Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 13 Październik 2026
-
Rok
13 Październik 2025 - 13 Październik 2026
-
Miesiąc
13 Wrzesień 2026 - 13 Październik 2026
-
Tydzień
6 Październik 2026 - 13 Październik 2026
-
Dzisiaj
13 Październik 2026
-
Wprowadź datę
25.03.2021 - 25.03.2021
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 25.03.2021 uwzględniając wszystkie działy
-
W opisie rzeczywistości nie można operować jedynie skrajnościami, bo też nic nie jest czysto czarno-białe (choć ludzie lubią pisać tak, jakby było). Moje wrażenie jest takie, że z SMR znacznie stracił po zmianach. Zniszczono las, wyrównano trasy, jest brzydziej i okropnie tłoczno, likwidacja orczyków do Czyrnej. Z sezonówki jednak korzystałam, bo mieszkam 10 km od Szczyrku, bo dzięki niej mogłam robić małe wyskoki parę razy na tydzień, wcześnie rano. Czyli mogę służyć potwierdzeniem tezy, że tak robią miejscowi. Ilu z nich, nie wiem, jednak jeśli są to zapaleni narciarze, trudno ich podejrzewać o bujanie się w najgorszych tłumach całymi dniami - nie o to chodzi. Ale jeździłam głównie w COS i na BSA. Czy to narzekanie czy zachwyt? Ani jedno, ani drugie. Po prostu realizm. Czas i siły nie pozwoliłyby mi tyle jeździć, gdybym zrezygnowała z sezonówki. A COS na szczęście pozostał bardzo przyjemny, choć też trzeba się nagimnastykować, żeby nie trafić na tłum. W okresie ferii jeżdżenie jest bardzo utrudnione, właściwie sezonówka służy mi głównie w okresach poza nimi. I bez COS i BSA traciłaby raczej sens. Mogę pisać w7 punktów
-
Dzień 4- wiosna w Alpach jest przepiękna... Późnomarcowe słońce w górach świeci troszkę inaczej niż to, które do tej pory znałem ze stycznia i lutego. Świeci przy akompaniamencie ptasiego śpiewu i łagodnego wiosennego wiatru potrząsającego świerkowymi gałęziami, jakże innego od ostrego świstu, który towarzyszył nam jeszcze dwa dni temu. Idąc na pierwszego skibusa miasteczko jest już oświetlone promieniami słońca, a jeszcze o 15-16 świeci ono wysoko na niebie. Ma to też swoje wady- mimo świetnego przygotowania trasy po południu robią się nieco kaszowate. Ale dziś to w niczym nie przeszkadzało. Dzień udał się fantastycznie. A więc zaczynamy- szybki zjazd z Rothorn Mittelstation trasą nr 28 w stronę Heimberg, transfer Obertorem na stronę Lenzerheide West, zjazd niebieskim trawersem do Churwalden. Tam czeka na nas unikatowe 4-osobowe krzesło Pradaschier, na którym narty wkłada się do stojaka zamontowanego z boku krzesełka, trochę jak w gondolce. Następnie wdrapujemy się starym i długim orczykiem na Windeggę, opisywaną jako perłę tego ośrodka. Powolny wjazd i drętwiejące ramię zostały zrekompensowane przez wspaniałe widoki w stronę Weisshorn i Rothorn oraz nieskazitelne trasy wiodące ze szczytu Windeggi. My wybraliśmy czarną 82, a następnie czerwoną 83, co dało razem wymagajacy zjazd o przewyższeniu 990 metrów. Kolejno przedostajemy się na południe, a naszym celem jest Piz Scalottas. Prowadzą z niego fantastyczne czerwone trasy- 40 i 42, które kilkakrotnie objechaliśmy. Następnie krótka przerwa w okolicy Alp Lavoz. Po lunchu katujemy trasy przy krzesłach Cumascheals i Stätzerhorn. Trasy 68, 70 i 72 rozgrzewają uda do czerwoności, ale są niemal puste- dają olbrzymią satysfakcję. Koniec dnia to świetny zjazd trasą 42 ze szczytu Scalottas pod krzesło Pedra Grossa- intensywna czerwona o 800-metrowym przewyższeniu. Jutro rozważamy ski safari po całym ośrodku do Arosy i z powrotem. W planach jest przejechanie każdym wyciągiem krzesełkowym w ośrodku + trasą pod nim. Czy się uda? Zobaczymy Pogoda będzie naszym sprzymierzeńcem.6 punktów
-
5 punktów
-
Dziś znowu Rytro,warunki extra,coraz większym problemem staje się złowienie dostatecznej ilości sportsmenów,by warto było otworzyć wyciąg...Samotność na stoku... VID_20210323_100858.mp45 punktów
-
4 punkty
-
3 punkty
-
Siepraw-Ski. Poniżej namiary na www i facebook'a. Nie wiem w jakim wieku masz "malucha" , ale jest grupa tzw. przedszkolna, gdzie z trenerem Patrykiem dzieci jeżdżą i fajnie się patrzy jak szybko zmieniają się z bąków ledwo jeżdżących i stojących na nartach w małe rakiety na nartach. Klub nie jest duży w sensie liczby członków, rodzice się w jego życia mocno angażują, ale fajne jest to, że ma "klubowy" stok w Sieprawiu (oczywiście są też treningi w wielu innych miejscach Kluszkowce, Myślenice, Mosorny, Palenica, Kasprowy, Bukowina - to miejsca gdzie bywaliśmy tylko w tym sezonie; są też opcje jechania na halę na Litwę, czy Hintertux jesienią, czy wiosną/latem), gdzie może wielkiej góry nie ma, ale możesz za to w sezonie prawie codziennie popołudniu na 2h wpaść. Ja mam od drzwi domu w Krakowie na parking pod wyciągiem 30 minut, jak mnie w Libertowie na Zakopiance jakoś światła nie przytrzymają. O dziwo mimo braku śniegu w Krakowie, zawsze jakoś tam się coś uda uratować do późnego marca i np. w tym tygodniu treningi są codziennie od poniedziałku do niedzieli - ja pewnie z młodą skorzystam z 2-3, grupa przedszkolna ma ich trochę mniej, ale generalnie jak ktoś chce żeby dziecko było codziennie lub prawie codziennie zimą 2h na nartach to jak najbardziej się da. Niestety z uwagi na obecne ograniczenia teraz jeżdżą tylko dzieciaki z aktualnymi licencjami. https://www.klub.siepraw-ski.pl/index.html https://www.facebook.com/KN-Siepraw-Ski-382584505115535/ Do tego Pan Andrzej o nartach może gawędzić i opowiadać godzinami. Czasem wpadnie Pan Andrzej Bachleda i też młodziaków pochwali. Gdybyś chciał jakoś więcej info dawaj na Priv, to skontaktuję Cię z kim trzeba bezpośrednio...3 punkty
-
Cześć Tak się składa, ze do pewnego momentu uczyłem głównie dzieci - myślę, że około 15 lat. Czasami trzeba to było robić w warunkach i na stokach, na które nikt by teraz nawet krowy nie wypuścił. Ubijanie nartami, podchodzenie, GSy stawiane przy pomocy łomu i młota, wyciągi złożone z samej gołej stalowej liny, brak wybiegów albo stok kończący się barierą i dwa metry pod nią droga itd. Wszystko zależy od nas (uczących) od naszych umiejętności, inwencji, wytrwałości, zdolności znalezienia elementu zabawy nawet we wnoszeniu wiader itd... Ze swoimi dziećmi to była po prostu zabawa - teraz tak na to patrzę - ale zawsze jest to dla rodzica, opiekuna czy trenera ciężka praca. Własne dzieci zawsze zaczynałem uczyć na małych stoczkach (syn Szczęśliwice, córka jakaś polanka gdzieś w Wierchomli). To były małe dzieci (poniżej 3 lat) więc trzeba pamiętać, że cykl aktywności jest naprawdę krótki i nieprzewidywalny, czasami nie kończy się nawet zjazdem czy... założeniem nart. Nie znaczy to jednak, że czas jest zmarnowany. Każdy kontakt, każda zabawa ze sprzętem, bytność na stoku to nauka i ma wartość. Pamiętać trzeba o domowej indoktrynacji - bardzo ważny element. No i jazda, jazda, jazda... Pozdrowienia3 punkty
-
Nie wiem czy masz świadomość ale właśnie poruszyłeś bardzo delikatną kwestie szkoleń klubowych. Mam to szczęście mieć częstszy kontakt niż ty z tego typu zajęciami - niestety nie jest tak jak powinno być. Ja jestem w stanie wiele zrozumieć i wiele akceptować. W pewnym sensie rozumiem także podejście rodziców - ich ambicje. Natomiast nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego w klubach nie uczy się jeździć na nartach. Zdaje sobie sprawę że wbijam kij w mrowisko ale troszkę z odrobiną szyderstwa stwierdzę - w PL nie ma stoków do DH więc po co szkolić w zakresie DH3 punkty
-
Niefajny pomysł żeby na SL cisnąć na krechę. Ja na moich starych, prawie SL, tez ciągnąłem na krechę na pustej czarnej trasie z pomiarem prędkości na GPS, dobrnąłem do 84 km/ godz i więcej już nie dało rady. Bo narty mocno myszkują i zwyczajnie robi się niefajnie od prędkości 70km/ godz. Zamien narty na inne, z grupy race jak już będziesz się czuł pewniej na stoku. Wrazenia z ich stabilności vs SL są naprawdę mocne.3 punkty
-
Byłem kiedyś w środę wieczorem i widziałem trening choć nie wiem co to za klub był Szczerze? Nie przekonał mnie. Dwie dziewczyny (instruktorki) na górze każą coś robić dzieciakom, w praktyce były wyścigi niemal na krechę, wjeżdżanie z rozpędu w kolejkę, przepychanie z wywracaniem innych w kolejce do talerzyka i część dzieci z tego talerzyka jeszcze spadała (!). No ale pewnie lepsze takie szkolenie niż nic, choć mnie taki trening raczej zniechęcił. Może powinienem dać szansę i poczytać trochę o klubach, które tam trenują, może to był jakiś ich gorszy dzień.3 punkty
-
W Krakowie masz spory wybór,porównaj warunki programowo- logistyczno-finansowe,bo w kwestiach czysto fachowych możesz liczyć i na Krakowski Klub Narciarski /Przemek Nowak/,Yeti /Leonowiczowie/,Ryskalski /Darek Ryskala/,Lider /Piotrek Bogusz/...3 punkty
-
Dzień 3- Here comes the sun! Wreszcie to co każdy narciarz (no prawie) lubi najbardziej- słoneczko przez cały dzień. A wszystko to oczywiście przy absolutnym braku kolejek i niewielkiej ilości narciarzy na trasach. Dlatego widząc poranny błękit czym prędzej udaliśmy się na stok. Korzystając ze świetnej widoczności (nareszcie!), wjechaliśmy na Parpaner Rothorn- najwyższy punkt ośrodka (2865 m.n.p.m). Ze szczytu rozpościera się wspaniała panorama na stoki po stronie Lenzerheide West. Piękne widoki towarzyszą również trasie nr 21, która mimo swojego czerwonego koloru jest dość łagodna, a dodatkowo, co ciekawe- wiedzie częściowo przez długi tunel skalny. Nasz następny cel to Urdenfürggli- szczyt połączony z Arosą nowoczesną koleją linową (najszybszą w Szwajcarii- 12 m/s.) Przejeżdzamy więc na Hörnli i następne kilka godzin spędzamy na fantastycznych stokach wzdłuż gondolki Hörnli Express i krzesełek Plattenhorn, Carmenna i Brüggerhorn. Ach, jakże pięknie rozlokowane są tereny narciarskie po stronie Arosy. Najbardziej do gustu przypadły mi chyba trasy nr 6 i 10- sympatyczne czerwone, idealne do dynamicznej jazdy carvingowej. Po południu wróciliśmy na stronę Lenzerheide Ost i po kilku zjazdach przy krzesłach Weisshorn Speed (trasy nr 20, 22, 22) i Heimberg (25, 28) zjechaliśmy do hotelu. Takie dni jak dzisiaj pozwalają pokochać Szwajcarię. Po lutowym pobycie w Sankt Moritz wiem już, że te dwa wyjazdy do kraju sera i czekolady na długo zapadną mi w pamięć i niewątpliwie zapiszą się w topce moich narciarskich przeżyć. A przecież jeszcze 3 dni szusowania! I to przy dobrej pogodzie3 punkty
-
Dzień 1- Narty z Mikaelą Shiffrin Dzisiejszy dzień na nartach pokrył się z finałem Pucharu Świata w Lenzerheide na trasie "Silvano Beltrametti" zjeżdzającej do Parpan. Mężczyźni rywalizowali w slalomie, kobiety w gigancie, a nasza Maryna mimo kontuzji zajęła 10 miejsce Trasa FIS robiła spore wrażenie- stromsza i bardziej pokręcona niż w telewizji. Niestety zjazd do Parpan był zagrodzony i nie można było podjechać pod metę i zobaczyć zawodników/zawodniczek. Ale zdjęcia na pamiątkę pozostaną. Jeśli chodzi o warunki to trasy były bardzo dobrze przygotowane, jednak dzisiejszy dzień to głównie chmury i lekko padający śnieg. Stąd też przeznaczyliśmy go na spokojny rekonesans (głównie zachodniej części) ośrodka. Kolejek do krzeseł nie było żadnych, ludzi na trasie niedużo lub umiarkowanie (na bardziej popularnych, niebieskich fragmentach robiło się momentami trochę gęściej). Jutro ponownie ma padać, ale od wtorku wróci słoneczko i wtedy umieszczę dokładniejsze opisy tras Sam ośrodek po stronie Lenzerheide na pierwszy rzut oka robi spore wrażenie. Jest sporo szybkich krzesełek, a mnogość wariantów tras zaspokoi tych najbardziej wymagających Jutro dalsza część relacji!3 punkty
-
https://sosnowiec.wyborcza.pl/sosnowiec/7,93867,26916307,trwaja-konsultacje-ws-zadaszenia-gorki-srodulskiej-w-sosnowcu.html bede miał blisko pomimo, że 'za granicą' jak się powiedzie Pozdrawiam mirekn2 punkty
-
Jestem z Wrocławia i rzadko jeżdżę do Szczyrku, ale na tych kilka moich wyjazdów w epoce orczyków to: zjechałem każdą trasę, jeździłem na orczykach z córką i nigdy się nie wywaliła, wystarczy umieć jeździć i orczyk nie jest problemem, bardzo dobrze wspominam Golgotę, orczyk na Małe Skrzyczne, Bieńkulę, Juliany. Czechy miały otwarty wyciągi co najmniej jeden tydzień. Więc częściowo napisałeś błędy 😉2 punkty
-
2 punkty
-
Mega,interesujący materiał do obejrzenia i zastanowienia dla początkującego narciarza jak również tego który ciagle ma obawy przed czymś lepszym,gdzie jego strach czy lęk nie pozwala na krok do przodu .2 punkty
-
Szczęśliwice maja swoje plusy i minusy, właśnie przez to że są nieprzyjemne. Trzeba tam odnaleźć swój rytm, co generalnie powinno pomóc w nauce, wszak nie zawsze trafia się na idealne warunki do jazdy, a te szczęśliwickie wypłaszczenia potrafią wybijać z rytmu i powodować że dziecko od wejścia uczy się reagować na przeciwności podczas jazdy. Ja tak to widzę, ale oczywiście nie każdy się tam musi odnaleźć.2 punkty
-
Cześć Szczęśliwice to nieprzyjemny stoczek. Nie lubię go i nie bywamy tam od dawna. Natomiast - jak pokazuje chociażby przykład syna Michała - wystarczający do nauczenia jazdy na nartach. Pamiętaj, że dzieci nie potrzebują przestrzeni i hektarów. Wystarczy górka ze śniegiem. Co więcej, pewna "ogarnialność" terenu jest warunkiem ich dobrego samopoczucia bo wszystko widzą, wiedzą i czują się jak u siebie. Mogą być samodzielne a my możemy je pozostawić same sobie co ważne w kwestii budowy zaufania. Wielkie przestrzenie i długie stoki są potrzebne...kolekcjonerom stoków, a nie do jazdy czy nauki. Pozdrowienia zserdeczne2 punkty
-
Cześć Nie to nie Twoje teoretyzowanie tylko to co piszę tutaj przez cały temat i co głoszę już pewnie ze 30 i więcej lat. I to bardzo mądre stwierdzenie i ... wystarczające. Setki razy pisałem: "kup sobie najlepszy sprzęt na jaki Cie stać i jeździj" i potwierdzasz jak widzę to stwierdzenie. W teoretyzowaniu chodzi mi o coś innego. Wierz mi ja nawet czasami nie wiem jaki model nart mam pod butem (swoje narty rozdałem) a tu goście analizują modele i róznice typu 2mm szerokości czy 1-2 m promienia. Victor - chore absolutnie. Masz 100% racji co do produkcji i sprzedaży sprzętu! Kiedyś oferta firmy to były 4-6,7 modeli w paru długościach czyli powiedzmy 30 nart. Teraz ta sama firma ma 10 razy tyle (a ja nie liczę nart specjalnych). Ale to jest dopieszczenie teoretyków, to ludzie wymuszają taki obraz bo takie mają potrzeby, żeby się chociaż teoretycznie przy wyborze dowartościować a specjaliści od sprzedaży umiejętnie to podsycają... Życie. Pozdrowienia2 punkty
-
Nie ma co oceniać na podstawie obserwacji z dołu. Trenerzy mają swoje metody pracy, przy czym trzeba mieć na uwadze jak do tego podchodzą dzieci. Jeśli dziecko chce jeździć, chce słuchać trenerów i jest faktycznie zainteresowane tematem to wiele na tym zyska. Dzieci które nie chcą, nie czują tematu albo są na treningu bo rodzice kazali, nic nie zyskają. Trener za dziecko nie pojedzie, tak samo jak nie popłynie na basenie, nie skoczy czy nie pobiegnie w lekkoatletyce itp. Liczą się chęci dziecka - jak ich nie ma to najlepszy trener nie pomoże.2 punkty
-
2 punkty
-
Dzień 2 Niestety prawie cały dzień upłynął pod znakiem śniegu i jeżdzenia w chmurze, stąd też fotek nie ma dużo. Jeździliśmy głównie po stronie Lenzerheide Ost, a pod koniec dnia przemieściliśmy się na Lenzerheide West do krzeseł Tgantieni i Pedra Grossa, gdzie pożegnało nas przebijające się słoneczko. Niedługo wleci dłuższa relacja z dnia 3, tym razem spędzonego na słonecznych i szerokich stokach Arosy2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Może masz pecha Ale jak coś to domek po sąsiedzku jest do sprzedaży1 punkt
-
To niedaleko mnie. Parę razy tam byliśmy, miejscami fajna rzeczka. (Patrząc na inny trochę temat, a może żeczka 🤣). Polecam Łupawę.1 punkt
-
Paszport i szczepienie z niczego w Szwajcarii nie zwalniają. Liczy się przebywanie na terytorium kraju/regionu z listy BAG w ciągu 10 dni przed wjazdem do Szwajcarii. Jeżeli przebywaliśmy - potrzebny jest formularz, test i kwarantanna. Jeżeli nie - wszystko zależy od sposobu wjazdu do Szwajcarii. Przylatując samolotem potrzebujemy formularza i testu, wjeżdżając autobusem lub pociągiem potrzebujemy tylko formularza, a wjeżdżając samochodem nie potrzebujemy niczego. @nicram Bardzo fajna relacja. Lenzerheide to moje tegoroczne-koronawirusowe odkrycie. Duży ośrodek, ze świetnymi, różnorodnymi trasami, bez poczucia jazdy w „fabryce”, jak np. w Ischgl.1 punkt
-
Zgadzam się z Tobą, ja sam największy progres robiłem jak jeździłem góra-dół na małych stokach. Szczęśliwice do nauki na pewno wystarczą, tylko za względu na to, że są właśnie trochę nieprzyjemne, to obawiam się, że mogą zniechcęcać a ja i dzieciaki nie będziemy mieli wystarczającej determinacji, by to przełamywać. Ale może martwię się na zapas.1 punkt
-
1 punkt
-
Cześć Masz oczywiście rację z nartą SL bo to narta przeznaczona do skręcania i w jeździe na wprost po prostu bardzo niebezpieczna. Znam dwa przypadki (z czego jeden kolegi, który był tu kiedyś częstym gościem) bardzo poważnych kontuzji odniesionych w wyniku utraty kontroli na SL przy szybkiej jeździe na wprost. Ale dodać należy, że jazda na wprost to trudny element narciarstwa, zwłaszcza na współczesnych nartach, które wszystkie są taliowane. Trzeba umieć i tyle. Pozdrowienia1 punkt
-
Niestety tu gdzie mieszkam snieg to marzenie ściętej głowy,za to rower jest codziennością . I dzięki ze jest! Widzisz,ja nie teoretyzuje w temacie w którym nie mam za bardzo dużej praktyki( szkoleniu,itd),choć czytam,oglądam żeby móc następnie przenieść to w ćwiczenia własne na stoku ,ale dzisiejszy świat wyprodukował masę sprzętu tylko po to żeby go sprzedać -nie zawsze dobrego w który początkujący wpada bez potrzeby -tu niestety marketing. Kiedy wchodzi taki gość jak ja do wypożyczalni czy sklepu przedstawia swoją osobę jako zaczynająca dostaje słaby sprzęt bo takim są buty 90 ,lub zle przygotowane narty. Jak ja mam się uczyć na tym? Powiedz szczerze! To tak jak kolega dobry zjazdowiec z tego forum który wybiera się w nowe i dostaje prehistoryczny sprzęt- z miejsca mu się nie podoba.! Piszę o tym oficjalnie, bo ma do tego prawo,choć koledzy mu doradzają weź lepszy sprzęt i wypróbuj jeszcze raz .Oczywiscie możesz napisać ze na wszystkim da się nauczyć , nie twierdze ze nie ale jeżeli mam możliwość kupić własny docelowy sprzęt na którym będę się uczył to kupię buty 120( które na starcie dadzą mi bardziej poprawna postawę-choć pierwsze kupiłem 100 ale ciagle nie dawały mi komfortu-były dobrze dobrane do stopy,choć uważam ze były miękkie w której sylwetkę miałem bardziej wyprostowana lub podświadomie ja prostowałem tak też mogło być ) i swoją pare nart, będzie zawsze dobrze serwisowana i czekała na kolejny wyjazd ,to napisałem koledze który zadał to samo pytanie jak i ja 10 miesięcy temu . Problem „nowych”polega na tym ze się boja lepszych butów,lepszych nart. A przecież i tak za jakiś czas taki lepszy sprzęt kupią, wiec czy nie lepiej z miejsca uczyć się na czym lepszym?. Ja sam w krótkiej przygodzie z narciarstwem jestem tego przykładem wiec mam prawo na forum napisać o swoim doswiadzczeniu z marketingiem. Zdając sobie sprawę ze nie wiem kto jest po drugiej stronie, sprawny sportowo do nauki czy mniej ogarnięty dlatego to „ona/ona musi dokonać wyboru . W poprzednim poście wspomniałeś o Szwajcarii, fakt byłem całe 4 dni z których jestem niezmiernie zadowolony. Wyjazd partyzancki,z dnia na dzień do ośrodka nowego który jest dość ciężki dla osoby na początku . Stromy, kręty, twardy. Ale bardzo dużo ten krótki wyjazd mi dał . Narta SL dość ciężka na początku ,choc narta w której poczułem,zobaczyłem.,doświadczyłem co to krawędz, co to zostawienie śladu po krótkim czy długim,zaliczyłem porządną glebę po której wyciągnąłem wnioski ze na tej narcie nie wolno ze stromej górki walić tzw krechę żeby mierzyć prędkość ... taki wyjazd nie poszedł na marne. Chciałbym więcej,ale spokojnie pewnie przyjdzie mi dane jeszcze pojeździć . A sprzętu dobrego nie ma co się bać ! Wiec, to takie moje teoretyzowanie! pozdrawiam1 punkt
-
Zachęciliście mnie do rozważania takiej opcji Jeszcze tylko żonę musiałbym urobić, bo pewnie na nią część wożenia spadnie a pół godziny drogi na Szczęśliwice mamy.1 punkt
-
Cześć Widzisz @Mitektroszke nie potrzebnie dmuchasz w ten balon. Oczywistym jest ze w każdej dziedzinie sportu bez praktyki nic nie osiągniesz . Jest to banalne . Tylko trening czyni mistrza ! Oczywiste. Widzisz ja bardzo się cieszę ze miałeś jak i wielu innych możliwość jazdy tego sezonu,bo wielu mieszkajacych w Europie tej możliwości nie miało. Ja sam straciłem 26 dni rezerwacji . A od 27 stycznia zabroniono wyjazdów (zamknięto granice i co więcej przedłużono do 18 kwietnia). Mam jedna pare nart,pare butów i kijków, ubrania z promocji ale dobrze chroniące przed wiatrem ,zimnem jak i nie przygrzewające mojego ciała . Pozdrawiam1 punkt
-
1 punkt
-
Poczekaj poczekaj 😉czy to nie Ty nie napisałeś na początku wątku, że w SMR nie byłeś od czasu jak go przejęli Słowacy? 😉 Więc na jakiej podstawie wyciągasz takie wnioski? 😉 Tak, spora część (jak sam piszesz) korzysta częściej co nie oznacza, że przez cały dzień 😉 i to info od ludzi tam pracujących😉 Ps od kilku sezonów (odkąd korzystam z sezonówki) nie stałem tam w kolejkach. Po prostu przyjeżdżam na 8 rano i jeżdżę intensywnie po 2-3 godziny i wracam do domu 😉1 punkt
-
Motto: A koniecznie muszą być wyniki? Czy chodzi bardziej o to żeby wyszkolić dobrych narciarzy? Muszę się bliżej przedstawić. Jakie mam uprawnienia, by się podjąć tak trudnego tematu, jak w tytule postu. Jeżdżę na nartach od 1964 roku. Średnio w sezonie od 20-30 dni. Najwięcej 45 dni. Dwa sezony tylko po kilka dni, gdy nie było mnie w Polsce. Do tego dochodzi kilka sezonów dzieciństwie, na nartach dla dorosłego. Były zjazdy po polach, skoki paru metrowe na zrobionej skoczni, czy też skoki na brzegach, z najazdem i wyskokiem w górę. Nie znałem wtedy żadnej ewolucji służącej do skręcania, z wyjątkiem przestępowania. Dopiero w wieku 24 lat, miałem okazję być na kursie prowadzonym przez zakopiańskiego instruktora. Uczył pod Gubałówką grupkę studentów przez siedem dni. Poziom był bardzo różny. Byłem najlepszym na tym kursie(sądzę, że na to miały wpływ te lata w dzieciństwie), opanowując jazdę na równoległych nartach. W takim stopniu, że odważyłem się zaraz wybrać na Gubałówkę kolejką i jeździć przez słynny mostek. Po Gubałówce nastąpiła próba zjechania z Kasprowego przez Goryczkową do Kuźnic. Nasz instruktor urządził nam też jazdę terenową, dla urozmaicenia, na koniec kursu. Wybraliśmy się do Doliny Kościeliskiej do schroniska. A stąd na nartach do Siwych Sadów. Są to takie bule pod północnym stokiem Starorobociańskiego. Na wysokości ok 1600-1700 m. W każdym razie niżej, niż Ornak. I wiele bezpieczniejsze, ponieważ wschodnie stoki Ornaku, w kierunku Kościeliskiej, są strome i bardzo lawiniaste. Nazwa Siwe Sady pochodzi od takich niewielkich drzewek o kulistych koronach rosnących w tym rejonie. Oszronione przypominają sady z siwymi drzewkami. To był jedyny z prawdziwego zdarzenia instruktor. Był w kolejnych latach jeszcze jeden. Goprowiec z Markowych Szczawin pod Babią Górą. Po pierwszych zajęciach z nim, na polanie nad krzyżem, przy drodze do Kuźnic, po prawej stronie. Zrezygnowałem z jego rad. Nie wnosiły nic nowego. I według mojej oceny jeździł gorzej ode mnie. Zresztą potem namawiał mnie, bym wstąpił do gopru. Moje umiejętności były wystarczające, by nieszczęśnika, na toboganie zwieść na dół. I jeszcze jeden incydent miałem z kimś co potrafił nieźle jeździć. Na obozie wędrownym, dwutygodniowym w Bieszczadach. Dla studentów poznałem człowieka z Zakopanego. Pytam się dlaczego przyjechałeś w Bieszczady? Masz Tatry pod nosem. Chciałem coś nowego! Załatwił mi potem chatę z łazienką niedaleko skoczni. Na dwa tygodnie. Wybrałem się z żoną, malutkim półtorarocznym synem i Mamą. Mam spędziła przed wojną w Zakopanem dziesięć lat. Pracując w pensjonatach. Odkładała pieniądze. I nie dużo brakowało na mały domek. Wyszła tu za mąż za mojego ojca. Niedługo potem wyjechali z Zakopanego, z obawy przed Niemcami. Dla Mamy to Zakopane było zupełnie inne. Nie czuła się w nim dobrze. Wtedy była dziewczyną a teraz starą kobietą. Wracając do tego kolegi z Bieszczadów. Rozmowa w czasie obozu zeszła na narty. Przyznał się, że był w polskiej kadrze juniorów. Ale potem nie kontynuował kariery w klubie. Nie pytałem dlaczego? Spotkaliśmy się raz na Goryczkowej. I jeździliśmy razem. Pytam, mając fachowca z prawdziwego zdarzenia -co mam poprawić? Dobrze jeździsz-padła odpowiedź. Co miał powiedzieć? Że dla amatora to zupełnie wystarczy. Na zawodnika to za mało i za późno. To było oczywiste. Jakie miałem wyjście, by lepiej jeździć. Coraz lepiej? Teraz to rzecz prosta. Początek nauki w szkółce. Lub w rodzinie, gdy ktoś z rodziców jest na poziomie instruktora, lub jest nim rzeczywiście. Dalej, jak ma ochotę i skłonności do pracy, to może klub i trener. Gdy są takie możliwości. To jest najlepsza droga do eksperckiej jazdy. Najlepsza też do sportu, rywalizacji. Ale gdy takie możliwości nie zaistniały. Gdy tylko, przy okazji jakiegoś urlopu, miało się styczność z instruktorem na godziny. Niewiele godzin. Ale opanowało się jakoś te narty. Jeździ się już przyzwoicie i pewnie skrętem równoległym. Nie unika się gorszych stoków. Ma się dwadzieścia, trzydzieści, może więcej lat. To czy zostanie się ekspertem. Ekspertem w późniejszym wieku. Ekspertem zwracającym uwagę swoją jazdą. Wolniejszą, niż znacznie młodsi. Ale pewną i dającą mnóstwo satysfakcji. Ekspertem, który może startować bez wstydu na zawodach amatorskich. Twierdzę, że się da to zrobić. Nie posiadając trenera pod ręką na każde wezwanie. Da się to zrobić własnym wysiłkiem. Robiłem to od samego początku, gdy zaczynałem pierwsze równoległe skręty. Nie miałem instruktora na co dzień. Instruktorzy jeździli po Kasprowym. Poznawałem ich po takich małych odznakach z napisem PZN, przyczepionych do kurtki, lub pod nią. Przyuważywszy takiego, przyglądałem się jego jeździe. Jak inicjował skręt i jak go prowadził. Jakie skręty preferował. Długie, krótsze, śmig. Przyglądałem się kursom instruktorskim w Kotle Gąsienicowym. Ustawionym tyczkom dla wertikalu slalomowego. Ćwiczeniom ewolucji. Pług, skręt z oporu, skręt równoległy. To były wzory. Ale najlepsze to byli trenujący zawodnicy. Pojedyncze tyczki, jak dla giganta. I w dół od przełęczy między Kasprowym a Beskidem. Czy też na Goryczkowej. Tu różnica była zdecydowana w stosunku do „moich” instruktorów. Szybkość zdecydowanie większa. Prowadzenie stabilne nart. Przyglądanie się innym jadącym. Innym wzorom, idolom, to prawie nie różni się od oglądania filmu. Pierwsze wrażenie-to tak bym chciał jeździć! I koniec na tym. Tak sobie można wzdychać przez całe lata. I na tym się skończy. Z filmem jest nawet lepiej. Jak się go zwolni. Mocno zwolni, a nawet podzieli na klatki, to już coś widać. Co ten wzór tam wyprawiał. Mając własny film, zrobiony przez żonę, sympatię itp. Też można go podzielić na klatki. I porównać odpowiednie momenty. To jest wskazówka. Jak daleko jesteśmy od wzoru, naszego ideału. To porównanie zastępuje częściowo instruktora, trenera. Oni to widzą swoim okiem na stoku. I potrafią nam zaaplikować takie ćwiczenie, który nas zbliży do wzoru. To jest bardzo duża przewaga żywego człowieka nad samo nauką. Lata moich pierwszych ślizgów nie obfitowały w filmy instruktarzowe dla uczących się. Tym bardziej, że czasami się coś obejrzało tylko przypadkowo. Jedynym materiałem do nauki były książki. Pierwsza książka „Śmig”. Zaraz potem „Ski de France”. W języku francuskim w Bibliotece Górskiej w Krakowie na miejscu. Zbiorowe dzieło najwybitniejszych znawców materii we Francji. Ksiązka dosyć gruba. Pełno wykresów, trajektorii. Były też i zdjęcia zawodników, ryciny sylwetek narciarza w skręcie. Konfrontowałem to wszystko ze stokiem. Z własnym doświadczeniem. Przy okazji poznało się ze słownika parę słów francuskich. Tekst, specjalnie przy czymś takim nie jest, potrzebny. Jak się jeździ samemu na stoku. Nie są ważne definicje. Trzeba robić, co tam jest pokazane. Potem były inne książki. Nawet polskich autorów. Wreszcie coś naprawdę dobrego. G. Joubert. Trener w klubie uniwersyteckim w Grenoble. Tam była Olimpiada Zimowa. Gdzie jeździł mistrz nad mistrze J C Killy. Joubert miał swego wybitnego wychowanka Patrick Russelle. Zdobywca ze dwa razy(?) Pucharu Świata. Patrick, który wykonywał skręt „S”. Patrick, który „połykał”(avalement) muldy(nie! „Górki”). Skręt „S”. Pierwszy raz dowiedziałem się o nim z „Dziennika Polskiego”. Codziennej gazety w Krakowie. Pisywał tu o nartach Zbigniew Ringer. Sam zapalony narciarz. Pojawiła się rycina, dwóch półokręgów złączonych ze sobą. Zrobić coś takiego na nartach równoległych, wąskim śladem, to było wyzwanie. Ten Joubert, to była dla mnie Biblia. Biblia do poduszki przed nartami rankiem. Biblia do analizy własnych błędów. Trudnej analizy, ponieważ nie miałem zdjęć w czasie jazdy. O filmach nie było co marzyć. Ja uczyłem innych. Mnie nie miał kto uczyć. Analiza polegała głównie na oglądaniu śladów własnych nart. Na to trzeba było podejść w górę. Na szczegółowej analizie, co doprowadziło do wywrotki. Na analizie przyczyn, dlaczego w mokrym, wiosennym śniegu tak trudno jest wykonać skręt. I dlaczego zakopiańscy zawodnicy tak łatwo po nim skręcali. Skręcali, ponieważ jechali znacznie szybciej ode mnie i nie pogłębiali skrętu, jak ja z obawy przed szybkością nart. Ich narty się ślizgały po powierzchni śniegu. A moje zagłębiały w nim. Taki śnieg nie ustąpi nawet na centymetr. Potem miałem jeszcze inne książki. Nawet w amerykańskim oryginale Harolda Harba. Tu sobie zrobiłem z płyty pochyły stok w mieszkaniu. I stojąc na nim w butach narciarskich ćwiczyłem kolana do stoku i odwrotnie. Książkę odstąpiłem koledze ze Skiforum. Płyty CD Harba też. Z literatury, oprócz staroci, został mi RonLeMaster”Narciarz Doskonały”. Mogę go podarować poważnie zainteresowanemu, który chce zostać zostać ekspertem. Przeszedłem, gdy pojawił mi się Internet w domu, na materiały z sieci. Filmy, opisy, analizy. Głównie ze Stanów. Ponieważ nie mają węża w kieszeni. Ale też i Europy, w jakimś ludzkim języku. Amerykanie widocznie wychodzą z założenia, że tylko głupek będzie się męczył sam na stoku. Mądry weźmie instruktora. Ja nie ma kasy to niech sobie jeździ, jak się mu podoba. Gdy wjedzie na kogoś, to będzie płakał. Po co ten wstęp do wstępu. Jak mówił student do studenta. Otóż zamierzam prowadzić dalej temat –„jak zostać ekspertem”. Kurs internetowy za pośrednictwem Skionline. Będę się posługiwał głównie filmami, które mi się podobają. Filmy będą twórczo komentowane przeze mnie. Bazując na własnych doświadczeniach, czy na obserwacji bliskich osób. Wszystkie ćwiczenia, występujące w tych filmach były przeze mnie osobiście wypróbowane. Z różnym skutkiem końcowym. Nuda. Brak wystarczająco czasu na stoku, tylko na te ćwiczenia. Brak właściwego stoku. Ale to nie znaczy, że kandydat na eksperta nie może tych trudności pokonać. Kurs ekspercki, to nie przelewki. Nie zacznie się od pierwszego stanięcia na nartach. To zostawiam żywym instruktorom. Mogę tylko zdradzić, że podstawą będzie jazda równoległa. Dam stosowny przykład. Od jakiego poziomu jest dostępny, dla kandydata na eksperta. Ile czasu będzie potrzeba by zostać ekspertem? To jest trudne pytanie. Tym bardziej, że choć ćwiczenia są wykonywane na idealnym stoku, to ekspert musi, w międzyczasie, poświęcić sporo godzin na fantazje „offpiste’. To jest konieczne. Bez opanowania tego terenu nie ma co marzyć o tym zaszczytnym tytule. Ekspert to coś więcej niż instruktor. Instruktorem się zostaje w dwa tygodnie. A taki się musi lata męczyć. Douczając się samemu, by zostać ekspertem. Co mi zostało z tej nauki? Dobierałem sobie od wielu lat sprzęt przeznaczony, według producentów dla ekspertów. A teraz mam nawet dla początkujących zawodników. I o dziwo mi się na tych nartach najlepiej jeździ.1 punkt
-
Obyś się nie przeliczył... Wyobraź sobie, że miejscowi i najbliższa aglomeracja to nie chłopi pańszczyźniani i nawet na dniówki za 150 kasę znajdą, jak liczysz na pusty Szcyrk z powodu braku sprytnej sezonówki to jesteś jak Duda wg. Żulczyka A jako miejscowy mogę z ręką na sercu zapewnić, że miejscowi w tych kolejkach to nie więcej jak 5% Ps Mnie w SMR w przyszłym sezonie na bank nie spotkasz, więc śmiało możesz zająć moje miejsce w kolejce1 punkt
-
Ja poszedłem drogą zapisania córki do klubu tzw. sportowego z przekonaniem, że mistrzynią stoku to raczej nie zostanie, ale będzie jeździć dużo i nauczy się fajnie jeździć na nartach. Obiektywnie rzecz biorąc jak na dziecko obecnie 10-letnie, które spędza ok. 40-45 dni w sezonie (3 takie sezony jeżeli liczyć ten obecny) i na tle klubowych koleżanek jeździ średnio - ale jak wchodzi na stok gdzie są zwykli tzw. śmiertelnicy i jej rówieśnicy to widać różnicę; czarna trasa - nie jest problemem; wjazd do lasu i jakiś przytrasowy freeride - bardzo lubi. Ja nie mam ciśnienia - ograniczam się do kwestii logistycznej - trzeba sprzęt, kupuję sprzęt; ma być o tej godzinie na stoku, zawożę ją na stok. Natomiast na pewno nie jeździłaby tyle na nartach, gdyby nie klub. Nie wiem jakie są grupy i warunki trenowania w takim WKN, ale jeżeli masz możliwość i pieniądze aby córka się tam pojawiała i jeździła, to uważam że niekoniecznie "wychowasz" (tak naprawdę oni zrobią to za Ciebie) mistrzynię Polski w narciarstwie alpejskim, ale świetną narciarkę na pewno. Nie daj się tylko porwać "szaleństwu" rodziców z niespełnionymi własnymi ambicjami i przerośniętym ego - tych w klubach jest generalna nadreprezentacja; natomiast jest też grupa bardzo fajnych i zapalonych rodziców ze zdrowym podejściem do tematu...1 punkt
-
Bardzo rozsądne podejście. Wyniki są sprawą indywidualną. Zbiorową jest bezpieczeństwo na stokach. Zaryzykuję stwierdzenie. Im lepszy narciarz jedzie ma moimi plecami, tym bardziej czuję się bezpieczny.1 punkt
-
Kiedyś byłem zwolennikiem takich rozwiązań, dziś, po analizie tego co się dzieje w SMR - nie jestem. Niemniej Pilsko to problem dostępności górnych partii, gdy dolne nie działają. A to dwudziestoletnie krzesło z demobilu się za chwilę rozleci. Problemu nie ma, gdy działa Buczynka (dla mnie ten trudny przejazd jest zaletą, nie wadą, tak jak ten Szczyt Skrzycznego). Coraz bardziej lubię miejsca, gdzie nie ma autostrad, a są jakieś utrudnienia. Tak gdzie są same autostrady, nie da się jeździć (ilość ludzi) i czasem nie ma po co jeździć (nie da się rozpędzić). Lubię więc ośrodki z "problemami". To dziś najlepsze dla "starych" narciarzy ośrodki, ostatnie, gdzie zachowano jeszcze trudne zjazdy: COS, Soszów, Stożek, Pilsko!1 punkt
-
dokładnie, na skiforum takim policjantem był przecież Mitek, jak relacje kogoś mu się nie podobały, to tak długo go gnoił aż gościu rezygnował z pisania, w tym gnojeniu uczestniczyli też inni oczywiście nie piszę o sobie, ale widziałem jak fajni i wrażliwi ludzie odchodzili ze skiforum nie muszę teraz tego udowadniać, bo nie ma archiwum 😉1 punkt
-
1 punkt
-
Zima tej wiosny nie daje wytchnienia. Dzisiaj szybka tura na Malinów. Wyjście z Soliska na Pośredni trasą narciarską, dalej lasem na szczyt Malinowa. Śniegu jest jak to mówią "w opór" od samego dołu. Na dole cięższy, u góry puszek. Podczas powrotu na dole padający śnieg przechodził w mżawkę. Golgota jak na filmiku 🙂 . 20210323_103345.mp41 punkt
-
1 punkt
-
Bardziej chyba dla Dzesik, Julek, Nikoli, Klaudii, Sebastianow, Alanów, Patryków ... Grażyny i Janusze to umieją czytać ze zrozumieniem i pisac bez błędów i z reguły już pierwszych nart nie kupują.1 punkt
-
Cześć Nie wierzysz... czemu? Mnie też niektóre posty przerażają... Które? Którym nie wierzysz? Pozdrowienia serdeczne1 punkt
-
Myślę, że Pan zrozumiał pytanie - przy dobrej bazie noclegowej te ośrodki położone są w odległości 20-30 km (np. Chur), czyli ok 30 min dojazdu do ON, można autem, autobusem lub pociągiem. Rano sprawdzać pogodę i wybierać ośrodek z najlepszą W taki sposób można świetnie wyjeździć się w cztery dni1 punkt
-
Cześć Flex index jest świetnym pomysłem i nikt nie podważa jego sensowności. Chodzi o to aby pojęcie to było włśnie dobrze rozumiane. Już z powyższego postu wynika, że flex nie jest wartości a wpełni obiektywną a więc nie może służyć do bezpoeśredniego porównania twardości (choć wiemy że to tylko przybliżenie) butów różnych firm. Jest tylko wskazówką a nie obiektywną wartością. Obecnie nie da się pisac o butach nie posułgując się flexem, jego mitologizowanie natomiast uważam za duży błąd za który płacą głownie mniej doświadczenie narciarze. Przykładem może być bardzo częste pytanie: "jaki flex buta dla mnie" lub "jaki flex buta do tych nart". W artykule jest sporo informacji na temat szczegółowych i często kosztownych procedur związanych z idealnym dopasowaniem skorupy, brakuje natomiast wstępu omawiającego dobór buta, sposób mierzenia, stanie w bucie, zapinania klamer. Wiem , żę to podstawy ale ważen a czytajć materiał pod tyutułem: "Jak właściwie dopasować buty narciarskie" Można odnieść wrażenie, że kupujemy but jak leci a później go spobie dopasowywujemy przy pomocy maszyn a tak przeciez nie jest. Serdecznie pozdrawiam1 punkt







