Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. surfing

    surfing

    Użytkownik forum


    • Punkty

      12

    • Liczba zawartości

      4 038


  2. Jeeb

    Jeeb

    Użytkownik forum


    • Punkty

      8

    • Liczba zawartości

      4 980


  3. lski@interia.pl

    [email protected]

    Użytkownik forum


    • Punkty

      7

    • Liczba zawartości

      3 290


  4. Zagronie

    Zagronie

    VIP


    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      511


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 03.04.2021 uwzględniając wszystkie działy

  1. Jan Mysłajek Szczyrk Nie wiek, lecz pasja – na nartach przez życie reportaż Tomka Sowy historiasportu.info Starszy mężczyzna żwawo przechadza się po swoim warsztacie. Proponuje kawę. Zastanawia się, od czego zacząć. Mijają minuty i jego opowieść nabiera barw. Różnych. Raz jasnych, gdy wspomina sukcesy, dzieciństwo, pracę. I ciemnych: beskidzko-zakopiański spór, kontuzje, wyrzucenie z kadry. – Może gdybym nie był takim lokalnym patriotą, to wycisnąłbym ze swojej kariery więcej – zastanawia się Jan Mysłajek. Ale nie żałuje. Przecież całe jego życie kręci się wokół nart. Są dla niego jak tlen. Dzięki nim wie, że żyje. Jasiek, chłopak na bukowych nartach Jan Mysłajek wojny, wyzwolenia i odbudowy kraju nie może pamiętać. Miał wówczas kilka miesięcy. Na świat przyszedł 27 maja 1944 roku, w jednej z chałup na zboczach Skrzycznego – góry, którą za parę lat pokocha. W domu rodzinnym miał jedną pamiątkę po Niemcach: cztery pary nart, tak zwanych „klejonek”, na których wojskowi umilali sobie okupację. Nie wie dokładnie, jak trafiły do rodziny. Ojciec Janka pracował w lesie, zaś mama zajmowała się domem. Mysłajkowie prowadzili niewielkie gospodarstwo, w skład którego wchodziły dwie krowy i pięć owiec. Nie byliśmy majętną rodziną. Mój ojciec nie mógł sobie pozwolić na zakup nowych nart, czy butów. A już tym bardziej na jakieś wsparcie finansowe w czasie, kiedy zaczynałem sportową karierę. Nie był wyjątkiem. Szczyrk nie był aż tak mocno kojarzony z turystyką. Co prawda w miejscowości znajdowała się baza noclegowa, ale nieporównywalnie mniejsza, niż ta obecna. Miejscowość wżynająca się pomiędzy Klimczok i Skrzyczne była typową, beskidzką wioską. Ludzie pracowali w polu, wypasali owce, albo karczowali okoliczne lasy. O każdy grosz trzeba było mocno się starać. Przełom nastąpił w styczniu 1958 roku, kiedy uruchomiono kolej krzesełkową na Jaworzynę, pierwszą tego typu w kraju. Dwa lata później rozbudowano ją o kolejny odcinek, na szczyt Skrzycznego. Na końcu pojawiły się orczyki. Narciarstwo dało mieszkańcom szansę na mentalną zmianę: zamiast rolnictwa gro osób przebranżowiło się i rozpoczęło działalność usługową. Rosnąca liczba turystów sprawiła, że w 1965 roku, przy ulicy Górskiej, pierwsi goście nocowali w kultowym hotelu „PTTK”. Rozwój pomógł też zmienić status Szczyrku – w 1973 roku uzyskał prawa miejskie. Dzieciństwo Janka przypadło na lata pięćdziesiąte. Czasy były takie, że dzieci najpierw musiały skończyć robotę, a dopiero później mogły myśleć o nauce i przyjemnościach. Kolejność nie jest tutaj przypadkowa. Latem chłopcy biegali za piłką, jeździli na rowerze. Zimą uprawiali narciarstwo, lecz posiadanie profesjonalnego sprzętu było rarytasem. W ruch szły więc ojcowskie piły, heblarki i inne sprzęty do obróbki drewna. Do tego jakiś sznurek, albo drut i parę gwoździ. Właśnie takie, ręcznie robione, bukowe deski Jasiek dostał od taty. Musiały wystarczyć. Nieżyjący już Andrzej Niedoba, reportażysta i spiker Telewizji Katowice, tak pisał o początkach narciarskiej pasji chłopca: Szkoła była na dole, Jasiek mieszkał na górze, żeby było łatwiej tata Rudolf zrobił mu narty (…). Tak mu te drzewionki zasmakowały, że w tej szkole na dole zawsze był najpierwszy. (…) Miał 12 lat, a na stoku Skrzycznego, przez ojcowskie pole wytyczono trasę zjazdową. Gdy ogłaszano zawody, brał swoje klepki i stawał na starcie.2 Ze Szczyrku, hen dalej, w świat Początkowo narty były dla młodego Mysłajka idealnym środkiem lokomocji. Z czasem, stały się częścią życia, odskocznią i… narzędziem korygującym. Miałem dziesięć, może jedenaście lat, jeździłem na tych deskach do szkoły, do „Dwójki” w Górnym Szczyrku. Startowałem na nich w szkolnych zawodach, z których większość wygrywałem. Narty stały się moim hobby. W niczym mi nie przeszkadzały. Ba! Miałem krzywe nogi, a jak szusowałem, to mówili mi, że to niemożliwe, że mam je proste! Do dzisiaj nie wiem dlaczego. W 1958 roku czternastoletni Janek zapisuje się do szczyrkowskiego LZS-u. Trafia pod skrzydła Eugeniusza Kanika, a jego talent połączony z pracą błyskawicznie przynoszą sukcesy. Mniej więcej w tym czasie odnosi też pierwszą, poważną kontuzję – na Hali Goryczkowej, gdzie w wielkim skupieniu przyglądał się manewrom starszych narciarzy. Podpatrywał, jak „kręcą”. Po zakończeniu obserwacji wjechał na trasę z zamiarem powtórzenia większości ruchów. Pech chciał, że upadł nieszczęśliwie i złamał nogę. Trafił do zakopiańskiego szpitala. Drugi, ciężki uraz również przytrafił mu się w Stolicy Tatr, na trasie FIS II. Była zima roku 1964. Dojeżdżał do hopki i zamiast ją minąć, najechał na nią. Prędkość sprawiła, że poleciał ponad trzydzieści metrów i lądując pokiereszował kolano. Wspominając kontuzje zawsze powtarza, że to jego największe porażki. W 1959 roku zdobywa jeden z dwunastu tytułów mistrza kraju (w różnych kategoriach wiekowych i grupach). Później startuje w Innsbrucku, ale to nie to austriackie miasto robi na Mysłajku największe wrażenie. Jak na prawdziwego narciarza przystało, serce zabiło mu mocniej, a twarz ozdobiła nieopisana radość, gdy w 1963 roku mógł wpiąć narty i pędzić po stromiznach słynnej trasy w Kitzbühel, tej najtrudniejszej na świecie. Nie tylko sam zjazd zrobił na nim wrażenie. Do Austrii Janek wyjeżdżał jako kadrowicz, jedyny reprezentant z Beskidów. W Biało-Czerwonych barwach błyszczał już od trzech lat. Razem z nim na zawody pojechali Andrzej Bachleda-Curuś, Ryszard Ćwikła i Bronisław Trzebunia – wszyscy trzej pochodzili z Zakopanego. Po zjeździe, w którym Szczyrkowianin zajął siedemnaste miejsce, któryś z trenerów, w formie ciekawostki, pokazał im pensjonat znajdujący się nieopodal stoku. Jego właścicielem był Toni Sailer, trzykrotny złoty medalista olimpijski z Cortina d’Ampezzo i wielokrotny mistrz świata. Dziewiętnastoletni Mysłajek nie miał pojęcia, że startował w miejscowości legendy narciarstwa. Był tym zachwycony. Wielki, sportowy świat otwierał przed nim swe wrota. Tak mu się przynajmniej wtedy wydawało. Zagraniczne eskapady poszerzyły horyzonty i znajomości szczyrkowskiego asa. W 1967 roku „Atomic”, znany na całym świecie producent sprzętu sportowego, zagwarantował mu sześć par nart. I to rocznie! Tym samym, w trudnych czasach Polski Ludowej, otrzymał gwarancję sprzętową, której wielu mogło mu pozazdrościć. Zresztą, przedstawiciele austriackiej firmy polubili Janka. Kilka lat później jej założyciel, Alois Rohrmoser, wpadł nawet na pomysł współpracy pozasportowej. Przedsiębiorca, miał szerokie kontakty i dowiedział się, że w Szczyrku otwarto kilka nowych wyciągów. Skoro były trasy, to będzie potrzeba zakupu i serwisowania nart. Mysłajek miał zająć się przygotowaniem desek. W autoryzowanym punkcie. Nie obyło się bez kłopotów. Praca serwismena wymagała przejścia odpowiednich szkoleń, a te, przez trzy tygodnie, miały odbywać się w siedzibie austriackiego producenta. W okresie PRL prywatne wyjazdy zagraniczne były mocno utrudnione, dlatego Rohrmoser wysłał do Janka specjalne zaproszenie, które przyśpieszyło proces przyznania wizy. Narciarz przyswoił wiedzę i po powrocie do kraju chciał rozpocząć pracę. Chciał, lecz nie mógł, a na przeszkodzie znów stanęły ówczesne, absurdalne przepisy. Urzędnicy przyjmujący dokumenty drapali się po głowach, pytając, co do diabła robi ten cały „serwismen”. Przecież nie ma takiego zawodu! Mysłajek przekonywał, że jest, tłumaczył z czym się to je. W końcu stanęło na tym, że w sumie, to taki ślusarz i wysłano go na sześciotygodniowe przyuczenie do cechu. Tak rozpoczęła się długa, trwająca do dziś praca przy serwisowaniu nart. Spod jego rąk wychodziły dawne – ponad dwumetrowe – zjazdówki, a później nowocześniejsze „carvingi”. Reperował różne wiązania: kandahary, markery i w końcu skrzynkowe. Został naocznym świadkiem sprzętowej ewolucji. Beskidy kontra Zakopane – rywalizacja, w której nie było zwycięzców W świadomości polskiego kibica Andrzej Bachleda-Curuś zajmuje miejsce szczególne. Myślisz polskie, męskie narciarstwo – mówisz jego nazwisko. Dla Jana Mysłajka Zakopiańczyk również jest tym najlepszym. Bronią go liczby i osiągnięcia. Niemal przez całe lata sześćdziesiąte panowie widywali się na stokach. Rywalizowali ze sobą, lecz zdarzało się, że przed zawodami międzynarodowymi dzielili też hotelowy pokój. Dziś o byłym rywalu wyraża się bardzo ciepło. Nigdy zresztą nie miał pretensji do pozostałych kolegów z tras. Oni niczemu nie byli winni. Miał żal do działaczy i części trenerów. Dlaczego? W PZN-ie regiony nie były traktowane nierówno. Trochę tak, jakby ojciec jedno dziecko kochał bardziej, drugie mniej. Najprościej rzecz ujmując: było dopieszczane i bogate Zakopane i biedne, zsuwane na bocznicę Beskidy. Sporo utalentowanej młodzieży wywodziło się przecież ze Szczyrku, czy z Bielska-Białej. Te miasta miały swoje kluby, ale ciągle brakowało w nich pieniędzy. Zdarzały się sytuacje, że jechaliśmy z Zakopiańczykami na wspólny obóz i oni wyjeżdżali kolejką po kilka razy. Ich kluby było na to stać. My wyjechaliśmy dwa, trzy razy i koniec. W swoich opiniach Janek nie było odosobniony. Podzielali je dziennikarze lokalnych gazet. W „Kronice Beskidzkiej”, w numerze 9 z 1967 roku, redaktor Tadeusz Patan grzmiał: Skrzyczne – to przecież najtrudniejszy w kraju poligon dla alpejczyków. Bezdewizowy! Kto z niego korzysta? Turyści. Śląscy działacze narzekają, nie bez przyczyny, że przygotowanie i zabezpieczenie trasy jest kosztowne i pracochłonne. (…) Zakopiańskie kluby – pieniędzy mają dość! A jednak przekładają swoje, jak mówią Austriacy, tatrzańskie „kinderschussy”: FIS I i FIS II. Co stoi na przeszkodzie, by mniej uprzywilejowana elita polskich zjazdowców jeździła, jak sezon długi, na Skrzycznem? Nic. Tylko wówczas wzrosła by ranga Skrzycznego i Szczyrku. Mysłajek mógłby zagrozić Bachledzie. Rosłyby nowe talenty. Więc od samej góry prowadzi się politykę. Skrzyczne w odstawkę. Zakopiańczycy ripostowali. Twierdzili, że w Beskidach w mają kompleksy i siłą starają się o miejsca w kadrze. Najlepiej więc spór rozstrzygnąć na stokach. W sportowej walce.Byli cięci na Beskidy. Teraz mogę powiedzieć, że ja im jakoś nie pasowałem. Może dlatego, że potrafiłem z nimi wygrywać. Związkowa kostucha dopadła go w 1966 roku. Dwa lata przed igrzyskami olimpijskimi w Grenoble, igrzyskami, na które Janek mógł pojechać, ciągle przecież znajdował się w kadrze Polski. Sytuacja uległa jednak zmianie. Sportowiec wraz z rodzicami rozpoczął budowę domu. We wrześniu 1966 roku reprezentanci rozpoczynali obóz przygotowawczy do sezonu. Mysłajek nie mógł w nim uczestniczyć. Nadarzyła się bowiem okazja, by rozpocząć pracę. Udało mu się załatwić – trudno dostępny wówczas – cement i zamierzał wylać fundamenty. Później znów miał wrócić do kadry. Zobowiązał się również, że na czas absencji będzie trenował i konsultował się z trenerem klubowym. Taka sytuacja nie była jakimś novum. Reprezentanci kraju, w różnych dyscyplinach, robili sobie podobne przerwy. Ot, choćby kobiety na czas ciąży i macierzyństwa. Wracano również po kontuzjach, prywatnych perturbacjach. W sporcie ważna jest przecież aktualna forma i wyniki, a te Janek miał. Kilka dni po zgrupowaniu do Szczyrku nadeszła wiadomość: Mysłajek został wyrzucony z kadry i miał oddać reprezentacyjny sprzęt. Szok! Lata 1967 – 1969 czas największych, sportowych trumfów Szczyrkowianina. Od 1958 roku w beskidzkich miejscowościach rozgrywano duże, międzynarodowe zawody zwane dumnie Pucharem Beskidów. Przez ponad dwadzieścia lat impreza organizowana była pod egidą FIS-u, co nadawało jej dodatkowej wartości. Boje toczyły się na stokach, trasach biegowych i skoczniach, a o ich prestiżu niech świadczy fakt, że jednym ze zwycięzców był Jiří Raška – czechosłowacki mistrz i wicemistrz olimpijski w skokach narciarskich. W Pucharze Beskidów Janek tryumfował trzykrotnie, w czasie, kiedy nie był już kadrowiczem. Najszerzej komentowaną edycją była ta jubileuszowa – dziesiąta. W lutym 1968 roku lokalni kibice czekali na pojedynek Mysłajek – Zakopiańczycy. Było już po igrzyskach w Grenoble, na które Szczyrkowianin nie wyjechał, choć wyniki miał kapitalne. Na swoim terenie, na Skrzycznem miało dojść do rewanżu. W prasie, na ulicach i w prywatnych rozmowach pompowano balonik. Huk jaki towarzyszył jego pęknięciu przez kilka dni nosił się po beskidzkich szczytach. Kilka tysięcy sympatyków narciarstwa obległo w sobotę na Skrzycznem trasę slalomu – giganta, by podziwiać legendarną już technikę czołowego zjazdowca świata, rewelacyjnego Andrzeja Bachledy. Już długo przed startem do tej pierwszej konkurencji jubileuszowych, X Zawodów Zjazdowych o Puchar Beskidów, trasa oblepiona była sympatykami narciarstwa, którzy nie bacząc na padający deszcz czekali godziny 13:09, kiedy wystartować miał olimpijczyk Ryszard Ćwikło oraz 13:10, kiedy z numerem „10” miał jechać Bachleda… Próżno czekali widzowie. Po ósemce jechał (zresztą znakomicie) Jan Mysłajek z nr 12, olimpijczycy nie stanęli na starcie.4 Przyczyną nieobecności miały być warunki pogodowe. W ciągu kilku godzin deszcz zmył lwią część śniegu z trasy. Trenerzy obawiali się, że reprezentanci kraju nabawią się kontuzji, a przecież sezon jeszcze się nie skończył. Sfrustrowani, lokalni fani narciarstwa alpejskiego gwizdali i krzyczeli w stronę Zakopiańczyków. Oliwy do ognia dolewali redaktorzy niektórych gazet, snując teorię, że olimpijczycy obrazili się na publikę. Mijali się z prawdą. Sam Andrzej Bachleda-Curuś, zaczepiony przez jednego żurnalistę powiedział:Jan Mysłajek? Dziś był doskonały! Ktoś naszemu narciarstwu musi dać impuls W 1972 roku Janek po cichu liczył na wyjazd na igrzyska. Znów się nie udało. Jego kariera sportowa stanęła na ostatniej prostej. Otwierały się też nowe możliwości, oczywiście związane z ukochaną dyscypliną. Zawodniczą karierę zakończył w 1973 roku. Oprócz pracy w swoim serwisie trenował młodzież, w „Kolejarzu” Bielsko-Biała. Od narciarstwa nigdy nie odszedł. Nie potrafi. Stał na czele dwóch szczyrkowskich klubów: TKKF, a później LZS „Sokół”, organizował zawody rowerowe, Ligę Miejską w piłce nożnej, Puchar Szczyrku, „Family Cup”. Był też miejskim radnym. Działacz pełną gębą – chciałoby się powiedzieć. W ostatnich latach Jan Mysłajek zmagał się z problemami zdrowotnymi. Walczył dzielnie, tak jak na stoku, dzięki czemu nadal – bardzo trzeźwo – spogląda polskie narciarstwo alpejskie.To sport elitarny. Mimo, że w Polsce masowo uprawia go prawie cztery miliony osób, to do dziś nie doczekaliśmy się medalistki lub medalisty olimpijskiego. Wszystko rozbija się o pieniądze: to drogi i niedostatecznie dofinansowany sport. Może jakiś pojedynczy talent, za którym stoją pełni pasji rodzice, kiedyś to pociągnie. Popatrzcie na skoki. Tam wystrzelił Adam Małysz. Jego sukcesy wywołały lawinę: młodzież garnęła się do treningów, znaleźli się sponsorzy, bo na bazie sukcesów można było się wypromować. Potem te „Lotos Cupy” i szukanie następców mistrza. To się udało. Kilkuletni proces zrodził Kamila Stocha, Piotrka Żyłę, Dawida Kubackiego czy Kubę Wolnego. Myślę, że nawet, kiedy ci chłopcy skończą kariery, to skoki przetrwają. Narybek jest. A w narciarstwie alpejskim? Przecież mamy lepsze warunki niż przykładowo Brytyjczycy, a sukcesy odnosimy rzadko. Jeszcze raz powtórzę, że na nartach jeździ parę milionów Polaków. Ktoś musi tej dyscyplinie dać impuls. Może Maryna Gąsienica-Daniel? Janek cieszy się, że Szczyrk się rozwija. Słowacy wzięli się za stoki i od kilku lat, zimą do miasta ciągną tłumy. Żałuje tylko, że przez lata do porozumienia nie mogli dojść nasi, lokalni. Może to kwestia tutejszych charakterów? Bo górale to przecież twardzi, uparci i trochę zazdrośni ludzie. Nie zmienia to faktu, że i tak wspaniali. Na koniec dodaje: Na nartach, jeszcze pojeżdżę! Wiek nie gra tu roli. Chodzi o pasję. Nie ważne czy „klejonki”, czy „carvingi”. Jak narty pokochałem za dziecka, tak kochał będę do ostatnich dni!
    4 punkty
  2. Wątek pod odpowiednim tytułem... Dla tych co jeszcze śmigają i dla tych, co sezon zakończyli Zdrowych i wolnych od wszelkich problemów Świąt Wielkanocnych 🙂
    3 punkty
  3. rewelacyjne warunki - SL komórka 165 cm
    3 punkty
  4. Ja tak właśnie mam, 165 cm slalomkę i 184 cm crossski (Stockli SX to w zasadzie odpowiednik X9), bardzo fajnie się uzupełniają
    3 punkty
  5. Razem z bratem,Vlado Krajnak,który zabił się na nartach w wieku 89 lat,byli kultowymi postaciami na Słowacji.można zobaczyć o nim różne filmy,np na FB na stronie miasta Kezmarok...
    3 punkty
  6. W sumie nie wiem, czy to właściwy wątek na to info, ale moze komuś ta wiedza sie przydać. Po Slowackiej stronie Tatr w dolinie jamnickiej zeszła niedawno lawina, która zabrała ze sobą dwie osoby, na szczęście sie wykopali. Słowacy publikują po takim zdarzeniu dość obszerny raport, tu link: https://rescueservice.sk/?p=8085&fbclid=IwAR3MriaQww_rBFa6xHR5ze00PPhvvRzXw2X-NqsBlbC3dcKefYtvaQ5WYYU
    3 punkty
  7. No ja nie wiem, początek materiału i charakterystyczna muzyka bardziej przekonują mnie do narciarza na kwasie, a nie instruktora 🤩
    3 punkty
  8. https://historiasportu.info/2021/03/31/jan-myslajek-nie-wiek-lecz-pasja/?fbclid=IwAR0EqmGtJzJbjWDZC4B2-BeXkTSeRzfAjIeUpAkVvSHYj1lkTDSUBf8qzaw
    2 punkty
  9. X9 na pewno nie będą Cię ograniczać - są to narty z grupy race, a na dodatek liźniesz zarówno techniki slalomowej jak i gigantowej. Największą przeszkodą będziesz Ty sam. Aby naprawdę nauczyć się dobrze jeździć, trzeba masę trenować pod okiem najlepiej zaprzyjaźnionego fachowca, który powie Ci co jest źle i co trzeba poprawić i zmienić, a nie będzie klepał Cię po plecach i mówił że jest super a nie jest. Wideo analiza wg. mnie to podstawa, bez tego będziesz myślał że jest Bosko w Twoim odczuciu, a film pokaże że jesteś daleki od idea. Ćwicz i nie zrażaj się!
    2 punkty
  10. Szczególnie poza trasą. Dlatego od zawsze powtarzam wszystkim wybierającym się poza trasy, że umiejętność jazdy wyłącznie na krawędzi jest poza trasami upośledzeniem.
    2 punkty
  11. Gówn.... Tylko i wyłącznie komórka GS 195
    2 punkty
  12. Dla mistrzów na pewno, poniższy film tego dowodzi: Jednak wierzę, że dla osób na "nieco" niższym poziomie skilla, takich jak choćby ja, znajdą się lepiej dobrane narty na takie warunki.
    2 punkty
  13. 2 punkty
  14. A może w końcu idąc przykładem naszych starszych kolegów kupić w końcu jedną parę nart. Jeżdżę na takich od kilku lat i chcę innych. Progressory F-19. Można przez "Grzebień" przemknąć trzema skrętami lub ściankę skosić zageszczonym smigiem. Polecam te narty choć z początku miałem na nie nerwy. Z ich powodu trzeba było w końcu porzucić stare przyzwyczajenia ze starego wieku jazdy z nartami blisko siebie. A poza tym to jeszcze nie koniec sezonu. Z kim się widzimy ją 😜 wór 😄 NIK 😎. Pełna turystyka.
    2 punkty
  15. Dzięki, piękne. Tym bardziej, jak się zahaczyło o ten okres. Narty to nie ratraki, super stoki, super wyciągi i cała komercja. Narty to romantyzm. To góry i ja. Nie ma najmniejszego znaczenia, jaki wtedy był sprzęt. Ile się zrobiło kilometrów na nartach, jakie przewyższenia. Pozdrawiam i życzę Wszystkim zdrowia.
    2 punkty
  16. Klasyka najwyższych lotów. Typowy "krawędziowiec" nie ma o tym pojęcia. I nigdy się tego nie nauczy, nie mówiąc o elegancji. Wszystkiego tego próbowałem. To były piękne czasy. Góry i ja! A teraz park musi wymyślać historyjki o zwierzątkach, by nie zostały przez niewagę zadeptane. Grzeb, grzeb, dla dobra sprawy. Nie damy się krawędziowcom. Same krawędzie mogą nas zdominować. Takie stoki. Pozdrawiam i świątecznie życzę przewlekłego zdrowia!
    2 punkty
  17. A teraz się dowiedziałem o śmierci znajomego Słowaka,z którym często spotykałem się na zawodach,ostatni raz startował,gdy miał 93 lata... https://sportky.zoznam.sk/c/259287/slovenske-lyzovanie-smuti-zomrel-drzitel-kristaloveho-globusu-veteranov-otto-krajnak
    2 punkty
  18. Szybkie pożegnanie z Czantorią. Przetarcia aczkolwiek zjazd bez problemów do samego dołu. Parę foci.
    2 punkty
  19. Przeglądając stronkę naszkasprowy.pl trafiłem na bardzo fajny artykuł dotyczący ewolucji w technice jazdy na nartach. Chciałbym się z Wami nim podzielić, oto on: Telemarki i krystianie - Zaczęła się jazda w dół. (…) Pęd nasz był szalony. Wyznać muszę, że zjazd ten błyskawicz-ny należy do rzadkich przyjemności, człowiek czuje się ptakiem i leci niby w przestwór nieskończony – tak Józef Schnaider, narciarz z Tatarowa w Karpatach Wschodnich, pionier narciarstwa na tamtych terenach, opisywał swoje pierwsze doświadczenia narciarskie. Technika, jaką stosowali dawni narciarze, w niczym nie przypominała obecnej: zamiast skrętów na krawędzi karwingowych desek – były telemarki i krystianie, przy-pominające raczej figury taneczne niż sportowe... Dzisiaj na Kasprowym Wierchu dominuje skręt karwingowy, którzy najwięksi mistrzowie nart wykonują „na krawędzi”. Narty do takiej jazdy są bardziej taliowane i zdecydowanie krótsze. Pierwsi narciarze musieli sobie radzić zupełnie inaczej. Pionierzy narciarstwa stworzyli własną „technikę”, opartą na zimowych doświadczeniach wielodniowych wypraw w góry, a potem poparli ją doświadczeniem z kursów narciarskich, prowadzonych przez austriackich i norweskich instruktorów. W dalszych częściach przewodnika Schnaidera czytamy: Przybiera jazda tempo takie, iż nie jest się więcej panem sytuacji, zjeżdżać należy skośnie, na poprzek, zataczać łuki lub koła, używać serpentyn lub zwrotu zwanego „telemark”...zwrot „telemark” jest jedną z najpiękniejszych figur w nartowaniu... Przy zwrocie należy jedną nogę wysunąć naprzód, zarzucić natychmiast w zamierzone położenie, zmienić kij i przyciągnąć drugą nogę... Stanisław Barabasz, pionier narciarstwa w Tatrach pisał, że dopiero podczas wycieczki na Przełęcz Kondracką nauczył się jazdy zakosami (łukami). Wcześniej zmieniano kierunek jazdy padając na śnieg, przekładając deski w żądaną stronę i jechano dalej! O zjeździe z Małołączniaka (2096 m) tak pisał Barabasz: ...powrót za to był desperacki, niektórzy zjeżdżali na nartach, inni na plecach, jak się dało... Rezultatem tej wycieczki były 3 narty złamane, kilka niezłych stłuczeń i odrapań skóry. [video=youtube;TCmUchkGCCs] Z czasem technika stawała się coraz bardziej zróżnicowana. Kontakty z narciarzami z Austrii i Norwegii zaowocowały nowymi ewolucjami. Norwegowie cenili szybkość, z kolei Zdarsky, twórca szkoły alpejskiej, pisał, że łuk z oporu na stromym zboczu, wykonywany wolno, ale pewnie, dawał pewność ustania nawet w najstromszym terenie. Na początku w Tatrach dominowała więc turystyka narciarska i związana z nią szkoła alpejska Mathiasa Zdarsky'ego. Zdarsky czynił eksperymenty narciarskie samotnie lub z towarzyszami, często nocą, bojąc się podejrzeń chłopów o czary. Powstały wtedy elementy jazdy szusem, potem Zdarsky wymyślił zwrot alpejski na stromym stoku i stał się jego mistrzem. Zdarsky wymyślił również jazdę oporną (pług). W 1906 r. powstało w Lilienfeld pierwsze kółko narciarskie i miał miejsce kurs narciarski, a łuk alpejski stał się chlubą tej szkoły i był stosowany przez polskich pionierów nawet wtedy, gdy narciarstwo na dobre zdominowała szkoła norweska. Technice stworzonej przez Zdarsky'ego hołdowali Mariusz Zaruski, Mieczysław Karłowicz i wielu członków ZON- u (Zakopiańskiego Oddziału Narciarzy Tow. Tatrzańskiego), a wizerunek narciarza jadącego łukiem z oporu z ponad dwumetrowym bambusem w ręku dominował w czasach pionierskich. W Tatrach szkoła norweska istniała przez pewien okres równolegle obok alpejskiej i przyjmowała się przez kilka lat, wolniej jednak od austriackiej. Pomiędzy tymi szkołami trwała zażarta rywalizacja, bowiem Norwegowie, twórcy nowoczesnego narciarstwa, zwłaszcza sportowego, pogardzali systemem Zdarsky'ego. Zdarsky nie pozostał dłużny.Pisał o technice Norwegów niezbyt pochlebnie: Jazda przy pomocy 2 kijków nie jest w żadnym przypadku piękna, przecież tak bardzo przypomina cherlawych braci szpi-talnych! Rywalizacja trwała w sumie ponad 10 lat. W sposób niezwykle barwny pisał o dawnych zjazdach i technice Józef Oppenheim w swoim przewodniku z 1936 r. Oto fragment opisu zjazdu pióra Opusia, jak powszechnie nazywano kierownika TOPR, narciarza i taternika: Bo czyż być może dla dobrego narcia-rza większa przyjemność, jak w wąskiej rynnie górskiej kręcić łuk za łukiem, opadając w dół wężowym śladem ? Co za sprawdzian techniczny wycyrklowanych kristjanij, ślad szerokości paru metrów, lecący z pieca na łeb w przepaść.Albo, nieporównany, cholerycznie stromy las tatrzański, ów slalom wobec nieba, o chorągiewkach ze smreków, które się nie ugną, gdy o nie zawadzisz. W miejscach wąskich z kolei Zaruski zalecał tzw. krok poprzeczny, czyli tak zwane schody, które nazywa dreptaniem. W czasie zjazdu zaleca tak jechać by w każdym momencie regulować szybkość zjazdu: Kij przenosimy na stronę narty wierzchniej (dolnej), poczem cofamy nartę wierzchnią wstecz, aż zagięcie dzioba zrówna się z piętą i nagłym posuwistym ruchem narty wierzchniej rzucamy się w dół, podpierając się równocze-śnie kijem, trzymanym oburącz. Kolejną ewolucja jest jazda zakosami: Tzw. łuk z oporu, który dało się wykonać nawet na najstromszym zboczu, był fundamentalną ewolucją tatrzańskich turystów epoki Zaruskiego. Dzięki tym ewolucjom Zaruski zjeżdża z Koziego Wierchu i Zawratu (1907 r.) , a nawet ze szczytu tak trudnego, jak Kościelec (1911 r.). [video=youtube;Wn84W9PxXpA] Oto opis łuku z oporu: Oporu używamy podczas jazdy nie tylko dla zmniejszenia prędkości lecz również dla zmiany kierunku, przez stop-niowe bowiem dosuwanie podczas jazdy narty kierującej (górnej) do hamującej (dolnej) zmienia się kierunek jazdy a ślad nart przybiera kształt łuku. (spójrzcie na długość nart na tym zdjęciu z 1922 roku) Ze względu na stopień trudności zjazdu Mariusz Zaruski podzielił szczyty tatrzańskie na łatwiejsze i trudne. Skala trudności zjazdu obejmowała szczyty łatwe (1/10) do najtrudniejszych (8/10): 1. Wierch Walczacki, Żywczańskie.....1/10 2. Gładkie, Kotelnica...........................2/10 3. Skupniów Upłaz, Kasprowa Czuba..3/10 4. Czuba Goryczkowa, Żółta Turnia.....4/10 5. Giewont (Szczerba), Czerwone Wierchy..5/10 6. Zawrat, Bystra.................................6/10 7. Siwe Turnie od Błyszcza..................7/10 8. Kościelec......................................... 8/10 [video=youtube;IQ5WSgo8Tdk] Zaruski także pisał jako jeden z pierwszych o slalomie. Całość łuków tworzy na zbo-czu wężowy ślad i Zaruski nazwał taki sposób jazdy wężem. Stąd Wściekłe Węże, żleb spadający do Doliny Jaworzynki. W swoim przewodniku użył terminu slalom, dla określenia jazdy wężem w terenie trudnym, gdzie narciarz ma cały szereg przeszkód do pokonania. Istotą slalomu jest ciągłość jazdy i zakręty bez względu na to, czy zostały wykonane według szkoły alpejskiej, czy norweskiej, tj. za pomocą telemarku lub christianii. Były to podstwowe ewolucje szkoły norweskiej. Ojczyzną telemarku są okolice Oslo - Överbö i Morgedal i w górach hrabstwa Oto opis telemarka zawarty w podręczniku narciarskim Józefa Schnaidera z 1898 r: gdy się zamyśla zwrot zrobić w lewo, należy nogę prawą wysunąć nieco naprzód, skierować ku środkowi, przenosząc równocześnie ciężar ciała w tę stronę i przyklękając nieznacznie na lewą nogę, prawą nogą łuk zatoczyć. W ten sam sposób zatacza się łuk w prawo, tylko w odwróconym porządku. O chrystianii pisano wtedy: Kristjanja jest skrętem, dającym się wykonać nawet w bardzo szybkiem tempie i jest konieczna ewolucją w biegach terenowych i zjazdowych...Jazda nisko, miękko, wąskim śladem, ukośnie po zboczu lub prawie w linji spadku. ciężar ciała równomiernie na obu nogach. nagle podrywamy się do góry, prostując nogi i nabieramy ruchu obrotowego przez raptowny skręt ciała wokół osi. Opadamy na pięty, silnie uginając nogi, pięty cisną na tyły nart, obracając je dalej w kierunku skrętu. Podczas obrotu narty rozstawia się nieco szerzej, aby końcowe stadjum kristjanji, ob-suwanie się bokiem po zboczu, wypadło w pozycji pewnej. Na Kasprowym Wierchu w ostatnich sezonach zimowych widać coraz częściej narciarzy jeżdżących telemarkiem, na nowoczesnym sprzęcie. Wojciech Szatkowski Muzeum Tatrzańskie ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Świetny kawałek historii!!!
    1 punkt
  20. Podziwiam ludzi w wieku +90, którzy zachowują zdrowie i maja czas na pasje. W swoim czasie poznałem bombardiera Lancastera z polskiego Dywizjonu 300 w RAF, majora Czesława E.Blicharskiego. Mój pradziadek służył w tej jednostce w latach 1944-1946. Szukając weteranów Dyw 300 po Polsce i całym świecie udało mi skontaktować z 10, w tym z majorem Blicharskim- > mając wiek +90 był w dobrym zdrowiu, zachował wspaniała pamięć. Odszedł w 2015r w wieku 97 lat.
    1 punkt
  21. Chodziło mi o długość stoków, a nie jakość śniegu, ale nota bene byłem w tym roku w 2-gim tyg. ferii planowych małopolski na jaworzynie cały tydzień, syn miał zgrupowanie wówczas, więc pojechaliśmy w jednym czasie, warunki były jak mówisz - wręcz upał (2-gi tydzień ferii, nie pierwszy - poprzednia grupa miała lux warunki). Zaczynaliśmy jazdę o 8.00 - (6-kę mieli zarezerwowaną tylko dla siebie na trening) - krzesło specjalnie puszczali wcześniej. Cały dzień praktycznie jeździłem na SL voelkla 157cm komórka damska wersja, jak żona robiła sobie przerwę to brałem GS-y i śmigałem po całej jaworzynie (przywłaszczyła sobie moje narty i stwierdziła że nie odda - są takie super). Dla mnie nie ma znaczenia jakie są narty, raczej trzeba dostosować technikę jazdy do panujących warunków niż dobierać narty, na dole przy gondoli były muldy po szyję, ale jak miałbym wybierać - wolałbym GS-y, przede wszystkim waga i długość są do tych warunków, takie czołgi - idą po wszystkim, gdzie się dało to na krawędziach, a gdzie nie to śmig i tyle.
    1 punkt
  22. Narty robią. Ale podstawową różnicą jest chęć skatowania się w takich warunkach. Obojętne na czym. Parę razy wracałem na GS końcówkami śniegu w Soelden do dołu, czy np. na Stubaiu (głęboki kwiecień). Muldy po uszy, śnieg a`la płynny beton. Ani razu nie zamieniłem zjazdu w tych warunkach na gondolę, po 8 godzinach intensywnego śmigania po max przygotowanych trasach. Oczywiście, zakładając cały dzień jeżdżenia w takich warunkach wziąłbym przynajmniej slalomki. A patrząc w doświadczenia z 30-40 lat wstecz - normalne, zarąbiste warunki Można jeździć, byle kolejek za dużych nie było .
    1 punkt
  23. Ja bym tam na biegówkach zjeżdżał.
    1 punkt
  24. możesz opisać specyfikę tych warunków ?
    1 punkt
  25. jesteśmy na forum narciarskim a nie rowerowym, jak już kiedyś nauczysz się jazdy na nartach to zrozumiesz
    1 punkt
  26. Gryzą się prawa z lewą?..........u mnie się trochę gryzą czasem 😉
    1 punkt
  27. Kup 2 pary i będziesz miał z głowy SL 165 i X9 181. Albo rybki albo akwarium.
    1 punkt
  28. https://fb.watch/4E6FXzlgZu/
    1 punkt
  29. Panowie rozważania są czysto "spod baru", czy lepsza chuda ruda, czy krągła murzynka. Wszystko zależy od kształtu trasy, warunków atmosferycznych i co chcemy zrobić, czyli jak dojechać. Najlepsze są te, które w tym momencie będą najlepiej jechały i dawały przyjemność.
    1 punkt
  30. znow coś wygrzebałem. Ciekawe... @Zagronie😉
    1 punkt
  31. Zgadzam się z Tobą @Author Zresztą, sprawę zabójstwa niedźwiadka przez trójkę turystów w dol. Kościeliskiej już przerabialiśmy.
    1 punkt
  32. Zachodnia część Olbrzymów to jest wg mnie najbardziej interesujący teren singli w Polsce. Znam większość tras enduro i singli na Dolnym Śląsku. Beskidy znam z relacji video, ze zdjęć. Na podstawie tego mam taką opinię. Podważanie Zachodnich Olbrzymów przez rowerzystę to największy grzech jaki ktoś może wyrządzić w środowisku 😁To są przepiękne i trudne ścieżki. I dziękujmy Najwyższemu że mamy Włoszczowską która to pieczętuje i na pewno będzie dbać o to aby te trasy nie zostały zniszczone, nawet jak przestanie sama zawodowo jeździć. Słyszałem też taki spisek, że Włoszczowska zbudowała sobie te single aby w przyszłości otworzyć tam szkolenia mtb. Ja widzę że MTB i enduro u nas się świetnie rozwija, razem z czeską stroną w Sudetach mamy mnóstwo terenu do fajnej jazdy: łatwe single (Świeradów, Glacensis), szutry górskie (Sowie, Kaczawskie), zorganizowane miejscówki enduro (Srebrna Góra, Trutnov, Olbrzymy), dzikie enduro (Ślęża, Radunia, Góry Kamienne). Dzięki tej różnorodności można się świetnie bawić, rozwijać, szkolić, etc.
    1 punkt
  33. Nie jest moją intencją przekonywanie Cię, ja tylko Cię uświadamiam że Twoje marzenia o nowych asfaltach w Karkonoszach są nierealne. Nie ma na to szans, wystarczy trochę poobeserwować jak działa KPN. Ja się modlę aby nas skiturowców całkowicie z parku kiedyś nie wyrzucili. I chciałem Ci też przedstawić zupełnie inne poglądy na Karkonosze niż Twoje. Mnie np. razi duża ilość ludzi, którzy kompletnie się nie umieją tam zachować: śmiecenie, brak kultury chodzenia po szlakach, brak przygotowania do warunków pogodowych, brak planowania wycieczki. Widziałem wiele takich przykładów. Takie podejście jest wzmagane przez wyciągi, hotele i knajpy dostępne w górach, również asfalty. W górach powinno być trudniej, aby wymuszać to że człowiek się musi do tego przygotować.
    1 punkt
  34. Szybki przed świąteczny szpil. Szczyrk Solisko-Hala Skrzyczeńska-Małe Skrzyczne-Skrzyczne. Są pierwsze przetarcia. Do tego tuż przed Skrzycznem na szlaku brak śniegu (ok. 300 m). Zjazd do samego dołu. Trzeba być czujny(minerały na stoku).
    1 punkt
  35. Kasprowy tak Pilsko średnIo Babia No nie wi
    1 punkt
  36. Jednak niektórzy nie potrafią juz żyć bez uprzęży... w sumie- smutne.
    1 punkt
  37. Cześć W kwestii faktów to wszystkie skręty na nartach maja bardzo podobną mechanikę - poprawne skręty. Można skręty zapoczątkowywać w różny sposób ale prowadzenie nart w ich trakcie jest zawsze podobne i oparte na tych samych zasadach sterowania. Pozdrowienia
    1 punkt
  38. Flex to Extend? Inni mówią na to Niska Tranzycja. Ja tak kiedyś miałem, że z nudów zacząłem wymyślać różne sposoby skręcania na nartach. Doliczyłem się chyba ponad 10 wersji. Z jednej został mi zły nawyk - ciągam kijki za sobą (wymyśliłem skręt z oparciem goleniami do przodu o buty, ale z odchyleniem tułowia na plecy ). W końcu poszedłem poza wyciągi i mi przeszło. Za dużo atrakcji
    1 punkt
  39. O to ciekawy zarzut! Niesprawiedliwy. Tylko krowa nie zmienia swojego zdania. Miałem różne fascynacje, w miarę przybywania siwych włosów i łysiny. Jak się pojawiły mi na nogach pierwsze karwingi, to byłem na etapie jazdy na krawędziach. Odsyłałem narty w bok. Poza środek ciężkości. Jakoś to szło. Ale zauważyłem, że na początku skrętu mam "rozmyty" ślad. Krawędzie zanaczają się dalej, gdy narty miną linię spadku stoku. Wyprawiałem różne cuda, by to rozmycie zlikwidować. Podnosiłem nogę wewnętrzną od samego początku. Skręcałem tylko na jednej narcie. Oczywiście jakieś ćwiczenia koleżanek Shifrin były mi znane. Skręt "oszczepniczy" też był w użyciu. Poszukiwania sięgały USA, gdzie wyjatkowo dużo było szczegółowych dyskusji. Tacy Austriacy są cholernie oszczędni. Widocznie uważają, że od tego są instruktorzy i należy im dać zarobić. Włosi byli bardziej otwarci. Jeden taki w sieci ciągle rysuje swoje krzywe, analizuje szczegółowo każdy centymetr skrętu. Raz podejrzałem w YT na lodowcu Presena trening wiosenny kadry B chłopców. Jechał chłopak w skręcie tak sobie w skos stoku. Wbijał kijek i siup przeskakiwał z obciążeniem z dolnej narty na górna(wewnętrzną) która była jeszcze przed linią spadku stoku. Teraz, już z ciałem pochylonym w dół stoku należało tą wewnętrzną nartę przekręcić z górnej krawędzi na dolną. Niech sobie zakręca na tej krawędzi. Jednocześnie podnieść nartę dolną, by się, przypadkiem, nie podeprzeć nią. Harold Harb preferował inny trik. Odciążyć to dolną nartę(zewnętrzna). Bez żadnego wyprostu. Jak się zwolni z pracy mięśnie tej nogi, to automatycznie zabiorą się do pracy te z drugiej nogi. W miedzyczasie jest takie "flow". Czyli, w skrajnym przypadku obie narty parę cm, nad śniegiem i płaskie. To jest ten moment, gdy dół ciała przekręca się pod torsem z jednego przeciwskrętu w drugi. I w tym momencie linia podłużna nart jest idealnie prostopadła do torsu. Ten trik wyklucza podnoszenie do góry swojego organizmu. Organizm się wyciąga, głównie na narcie zewnętrznej, ale w bok, do środka skrętu. Co ja zauważyłem? Pomijając, że byłem sztywny, mało ruchliwy w biodrach. Wolny w tym wszystkim, bo w leciech. W których, wg. powszechnej świadomości, należy myśleć o "piwniczce". Zauważyłem, że mam skrętny ruch nogi zewnętrznej. Minimalny, ale był. To efekt kilkadziesiąt lat takiego jeżdżenia, na pięknych dawnych nartach. Zawsze tam był taki pierwszy impuls. Biegli na krawędziach twierdzili, że to błąd i opóźnia "wejście na krawędź". Ale jak tą cholerę wyeliminować? Trwa o wiele mniej niż jedna setna sek. Może większe nieco wychylenie do przodu? Co zrobić, gdy już obciążam tą zewnętrzną przed linią spadku stoku, by odrazu pochylać ją na krawędź? By nie było tego nieszczęsnego lekkiego obracania narty butem? Biłem się z myślami. Nawet coś tam z tego opublikowałem na spalonym forum. Dostałem rady. Część odsyłała mnie do instruktora. Część była zdziwiona, czego ja chcę? Należy się cieszyć życiem. Ja się bardzo cieszyłem na nartach i dalej cieszę. No, ale dlaczego nie mogę czegoś poprawić? Żona mówi, że chcę dążyć do doskonałości. Do jakiej doskonałości? Co to jest doskonałość. Proszę o definicję! Zmieniłem narty- z wzrost plus 3 cm na wzrost minus 10 cm(SL). Reklamowany Code na narty z komórki. Dostępne za pensję z ZUS. Wracam do dawnej "dynamiki" . Tylko krawędź, jak najszybcie.j. Ale jaką metodą wykonać to słynne "transition". Metodą nie robienia nic! To też metoda "flow". Metoda połykania(avalement) wirtualnej górki. I w tym teraz się specjalizuję. Jak jest równo, nieco miękko pod nartami, ale głębiej twardo. Pusty stok, to skręcam sobie i skręcam. I czy potrzeba mi coś więcej?
    1 punkt
  40. Miały tylko 205 cm. Nie jeździłem na dłuższych. Zresztą chyba nie produkowali. Jeszcze w Zakopanem. Potem wytwórnia przeniosła się do Szaflar. Kolejne narty, już z Szaflar, miałem 200 cm. Jeśli się nie mylę, miały jakieś świństwo wewnątrz(żółte-poliuretan, czy coś takiego). To draństwo się z tyłu połamało. Jeżdżąc po tych muldach na Kasprusiu. Takich, dużych, twardych. Niektóre "górki", były jakby podcięte. Jadąc przez nią, tył narty się strasznie wyginał, gdy się ją chciało w dołku(muldzie) utrzymać na śniegu, prostując ciałko. Blacha duraluminiowa pokrywająca ten żółty środek się odkleiła i reszta się połamała. Zjazd(szus) na nich był zawsze urządzany w "Szyjce", w Goryczkowej pod Zakosy. Tak, jeśli się mylę, nazywa się "Goryczkowa" między Kasprowym i Pośrednim Goryczkowym.
    1 punkt
  41. Cześć Uniwersalny jest narciarz nie narta. Narciarz, który stwierdza, że jakaś jedna narta jest uniwersalna a inne nie jest po prostu kiepski. Nie ma narty najlepszej, może być ulubiona ale tak naprawdę na wszystkich jeździ się bardzo podobnie choć oczywiście na każdej też trochę inaczej. I tak jak nie pojedziesz czystym krótkim skrętem na GS bo to kwestia konstrukcji, czy przy szybkiej jeździe na wprost SL będzie niestabilna i niebezpieczna to jednak narty sportowe będą zawsze dawały największe możliwości. I tak niestety będzie zawsze Artixie jaka by moda nie nastała. Najbardziej uniwersalna narta to ta, którą mam aktualnie pod butem. Pozdrowienia
    1 punkt
  42. Cześć Nic. Jak Ci napisze prawdę to nie uwierzysz i uznasz mnie za bufona co miało miejsce już dziesiątki razy. Serdecznie pozdrawiam i życzę samych fajnych dni na nartach - zresztą czyż mogą być inne??
    1 punkt
  43. Tylko pogratulować kondycji i zapału narciarskiego czterem pokoleniom pań w Twojej rodzinie! A inni mężczyźni, oprócz Ciebie, nie jeżdżą?
    1 punkt
  44. u mnie często się zdarza że jadę z wnuczką, córką, żoną i matką
    1 punkt
  45. Vitage Ski 1941 Film z 1941r. opis sprzętu narciarskiego [video=youtube;OrKiet0xqW8]
    1 punkt
  46. Znalazłem jeszcze jeden bardzo ciekawy filmik - zjazd ze Szpiglasowej: "Tura narciarska Moniki Strojny i Przemka Pawlikowskiego. Podejście z Morskiego Oka na Szpiglasową Przełęcz, zjazd do Doliny Pięciu Stawów, podejście na Zawrat i ponowny zjazd do Pięciu Stawów i Doliną Roztoki do Wodogrzmotów Mickiewicza." [video=youtube;x1RPDR_bjQI]
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...