Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. moruniek

    moruniek

    Użytkownik forum


    • Punkty

      37

    • Liczba zawartości

      2 943


  2. JC

    JC

    Administrator


    • Punkty

      16

    • Liczba zawartości

      16 752


  3. lski@interia.pl

    [email protected]

    Użytkownik forum


    • Punkty

      14

    • Liczba zawartości

      3 290


  4. surfing

    surfing

    Użytkownik forum


    • Punkty

      13

    • Liczba zawartości

      4 038


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 13.02.2023 uwzględniając wszystkie działy

  1. Dziś jeden z najlepszych dni na nartach - EVER !!! Dzień nieco emocjonalny. Córka wróciła do nart po złamaniu nogi. Pogoda miała być słaba, była fantastyczna. Na zmrożonym podkładzie, spadło 5 cm świeżego. Żyć, nie umierać. Tu, córka na zdjęciu. Pierwsze dorosłe narty. Buty od @marekbtl pasują idealnie, dziękujemy raz jeszcze. Dziś epicko. Te 5 cm świeżego na twardym podkładzie. Fajnie to wyglądało. Takie kolejki przez cały dzień. Prawie jak w Białce 😉. Fajna jazda, cały czas. Tak stok prezentował się około 15:00. Później termy. Nie mogłem się powstrzymać. Odnośnie term więcej zdjęć tutaj.
    17 punktów
  2. WorldSkitest 2023 odbędzie się w Polsce! Miło mi poinformować, że jeden z najbardziej prestiżowych i największych testów narciarskich na świecie odbędzie się w tym roku w Polsce. Od 21 do 24 marca w ośrodku narciarskim Skolnity Wiśle Narty będą testować zaproszeni goście, w tym zawodnicy pucharu świata mistrzowie olimpijscy i mistrzowie świata.
    15 punktów
  3. Krynica niedzielna i poniedziałkowa, dwa różne światy pogodowo i kulturowo. Wczoraj na Jaworzynie ludzi mało, w tym sporo Słowaków, wszystkie trasy czynne, świeży śnieg w nienagannym sztruksie. Dziś wieczorem Tabaszewski, bo tak wypadło. Parkingi o 18tej pełne aut z rejestracjami na W, nie wiem, z jakiego to miasta.Pewnie zaczęły się tam ferie. Jeżdżą mimo padającego deszczu. Z wypożyczalni wzięli tylko narty i buty, kijow nie, może biedny region. Jeżdżą z dużą szybkością, tylko na wprost, więc muszę być czujny jak pies podwójny. Do tego i w barze, i na stoku, młode pokolenie z tego W. konwersuje z tym W. bez komórek, i pewnie ich tam słychać... Byle doczekać 27go lutego...
    13 punktów
  4. Dziś a wczoraj to dwa różne ośrodki narciarskie. Po wczorajszym opadzie nie został żaden ślad. Było tak. Stok trzymał bardzo dobrze. Czasem słońce, trochę śniegu, chwilami niewielki deszcz. Dzieci zadowolone. Na górze, gdzie rozchodzą się 3 trasy, jest naprawdę szeroko. Córka śmiga. Dzisiejsza nasza faworyta, trasa za laskiem, obok orczyka. Jej dolna część. Te warunki to z około 13:00 Stoki trzymały się bardzo dobrze, to zdjęcie z około 15.
    10 punktów
  5. Dzisiaj warunki na Złotym Groniu zdecydowanie inne niż wczoraj. Meldujemy się ok 8.30. przed 9 już zjeżdżamy ale warunki od początku miękko. W nocy nie było przymrozku więc stok nie związał. Dodatkowo na górze lekka mgła. Do 9.30 na bieżąco. Potem zaczynają pojawiać się szkółki. Śnieg ciężki. Padał deszcz na przemian z mokrym śniegiem. Kolejka coraz dłuższa i po 12 jak kończyliśmy to trzeba było do wyciągu odstać ok 5 minut. Pojawiły się już pierwsze minerały w kilku miejscach ale niegroźne.
    8 punktów
  6. Jak te znakomitości zobaczą na jakim stoku przyjdzie im jeździć to pomyślą sobie: "Wy tu tak żyjecie?"😉
    7 punktów
  7. Puchar Pilska w Skialpinizmie Trasa Team wymagała partnera, startowałem z gościem z którym umówiłem się online, a poznałem na Miziowej przed startem. Ogólnie towarzystwo Team to w większości biegacze górscy i maratończycy, mój partner biega maratony, jako para uzupełnialiśmy się znakomicie, on dobry na podejściach, ja na zjazdach, ja w szczycie kondycji skiturowej, on wraca do formy po chorobie-udało się nam iść wspólnym tempem, niestety odcięło mnie chwilowo przed Kopułą (pkt.11). Dla mnie spore nowe doświadczenie skiturowe, bo jeszcze nigdy podczas jednej tury nie robiłem 14 przepinek w tym 8 razy przyklejanie fok. Nie odbyło się bez problemów technicznych, pierwszy u partnera po upadku- zerwanie mocowania klamry , drugi u mnie w połowie trasy zaczęły się bez powodu odpinać narty - okazało się że zrobił się lód pod sprężyną przednich wiązań, zanim problem został zlokalizowany zjeżdżałem kilka razy na jednej narcie - potem musiałem po nią wracać , do kompletu na ściance czarnej po wypięciu wywinąłem orła. Problemy techniczne i związane z tym długie zjazdy nie dały nam szansy na zmieszczenie się w limicie, ale warto było zdobyć takie doświadczenie. Na 16 punkcie kontroli (Miziowa) zabrakło nam 10 minut do limitu, oczywiście dokończyliśmy trasę poza konkursem z czasem 5h11min Musze dodać że impreza zorganizowana wzorowo przez klub Kandahar. 2 min do startu Ja granatowy, partner zielony Meta
    7 punktów
  8. Szczyrk: 1)BSA - wykorzystaliśmy mrozy i mamy 2 metry śniegu na każdej trasie. Odwilż nam nie straszna. 2) SMR - nasypalismy dużo śniegu i otworzyliśmy większość tras, ale np. trasa sportowa jest dalej zamknięta, bo na samym dole w jednym miejscu wystaje parę kamieni. Nie chcemy, aby ktoś porysował sobie narty. 3) COS - po prawej stronie jest metrowy pasek brązowego śniegu, otwieramy!
    7 punktów
  9. Szczerze w życiu bym nie uwierzył, że taka impreza jak WST może odbyć się w Polsce. Prędzej bym się spodziewał zawodów Alpejskiego Pucharu Świata. Gratuluję z podziwem, że udało się Tobie Jacku coś takiego zorganizować i ściągnąć tak zacną Ekipę na polskie stoki.🤗
    6 punktów
  10. Żeby tylko było po czym zjechać.
    5 punktów
  11. 9 luty, piękny zimowy dzień postanowiłem spędzić w Gorcach. Wcześnie rano wyruszyłem, aby delektować się chyba najlepszymi warunkami od początku sezonu na które trafiłem, czyli dobrym śniegiem, słońcem i bezwietrzną pogodą. To właśnie te czynniki spowodowały iż jak mało kiedy mogłem się wyciszyć. Choć najwyższym punktem mojej wycieczki był Kudłoń, to ten zalesiony szczyt był najmniej istotny. W ten piękny słoneczny dzień wybrałem trasę z dużą ilością dawnych pasterskich hal po drodze. Pokonując 16 kilometrowy dystans z Koniny Halamy, do Lubomierza Przysłop, miałem ich po drodze aż osiem.
    5 punktów
  12. nadeszła wiekopomna chwila po ........nastu latach pożycia zdradziłem swoje rośki. Nowa miłość niby podobna, geometria ta sama (1 mm szersza w pięcie), promień ten sam, a jednak jakieś różnice są : w headach wiązanie ewidentnie przesunięte do tyłu - około 2-3 cm. (dlaczego ? cz tak ma być ?) płyta wyższa o jakieś 0,5-0,7 cm jakość wykonania - zdecydowanie Rossi Jestem ciekawy jak przez te naście lat się pozmieniało odpowiedź w poniedziałek -w bagażniku jadą obie pary a miałem kupić mastera 😞
    4 punkty
  13. Naprawdę chcesz jechać teraz na narty do Turcji?
    3 punkty
  14. Tak, wielkie gratulacje dla Jacka i wszystkich osób, które uwierzyły że da się i przekonały ekipę WST. Trzymam kciuki za przygotowania i aby wszystko się dobrze udało!
    3 punkty
  15. Gratulacje, biorąc pod uwagę, że 4:57:13,9 było w limicie a i Para bez wspólnych treningów to naprawdę Wielki Szacun. Pozdrawiam mirekn
    3 punkty
  16. Taki jeden kiedys tu zawsze pisal ze nic nie ma znaczenia. Nawet mozesz jezdzic na jednej nodze Head a na drugiej Rossi 😜
    3 punkty
  17. Ja też byłem zaskoczony. Przed 8 od Ustronia już sznur samochodów - na szczęście cały czas przemieszczający się. Nawet przez chwilę się zastanawiałem czy jednak nie zostać na Czantorii. Na parkingu Soszowa byłem o 8.10 i pokierowano mnie na samą górę (ostatnie kilka miejsc). Obsługa parkingów działała sprawnie i był porządek. Kilka minut spóźnienia przy wyjściu z domu nawarstwia się później. Przebieranie się, kolejka po karnety i niestety w efekcie pierwsze odbicie dopiero o 8.40. Patrząc na ilość ludzi myślałem, że jeszcze z godzina i będzie kolejkowo. Co ciekawe, okazało się, że nie... Narciarzy zaczęło przybywać dopiero ok. godz. 11 Soszów ma niewielkie różnice w cenniku pomiędzy poszczególnymi czasami karnetów (tylko 5 zł). Można więc zaryzykować dłuższy. Warunki bardzo dobre tak do 11. Potem ok - po prostu więcej wyślizganych miejsc. Górnego odcinka nie sprawdzałem - za duża kolejka do orczyka. Moje dzieci lubią tą stację bo jest dużo wariantów zjazdu. Do tego można poskakać i pośmigać poza trasą. Przypomniałem też sobie co jest dla mnie największą wadą ośrodka (oprócz kłopotliwego w trudnych warunkach pogodowych dojazdu na parking) - powolny wyciąg. Krzesełka są gęsto ustawione, więc przepustowość jest ok. Czas się jednak dłuży - zwłaszcza, że zjazd czerwoną jest krótki. Mam duże wątpliwości co do deklarowanej długości czerwonej trasy. Jak tam wszystkiego jest 700m to będzie dobrze - niby ma 900m 🙄 Biorąc jednak pod uwagę całość - będąc w okolicy warto do nich zajrzeć 👍 Ps. Wracając przed godz. 13 mijałem wielki korek w kierunku Wisły - co tam się musiało dziać, to nie chcę myśleć 😁
    3 punkty
  18. Hm, jeśli już, to raczej pod koniec marca. Ale co? Czy narty w Turcji to teraz temat tabu?
    2 punkty
  19. Bo wedlug forum nie ma nic lepszego w PL.
    2 punkty
  20. Większość potwierdzam, ale nie wszystko: 1) Co do wyciągu: tak jest teoretycznie powolny, ale jedzie nominalną prędkością: 2,5 m/s. Szczyrkowski ma wyciągi 5 m/s, ale tylko... teoretycznie, bo moim zdaniem nigdy nie jeździły szybciej niż 3,5-4 m/s. 2) Dalej co do wyciągu. Ten wyciąg niewyprzęgany jest zrobiony tak, że co 6 sekund wsiadają 4 osoby (dla niektórych to nawet za szybko). Czyli na minutę 60. Na godzinę: 2400. To załatwia temat większych kolejek. Mimo strasznego tłumu ludzi (jak pisałeś: brakło parkingu), jeździło się całkiem prawie na bieżąco. 3) Problemem jest orczyk. Tam tworzy się buła, a kolejka była wyjątkowo nieuporządkowana, jak nie na Soszowie. Stąd my wyjechaliśmy do góry tylko chyba ze 4 razy, bo szkoda czasu. Brakuje moim zdaniem tej działającej pomy, bo na górnej części Trójki śmiało można wpuścić więcej ludzi, a kolejka zniknęłaby bezpowrotnie. 4) Reszta w zasadzie jak pisałem. Moim cichym marzeniem jest połączenie Soszowa i Rówienek, czyli też ożywienie tych Rówienek!
    2 punkty
  21. Trochę jest rozstrzał w tych testowanych nartach 🤔. Trzeba zdecydować w którym kierunku chcesz iść. 1. skoro 6 dni w Alpach to nie SL. GS nie chcesz. OK. Ma być więcej pod butem ale dynamicznie? Tu masz parę świetnych nart: https://www.skionline.pl/worldskitest/19-20,testy,narty-high-performance-mezczyzni,16.html 2. Skoro piszesz, że Redster S7 itd. za trudna (oraz jeździsz 4 sezony) to rzeczywiście trzeba mierzyć siły na zamiary. Na za trudnej narcie o progress będzie ciężko. 3. Fischer Curv DTX 164 - fajna narta ale będzie ...za krótka dla Ciebie. Nie wpadaj w pułapkę za krótkich nart. Weź 171. Jeśli i mnie chodzi to Voelkl Deacon 82 to jest moja narta w Alpy. Oprócz GS oczywiście.
    2 punkty
  22. Dziś termy w zimowej odsłonie. Dzieci bawiły się świetnie, bezproblemowe wejście z córką (na darmowy karnet dla niej - ma 9 lat). Pokazujesz swoją sezonówkę, dowód i dowód dziecka - dostajesz dla niego opaskę. Termy zasypane śniegiem. Nie mogłem się powstrzymać. Mazowieckie ferie i ten tłok na basenach. Widok na stok w tle. Tu wydobywa się całe dobro, które zasila baseny w ciepełko. Pachnie siarką, diabeł jaki czy co ? Fale.
    2 punkty
  23. Tatrzańska Łomnica w weekend, na gopassie wrzucili kupony na bilet za 29 euro i wpadło ponad 35 km. Do 14 super, potem na czerwonych trasach od gondoli miejscami spore muldy i lodowo, ale jak na sobotę i to że na dole była jakaś słowacka impreza z występami i psimi zaprzęgami to kolejki małe, max w ciągu dnia 10-15 minut. Najdłużej się stało do krzesła na Łomnickie Sedlo, na którym jeździło dośc sporo ludzi, nic dziwnego bo widoczki były piękne. Sporo śniegu poza trasami z czego korzystali skiturowcy, freeridowcy, a na dole w laskach szalały dzieciaki.
    2 punkty
  24. Soszów: FEB 12 Jak sobota to Soszów – w pełni otwarty, ale zatłoczony Soszów, jak jest w pełni otwarty, przyciąga niczym magnes, nawet (a może zwłaszcza) w sobotę. Niemniej kłopoty sygnalizowała już droga – od Rudy Śląskiej aż do samej Wisły zatłoczona, a w samej Wiśle zakorkowana. Nie pomogło nawet to, że na Soszów (i Stok) zjeżdża się przed centrum miejscowości na rondzie w prawo: do doliny Jawornika. No ale ostatecznie małą prywatną grupą zameldowaliśmy się na parkingu (rzecz jasna: zatłoczonym) przed 9-tą, a zaczęliśmy nartowanie nieco po 9-tej. A samo nartowanie? No cóż: były kolejki (!), co na Soszowie jest stanem zdumiewającym. Standardowo do krzesła stało się od 3 do 5 minut, a do orczyka bywało, że dłużej. Cóż, ten orczyk jest na dziś wąskim gardłem stacji (jeśli jest otwarta od samej góry). Ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie wpuszczenia tłumu z krzesła skupiającego się na dolnej części trasy nr 3 – gdyż fragment ten, choć łagodny, jest niezwykle wąski. Raczej rozwiązaniem byłoby ożywienie nieczynnej od lat pomy obsługującej górną część trasy nr 3. I na tym koniec marudzenia: kolejki nie były dotkliwe, trasy były przygotowane znakomicie, były wszystkie czynne lub prawie czynne (czarna), a wariantów zjazdu było mnóstwo! Dało się pojeździć carvingowo, slalomowo i... pozatrasowo. A na czarnej również... terenowo. No cóż, koniec ględzenia, niżej zdjęcia: Więcej zdjęć: Jak sobota to Soszów – w pełni otwarty, ale zatłoczony | Twój instruktor (twojinstruktor.blogspot.com) https://twojinstruktor.blogspot.com/2023/02/jak-sobota-to-soszow-w-peni-otwarty-ale.html Maciek
    2 punkty
  25. Dziś jeździliśmy na SMR. Po wczorajszej przygodzie z Orczykowym córka zrezygnowała z nart, więc wybraliśmy się na bardziej ambitne trasy. Zrobiliśmy między innymi 2x Golgotę, 2x Sportowa (zamknięta ale warunki dużo lepsze niż na Widokowej na COSie) oraz 2x Biękule. Nie wiem skąd takie opinie, że te trasy takie hardcorowe jak 8 letni syn bez problemu z nich zjeżdżał. Myślę, że niska frekwencja na Biękuli wynika z dwóch rzeczy. Jedna jest taka, że ciężko na nią trafić. Jak się wysiada z Gondoli to nie ma drogowskazu. Czarna tabliczkę z numerkiem widać dopiero jak się wespnie pod górkę. Druga kwestia jest taka, że jak się zjedzie to trzeba dralowac pod górę oraz przejechać przez drogę. Szkoda, że zlikwidowali stary orczyk. Dobrze, że podstawia tam nowa kanapę. BTW. Zauważyłem, że wciąż istnieją chatki od starych orczyków na dole Biękuli i na pośrednim. Ciekawe czy je jakoś wykorzystają przy budowie nowych koleji krzesełkowych. BTW2 Były dziś testy nart K2. Przetestowałem sobie gigntki, ale niestety trasy już były rozjeżdżone jak je brałem. Nartki fajne.
    2 punkty
  26. Czantoria, warunki dobre. Ludzi sporo. Trasa nr 2 przejezdna, ale oficjalnie zamknięta.
    2 punkty
  27. Pozdro z Jurgowa. Warun elegancki. Czarnuszek czynny.
    2 punkty
  28. Witam. Trochę spóźniona relacja w z wyjazdu na Stubai -koniec stycznia tego roku Miały być cztery dni na nartach; wyszły 3,5 dni - ze względu na duże opuźnienię w przybyciu na kwaterę. W okolicach Chemitz zaczęła się taka śnieżyca że chwilami na niemieckim autobahnie poruszałem się z zawrotną prędkością 40-50km/h. Uspokoiło się dopiero za Norymbergą. Co do samych warunków narciarskich to b. dobre. Ludzi nie dużo - w zasadzie brak kolejek do wyciągów. Z dołu chodziła tylko gondola Eisgart. Na trasach też brak tłumu. Pierwszy dzień oraz drugi mocno pochmórno i bez widoków - ale nie tak żeby to utrudniało jazdę Na koniec drugiego dnia trochę przebijało się słoneczko Wieczorem drugiego dnia trochę szwendania się po Insbrucku Trzeci dzień już z rana zapowiadał się zdecydowanie lepiej widok z kwatery w Steinach am Brenner I taki też był cały czas lampa i świetny warunek narciarski - nawet te -10 -12 stC nie przeszkadzało zbytnio Podsumowując fajnie pojeżdżone, ilość i rodzaj tras jak na moje i dzieci preferencje i umiejętności ok. Temperatury trochę niskie ale można się było tego spodziewać w styczniu na wysokościach 2500-3200 m.n.p.m. W tym okresie pewnie lepiej by było trochę niżej - zdecydowała "polityka" karnetowa. Po podwyżkach w PL ceny w AT już tak nie rażą frytki na stoku niecałe 6 EUR; w miejscowości w której nocowaliśmy wielka dobra pizza z pieca 8-9 EUR Pozdrawiam
    1 punkt
  29. Pierwsze narty Zakopane zobaczyło w 1894 roku. Przywiózł je Stanisław Barabasz, malarz, architekt, późniejszy dyrektor Państwowej Szkoły Przemysłu Drzewnego w Zakopanem, jeden z pionierów narciarstwa w Tatrach. Narty, wzorowane na norweskich, wystrugał mu na życzenie jasielski stelmach – rzemieślnik wyrabiający koła, elementy powozów, sań itp. Jedna, długa na dwa metry deska, była jesionowa, druga bukowa, bo takie akurat się znalazły ("Ale to nie szkodzi, dobrze, że i takie są", notował Barabasz). Wyparzono je w gorącej wodzie i wygięto nad ogniem – tak opisywał proces powstawania legendarnych nart Wojciech Szatkowski z Muzeum Tatrzańskiego, gdzie oryginalna narta Barabasza jest czasem pokazywana (druga się nie zachowała). Barabasz najpierw jeździł na nartach na polowania, potem szusował po krakowskich Błoniach, wreszcie, we wspomnianym 1894 roku, dotarł do Czarnego Stawu Gąsienicowego, a w 1905 roku zdobył na nich pierwsze dwutysięczniki: Kopę Kondracką (2005 m n.p.m.) i Małołączniak (2096 m n.p.m.). Za wiązania służyły mu prawdopodobnie zwykłe sznurki. Narciarze w Krakowie w latach 30. XX wieku (Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, domena publiczna) , Zakopane 1935: narciarz podczas rozmowy z góralką (Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, domena publiczna) Dzień na nartach był wówczas "tatrzańską wyrypą", czyli wyciskiem do kresu sił. Żeby zjechać z góry, trzeba było na nią najpierw wejść, a nie jak dziś wygodnie wjechać gondolą. Kolejek nie było, dopiero pod koniec pierwszej dekady XX wieku zaczęto je uruchamiać w Alpach – w 1908 roku Szwajcarzy otworzyli pierwszą w Europie górską kolejkę linową na Wetterhorn, a w 1924 roku pierwszy wyciąg narciarski w Crans, tzw. saniowy – turyści zasiadali w saniach, a te były wciągane pod górę na linach. Prawdziwym przełomem (przepustowość!) okazały się wyciągi orczykowy i talerzykowy. Ten drugi opatentował inżynier o swojsko brzmiącym nazwisku – Jean Pomagalski. Z nich w ciągu kilku lat wyewoluowały wyciągi krzesełkowe i gondole. W Polsce pierwszy orczyk zamontowano dopiero w 1959 roku na Hali Kondratowej w Tatrach – 25 lat później niż w szwajcarskim Davos. Pod górkę Barabasza i ludzi, których wokół siebie zgromadził, brak infrastruktury nie powstrzymywał. Obierali coraz ambitniejsze cele: od Hali Gąsienicowej, przez Czerwone Wierchy, po Giewont. Techniki zjazdów uczyli się na własnej skórze. Po latach Barabasz wspominał, że z początku sądził, iż ludzie "latają na deskach jak ptaki" tylko dzięki sile własnych mięśni. "W opisach [norweskich – przyp. red.] nie było żadnej wzmianki ani o zjazdach z góry, ani o skokach narciarskich", śmiał się z własnej naiwności. Więc gdy odkryli, że na nartach najszybciej zjeżdża się z góry, pędzili na złamanie karku. O lawinach mało kto myślał, póki pod Małym Kościelcem nie zginął Mieczysław Karłowicz, kompozytor, dyrygent i taternik. Fotografia grupowa narciarzy. Widoczni m.in.: artysta malarz Stanisław Barabasz (1. z prawej), członek Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego Mariusz Zaruski (1. z lewej). (Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, domena publiczna) Grono entuzjastów nart rosło z każdym rokiem. Rodziła się kultura jazdy – w 1907 roku powstały pierwsze polskie organizacje narciarskie: Karpackie Towarzystwo Narciarskie we Lwowie i Sekcja Narciarska Towarzystwa Tatrzańskiego – i pierwsza infrastruktura, na przykład schronisko narciarskie na Skrzycznem w Beskidzie Śląskim. We wciąż podległej zaborcom Polsce liczba narciarzy wynosiła kilkaset osób. Moda na narty wybuchła w okresie międzywojennym, jak pisał na łamach HistMag Marek Baran. To było "tylko" kilkanaście tysięcy osób, ale już ta liczba oznaczała, że przekroczono próg masowości. Szusowano w Beskidzie, Tatrach, Czarnohorze. Ale najpierw – pod górkę, pieszo. Przełom nastąpił 26 lutego 1936 roku: wagonik kolejki linowej wjechał na Myślenickie Turnie. A w niedzielę 15 marca 1936 roku – na Kasprowy Wierch. "Mieszczące po 33 pasażerów wagony mogły przewozić w każdym kierunku do 180 os./godz. Liczba chętnych przekroczyła najśmielsze oczekiwania, choć cena biletu wynosiła 8 złotych", wyliczał Marek Baran. Do końca roku na szczyt Kasprowego wjechało 165 tys. osób. Kolej na Kasprowy Wierch i późniejsze inwestycje narciarskie ulokowały Zakopane wśród siedmiu najlepszych i najchętniej odwiedzanych zimą kurortów międzywojennej Europy. Turyści na Kasprowym Wierchu, 1970 (Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, domena publiczna) , Kolej linowa na Kasprowy Wierch (Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, domena publiczna) Dzieło życia Kolej na Kasprowy Wierch była dziełem życia Aleksandra Bobkowskiego. Budowano ją w ekstremalnych warunkach przez 277 dni, co stanowiło ówczesny rekord świata. Okazała się najbardziej rentowną koleją w Europie. "Bobkowski dla Zakopanego był tym, kim Eugeniusz Kwiatkowski dla Gdyni", pisał w tekście w 80-lecie kolei Adam Grzeszak z "Polityki". Aleksander Bobkowski, z miłości narciarz, z ideałów jeden z najaktywniejszych działaczy sanacji, a z urzędu najpierw dyrektor okręgu kolejowego w Krakowie, a potem wiceminister komunikacji, dał Zakopanemu lukstorpedę – słynny szybki i luksusowy pociąg z Krakowa. Zakopane miało połączenie z Krakowem już w 1899 roku. Ale nie takie – przejazd szałową lukstorpedą zajmował ledwo 2,5 godziny. Pobyt wiceministra komunikacji Aleksandra Bobkowskiego w Zakopanem (Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, domena publiczna) , Wiceminister komunikacji Aleksander Bobkowski przed Luxtorpedą (Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, domena publiczna) Pociąg Lukstorpeda nie była jedynym szałowym pociągiem międzywojnia. W lutym 1932 roku na tory dworca kolejowego w Krakowie wjechał pierwszy tzw. pociąg rajdowy. Specjalny skład dla narciarzy Polskie Koleje Państwowe uruchomiły wspólnie z Krakowskim Towarzystwem Krzewienia Narciarstwa. Trasa biegła przez góry, od Jaremcza w Czarnohorze, najwyższym paśmie górskim w zachodniej Ukrainie, po beskidzką Wisłę. 1200 km pociąg pokonywał w 10 dni i 10 nocy. Szybko zaczęto na niego mówić: "Narty-Dancing-Brydż". Uczestnicy rajdu narciarskiego Wisła-Worochta, 1937 rok (Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, domena publiczna) , Widok stojącego na stacji parowozu Tr12. Widoczny napis 'Rajd narciarski', 1937 rok (Fot. Henryk Poddębski, Narodowe Archiwum Cyfrowe, domena publiczna) "Chcesz się zabawić – jedź na rajd kolejowo-narciarski", zachęcał "Ilustrowany Kurier Codzienny". I nie kłamał. Każdego dnia pociąg stawał na innej stacji, między innymi w Worochcie (wówczas równie modnej jak Zakopane), Sławsku, Truskawcu, Siankach, Krynicy ("polskim Sankt Moritz"), Zakopanem, Rabce, Zwardoniu i Wiśle. 10 przystanków w 10 dni W drugim roku ruszyły już dwa pociągi rajdowe. Modyfikowano trasy i czas przejazdu, były zarówno wycieczki dłuższe, jak i krótsze, nawet jednodniowe. Zachował się czterostronicowy druk reklamowy "Nadzwyczajnego pociągu Narty-Bridge" z 1933 roku, zachęcający do udziału w jednodniowej wyciecze Lwów–Ławoczne. Ulotka zawierała szczegółowy program i regulamin obowiązujący pasażerów. Wycieczka zbierała się we Lwowie 19 lutego 1933 roku o 6 rano. O 7 zajmowano wyznaczone miejsca, o 7.12 skład ruszał. Celem było Ławoczne. Między 11 a 16 trwała zabawa na stoku – można było wybrać narciarską grupę zaawansowaną, średnią lub początkującą, ale także wycieczki piesze albo sannę, czyli przejazd saniami. Wszystko z przewodnikiem. Albo zostać w wagonach lub poczekalni w Ławocznem, gdzie o 16 zaczynał się dancing. O 18.20 był odjazd ze stacji, a o 21.45 pociąg był z powrotem we Lwowie. Pierwszy, najważniejszy punkt regulaminu mówił, że "uczestników obowiązuje w ciągu całej wycieczki bezwzględny humor i pogoda". Tego nikomu nie trzeba było dwa razy powtarzać. Pasażerowie w tweedach – bo ponad komfort przedkładano szyk, w modzie były szerokie spodnie do pół gołej łydki i przekrzywione kaszkiety zamiast wełnianych czapek – podczas rajdów wysypywali się z wagonów i ruszali na wybrany stok. Lokalni przewodnicy i wyszkoleni instruktorzy oferowali kilka wypraw o różnych stopniach trudności i czuwali nad rozbawionym towarzystwem. W bufecie wagonu restauracyjnego obok drinków oferowano przewodniki i mapy. Narciarski pociąg rajdowy do Sianek, 1932 rok (Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, domena publiczna) , Pociąg wycieczkowy kursujący jako pociąg 'Narty-Dancing-Brydż'. Uczestnicy wycieczki tańczą na peronie (Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, domena publiczna) Nocą pociąg pędził na kolejną stację, a zabawa w wagonach trwała w najlepsze. Grano w karty, zwłaszcza w brydża. Tańczono w rytm jazzu. Oglądano filmy. Wagon restauracyjny miał skórzane krzesła, białe obrusy z góralskim haftem, przy nakryciach czekały ciepłe bułeczki – jak w dobrym hotelu. W wagonach sypialnych każdy miał czystą pościel i miejsce na narty. W wagonie kąpielowym zamontowano deszczownice, a w poczekalni wagonu ustawiono wiklinowe fotele. Pociągiem wraz z gośćmi przemieszczały się szkółki narciarskie, przygotowujące amatorów do wyjścia na śnieg. Wnętrze eleganckiego wagonu restauracyjnego. W drzwiach stoi kucharz i konduktor (Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, domena publiczna) , Pociąg wycieczkowy kursujący jako pociąg 'Narty-Dancing-Brydż'. Uczestnicy wycieczki w bufecie (Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, domena publiczna) W cenie biletu – oprócz przejazdu – było całodzienne utrzymanie i wszelkie rozrywki. Mówiono, że to "polski Orient Express". Skład wyprodukowano w warszawskiej fabryce Lilpop, Rau i Loewenstein, największym ówczesnym przedsiębiorstwie w Polsce. Wnętrze pociągu miało przypominać luksusowy hotel. Wybitni architekci tamtych czasów – Lech Niemojewski, Piotr Biegański i Kazimierz Marczewski – zaprojektowali między innymi ekstrawagancki wagon "dancing-bar". Skład wzbudzał zachwyt nie tylko wśród pasażerów. Podczas Międzynarodowej Wystawy Sztuki i Techniki w 1937 roku w Paryżu zdobył Grand Prix. Dzięki temu, że w pierwszym rajdzie uczestniczył fotograf Henryk Poddębski, wielki dokumentalista odrodzonej Polski, zachowały się wspaniałe zdjęcia. Wnętrze wagonu kinowego w pociągu narciarskim 'Narty-Dancing-Brydż' (Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, domena publiczna) , Poczekalnia wagonu kąpielowego - wnętrze (Fot. Henryk Poddębski, Narodowe Archiwum Cyfrowe, domena publiczna) To musiało kosztować. Na bilet niektórzy oszczędzali cały rok. Cena – 200 zł. Złośliwi powiedzą, że tyle kosztuje dziś pendolino z Warszawy do Gdańska, ale w 1935 roku robotnik zarabiał 200 zł przez dwa miesiące, robotnica przez cztery (kobiety dostawały o połowę mniej), pracownik rolny – przez pół roku. Gospodynie domowe zarabiały 15 zł miesięcznie. Na narty z wiązaniami trzeba było wydać kolejne 100 zł. W 1937 roku w Warszawie kilogram chleba kosztował 0,35 zł. Za jeden bilet można go było kupić pół tony. Wszystko i wszyscy Po I wojnie światowej znaczna część infrastruktury, która znalazła się w granicach Polski, była zrujnowana. Politycy byli jednak wyjątkowo zgodni – kolej trzeba odratować, i to szybko. Kładziono tory, przebudowywano odcinki, powiększano tabor. Podobno międzywojenne pociągi były tak punktualne, że "w tygodniu według nich można było regulować zegarki". Kolej stała się elementem codzienności Polaków, tym bardziej że od 1926 roku mogli liczyć na dopłaty do biletów. Przejazd z Warszawy do Zakopanego kosztował 16 zł – umiarkowanie. Średnia pensja miesięczna wynosiła 150-230 zł. Podróże i rekreacja Polaków miały smak odkrywania odrodzonej ojczyzny. Zakopane 1935: licznie zebrani kibice oglądają skoki narciarskie (Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, domena publiczna) , Zakopane 1933: bufet dla narciarzy na świeżym powietrzu (Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, domena publiczna) W 1932 roku Zakopane miało już ugruntowaną pozycję i letniej, i zimowej stolicy Polski, przy czym ceniło się wyżej niż kurorty nad Bałtykiem. Poeci, pisarze, architekci, malarze, aktorzy, politycy, adwokaci, arystokraci – wszyscy już lub dopiero za chwilę opisywani na pierwszych stronach gazet – przybywali do Zakopanego co sezon. Z początku zjeżdżały dwie grupy: piękni, znani i bogaci oraz chorzy na płuca. Z czasem – wszyscy. "Szlagony [prowincjusze bez wykształcenia – przyp. red.] z Kresów lub z Poznańskiego, aferzyści, Radziwiłłowie, zawodowi taternicy, Boy z Makuszyńskim, przemysł i handel, inteligencja, studenteria, suchotnicy, górale – wszystko mieszało się na Krupówkach" – ironizował Witold Gombrowicz, który co zimę, znudzony śmiertelnie, werandował pod Tatrami na wełnianym worku, niczym bohaterowie "Czarodziejskiej góry" Tomasza Manna w szwajcarskim Davos. Tu było wszystko i tu byli wszyscy. Po cóż narciarski pociąg miał jechać gdzie indziej? "Zakopane było bliskie apopleksji. Według jego zachceń i mniemań, pociąg powinien stać przez dwa tygodnie na dworcu kolejowym pod Antonówką, goście mieszkać w pensjonatach, tańczyć u Trzaski i nogi łamać na Kasprowym" – wspominał malarz Rafał Malczewski, syn Jacka Malczewskiego. Jego słowa przytaczają Maja i Jan Łozińscy w swojej książce-albumie "Narty-Dancing-Brydż w kurortach Drugiej Rzeczypospolitej". Zakopane 1935: powrót narciarzy z gór (Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, domena publiczna) *** Międzywojenne zimy służyły narciarzom – w 1929 roku grubość pokrywy śnieżnej w rejonie Morskiego Oka sięgała prawie 270 cm. Zimowy pociąg zaś, wożący narciarzy od kurortu do kurortu, i to w kraju, który ledwo co wrócił na mapy, był w skali Europy przedsięwzięciem unikatowym. I – mimo słonych cen biletów – wielkim sukcesem. Może jeździłby do dziś, gdyby nie wybuch II wojny światowej. "Narty-Dancing-Brydż" odbył swój ostatni kurs zimą 1938/1939 roku. Niemcy oszczędzili zakopiańską i krynicką infrastrukturę – stworzyli tam ośrodki wypoczynkowe dla swojego wojska. Obywatelom Generalnej Guberni, w obrębie której znalazły się Zakopane i Tatry, wstępu zabroniono. Przy opracowaniu artykułu korzystałam m.in. z książki „Narty-Dancing-Brydż w kurortach Drugiej Rzeczypospolitej" autorstwa Mai i Jana Łozińskich (Wydawnictwo Naukowe PWN). Paulina Dudek.
    1 punkt
  30. Cześć, Na parking przy gondoli bym nie liczyła - kilka miejsc, obok hotele mają swoje parkingi, wszystko zajęte. Jest parking na wjeździe pod dachem (są strzałki w lewo), ale jak macie box dachowy to może być za nisko. W zeszłym roku parkowaliśmy na "wyższym poziomie" czyli na końcowym przystanku gondolki z miasteczka - jest droga dojazdowa (w prawo przed miasteczkiem), ale nie każde auto wjedzie (min. łańcuchy lub 4x4):
    1 punkt
  31. Cześć Z Twojej wypowiedzi wynika, że chcesz się uczyć skrętu ciętego, więc nie ma co kombinować i kupić trzeba sportową nartę, albo SL albo hybrydę, wąska pod butem i jeździć. "Testując" tyle par różnych nart i nie wybrałeś nic dla Siebie?, oznacza tylko tyle, że braki masz w technice - trzeba jeździć. Bo to nie narty jeżdżą - tylko narciarz - jak ktoś kiedyś mądrze stwierdził. Większość obecnych sklepowych nart ma ok 70 pod butem, wielkości rzędu 65/66 już są rzadkością. Szerokość wcale Ci nie pomoże, wręcz przeciwnie. Chcesz bardziej uniwersalną - kup hybrydę na wzrost, a nawet ciut dłuższą, równie dobrze można na nich ciasnym skrętem pojechać, a długość dodaje stabilności przy szybszej jeździe a i szerzej można, lubisz krótkie skręty - kup SL. Póki co to nie szukaj idealnej narty, bo jej nie znajdziesz. pozdrawiam
    1 punkt
  32. 1 punkt
  33. Wielkie otwarcie Bieńkuli miało być w sobotę. Byłem w niedzielę i dziady nawet ratraka tam nie puścili. Muldy to nie wszystko, w jednym miejscu nawet poprzeczny rów nie był zasypany.
    1 punkt
  34. Najlepszym rozwiązaniem jest VIP Parking w garażu podziemnym pod stacja Biela Put, ale koszt 15 € . Ale nie musisz się martwić że nie będziesz miał gdzie parkować, bez względu o której przyjedziesz . Szczerze polecam. Pełen luksus.
    1 punkt
  35. A znasz w ogóle jakiś fajny zjazd z Policy? Bo ja nie. Fajny zjazd - nie po stokówkach, nie po młodniku, nie po wąskim szlaku.
    1 punkt
  36. W ubiegły czwartek byłem w Termach Chochołowskich. Wybierałem się pierwotnie do Oravic, ale nocleg miałem kilometr od Chochołowskich i powiedziałem sobie, że trudno, pewnie będzie tłoczno ale mogę raz w życiu zobaczyć jak to wygląda na feriach. Byliśmy punkt 9 na otwarcie i już tam przywitała nas kolejka do kasy. Do 11 było całkiem nieźle, ale potem zaczął się armageddon. Tłum nie do opisania, zgiełk, hektolitry piwa w barze na dolnym basenie (ciekawe ilu nie chce się iść do toalety po kilku wypitych:)). Gdy wychodziłem około 13:30 przez głośniki ogłaszali, że w związku z dużą liczbą chętnych coś tam coś tam. Raczej nie wstrzymali sprzedaży biletów, bo kolejni chętni wchodzili i raczej nie odprawiali ich z kwitkiem. Generalnie, odradzam każdemu. Wyglądało to tak: Co kojarzyło mi się z chińskimi plażami. Zresztą często jak przyjeżdżam do Polski po słowackim pobycie na nartach, czuję się jakbym wylądował w Chinach;): Na wakacjach byłem w tych okolicach w ostatnich dniach sierpnia. Podjechaliśmy wtedy do Chochołowa i od razu zrobiliśmy w tył zwrot, gdy zobaczyłem, że kolejka do kas wychodzi na zewnątrz, a wtedy jeszcze nie wiedziałem, że kasy są w piwnicach:))). Pojechaliśmy wtedy do Oravic i za 15 minut podeszliśmy pierwsi do kasy, a wchodząc na termy zastaliśmy lekko licząc ponad 100 pustych leżaków:).
    1 punkt
  37. Dojechałem na 13:00, telefon zostawiłem w aucie. O tej 13:00 czy 15:20 (jak robiłem zdjęcie) było nieźle. Dużo naturalnego śniegu, to czuć pod nartą. Oczywiście punkt 16:00 - kanapa stop. Baseny - mistrzostwo świata, można nacierać się śniegiem i hop do wody. p.s. W kolejnych dniach napiszę coś więcej (dodam więcej zdjęć). Muszę przekonfigurować Internet na kwaterce, bo mają tu światłowód, a trochę im nie chce działać. Odrobinę im z tym pomogę.
    1 punkt
  38. Chwila nowości VID_20230211_131738.mp4 I znów kolejka
    1 punkt
  39. K... M.. przecież pisałem. Po co żeście przyjechali!!!! Jutro siedźcie w pensjonatach, bo będzie to samo VID_20230211_115926.mp4
    1 punkt
  40. Dzisiaj Pośredni-Małe Skrzyczne - Skrzyczne i spowrotem. Warunki jak wczoraj, ale nie odbyło się bez niespodzianek. Właśnie mieliśmy wsiadać w żółta kanapę z Jaworzyny na Skrzyczne jak wyciąg się popsuł. Trzeba było sie dostać na szczyt, bo auto zostało na Pośrednim. Uderzyliśmy więc na przedpotopowy orczyk - kotiwce. Myślałem żeby dzieci pościc razem, a ja wjadę z żoną, ale gościu kazał nam jechać w parze dorosły - dziecko. Syn 8 latek pojechał z żoną i udało im się dojechać bez problemu (ale klucze do auta miałem ja) . Ja jechałem z 5letnia córka i tuż przed końcem pierwszej stromizny podwinęła jej się narta. Nie udało się tego poprawić, więc musieliśmy się wypiąć. Później przepchać przez las i zjechać nieratrakowana oblodzona czarna. Na szczęście córka dała świetnie radę. Zjechaliśmy do wyciągu i poprosiłem orczykowego, żeby nam dał jeszcze raz spróbować bez kolejki. Ale gość się nie zgodził i powiedział, że dzieci już nie pyszczą bo kolejka na godzinę, a dzieciaki się wywalają. Żona z synem zjechala z góry. Ja pojechałem z synem na Skrzyczne (trochę się zmęczyłem bo z kimś 3 razy lżejszym jedzie się ciężko), a żona z córką na dół. Na szczęście na dolnej stacji niebieskiego wyciągu byliśmy 15.54 i udało nam się wjechać do na górę po auto. Już pomijając gościa 'dzieci nie pyszczam' to coś z tym COSem jest nie tak. Wczoraj popsuł im się orczyk wyprzegany Tatrapoma, dziś kanapa Laitner i ludzie godzinę wisieli w powietrzu.
    1 punkt
  41. Dobry pomysł z tą tabelką 🙂 Generalnie co roku jest podobnie. We Włoszech zawsze wiadomo ponieważ Oni mają tydzień ferii zimowych związany z datą Wielkanocy a dokładniej w tygodniu kiedy jest Środa Popielcowa, więc w przyszłym roku będzie to dokładnie połowa lutego. W tym roku niestety pokrywa się z drugim tygodniem min. mazowieckiego wiec niejako zmuszony jestem na Austrię. Ale za to w przyszłym roku 🙂 🙂 🙂
    1 punkt
  42. Lysa Hora szczyt na którym byłem pieszo , rowerem, na biegówkach a teraz trzeci raz na skiturach , ze zjazdem poza szlakiem na wschód , oraz w dużym nachyleniu na zachód warunki jedne z najlepszych ponieważ prawie cały czas w lesie to dalej jest ten fantastyczny zsiadły puch , na czerwonym podejściowym szlaku dość dużo ludzi i bardzo różnorodnie , byli piesi , na biegówkach , rowerze , skiturach , biegacze , na sankach oraz ludzie w samych spodenkach i butach, ale mój zachwyt wzbudziła 70 - latka która zjeżdżała na sankach - rewelacja ! Czeska lekkość bytu.
    1 punkt
  43. dla pro 22 km dla cebulakow 9 km ale te cebulaki na Skrzycznem niezle dali w kosc... Start jest w butach i nartach prosto na kopule Pilska to pozniej zaczyna sie zabawa z przebieraniem. Co gorsza jak odepniesz to nie mozna ich pod pacha niesc tylko trzeba przytroczyc do plecaka takie tam farmazony Żywieckie
    1 punkt
  44. Nocleg oczywiście jest super (podobnie zresztą jak Fernerhaus na 2660) i do tego bardzo nas tu rozpieszczają. Teraz już cisza, tylko ratraki jeszcze się krzątają po okolicy. Wygląda na to, że jutro jednak będzie lampa, chmury idą coraz wyżej, gwiazdy już widać... Niektóre ratraki już po pracy, ciekawe czy otworzą jutro ośrodek powyżej Fernerhaus Pozdrawiam.
    1 punkt
  45. potwierdzam To jest z poniedziałku, a codziennie jest ładniej
    1 punkt
  46. Narodowy przewoźnik kolejowy Ukrainy przedsiębiorstwo Укрзализныця, otworzył nowe połączenie kolejowe "Narciarski ekspres". W dniu dzisiejszym wyjechał pierwszy pociąg, relacji Kijów 5:59 - Sławsko 13:16 powrót Sławsko 16:20 - Kijów 23:57 Skład obsługiwany jest nowoczesnym elektrycznym zespołem trakcyjnym Hyundai Rotem HRS2. Jeden z wagonów został przemalowany. Umieszczono na nim wizerunek jednoosobowego wyciągu krzesełkowego, oraz napis "Sławsko, góry wrażeń". Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby fakt że wyciąg jest prawdziwym zabytkiem. Jego długość to 2750 min, a przejazd zajmuje około 30 minut. Przejazd...w sezonie zimowym, podczas wiatru, czy mrozu, to wyzwanie. Należy się do niego przygotować. Nigdy w życiu nie zapomnę, kiedy jechałem tym wyciągiem przy -15 stopniach. W okresie międzywojennym, do Sławska często dojeżdżał tzw "pociąg narciarski". Turystyczny projekt Polskich Kolei Państwowych. Zdjęcie- źródło - Państwowa agencja rozwoju turystyki Ukrainy.
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...