Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 13 Październik 2026
-
Rok
13 Październik 2025 - 13 Październik 2026
-
Miesiąc
13 Wrzesień 2026 - 13 Październik 2026
-
Tydzień
6 Październik 2026 - 13 Październik 2026
-
Dzisiaj
13 Październik 2026
-
Wprowadź datę
19.03.2020 - 19.03.2020
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 19.03.2020 uwzględniając wszystkie działy
-
Dzień 6 Startujemy z Amberger Hutte (którą już zdążyliśmy polubić). Ze względów bezpieczeństwa (trójka) zaplanowaliśmy, spokojną i przyjemna (czyli niezbyt stromą i niezagrożoną) wycieczka na przełęcz pod Windacher Daunkogel. Podobnie jak i wczoraj, w górach jest pusto. Zdecydowaną większość trasy musimy torować (co w największym stopniu robi Kamil zyskując przydomek Radzieckiego Lodołamacza Atomowego). Przy miękkim podłożu jest to duża praca do wykonania. Na końcu czeka nas widok na Hocher Stubaier Hutte - malowniczo położone schronisko. Zjazdy są w mocno przetworzonych śniegach ale - my nie damy rady??? W statystykach wyszło około 14 km (wszystko) i 1050 m vertical. W sam raz jak po wczorajszej długiej turze. Zjazd z ON Stubai do Gries Przy okazji sprawdziliśmy sobie możliwość tego zjazdu freeride. Wygląda to dobrze! Zaczynamy z orczyka Daunscharte, przechodzimy przez przełęcz i w dół przez lodowczyk Sulztaferner. Dalej jest efektowna, ostro wcięta, stroma i zróżnicowana rynna z progami (fota). Na pewno zagrożona lawinowo więc do zrobienia w odpowiednich warunkach. Na zdjęciu widać ślady więc ktoś to jeździ. Byłoby to 1500 m vertical (obok Amberger Hutte i dalej do Gries). Dół oczywiście płaski. Natomiast logistyka tego przedsięwzięcia nie jest łatwa bo lądujemy w Langenfeld. Chyba najłatwiej jest to zrobić z Insbrucka i w oparciu o busy. Dzień 7 Sytuacja lawinowa zdecydowanie się poprawiła. Możemy pozwolić sobie na bardziej stromy teren. Celem będzie Kuhscheibe. Na niebie mamy istne szaleństwo. Można złapać takie, na poły abstrakcyjne, obrazki. Później po drodze widzimy taki zamek. Na górze jest Aby nie było nudno to na szczycie Dominka zalicza inicjację. Czyli, to co prawie każdemu się zdarza, pierwsza zgubiona narta w terenie. Jadąca samodzielnie deska to jedna z paskudniejszych chwil w życiu skiturowca! Mnie się to zdarzyło na Grossvenedigerze tyle tylko, że pojechała gdzieś hen po horyzont znikając mi z oczu. I wtedy pożyczyłem od Pawła jego deski (mamy ten sam rozmiar buta) zjechałem odszukałem zgubę (wbitą przed stromym przełamaniem lodowca). I dzisiaj historia się przedziwnie zapętliła bo Paweł jakimś cudem złapał uciekinierkę. Rycerze są jeszcze na świecie! Zaletą takich sytuacji jest to, że nartę gubi się tylko raz. Wierzcie mi, że tak jest. A dalej w telegraficznym skrócie jazda w szreni, spotkani Austriacy i... uśmiechnięta Dominka - no w końcu nie codziennie spotyka się rycerza! Wyszło 11 km (zjazd i podjazd) i 1100 m vertical. W ruch byliśmy 2,5 godz a drugie tyle to przeżycia pięknościowo-towarzyskie. cdn Pozdro Wiesiek12 punktów
-
8 punktów
-
Dzień 5 Opuszczamy gościnne pielesze Franz Senn Hutte! Przez to dwudniowe załamanie pogody nie zrobiliśmy planowanych głównych celów. Miały to być dwa z trzech: Ostliche Seespitze (3416 m npm), Schrandele (3390 m npm), Ruderhofspitze (3474 m npm). Wieczorem poprzedniego dnia rozmawiamy ze specjalistą ze schroniska w kwestii przejścia do Amberger Hutte. Drogi (dwie) niby są opisane... ale trudno znaleźć dokładniejsze charakterystyki. Po rozmowie wiemy niewiele więcej, ale dowiadujemy, którą by rekomendował. Oczywiście z licznymi zastrzeżeniami, że sami musimy ocenić ryzyko. Będziemy szli przez przełączkę pod Nordliche Wildgratspitze. Prognozowana pogoda jest mocno dwuznaczna, ma się przejaśniać aż do lampy ale jednocześnie idzie gwałtowne ocieplenie. Izoterma "0" ma być gdzieś na 3400 m (!!!). To może oznaczać spore kłopoty. Przed ociepleniem powinniśmy zdążyć przejść przez grań, dalej jest bezpiecznie. Analiza newralgicznego miejsca, przy dostępnych nam danych, daje 0,7 (według metody Muttera) ale to mogą być życzenia... Pierwsza część Jest przepięknie... Tu już jesteśmy na lodowcu z tyłu pięknie widać morenę boczną. A tutaj "dokumentacyjne" zdjęcie kawałka drogi na Ostliche Seespitze, widać, że jest najprawdopodobniej bezprecedensowo efektowna... może innym razem... Tutaj rozchodzą się drogi na Rudorferspitze (z lewej) i na "nasze" przejście. Część druga Czyli przejście. Identyfikujemy stromy żleb. do którego się kierujemy. Pierwsza dwie niemiłe niespodzianki. Pod ścianą jest 41 stopni i w dodatku żleb miał być "chodzony". To wywala w kosmos nasze redukcje. W dodatku są tutaj metry miękkiego śniegu. Mamy teoretycznie dwie możliwości pokonania przeszkody. Przez żleb lub letnim szlakiem po skałach. W żlebie jest jakaś podejrzana poręczówka (na krótkim odcinku). Szlak letni zaś jest niewidoczny (bo zasypany), a jak już napisałem nie wiemy jak jest ubezpieczony. Nie mniej droga przez kuluar jest raczej nie do zrobienia bo jest tam bardzo stromo i multum luźnego śniegu. Kierujemy się więc do stalowej poręczówki widocznej na zdjęciu powyżej (po prawej). Miejsca jest tam co najwyżej na dwóch narciarzy. Ale przypina się tam trójka. Mnie i Adasiowi koledzy rzucają linę i bezpiecznie czekamy na rozwój sytuacji. Po nieskończenie długim czasie jestem przy poręczówce. Paweł poszedł już na rekonesans sprawdzając czy ubezpieczenie jest ciągłe. Czeka go ciężka praca - na stromej skale trzeba dostać się do stalówki odkopując ją na kilkudziesięciu metrach. Zbieram się najszybciej jak potrafię, sprawdzam tylko dla ciekawości jakie są możliwości poruszania pod górę w żlebie. Dosłownie po dwóch krokach jestem unieruchomiony jak mucha w sieci pajęczej, wisząc na kroczu w bezdennym puchu. Gonię po poręczówce do przodu bo druga lina w moim plecaku może być potrzebna do ubezpieczenia. Na szczęście stalówka jest ciągła. Na górze razem z Pawłem szukamy zejścia. Miałem nadzieję, że może jest tam zjazd jakimś wyśnieżonym żlebem. Ale nic z tego, będzie zejście po stalówce. Na parometrowym odcinku brakuje jednak liny. Niby to dość prosty fragment (za to lufiasty) ale po takiej męczącej drodze (i z takim ciężarem na garbie) można zrobić błąd... Zakładamy tam poręczówkę. Paweł zostaje na górze a ja idę rozeznać resztę drogi. Po tej stronie zejście jest po czystej skale. Mając aluminiowe raki na nogach trzeba to zrobić ostrożnie. Przekazuję informację i ląduję po drugiej czekając na luzie (z aparatem) na resztę. Część trzecia Czyli zjazd. Albo wypłata. Nie będę ukrywał - nieadekwatna była ta nagroda! Zamiast metrów puchu: na górze gipsy, niżej paskudne zastrugi a później breja (co akurat lubię). Widać też wszędzie świeże zsuwy. Za to krajobrazy sielskie. Wiemy, że ma się szybko ochładzać więc rokowania co do przyjemności jazdy nie są korzystne. Na razie jednak dojeżdżamy do Amberger Hutte (jest na focie ). Aha - przejście przez grań zajęło nam 3,5 godz! Całość to było 16 km i 1200 m vertical. cdn Pozdro Wiesiek8 punktów
-
Cześć Ja profilaktycznie od tygodnia smaruję całe ciało Zoviraxem. Po prostu to jedyny lek antywirusowy jaki znam. Zakupiłem zapas i używam oszczędnie. Pozdrowienia7 punktów
-
7 punktów
-
Dzisiaj też trochę pokręcone - pętelka prawie 30 km nad Roztokę Odrzańską. Chłodniej niż ostatnio, przed południem nawet lekko mżyło, ale popołudnie słoneczne. Na początku płaskim lasem ... A potem wzdłuż wału powodziowego. Parę dni suchej pogody, to gruntowa droga przejezdna. Miejscami trochę błota i kałuże, ale do ominięcia.6 punktów
-
@fredek321 zasługujesz na złoty medal za świetną organizacje czasu Ja chirurgiem nie jestem, a dogonić Cię nie mogę w aktywności forumowej. Masz duży wkład w naszą edukację na temat wirusa i nie tylko jak widać. A mawiają, że lekarze ciągle zarobieni :// Szacun w każdym razie.6 punktów
-
5 punktów
-
sam bym pojechał - prawdopodobieństwo zarażenia w wielkim mieście jest znacznie większe niż w wysokich górach5 punktów
-
5 punktów
-
Przepraszam Was bardzo, ale kompletnie nie miałam czasu na forum....wpadłam na chwilę dosłownie poczytać coś tam, ale nie było czasu i weny na pisanie...Obiecuję, że nadrobię zaległości w wolnej chwili i wszystko Wam opowiem, ale potrzebuje jeszcze chwilę czasu.... Powiem tylko że zdobyłam Puchar Polski i MPA i Family Cup dzięki dużej ilości eliminacji Jestem troche wykończona po sezonie po mniej więcej wyglądało to tak że poniedziałek-czwartek praca po 10,5 godziny, plus dojazdy więc w domu tylko spanie.....piatek, sobota i niedziela wstawianie 4,5,6 rano i zawody....i tak prawie całą zimę, z małymi wyjatkami.....Co prawda warto było ale muszę odpocząć Co prawda jest niedosyt bo właśnie kupiłam nowe narty, chciałam pojechac w Alpy, Dolomity, gdziekolwiek w końcu się wyjeździć za granicą i znów nie wyszło......No ale zbieram siły i opowiem Wam wkrótce co i jak się u mnie po kolei działo5 punktów
-
4 punkty
-
4 punkty
-
Ech @tomi33 zazdraszczam Ci takich klimatów pod nosem:-) I ja dzisiaj pokręciłem, ale widokowo to zupełnie nie ta liga po Twojej ekstraklasie:-). Tym razem jak ja to nazywam standardowa trasa ogra czyli Piaseczno - las Kabacki - Konstancin - lasy Chojnowskie - Piaseczno. Wyszło około 30 km. Najładniej w Konstancinie, bo pusto. Nawet w parku zdrojowym, gdzie zazwyczaj bez względu na porę roku ludzi zawsze sporo. Park zdrojowy w Konstacinie i okoliczne wille Ścieżka zdrowia w okolicznym lesie Lasy Chojnowskie Jeziorka4 punkty
-
Nie wiem, czy zasłużę na plusa, ale uważam, że na tyle spłaszczymy krzywą, że tak skrajne działania nie będą potrzebne.4 punkty
-
Napisanie kilku słów na tym forum w przerwie pisania procedur na wypadek ...., rozmów ze służbami Wojewody, Urzędu Marszałkowskiego, PSP, Konsultantami itp. pozwala nie zwariować. Tu są inne emocje, czasami nawet szczery śmiech.4 punkty
-
Stek bzdur. To tak jak z naszym Tupolewem. Bill Gates mający takie gigantyczne pieniądze na koncie miałby jeszcze babrać się w jakieś interesy? Facet ma już swoje lata i chce się na koniec jakoś w historii dobrze zapisać, więc robi dużo dobrego i chwała mu za to.4 punkty
-
Ciągle staramy się dopracować "najlepszą" formułę wyjazdową. Kiedyś chodziliśmy trawersy (np Ortlera, Silvretty). W zeszłym roku zrobiliśmy parodniowy wyjazd w oparciu o jedno schronisko (Branca) co było bardzo wygodne. Tym razem wyjazd miał być długi i oparty o dwie doskonałe miejscówki. Pierwszą było bardzo znane schronisko Franz Senn Hutte. Można z niego zrobić pewnie z 6 doskonałych celów. Dzień 1 Ten pierwszy to był dojazd i dojście. Odległość jest bardzo zbliżona do lodowcowego ośrodka Stubai. W Neufstift skręca się do Barenband a dalej wąską drogą do parkingu gdzie trzeba założyć foki (i plecak) Dojście jest całkiem konkretne - 740 m vertical i ponad 7 km. Trzeba liczyć 3 godziny. O schronisku napiszę innym razem. Dzień 2 Naszym celem będzie Hinterer bądź Vorderer Wilder Turm (ewentualnie Wildes Hinterbergl). To grupa leżących obok siebie szczytów zlokalizowanych na południowy-zachód od schroniska. Zrobimy to w formie pętli tak aby podchodzić łagodniej a zjeżdżać stromszym lodowcem Lisense. Od rana lampa i widoki na doskonałą jazdę. Idzie się łagodną dość doliną z kolejnymi stromymi progami. W pewnym miejscu skręca w prawo dochodząc do skalistego brzegu kotła. Najciekawsze jest wyjście na lodowcowe platou. Przyjemna ścianka do przejścia i otwierający się widok. Z lewej strony kusi Hinterer Wilder Turm. Z jego zbocza lodowcowe wypłaszczenie wygląda przepięknie... Pora na przepinkę i jazdę. Z początku jest łagodnie ale później robi się w sam raz. Tak jest do samego dołu do miejsca zamknięcia pętli gdzie wjeżdżamy w dolinę. W statystykach wyszło 15 km (całość) i 1150 m vertical. Na mapie są obydwa dni. cdn. Pozdro Wiesiek3 punkty
-
3 punkty
-
Może mają aplikację Volkswagena pozwalającą "zarządzać" wynikami testów ?3 punkty
-
3 punkty
-
No bo wlazywanie to jeszcze ale zlazywanie, masakra jakaś w tych rakach Pozdrawiam mirekn3 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
Laboratoria do izolacji teściowych, to na prawdę przełom! ;) Masz kolejne dziecko?3 punkty
-
Albo przekopiuje tutaj, żebyś nie szukał. Widzę że prawidłowo spędzasz czas. Podpowiem Ci co robić... ---------------------------------- Ponieważ uważam że skuteczniejszym sposobem zatrzymania wirusa, jest również kwarantanna w internecie. Powstrzymanie się od pisania na forum to skuteczny sposób w walce z pandemią, stosuję tą metodę. Jednak w chwilowym odstępstwie napiszę Wam, jak moim zdaniem skutecznie ją przeprowadzać w domu. Czytam że niektórzy wychodzą z domu, idą w góry. Tragedia, przecież to jawna niesubordynacja obywatelska. Wielu z Was napisało że to jest okres w którym nie powinno być do śmiechu. I słusznie. Przygotowałem Wam opis jak powinna moim zdaniem wyglądać prawdziwa samoizolacja. Mam nadzieję że skorzystacie z moich rad. Podzielcie go na trzy fazy. Dzień rozpocznijcie następująco: 1) Wstańcie z łóżka, jeśli się uśmiechniecie przez chwilę - to znak że jest z Wami coś nie tak. Znaczy że macie za słabego kaca po wczorajszym dniu. 2) Włączcie szybko jakiś portal informacyjny typu onet.pl, wp.pl, interia.pl itp. Raczej ograniczcie czytanie zagranicznych portali. 3) Dobrym rozwiązaniem będzie zajrzeć na skrajnie prawicowe portale, albo takie które głoszą teorie spiskowe. Wirus nie wziął się znikąd, prawda? Polecam gloria.tv. Od biedy, można dla równowagi zajrzeć na coś bardziej w lewo, np. Krytyka Polityczna, chociaż nie wiem czy to dobry pomysł. Po tym powinna ogarnąć Was lekka panika i przygnębienie. I słusznie, przecież nie ma się z czego śmiać. Jak spędzić resztę dnia? 1) Powinniście zaopatrzyć się w kolejną partię niezbędnych produktów do życia na kolejne dni. Możecie ten punkt ograniczyć do stosowania raz na kilka dni. 2) z tytułu pierwszego punktu, powinniście czuć wstyd i niepokój że wychodzicie z domu. Łamiecie akcję #zostanwdomu. 3) Nie jest tajemnicą, że jednak złamanie tej akcji jest niezbędne. Jak macie wytrzymać bez papieru toaletowego w odosobnieniu? 4) Wychodzicie więc z domu, i biegniecie do najbliższego okręgowego sklepu z logiem małego łąkowego owada . 5) Nie rozmawiajcie z nikim, od tego macie mesendżera w domu, lub to forum. Jeśli spotkasz znajomego.... on może mieć koronawirusa!! Co wtedy zrobisz? 6) Kup też dużo alkoholu. Zwiększy on Twoją jutrzejszą gastrofazę oraz kaca. Słusznie, wspomoże to przeżywanie ciężkiego okresu. Wszak, nie ma być Ci do śmiechu. Wracasz do domu. I przechodzisz do meritum. Na tą część dnia poświęć najwięcej czasu. 1) Weźcie krzesło, znajdźcie kąt w mieszkaniu. Ustawcie je w kierunku ściany. Krzesło nie powinno być zbyt wygodne. (ryc. 1) 2) Najlepiej byłoby jednak ustawić w rogu kąta. Niestety u mnie nie jest to możliwe. (ryc. 2) 3) Usiądźcie na nim, patrzcie w ścianę przed sobą. Czas potrzebny na wykonanie tej czynności to około 4-5 godzin. Myślcie o tym wszystkim co przeczytaliście rano. 4) Po tym, otwórzcie sobie zakupiony wcześniej alkohol w sieci z logiem małego łąkowego owada.. Polecam piwo, bo nie dość że i tak się uzależnicie, to jeszcze przytyjecie. Ale jakie to ma znaczenie w perspektywie rychłego zarażenia się COVID-19? 5) Polecam piwa niskopółkowe. Jeśli mamy za niedługo wszyscy zginąć, to smak i tak nie ma znaczenia. Jednak niektóre droższe piwa mogą wpływać na głębsze przeżywanie przygnębienia w samoizolacji (ryc. 3). 6) Reszta dnia powinna Wam tak upłynąć. Pijcie i patrzcie w ścianę. Rozmyślajcie o życiu i czasach ostatecznych. 7) Ograniczcie spożywanie zachomikowanego makaronu, oraz kaszy której i tak nie cierpicie, a macie jej po 10 kg w jednej szafce. Może się przyda w innych czasach. Ryc.1 Ryc 2. Ryc. 3. Łapka w dół, łapka w górę. Czas start! Przepraszam za zmiany form w pisaniu, błędy interpunkcyjne i nieścisłości merytoryczne. To kac z wczorajszego dnia i trzęsące się ręce spowodowane paniką.3 punkty
-
Naprawdę nie czytałeś, że dwa ośrodki w Tyrolu - nie mówiąc o Włochach - stały się istotnymi ogniskami zakażenia i że działały jeszcze dobre kilka dni, gdy było to wiadome? Naprawdę uważasz, że mogłyby działać jeszcze dłużej, generować przemieszczanie i kontaktowanie się ludzi i nie miałoby to wpływu na ilość zarażonych? Twoje pytanie jest dość demagogiczne - są tak samo odpowiedzialne jak koncerty, zlot religijny młodzieży (w Alzacji), spotkania w klubach i podróżowanie środkami komunikacji zbiorowej. To wszystko należało możliwie wcześnie ograniczyć.3 punkty
-
https://wyborcza.pl/7,155287,25802705,europa-zarazila-sie-w-ischgl-narciarskiej-ibizie-z-miasteczkiem.html#S.polecamy-K.C-B.1-L.1.maly#s=BoxWyboImg1 Ośrodki narciarskie nie są oczywiście odpowiedzialne za rozprzestrzenianie wirusa. Między innymi - tam ludzie się wirusem podzielili.3 punkty
-
Przede wszystkim za późno zamknięto ośrodki narciarskie i opróżniono miejscowości turystyczne.3 punkty
-
Jak dobrze pójdzie to znów się zaczną wyścigi w kategorii "kto ma dłuższego". 😄 Trochę wypadłem z tematu - kto teraz przoduje pod względem desek. Artur ma lepsze czy Ty?3 punkty
-
@fredek321 brniesz w zaparte i dalej się pogrążasz... Przez to stajesz się mało wiarygodny w innych swoich wypowiedziach. Sam cytujesz GIS, a negujesz Polski Instytut Ekonomiczny...czyżbyś posiadał wiedzę z tego zakresu lepszą niż oni? To jak z Tobą jest? Jedna instytucja dla Ciebie ma wiarygodność, a inna nie? Zatrzymajmy się, wróćmy. Ty wiesz co oznacza pojęcie "klasy średniej"? Tak z definicji? To najprostsza, z najprostszych z Wikipedii (wejdź w link i przeczytaj): https://pl.wikipedia.org/wiki/Klasa_średnia Mój kolega jest chirurgiem tak jak Ty, w szpitalu w Iłży (to nie jest wielka Łódź), orientuję się ile zarabia - i z całą pewnością należy do klasy średniej. To osoba o olbrzymiej kulturze osobistej, sznycie środowiska niczym z czasów przedwojennych, ale również osoba z odpowiednim poziomem życia i majątku. Z całą pewnością szpital w Iłży płaci mniej niż w Łodzi - w podtekstach, w trakcie Twoich wypowiedzi (również tych z tematu o SMR) odniosłem wrażenie, że narzekasz na swoje dochody... Pytanie teraz: dlaczego nie zaliczasz się do klasy średniej? I jeśli zarabiasz mniej, nie łapiąc się w kryterium dochodowe - to dlaczego? Z jednym się z Tobą zgodzę. W ujęciu społecznym - klasa średnia, to również odpowiedni poziom wykształcenia i przede wszystkim kultury osobistej oraz inteligencji (to nie idzie niestety w parze). Wielokrotnie używałeś w tym wątku, w stosunku do innych Forumowiczy słów, które później były cenzurowane... To tak dla Ciebie, do przemyśleń. Pozdrawiam serdecznie Mariusz3 punkty
-
Co do sWirusa to miałam styczność z ludźmi którzy wrócili z Włoch czy Austrii jak we Włoszech już się tam zaczęło robić gorąco..... Narazie żyje, po raz pierwszy tej zimy nie miałam żadnego nawet kataru😂 póki co siedzę sobie w domku i oddaje się mojemu drugiegmu hobby - układanie puzzli😉 Dziękuję wszystkim za miłe slowa😉3 punkty
-
3 punkty
-
No to teraz dołączyłaś do spiskowej listy, odpowiedzialnych za powstanie wirusa ;)3 punkty
-
Nieswojo czuje się dość często. Najczęściej na podejściach. Na fokach na stoku o nachyleniu 40-45 stopni trudno się czuć komfortowo. Drobne omsknięcie narty i można wylądować na dole bo z luźnym wiązaniem nie ma szans na zatrzymanie. Robienie zwrotów na takim nachyleniu w głębokim śniegu to już jest sztuka. To bardzo stresujące jak walczysz przez pół minuty aby stanąć na dwóch nartach. Dalej podcięte zjazdy. Jak jest te 45 stopni i pod spodem jest wypłaszczenie to jadę na luzie ale jak w torze ewentualnego upadku jest przepaść albo skały na które można trafić to mocno siada na psychę. Jazda we mgle w nieznanym terenie to kolejny problem. Mieliśmy kiedyś takie zdarzenie (w Norwegii). Zatrzymaliśmy się podczas zjazdu w trójkę na białym polu i gadamy. W pewnym momencie kolega ruszył i dosłownie po metrze jazdy spadł z niewielkiego klifu. Jak leciał to z niezwykłą wyrazistością dostrzegłem brzeg urwiska choć wcześniej go nie widziałem. To było tylko ze 3 metry więc skończyło się na śmiechu. Silny wiatr to kolejny czynnik. W Czarnohorze był tak potężny, że nad głową ryczał jak silnik Jambo Jeta. Szliśmy na nartach przypłaszczeni do ziemi zapierając się kijami a on spychał nas w przepaść. Wszędzie latały spore kawałki lodu bombardując nas gęsto. A jeszcze zagrożenie lawinowe i szczeliny... ------------------------------- Na tym wyjeździe czułem się nieswojo w tym kominku gdzie poszedłem bez raków (a nie bardzo siadał czekan). Do zejścia już je włożyłem. Poza tym raczej stresu było mało. To nie był bardzo trudny teren. Wiem, że reszta trochę się stresowała jazdą w masakrycznych szreniach ale ja z tym nie miałem akurat problemu. Pozdro Wiesiek3 punkty
-
Dzień 3 Prognoza pogody nie była zbyt optymistyczna. Miało prószyć i być mgliście. Wybieramy więc w miarę bliski cel - przełęcz pod Kraulscharta. Idzie się tam boczną doliną wychodzącą na schronisko od strony południowo-wschodniej. Widok na schronisko z tego kierunku. Nasze cele majaczą gdzieś ledwo się rysując. Mijamy po drodze śniegowskaz i wygląda, że pokrywa śniegu jest tutaj ujemna. Przed nami idzie tandem więc jest łatwo z nawigacją i śladem. Później robi się stromiej. Nasi "przewodnicy" robią gdzieś przepinki na ścianie więc samodzielnie (pod wodzą Kamila) docieramy na przełęcz. Wiele nie widać ale ostrożnie wychylając się widać pod nami drogę na Ostliche Seespitze (który jest moim osobistym typem do zrobienia). Zjazd jest w pięknym miękkim ale brak widoczności nie pozwala cieszyć się tak bardzo jakby to było możliwe. Szczególnie, że zjeżdżamy krótszym wariantem, w skomplikowanym dość terenie, gdzie można spaść z klifów. Nie mniej jednak uznajemy, że było bardzo fajnie. W statystykach wyszło 10 km (6 km podejście, 4 km zjazd), vertical 1030 m. W ruchu byliśmy 3 godz. Sporo czasu zajęło nam nawigowanie w nieznanym terenie (przy powrocie) gdzie trzeba było zrobić parę wycofów. Nie mniej i tak lądujemy wcześnie w schronisku gdzie siedzimy sobie przy piwie i gaworzymy. Na mapie wyglądało to tak (opisany dzień to ten z lewej) Dzień 4 Prognoza raczej nie dawała wielkich nadziei. Miało (i było) gorzej jak wczoraj. Na pewno jednak nie odpuścimy sobie wyjścia... Postanawiamy uderzyć w stronę Kreuzspitz (i sąsiedniego Ostliche Knopenspitz). Wejścia (zresztą wspinaczkowe) nie były realne ale gdzieś pod ścianę zawsze można spróbować podejść. Początek trasy był identyczny jak dzień wcześniej. Pogoda zaś taka. Po drodze dokładnie oglądamy mijaną z lewej grań szukając przełączki co tam miała być. Typujemy miejsce gdzie chyba widać ślady łażenia, robię fotę. Zapamiętujemy to miejsce Stopniowo docieramy do kotła zamkniętego paroma szczytami. Tutaj zaczyna się niewielki lodowczyk - Knotenspitzferner. Ponieważ solidnie w tym miejscu wieje, a korzyści z dalszego pchania się nie widać, postanawiamy wracać. Zjazd podobnie jak wczoraj jest ostrożny. A ponieważ trochę szybko bylibyśmy w schronisku to postanawiamy sprawdzić przejście tym kominkiem co go sfotografowałem. Ta decyzja miała, nawiasem mówiąc, całkiem dalekosiężne skutki. Wejście (bez nart) okazało się wredne, niby nie za bardzo stromo, ale luźny piarg pokryty śniegiem nie pozwalał poczuć się pewnie. Szczególnie, że z Kamilem uznaliśmy, że wejdziemy to z buta. Reszta widząc nasze kłopoty założyła przytomnie raki. Kominek ma w centralnej części założoną poręczówkę ale brakuje czegoś na wyjściu. Oglądamy na górze sytuację po drugiej stronie (na tyle ile widać) i schodzimy. A ponieważ czasu jest nadal dużo to robimy stanowisko. Wszystko ta zajęło nam akurat tyle czasu ile trzeba. Spokojnie jedziemy na piwo. Wyszło 700 m vertical, około 8 km. Jak na taki dzień to nieźle... cdn Pozdro Wiesiek3 punkty
-
A jeśli my jako ludzkość jesteśmy poważnym zagrożeniem dla planety, dla istnienia wielu gatunków zwierząt?2 punkty
-
2 punkty
-
Wykrywalność to klucz do sukcesu. Teoretycznie gdyby każdy miał łatwy dostęp do szybkich, skutecznych, łatwych do przeprowadzenia i jednorazowych testów, np. paski lakmusowe, które barwią się pod wpływem reakcji chemicznej w kontakcie z białkami wirusa to społeczeństwo mogłoby żyć zupełnie normalnie. Nie sądzisz?2 punkty
-
Przewyższenia może nie te co w mojej okolicy ale najważniejsze że korba się kręci,wszędzie można zrobić dobrą jazdę.Patrząc na zdjęcia czasami brakuję mi płaskiego lasu:)2 punkty
-
Trzymam za nią kciuki, tak jak za wszystkich diagnostów. Są zaorani, a urzędnicy oczekują od nich niemożliwego.2 punkty
-
A tymczasem dzisiaj od północy cały austriacki Tyrol w ostrej kwarantannie: https://liveblog.tt.com/414/coronavirus Jeszcze tydzień temu sezon narciarski trwał w najlepsze, a dzisiaj nawet skitury i samotne wędrówki po górach są zakazane.2 punkty
-
Za Gazetą: "(..) Aż 40 proc. zakażeń w Norwegii miało swoje źródło w Austrii. Setki innych przypadków w tym kraju i w Niemczech mają bezpośredni związek z narciarskim ośrodkiem Ischgl - pisze portal Politico (...)". https://wyborcza.pl/7,155287,25802705,europa-zarazila-sie-w-ischgl-narciarskiej-ibizie-z-miasteczkiem.html#S.polecamy-K.C-B.1-L.1.maly#s=BoxWyboMT - niestety tylko z prenumeratą. Ameryki nie odkryli - każdy z nas tutaj widział na własne oczy cosobotnie gigantyczne kory przy Monachium i Resenheim. W obie strony. Przecież to dotyczy całej Europy: Niemcy, Polska, Holandia...2 punkty
-
Na razie to ty przeżywasz, że ci ktoś dał minusika Fora traktuję rozrywkowo. Uważam, że to co wkleiłeś to reptiliańskie bzdury, dlatego zaminusowałem. Nie lubię teorii spiskowych. Ja gdzieś napisałem jakieś głupoty, to pokaż, chętnie skoryguję swoją wypowiedź.2 punkty
-
2 punkty
-
Obstawiam, że po weekendzie death toll we Włoszech będzie > 4 tys. Tymczasem sądząc po lekturze tego wątku w PL ciągle są "owce ", które chętnie by tam pojechały na narty, gdyby mogli.2 punkty
-
Klasa średnia to dużo więcej niż dochód. Nie wszystkich lekarzy można zaliczyć do klasy średniej i nie dochód będzie tu decydujący. Istotna jest rola tej klasy w funkcjonowaniu społeczeństwa.2 punkty
-
@fredek321 sorry, ale to co wypisujesz na temat klasy średniej jest niepoważne. Lekarz, to niby klasa niska wg Twojego toku myślenia? W tym zagadnieniu rację ma @Sariensis Pokory...może warto troche z forum się poedukować, przeczytać link, który zamieściłem i przyznać do błędu? Przeprosić... To takie trudne? Czy nieomylność Ci się włączyła, poziom hard? Z tym pełna zgoda. Dyskusję można prowadzić z pełną kulturą i szacunkiem ze wszystkimi. Bez obrażania i "czerwieńców". @Plywak najwyraźniej, podobnie do Ciebie @fredek321 ma zero luzu, spinka poziom hard. "Czerwieniec" za tekst za przymróżeniem oka? Wyluzujcie. Bo za wiele Waszych poglądów i poważnie pisanych tekstów zasługujecie niestety na łapkę w dół. @Zibi28 stekiem bzdur tekstu z BG bym nie nazwał. Teorie spiskowe nie biorą się z niczego. Warto posłuchać Billa z poniższej wypowiedzi z roku 2015. @Ziemowit pełna zgoda. W każdej plotce, teorii ziarno niepokoju i prawdy. Dlatego też nie ma się czemu dziwić, że one powstają @Zibi282 punkty
-
Chłopaki, by Wam się nie nudziło, w tej pasjonującej dyskusji, wrzucę Wam tekst zaczytany z netu 😲 Ciekawe co sądzicie? 🤔🤪 Z cyklu teorie spiskowe: ZAPOŻYCZONE!! ⚠️ ...ten ciąg zdarzeń wydaje mi się co najmniej zastanawiający... Sami zobaczcie : 1. wirus zostaje odkryty w Wuhan gdzie znajduje się laboratorium, które prowadzi badania między innymi nad bronią biologiczną, mutacjami wirusów itd. Dobrze wiemy, że to właśnie światowe potęgi czyli USA, Chiny, Rosja zajmują się badaniami nad bronią biologiczną. 2. wirus dociera do Europy 3. USA zamyka granice dla obywateli krajów Europejskich OPRÓCZ Wielkiej Brytanii. 4. Cała Europa ma kwarantannę OPRÓCZ Wielkiej Brytanii. 5. Właśnie w Wielkiej Brytanii znajduje się instytut badawczy Pirbright, który od 2014 prowadzi badania nad szczepionką na koronawirusa, a dokładnie 13 marca na Google Patenty pojawiła się informacja, że szczepionka została opatentowana i ma status "active" 6. Laboratorium Pirbright jest finansowane przez rząd brytyjski i UWAGA! Amerykańską Fundację Billa i Melindy Gates "Welcomme Trust" 7. Bill Gates właśnie odszedł z Microsoft twierdząc, że woli poświęcić się działalności charytatywnej i skupić na badaniach "przeciwirusowych", ratowaniu świata i przeciwdziałaniu efektowi cieplarnianemu. No cóż za wspaniałomyślność ?! (Dla mnie oznacza to definitywnie, że w laboratorium i produkcji leków/ szczepionek widzi większy zysk niż w pracy dla Microsoftu! ) 8. Bill Gates, Trump, i inne osobowości polityczne i gospodarcze należą do znanej grupy Bilderberg, która jak wiadomo podejmuje decyzje o wszystkim o czym my myślimy, że decyduje rząd. 9. Dlaczego USA próbuje zapłacić teraz niemieckiemu laboratorium za wykupienie dopiero co odkrytego leku na wirusa i mieć na niego wyłączność? 10. Jaki jest związek Wielkiej Brytanii, Chin i USA w całej tej sprawie ???? Czy przypadkiem nie chodzi o destrukcje finansowej i gospodarczej sytuacji Europy ? O zadłużenie krajów europejskich, które doprowadzi do zapożyczenia się kraju w Banku Centralnym, który należy do kogo ? Znowu Amerykanin? Tak. Rodzina ROTHSCHILDÓW (również należą do Bilderberg) 11. Nie wspomnę o tym, że Wielka Brytania niedawno wystąpiła z Unii Europejskiej - przypadek? Nie sądzę. Jedno jest pewne - jesteśmy pionkami, mrówkami, zabawkami do testów i gierek polityczno - ekonomicznych i gówno za przeproszeniem możemy w obliczu tych, którzy o nas decydują a my nawet o nich nie mamy pojęcia bo na co dzień pokazuje się nam polityków, oficjalne twarze, oficjalne fakty i ich oficjalne wersje. Siedźcie ludzie w domu. Będą nami rządzić jak będą chcieli i nic z tym nie zrobimy, ale niech zaraza sobie pójdzie to chociaż pojedziemy sobie na wakacje po tym całym cyrku. To nie jest tekst mający na celu zniesławienie konkretnej osoby, ugrupowania, rządu czy państwa. Są to osobiste, subiektywne przemyślenia nie mające na celu nic poza wzbudzeniem w Was subiektywnych przemyśleń, że warto patrzeć na to czego nam nie pokazują palcem. W każdej sytuacji jaka spotyka nas w życiu." I jak? Prawda, czy fałsz? 🤥2 punkty
-
2 punkty







