Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 10 Październik 2026
-
Rok
10 Październik 2025 - 10 Październik 2026
-
Miesiąc
10 Wrzesień 2026 - 10 Październik 2026
-
Tydzień
3 Październik 2026 - 10 Październik 2026
-
Dzisiaj
10 Październik 2026
-
Wprowadź datę
25.01.2024 - 25.01.2024
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 25.01.2024 uwzględniając wszystkie działy
-
W zeszły weekend udało mi się odwiedzić dwa słowackie ośrodki narciarskie, nieco zapomniane. Pierwszy to Zuberec Janovky (czyt. Janołki), drugi to Čertovica. Na Janovkach udało mi się pojeździć wieczorem w sobotę. Do tego miejsca mam spory sentyment z dzieciństwa. Jeździłem tutaj wiele lat temu. Dzisiaj ten średniej wielkości ośrodek nie przyciąga zbyt wielu ludzi. Obok ośrodka Janovky jest Milotin, de facto było to połączone, jednakże ten drugi od kilku lat już nie działa. W Janovkach mamy do dyspozycji wyciąg talerzykowy typu Tatrapoma H180 z 1978 roku, o długości ponad 1100 m. Wyciąg jest szybki. Kolejnego dnia miałem w planach jakąś wycieczkę skiturową, jednakże z uwagi na utrzymujący się w górach beton, lód i lodoszreń wybrałem jazdę w ON. Wybór padł na SKI Čertovicę. Miejsce to znajduje się na przłęczy o tej samej nazwie. Przebiega przez nią jedyna droga, przecinająca Niżnie Tatry. Z uwagi na dosyć trudne trasy w tym ośrodku, nie przyciąga zbyt wielu narciarzy. To miejsce zdecydowanie dla koneserów, choć ma wiele plusów, takie jak bardzo wysokie położenie, długo utrzymujący się śnieg. Pomimo tego, od lat Čertovica jest otwierana tylko na weekendy. Stok daje niesamowicie duże możliwości freeridu. Znajduje się tam jedna z najstromszych tras na Słowacji. Główny wyciąg talerzykowy Tatrapoma, który liczy około 900 m, pokonuje różnicę poziomów ok 290 m. 20240121_114644[1].mp4 Do dyspozycji zjazdowych mamy cały las obok wyciągu: Z tej samej zaczynają się jedne z dłuższych tras biegowych (narciarskich) na Słowacji. Po jeździe na stoku, wypad na biegówki okazuje się być strzałem w dziesiątkę. Można się solidnie porozciągać.20 punktów
-
7 punktów
-
6 punktów
-
Gwiazda alpejska, alpejska gwiazda... Stella Alpina, czyż nie jest to piękna i kusząca nazwa? Jest! Nie tylko słowa składające się na jej tytuł kusiły od lat, ale również sława ferraty, która ma miano najtrudniejszej w Dolomitach, bądź jednej z najtrudniejszych. Większość tych najbardziej znanych żelaznych dróg w Dolomitach za nami i wg naszej opinii, to jest najtrudniejsza z nich. Wycena i skala trudności to rzecz, która zawsze budzi emocje i jest kontrowersyjna... dlaczego? Bywa bowiem tak, że ta wycena jest podejmowana przez ludzi (w domyśle), którzy tam nie byli i dokonywana na podstawie ukształtowania terenu, z map. Dlatego opinie tych, którzy byli, mają skalę porównawczą jest niezwykle cenna. W internecie wbrew pozorom jest niewiele informacji co do poszczególnych ferratowych dróg...a w języku polskim? - można na ten temat znaleźć, dosłownie licząc na palcach jednej z rąk, bardzo małą ilość publikacji. Prawidłowa wycena Stelli Alpiny wg nas, po przejściu jej zarówno w górę jak i w dół, to D/E - bardzo trudna. Dlaczego aż tak? Tutaj mamy w zasadzie czyste wspinanie w skale. Żelazna lina służy głównie do asekuracji. Na całej trasie jest może dwie, bądź trzy ułatwiające wspinanie, klamry. Tutaj musimy mocno pracować zarówno szukając chwytów na ręce, rękoma jak i szukając punktów podparcia dla nóg. Obydwóch nóg i chwytów dla obydwóch rąk. To co znajdujemy często jest małą półcentymetrową rysą...albo nawet mniejszą. Dobre buty trzymające skałę, dedykowane na ferraty są wskazane. Bez rękawiczek na dłoniach można bardzo szybko uszkodzić sobie opuszki palców, co zdecydowanie może spowodować znaczące utrudnienie dalszej drogi, bądź nawet wycof. Mamy tutaj bardzo mocną ekspozycję pionową, trafiają się lekkie przewieszenia i czasami zwyczajnie nim człowiek pójdzie do przodu, to musi kilka chwil pogłówkować jak "to", dany fragment przejść. Moja opinia jest również taka, że zejście jest dużo trudniejsze niż wejście. Tu nie ma miękkiej gry, gdy znajdziemy się już w skale, jest walka. Dlaczego wchodziliśmy i schodziliśmy tą bardzo trudną ferratą? Odpowiedź znajdziecie poniżej. By dotrzeć do Gwiazdy Alpejskiej jedziemy autem do miejscowości Frassene, my jechaliśmy od Agordo. W tej alpejskiej osadzie kierujemy się na ulicę Via Domadore - mijamy dolną stację krzesła i dalej, praktycznie tą ulicą do końca drogi asfaltowej. Gdy pojawi się szuter, szukamy miejsca do zaparkowania auta. Polecam przyjechać bardzo wcześnie rano ponieważ tych miejsc parkingowych jest bardzo mało, max 6 pojazdów na moje oko. Początek szlaku, to komfortowa droga wzdłuż nieistniejącego już wyciągu krzesełkowego - kierujemy się na schronisko Scarpa. Swoją drogą szkoda, że ON, który tu istniał został zamknięty Musiało tu być narciarsko bardzo fajnie, kameralnie. W necie też to umarło, nie wiadomo, czy w ogóle zaistniało? - trudno znaleźć cokolwiek na temat tutejszych tras narciarskich itp. Ciekawe, czy @JC tu jeździł? Jedyne co znalazłem, to mapka: Szlak do Rifugio jest mozolny, pokonujemy jakieś ok 600 m w pionie. By trafić pod żelazną drogę, gdy dojdziemy do znaku z poniższego zdjęcia, kierujemy się już bezpośrednio pod skalną ścianę, w prawo. Idziemy kilka kilometrów wijącą się ścieżką w górę. Trzeba się mocno pilnować, bo w wielu miejscach jest ona zwyczajnie zarośnięta i źle oznaczona. Można się pogubić - my się w pewnym momencie pogubiliśmy (to będzie widać na naszym śladzie GPS, który opublikuję niżej). Helikopter, który wyżej widać non stop pracował... co robił? O tym się dowiemy dużo, dużo wyżej... Dochodzimy do początku ferraty. Tutaj pokonujemy krótki fragment pionowej ścianki, przechodzimy kilkaset metrów w górę i dopiero zaczyna się zabawa. Nasza trasa z dołu wygląda tak: Początek, to jeszcze nie tak duża ekspozycja... ...później się zaczyna Ujęcia pionowo w dół robią wrażenie. Teraz, we właściwej ferracie, w ścianie, jest hardkorowo. Zła pogoda, deszcz, burza, w tych okolicznościach przyrody dopiero by utrudniły poruszanie się... ...nie wyobrażam sobie tego za bardzo. Szkoda tylko, że stojąca chmura przysłania widoki. Miejscami nawet plecak na plecach przeszkadza. Jest mocno i niewiele jest miejsc, w których można odetchnąć. Czas ucieka, mięśnie zaczynają boleć, a końca nie widać. Kończymy ścianę po kilku godzinach. Wychodzimy na stromą łąkę i pniemy się w kierunku Monte Agner. Sama ferrata nie była celem naszej podróży. Celem była klasyka - zaliczenie Gwiazdy Alpejskiej, wejście na Monte Agner i zejście normalną drogą Via Normala. Po jakichś 3 kilometrach zbliżamy się powoli do schronu pod szczytem góry. Wraca teren skalisty, który trawersuje jakby wokół wierzchołka. Mimo, że jest ekspozycja...nie ma żadnych zabezpieczeń a tylko ślady po zabezpieczeniach, które były i ich nie ma... Po kilku minutach na jednej z półek skalnych widzimy olbrzymią płachtę, potem drugą, a w nich nowe liny... ...później zaczynamy słyszeć głosy. To dwóch Włochów pracujących w skale i wymieniających żelazne zabezpieczenia tuż przed szczytem Agnera. Od nich dowiadujemy się, że szlak nie jest czynny w sezonie 2023 i musimy zawrócić 😮 Wcześniej kursujący helikopter dowoził na miejsce materiały budowlane. Dlaczego takiej informacji nie było przed Stella Alpiną? Włoska masakra piłą mechaniczną 😮 Symptomatyczne. ...wiedząc jakie trudności napotkaliśmy na wejściu, zejście wydaje nam się niemalże nie do zrobienia. Cóż? Mus, to mus. Zawracamy i po pokonaniu "łąkowego" szlaku docieramy pod ścianę. Tu się posilamy i lecimy w dół. Jest trudniej niż na wejściu ale powoli, w skupieniu, tracimy wysokość. Mięśnie palą żywym ogniem. Widać już schronisko i koniec naszej walki. Kończymy ferratę zaliczając ją w obie strony...a plan był na Monte Agner i normalne zejście, łatwą drogą. Może tu jeszcze kiedyś wrócimy i zaliczymy niespełniony plan. Kto wie? Przygoda zakończona sukcesem, mimo wszystko! Schodzimy szczęśliwi po 10 i pół godzinie z powrotem do samochodu. Podsumowując: Gwiazda Alpejska jest niezwykła, piękna i trudna. Nie byliśmy jeszcze tak blisko kamienia. Blisko tak, że niemalże poczuliśmy swymi duszami serce skał (ale poezja ). Adrenalina, zmęczenie ale także satysfakcja i spełnienie. Ten dzień dał nam wiele poczuć i przeżyć. Zapamiętam ten dzień jako niezwykły i będę go pamiętał do końca życia. Ostatni rzut oka w stronę gór... Mariusz "marboru" PS. Ślad GPS: Ferrata Stella Alpina - Gwiazda Alpejska (wejście i zejście) 🗻 | Hike | Strava5 punktów
-
5 punktów
-
Dziś pogoda dla koneserów. Od śniegu, przez śnieg z deszczem, zalepiający gogle, po sam deszcz. Opad ustawał tylko na chwilę. Na stoku robili co mogli by dzieci chciały jeździć. Nawet Wilma wyszła na spacer (chyba pierwszy raz widziałem ją w tym sezonie). Śnieg mokry i mocno hamujący. Wilma na spacerze. Ludzi jak na warunki całkiem sporo. Tak to wyglądało jak chwilowo padać przestawało. c.d.n.5 punktów
-
5 punktów
-
5 punktów
-
Wystarczy zmienić tylko definicję przyjemności i wszystko gra😀. A co się tyczy wyjazdów we dwójkę, to też uważam, że one są najlepsze. Nawet jeżeli jest większa grupa dobrze jeżdżących, to jest zbyt duży rozrzut planów i oczekiwań, a jazda wg odgórnie ustalonego planu najczęściej jest do bani.4 punkty
-
Zdecydowanie! Moje pierwsze kroki w narciarstwie, jeszcze bez części Lehotska. Dziś dawna ośla stanowi łącznik pomiędzy dwoma częściami i 550 metrowy łącznik stał się wąskim gardłem, ale przestrzeni do pierwszych kroków aż nadto. Drugi krok na Kohutik i łagodna objazdówka Buciną. Jakoś bardziej lubię "stary" Kohutik (pamiętam jeszcze czasy talerzyka) niż tę nowszą strefę - może to sentyment wygrywa.4 punkty
-
Dzisiaj zdecydowaliśmy się przejechać Sella Rondę. Pogoda zapowiadana na dzisiejszy dzień była obiecująca i tak też było. Start z Wolkenstein o godzinie 8.45 przy wyciagu nr 31 zgodnie ze wskazówkami zegara. Najwiekszy tłum był przy wagonikach na Piz Boe. Mieliśmy ochotę zjechać w dół do Corvary czerwoną trasą, ale wizja oczekiwania na wagonik nas zniechęciła. Na Porto Vescovo przecudnie! Trochę wiało ludzi nie za dużo, więc powtórzylismy trasę z Arabby. W okolicach Canazei i Passo Sella już tłumy ale i godzina 12ta więc powoli towarzystwo gastronomiczne. Zjazd w dół do punktu startu to już istna rzeźnia i slalom przez kartoflisko bo słoneczko i tłumy zjeżdżających zrobiły swoje. Pomimo wszystko uważam że warto zrobić taką rundkę choćby tylko dla pieknych widoków. Na szczęście nie trafiliśmy na zatory przy zjazdach i tylko raz byłem świadkiem jak starszy narciarz wypadł z trasy i uderzył w podstawę armatki snieżnej mocno się turbując. Od razu sporo innych narciarzy przyjechało z pomocą. A więc rozwaga ponad wszystko!! Widoki są najlepszym wspomnieniem dnia.4 punkty
-
Dziś pogoda dla koneserów (maniaków jak mawia moja żona). Córka dostała dzień wolnego (po 12 dniach na nartach non stop). Pod stokiem meldujemy się punktualnie ale ten jest zamknięty. Od panów z obsługi dowiaduję się, że próbują uruchomić krzesło, bo skoro już przyszli to szkoda byłoby iść do domu. Po 15 minutach krzesło działa. Jadę pierwszym krzesełkiem, kilka krzeseł za mną jedzie ratownik. Na górze na podporze Pan walczy jeszcze z czujnikiem wiatru. Ten zawraca nas i skutecznie zniechęca do jazdy. Wytrzymuje 4 zjazdy, do wiatru dołącza poziomo padający deszcz. Schodzę ze stoku, leje coraz mocniej. Decyzja - idziemy na termy. Rano czekamy na uruchomienie krzesła. Stok przygotowany dobrze, choć miękko. Pan walczy na słupie. Jeszcze jedno, później telefon schowałem głębiej. Na termach dostaję szafkę nr 1. c.d.n.4 punkty
-
Dziś znów Pilsko. Jazda od 9:30 do 14:30.Mocno wiało. Mocno padał śnieg.Poza trasami czasami występuje szreń łamliwa.3 punkty
-
W nocy padał deszcz, jednak od rana wbrew prognozom przebijało się słońce. Temperatury mocno na plusie, także od południa jazda przypominała bardziej marcowe nartowanie. Trasy w Westendorfie bardzo nam się podobały, koło 14:30 kiwest praktycznie pusty na całej długości. Pod koniec dnia wzmógł się wiatr i gondole na hohe salve były wyłączone z użytkowania.3 punkty
-
Jak miło jest wspominać piękne chwile, które pozostaną w człowieku na całe życie ...takich momentów w ostatnich trzech latach miałem wiele, może nie aż tak dużo na nartach, ale również związanych z Alpami. Dzisiaj Was zabiorę na mój 14 trzytysięcznik - tak, tak... na koncie mam już ich 15. Dlaczego akurat zaczynam pisać od 14go? Bo to, Monte Civetta, która jest bardzo mocno związana z narciarstwem (ośrodek narciarski z "sówką" u podnóża)... a ponad to? To moja wymarzona i przepiękna góra! Dlaczego jeszcze? Bo to trochę polski szczyt... W 1972 roku Jerzy Kukuczka po raz pierwszy pokonał tutaj jedną z kultowych wspinaczkowych ścian na Torre Trieste wytyczając Direttissimę dei Polacchi. Do dzisiaj wśród alpejskich wspinaczy, to jedno z trudniejszych wyzwań. Północna ściana robi już z oddali piorunujące wrażenie! Fascynuje i cieszy oczy... mógłbym na Civettę patrzeć godzinami. Mieszkamy w Alleghe... ostatnie moje dwa pobyty w Dolomitach związane są z tym miasteczkiem. Jest to świetna baza wypadowa latem, ale również dla narciarzy - zimą. Naprawdę, to doskonale położona miejscowość nie tylko dla trakersów ale również dla kolarzy. Oczywiście w ostatnie letnie wakacje mamy ze sobą nie tylko uprzęże, ale również rowery szosowe...ale opowieści rowerowe z tutejszych przełęczy, to zupełnie inna historia, którą postaram się Wam przybliżyć niebawem, w innych wpisach na blogu. Do naszego trekingu startujemy o świcie. Nasza ekipa: Michał, Jacek, Paula i ja. Jedziemy autem z Alleghe przez Selva di Cadore w pobliże (kilka kilometrów przed) miejscowości Pecol. Nasz wehikuł zostawiamy na parkingu narciarskim przy wyciągach krzesełkowych Pioda i Palafavera. Zakładamy na plecy plecaki i idziemy praktycznie po trasach narciarskich tutejszego ośrodka narciarskiego. Pniemy się w górę by z narciarskiej trasy Roa Bianca skręcić w pewnym momencie w stronę schroniska Coldai. Czas się dłuży i do Rifugio szlak jest ani ciekawy, ani trudny - mozolny. Powyżej schroniska jest już znacznie fajniej! Wchodzimy w teren "księżycowy" z nieziemskimi widokami - na tabliczkach już wyznaczony jest kierunek naszej ferraty. Trawersujemy i trawersujemy w stronę początku żelaznej drogi. Po kilku godzinach dochodzimy wreszcie na jej właściwy start. Zakładamy uprzęże. Tutejszy szlak w skali ferratowej wyceniany jest na D. Ktoś, kto nie ma obycia z ekspozycją, nie ma doświadczenia w trudnawej wspinaczce zdecydowanie powinien najpierw potrenować na drogach A, B i C. Oprócz wszędobylskich stalowych linek masę tu klamr i sztucznych ułatwień. Zdarzają się miejsca gdzie trzeba się trochę bardziej wysilić i powspinać bez ułatwień, w czystej skale. Uwielbiam to, a na fotkach wygląda to tak: Oczywiście obowiązkowe rękawiczki... bez tego na ferratach można szybko nabawić się kontuzji dłoni. Widoki? Proszę... Jest niesamowicie i magicznie! Poziom adrenaliny miesza się z serduszkami w oczach i w człowieku rodzi się miliony motylków... zupełnie jak przy zakochaniu. Obcowanie w górach, skałach... gdzie cisza i pustka, to przeżycie niemal mistyczne. Poza nami nie spotykamy zbyt wielu turystów. Człowiek jest malutki, tyciutki w bezkresie tej kosmicznej krainy... Ferrata Alleghesi jest naprawdę trudna i wymagająca nie tylko kondycyjnie ale również siłowo. Ręce równie ciężko pracują co nogi. Góra często również oszukuje...gdy już jesteś mega zmęczony i myślisz, że to szczyt, że już dochodzisz... ona płata figle, bo to nie jest jej zwieńczenie...to tylko tak wygląda, złudzenie. Iść trzeba dalej! Od zmęczenia jednakże ważniejsze jest to, co się dzieje w człowieku. Radość z pokonywania kolejnych metrów jest olbrzymia. W drodze oczywiście ważne jest by mieć odpowiedni zapas wody i jedzenia. W skład naszego, każdego plecaka wchodzą (prowiant): - 3 litry wody (uzupełniana woda w każdym napotkanym schronisku), - 4 hamburgery własnej roboty (ze schabowym i dodatkami w środku), - 3 batony energetyczne, - paczka kabanosów, - puszka Coca-Coli (naszym rytuałem jest jej wypicie na szczycie góry), Ferratomaniaczka Sprzęt na sobie: - dobre buty trekkingowe (z rekomendacją na ferraty) wraz ze skarpetkami trekkingowymi, - bielizna i spodnie turystyczne (moje z rozsuwanymi nogawkami - można z nich zrobić spodenki krótkie), - koszulka termiczna, bluza termiczna, - uprzęż, kask, rękawiczki, okulary przeciwsłoneczne. Dochodzimy do szczytu... Pozostałości w plecaku: - lekki polar, koszulka termiczna na zmianę oraz kurtka przeciwdeszczowa, przeciwwiatrowa, czapeczka, - nóż, telefon, powerbank z latarką, czołówka, - dokumenty oraz ubezpieczenie, kasa Mamy to!!! Szczyt zdobyty! Można napić się zimnej Coli 3220 metrów... niby niedużo, a jednak ktoś, kto nigdy nie był na takiej wysokości (mimo olbrzymiego doświadczenia w Tatrach) na tej wysokości może mieć kryzys. Jeden z kolegów taki ma... no i niestety zejście jest utrudnione. Brak siły, lekkie zaburzenia równowagi i trzeba być ostrożnym. Asekurujemy kumpla i robimy częste postoje. Schodzimy Via Normala mimo tego, że w planach było zejście ferratą Rif. Torrani. Na szczęście wraz z utratą wysokości kolega odzyskuje siły i zdecydowanie przyśpieszamy. Po tej stronie góry mamy sporo (na wymienionej drugiej ferracie) śniegu. Nie mając raków, tak, czy inaczej musielibyśmy zawrócić z tej drogi. Widoczek ze szczytu w stronę Alleghe - miejscowości, nieopodal której mieszkamy. Godziny mijają, a przed nami jeszcze szmat drogi. Na szczęście bez niemiłych przygód, a z pozytywnymi emocjami. Do aut dochodzimy tuż przed zmrokiem. Szczęśliwi z naszej zdobyczy i przygody!!! GPS tego dnia pokazał: - przebyta odległość 28,66 kilometra - przewyższenie 2413 metrów - czas w ruchu 12:12:54 - całkowity czas 14:50:14 Ślad i mapa trasy (plus dodatkowe zdjęcia) pod linkiem ze Strava: Monte Civetta 3220 m npm | Hike | Strava Jesteście ciekawi innych trzytysięczników, na których byliśmy? Dajcie znać w komentarzach Pozdrawiam Mariusz "marboru"2 punkty
-
Dzisiaj wiało. Z tego powodu zamknięto Sella Rondę. Chcielismy pojechać na Marmoladę, ale dalej niz do Arabby się nie dało. Pokręcilismy sie po Corvarze i okolicy. Długo tam nie wytrzymaliśmy bo niżej położone tereny były bardzo miękkie i mnóstwo narciarzy dobijało trasy. Wróciliśmy do Val Gardeny. Na przełęczy Groden wiało jak diabli. Wracając tuż kolo mnie byłem świadkiem upadku narciarza, Zbyt dużo odsypów i wystający lód był przyczyną utraty rónowagi. Na szczęście nic się strasznego nie stało. Jest ciepło. temperatura na plusie ale bezchmurne niebo powoduje że w nocy chwyta mróz. Uważać trzeba !!!2 punkty
-
Na Jaworzynie do 9 śnieg, potem ściana deszczu, skończyłem o 10 na wylot przemoczony...2 punkty
-
Nie bierz tego do siebie osobiście. Po prostu komentuje żeby wszyscy mieli możliwość zapoznania się z realiami. Jestem obecnie w Zillertal i widzę co się dzieje. Do wysokości 1200m nie ma już naturalnego śniegu, resztki spłynęły z deszczem. Mieszkam na wysokości 600m,ale narty zaczynam na 1600m i wszystkie trasy są wyżej. Skiwelt za kilka lat może wogóle przestać istnieć. Albo wytną dolne trasy, na których będzie zbyt długo dodatnia temperatura.2 punkty
-
2 punkty
-
Zrobiłem to z czystej ludzkiej złośliwości ale Tadek wie że jestem złośliwy - wybaczy prostakowi..2 punkty
-
Tadeusz niekiedy "wkleja" bezrefleksyjnie..... przepraszam za niego...2 punkty
-
Byłem dzisiaj w Krynicy nienarciarsko, około południa ściana wody przez długi czas. Wyżej mega mokry śnieg i śnieg z deszczem, w górnych partiach Jaworzyny pewnie śnieg, ale dolne części bieda straszna, a niższe stacje to już w ogóle... Czekam więc na razie na poprawę warunków pogodowo-śniegowych w regionie...2 punkty
-
Najlepiej byłoby pogadać i pokazać problem własnie jakiemuś fiterowi, czy poprawiać te stare buty, czy od razu iść nowe - taki opisywany tutaj Aleksander (ale pewnie i wielu innych speców) odpowiedziałby po spotkaniu z Tobą i pomiarze stopy i zmierzeniu buta, na to pewnie w 5 minut; natomiast chyba nikt tutaj nie jest się w stanie pobawić się we wróżkę i Ci doradzić, tylko na podstawie powyższego opisu - i to nie jest żaden przytyk do tego co napisałaś, albo jakakolwiek "wycieczka" personalna; jeżeli buty masz już długo, a i tak chciałaś je zmienić na nieco twardsze, to... pewnie szkoda inwestować w te stare, nawet gdyby się je dało dobrze dopasować, bo twardości butów przez to nie zmienisz, a buty tez jakoś tam się z czasem zużywają (choć ja w swoich ostatnich jeździłem 14 lat, więc te Twoje 6-letnie jeszcze spokojnie mogłyby posłużyć); inna sprawa jest taka, czy na pewno chcesz i potrzebujesz twardszych butów... ale to Ty musisz czuć najlepiej...2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Dziś była Jaworzyna. Niestety z racji porannego strajku auta, nie udało się spotkać na tyczkach z [email protected] . Na parkingu meldujemy się o 10. Karnety kupione w aucie więc tylko automat i pyk pid gondole. I tu zaskoczenie, kolejka może 3 minuty 🤔 . Smigamy do gory i robimy rozpoznanie teas. Najpierw 2 i 2A, trasa fajna tylko krzeslo i talerz.. Warunki dobry+ poniewaz podklad bardzo dobry ale bylo sporo sniegu ktory nie mial jak zwiazac... Zamiast zjechac jeszcze raz do talerza to podchodzimy pod gondole. Zjazd gliwna trasa bardzo fajny. Warunki fajne. Jedziemy gondolą po czym zjazd do 5. Trasa świetna ale znowu sporo śniegu który nie miał jak zwiać z podłożem. Ale jak na to nachylenie to wogole nie ma się do czego przyczepić. Jeździmy 2 razy tak na pół pieca że względu właśnie na troszkę zdradliwy opady śniegu 😀 Potem golimy chyba 1 do krzesła które się spodobało dziecku (ciepełko i brak wiatru). Ta trasę golimy kilka razy i tak zwiedzamy cały ośrodek. Na koniec mała kraksa i połamany kijek oraz mała kontuzja co nas eliminuje z dalszej jazdy. Refleksje... Jak będzie postępować modernizacja to będzie TOP ośrodek. Dawanie krzesła na 5 to słaby pomysł. Już widziałem tan ambitnych narciarzy(...) a jak będzie krzesło to będzie niebezpiecznie. Gdyby było krzesło na 4 i jedno długie na 2 i 2a to by się działo. Ogromnym zaskoczeniem było praktycznie brak ludzi. I to jeszcze ferie mazowieckie. Ludzie chyba naprawdę zrozumieli, że robi się to bardzo droga zabawa. Już nie wspomnę, że gorale z cenami przesadzają i przez to pewnie mocno się przelicza. Może jak rok dostaną po dupie to się zorientują, że to grube przegięcie. Jednak cena do jakości np Jaworzyna a Pingwin to przepaść. Pingwin totalnie odleciał z cenami karnetu. Byłem tam bo kupiłem w promocji. Jednak jak zobaczyłem cenę na horse np za czekoladę 26 złotych to już mnie z butów mega zapiętych klamrami i tak wybiło. Może też coś przemyśla i zorientują się jakie puchy są w odniesieniu rok do roku. Co jutro to zobaczymy jaka pogoda Nas obudzi. 😉2 punkty
-
2 punkty
-
Warunki dobre i bardzo dobre. Oczywiście możesz trafić na dzień w którym spadnie deszcz, a następnie przymrozi to nocny mróz i będzie słabo. Generalnie jednak śniegu jest dużo i wszystkie trasy działają. Na bieżąco trzeba sprawdzać listę otwartych wyciągów na www.vt.sk, bo ośrodek jest mocno podatny na wiatr. Dzisiaj było chyba wszystko zamknięte. Co do fast pass, to moim zdaniem nie warto. Przytkać może się w zasadzie jedynie dolna pomarańczowa kanapa w dni z idealną pogodą. Ewentualnie gdy jest kumulacja polskich i słowackich ferii, ale to dopiero pod koniec lutego. Jeździłem tam wielokrotnie i najgorsze zatory do pomarańczowej były na 15 min stania przez 2-3 godz. w okolicach południa. Zawsze można to jednak ominąć jeżdżąc starą gondolą, niebieską kanapą lub starym krzesłem powyżej Startu.1 punkt
-
A z innych dolomickich newsów: wg relacji w social mediach dzisiaj w Alpe di Siusi dwie narciarki spadły z wysokości około 7 metrów z krzesła Goldknopf. Nie żyje 84-letnia narciarka, druga jest w ciężkim stanie w Bolzano.1 punkt
-
1 punkt
-
Jak już się znalazłeś blisko Certovicy, trzeba było zaglądnąć do pobliskiego ośrodka Vyzna Bocza...1 punkt
-
Kiedyś był obok Janovek jeszcze Milotin (dłuższy, 2 pomy równoległe), ale już od lat nieczynne, a szkoda.1 punkt
-
Temat to DolomitiSuperSki, więc mam wiadomość do osób planujących pobyt w ValdiFiemme i ValdiFassa. W najbliższą niedzielę 28.01.2024 odbywa się Marcialonga. Uważajcie na zakazy wjazdu do niektórych miejscowości i zmiany kursów skibusów. Jeżeli planujecie wyjście do restaruracjj w sobotę to już teraz rezerwujcie, bo nie będzie miejsc. Trasa Marcialongi przebiega przez kilka miejscowości i tam mogą być pewne utrudnienia: Predazzo, Moena, Soraga, Pozza di Fassa, Mazzin, Campitello, Canazei.1 punkt
-
1 punkt
-
@sstar biorąc pod uwagę wycenę SA, to bergsteigen jest dla mnie kompletnie niewiarygodny, to raz. Dwa z przytoczonych przez Ciebie powyżej ferrat, tylko jedna znajduje się w Dolomitach, więc proszę nie wprowadzaj czytelników w błąd Wyraźnie napisałem o Dolomitach. Zresztą I Magnifici 4 Klettersteig jest na moim rozkładzie...i to jest jedna z tych, które są porównywane do Stella Alpiny. Na moje oko - to jest 5 niby wg tego portalu najtrudniejszych ferrat w całych Włoszech, a nie w Dolomitach1 punkt
-
Paweł ..duzi chłopcy nie mają marzeń...mają plany..👍1 punkt
-
Marzenie ściętej głowy ale zawsze marzyć trzeba 😉 z chęcią wróciłbym do czasów ,guldena’ za 2.20 🥳 Jeżeli nie są Wam obce noclegi w schroniskach czy hostelach to w Lauterbrunnen prowadzi dwa punkty noclegowe,jak i gastronomiczne nasz rodak Piotrek( jak coś nr tel mogę podesłać na priv) jeden to hostel Base Cafe w sercu miasteczka z knajpa na dole ale bez wieloosobowych pokoi czyli spokojnie lokum we dwoje można wynająć,kuchnia+ łazienka wspólna na każdym piętrze (czysto,ciepło i wszystko do życia na kilka dni jest) a drugi to hotel Jungfrau tu już standard dużo wyższy od hostelu,ale i cena ciut wyższa-tak czy siak są to miejsca budżetowe względem innych cen w tym regionie . Jadąc z Radomia zawsze po drodze można zrobić przystanek gdzieś w uroczym miejscu na dniowe zwiedzanie czy ogólny odpoczynek jeżeli trasa jest dla Was na raz za długa choć czasowo to podobny odcinek jak wyjazd w Dolomity. pozdro1 punkt
-
Ośrodek ten został wybrany przez nas z pełną świadomością, mimo takiego a nie innego polozenia bo po pierwsze jeszcze tu nie byliśmy, a takich dużych ośrodków w Austrii czy we Włoszech jest coraz mniej a chcieliśmy zobaczyć coś nowego, a po drugie jest środek stycznia więc nawet na takich wysokościach jednak spodziewaliśmy się bardziej zimowych warunków. Bo kiedy tu jechać jak nie w środku wysokiego sezonu. Żeby nie było ośrodek nam się bardzo podoba warunki mimo nocnych opadów głównie deszczu są bardzo dobre, a ludzi jest umiarkowana ilość. Zobaczymy jak będzie dziś bo deszcz we wsi dalej napiernicza.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
To prawda co piszesz. Aktualnie jestesmy w Val Gardenie, konkretnie Santa Cristina. Nie odczuwam jakoś że jest drastycznie drożej. Za to już absolutnie nie da sie bezpłatnie zaparkować. Średnia cena parkingu tutaj to 1Euro/godzinę. Trzy lata temu w Alta Badia za cały dzień płaciłem 5euro. Jest bardzo dużo narciarzy. Ski busy zapchane na maxa. Co ciekawe dużo starszych ludzi tak 60-70 lat. Może dlatego że jeszcze ten tydzień to niski sezon i jest ciut taniej. Sądzę że i tak każdy przejechany kilometr wychodzi taniej niz u nas. Na wagonik na Secede staliśmy w tłumie około 40 minut. Na Sella Ronda walą tłumy, a to jeszcze nie ferie... Mimo wszystko uważam że jest do wytrzymania. Nie jestem zwolennikiem hoteli, Przyjemne mieszkanie w bliskości busa mozna wynająć poniżej 1 tys. euro za trzy osoby. Fakt jedzenie i napoje w schroniskach to wydatek 100 euro dziennie ale traktujemy to jak wczasy na nartach. Nie trzeba codziennie gotować, poznaje się miejscowe smaki i jest ok. W mojej opinii jest przyjemniej niż w Austrii pod tym względem. Tam to trochę tak bardziej jakby przemysłowo.1 punkt
-
1 punkt
-
Dziś najlepszy śnieg w sezonie. Nie za twardo, nie za miękko, po prostu idealnie. Na Słowacji jednak cuda, po drodze mijamy VitaNovą. Tam trwała akcja ich chyba służy skarbowej, pełno osób z bronią, zajmują ośrodek. Dowiadujemy się, że od 14 lat nie płacą za dzierżawę jakiegoś gruntu. Ośrodek będzie trwale zamknięty. Jak jednak wracaliśmy, służb nie było, a z ośrodka schodziła grupa młodzieży z nartami. Jutro napiszę czy działają dalej. Rohace stanęły ze względu na silny wiatr. Trochę osób dojechało na Meander, ten cały czas działał. Rano tak. Syn robi tłok na bramkach. Trasa za laskiem poprawiona, po wczorajszym gruzie lodowym nie ma śladu. Sypią depozyty śniegu. Po flagach można poznać kto ich główne odwiedza. Do końca dnia dobrze. c.d.n.1 punkt
-
Co to był za piękny weekend, wczoraj niestety obowiązki rodzinno-domowe uniemożliwiły wyjazd, ale dzisiaj też było pięknie, no może od godz. 11 już ciut za ciepło. Melduję się TU pierwszy raz w życiu 😜 przed godz. 9 Do godz. 10 jeżdżę TAM bez kolejek i zawsze sam na kanapie. Pomiędzy 10, a godz. 12 ruch narastał, ale maksymalnie do kilku minut stania. Tak więc niedziela TAM z taką pogodą to i tak rewelacja. Na początku było twardo, ale słońce zrobiło swoje i w zależności od ekspozycji na słońce wszystko powoli puszczało. Reasumując dla mnie to był piękny narciarski dzień w TEJ stacji narciarskiej. A dojazd z Krakowa zajął mi 1,5 h. Jeszcze kilka fotek. Był i przelot balonów I piękny widok na Królową Beskidów poniżej. Dla mnie osobliwy, bo ja ją zawsze z domu podziwiam od strony północnej. O 13.20 można jeszcze było znaleźć sztruks. Gorąco polecam Koliba Hubertka i pyszny gulasz z jelenia * - TU/TAM/TEJ to MeanderPark w Oravicach na Słowacji 😜😎1 punkt
-
Kolejny udany dzień na nartach za nami. Dziś nad stokiem latały balony (słabo widać na zdjęciu). Tłumów nie było. Trasa za laskiem udostępniona dla narciarzy, szkoda że ratrak zostawił gruz lodowy na stoku (jazda mocno wymagająca). Stok został też nocą dośnieżony po ratrakowaniu, tworząc połacie tępego hamującego śniegu. Na głównej trasie w zacienionym miejscu, udało im się usypać dwie hopki, na których sporo osób padało po niespodziewanym skoku. Chcieli poprawić warunki a wyszło jak wyszło. Zmodyfikowali system naśnieżania, zastępują coraz więcej lanc takimi oto armatkami (wyglądają nowocześnie). Stok widziany obiektywem aparatu. Z szerszej perspektywy. Tłok do bramek (moja córa robi sztuczny tłum). Trasa za laskiem, jadą narciarze. Już nie jadą. Można i tak. Widok na stok. Wspomniane balony. Okolice zachęcają do spacerów i nart biegowych. Jest widokowo. c.d.n.1 punkt
-
Dziś kolejny fantastyczny dzień na nartach. Dzięki @Lexi za wspólną jazdę i miłe towarzystwo oraz pyszną kawę. Pozdrów małżonkę. Z nowości Meander odpalił jazdę wieczorną (chyba pierwszy raz w tym sezonie). Dziś ludzi więcej, jednak bez dramatu. Lampa, a nawet dwie (obok słońca wyszedł też księżyc). Rano tak. Lampa. Było widokowo. Księżyc. Wystawili leżaki ino dość późno bo po 14:00. Nocna jazda. Nocna jazda cd. c.d.n.1 punkt
-
1 punkt
-
W dniu wczorajszym byliśmy świadkami z kolegą dziwnej sytuacji w kasie przy zwrocie karnetu, pani kasjerka odmówiła zwrotu kaucji za karnet zakupiony na Hali Miziowej twierdząc że karnet można zwracać tylko w kasie w której się go kupiło.Karnet uprawniał do jazdy w całym ośrodku.W regulaminie ośrodka nie ma informacji , że karnet zwraca się w kasie w której się go zakupiło .Pozdrawiam1 punkt
-
Połączone relacje z wczoraj i dziś. Ludzi mało, stok zrobiony od nowa, dobrze przygotowany i dość sporo nasypane. Dziś widziałem pierwszą kontrolę na granicy. Tak to wyglądało wczoraj. Armaty pracowały w czasie jazdy. Armaty pracowały jak my pływaliśmy w basenach. Dziś rano. Nieco później. Córa zadowolona. Przecierało się. Wyszło słońce. Do końca dnia dobrze. c.d.n.1 punkt
-
Pociąg z Katowic do Wiednia 70 zł Z Wiednia do Jenbach 50 euro + 3 euro miejscowka Powrót Jenbach Wiedeń 25 euro + 3 euro miejscowka Wiedeń Katowice 50 zł. Razem około 500 zł od osoby Bilety kupowane koło miesiąca od wyjazdu. Bilety na austriackie obb, gdyby kupować wcześniej można trafić tańsze1 punkt







