Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. rung

    rung

    Użytkownik forum


    • Punkty

      28

    • Liczba zawartości

      111


  2. johnny_narciarz

    • Punkty

      28

    • Liczba zawartości

      8 428


  3. tanova

    tanova

    VIP


    • Punkty

      26

    • Liczba zawartości

      2 774


  4. pawelb91

    pawelb91

    Użytkownik forum


    • Punkty

      25

    • Liczba zawartości

      4 008


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 05.02.2019 uwzględniając wszystkie działy

  1. Mój ostatni wyjazd do włoskiego region Wipptal, który opisałem wczoraj tu: odbył się przy okazji kursu operatora ratraka Być może to kryzys wieku średniego, ale na ament zakochałem się parę lat temu w ratrakach i zacząłem uważać że nie ma wspanialszego zajęcia niż jazda ratatrakiem właśnie: - oszałamiające widoki "z biura" - można sobie słuchać muzyki jakiej się chce - wszyscy kochają efekty Twojej pracy - nikt Ci nie zawracać głowy, siedzisz sobie sam ze sobą i ratrakujesz. Do niedawna swoją miłość realizowałem jakoś tak: Ale w tym sezonie postanowiłem zapoznać się z ratrakami bliżej Ze względu na brak doświadczenia w operowaniu ciężkim sprzętem jak i brak siec kontaktów umożliwiającej skosztowania tej przyjemności, postanowiłem wykorzystać źródła komercyjne. Etap 1 - szkolenie teoretyczne Na stronie firmy Kassbohrer, producenta ratraków PistenBully znalazłem ofertę szkoleń teoretycznych dla nowicjuszy. Na szkolenie takie można wybrać się do Niemiec na 1 dzień (w październiku), lub skorzystać ze szkolenia online.Wybrałem opcję drugą i przeszedłem przez całe szkolenie, które ma postać interaktywnej prezentacji (nieco ponad 400 slajdów), zawierającej ponadto kilka filmów i testy końcowe online. Informacje są dość podstawowe, ale dają pewną podstawę wiedzy nt tego jak zbudowany jest i jak działa ratrak oraz jakie są zasady poruszania się nim. Ponadto są tam informacje o zasadach przygotowywania stoku, najczęściej popełnianych błędach, wyposażeniu dodatkowym (np. do zakładania śladów dla "biegówek") czy podstawowym serwisie. Kilka slajdów i dyplom: Etap 2 - na własne oczy Drugim etapem była jazda w fotelu pasażera. W tym celu udałem się do Czech, gdzie wykupiłem sobie jazdę podczas wieczornego przygotowywania tras w Spindlerovym Mlynie. Było to bardzo fajne doświadczenie, a dzięki kursowi online wiedziałem mniej więcej co się dzieje, dlaczego operator wykonuje takie a nie inne manewry, co i dlaczego robi ze śniegiem itd. Zwłaszcza że okazało się, że mój kierowca nie był zbyt rozmowny i nawet znajomość czeskiego niezbyt mi pomogła. Ratrak jaki wybrałem do jazdy to Prinoth Leitwolf, ponieważ już kilka dni później na takim własnie modelu miałem sam ćwiczyć. Etap 3 - praktyka Ostatnim etapem było szkolenie praktyczne. W tym roku włoska firma Prinoth ogłosiła nabór na szkolenia dla początkujących. Szkolenie trwa 1 dzień i składa się z 3 godzin teorii i 6 godzin praktyki na stoku. Odbywa się w siedzibie firmy w Południowym Tyrolu, w miasteczku Sterzing/Vipiteno. Praktyka odbywa się w ośrodku Ladurns. Jak się okazało, znów przydało się szkolenie online, ponieważ mój trener był świetnym kierowcą (przygotowuje m.in. trasy na puchar świata), ale nie był wirtuozem Power Pointa i przez prezentacje przeleciał dość pobieżnie, a w końcu dał mi je na pendrive z zaleceniem poczytania sobie samemu. Ten materiał w dużej mierze pokrywał się ze szkoleniem Pistenbully. Drugą częścią szkolenia jest wizyta w fabryce ratraków, co jest bardzo ciekawym przeżyciem. Obecnie Prinoth produkuje około 300szt rocznie, ale obok jest jeszcze zakład produkcyjny wyciągów Leitner, a w budowie jest fabryka armatek śnieżnych, więc cały kompleks jest bardzo rozległy. Obiad w czasie szkolenia je się w zakładowej stołówce Następnie przychodzi kolej na praktykę na stoku. Najpierw omówione zostały części i funkcje samego ratraka (Prinoth Leitwolf). Następnie wyruszyliśmy na trasę. Co ciekawe, praktyka odbywała się na stoku, tak więc sztruks, po którym jeździli narciarze następnego dnia, był ode mnie Bardzo fajne uczucie. Samo kierowanie ratrakiem to niesamowite przeżycie. Potężna maszyna, reagująca na najdrobniejsze korekty operatora. Dużym wyzwaniem było dla mnie, jako nowicjusza, korygowanie ustawień pługu z przodu i frezu z tyłu. Duże wrażenie robi też satelitarny system kontroli - grubość pokrywy śnieżnej w każdym punkcie nartostrady jest w czasie rzeczywistym przekazywana do ratraka, do wiadomości operatora. Ośrodki narciarskie mogą dzięki temu kontrolować prace nad śniegiem w całym ośrodku i sprawować nadzór nad pracą każdego ratraka. A potem tylko odbiór dyplomu i po zabawie Co dalej? Nie wiem... To miała być przygoda na ten sezon i spełnienie fantazji ale... chciałbym jeszcze! Poniżej film z zapisem jazdy - jako pasażer w Czechach i za sterami we Włoszech. I jeszcze mała, nienachalna reklama - można polubić mnie na Facebooku, gdzie wrzucam różne narciarskie zdjęcia i historyjki, kiedyś bardziej dla znajomych, a teraz bardziej publicznie https://www.facebook.com/skibumpl/
    22 punktów
  2. Dziś trochę mniej zdjęć niż zwykle, bo warunki takie, że szkoda robić zdjęcia tylko trzeba jeździć. Warunki REWELACJA, ludzi umiarkowana ilość, w kolejce max. do 10 minut. Dzięki @andy-w za wspólną jazdę. Dziś mój syn zjechał z Bieńkuli (co było jego marzeniem od zeszłego roku, a że ma 8 lat to jeszcze sporo narciarskich celów przed nim). Jak było zobaczcie sami, dodam że moja córka nie chciała schodzić ze stoku o 14:00 a ma dopiero 5 lat, zrobiła tego dnia na nartach 16 KM. Widokowo. Tak rano. I tak. Jakby było mało. Przygotowanie tras. Bieńkula Bieńkula cd. Moje dzieci na Bieńkuli. Zjechał. Warunki na 1.
    18 punktów
  3. Dziś wyjrzało słoneczko, więc dla odmiany... BSA. Na stok dotarłem 9:30, szybciej nie mogłem. Zaparkowałem na dolnym parkingu, tuż na jego końcu. Miałem obawy o frekwencję, ale niepotrzebnie. Żadnego nartmagedonu nie było. Ludzi tak w sam raz, czyli krzesła w pełni obłożone, ale tylko czasem trafiała się kolejka do 5 min. stania. Przynajmniej do godziny 12:00, czyli końca mojej jazdy. Warunki zdecydowanie lepsze niż wczoraj, udało się poprawić zniszczenia odwilżowe. Pewnie też lekki opad śniegu pomógł. Jedynie na czarnej, tuż przed progiem skoczni, sporo grudek lodu. Jazda bardzo przyjemna do samego końca. Szkoda jedynie, że zawsze na czarnej musiałem trafiać na szkółki i ani razu mocniej nie pocisnąłem... Gdzieś pod koniec mojej jazdy stok delikatnie zaczął mięknąć, ale nic groźnego. Na łączniku niebieskiej i czerwonej trochę odsypów, o tej porze jeszcze nieszkodliwych i nie utrudniających jazdy. Chyba powinienem założyć nowy wątek: "BSA news" No, ale to już może być koniec mojego szusowania na dłużej...
    12 punktów
  4. Dzisiaj na Złotym Groniu o 10 można spotkać takie warunki trasy przygotowane bardzo dobrze. Ludzi mniej jak wczoraj. Kolejka co najwyżej na 0.5 minuty. Pogoda rewelacja. Oby tak dalej.
    12 punktów
  5. Parchatka wieczorem. Szybkie pakowanie po pracy i co? Paula w aptece a ja na narty! Ponieważ ona nie lubi Parchatki, to właśnie tu postanowiłem się wybrać. Dlaczego nie lubi? Bo jest płasko i nudno. Czy ma rację? Odpowiem na końcu tej pisanej na orczyku relacji... Tak, co wjazd to kilka zdań i w ten oto sposób, będzie to pierwsza relacja pisana bezpośrednio z takiego wyciągu. Temperatura +1, jest lodowo, a na nim cukier. Karnet na 2 godziny kosztuje 35 złotych. Ludzi sztuk 7, czynny jeden wyciąg. Jest tutaj wypożyczalnia nart, szkółka narciarska oraz karczma z kilkoma miejscami noclegowymi. Zbiornik na wodę do naśnieżania, ratrak i wyrwirączka z oślą łączką. Parking darmowy. Lokalizacja? Kilka chwil od Puław. Zdjęcia : Mimo, że czynne są obydwie tutejsze trasy, to... Jest nudno! Paula, miałaś rację Dla narciarzy początkujących jest bardzo fajnie, dla nas już nie. Ciekawiej byłoby tutaj na nartach biegowych a nie na GS Jeszcze niecała godzina i do domu... Pozdrawiam marboru
    11 punktów
  6. Dziś powtórka ośrodka, nie ma co dużo pisać. Warunki oraz pogoda takie same. Lekki mróz i słońce. Przyjemność z jazdy ogromna a widoki genialne. Jutro Crans Montana.
    10 punktów
  7. Predazzo, 27 stycznia - 1 lutego Witam wszystkich! Postanowiłem i ja podzielić się swoimi wrażeniami z zagranicznego wyjazdu - do Predazzo, Canazei i Cavalese. Robię to pierwszy raz i z pewnym opóźnieniem, ale podczas pobytu we Włoszech życie (towarzyskie☺️) toczyło się zbyt szybko, żeby znaleźć czas na relacje z każdego dnia pobytu... Z Radomia wyjechaliśmy autokarem w piątek 25 stycznia po południu. Hotel mieliśmy w Predazzo, jazdę na nartach rozpoczęliśmy w niedzielę 27 stycznia, w San Pellegrino. Pogoda była średnia, choć czasem słońce przebijało się przez chmury. Trasy, jak to we Włoszech, rano przygotowane były perfekcyjnie. Przez pierwszą godzinę jeździliśmy po sztruksie. Po drugiej stronie widać było czarne i czerwone trasy z Col Margherita. A to już zjazd z Col Margherita. Po skręcie w lewo wjeżdżało się na czarną trasę, która do południa była na tyle dobrze przygotowana, że jakoś dałem radę zjechać...☺️ Drugiego dnia (poniedziałek 28 stycznia) wyjechaliśmy kolejką z Predazzo, spod skoczni, na której Adam Małysz i Kamil Stoch zdobywali złote medale mistrzostw świata i na której Dawid Kubacki niedawno wygrał zawody Pucharu Świata. Jeździliśmy w Ski Center Latemar, czyli między Predazzo, Pampeago i Obereggen. Przed powrotem do Predazzo był odpoczynek przy stacji Rifugio Gardone. Wtorek 29 stycznia: Sella Ronda. To był mój pierwszy raz.☺️ Pojechaliśmy ze znajomymi zieloną trasą (podobno łatwiejszą), ze startem w Canazei. Kilka zdjęć na zachętę dla tych, którzy jeszcze tam nie byli...☺️ Kolejny dzień (środa 30 stycznia) spędziliśmy na Alpe Cermis, gdzie Justyna Kowalczyk kilka razy pieczętowała wygraną w Tour de Ski. Ludzi było stosunkowo niewiele, za to trasy szerokie, przygotowane palce lizać. Jeden z dwóch najlepszych dni tego wyjazdu (razem z Sella Rondą). Na zdjęciu czarna trasa, która pod koniec staje się czerwona, z widokiem na Cavalese. Miodzio!... W czwartek 31 stycznia pojechaliśmy do Canazei, skąd wciągnęliśmy się na Buffaure. Stamtąd jazda w różne strony, przeważnie czerwonymi trasami. W piątek, 1 lutego znów miało być Predazzo, Pampeago i Obereggen. Niestety, w nocy nastąpiło załamanie pogody. Zaczął padać gęsty śnieg. Wjeżdżaliśmy na górę bez przekonania i rzeczywiście - warunki były bardzo trudne. Na zdjęciu poniżej tego nie widać, ale musicie uwierzyć na słowo, że wyżej, po zjechaniu z wyciągu, kontrastu nie było prawie wcale. Zjechaliśmy dwa razy i uznaliśmy, że nie ma sensu ryzykować kontuzji. Tym bardziej, że był to już ostatni dzień jazdy... To właściwie jedyny minus tego wyjazdu. Drugi to powrót do Radomia. Jak na pewno wiecie, z powodu lawiny zamknięta była autostrada przez Brenner. Staliśmy na niej w korku ponad 7 godzin zanim zjechaliśmy na drogę do Dobiacco. W domu mieliśmy być w niedzielę rano, ok. 5-6, a przyjechaliśmy dopiero o 13, po 27 godzinach jazdy!☹️ Pozdrawiam wszystkich Andrzej
    8 punktów
  8. Nastał czas na tegoroczną jazdę w ramach karnetu Magic Pass. Po 19 godzinach podróży z Krakowa, wczoraj przyjazd na miejsce, odpoczynek i regeneracja. Dzisiaj pierwszy dzień jazdy, padło na Grimentz - Zinal. Pogoda i warunki absolutnie rewelacyjne. Pełne słońce i minus 8 stopni w górnych partiach. Ludzi mało a śnieg fantastyczny. Nic tylko jeździć. Pozdrowienia! Zinal: Grimentz:
    8 punktów
  9. Dzisiaj Hochzillertal. Od rana pełne słońce, lekki mróz, bezwietrzna pogoda. Idealnie. Już nie padało wiec trasy gładkie jak stół i jazda świetna. Jak sie robi tłoczno ciagle poza trasami znajdzie sie pas dziewiczego śniegu. Ograniczaja mnie troche slalomki Ogólnie Hochzillertal podobał mi sie jak na razie najbardziej. Super szerokie i łagodne trasy. Ale też znajda sie ostrzejsze. Łatwość przemieszczania się. Szybkie krzesełka. Wszystko co lubię. Jutro powrót na Penken. Wypożycze chyba jakies szerokie łopaty
    7 punktów
  10. Warth-Schröcken – a perfect day of skiing Dzisiaj również zima łaskawa i słoneczna – lampa od rana i lekki mrozik. Zgodnie z planami pojechaliśmy do Warth-Schröcken. Ośrodek ma 70 km tras i jest zarówno na skipasie 3-Täler-Pass jak i Ski-Arlberg. A droga do Warth aktualnie wygląda tak: Parking zapełniony tak w 2/3 i właśnie znad Saloberkopf zaczęło wychylać się słońce! Zaczęliśmy więc od czarnych tras przy kanapie Salober-Jet. Warunki – znakomite, trasy przygotowane świetnie. Większość stoków ośrodka ma ekspozycję północną, jeździ się też na dość sporej wysokości – między 1679 a 2050 m npm., więc pomimo ostrego słońca trasy trzymały znakomicie, nawet po południu. Sceneria już bardzo wysokogórska – tutaj widok na Warth: Przy trasach sporo terenów freeridowych Ludzi niezbyt dużo Czarna nr 280 z kanapy Jägeralp-Express do Warth I czarna ścianka nr 283 (Walserschuss) Lunch w Skihütte Hochalp, z ciekawym wystrojem Bardzo fajny ośrodek, idealna pogoda, cudnie było! 😀😀😀 Dziś relacja nieco krótsza, bo niestety wieczorem musiałam zrobić coś do pracy. Niech więc zdjęcia mówią same za siebie. Pozdrawiam serdecznie!
    6 punktów
  11. Moruniek dzięki za wspólną jazdę i pogaduszki o nartach i nie tylko. Mam nadzieję na kontynuację. Dzisiaj stawiłem się na otwarcie wyciągów z Soliska. Jazda pierwszą kanapą i zjazd prawie jak na Fresh Track należą do przyjemności. Wczorajszy kilkucentymetrowy opad białego bardzo poprawił warunki, ale ratrakowi mogliby bardziej przyłożyć się do roboty. W wieli miejscach sztruks zrobiony powierzchownie bez wgryzania się w śnieg. Dlatego było sporo nierówności a czasem brak ciągłości, sztruksik nagle się urywał. Lodowe grudy też się zdarzały. Sporo było głębokich bruzd wyciętych przez skutery (prawdopodbnie z obsługi). Najbardziej wylizana była wg mnie 3 do gondoli. Bieńkula, także, ale z grudkami lodowymi. Na 7 dużo zlodziałych placków pod lancami. Wyglądało to na niezbyt udane próby naśnieżania przy zbyt wysokiej temperaturze. Dla wielu były to zaskakujące, mało bezpieczne pułapki. Piszę to bo przecież nie można tylko słodzić SMR-owi. Mimo tych wszystkich niedogodności pojeździłem przednio, a gigantki trzymały na twardym i prawie lodzie fenomenalnie. Szkoda, że o 12 musiałem się ewakuować do pracy. oczekiwanie w napięciu na godzinę "0" dojazd na Juliany gigantki Suche widok w kierunku Białego Krzyża Pośredni Moruniek i andy-w (od prawej) w klasycznej forumowej pozie
    6 punktów
  12. Nareszcie! W końcu udało mi sie zorganizować wypad do doliny rzeki Ziller jednego z najbardziej narciarskich miejsc w Alpach. Z Zillertal wiąże sie dla mnie duży pech. Do tej pory odwiedziłem tylko Tux i był to jeden z najgorszych wypadów - listopadowa mgła i wiatr. Miałem już być tutaj trzy raz - ostatni raz miesiac temu - i zawsze cos sie wydarzyło co pokrzyżowało mi plany. Zresztą ten wyjazd tez prześladuje pech - odnowiły mi sie dolegliwości kręgosłupa i jeżdże na Opokanie. Ale cóż jak boli znaczy ze człowiek żyje. W pewnym wieku to nieuniknione Nasze plany narciarskie muszą być skorelowane ze szkółką dla dzieciaków. Na szczescie zajecia odbywaja sie w różnych ośrodkach dzieki czemu mamy możliwość pojeżdzenia w różnych miejscach. Nie bede sie o nich rozpisywał poniewaz miejsca te sa dobrze znane polskim narciarzom. Ok. Trzy słowa o dniu wczorajszym. Zaczelismy od Areny wjeżdzajac od strony gondolki Rosnealm. Niestety mgła i padajac śnieg uniemożliwił zwiedzanie przez co skupilismy sie na nizej położonych trasach. Bedziemy tu jeszcze jeden dzień mzoe wtedy uda sie wycieczka w strone Gerlos. Jazda dosc trudna, mnóstwo świezego sniegu i duzo ludzi na trasach. Gdzie sie dało uciekałem poza trase. Dzisiaj Penken. Wjazd od strony Hoarberg. Jazda po prawej czesci osrodka patrzac na mapkę. Od rana zaczeło wygladac słońce, zero wiatru i lekki mróz. Mnóstwo puchu. Na trasach tłoczno i świezy snieg szybko przeszedł w muldy. Ale poza trasami... bajka. Gdzie tylko sie dało uciekałem off piste. A możliwosci jest tutaj naprawde duzo. I dla takich "przytrasowców" jak ja ale takze mnóstwo opcji dla bardziej zaawansowanych freeriderów. Jazda wyśmienita i do tego korzystał na tym kręgosłup! Do tego piekne widoki. Cóż trzeba wiecej.
    5 punktów
  13. Dzień 1: Po Austrii czas na Włochy. Podobnie jak rok temu padło na Dolomity. Wraz z grupką znajomych wyruszamy z Brennej wieczorem w niedzielę. Na miejscu pod hotelem Albergo Gader (parę minut od Piculin)meldujemy się o 5:00, krótka drzemka do godziny 7. Następnie dostajemy dostęp do 2 pokoi w hotelu i przebieramy się na narty. Na pierwszy dzień pada Kronplatz. Warunki bomba twardo a na tym 20-30 cm świeżego.Zaczynamy pucharową Ertą i powoli wspinamy się w górę. Po drodze zahaczamy o świetne Pre da Peres i zjeżdżamy nim 2 razy. Potem już jazda na górze. Po kolei Sylvester, Hernegg i Ried. W międzyczasie oczywiście przerwa na coś do zjedzenia i piwko. Potem przenosimy się na niebieskie trasy marchner i hinterberg które były wyśmienite w tym dniu. Potem pokręciliśmy się na trasach w stronę Olang i zaczęliśmy wracać w dół. Zmęczeni podróżą kończymy jazdę o 15:15. Zbieramy siły na jutro bo przed nami wycieczka na Marmoladę! Dzień 2: Tak jak pisałem w tym dniu naszym głównym celem była Marmolada. Nie chcieliśmy podjeżdżać do samej Arabby, bo wycieczka byłaby po prostu za krótka. Więc o 8:30 startujemy w Badii i wyciągamy się krzesełkiem Sponata i kierujemy się do Alta Badii. Tam niebieskimi trasami przesuwany się do Passo Campolongo. Kolejnym przystankiem była Arabba. Z Arabby na Passo Padon, a z tego miejsca czekał na nas malowniczy zjazd w stronę Malga Ciapella. Na dole niestety długa kolejka do gondoli na Marmoladę. Czekaliśmy około 25-30 min. Było warto, widok ze szczytu zapierał dech w piersiach. Nagrodą za czekanie był także zjazd z samej góry, co prawda po muldach i lodzie ale mi się podobało . Powrót mniej więcej tą samą drogą. Przy samochodzie byliśmy około 16:15. To był cudowny dzień na nartach! Dzień 3: W tym kierunek Val Gardena. Parkujemy w Corvarze bo reszta ekipy ma zamiar pojeździć po Alta Badii. Ja wraz z dwójką kumpli ruszyliśmy na Val Gardenę. Głównym celem była oczywiście trasa Pucharu Świata czyli Saslong. Trasa wspaniała. Długa z różnorodnym nachyleniem. Pokręciliśmy się po Val Gardenie i ruszyliśmy na Val di Fassę. Generalnie kierowaliśmy się tak jak prowadziła Sella Ronda. Dopiero na Passo Campologno odbiliśmy na niebieskie trasy Alta Badii gdzie zakończyliśmy super dzień na nartach. Niestety pod koniec dnia gdy siedzieliśmy już na piwku, chwila nie uwagi i ktoś ukradł moje kijki( na szczęście znajomy w samochodzie miał jeszcze jedne i ten sam wymiar). Troszkę incydent mnie zdenerwował, ale na następny dzień zapowiadał się wyśmienicie więc nie było co płakać. Dzień 4: Na wstępie powiem, że był to chyba jeden z najlepszych dni narciarskich w życiu. Pobudka o 6:00, szybkie ogarnięcie się i śniadanie. Wyjazd o 7:00 do Cortiny. Padający śnieg, fatalna droga i gęsta mgła nie zapowiadała nic dobrego, ale nie było już odwrotu. W Cortinie jesteśmy około 8:30 przebieramy się i ruszamy mniej uczęszczaną część ośrodka czyli Faloria. Na dole nie było widać nic. Po wyjeździe gondolą słońce przeplatające się z chmurami, ale widoczność bardzo dobra. Widoki nieziemskie, na trasie 40 cm świeżego. Przez moment pomyślałem, że chyba jestem w raju. Jeździliśmy wszystkimi trasami i każda miał w sobie coś innego. Było rewelacyjnie. Po godzinie 12 zjazd w gół i ruszamy na drugą stronę Cortiny. Tam trasy przygotowane i puchu praktycznie brak. Jazda również świetna, widoki kosmos. Jeździliśmy do 15:30 bo wiedzieliśmy, że trochę do hotelu mamy więc trzeba się było zbierać. Po drodze krótka wizyta w przepięknym miasteczku w poszukiwaniu naszywek. Na szczęście się udało. Dzień 5 W tym dniu musieliśmy już wracać do Polski. Zatem krótka wizyta na Kronplatz. Warunki na trasie bardzo dobre, jednak widoczność nie była zbyt dobra. Zaparkowaliśmy pod Gondolami w Brunico. Po razie Sylvester i Hernegg kilka rundek na górze i zjazd do Pre da Peres. No nic trzeba się było zwijać. Z Brunico wyjechaliśmy około 12:30, droga nas nie rozpieszczała w końcu we Włoszech zaczął sypać porządnie śnieg. Do domu udało się dotrzeć po 11 godzinach jazdy co i tak jest dobrym wynikiem. Zdjęć nie wstawiam. Myślę, że filmik wystarczająco pokaże jak było:). Gimbala znów nie używałem, po prostu brak czasu, ale chyba i tak nie wyszło najgorzej.
    5 punktów
  14. Akurat w weekend wróciłem z Korbielowa, po tygodniu zajebistej jazdy na Pilski, Solisku i sąsiednich (bliskich) skigrunikach. Byłem z rodziną i znajomymi też z dziećmi. Wyjeździliśmy się za wszystkie czasy. kolejek praktycznie zero!!!! Mimo pierwszego tygodnia ferii Warszawskich. W poprzednich latach katowaliśmy "podhalańskie stoki" jednak szukając ucieczki od tłumu jeżdżąc rano albo szukając takich perełek jak np. czerwienne albo jędrol - gdzie dało się w miarę luźno pojeździć. Pewne jest że za rok znów wrócimy na Pilsko bo to naprawdę fajna stacja i trzeba ją wspierać i reklamować żeby przetrwała jak najdłużej. Szkoda tylko, że buczynka nie działa. Tak jak pisał ktoś wcześniej zjazd Buczynką to taka wisienka na torcie na sam koniec jazdy, ewentualnie przejazdu na solisko. Smutne robią wrażenie te dziesiątki poczwórnych wisielców delikatnie huśtanych wiatrem Ale trasa pod nimi o dziwo wyratrakowana!!
    5 punktów
  15. Mogą być dzisiejsze, bo dziś pogoda bajkowa. COS właśnie odpalił armatki i intensywnie dośnieża rejon powyżej Mety (widzę z okien).
    5 punktów
  16. Wyciągowy ćwiczył jazdę długim skrętem ...
    5 punktów
  17. Mellau-Damüls – słońce i … muldy Dzisiejszy poranek przywitał nas słońcem i bezchmurnym niebem 😀😀😀. Jaka miła odmiana po wczorajszej śnieżycy! Towarzystwo zebrało się na skibusa 9.05 do Mellau - nie było wyjścia, bo te dalekobieżne busy kursują co godzinę (Mellau, Warth-Schröcken) i szkoda byłoby marnować czas w domu. Chyba jednak będziemy od jutra jeździć autem, bo jest więcej swobody, ponadto bus zbacza z głównej drogi i zajeżdża do każdej obory 🙄, przez co dojazd znacznie się wydłuża. Mellau-Damüls to największy ośrodek doliny – 109 km połączonych tras – przeważają trudniejsze, nie jest to raczej ośrodek rodzinny. Oprócz dwóch połączonych narciarsko miejscowości - Mellau i Damüls - do ośrodka należy jeszcze pobliska Faschina. Blisko z niej do Oberdamüls, ale ponoć ze względu na ochronę przyrody nie można zbudować wyciągu łącznikowego i połączenie jest tylko skibusem. Jeśli chodzi o infrastrukturę, to jest ona raczej nowoczesna i rozbudowana. Ma się wrażenie dużej koncentracji wyciągów i dużej przepustowości. Przez to i ludzi na stokach jest sporo , a przecież to nie okres ferii i nie był to dzisiaj dzień powszedni. Mapa ośrodka Startowaliśmy od gondoli Mellaubahn – swoją drogą ciekawy budynek dolnej stacji z drewnianą elewacją, a w środku kasy, strefa wypoczynku (?) dla gości z ławkami i kanapami oraz schody ruchome na peron. Potem już metodycznie postanowiliśmy objechać ośrodek od skrajnego końca w Mellau w stronę Damüls. Zaliczyliśmy ładne trasy przy kanapach Wildgunten i Suttis. Na wyciągu Wildgunten: Widok z góry trasy nr 29, na horyzoncie Jezioro Bodeńskie – znów pod chmurami Czarne trasy przy Suttis chyba najbardziej przypadły nam do gustu, bo były w miarę puste i z urozmaiconym nachyleniem, szerokością i fajnie „pokręcone”. Przed południem w dobrym stanie, niestety im później - tym wszędzie więcej muld. Wczorajszy obfity opad śniegu jeszcze chyba był zbyt świeży, aby związać się z podłożem i stoki w całym ośrodku – pomimo nocnego ratrakowania – bardzo szybko się „zmęczyły”. Górny odcinek czarnej trasy 32 (Steilhang Suttis): W pobliżu dolnej stacji krzesełek Suttis zaczyna się zjazd do doliny, do Mellau – bardzo ładna traska przez las. Bajka: No to znów do gondoli Mellaubahn, ale tym razem potem transportujemy się „ósemką” Rossstelle i drugą gondolą „Gipfelbahn” w stronę Damüls. Po drodze jeszcze czerwona 23 z czarnym wariantem i tunel narciarski: Deep blue na czerwonej trasie: Po drugiej stronie piękne widoki i mocno już zmaltretowane trasy. Miałam okazję przejechać się podwójnym krzesełkiem Hohes Licht - mniej-więcej w moim wieku 😛. Krzesełko idzie po tym sezonie do wymiany, ma je zastąpić nowoczesna, sześcioosobowa kanapa. Ja natomiast jeszcze się jakoś trzymam . Pewnie zniknie również „psia budka“ dla wyciągowego przy górnej stacji: Hohes Licht z widokiem na charakterystyczny szczyt Mittagsspitze, górujący nad ośrodkiem, oraz górna stacja: Takie widoki ze szczytu ... Tak wyglądały trasy po południu I jeszcze ja na koniec, z Mittagspitze w tle Nie przejechaliśmy południowej części ośrodka, w Oberdamüls - dotarliśmy tylko do Uga-Express. Do domu wróciliśmy busem z Oberdamüls, z przesiadką w Au, drogą po serpentynach, dość ostro w dół. Jutro pewnie pojedziemy do Warth-Schröcken. Pozdrawiam
    5 punktów
  18. To powodzenia, szybkiego powrotu do pełnej formy
    4 punkty
  19. Golgotę naśnieżali wczoraj w ciągu dnia i w nocy, przetarć już nie widać W nocy naśnieżali też lancami trasę nr 7, dzisiaj w ciągu dnia nie naśnieżali nic
    4 punkty
  20. Niezależnie od tego, czy w Alpy jedzie się opalać czy jeździć na nartach, nawet zakładając, że dla kogoś nie jest to wydatek znaczny (dla mnie teraz niestety jest, mam nadzieję, że bida się wkrótce skończy), to ile razy można tam się wybrać w ciągu roku? No OK, jak ktoś ma takie możliwości, to nawet, powiedzmy, co drugi weekend. A jak się ma świra, to za mało! Potrzebne są miejsca, gdzie można wyskoczyć po/przed pracą lub mając jeden dzień w tygodniu wolny. I miejsca na każdy weekend. Sens jest jeździć w takie miejsca, do których dojazd pochłania mniej czasu i energii niż sama jazda na nartach. Bez takich miejsc, w których można ciągle ćwiczyć, i na Alpy chętnymi będą głównie amatorzy opalenizny. Wnioskując z frekwencji w dni powszednie na polskich stokach, narciarzy we właściwym sensie tego słowa jest całkiem sporo. Pilsko, położone niedaleko Bielska i aglomeracji śląskiej i Krakowa, mogłoby takich ściągnąć - też tych zniechęconych tłumami i komerchą w Szczyrku. Właśnie przy rozsądnych, nie przesadnie rozdętych inwestycjach: poprawie naśnieżania, uregulowaniu kwestii Buczynki. Wszyscy narciarze wiedzą, że to nadzwyczajna góra. Nie ruszyliby tyłków żeby przejechać tych kilkadziesiąt kilometrów? Myślę, że by ruszyli. Góra byłaby lepsza (teraz pod każdym względem) od Szczyrku, miałaby przewagę odległości nad Chopokiem, który też jest zresztą teraz zatłoczony. Moim zdaniem gwarantowałaby zysk - nie taki, jak TMR oczywiście (ale tam to wielka spółka akcyjna, rządzi się swoimi regułami, skutki czego mnie zresztą nie zachwycają) - ale wystarczający do tego, by inwestycje podjąć, zapewnić przy tym rozwój okolicy. Nie znam lokalnych stosunków w tym miejscu, wszystko wskazuje na to, że są mocno pokręcone. Lokalne układy, niestety, często w Polsce są zupełnie destruktywne. Na pewno dużo by się dało zrobić, gdyby na miejscu znaleźli się ludzie nie krótkowzroczni...
    4 punkty
  21. No wlaśnie, dziecko jak chce i ma odrobine talentu to przyswaja ekstremalnie szybko - widze to po swoim synu. To zasadnicza roznica - obawiam sie a w sumie to mam 99,9% pewnosci, ze dorosly by az takiego postepu w tydzien nie zrobil, nawet w Alpach. Co do cen, to wszystko jest uwarunkowane terminami, miejscowka i jej typem (hotel, apartament, pokoj), kosztami dojazdu (grupowy, indywidualny), iloscia osob za ktore trzeba zaplacic itp. Ja jezdze z rodzina 3-osobowa wiec te koszty co podales trzeba pomnozyc circa about x2,5. Sprawdzilem wlasnie ze za 6-cio dniowe jezdzenie w Bialce za dwie osoby dorosle i dziecko lat 10 zaplacilbym 1350 zlotych (3 karnety 6-cio dniowe). Za to samo w Alpach zaplacilem prawie 2900 PLN, wiec 2 razy wiecej z malym hakiem. Drugie tyle kwatera, dojazd i jedzienie. Wiec wybacz, ale opowiesci ze koszty sa porownywalne to bajki Prawdziwy jedynie jest fakt iz za te pieniadze dostaje sie niewspolmiernie wiecej mozliwosci niz w PL, to jest fakt niezaprzeczalny. Ale fun jest tylko wtedy moim zdaniem gdy umie sie z tego skorzystac (inaczej mowiac, umie sie jako tako jezdzic), bo placic tyle kasy zeby sie pozsuwac plugiem ze stoku nawet w tak pieknych alpejskich okolicznosciach przyrody, to moim zdaniem pomylka.
    4 punkty
  22. JA to nawet jakieś lekarstwo w lodówce mam, które szybko Maćka po operacji na nogi by postawiło!
    3 punkty
  23. To ja mam dobrze,beznakładowo mogę się szkolić,nie tracąc pieniędzy ani czasu.Z kolegą kierownikiem jednej z kolejek linowych,który od lat jeździ też ratrakiem,razem trenujemy i jeździmy na zawody w Alpy, i czasem robi mi wykłady z ratrakowania....Nie jest to proste,jak się wydaje tym z Was,którzy potem narzekają,że kalafiory zamiast sztruksu,i nie wszystko zależy od ratrakowego,parametry śniegu i powietrza mają duży udział.Relacja super,wydaje mi się ,że u nas więcej idzie intuicyjnie niż high tech...
    3 punkty
  24. Mógłby niechcący zrobić dżins, albo nawet welur
    3 punkty
  25. Tak dzisiejsze, niektórzy przyzwyczaili się że moje zdjęcia datuję Przy okazji zapytam na przyszłość, wolicie zdjęcia z datą - dajcie (like), zdjęcie bez daty- dajcie (haha)
    3 punkty
  26. Dziś wieczorem Nową Osada. Kolejka do wyciągu ok 18 na ok 5 minut Max. Warunki na stoku zróżnicowane. W środkowej części najlepsze. Minimalne ilość cukru i twardo. Na samej górze i sole odsypy z cukru. Gnieniegdzie do kilkunastu cm. Ludzi w miarę duźo. Po 18.30 coraz mniej z każdą minutą.
    3 punkty
  27. Nie tylko tytuł nietrafiony. W artykule też same na babole. Pierwszy to , że kończy karierę po sezonie. Naprawdę powiedziała, że kończy karierę po MŚ w Åre. Nie pędziła głową w dół, tylko bokiem i tak wpadła w siatki. Na trasę nie wjechał tobogan (bo już chyba nikt ich nie używa), tylko akia.
    3 punkty
  28. Powodzenia, trzymaj się i wracaj jak najszybciej do treningów...
    3 punkty
  29. Absolutna bzdura. Aktualne to było jakieś 4-5 lat temu - pierwsza część zdania. Druga część zdania, to pożywka dla laików. Pozdro
    3 punkty
  30. Filmik ze skitourów na Rycerzowej
    3 punkty
  31. Nazajutrz, wybieram się na Czegiet. Jest to drugi ośrodek w Terskolu gdzie można pojeździć na nartach. Wieczorem na leśnej ścieżce która łączy centrum wsi z ośrodkiem narciarskim spotykamy Jewgenija, narciarza w średnim wieku który na wieść o naszym pochodzeniu mówi nam że zna świetny film polskiej produkcji "Ściana Czarownic" z 1966, którego akcja toczy się na Kasprowym Wierchu! Ściągnąłem dzisiaj ten film i zamierzam go obejrzeć. Przez kolejne dwa dni będziemy jeździć na Czegiecie razem, z jeszcze jedną narciarką z Jakucka. Czegiet to narciarska legenda, mekka freeridu. Ratrakuje się tylko jedną trasę u góry. Zjazd na sam dół określił bym jako "bardzo czarną trasę". Muldy po kolana, stok niewyprofilowany, bardzo duże nastromienie. To zjazd pod wyciągiem, tak zwany "centr" czyli centrum. Są jeszcze dwie opcje - północna, przez tzw dolara (trasa przez las przypomina symbol dolara). Spore zagrożenie lawinowe. południowa - duże polany pokryte grubą warstwą mokrego śniegu nie zachęcały do jazdy. Obecnie działają dwa wyciągi, pierwszy to dwuosobowe krzesło z czasem jazdy ok 20 minut. Następnie można przesiąść się na jednoosobowe krzesełko (1954 r budowy). Jest jeszcze orczyk na górze, i drugie jednoosobowe krzesło, ponoć włączane okazjonalnie przy większych tłumach.
    3 punkty
  32. Przeczekałem nartmagedon i dziś ponownie BSA. Rano chyba zaczęliśmy jeździć w dwie osoby. Jak zwykle ( pomijając piątkowy nartmagedon) do godz. 10:00 pusto i na bieżąco. Często sam na krześle. Niestety odwilż zrobiła małe spustoszenie i już tak fajnie nie jest. Owszem, trasa wyratrakowana, ale było trochę nierówności, kalafiorów i grudek lodu. Najfajniejszy był ten świeży śnieg na sztruksie, pozostawiony przy obrzeżach tras. Dokładnie punkt 10:00 wysyp szkółek i feriowiczów, ale nadal jazda niemal na bieżąco. Gdzieś tak o 10:30 zaczęło coś padać. Ni to śnieg, ni to deszcz, ale obklejało gogle i zdecydowanie pogarszało widoczność. Do tego szybko mokłem , wiec knajpa i jazda do roboty. Trzeba zarobić na nartowanie. Wspomnę jeszcze o mgle, która dziś skutecznie utrudniała jazdę i czasem nawet schodziła niemal do dolnej stacji kolejki. No ale na to się nie poradzi...
    3 punkty
  33. Wrzucam jeszcze mapkę z rozmieszeniem stacji narciarskich w dolinie Anniviers: Oraz kilka zdjęć z klimatycznego miasteczka Vissoie: Widok na Crans Montana, pomiędzy dwoma widocznymi szczytami prowadzi trasa z najwyższego punktu ośrodka.
    3 punkty
  34. Search of Speed to dokument w częściach, który przenosi widzów w serca i umysły gwiazd narciarstwa alpejskiego. Pokazuje talent, odwagę, wytrwałość w dążeniu bycia najszybszymi na narciarskich arenach całego świata. Lindsey Vonn, Dominik Paris, Alexis Pinturault, Marcel Hirscher, Sofia Goggia, Henrik Kristoffersen, Thomas Dressen, Viktoria Rebensburg i Aksel Lund Svindal... Do tej pory ukazały się 4 części. Miłego oglądania
    2 punkty
  35. Zakochałem się w tej trasie - nie wiem jak w rzeczywistości, ale na zdjęciu wygląda imponująco pod względem jednostajnej stromizny :).
    2 punkty
  36. 2 punkty
  37. Cześć Nie martw się. Jakiś idiota dał katastroficzny typowy dla prymitywnego dziennikarstwa tytuł. Pozdrowienia serdeczne
    2 punkty
  38. Formy Lindsey nie ma w ogóle, bo prawie nie trenuje. Jeździ na swoim długoletnim doświadczeniu. W tym i poprzednim roku non stop przytrafiają się Jej wypadki, bo ma treningowe braki. Jest już wyniszczenia przez kolejne kontuzje i operacje. Ściganie z facetami to w sferze marzeń już nawet nie ma. Sama wie, że już nic nie wygra i rekordu Stenmarka nie poprawi. Jest tyle młodych zawodniczek, do tego po kontuzjach i operacjach wróciły np Stuhec czy Goggia. Jeśli chce, może jeździć dalej, ale już tylko co najwyżej wejść do pierwszej 10, tylko, czy to ją będzie satysfakcjonować, to osobiście wątpię. Kiedyś trzeba powiedzieć koniec i tak Vonn uczyniła, moim zdaniem słusznie, bo w końcu zrobi sobie krzywdę. W PŚ wygrała najwięcej (nie licząc Ingemara), w IO i MŚ trochę gorzej, ale w swojej długoletniej karierze miała wspaniałe chwile, więcej jednak nic znaczącego nie osiągnie. Każdy kiedyś przechodzi na emeryturę, sportowcy dużo szybciej, nawet tak wielcy jak Lindsey Vonn.
    2 punkty
  39. Nie chodzi o porownanie NO z Korbielowem, bo nie ma jak tego porownac - odnioslem sie tylko do kontekstu treningowego/cwiczeniowego. Moje podejscie jest takie ze jak chce pocwiczyc to i Gorka Szczesliwicka czy Nowa Osada by mi wystarczyla, natomiast jak chce poczuc klimat to wybieram skanseny typu Szklarska czy wlasnie Korbielow (ten ostatni akurat wybieralem, a dawno tam nie bylem z przyczyn opisanych wyzej). Przypuszczam ze nawet w takiej formie jak teraz, mieszkajac tak jak Ty w BB, wybieralbym Korbielow z racji wyjatkowosci tej gory. Ale ze mieszkam w Warszawie to zupelnie mi tam ostatnio nie po drodze. Moze bym jednak zmienil zdanie gdyby tam powstaly inwestycje o ktorych tez pisalem wyzej, czyli lepsza (szybsza) kanapa na Szczawiny i cos innego niz orczyk przynajmniej do Miziowej (juz na tym ostatnim orczyku na Pilsko bym sie jakos przemeczyl, choc tez nie jest wybitny, zwlaszcza jak jest oblodzony). W tym sezonie otworzyli nowa godnole w osrodku Bachledova Dolina na Slowacji, a tam bylo takie samo stare krzeslo jak na Szczawiny. W Korbielowie mogliby postawic choc kanape pokroju Karkonosz Express (nawet mnoze byc bez oslon) i juz by to rozwiazalo polowe problemu.
    2 punkty
  40. Tak. Piszemy o tym samym. Taka łysa góra z płaskim szczytem i dookoła wyciągi i polany do jeżdżenia na nartach. Ja mógłbym tam spędzić cały tydzień. Pozdrawiam.
    2 punkty
  41. Wieczorna rytmika (12m) zamiast kołysanki .. albo jak ktoś woli "Goryle we mgle" Pozdrawiam, M. received_381207715793683.mp4
    2 punkty
  42. Z Karaczajo-Czerkiesji przenosimy się do Kabardyno-Bałkarii. Ale zostajemy w tych samych klimatach kulturowych. Ponieważ kulturowo to Karaczaje = Bałkarzy (narody mieszkające wysoko w górach) oraz Czerkiesi = Kabardyńcy, więc zgodnie ze stalinowską zasadą utworzono dwie republiki wbrew tej zasady. Choć Dombaj i Terskol (główną miejscowość pod Elbrusem) dzieli jakieś 40 km w linii prostej, nie ma drogi przez góry. 200 km na około jazdy taksówką. Pod Elbrusem znajduje się drugi największy ośrodek narciarski na terenie FR. Jedyny całoroczny (górna część). W pierwszy dzień zaliczam upadek na nartostradzie (wyjeżdżony odcinek odsłonił małą skałę) który okaże się tydzień później złamanym żebrem....cóż musi być kiedyś ten pierwszy raz. Ponieważ mówiąc dosadnie, w poprzednich dniach wyniszczyły nas choroby, odpuszczamy wychodzenie tak wysoko na skiturach. Wybieramy opcje najłatwiejszą, skuterem śnieżnym wyjeżdżamy za 1 tysiąc rubli (ok 55 zł) do Skał Pastuchowa. Jest to mój rekord nigdy nie byłem wyżej - 4450 m.n.p.m. Wierzchołek Elbrusa leży zaledwie ponad 1000 m wyżej. Zjazd z 4450 m.n.p.m. do 2350 m.n.p.m. trwa około 25 minut i jest niesamowity. Słowo o miejscowości Terskol. Choć jest ona główną miejscowością, świeci pustkami. Wieczorem jest wszędzie cicho, na próżno szukać tu miejsc do rozrywki. Tylko osiołek przechadza się koło urzędu pocztowego. Śpimy w Hotelu "Wolfram". Miejscu w którym czas się zatrzymał. Hotel ma świetną i smaczną stołówkę, oraz organizuje bezpłatny dojazd na stok kultowym autobusem PAZ-3205. Hotel zapewnia też możliwość ćwiczenia i doskonalenia umiejętności we wspinaczce lodowej. No, nie spróbowałem.
    2 punkty
  43. Moim zdaniem warto. Okolice Zürs (szczególnie po inwestycjach w kilku ostatnich latach) to moje ulubione tereny narciarskie w ramach Ski Arlberg, a może nawet w całej Austrii. To o czym warto pamiętać, to że w Ski Arlberg trasy są przeciętnie trudniejsze niż wskazywałoby na to ich oznaczenie, no i sporo jest nieprzygotowywanych "szlaków" narciarskich. Jeżeli Wam to nie straszne, to polecam zrobić "Run of Fame" (https://www.skiarlberg.at/de/regionen/aktivitaeten/run-of-fame), czyli objechać cały Ski Arlberg. Jadąc wprawnie na nartach da się to zrobić w 1 dzień, a w przypadku gdy zarejestrujemy nasz wyczyn w ich oficjalnej aplikacji, dostaje się na koniec mały upominek. Fajna przygoda - polecam! Poniżej podsyłam kilka zdjęć z okolic Zürs sprzed 2 tygodni, co by narobić Wam smaka na tę wspaniałą okolicę :).
    2 punkty
  44. Witajcie Ostatnio miałem okazję odwiedzić nieduży region Wipptal, położony we Włoszech, tuż za przełęczą Brennero (jest jeszcze Wipptal "autriacki"). Centralnym punktem jest miasteczko Sterzing/Vitipeno, w którym znajduje się zakład produkcyjny Leitner/Prinoth - wytwarza się tu ratraki, wyciągi, a w budowie jest fabryka armatek śnieżnych. Ośrodki wchodzące w skład tego regionu to Rosskopf/Monte Cavallo, Ratschings/Racines Giovo i Ladurns. Nie są one duże (do 20km tras) ani wysoko położone (1000-2000mnpm), ale mają bardzo przyjemne, szerokie i fajnie nachylone trasy. To chyba pierwszy duży region, w którym nie spotkamy ani jednego, charakterystycznego, czerwonego ratraka PistenBully. Wszystiie to Prinoth, tak jak wszystkie wyciągi to Leitner Samo miasteczko Sterzing aka Vipiteno (najbardziej wysunięte na północ miasto we Włoszech) nie sprawia wrażenia ładnego, okolica jest wręcz podła: autostrada i fabryki. Ma jednak ładną, zabytkową, główną ulicę na której toczy się jakieś życie.Poszukałem jakichś informacji o historii miasteczka ale nic wielkiego się tu nie wydarzyło. Ma co prawda ponad 1000 lat ale spośród wszystkich znanych osób które się tu zatrzymywały, kojarzyłem tylko dr Mengele... Region jest zdecydowanie niemieckojęzyczny - językiem włoskim posługuje się mniej niż 1/4 tutejszej ludności. Co ciekawe, 0.4% używa języka LADYŃKIEGO, który - jak wyczytałem - jest językiem rdzennej ludności włoskich Dolomitów. W samym miasteczku znajduje się ośrodek Rosskopf/Monte Cavallo. Z doliny wjeżdżamy gondolą. Na górze mamy niezbyt długie, ale całkiem fajne trasy. Jedna z nich zjeżdża nieco niżej, a od tego roku dostępny jest także zjazd do doliny. Ośrodek ten jako jedyny ma południową ekspozycję, co z jednej strony daje przyjemnie słońce, ale nieco skraca sezon. I jeszcze zjazd z samej góry na dół: Około 10 minut jazdy od Sterzing znajduje się ośrodek Ratschings/Racines Giovo. Bardzo podobny do pierwszego: z dołu jedziemy gondolą, na górze, ponad linią lasu mamy kilka szerokich, nie najdłuższych tras, a dodatkowo dwie długie nartostrady do doliny. Jeździ się nimi bardzo fajnie, bo nie są to wąskie dojazdówki, a normalne, szerokie nartostrady. Ostatni, także oddalony o ok. 10 minut ośrodek, to Ladurns. Tu tras jest mniej, ale także i ludzi jest najmniej, a jeździ się doskonale. Po 12.00 zauważyłem, że mój ślad jest ciągle jedynym na nartostradzie Nie ma tu gondoli, są tylko dwie kanapy, ale jest to fajne miejsce na jeden dzień. Ze względu na specyficzne położenie, ośrodek ten jest najmniej nasłoneczniony. I tradycyjnie "talfahrt" Reasumując - wyjazd oceniam jako bardzo udany, zwłaszcza że trafiłem na dobre warunki co do śniegu. Przez 3 dni nie widziałem placka lodu, a temperatura oscylowała w okolicach małego "minusa". Jako plusy wymieniłbym: - bliskość (nie trzeba wjeżdżać wgłąb Włoch, płacić za autostradę) - bardzo fajne trasy - nieco niższe ceny - wspaniałe jedzenie - darmowe parkingi przy ośrodkach (w Ratschings jest także garaż w budynku, ale nie sprawdzałem, czy płatny) - brak tłoków i kolejek - bliskie położenie wszystkich ośrodków wokół Sterzing Minusy: - niska wysokość (zawsze jest ryzyko, że będzie problem ze śniegiem; krótszy sezon) - wielkość ośrodków - nie wytrzymałbym kilku dni w jednym, ale z drugiej strony można je zmieniać i nawet przez 6 dni może być tu fajnie Pozdrawiam Acha i jeszcze reklama - można polubić mnie na Facebooku, gdzie wrzucam różne narciarskie zdjęcia i historyjki, kiedyś bardziej dla znajomych, a teraz bardziej publicznie, a co tam https://www.facebook.com/skibumpl/
    2 punkty
  45. Diedamskopf Spośród trzech ośrodków narciarskich, leżących w górnej części doliny Bregenzerwald, Diedamskopf jest najbardziej kameralny, bo oferuje jedynie 40 km tras na zboczach Diedamskopf oraz Breitalpe. choć są to trasy dość wymagające i urozmaicone, w większości czerwone i czarne. Obsługuje te trasy trochę leciwa gondolka oraz dwie kanapy – „szóstka” z osłonami i „czwórka” bez osłon, do tego dwa łącznikowe orczyki i jeden talerzyk przy dolnej stacji, na „oślej łączce”. Generalnie to infrastruktura jest z lat 90-tych, ale daje radę . Gdy jesienią wyczytałam, że zaledwie 15% tras ma sztuczne naśnieżanie, to się trochę zmartwiłam, ale okazuje się, że zupełnie niepotrzebnie. Las Bregencki to jedna wielka śnieżna dziura, ze średnimi rocznymi opadami ok. 9-11 metrów śniegu, a w tym roku to chyba nawet będzie więcej 🤔. Wszystkie stacje narciarskie w Lesie Bregenckim oraz w okolicznych dolinach obejmuje karnet 3-Täler-Pass. Łącznie to ponad 500 km tras i ponad 30 ośrodków, z czego ponad 200 km przypada na trzy największe stacje – Mellau-Damüls, Warth-Schröcken i właśnie Diedamskopf. Reszta to „drobnica”, mniej lub bardziej rozproszona. Cena – 233 euro za 6 dni w wysokim sezonie. Ja uważam, że bardzo ok 🤗. Tak więc dzisiaj Diedamskopf. Od rana sypało, w ciągu dnia nawet coraz bardziej i tak ma być jeszcze dzisiaj w nocy. Porządna, bo ponad 30-centymetrowa dostawa świeżego puchu. Wjechaliśmy gondolką z doliny (850 m) prawie na szczyt (2020 m), trochę wyżej jest górna stacja krzeseł, ale tylko 40 metrów. Na górze niestety bardzo zła widoczność i bardzo słaby kontrast śniegu, co powodowało, że nie dało się zbyt szybko poszusować - przynajmniej ja niezbyt pewnie się czuję, jak nie widzę, dokąd jadę . Trasy zasypane tonami śniegu i dość mocno zmuldzone, choć muldy raczej miękkie i sypkie – chociaż tyle dobrze. Poniżej pośredniej trasy gondoli widoczność nieco lepsza i trasy w lesie. Do doliny prowadzą stamtąd dwie skirouty – nr 22 (Unterdiedams Talabfahrt), ponad 4 km oraz nr 21 (Waldabfahrt), ponad 6,2 km i to właśnie była super trasa na dzisiaj. Co prawda nie jest zbyt szeroka, bo prowadzi leśną drogą, ale fajnie pozakręcana, urozmaicona i bardzo widokowa, a nawet dało się tam dzisiaj trochę rozpędzić. W połączeniu z niebieskimi ze szczytu – np. 6 i 20 wychodzi ponad 10 km zjazdu i 1.200 m przewyższenia 😀. Myślę jednak, że warto dać tej stacji jeszcze jedną szansę przy lepszej pogodzie, bo dzisiaj odpuściłam sobie czarne trasy i górne czerwone, tak jak i jazdę kanapą bez osłon i położone wzdłuż niej stoki. Tak naprawdę, to nawet nie wiem, jak tam na górze wygląda, a podobno panoramy są niezłe! Od jutra prognozy zapowiadają poprawę pogody i słońce, tak więc może będzie mniej ekstremalnie, a bardziej widokowo. Zdjęć za dużo nie robiłam, a i tak w większości wyszły czarno-białe 😛. Mapka ośrodka Widok na gondolkę, powyżej stacji pośredniej Dolna stacja krzeseł Breitenalpbahn Skiroute nr 22 (Unterdiedams Talabfahrt) I ulubiona dzisiaj skiroute nr 21 (Waldabfahrt) Pozdrawiam serdecznie!
    2 punkty
  46. Niedzielny poranek w Schoppernau. Miłego dnia! 😀
    2 punkty
  47. To chyba już wielu narciarzy odkryło - malutkie ośrodki austriackie okazują się trafniejszym wyborem niż te z 200km tras. Widać to np. w zestawieniu Kappl z Ischgl - nigdy nie zapomnę moich pierwszych wczasów tam, gdy po tygodniu jeżdżenia w Ischgl, tak zupełnie dla zabicia czasu wyskoczyliśmy na pół dnia do Kappl w dniu wyjazdu z powrotem do Polski. Od razu jak się stanęło na stoku, poczuło się pod nartami zupełnie inny śnieg. W Ischgl wyglądał, jakby każdy metr kwadratowy był już przejechany przez tysiąc narciarzy. Komfortem jazdy małe austriackie ośrodki biją na głowę te "molochy". I to wrażenie dziewiczych stoków dookoła, wśród których wiją się te puste "wstążki" nartostrad, a nie takie zatłoczone i zamuldzone "boiska".
    2 punkty
  48. Fajna spokojna okolica, spędziłem tam w 2016, 2 wielkanocne tygodnie , mieszkaliśmy w Mellau jeździli do Damuls nawet dało się zjechać na nartach pod kwatere były wycieczki na Diedamskopf Warth - Schrocken i Lech wspaniały urlop w fantastycznej scenerii polecam
    2 punkty
  49. Dziś dostałem cynk od @andy-w i już mam w domciu następcę Rictorow... 😊 Dzięki Andrzej!
    2 punkty
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...