Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      42

    • Liczba zawartości

      7 223


  2. surfing

    surfing

    Użytkownik forum


    • Punkty

      21

    • Liczba zawartości

      4 038


  3. andy-w

    andy-w

    Użytkownik forum


    • Punkty

      21

    • Liczba zawartości

      1 563


  4. fredek321

    fredek321

    Użytkownik forum


    • Punkty

      20

    • Liczba zawartości

      2 398


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 17.02.2019 uwzględniając wszystkie działy

  1. Mosorny z rana jak śmietana, hehe. Przez pierwszą godzinkę warunki bardzo dobre, twardo więc należy krawędzie mieć dobrze naostrzone, natomiast z biegiem czasu warunki się pogarszały. Od rana na bieżąco a około 10:30 stanie około 5 minut ale wtedy też zakończyliśmy nartowanie i rozpoczęliśmy opalanie.... Pozdrawiam Maciek
    16 punktów
  2. Szwajcaria Bałtowska - wiosna w lutym 😮 Chyba najbardziej po Szczyrku prezentowanym ośrodkiem narciarskim na forum, jest Bałtów Tak wiem, spamuję nim...ale cóż? Musicie to znosić...chyba, że wątek o SON, COS i BSA zostanie zamknięty Po pobudce zerkam za okno, a tam na niebie zero chmurki - piękny błękit nieba...niestety na trawniku zero szronu. Zerkam na termometr o godzinie 6:30, wskazał +3. Śniadanie, narty do auta i w drogę...a po drodze zero szronu... Nawet w jarze, którym się zjeżdża do Bałtowa wiosna: Mam dobry czas, jestem 40 minut przed otwarciem. Mam czas zrobić kilka innych fotek, by całość relacji ze Szwajcarii Was nie zmulił Przy zbiornikach wodnych - jest, szron... Nawet tutejsze ssaki wodne - zamrożone... 😮 Na szybach tutejszych autokarów jest również mróz... Spoglądam na termometr w aucie i jest -1 WOW. Chyba bliskość rzeki Kamiennej powoduje tutaj swoisty mikroklimat w dolinie. Nad nią samom już biało: Pod kasami jestem pierwszy Witam się z @1mirinda, wczoraj przeczytał na forum, że będę i przyjechał. Mega fajna niespodzianka! @Paula jak wychodziłem spała jak zabita... Wróciła o czwartej nad ranem z urodzin koleżanki 😮 Mają dziewczyny zdrowie tak się bawić - podobno było świetnie i nawet tańczyły w damskim gronie 😮 Mnie przerażają babskie imprezy Marek przy kasie mnie trochę poratował karnetem czasowym, internetowym w promocji - u Pań niestety awaria i dzisiaj można było nabyć jedynie punkty na wyjazdy... Nasze zostały przeliczone i w ciągu ponad dwóch godzin i tak nie zdążyliśmy wszystkich punktów wyjeździć. Dzięki za pomoc! Tradycyjne zdjęcie z przygotowania stoku przy orczykach z samego rana: Przy bramkach mam złoty medal... Cały ośrodek jeszcze śpi. Na oślej łączce nie ma nikogo, w tle krzesło jeszcze nie chodzi... ...po pięciu minutach ruszamy w górę! Tradycyjna fotka z góry: I dzisiaj w relacji będzie nowość! Otworzono najdłuższą trasę w ośrodku 😮 Zjeżdżając łącznikiem przy krześle... Wjeżdżamy chwilowo na trasę wokół lasku... ...tutaj jak spojrzycie na lewo jest prześwit i skręt do najdłuższej nartostrady w Szwajcarii Bałtowskiej. Jedziemy udokumentować tę nowinkę Początek: ...wąsko, kilka zakrętów: ...normalnie jak nartostrada w Alpach 😮 Koniec tej trasy jest przy wypłaszczeniu łagodnej trasy: Widok w górę, na "ściankę" trasy wokół lasku: I zjeżdżam na dół mijając kultowe miejsce Mówię Markowi o tym dosyć egzotycznym wariancie zjazdu i jest w szoku - był w Bałtowie wiele razy i nigdy się nie kapnął, że to jest właśnie najdłuższa trasa ośrodka: od krzesła, wąską, naśnieżoną drogą, przez łagodną trasę przy brzozach z końcem przy dolnej stacji orczyków - łącznie podobno ponad 700 metrów 😮 Testujemy razem ten zjazd i przenosimy się zaraz potem pod krzesło. Trochę o warunkach. Śnieg z samego rana jest zmrożony ale o konsystencji cukru, z twardym podkładem. Godzinę jest fajna jazda i jest twardo...potem gdy słońce już było wysoko, wszystko zaczęło płynąć. Trzeba było uważać - nie na warunki, ale na narciarzy, którzy wyraźnie nie radzą sobie z odsypami. Co chwila ktoś leży i po godzinie 10siątej gdy na stoku było już sporo ludzi i miejscami robiło się tłoczno z pełną uwagą trzeba było dobierać tor jazdy. Pogoda piękna! Wiosna w rozkwicie i wiosenne były to narty Krzesełko sprzyja integracji, więc większość czasu jeździliśmy o tej stronie ośrodka. Czas z Markiem umilaliśmy sobie pogawędkami na temat wyjazdów narciarskich. @1mirinda jeździ na Progressorach 182 cm i jest bardzo z nich zadowolony Fajnie na nich pociska! Widok z góry - głównej trasy: Po godzinie 11 już na stokach są tłumy... ...wracamy pod orczyki - zjeżdżamy tam kilka razy i kończymy nasz narciarski dzień! Pozdrawiamy serdecznie marboru i Marek PS. Dzisiaj wybił mi 27 dzień na nartach - zapowiada się, że będzie to udany sezon Idę na rower...
    13 punktów
  3. Od zeszłego roku po głowie chodziło mi nartowanie w cieniu Matterhorna, w zasadzie całe lato gdzieś w tyle głowy miałem zakodowane, że w tym roku spędzę tydzień w Cervini. Niestety, jak to z planami bywa, od listopada zaczęło się wszystko sypać: a to znajomi z którymi miałem jechać się wysypali (bo termin, bo dzieci, itp.). Doszło do tego, że w terminie urlopu poza mną i Zuzą nikogo chętnego na wyjazd w Alpy nie zebrałem i w zasadzie pogodziłem się z myślą (nie żebym narzekał ), że wylądujemy gdzieś pod Großglockner'em, albo w Val di Sole. W międzyczasie znalazłem objazdówkę pewnego biura podróży (co ma wygodę w nazwie) po Dolinie Aosty. Tylko ja byłem bardzo sceptyczny odnośnie jazdy autokarem, a Zuza była bardzo sceptyczna odnośnie lotu samolotem, więc nie brałem tego zbyt poważnie. I tutaj do gry wszedł marboru ze swoją relacją, smaka narobił niesamowitego a i wywołał lekkie (delikatnie powiedziane) ukłucie zazdrości. Tak więc po krótkim, acz merytorycznym akcie perswazji, operacja Aosta została rozpoczęta. Prognozy wyglądały zachęcająco, co prawda pierwsze dwa dni miały być pochmurne i nieco śnieżne, ale potem wszystkie prognozy wieściły lampę. A w rzeczywistości? Było nawet lepiej! Dzień 1 i 2 - przelot i Valtournenche. Według planu wylot do Turynu o 11:45 w sobotę 09.02, stamtąd autokarem do Montjovet. Wchodząc na lotnisko chwilę po 9:00 zwróciłem uwagę na samolot do Turynu, godzina 5:35 (linie Travel Service), planowany odlot o 12. Szybka odprawa i kawka, a w międzyczasie komunikat, że opóźniony samolot do Turynu zwiększa opóźnienie do godz. 14. Nie zazdroszczę 🤔. Włochy powitały nas słonecznie, acz z lekką mgłą; mnie już nosiło, żeby pójść na stok. Jakoś trzeba było przeżyć do niedzieli, choć prognozy były umiarkowane. Jak się okazało, pierwszego dnia pojechaliśmy do Valtournenche (część ośrodka Zermatt-Cervinia), gdyż silne wiatry unieruchomiły sporą część innych ośrodków. 8:30 wyjazd spod hotelu, na miejscu byliśmy jakąś godzinę (z drobnym hakiem) później. Szczytowe partie gór spowite chmurami, z rzadka nieśmiało wyglądało słońce; po stronie Szwajcarskiej wcale nie było lepiej. O trasach nie ma w sumie co się rozpisywać, świetnie przygotowane, pusto, widoczność dobra, na kontrast też nie było co narzekać. Zdjęć też raczej nie robiłem, trochę szkoda mi było czasu, a perspektywie i tak mieliśmy powrót w to miejsce na przynajmniej jeszcze jeden dzień. Szybka rozgrzewka na trasie numer 9 (łagodny zjazd przy dosyć wolnym krzesełku), a następnie przenosiny pod Cime Bianche. Trasa numer 15 - cudo. Długaśny zjazd po urozmaiconym stoku, w zasadzie co kawałek zmiana nachylenia, do perfekcji brakowało tylko większej ilości zakrętów, ale nie można mieć wszystkiego. Obok poprowadzona trasa numer 5, również fajna, choć 15 dużo bardziej przypadła mi do gustu. W tej części ośrodka (poza krótką wycieczką na stronę Cervini) spędziliśmy większość dnia. Od 14:30 zaczął sypać śnieg, z minuty na minutę coraz gęstszy; wzmógł się również wiatr. Na sam koniec dnia zaliczyłem jeszcze zjazd jedynką do samego dołu stacji. Górny odcinek do Salette rewelacyjny, zjazd do dolnej stacji gondolki nieco zatłoczony i zmrożony. Fajna okazja do poćwiczenia slalomu, ale trzeba było mocno uważać, bo każdy fałszywy ruch mógł się skończyć kolizją. Subiektywna ocenia dnia: 7/10. Mapa ośrodka: Fot. 1. Widok z okolic Salette na zachód. Dzień 3 - Pila. Ponownie wyjazd o 8:30, przejazd do Aosty, pod dolną stację ośrodka Pila trafiliśmy chwilę przed 10.Zachmurzenie nadal było spore (choć również dosyć często przebijał błękit nieba), górna część ośrodka zamknięta z powodu wiatru. Jeśli miałbym jakoś zgrabnie opisać Pilę, to użyłbym określenia "tatrzański" - większość tras prowadzi przez lasy, tylko najwyższa część ośrodka (niestety tego dnia nie czynna; nie jeździły krzesła: Couis 1, Couis 2 oraz Grimondet) miała trasy wytyczone do kotłów górskich. Bardzo wygodnie rozwiązane są połączenia między trasami, szkoda tylko, że krzesełka w większości się wloką. Zdecydowanie najciekawsze było krzesło na Leisse, z którego prowadzą rewelacyjne zjazdy trasami 12 i 13. Prawdopodobnie bardzo bym się polubił też z trasą numer 2, prowadzącą pod krzesełkiem Chamole, niestety była ona dość mocno zatłoczona, przez co nie dane mi było jej w pełni przetestować tak, jak lubię (wysoka prędkość, długi skręt). Nie zmienia to faktu, że ośrodek mi się spodobał, panowała w nim bardzo przyjemna, kameralna atmosfera. Subiektywna ocena dnia: 7,5/10. Trzeba będzie tu wrócić kiedy wszystko będzie działać! Mapa ośrodka: Fot. 2. Widok w kierunku Aosty ze środkowej części trasy nr 13. Fot. 3. Widok z tego samego miejsca na wschód, w kierunku Pointe Valetta Fot. 4, 5. Widok w tym samym kierunku, z dolnej części trasy nr 13. Fot. 6. To samo miejsce, widok w kierunku Aosty. Fot. 7. Widok na górną część ośrodka, w kierunku Couis 1 i Couis 2 z górnej stacji krzesła La Nouva. Fot. 8. To samo miejsce, widok w kierunku Pointe Valetta. Fot. 9. Widok z górnej części trasy nr 12 w kierunku krzesła Couis 2. Fot. 10. To samo miejsce, widok na wschód. Jest już po południu, a trasy nadal w idealnym stanie. Fot. 11. Widok z baru/restauracji u wylotu trasy 5a w kierunku Pointe Valetta. Dzień 4 - La Thuile. RE-WE-LA-CJA - w końcu pełna lampa! Ale od początku Wyjazd spod hotelu 8:30, na miejscu byliśmy przed 10; do gondolki weszliśmy... chwilę przed 11? Przed naszym autokarem jechał autokar z biura podróży Olimp. Na górnym parkingu okazało się, że nie ma miejsc, więc musiał wykręcić, co mu zajęło dobre 15 minut. Kolejne 25 minut zajęło mu wjechanie na dolny parking, bo kierowca miał straszny problem ze zmieszczeniem się pomiędzy słupkami wjazdowymi (fakt, było wąsko). Jak już wjechał, od niechcenia rzuciłem, że teraz to nasz kierowca pewnie wjedzie tam na raz. Zrobił to! A nasz autokar był kapkę większy, tak więc ogromny szacunek dla kierowcy. Szybko udaliśmy się gondolką na Les Suches a następnie krzesełkiem (wolnym, niestety) na Chaz Dura. Widoki w każdym kierunku nie do opisania. Z jednej strony Mont Blanc, z drugiej Glacier du Rotor, przed nami dziesiątki kilometrów tras - poezja. Mapa ośrodka: Fot. 12. No cześć! Fot. 13. Widok z Chaz Dura w kierunku Glacier do Rotor. Fot. 13-1, to samo miejsce, nieco w lewo. Fot. 14. To samo miejsce, widok w kierunku Mont Blanc. Fot. 15. To samo miejsce, rzut oka na francuską stronę ośrodka. Fot. 16, 17. Na krzesełkach na Chaz Dura i Col de Fourclaz (to drugie szybsze!) spędziłem większość dnia; trasy 9A i 9 oraz 10 to to, co tygryski lubią najbardziej. W ich dolnej części usytuowana jest bardzo przyjemna knajpa (oznaczenie F na mapie), ze świetną pizzą, jeszcze lepszym bombardino! i przecudowną panoramą. Nie obyło się jednak bez strat - na stacji pośredniej kolejki Col de Fourclaz połamałem kijek i resztę dnia jeździłem tak, jak widać na zdjęciu 17. Brawo ja! 🤣 Fot. 18, 19, 20. Po krótkim odpoczynku udaliśmy się na stronę francuską ośrodka. Zjazd trasą nr 8 to kolejne cudo, niestety mocno wiało i nie chcąc ryzykować utknięcia po "niewłaściwej" stronie góry wróciliśmy do Włoch. To wiązało się z wjazdem na Belvedere, z którego rozciągają się cudowne widoki zarówno w kierunku La Thuile, jak i La Rosiere. Nie ma co opowiadać, zdjęcia będą lepsze niż tysiąc słów. Pierwsze dwa zdjęcia (18, 19) to rzut na puste stoki lotniska po stronie włoskiej, zdjęcie 20 to panorama na stronę francuską. Fot. 21. Zjazd trasą nr 18 z Belvedere do Arnouvaz to jedna z lepszych rzeczy jakie mnie spotkały na tym wyjeździe; zastanawiam się tylko, dlaczego nie pociągnąłem zjazdy na sam dół, trasą nr 6, prosto do La Thuile. Trochę szkoda, ale przynajmniej jest po co wracać! Fot. 22. To już niestety koniec dnia. Gdzieś koło 16 trzeba się było zbierać do autokaru, postanowiłem więc przetestować trasę Pucharu Świata, a więc łączony zjazd czarnymi: dwójką i trójką. To chyba pierwszy zjazd który wzbudził we mnie respekt, zwłaszcza pionowa ścianka na łączeniu tras 3 i 2 robiła wrażenie. Co nie zmienia faktu, że idealna kondycja stoku (twardo, ale nie lodowo!) i relatywna pustka na nim panująca sprawiły, że można było się śmiało rozbujać i wycisnąć z nóg pełnię możliwości. To uczucie gdy wbija Cię w stok na wypłaszczeniu zaraz za ścianką - czysta ekstaza. Na zdjęciu: widok z najniżej położonej ścianki na trasie nr 3 w kierunku miasteczka La Thuile. Niestety zjazd na "dwójkę" przegapiłem i nie mogę sobie tego darować; ale nic straconego, jest kolejny powód żeby wrócić do La Thuile! Subiektywna ocena dnia: 9/10. Była by dycha, gdyby nie to co stało się dwa dni później, ale o tym zaraz, bo teraz czas na... Dzień 5 - Monterosa. Wyjazd standardowo o 8:30, choć tym razem autokar odbierał nas jako ostatnich. Do Stafal dojechaliśmy o 10, pod gondolką szybki serwis (i zakup nowych kijków ), po czym udaliśmy się gondolką w kierunku Alagny, na Passo Salati. Na początek rozgrzewka na niebieskich trasach do Cimalegna (Fot. 23) i podziwianie panoramy na Alpy Zachodnie i dolinę Padu z Passo Salati (Fot. 24, 25, 26, 27). Następnie zjazd w górnej części czerwoną, a w dolnej czarną trasą do Stafal. Chciałem go przetestować w optymalnych warunkach (mało ludzi, nie rozjeżdżona trasa) i byłem wniebowzięty. Zjazd z Passo Salati do Gabiet to niecałe(?) 4 kilometry lotniska na którym można się rozbujać na 100 % możliwości. Z Gabiet do Stafal zjazd jest dużo bardziej techniczny, wąski i kręty. Generalnie umieralnia i odpoczywalnia, więc z byłem z siebie bardzo zadowolony, że zjechałem go krótkimi skrętami na raz, delektując się każdym ruchem. Jedyny minus, że dolna połowa tej trasy, to bardzo łagodny, wąski trawers po zboczu góry. Nic ciekawego, ale trening slalomu w górnej części rekompensował tę "niedogodność" z nawiązką. Zdjęć z części poniżej Gabiet nie mam, szkoda mi było tracić czasu, wybaczcie Mapa tras: Fot. 23. Niebieska trasa do Cimalegna, prawdą mówiąc - nudna. Fot. 24, 25, 26, 27. Widok z Passo Salati na zachód (fot, 24; daleko w tle Monte Viso - charakterystyczny ostrosłup na horyzoncie), północny zachód (fot. 25), południe (fot. 26, 27; zdjęcia tego nie oddają, ale można było dostrzec Apeniny). Ośrodek reklamowany jest jako otoczony największą liczbą czterotysięczników w Alpach, natomiast gdzieś zgubiła się skala i tego w ogóle nie czuć. W kwestiach widokowych najbardziej podobała mi się perspektywa na dolinę Padu, reszta mnie jakoś nie porwała. Fot. 28, 29, 30, 31. Po chwili nadszedł czas na zjazd czarną V3 do Pianalunga i czerwoną na sam dół do Alagny. Czarna V3, mimo że dość mocno uczęszczana, była rewelacyjna. Świetne warunki (twardo, ale nie lodowo), dużo zmian kierunków, w górnej części stosunkowo wąsko, na dole prawdziwe lotnisko. Fot. 32. Widok z Pianalunga na trasę V3 i urwisko pod Cimalegna. Fot. 33, 34. Panorama z czerwonego zjazdu do Alagny oraz panorama miasteczka z okna wagonika. Górna część trasy cudowna, niestety w dole na zmianę kasza, przetarcia i (prawie) lód. Zjechane, ale w tych warunkach nie było sensu tam wracać. Fot. 35, 36, 37. Pół dnia prawie minęło, przyszedł czas na obiad. Z tarasu widokowego w restauracji na Passo Salati otwiera się cudowna panorama na Alpy Zachodnie (Fot. 35). Resztę dnia katowaliśmy czerwony zjazd z Passo Salati do Gabiet. Subiektywna ocena dnia: 7/10. Nie udało nam się wyskoczyć do Frachey i Champoluc; chętnie tu wrócę, choć czegoś mi tu brakowało. Niezbyt wiele tras (choć czerwone i czarne bardzo ciekawe!), poza tym upierdliwe połącznia między dolinnymi końcami tras a gondolami (trzeba drałować 5 minut z nartami, niby żaden problem, ale nie zachęca do częstego zjeżdżania na sam dół. Z pewnością jest to świetne miejsce na freeride, ale warunki śniegowe jakoś (przynajmniej mnie) nie zachęcały: sporo wystających skałek i kamieni, do śnieg typu szreń. Z perspektywy tego wyjazdu całość ratowała bajeczna trasa Passo Salati-Gabiet oraz czarny zjazd Passo Salati-Pianalunga. Dzień 6 - Matterhorn Ski Paradise Wyjazd spod hotelu standardowo 8:30, na miejscu byliśmy o 9:30. Niestety znowu zaparkowaliśmy w Valtournenche, co nam pokrzyżowało nieco plany, bo chcieliśmy jak najszybciej udać się na stronę szwajcarską. Szybko kupiliśmy suplementy do karnetów (35 Euro), po czym udaliśmy się w podróż gondolką, krzesełkiem, krzesełkiem orczykiem i jeszcze raz gondolką na Plateau Rosa. Mapa ośrodka: Dojazd na Plateau Rosa zajął nam dobre 40 minut. Natomiast to co działo się potem... tu nie ma co pisać, to jest definicja raju! Wszelkie słowa są zbędne i nie oddadzą nawet 10% odczuć. Nowa gondola Leitnera z Trockner Steg na Klein Matterhorn wprawia w opad szczęki. Widoki ze szczytu również. Zjazd z Klein Matterhorna do Trockner Steg to typowo lodowcowa historia: szeroko jak na lotnisku, generalnie niezbyt stromo, ale są momenty. Z Trockner Stegg to Schwarzsee prowadzi bajeczna trasa 66, na której z każdym metrem zmienia się perspektywa na Matterhorn. Zjazd z Schwarzsee do Zermatt (przez Furi), najpierw czarną, a potem czerwoną trasą to również orgazm dla wszystkich zmysłów na raz. Gondolka z Zermatt na Trockner Steg prowadzi bez żadnych przesiadek, można za to wyjść na jednej z trzech stacji pośrednich. Panorama z Trockner Steg, to również najlepszy co się możne trafić dla oczu: Mattergorn, Zermatt, Monte Rosa, Klein Matterhorn na jednym ujęciu - bomba! Na sam koniec dnia zjazd z Theodulpass do Plan Maison (rewelacyjne czerwone trasy w kilku wariantach), powrót na Plateau Rosa i szybciutko trasą numer 1 przez Salette do Valtournenche (tego dnia cała trasa nr 1 do samego końca była rewelacyjna; w górnej części twarda i szybka, w dolnej miękka, iście wiosenna). Fot. 38. Zawsze chciałem takie mieć! Fot. 39-58. RAJ Fot. 39. widok w górę Theodulgletscher, w kierunku Plateu Rosa. Fot. 39. Trockner Steg, widok na Zermatt. Fot. 40. Trockner Steg, widok na Monte Rosa. Fot. 41. Trockner Steg, widok na Klein Matterhorn. Fot. 42. Panorama z Trockner Steg. Fot. 43. Matterhorn z górnej części trasy 66. Fot. 44. To samo miejsce, widok na Zermatt. Fot. 45. To samo miejsce, widok na Dufourspitze. Fot. 46. Samojebka z legendą. Fot. 47, 48, 49, 50. Matterhorn z Zermatt oraz z okna gondolki wiodącej z miasteczka na Trockner Stegg. Fot. 50 - product placement Fot. 51. Apeniny z tarasu widokowego na Klein Matterhorn. Fot. 52. To samo miejsce, masyw Mont Blanc w tle, w dole Theodulgletscher. Fot. 53. Panorama z górnej części trasy 85. Fot. 54, 55. To samo miejsce, węższe ujęcia. Fot. 56. Widok na Cervinię z górnej części trasy 6 bis. Fot. 57. To samo miejsce, widok nieco na prawo, w kierunku Matterhorna/Cervino. Subiektywna ocena dnia: 10/10, RAJ! Tu trzeba wrócić, jak objeździłem 15-20% to i tak będzie dobrze. Pod Matterhorn'a MUSZĘ wrócić na cały tydzień białego szaleństwa inaczej nie będę spełniony jako narciarz . Niektórym spodobało się tak bardzo, że utknęli po szwajcarskiej stronie 🤣. Opcje: nocleg na miejscu (~200E); helikopter do Cervini (450E); taksówka do hotelu przez przełęcz świętego Bernarda (1100E). Ja bym wybrał azyl Dzień 7 - Punta Hellbroner i Courmayeur. No cóż, po wizycie w raju moje oczekiwania nie były zbyt wysokie - po prostu czułem, że tego się nie da przebić. I miałem rację. Nie zrozumcie mnie źle - Widoki z Punta Helbronner są cudowne, Mont Blanc robi ogromne wrażenie, a Courmayeur to bardzo przyjemna (choć chimeryczna) stacja narciarska. Na początek (na miejscu byliśmy chwilę przed 10) wybraliśmy się na Punta Helbronner. Nie będę ukrywał, wrażenia są, ale dla własnego dobra zamieniłbym miejscami dzień 6 i 7 Mapa ośrodka: Fot. 58. Taras widokowy na Punta Helbronner, ja, Mont Blanc i Alpy Zachodnie. Fot. 59. To samo, tylko beze mnie Fot. 60. Widok z tarasu widokowego na Punta Helbronner w kierunku Aguille du Midi (po lewej) i Dent du Géant. Fot. 61. To samo nieco bardziej w prawo (widok na wschód); w tle majaczy Matterhorn. Fot. 63, 64. Dwie panoramki: pierwsza na południe, druga na zachód i północny-zachód. Na tarasie spędziliśmy jakieś 1,5h; o 12 byliśmy już na dole i pakowaliśmy się do gondolki Val Veny. Szybko przedostaliśmy się na południową część ośrodka i po bajecznym zjeździe wzdłuż gondolki Col Checruit wyskoczyliśmy na pizzę. Widok z tarasu jak na zdjęciu poniżej (Fot. 65). Trasa pod gondolką była przeze mnie testowana już w grudniu, tym razem warunki nieporównywalnie lepsze. W ogóle wszędzie było pusto, więc można się było bardzo przyjemnie rozbujać i pohulać. Fot. 66, 67, 68. Po obiedzie wjechaliśmy leciwymi gondolkami Youla i Arp na Cresta d'Arp, najwyżej położony punkt ośrodka. Widoki wręcz dziewcze, aż się prosiło o założenie świeżego śladu (tylko jak potem wrócić do autokaru? :D). Stąd zjazd najpierw krótką czarną (nie ma jej zaznaczonej na mapce powyżej), a następnie czerwoną trasą do Col Chercruit. Na koniec dnia przenieśliśmy się na północną część ośrodka, w końcu częściowo oświetloną przez powoli zachodzące słońce. Bardzo przyjemne są trasy między krzesełkami Plan de la Gabba i Bertolini, reszta mnie raczej nie zachwyciła: głównie niebieskie trawersy i tępa kasza, która wyrywała z butów po wyjechaniu z zacienionej części stoku. Subiektywna ocena dnia: 8/10. Fajnie, nawet bardzo, ale La Thuile oraz (przede wszystkim) Zermatt-Cervinia, to jednak inna liga. Warto tutaj przyjechać, ale 1-2 dni to jest max, żeby się tutaj nie zacząć nudzić. Jeśli o mnie chodzi... Wrócę tu na pewno, z uwagą obserwowałem możliwości zjazdu z Punta Helbronner do La Palud (dolna stacja kolejki Skyway) i wyglądało to bardzo kusząco. Jeśli trafię na podobną pogodę i znośne warunki śniegowe, następnym razem raczej nie odpuszczę i wynajmę przewodnika do zjazdu Marboru, co Ty na to? To by było na tyle, niestety ten tydzień minął w mgnieniu oka, a od jutra powrót do szarej rzeczywistości (czyli knucia planów odnośnie następnych wyjazdów! ) Pozdrawiam!
    11 punktów
  4. Złoty groń Na miejscu jestem kilka minut po godzinie 8 00, ku mojemu zdziwieniu parking już dość mocno wypełniony, a przy bramkach stoi już lekka kolejka. Z jazdy po sztruksie nici, ale jest przyjemnie. Pod spodem czuć twardy podkład, odsypy się robią, ale niezbyt duże. Kolejka w szczytowym momencie około godziny 9 30 na 5 minut stania. Nartus (chichot) Taka ciekawostka, przynajmniej dla mnie, wtajemniczeni pewnie znają. Będąc na Złotym Groniu, kierując się w prawą stronę, możemy przejechać trawersem na wyciąg orczykowy Nartus, dawniej funkcjonujący jako Chichot. Stok trochę krótszy niż ten na Złotym Groniu, ale przyjemnie nachylony, na koniec fajna ścianka. Warunki rewelacyjne, jest super twardo o godzinie 11 00 przy pełnym słońcu i 15°C. Rozłożone są tyczki do slalomu i do giganta. Ludzi minimalna ilość. Z tego co się orientuję stok służy głównie do szkoleń przeprowadzanych przez Nartusa, ale można kupić karnet w bardzo przyzwoitych cenach np 2h za 18zl, 1h - 9zl. Kaucja standardowa, do odzyskania również w kasie na Złotym Groniu. Sam powrót na Złoty też trawersem na nartach. Jak dla mnie super opcja Wracając o 12 00 do domu, mijam sznur samochodów, stojących w korku od Ustronia od miejsca gdzie kończy się 2-pasmówka, do samej Wisły. Szczerze podziwiam, ja chyba nie miałbym cierpliwości.
    11 punktów
  5. Dzisiaj uciekając od hipotetycznych tłumów na stokach i szukając spokoju duszy i ciała udaliśmy się po raz pierwszy w naszej karierze skiturowców na Wielką Raczę. Rano w Bielsku "0" a w Rycerce w zacienionej dolinie godzinę później -4 stopnie. 100 m dalej na słonecznym szlaku już na plusie. Śniegu mają tutaj po prostu mnóstwo i to od samego dołu, mimo, że zsiadły to pokrywa ma co najmniej 0,5 m. Jest taki czysty i biały, piękny. Widać, że cywilizacja jest daleko. Idziemy żółtym szlakiem łagodnie wznoszącym się, po chwili pojawiają się dwa miejsca, gdzie woda zabrała śnieg i trzeba trochę zboczyć oraz przejść z buta przez strumyk. Gdzieś w połowie podejścia schodzimy ze szlaku, aby sprawdzić las , którym wg nas da się zjechać. Szeroka aleja bez drzew oraz rzadko rosnące drzewa - teren zatwierdzony do powrotnej jazdy. Dochodzimy do czerwonego szlaku na granicy PL-SK, którym dochodzimy na szczyt Wielkiej Raczy. Idąc cały czas wypatrywaliśmy miejsc do zjazdu. Na szczycie wiadomo - widoki na Tatry, Babią, Małą Fatrę, Skrzyczne i wiele innych. Do schroniska zajrzeliśmy, ale spora ilość ludzi skutecznie nas zawróciła. W końcu clou programu czyli zjazd. Las i przysypany młodnik wzdłuż szlaku są idealne, śnieg miękki w słońcu i zmrożony w cieniu, bardzo gładko. Jesteśmy w siodle, 100 z buta i jest początek naszej wypatrzonej alei i rzadkiego lasu, nachylenie nie za duże, idealnie. Przecinamy żółty szlak i stromym zboczem jedziemy w stronę rzeki w dolinie. Ten zjazd nie był planowany, ale tak się rozochociliśmy, że nie odpuściliśmy. Twardo, gładko, lekko pofalowany teren, drzewa porozrzucane, genialnie. Dolina, rzeka i koniec. Bajka.
    10 punktów
  6. Dziś czekając na ślubną, przy dolnej kanapie COS obserwowałem podchodzących do wyciągu. Widok był śmieszny i smutny jednocześnie. Ludzie nie potrafią podejść jodełką, schodkować, wykonać zwrotu przestępowaniem o zwrocie przez przełożenie dziobów nie wspominam. Do czego służą kije zapomniało (albo nigdy nie wiedziało) ponad 50%.
    7 punktów
  7. Relacji z Ramzovej nie widziałem, więc chyba jestem pierwszy:) Dojazd około 130 km z Gliwic, jakieś 2h jazdy. Od polskiej granicy w Głuchołazach 30 km. Skipass dzienny to 580 Kč. I tu uwaga – kaucja przy płatności kartą jest pobierana w gotówce. 20 zł lub 100 Kč, więc warto mieć taką kasę przygotowaną. Wyciągi – od doły szybka wyprzęgana 4-os. kanapa Leitnera, następnie przesiadka na 2- os. krzesło na szczyt (dość wolne) lub równolegle biegnący orczyk (szybsza alternatywa, bez kolejek). W dolnej części ośrodka jeden krótki wyciąg krzesełkowy i parę orczyków dla osób uczących się. Trasy - zjazd z samej góry to ponad 3 km. Trasy w większości czerwone. Jedna krótka czarna, ale nieprzygotowana, orczyk wzdłuż niej nie działa. Dolna polana bardzo szeroka, idealna do nauki. Warunki - pogoda genialna:) Śnieg w większości naturalny i jest go sporo. Duża część tras skierowana na północ, zacieniona między drzewami, więc mimo dodatniej temp. warunki się utrzymują. Dolna polana i górny stok w ciągu dnia są wystawione na słońce, więc tutaj z czasem miękko. Nie stwierdzono minerałów. Mimo soboty i pełnych parkingów kolejki do wyciągów na max 3-4 minuty w szczycie. Przez większość czasu jazda na bieżąco. Podsumowując - fajna alternatywa dla ludzi ze Śląska, szczególnie w okresie ferii i zatłoczonych Beskidów.
    6 punktów
  8. Co prawda bez narciarskiego prologu z przyczyn obiektywnych, o których pisałam, ale sobota też rowerowa - poszwędałam się nad Zalewem po Trzebieży i i okolicach. Plus 14 stopni i pełna lampa. Wyszło ponad 60 km.
    6 punktów
  9. Tak to prawda niedzielny cud w SMR. Trasy przygotowane dobrze a Golgota b. dobrze jak na panujące poprzedniego dnia temperatury,uważam ,że nie ma się do czego przyczepić a dziewiątki to tradycyjnie stolik. Kolejki i tu przecierałem oczy ze zdumienia znośne, powiedziałbym jak na niedziele w SMR to nie wielkie,ale to w-g mojej opinii zasługa działającej "Kopy".\ i co tu dużo mówić kapitalnej pogody-wszystkie knajpy pękały w szwach,które też w znacznym stopniu "odciążały" koleje,naprawdę udany dzień w SMR. Ale do tej beczki miodu muszę niestety naprawdę szczerze wlać łyżkę dziegciu. Naprawdę nie znam na tyle kulturalnych słów aby określić poziom lekceważenia klienta ,jak można w środku sezonu ,na niedzielę i nie tylko, nie przygotować tak pięknej,jeszcze dziewiczej "nie zmodernizowanej przez SMR trasy",którą powinni się chwalić gdzie tylko można. Dla mnie poziom arogancji sięgnął zenitu. Wiem że już nie którzy ,będą pisać,że to trasa nie dochodowa ,taka na free itd-jeżeli tak to niech ją ściągną z planu to będzie uczciwie. Prośba do Pana JC . Czy mógłbyś podać,ustalić , ,szefa TMR czy SMR na Polskę do której można by kierować "podziękowania" za tak "rzetelne i uczciwe " podejście do klienta. Ta osoba nawet nie zdaje sobie sprawy ile ma tych ch....... w d..pie. Bardzo przepraszam za to ostatnie zdanie ,ale naprawdę nie potrafię się powstrzymać,jeszcze raz wszystkich zniesmaczonych przepraszam. Dla mnie ten stan rzeczy jest nie do zaakceptowania taka wisieńka taki smakołyk ,tyle lat czekałem na tą Bieńkulę,serce się rozdziera,jak się patrzy na tą pazerność i chytrość SMR-u, godne pożałowania,po prostu żenada. Z wyrazami szacunku dla szefa SMR-u.
    5 punktów
  10. Wśród moich dalszych znajomych kwitnie głównie jazda bez kijow narciarskich. Nie potrafię im tego wyperswadować Jednego z takich 'bezkijkowców' zabraliśmy w grudniu w Alpy i pierwszego dnia przeżył ogromny dysonans poznawczy. Rozejrzawszy się zobaczył, ze jest chyba jedynym machającym rękami. Na stromszej trasie wręczyłam mu moje kijki i od razu poczuł różnicę. Dzień zakończyliśmy zakupem
    5 punktów
  11. @fredek321 przejechałem dziś z Małego na COS na koniec jeżdżenia, godz 14, no miodzio nie było o tej godzinie i takiej temperaturze, wiadomo, ale tylko przed Grzebieniem półmetrowe muldy. Poza tym faktycznie bardzo ok. Do samego dołu bez kamieni i przetarć. Widoki ze szczytu nieziemskie.
    5 punktów
  12. Jeszcze lekko obolały, ale stan stabilny. Nie mogę za wiele chodzić, czy się obciążać, ani nawet napić jedynie słusznego lekarstwa. Pozostaje jedynie narciarstwo kamerkowe i za 2 tygodnie powoli powrót do normalnego życia. Ale do wizyty u lekarza, którą mam za półtorej tygodnia, muszę bardzo uważać. To są jednak pociachane żyły... Najważniejsze, że najgorsze za mną i jeśli nic się nie wydarzy niespodziewanego (dziś miałem mały wyciek), to powinno być lepiej. Tylko te zastrzyki w brzuch... jak ja tego nie lubię! Brrrrr!
    5 punktów
  13. I co mam w tym wątku napisać? Ja przy komputerze...a @Paula na telefonie - nic się już w domu nie ukryje Żadnych "lewych" wyjazdów na narty...
    5 punktów
  14. Kolejny piękny dzień lutego... Rano narty 😮 Relacja: A po nartach rower Dzisiaj podobnie jak u Ciebie @tanova, piękna, słoneczna pogoda popołudniu i +11 na termometrze 😮 Niezłą mamy wiosnę tej zimy W sumie to wolałbym mimo wszystko, by było bardziej zimowo. Kolejny, trzeci trening rowerowy na zewnątrz - dystans krótki, bo jedynie 26 kilometrów. Pomimo niezłej pogody, za miastem dosyć mocny wiatr, który dawał spore odczucie chłodu... mimo grubych skarpetek i neoprenowych ochraniaczy na buty - stopy strasznie mi zmarzły. Już trzy kilometry od domu mam takie klimaty: Malowniczo Po obrzeżach miasta i z powrotem do niego... Tak, tak - ten samotny samolot stoi na najsławniejszym lotnisku w Polsce 😮 Wszystko zamknięte na cztery spusty... Podsumowując: taki luty, to istny odlot 😮 Oby nie za długi ten odlot był, bo pozamiata nam śnieg i okoliczne ośrodki narciarskie. A rowerowo? Rowerowo fajnie bardzo szybko zacząć sezon - zawsze to jakiś mały rozruch pozdrawiam marboru
    5 punktów
  15. Wisła Skolnity Fresh Track dla śpiochów. Od rana twardo-warunki idealne do 11:00, dzisiaj wesoło bo pełno maluszków na Puchar Kubusia. Parkingi pełne o 10:00 , oczywiście przez cały dzień jazda bez kolejek. Później zmiana sprzętu, kawa i skitura: Skolnity- Soszów -Jawornik -Skolnity.
    5 punktów
  16. Skorzystałem z zaproszenia i było świetnie. Jazda od 7:33 do 9 bez absolutnie żadnych kolejek. Po pysznym śniadanku o godz. 9, gdzie podano na miejscu wędzoną szynkę, ciepły chleb z pieca i jajecznicę ze szczypiorkiem także zero kolejek (do końca o 11.30). Do śniadania stoki cały czas twarde, później w słońcu oraz niżej od połowy miękko z małymi odsypami. W cieniu lasu cały czas twardo. W ostatniej godzinie upodobałem sobie talerzyk przy czerwonej trasie, gdzie jeździłem cały czas sam. Miałem kończyć o 10, ale było tak pięknie, że planowany rower mógł poczekać. Dzisiejszy "fresh track" raczej nie będzie imprezą cykliczną, ale to co BSA i Jacek zaproponowali udało się znakomicie. JC składa hołd 😉 godz. 9:56 godz. 10:04 godz. 10:33
    5 punktów
  17. Ale to już bylo, w innym wątku, więc krótko Smedava-Jizera. Pierwszy raz na nartach, takich nartach.
    4 punkty
  18. No ale ten widok z Kotelnicy chyba ludziom nie przeszkadza. Przecież ogromna popularność Białki nie opiera się na tym, że ktoś przyjeżdża w ferie i święta, więcej postoi w kolejkach niż pojeździ i nigdy nie wróci. Bardzo wiele osób wraca tam co roku, tak więc chyba akceptuje nartogedon, który jest tam zawsze o tej porze. Takie pobyty tam, to chyba po prostu wyjazdy towarzyskie. Ekipa zbierze się o 10 rano na stok, postoi 30 min na Kotelnicy, zjedzie i znowu 25 min stania. Już mija dobrze ponad godzina. Potem przerzut na Pasiekę, może będzie luźniej. Jest luźniej, 15 min stania. Dwa zjazdy. Przenosimy się dalej, 20 min stania, no to pora na przerwę. Godzina w zatłoczonej knajpie. I już mamy 13:00. Jeszcze godzina na stoku, bo potem i tak nie ma co jeździć po samych muldach i na kwaterę. A potem do knajpy ze znajomymi. Chyba na tym polega to narciarstwo. Innego wytłumaczenia nie widzę. Dodatkowo dla ludzi z nizinnej Polski, ta góralska cepeliada jest atrakcyjna. Poza tym, przy ostatnich zimach wizyta na Podhalu, to jedna z niewielu okazji, żeby zobaczyć większą ilość śniegu:). A do tego termy i wyjazd udany. Po tygodniu powrót do domu. Białka wrzuca na facebooku ładne zdjęcia z drona, jak to u nich aktualnie fajnie, odpisujemy że tęsknimy i wrócimy za rok. Interes się kręci.
    4 punkty
  19. Dziś nadal bajkowo, jeszcze cieplej choć rano dość twardo. Szybki przeskok na COS. FIS miodzio, twardy, ale nie betonowy. Zjazd do samego dołu, lekkie przetarcia tylko na końcu. Na Dolinach trening na tyczkach, a nawet dwa, ale w niczym to nie przeszkadzało. Dolna kanapa na bieżąco. Talerzyk i orczyk do 12 na bieżąco. Wyrwirączka za schroniskiem nadal w głębokim tunelu, czyli straty śniegu nie są dramatyczne. Potem powrót do parkingu na patelni.
    4 punkty
  20. No wreszcie Paula bo z Marboru co do nart dogadać się nigdy nie mogę, a wiem że z Tobą to inna sprawa. 😂 Witaj!
    4 punkty
  21. Skuszony ceną i obietnicą ładnych widoków, wybrałem się dzisiaj do Oravice. Skipass całodzienny + 3h na termach kupiony na grouponie za 89zl. Wiosenne nartowanie, a nawet letnie bo temperatura w słońcu na dole chyba przekraczała 15°C, gorąco było nawet w podkoszulku. Pełna lampa cały czas. Ludzi dość sporo, kolejka do kanapy na 5-10 minut stania, na trasach tłoczno. Przy takiej pogodzie oczywiście odsypy, ale jeździło się przyjemnie, trzeba po prostu zaakceptować takie warunki i się do nich dostosować. Same termy raczej nic specjalnego, fajna rzecz dla mięśni po nartach, ale więcej niż 2h raczej nie ma tam co robić.
    4 punkty
  22. Tumlin we mgle Dziś dwie godziny w Tumlinie - od 10 do 12 (karnet 55 zł). Rano w Radomiu było mgliście, wilgotno, wyraźnie na plusie. Wahałem się gdzie jechać - do Bałtowa czy Tumlina - ale ostatecznie zdecydowała prognoza pogody. W nocy w Tumlinie miał być kilkustopniowy przymrozek, więc uznałem, że stok powinien być w miarę dobrze przygotowany. Na miejscu byłem przed godz. 10. Była mgła jak w Radomiu, ale tylko dwa stopnie na plusie. Część stoku zajęła grupa z Warszawy, która ćwiczyła slalom. Poza tym pustki, zaledwie kilka osób... Warunki były niezłe , przynajmniej na początku - wprawdzie na wierzchu cukier, ale po spodem twardo. Z czasem zrobiły się odsypy, ale nie za duże. Może dlatego, że tłoku nie było... Słońce długo nie mogło się przebić przez mgłę. Na dobre zaświeciło dopiero po 12, kiedy zbierałem się do odjazdu. Kiedy się zbierałem, ludzi trochę przybyło, ale tylko trochę. Mgła powoli ustępowała. Do domu jechałem już w pełnym słońcu. W Radomiu była prawie wiosna. Jak się nie ochłodzi, a chyba na razie nie ma o tym mowy, niedługo na nizinach trzeba się będzie przesiadać na rower... Oby nie! Pozdrawiam Andrzej P.S. Przepraszam za post o Vonn i Stuhec, ale nie potrafię go usunąć.
    4 punkty
  23. Dzisiaj 2 godzinki od 11 do 13 w Bałtowie. Do 12.30 pochmurno i całkiem chłodno. Temperatura tylko2.5 stopnia a zapowiadano powyżej 10. Ludzi na stoku dużo. O 11 stok już zmuszony. Śnieg mokry, ciężki na początku małe i średnie odsypy na trasie pod kanapą. Po pół godziny jedziemy pod orczyk. Po najechaniu każdą z tras wybieramy tą wzdłuż orczyk. Ludzi na niej najmniej i jest w najlepszym stanie. Łudzi z kaźdą chwilą coraz wiècej. Po 12 jeździmy że znajomymi którzy dwa tygodnie temu zaczęli przygodę z nartami. Tuż przed 13 ostatni zjazd trasą pod kanapà ale warunki tam coraz gorsze dla początkujących i średniozaawansowanych. Coraz większe odsypy z mokregogo i cięźkiego śniegu. Największym plusem dzisiejszego dnia było stwierdzenie lepszej połówki że tależyk to całkiem fajny środek transportu i czasami nawet lepszy od kanapy czy gondoli co do tej pory było nie do pomyślenia.
    4 punkty
  24. Szklana Góra po raz trzeci w tym sezonie. Nie jestem wielkim fanem tej stacji, ale skoro córa chciała jechać właśnie tam, to nie dyskutowałem:). Jaka była dzisiaj pogoda wszyscy wiedzą. Mimo że na miejscu stawiliśmy się o 9:10, to już wtedy było 7-8 C powyżej zera, z mocną tendencją rosnącą. W drodze powrotnej do domu termometr samochodowy wskazywał 13,5 C. Jak więc było? Oczywiście wiosennie. Nie ma chyba co opisywać warunków, bo zawsze przy takiej temperaturze i pełnym słońcu są identyczne. Z małym zastrzeżeniem. Co niestety dosyć często spotykane na Szklanej Górze, na części trasy było sporo mniejszych lub większych lodowych brył. Jazdy to niestety nie ułatwia. Zdziwiło mnie też, że największy wysyp narciarzy miał miejsce w pierwszej godzinie działania stacji. Potem już znacznie spokojniej. Widocznie większość chętnych do jazdy, słusznie uznała, że popołudniem sensownie jeździć nie będzie się dało. No i mieli rację:). My pokręciliśmy się niecałe 3 godziny i to był na dzisiaj maks. Śniegu w okolicy już nie ma. Szklana Góra to obecnie wąski język śniegu wśród zielono-szarych wzgórz. Prognozy optymistyczne dla narciarzy nie są, więc jeżeli stacja będzie funkcjonowała do końca lutego będzie to spory sukces. Warunki trudne, więc wywrotek nie brakowało. O sztruksie można było dzisiaj zapomnieć:) Planowałem początkowo pojeździć gdzieś również jutro, ale przy takiej pogodzie przyzwoicie można będzie pojeździć w bardzo niewielu miejscach. Raczej sobie odpuszczę.
    4 punkty
  25. Skolnity. Pogoda piękna jak wszędzie, bardzo mało ludzi, kolejek brak, na czerwonej prawie pusto. Ratrak gotowy na wyrównanie tras, choć tragedii i tak nie było (oczywiście rano sztruksik).
    4 punkty
  26. Kielecki Stadion - Zawody o Puchar stoków świętokrzyskich 4/4 Na tym, mieszczącym się w Kielcach stoku nie bywam już. Dlaczego? Ponieważ jest tutaj bardzo płasko - to stok, na którym początkujący narciarze stawiają pierwsze kroki na deskach. Ponieważ dzisiaj, w tym miejscu zaplanowano ostatnie zawody z cyklu Puchary stoków świętokrzyskim - grzecznie się stawiłem. Stadion, to miejsce historyczne i mieszkańcom miasta kojarzy się jednoznacznie ze sportami zimowymi. Dlaczego? W tym miejscu znajdowała się najokazalsza skocznia narciarska ziemi świętokrzyskiej. Pierwsza drewniana, została zbudowana jeszcze w latach 30 ubiegłego wieku: Później ją przebudowano i stała się betonowa: Startował tu w zawodach sam Wojciech Fortuna 😮 Ostatecznie obiekt został zburzony w 2006 roku. Dzisiaj znajduje się tutaj trzy wyciągi narciarskie: podwójny orczyk, talerzyk i taśma na oślej łączce. Pod górką wybudowano okazały hotel i karczmę: Na miejscu jestem dzisiaj po godzinie 9:00. Temperatura oscyluje wokół zera stopni i jest mgła. Organizatorzy szykują gigant, przyjmują zapisy i rozdają koszulki startowe. Rano, stok od dołu wygląda tak: Spotykamy się z @mifilim i naradzamy jakie karnety kupujemy. Pada na dwugodzinne. Marcina dzisiaj z nami nie ma Zarówno on jak i jego syn chorują. Ratrak ma już trochę lat... Ponownie na zawody zabieram GSy. Na płaskiej trasie ważna jest prędkość i długość narty. Widok na stok od góry...a w zasadzie brak widoku: Tutejsza ośla łączka znajduje się w sąsiedztwie głównego zjazdu. Wyciąg taśmowy: Można się komunikować pomiędzy trasami: Mijają minuty i mgła się powoli podnosi. Szkoda, że wyciąg nie jest poprowadzony wyżej na ostry próg, z którego można by było się rozpędzić. Zawodnicy wszystkich kategorii wiekowych powoli przedostają się na start. Michał ogląda przejazd z góry i decyduje, że zmieni narty na dłuższe, a swoje "Wilki" odniesie do auta. marboru dzisiaj numer 91. Gigant widziany z góry: Mgła coraz wyżej - widać całą górkę: Objazd trasy rozpoczynają najmłodsze grupy wiekowe: GSy przymierzają się do startu: Tak jak w Tumlinie startujemy według ogólnej klasyfikacji. Najpierw jadę ja, zaraz po mnie Michał. Mój czas 29:03 Czas Michała (poniżej foto na mecie) 29:67 To jeszcze nieoficjalne wyniki. Dzisiaj błędów technicznych nie było, ale niestety nasze czasy nie pozwoliły nam zająć miejsca na podium. Godzina przerwy, podczas której jeździmy sobie wykorzystując kupiony czas i są wyniki (zwycięzcy ostatnich zawodów, a potem zwycięzcy w ogólnej klasyfikacji). Niestety ogłoszona była jedynie pierwsza trójka, więc musimy chwilę poczekać na końcowe, nasze wyniki. Dzisiejsze zawody otwierał swoim przejazdem Prezydent Miasta Kielce - Bogdan Wenta, który był również przy ceremonii wręczenia nagród na sam koniec Zawodów. Jak widać na górnym zdjęciu - największą frajdę miały Dzieciaki! Dużo radości, podskoków i uśmiechu! Podsumowując cały cykl zawodów - super! Podsumowując nasze starty - mogłoby być lepiej Dlaczego nie było? Zarówno ja, Michał, czy Marcin nie mamy kompletnie doświadczenia na bramkach, tyczkach. Wszyscy odgrażamy się jednak, że za rok zdecydowanie poprawimy swoje miejsca i nawiążemy walkę zarówno ze startującymi zawodowcami jak i podniesiemy poprzeczkę w rywalizacji pomiędzy sobą Żegnamy Kielce i Zawody o Puchar stoków świętokrzyskich. Jak widać pod koniec dnia pokazało się miasto Kielce. Pod koniec naszego nartowania pogoda była już wiosenna. Temperatura +10 i miękko. Cukier a pod spodem lód. Pozdrawiam marboru
    4 punkty
  27. Spoko - dalbello aerro 65. Mam akurat na zbyciu 😜
    3 punkty
  28. Dziś warunki na Wielkiej Raczy doskonałe 20190217_122108.mp4 20190217_123840.mp4
    3 punkty
  29. Witam, istnieją tzw."serwisy" które starają się być "autorytetem" dla "kierowców, istnieją również takie "serwisy" dla chcących na nartach pojeździć (Przepraszam, że często piszę w niemieckim przestawieniu podmiotu w zdaniu.Nie wiem ale często mam czasownik na końcu zdania ). Język polski jest bardzo trudny ze względu na jego bogactwo np. opisów, porównań, i.t.d. . Co do wyrażenia słowami uczuć, myśli, cóż, miłość, gniew, nienawiść wszystko przez telefon. Nauka jazdy na nartach, przez telefon, etyka, przez telefon. Piękny cytat jednego z Narciarzy-forumowiczów " Ważne, że "on the edge". To "serwis" promuje, reszta się nie liczy. Z pozdrowieniami: wariat jazdy Telemarkiem
    3 punkty
  30. Bardzo dobra woda Sprzedają ją także w sklepach w Marillevie Mam nadzieję, że jak nie za rok, to za dwa wrócę w Alpy i zobaczę znów coś nowego. A może nawet szybciej... Może teraz zacznę je czytać Teraz widzę, że to zupełnie inna skala narciarstwa
    3 punkty
  31. Witam po powrocie z nartowania. Faktycznie, radość z jazdy na na każdym sprzęcie byle wygiętym z przodu to kwintesencja tego czego wszyscy ( mam taka nadzieję ) nartujący poszukują. W zeszłym sezonie oddałem do gruntownego serwisu "ołówki" Voelkl P10. Czasem do nich wracam i wierzcie mi, kawał frajdy tak kolanko w kolanko i super szybki śmig...niemodne, nie na topie ale radość ogromna. Uważam, że różnice między ludźmi czynią nas ciekawymi, różnorodność korzystania z możliwości sprzętowych-technologicznych, techniką nartowania, sposobem pojmowania GÓR. Z pozdrowieniami: wariat jazdy Telemarkiem.
    3 punkty
  32. No faktycznie - też pięknie macie! U nas dzisiaj niestety pod chmurką, dopiero teraz się przetarło, a ja już wróciłam. Dzisiaj solo, bo Darek się przeziębił, więc tylko taki objazd "dookoła komina", czyli do rezerwatu Świdwie, na takim samym dystansie jak Ty, co by kolana nie rdzewiały : Słychać już gęsi i żurawie i widać pierwsze oznaki wiosny: A ciepła aura (+9 stopni) wywabiła całkiem sporo rowerzystów Zazdroszczę jeszcze zimowych enklaw w okolicy. U nas zima trwała - jakby zebrać do kupy - to tak ze cztery dni . Tak słabo to dawno nie było, trzeba by znowu jeszcze gdzieś pojechać w poszukiwaniu białego ...
    3 punkty
  33. Witam! Jest mi bardzo miło że tu trafiłaś. Powodzenia.
    3 punkty
  34. I ja dzisiaj po nartach wsiadłem na rower. Oczywiścię ciągnie wilka do lasu czyli rower do śniegu. Miejski stok Dębowiec mimo kilkunastu stopni na plusie jeszcze działa więc trzeba było to miejsce odwiedzić. Dojazd leśną szutrówką pokrytą miejscami lodem, trzeba było uważać. Na stoku zjazd rowerem z kopy śniegu, kilka fotek i na końcówkę singla "Dębowiec", który dzisiaj gwałtownie kończy się przecinającym go stokiem narciarskim. Potem zjazd pod kanapą i znowu na śnieg na końcowym wypłaszczeniu. Inauguracja sezonu rowerowego 2019 udała się.
    3 punkty
  35. Uwielbiam jazdę w Szczyrku. Bieńkula nie jest moim szczytem marzeń, ale rozumiem, że można na nią czekać. Taktyka ratrakowania co drugi dzień jest nie do przyjęcia.
    2 punkty
  36. Wyślij na konkurs fotograficzny. Zdjęcie jest niesamowite.
    2 punkty
  37. Witam, jeden dzień z dziesięciu do czternastu dni "starego " kursu na stopień Instruktora Narciarskiego to była nauka pokazu dobrej rozgrzewki, chodzenia na nartach, podchodzenia "jodełką", "schodkowaniem", nauka zmiany kierunku nart poprzez obrót dziobów nart o 180 stopni, obrót poprzez przejście przez linię spadku stoku (taki "pług" z dostawianiem schodkowym narty) i jeden bardzo "fikuśny" w formie żartu bo narty miały ponad 200 cm. I to również trzeba było zdać. Z pozdrowieniami: wariat jazdy Telemarkiem
    2 punkty
  38. Adam, Gravel, to nie moja bajka. Szutry, polne drogi, las - to rower krosowy, który mam - w tym roku nie wyjechałem na nim ani razu 😮 Jazda MTB po górach też to nie za bardzo mój kierunek... Po cichu marzy mi się rower szosowy z prawdziwego zdarzenia. Np. coś takiego... Mój Fastroad tak naprawdę, ma ramę z charakterystyką Gravelową i gdybym potrzebował roweru do szutrów, wystarczy, że zmienię opony (technicznie bez problemu mogę zrobić taką przebudowę) - już mam Gravela
    2 punkty
  39. @johnny_narciarz teraz po zabiegu, to jak to mówi Ojciec Dyrektor: "Alleluja i do przodu!" Zdrówka!
    2 punkty
  40. Dzień dobry, Przyszedł dzień, kiedy podjęłam decyzję o zalogowaniu się na forum. To dzisiaj W rodzinie Skionline tak naprawdę jestem już od wielu lat. Do tej pory znaliśmy się, z wieloma z Was jedynie ze świata realnego, teraz będzie też wirtualny. Pewnie nie wszyscy kojarzą, więc mała podpowiedź Paula "Różowe Portki", druga połówka Marboru. Witam wszystkich 😃
    2 punkty
  41. Cześć Reperkusje błędów systemowych w szkoleniu związanych z kultem slalomki. Pozdrowienia
    2 punkty
  42. Cześć Flexu nie dobieramy do wagi czy też wzrostu tylko według upodobania i umiejętności. Pozdrowienia
    2 punkty
  43. Za Klarą już trudno nadążyć
    2 punkty
  44. Luty w tym roku nas bardzo rozpieszcza Rano narty i zawody... Relacja w wątku A popołudniu rower Kolejny, drugi już w tym roku trening, rozjazd po mazowieckich szosach Dzisiaj było dużo lepiej z kondycją i tyłkiem Przekręcone 31 kilometrów w strefie tlenowej ze średnią ponad 25 km/h jak na początek, jest ok. Rano była mgła i o zachodzie słońca również zaczęła się pojawiać... Temperatura ok godziny 17 spadła do ok 5 stopni - dobry prognostyk na poranne szusowanie Z jednej strony słońce nisko... (czyż nie jest piękna mazowiecka ziemia?): ...z drugiej księżyc już wysoko. Muszę sobie sprawić jakiś bidon termiczny, bo po 40 minutach jazdy woda w środku mojego, zwykłego - lodowata. Powrót do domu już po zachodzie słońca. Ponieważ w wątku, po pierwszej mojej, krótkiej relacji z rowerowania @Sariensis zarzucił nam (sam jest rowerzystą), że piszemy nie na temat w czasie zimy, bo nie o nartach... mam tylko jedno do powiedzenia: Adam wyluzuj Nawet kajakiem w zimę można popływać Kiedyś muszę zrobić taki numer... o 8:00 narty w Kazimierzu Wielkim nad Wisłą, potem kajak na Radomce...a na koniec dnia rower 😮 Nie da się? Da! pozdrawiam serdecznie marboru
    2 punkty
  45. Po pracy Po pracy czas na grilla ☺️
    2 punkty
  46. Puchar stoków świętokrzyskich - ostatnie zawody z cyklu na kieleckim Stadionie Relację znajdziecie pod linkiem: Oficjalnych wyników jeszcze nie ma, więc podsumowania całego cyklu jeszcze też nie ma Pozdrawiam marboru
    2 punkty
  47. Dziś bajkowy dzień. Trasy twarde, dobrze przygotowane, Golgota rewelacyjna. Puszczać zaczęło dopiero koło południa.Kolejki max.4minuty. Widoki: Pozdrawiamy forumowiczów.
    2 punkty
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...