncie. Kończy się moja indyjska przygoda. Epilog Co mi pozostało w pamięci po poznaniu Indii? Zaledwie po ich dotknięciu, a raczej muśnięciu. Pozostała wdzięczność Stwórcy, że się urodziłem w Polsce, a nie w Indiach! Byłem wykształcony, miałem pracę. Mieliśmy mieszkanie M-4 i telewizor czarno-biały. Wprawdzie się często psuł, ale zawsze udawało mi się go naprawić. Mieliśmy syna i nawet nowy samochód Syrenę. W niedzielę, a potem nawet w sobotę, bo Gierek pozwolił na sześć wolnych sobót w roku, jechaliśmy do Okocimia, gdzie mama spędzała z moją siostrą wakacje. W zimie były wypady na narty. Byłem szczęściarzem życiowym. Spłynął na mnie ogromny spokój. Nasze polskie problemy były jakieś małe, nikłe, bez porównania w stosunku do tego, co tam zobaczyłem. Ceny Termez - 5 rubli za przewóz kutrem po Amudarii do Ajratanu w Afganistanie. ● Afganistan Ajratan - Mazar-i Szerif - 30 Afs(afgani-waluta w Afganistanie). Hotel w Mazar-i Szerif – 30 do 60 Afs. Mazar-i Szerif – Kabul(ok. 600 km) - wynajęta taksówka – 100 Afs plus bagaż(pow. 20 kg – 15 Afs za 7 kg). Hotel w Kabulu - 25 Afs(Friends Hotel – Shar-I Nau). Kabul – Peszawar(ok. 500 km) - 100 Afs, plus opłata za bagaż jak z Mazar-i Szerif. Wymiana: 1$ = 43 do 45 Afs ● Pakistan Peszawar Hotel, ok. 5 Rp(rupii pakistańskich). Peszawar – Lahore – 25 Rp autobus(może wrosnąć do 40 Rp – zależnie od pojazdu). Hotel w Lahore – 6 Rp. Lahore – Amritsar – pociąg - ok. 6 Rp. Wymiana 1 $ = 9,5 Rp ● Indie Przelicznik; 1 $ = 8,7 R .W niektórych rejonach Indii dawano za dolara nieco ponad 9 R Amritsar – Deli – pociąg - ok. 26 R(rupii indyjskich). Hotel(w stylu indyjskim) w Deli – 2 do 10 R. Deli – Chandigarth – pociąg (266 km)- 18 R. Chandigarth – Manali –autobus(300 km) - 23 R, plus bagaż. Manali – Hotel – 6 R. Manali – Keylong – Darcha (170 km)– 13 R. Hotel w Keylong – 3 R. Kulis – 25 do 30 R na dzień do 30 kg. Koń(muł) – średnio 25 R na dzień – 60 kg. Pociąg na trasie Dehli – Madras – Trivandrum – Bangalore – Bombay – Janhsi - Dehli- 7500 km. Bilet specjalny zakupiony w Boroda House p. 35. Tzw. circular ticket – 196,9 R. Ceny autobusów – średnio- ok. 6 do 8 R za 100 km. Ceny pociągów – 40 R za 1000 km(2 klasa-sypialny), plus opłata za rezerwację miejsca 5,5 R Autobusy miejskie 30 pesa(z podziału rupii na 100 części). Potrawy w Indiach Mutton biriyani – ryż z baraniną(kawałkami), cebulką i kapustą – smaczny. Reis biriyani – ryż po wegetariańsku do tego 4 do 6 różnych bardzo ostrych sosów - podawany na południu Indii. Porotta albo Barotta – bardzo smaczne placuszki o różnych wymiarach, zależnie od okolicy – spotykane tylko na południu. Puri – też smaczne placuszki o dość różnej konsystencji – sprzedawane na północy. Placuszki z ryżu(południe) – niezbyt smaczne. Czapati(Chapati) – placki z mąki i wody, cienkie i o smaku przypieczonego ciasta na makaron – północ kraju. Jajka – sadzone, gotowane, omlet. Ryba z curry, ryba pieczona – południe, wybrzeże. Napoje Herbata z mlekiem – całe Indie Kawa(naturalna) z mlekiem – więcej na południu, gdzie jest tańsza od herbaty z mlekiem Mleko słodzone(bawolic, kozie) Napoje butelkowane – cola, fanta, woda sodowa i jeszcze inne – raczej słodkie Owoce Piru – owoc podobny do jabłka, ale smaku bliżej nieokreślonym, smak może pośredni między papierówką a dynią Ananas Orzech koksowy – dojrzały posiada mało mleczka a dużo miąższu. Niedojrzały gasi dobrze pragnienie. Zawiera ok. trzy czwarte szklanki mleczka. Są z grubsza biorąc - podłużny i podobny kształtem do orzecha laskowego – tylko b. duży. Banany – duże i małe żółte, zielone, czerwono-brązowe. Jabłka – tylko północ. Gruszka-jabłko? – smak podobny do gruszki. Mango – sezon lipiec, sierpień. Pomarańcze – mało soczyste i smaku gorszym od tych kupowanych w naszym kraju. Cytryny – malutkie z cienką skórką(limonki). Japoński owoc – czerwony, podobny do pomidora o zwartym miąższu. Zatyka jak niedobra gruszka. Winogrona.
    2 punkty
  12. Ta. Zieleniec, Czarna Góra, Szwajcaria Bałtowska, Słotwiny czy nawet sąsiedni Beskid Sport Arena - wszyscy jak jeden mąż osłonięci Tatrami. Tylko ten biedny SMR wiatr w oczy i c**j w dupę.
    2 punkty
  13. Mnie też mdli jak widzę wpisy obrońców SMR. Po prostu zapiszcie sobie w głowie raz na zawsze. Sezon w SMR zaczyna się w Święta BN, a kończy wraz z końcem ferii. Nie macie co liczyć na nic więcej, nawet jak będzie 2m śniegu, to powiedzą, że ludzie w Czyrnej mają wzdęcia i są za duże wiatry. Z kolei Sprytna Sezonówka jest owszem Sprytna, ale dla właścicieli ośrodka, a nie dla klientów. Dziękuje.
    2 punkty
  14. żeby sprawdzić czy twój green pass jest wystarczający jest aplikacja włoskiego ministerstwa zdrowia verificaC19; skanujesz swój kod QR i uzyskujesz informację czy jest ważny na terenie EU i Włoch. Przed zeskanowaniem wybierasz czy chodzi Ci o "zwykły" czy "wzmocniony" certyfikat. To robi różnicę np w strefach pomarańczowej i czerwonej.
    2 punkty
  15. Post 25 Termez, Taszkient Dwudziestego drugiego września Przed małym budyneczkiem portu lotniczego w Termezie, gdzie kupiliśmy bilety na lot do Baku, rośnie kilkanaście drzew. Pod nimi jest czajchana. Czajchaną nazywamy wszystko, gdzie sprzedają herbatę i coś do jedzenia. Zresztą nazwa wywodzi się od czaju i chyba domu. Nazwa nie łączy się koniecznie z budynkiem. Może to być miejsce pod drzewami. Tu nie ma budynku. Tylko jakby duży stół, bardziej przypominający szeroki, niski podest z desek. Na nim dywan. Można sobie na tym usiąść, jak komu wygodnie. Do jedzenia są tu, jak i w Afganistanie, szaszłyki z baraniny. Piecze je facet, na rożnie w kształcie podłużnego koryta z blachy, wypełnionego gorącym węglem. Smakowicie sobie skwierczą kawałki mięsa z cebulą i jeszcze czymś tam, ponabijane na drut. Obracane co pewien czas dla równomiernego przypieczenia. Jesteśmy w Związku Radzieckim i nie dziwią mnie stojące na dywanie znajome butelki z jakimś, zapewne mocnym płynem. Towarzyszą im szklanki z grubego szkła. Widok tych butelek za niedaleką Amudarią, w afgańskiej czajchanie, byłby zupełnie abstrakcyjny. Że facet robi świetne szaszłyki, to czuje się nosem. Andrzej przynosi z pobliskiego sklepu wino. Nie mamy wyboru, jest tylko słodkie. Popijemy sobie przed lotem do tych szaszłyków. Interes z chusteczkami poszedł nam wczoraj nadzwyczajnie dobrze. Wypijamy. Od strony butelek z wódką dolatują do nas zachęcające głosy, aby się koniecznie do nich przysiąść. Też, jak mi się zdaje, czekają na ten sam samolot. Stakan, czyli szklanka, zostaje napełniona nieco ponad połowę. Należy to wypić jednym ciągiem. Smaczny ten szaszłyk. Pijący zamawiają kolejne u „rożnownika”. Łatwo się rozmawia po rosyjsku w takim nastroju. Nie warto nawet pisać, że słoneczko świeci, bo w Termezie świeci sobie, tak bez przerwy, przez calutki cały dzień od kilku miesięcy. Miły jest za to cień pod drzewami i perspektywa przyjemnego lotu do Baku, bez nudnej jazdy pociągiem przez stepy. Po trzeciej półlitrówce, wypitej wspólnie z gościnnymi ludźmi, czuję że za chwilę będę leżał pod tym niskim stołem. Przepadnie bilet lotniczy. Musimy się od nich odczepić! Jeden z nich ma samochód i proponuje, że zawiezie nas na stacje kolejową, gdzie zostawiliśmy w przechowalni nasze plecaki. Nie dziękujemy, pojedziemy autobusem do miasta. Po wyjściu z autobusu wymiotuję. Dopada nas facet z Wołgą. Przyjechał jednak za nami. Koniecznie chce nas jeszcze kawałek podwieźć na stację. Jakoś w końcu odczepiliśmy się od niego. Ale dzięki za dobre chęci. Nie mam wcale ochoty jechać taksówką, której kierowca jest kompletnie urżnięty, mimo, że to radziecki człowiek. Idziemy z Andrzejem między domy. Siadamy pod płotem i rzygamy. W pobliżu sterczy z ziemi rurka z kranikiem. Okoliczni mieszkańcy biorą sobie zapewne stąd wodę. Głowa, raczej głupi łeb, pod kran i zrobiło mi się lepiej. Stara kobieta, która to widzi, mówi do nas coś tam w stylu - rebiata, rebiata. Rebiata za mocno się zetknęły z cywilizacją radziecką. Pierwszy raz w życiu tak się upiłem. Gorąco i zmęczenie też swoje dołożyły. Bardzo rzadko piję wódkę. Według polskiej miary jestem prawie abstynentem. Według rosyjskiej – to już zupełnym. Samolot jest niezbyt duży - AN 245. Niektórzy pasażerowie też wyglądają na lekko wstawionych. Lecą także ci z naszego stolika. Mam miejsce przy oknie. Nie leci wysoko. Najwyżej na wysokości kilku kilometrów. Widzę niezbyt wyraźnie jakieś wypalone góry. Rude i brązowe. Głowę mam ciężką i słabą ostrość widzenia, po tych ekscesach w czajchanie. Przed Taszkientem trochę rzuca. Lot do Baku mamy jutro, o ósmej czasu miejscowego. Jesteśmy pod opieką Inturistu i miejsce w hotelu mamy zapewnione. W Związku Radzieckim nie można tak sobie szukać hotelu, będąc „inostrańcem”. Dostajemy za pięć rubli pokój w hotelu dla wojskowych, tuż przy lotnisku. W pokoju jest toaleta z prysznicem i duży telewizor. Gałka kanałów się w nim coś kiwa. Niestety nie będzie atrakcji. Zepsuty. Wieczorem chodzimy sobie trochę po śródmieściu Taszkientu. Sklepy już pozamykane.
    2 punkty
  16. Post24 Kabul Dziewiętnastego września Kabul to jest dla mnie miasto, gdzie można wypocząć. Człowiek czuje się tu prawie jak w domu. Mamy już połowę drogi za sobą. Dużo jest tu teraz Polaków. Zwęszyli interes. Kupują kożuchy i inne rzeczy. Nawet starsze panie się tu zapuszczają. Dojazd nie jest trudny, jak się załatwi samolot przez ZSRR i ma się lekki bagaż. Kabul się zna. Na bazarze Sikhowie wymieniają walutę. Trzy i pół rubla za jednego dolara. Czterdzieści trzy i pół afgani za jednego zielonego. Chustki kaszmirowe, które świetnie idą w Termezie, kosztują 135 „afsów”(afgani). Uzbeczki powariowały na ich punkcie. Poprzetykane „złotymi” nitkami idą jak woda. Produkcja zdaje się japońska. W każdym razie robią je znacznie dalej na wschodzie. Przebicie jest kilkukrotne, takie mamy informacje od kolegów alpinistów. Mimo długich targów handlarze nie chcą spuścić. Kupuję cztery chustki. Andrzej zaś dwadzieścia. Po południu przychodzi do nas chłopak, pełniący rolę menedżera hotelu. Ma dziecko chłopca, siedmiomiesięcznego, który bez przerwy wymiotuje i ma biegunkę. Był z nim trzy razy u lekarza i nie pomogło. Mówi, że bardzo lubi małego. Rozumiemy z Andrzejem jego uczucia. Też przecież jesteśmy ojcami. Tłumaczę mu, że jest niebezpiecznie dawać dziecku leki, gdy się nie jest lekarzem. Widocznie jednak ma duże zaufanie do Europejczyków. Mamy tylko Mexaform i węgiel. Mexaform jedna czwarta tabletki, trzy razy dziennie. Potłuc i zmieszać z mlekiem. Wieczorem sprzedaję na bazarze aparat fotograficzny Leszka, kolegi, z którym pracuję w biurze projektów. Kupuję za to trzy chustki. Pożegnalna kolacja. Kebab i herbata. Dyskutujemy z chłopakami hotelowymi. Chcemy się obudzić o czwartej trzydzieści. Obiecują, że obudzą. Wcale w to nie wierzę. Mazar-i Szerif 20.09 Obudziliśmy się dlatego, że Andrzeja bolał brzuch, po wczorajszej kolacji. Te bóle są spowodowane gwałtowną zmianą odżywiania. Jarskie w Indiach i ostre. A tu baranina z tłuszczem. Bardzo zresztą sycąca. Autobus już stał, jak przyszliśmy. Pełny Afgańczyków i pełen bagażu na dachu. Rano w Kabulu już jest chłodno. Jesień i dwa kilometry nad poziomem morza robią swoje. Od okna ciągnie zimny wiatr. Ładny wschód słońca. Wjeżdżamy w dolinę pod Salangiem. Szczyty już są oświetlone słońcem, a w dolinie jeszcze cień. Wszystkie czajchany zamknięte. No cóż ramadan! Przełęcz Salang, a ściślej kilkuset metrowy tunel pod przełęczą. Strategiczna droga, łącząca północ kraju z Kabulem. Zimno. Za przełęczą mały postój. Jemy zimny Pulao. Zjazd w dolinę rzeki Kunduz. Na polach trwa zbiór ryżu. Tu ryż zbiera się chyba tylko raz w roku. Klimat jest w zimie ostry. Krajobraz dookoła jest smętny. Zniknęły resztki zieleni. Wszystko zżółkło, spopielało. Nawet drzewa, w pobliżu domów, są pokryte kurzem. Wszędzie kurz. Afganistan w jesieni jest zakurzony. Mijamy miejsce naszego biwaku z przed trzech lat, następnie miasteczko Chulm i dojeżdżamy do Mazare-i Szarif. Herbaty, oczywiście nie ma. Dopiero po szóstej. Miasto jest bardziej ortodoksyjne niż Kabul. Jutro przeprawa przez Amudarię. Rosjanie obiecali nam, że zabiorą nas do portu. Wieczorem zjadam świetną zupę. Niezbyt tłusta o smaku zupy ogonowej z torebki. Do tego kawałki baraniny i sałatka z pomidorów. Zupę je się z chlebem. Tutejszym. Widzę ją po raz pierwszy. Może ją jedzą tylko w czasie Ramadanu. Potrawy w czasie postu różnią się, jak mi się zdaje, od codziennych. Widzę gdzieś zsiadłe mleko. Jedzą winogrona. Dużo się teraz piecze specjalnych placków i ciast. W pozostałym okresie jedli tylko Pulao i Kebab. 21.09 Rano awantura z posługaczem w tym dennym hotelu. Woda jest tu tylko okresowo i nie podoba mu się, że się za długo myję. Jest tak bezczelny, że ogląda mnie od strony ustępu. Może jest ciekawy, jak wygląda nie obrzezany facet. Mam ochotę mu przylać, ale to mogłoby opóźnić nasz wyjazd. Rosjanie nam robią niemiłą niespodziankę. Autobus jest pełny i nas nie biorą. Do Termezu jedzie teraz większa grupa Polaków. Razem jest nas dziewięć osób. Załatwiamy za osiemset „afsów” autobus. Mamy z Andrzejem tylko dziewięćdziesiąt. Resztę nam pożyczą rodacy, ale w zamian za ruble. Amudaria bardzo opadła. Wyszły ogromne łachy. Lodowce w górach przestają się topić. W Hindukuszu Wysokim zbliża się zima. Góry to przecież siedmiotysięczne. Kuter lawiruje między łachami. Polaków jest na nim jest szesnastu, reszta Rosjanie. Po odprawie granicznej i celnej na radzieckim brzegu, szukamy z Andrzejem hotelu. Niestety nie ma miejsc. Mamy jeszcze do spuszczenia chusteczki. Cenna rzecz. Szybko dowiadujemy się, gdzie można je sprzedać. Wiozą nas tam samochodem. Andrzej dość dobrze mówi po rysyjsku i podpuszcza Uzbeka, że chcemy się napić herbaty. W rezultacie przynosi Pulao, Nany(placki) i zieloną herbatę. Do tego wymuszamy na nim koniak. Potem następuje handel. Chusteczki oceniają kobiety. Są właściwe, te które tu idą. Ponieważ w Kabulu były różne. Tęga Uzbeczka sięga za obfity biust i wyjmuje gruby, zwinięty plik rubli i odlicza Andrzejowi i mnie odpowiednią sumę. Niewiele jej z niego ubyło. Tyle rubli jeszcze nie miałem, to dla mnie prawie fortuna. Rano pojedziemy sobie na lotnisko. Kupimy za to bilety do Baku przez Taszkient. Czytałem już coś o Baku. Stolica ropy nad Morzem Kaspijskim. Wieże stoją podobno w morzu. Dla inżyniera - takiego jak ja – ciekawostka techniczna. Chwalono tam też ładne, stare miasto. Nocujemy u uzbeckiej rodziny.
    2 punkty
  17. Fajnie, że się zgadzamy co do istotny wczesnego zakrawędziowania. A co do szybkości przekrawędziowania, moim zdaniem na stromy bez kompensacji ani rusz. Stąd nasze/moje problemy na stromym bo odciążamy tradycyjnie przez wyjście w górę, co jest wolne i nie pozwala efektywnie wejść w kolejny skręt. Zawodnik odciąża jak mu pasuje, a my musimy albo się szkolić albo przełknąć niedostatki wychodzące na stromym. https://www.youtube.com/watch?v=IZ8XFZQsdvM @ChertanZnalazłem artykuł: http://www.effectiveskiing.com/Topic/Angulation
    2 punkty
  18. Ale czego Wy się spodziewacie? Nie otworzą wcześniej jak 17grudnia i to tylko z jedną trasą, 3b z Kopy na Hale Skrzyczeńską. Jak warunki pogodowe dopiszą to w okresie świątecznym otworzą jeszcze 3 i 7. Jak otworzą też 4 to już będzie powód do świętowania. Juliany po Nowym Roku. Na 1 i 5 bym się specjalnie nie napalał 😜
    2 punkty
  19. W ten weekend startuje Kiczera w Puławach. Być może wystartuje również Gromadzyń i Laworta. Nie pamiętam kiedy ostatni raz startowali tak wcześnie, w ostatnich latach były problemy nawet na koniec grudnia.
    2 punkty
  20. Moim zdaniem kluczowym elementem do właściwego zakrawędziowania jest wspomniana już wyżej angulacja, czyli staramy się mocno odchylać tułów nad nartę zewnętrzną (ściskać mięśnie skośne brzucha i przyciągać żebra do zewnętrznego biodra). W ten sposób pomimo mocnego zakrawędziowania nart pozostajemy w równowadze i nie spadamy na stronę wewnętrzną. Ta pozycja wydaje się początkowo dziwna i nienaturalna i może nas tutaj hamować brak mobilności i odpowiedniego czucia mięśni głębokich. Potrzebna jest też pewna prędkość bo siła odśrodkowa wspomaga utrzymanie równowagi, ale uwaga - nie za duża bo to z kolei powoduje strach przed nadmiernym rozpędzaniem, mimowolne usztywnienie mięśni i asekuracyjne hamowanie ześlizgiem. Dlatego mega ważne jest wybranie do ćwiczeń niezbyt stromego stoku (tego przewinienia - tzn pchania się zbyt szybko na zbyt strome stoki również byłem winny w przeszłości).
    2 punkty
  21. Z tego co słyszałem chcą odpalić razem Śnieżynkę i Puchatka śnieżą na całej długości wszystko zależy od pogody. Nie wiem czy zdążą na ten weekend jak coś będę wiedział dam znać.
    2 punkty
  22. Upss dzięki, ale z tym wyprzedzaniem to czasem ciężko na zakrętach i sporo problemów po drodze... , ale zabawa przednia. Pozdrawiam
    2 punkty
  23. Ischgl dzisiaj, opad ponad 20 cm. Pusto. Bajka.
    2 punkty
  24. Alpy: jesli chodzi o dojazd, Słowacja bez kontroli, na granicy Austrii kontrola certyfikatu, bez problemu. Na stoku kolejna kontrola certyfikatu, w gondoli i na stoku maski ffp2, ludzi mało chyba z powodu braku możliwości noclegu. Knajpy tylko na wynos. Warunki na stoku, tego raczej nie potrzeba opisywać.
    2 punkty
  25. Czesi mają dość wiarygodne dane z gpsa o ruchach ratraków. Wynika że tam już cisną ślad. Poklikaj sobie na tym serwisie: http://bilestopy.cz/map/area/orlicke-hory/ricky_v_orlickych_horach
    1 punkt
  26. Heady, które wymieniłeś są dosyć wąskie (bardzo wąskie). 120 i 140 last 96mm WCR last 93mm Jeśli ugniata Cię 120 to w WCR może być tylko gorzej. WCR mają cieńszy botek i z założenia są butem surowym, mającym grubszą skorupę w celu szlifowania. WCR3 bym całkowicie odpuścił chyba, że się ścigasz lub jesteś bardzo ciężki. Na zimnie ich raczej ani nie założysz ani nie ściągniesz. WCR4 doskonałe buty, ale pytanie czy będą pasować. Podjedź do Szafrańskiego do BB lub do Krakowa do Windsport tam Ci dobiorą i jeśli będzie potrzeba doszlifują buty. WCR mają sznurowany botek co jest dużą zaletą. Osobiście przesiadłem się z 120RS na B4 (odpowiednik WCR4) i jestem mega zadowolony, ale ja mam wąską i małą stopę. PS. Jeśli wybierzesz, coś z linii WCR to warto też zrobić canting, założyć liftery itp. Tak mniej więcej powinien wyglądać zakup WCR i każdego buta Race:
    1 punkt
  27. Tak, byłem dwa razy. Po odświeżeniu aplikacji wskoczyła trzecia dawka. Przedłuża ona o kolejnych 9 miesięcy ważność certyfikatu. Robisz screena kodu QR i pokazujesz jak będzie potrzebny.Działa bez zarzutu.
    1 punkt
  28. Po 3 dawce preparatu trzeba odświeżyć aplikację z paszportem covidowym,żeby wyskoczył nowy termin ważności.
    1 punkt
  29. Poważnie?! To w Szczyrku dało się naśnieżyć ośrodek?! Szacun BSA!
    1 punkt
  30. 3 i 4, Bylem w weekend wydawalo mi sie ze 3 lepiej nasniezona niz 4 no ale moze mi sie wydaje. Termin otwarcia juz byl podany wiec w przyszly weekend to tylko skitury albo z buta
    1 punkt
  31. Przecież TMR i Szpindlerowy Młyn to ten sam zarządca Słowacy.
    1 punkt
  32. Obejrzyj uważnie ten filmik (polecam bardzo wszystkie filmy z tego kanału, ten instruktor genialnie tłumaczy zagadnienia techniczne, a przynajmniej do mnie bardzo trafia jego sposób tłumaczenia):
    1 punkt
  33. na 100% Salomon mają wersję short o 5 cm krótsza nogawka ale tylko wybrane modele (zadzwoń zapytaj) https://www.salomon.com/pl-pl/shop-emea/product/stance-pant-m.html?CMPID=pla|ss|google|PL_PL_GOO_SMARTSHOPPING_PERF__Promotions|PL_Top-Products||445886398316&gclid=Cj0KCQiAqbyNBhC2ARIsALDwAsA_2NsAl43fHiZJToSEQs-tK3By9jcQo9JmhRn7hW4JZsTb2FUn7bAaAmTFEALw_wcB&gclsrc=aw.ds#waist=26484&color=36324 O a i Fischer się wygoolował https://trojansport.pl/spodnie-narciarskie-fischer-vancouver-short-black-2020.html Pozdrawiam mirekn
    1 punkt
  34. Witamy na forum. Cześć Marku.
    1 punkt
  35. Chyba największy wizjoner narciarstwa w Polsce. Wyprzedzasz program nauczania SITN o dekadę... Dzięki, że kiedyś jednym zdaniem pomogłeś mi w walce z hip-dumpem.
    1 punkt
  36. Jestem fanką tego filmiku...Kiedyś jadąc po trasie mówiłam do siebie -bark ,ręka ,kijek . super lekcja. Pozdrawiam.☺️
    1 punkt
  37. Lubię jak mam lekki sprzęt do chodzenia pod górkę i czas na to, a tu ani czasu, ani sprzętu. Może jutro pochodzę w Rzeczce… na skiturach.
    1 punkt
  38. Kto jak kto, ale ty lubisz chodzić pod górkę
    1 punkt
  39. Dziś po południu Gryglówka i Pomarancza, Mieszko i Diament wymagałyby podejścia z buta.
    1 punkt
  40. I już pierwszy tip na początku (outside ski is the boss) jest właśnie jednym z tych, które mogą być źle rozumiane i przesadnie akcentowane. Żeby wytłumaczyć co mam na myśli odpowiem również filmikiem - czas 10:15 - "Viagra leg" 🙂
    1 punkt
  41. Wrzuciłem ten filmik między innymi dlatego, że sam kilka razy padłem "ofiarą" takich "świętych zasad", a w zasadzie to bardziej ich niezrozumienia przez sposób jaki czasami są powtarzane. Spory udział miała w tym oczywiście moja kompletna ignorancja jako początkującego - narciarstwo jest na początkowym etapie dość skomplikowane. Ogarnięcie (tylko intelektualne - nie mówię teraz nawet o ogarnięciu motorycznym) wszystkich zasad jest na samym początku trudne. Chyba jedyną trudniejszą i bardziej skomplikowaną technicznie od narciarstwa dyscypliną, z którą miałem do czynienia jest windsurfing - jak ktoś nigdy wcześniej nie miał do czynienia z tematami żeglarskimi to jest masakra żeby na początku w ogóle zrozumieć jak to działa i co robić 🙂 Jednym z przykładów takich na początku źle zrozumianych przeze mnie "świętych" zasad jest "być z przodu, unikać zostawania z tyłu". Czasami jeszcze można spotkać się z poradą naciskania na języki butów piszczelami. No i ja jak ten osioł trzymałem się tego skrupulatnie cały czas, co oczywiście skutkowało ześlizgiwaniem się piętek w końcowej fazie skrętu i bonusowo trudnościami z odciążeniem. Znacznie później trafiłem na filmy instruktażowe z kanału SIA Austria i porady Toma Gelle, który szczegółowo omówił ten temat i zwracał uwagę na balans w konkretnej fazie skrętu. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że "być z przodu" należy tylko w początkowej fazie, w trakcie inicjacji skrętu, a potem ten balans płynnie i stopniowo przesuwa się do tyłu by tuż przed odciążeniem znaleźć się lekko w pozycji "z tyłu" czego ja do tamtej pory panicznie unikałem. Dodatkowo żaden z instruktorów, z którymi miałem zajęcia nie próbował mi tego wytłumaczyć, jedyna rada jaką otrzymywałem, to by być bardziej z przodu. Tom Gelle dodatkowo radzi, aby nie zwracać uwagi na nacisk na języki, a skupić się na wyczuwaniu balansu podeszwami stóp i pozycji równowagi szukać w równomiernym rozłożeniu nacisku między palce a pięty. To tylko jeden z przykładów pułapek, jakie mogą czekać na osobę wchodzącą dopiero do tej dyscypliny.
    1 punkt
  42. Janiołów nieźle, więc i Jankulakowski się nada do wycieczek, ale to po 15…
    1 punkt
  43. Słabo ci ta polityka wychodzi na forum. Ciągle się z czymś mylisz, próbując wciskać ciemnotę.
    1 punkt
  44. Wg mnie powinno być ok. Dużo sztucznego, twarda baza, śmiało. Śniegu było świeżego z 10cm. A dosypało. Nie wiem jak ten śnieg z deszczem, ale powinno jeszcze lepiej skonsolidować. Jak jechałem to tylko w środkowej części po lewej przy lesie, gdzie mniej z armatek sypało a świeży mniej związany było niepewnie, ale jak tam będziesz się trzymał prawej strony to po twardym pojedziesz elegancko, powodzenia!
    1 punkt
  45. Trasa: Gondola- Zbójnicka Kopa- Skrzyczne- Małe Skrzyczne- Gondola. Warunki śniegowe do podejścia bardzo dobre. Zjazd z Małego do Kuflonki dość trudny, sporo sztucznego i wywianego śniegu. Nie wiadomo czego się spodziewać. Raczej bez przetarć Zjazd z Kuflonki to Gondoli bardzo fajny. Po wczorajszym opadzie śniegu wystarcza do zakrętu przed wyplaszczeniem. Padało tam trochę marznącego i był z tego dziś fajny podkład przyprószony śniegiem. Wiadomo trzeba jeszcze uważać i jechać czujnie ale była radość z jazdy Piękna zima. Wysoko tak wiało, że dopiero gogle i kominiarka dały radę Polecam!
    1 punkt
  46. Tym razem miała być Rzeczka wyszedł Potoczek. Passat powered by Bridgestone dał radę. Kamieni trochę pod miękkim, ale szczęśliwie bez strat. Trochę zadyma, taki mamy klimat, nie ma co narzekać.
    1 punkt
  47. Zmotywowałaś mnie, chciałem na Rzeczkę, a Wujot podpowiada Potoczek. Może jutro… pieknie się jechało autem przez Idzikow, pusto, śnieg padał, jak w święta…
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...