Narty - skionline.pl
Jump to content

Recommended Posts

Dlaczego nie użył plecaka lawinowego? to jest dla mnie największa zagadka... Skiturowcy z doświadczeniem, dzień wcześniej z powodu złej pogody odbyli szkolenie lawinowe żeby sobie powtórzyć zagrożenia i sposoby ratunku... 

Dlaczego go nie użył? byli tak zaskoczeni? nie zdążył? 

Link to comment
Share on other sites

Teraz, dezext napisał:

Dlaczego nie użył plecaka lawinowego? to jest dla mnie największa zagadka... Skiturowcy z doświadczeniem, dzień wcześniej z powodu złej pogody odbyli szkolenie lawinowe żeby sobie powtórzyć zagrożenia i sposoby ratunku... 

Dlaczego go nie użył? byli tak zaskoczeni? nie zdążył? 

mógł nie zdążyć, w weekend była mniejsza lawina na Wrotach Chalubińskiego i facet odpalił plecak, opisuje swoje doświadczenia

 

Cytuję:

Po udanym zjeździe z ciemnosmreczyńskiej zaczęliśmy podejście na przebite już wrota. Byłem świadomy poduch, bo napotkaliśmy je już na podejściu na galerię, ale nie spodziewałem się, że wyjadą na niezbyt stromym początku wrót – to pierwszy błąd. W momencie kiedy uznałem, że dalej się nie pcham i robię skręt, tupnąłem nartą, żeby się ustawić do zawrotki. Poszły 3 dzwięki pęknięcia (wiecie, takie strzały laserów z gwiezdnych wojen) i w sekundę już leciałem z dechą.

Po tym jak poszedł dzwięk pęknięcia już widziałem co się dzieje, więc po rzeczowym komunikacie do partnera: „o ku***: jadę” od razu odpaliłem plecak. I to w sumie jest o tyle ważne, że po 2 sekundach już byłem w młynie lawiny i nie wiem czy wtedy udałoby mi się go odpalić, nie wiedząc gdzie jest góra a gdzie dół. Dzięki temu też plecak był już napompowany w momencie jak lawina mnie wciągała do środka i od razu pomagał mi być na powierzchni. Nie wiem na ile tak naprawdę mi pomógł, ale tylko raz mnie nakryło. Lawina zatrzymała się na wypłaszczeniu – byłem przykryty do pasa. Nic mi się nie stało – lawina wypluła mnie trochę z boku dzięki czemu w zasadzie ominęły mnie te wielkie bloki śniegu, które pokazywał

źródło: https://plecakilawinowe.pl/opis-lawiny-w-dolince-za-mnichem-14-02-2021/

 

 

  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

Mamy teraz tyle środków. Telefony,  GPS. Mamy zupełnie inny sprzęt, do podchodzenia i zjazdu. Zupełnie inne ubiory, żywność(odżywki). Plecak lawinowy. Nie będę wymieniał, ponieważ  mam słabe pojęcie o tym wszystkim. 

Ale ciagle jestem zdziwiony dyskusja. Dlaczego nie korzystali z tego, czy innego.  Jakby to była gwarancja bezpieczeństwa.  Jeśli wszystko mi zadziała, to znaczy jestem bezpieczny. Więc  jakie środki bezpieczeństwa miał ktoś kilkadziesiat lat temu, czy więcej? Gdy zdecydował sie na wyrypę. Czasem samotnie. Jakie? Mógł się wpisać do "Książki Wyjść" w schronisku. Idę tu i tu. Przewidywany powrót o... Jak jakiś goprowiec przeglądał wieczorem wpisy, to mógł  zrobić alarm.  Gość już mógł dawno nie żyć. Poza tym wpis to nie GPS. Poszedł gdzieś w bok, pomylił się w terenie.

Czy nie za szybko się ktoś staje "ekspertem". Ma tą świętą trójcę(teraz pewno więcej), o której się bębni. Łopatę, sondę,.... Ma kondycję, ponieważ często ćwiczy poza górami.  Góry, góry trzeba je znać.  Trzeba wyczuwać, gdzie we mgle można zaryzykować. Gdzie  teren jest poderwany skałkami. To tylko przyklady. Po latach łażenia, wspinania  się, ski turingu, ski alpinizmu - wyrabia się taki instynkt. Przeczuwa się po formach terenowych niebezpieczeństwo lub ułatwienia.  Słynne są dawne tragedie w  żlebie  "Dreża" na Granatach. Z góry  łagodny trawiasty żleb, a potem... Góry z internetu, z satelity. Często nieraz sięgałem po obraz skrzyżowania dróg w Austrii.  Wygodne. 

A swoja drogą mam wielki szacunek dla tego, co się wykopał z lawiny i  poszedł szukać pomocy.

 

  • Thanks 3
Link to comment
Share on other sites

4 minuty temu, dezext napisał:

Dlaczego nie użył plecaka lawinowego? to jest dla mnie największa zagadka... Skiturowcy z doświadczeniem, dzień wcześniej z powodu złej pogody odbyli szkolenie lawinowe żeby sobie powtórzyć zagrożenia i sposoby ratunku... 

Dlaczego go nie użył? byli tak zaskoczeni? nie zdążył? 

Bo to wcale może być niełatwe sięgnięcie do rączki.  Wystarczy, ze pętlę miał włożoną pod rękawicę i schodząca lawina zablokowała mu ruch. Podejrzewam, że później działo się już błyskawicznie na tym spadzie...

Przede wszystkim to nie byli nastawieni na niebezpieczeństwo - spokojnie trawersowali stok w "bezpiecznym" kierunku. I nagle wyjeżdża spod nart, pewnie szybki upadek, ręka gdzieś została. Gdyby odpalił to pewnie i dziewczynę by odkopał bo nie było to zasypanie głębokie. 

Ehhh...

 

Pozdro

Wiesiek

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

9 minut temu, Zagronie napisał:

jakby to była gwarancja bezpieczeństwa.

Myślę, że tutaj raczej na tym Forum wszystkie uwagi, wpisy wskazują jednak na te elementy jako środki minimalizujące ryzyko a nie "święte grale", które przez sam fakt posiadania zapewniają bezpieczeństwo. 

Pozdrawiam
mirekn

  • Like 5
  • Thanks 2
Link to comment
Share on other sites

16 minut temu, Zagronie napisał:

Ale ciagle jestem zdziwiony dyskusja. Dlaczego nie korzystali z tego, czy innego.  Jakby to była gwarancja bezpieczeństwa.  Jeśli wszystko mi zadziała, to znaczy jestem bezpieczny. Więc  jakie środki bezpieczeństwa miał ktoś kilkadziesiat lat temu, czy więcej? Gdy zdecydował sie na wyrypę. Czasem samotnie. Jakie?

Dyskusja "musi" być, to jesteśmy winni ofiarom. 

Wniosek jaki dla siebie wysnułem to, jeszcze więcej czujności w drodze i myślenia przed. Bo fundamentalnie narciarze pomylili drogę i chyba tego nawet nie byli świadomi. Mieli narzędzia aby to zauważyć ale po prostu z nich nie skorzystali. 

Jak widać cała technologia tu nie pomogła, byli w niewłaściwym miejscu w niewłaściwej porze. Nic tu się nie zmieniło od stu lat.

Prawidłowy jest też wniosek AndRand, że zła pogoda to nie jest najlepsza pora na wycieczki. Zawsze można poćwiczyć węzełki w schronisku albo coś podobnego 200 m od schroniska. Lub prościutki temat w świetnie znanej okolicy.

 

pozdro

Wiesiek 

Edited by Wujot
  • Like 3
  • Thanks 3
Link to comment
Share on other sites

Godzinę temu, mirekn napisał:

Nikogo z Nas tam, na miejscu nie było. Dla mnie to wielka tragedia, zginęli Pasjonaci robiąc to co kochali. Moje aktywności górski to głównie wypady w pojedynkę więc jestem ostatni na liście mogących się wypowiedzieć.

- środki wspomagające nawigację (niezależne od GSM, np. GPS z funkcją powiadamiania SOS)
- trawersowanie, odstępy
- informacja na dole, z kim i gdzie idziemy i na którą chcemy się ogarnąć z powrotem
- plecak lawinowy, kiedy odpalać 
- powiadamianie GSM (typu SMS, dedykowana apka (jak tylko złapie na chwilę zasięg)  

 

jeśli idzie się w grupie, to moim zdaniem każdy może mieć tylko GSM + mapa gps offline, i to jest wystarczające zabezpieczenie, że jak jednemu telefon padnie to jeszcze są 2-3 inne,

w trudnym terenie każdy powinien nagrywać tracka, bo to ułatwia zorientować się w terenie, ułatwia powrót po śladzie,

przy dużych mrozach warto mieć pod łapawicami cieńsze rękawiczki do obsługi telefonu/nawigacji

przy samotnych wycieczkach brałbym powerbanka dodatkowo i być może lepszą nawigację niż telefon

 

inna kwestia: jak się idzie z przewodnikiem też trzeba się samemu zabezpieczyć tak jakby się było bez przewodnika, np. mapa gps i nagrywanie śladu,

jak podałem wyżej, przewodnik też jest człowiekiem a nie cyborgiem

 

Edited by MarioJ
  • Thanks 4
Link to comment
Share on other sites

40 minut temu, Zagronie napisał:

A swoja drogą mam wielki szacunek dla tego, co się wykopał z lawiny i  poszedł szukać pomocy.

Niesamowita sprawa - zjechał prawie 1,5km z lawiną, wykopał się sam, a wystawała mu tylko ręka. Szukał zakopanych po lawinisku, zszedł do Cichej w poszukiwaniu zasięgu, a potem jeszcze wszedł na grań, bo zjechał do Kondratowej.

  • Thanks 4
Link to comment
Share on other sites

47 minut temu, AndRand napisał:

Niesamowita sprawa - zjechał prawie 1,5km z lawiną, wykopał się sam, a wystawała mu tylko ręka. Szukał zakopanych po lawinisku, zszedł do Cichej w poszukiwaniu zasięgu, a potem jeszcze wszedł na grań, bo zjechał do Kondratowej.

bardzo interesująca byłaby relacja napisana przez tego człowieka ...

 

 

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

@Zagronie Dzisiaj ludzie targają się na trudne zjazdy w niebezpiecznych warunkach i wychodzą z tego cało. Ja tak nie ryzykuje ale widzę co inni robią. Bez tych wszystkich zabezpieczeń by tego nie robili. Przykładowo widziałem w tym sezonie zjazdy z rysów w grubym świeżym opadzie. A to przecież kocioł z ciągłym stromym nachyleniem, teren lawinowy cały czas. I tego nie robią leszcze.

Dawniej ludzie tak ryzykowali na skiturach ?

Link to comment
Share on other sites

2 godziny temu, MarioJ napisał:

Dawniej ludzie tak ryzykowali na skiturach ?

Dawniej skitury były sportem wiosennym a nie zimowym.

 

7 godzin temu, AndRand napisał:

Niesamowita sprawa - zjechał prawie 1,5km z lawiną, wykopał się sam, a wystawała mu tylko ręka. Szukał zakopanych po lawinisku, zszedł do Cichej w poszukiwaniu zasięgu, a potem jeszcze wszedł na grań, bo zjechał do Kondratowej.

Warto się uczyć również od tych, którzy przeżyli. Facet z pewnością był bardzo mocny fizycznie i psychiczne. Typowy biurkowiec prawdopodobnie by zginął.

Jeśli ledwo zipiąc dajesz radę, co zrobisz gdy trzeba będzie podwoić wysiłek?

Link to comment
Share on other sites

Godzinę temu, MarioJ napisał:

@Zagronie Dzisiaj ludzie targają się na trudne zjazdy w niebezpiecznych warunkach i wychodzą z tego cało. Ja tak nie ryzykuje ale widzę co inni robią. Bez tych wszystkich zabezpieczeń by tego nie robili. Przykładowo widziałem w tym sezonie zjazdy z rysów w grubym świeżym opadzie. A to przecież kocioł z ciągłym stromym nachyleniem, teren lawinowy cały czas. I tego nie robią leszcze.

Dawniej ludzie tak ryzykowali na skiturach ?

Zgadałem się kiedyś ze szwagrem o  wspinaniu i o "lataniu"(odpadnięcie od ściany). Czasem się go pytam, co  w trawie piszczy.  Ma już siedemdziesiąt lat. Stary instruktor taternictwa jaskiniowego  i taternictwa. Jeszcze czyny na kursach skałkowych.  Kukuczka w początkach wspinania miał z nim kontakt jako instruktorem. Uczeń bardzo przerósł mistrza.  Zresztą szwagier nigdy nie miał spektakularnych osiągnieć. Wiekszość takich instruktorów było w Klubie Wysokogórskim.  Był na  ciekawych wyprawach jaskiniowych. W górach, min., Tiricz Mir, Cerro Tore i ciekawe bardzo Ruwenzori(pół roku to trwało). Jego syn i mój siostrzeniec to wspinacz głównie skałkowy. Chyba niezły, ponieważ próbowali coś wyprostować na Kazalnicy. Czy próbowali filara Freneya. Robi prace wysokościowe i jeździ do Maroka, do Hiszpanii.  I  tam gdzie są ciekawe ściany do wkoszenia. Głównie w zimie.

Szwagier mi powiedział - zapomnij o dawnej asekuracji(lina "obwiązana" na piesiach). Teraz się lata. Próbuje się przejść trudne miejsce(teraz skale trudności są niebotyczne!) i się odpada.  Lina pochłania energię.  Uprząż łagodzi szarpnięcie.  Miejsce zaczepienia karabinka, czy jakiegoś "frienda" ("kostka" w szczelinie)wytrzyma.  No więc sprzęt zupełnie nie ten, co dawniej.  Ale góry i skały takie same. I pogoda i zmęczenie też. Dzisiejszy "zawodowy" wspinacz też nie ten. W domu ma ściankę i cały czas wisi na niej. Wisi dosłownie na jednym palcu.

Kiedyś namówiłem Jurka W. Był moim kierownikiem w Hindukuszu. Na wyjazd  wyjazd do Austrii.  Byłem wtedy w podłym stanie psychicznym. Jurek już się nie wspinał, ale w  Towarzystwie Nauk o Ziemi służył za przewodnika w Alpach. Dla grup, które chciały wyjjść na łatwiejszy szczyt. Ale gdzie potrzebny był sprzęt.  Obserwowałem go, jak podchodziliśmy z lodowca Pasterze, do  najwyżej położonego schoroniska w Austrii, pod Grossglocknerem. Niewielka szczelina. Jurek wkręca śrubę lodową.  Jurek wtedy pisywał do jakiegoś górskiego pisemka o  wydolności starego "alpinisty". Jak to się zmienia wydolność z wiekiem. Jego syn Józek z Żyszkowskim napisali przewodnik o zjazdach skialpinistycznych w Tatrach.

W Austri Jurek wypaczył książkę "Sicherheit und Risiko in Fels und Firn" - Pit Schubert. Abym ją kupił.   Szef komisji bezpieczeństwa Deutschen Alpenverein.  Z 25 lat doświadczeń. Sam bardzo dobry alpinista. Komisja badała przyczyny wypadków górskich.  I we wnioskach zalecała, min.,  pewne zmiany w sprzecie. Czyta się to, jak kryminał. Ile zadziwiających wypadków było w górach. Wynikających z ludzkich błędów. Na początku opis tragedii na Filerze Freneya(południowa strona Mont Blanc). Lato! I takie nazwiska, jak-Veille, Guillaume, Oggioni, Kohlmann, Bonattii, Mazeaud. Czołówka alpejska swego czasu.  Załamanie pogody. Zimny front, niewidziany na horyzoncie z południowej, strony MB.  Zaczęło padać, chwycił mróz. Nie doszli filarem na Mont Blanc. Liny sztywne od mrozu. Zaczęli zjazd. Potem powrót. Biwaki przypadkowe. Śnieg sięgał do ramion.  Torowanie drogi, na zmianę, drogi trawało godzinami . Po drodze do schroniska przełęcze.  Do schroniska Gamba dotarła dwójka. Pierwsi, wyliczeni wyżej, zostali w śniegu.  Życie z nich uszło z wyczepania i wyziębienia.  Parę lat temu na Mięguszowieckim zginęły dwie dziewczyny. Letnia wspinaczka z instruktorem.  Pojawił się śnieg i mróz. Na skale lód.

Moje  osobiste doświadczenie górskie jest skromne. Włóczyłem się czasami  samotnie w Tatrach Wysokich. Na łatwych drogach z przewodnika Paryskiego. Ryzykownnym za bardzo na pewno było moje samotne wyjście na Gran Paradiso i w kilka dni póżniej na Mont Blanc drogą klasyczną. Marzyłem o tym wyściu.  Nie koniecznie samotnym. Z partnerem. Ale tak wyszło. Pojawił się po Gran Paradiso impuls. Świetnie się mi tam szło. Mostki na szczelinach były przedeptane... Na Mont Blanc przez schronisko na Aiguille du Gouter. Żonę zostawiłem w schronisku niżej. W nocy była burza. I padał śnieg.  Doszedłem rano do wniosku, że pójdę dalej, jak ścieszka będzie przedeptana. Jak nie - zawrócę. I szedłem w rakach z czekanem i kijkiem.  Za schronem Vallota było już ze trzydzieści cm świeżego śniegu. Ale był ślad. Od tych, co wstawali o drugiej w nocy.  Dojście na szczyt zajęło mi pięć godzin. Tysiąc metrów przewyższenia. Dla  biurowego piędziesięcioośmiolatka  może być. Szczyt we mgle. Gdzie jest? Wiedziałem, że jak się zacznie obniżać grań to szczyt już był. Inaczej zejdę na Brenvę, lub pójdę na Mont Blanc du Courmayeur. Pojawił się przewodnik z dwoma klientami. Czy to "sommet du... ". Oui! I zawrócili. Jeszcze poprosiłem o  dokumentację na moim aparacie. Wpadło mi później dokładne zdjęcie tej wyjściowej grani. Głębokie i szerokie szczeliny w lodowcu dochodziły prawie do jej ostrza. Ja ich nie widziałem!

Ja rozumiem pasję. Do dziś jestem pasjonatem gór i nart.  W góry  już nie póję. Kolana nie pozwalają.  Ale narty to wisiłek na kilka minut w dół. Żal   mi tych młodych ludzi, którzy giną.  Rozpacz ich rodzin.  Ta kobieta, która chciała w zimie wyjść na K2(nazwisko uleciało). Napisała, że ta góra nie warta jest palca(czy coś w tym rodzaju).  To bardzo rozsądne podejście.  

Jakakolwiek niebezpieczna psja. To tylko pasja. Nie obowiązek. To nie zajęcie pilota oblatywacza, czy kosmonauty.  Nie jesteśmy sami. Mamy rodziny.  Mamy bliskich, którzy nas kochają.  I  czy warto  tych ludzi  skazać na cierpienia,  z powodu zbyt dużego ryzyka.  Biorącego się z różnych przyczyn.  Ale główną  jest często brak odowiedniego doświadczenia. Za to  nie brak własnego silnego egoizmu. 

Wybacz, że nie odpowiedziałem  jednoznacznie  na postawione pytanie.   Nie ma prostej odpowiedzi - tak lub nie! Są tylko wątpliwości.

  • Like 3
  • Thanks 2
Link to comment
Share on other sites

Cytat

Szwagier mi powiedział - zapomnij o dawnej asekuracji(lina "obwiązana" na piesiach). Teraz się lata. Próbuje się przejść trudne miejsce(teraz skale trudności są niebotyczne!) i się odpada.  Lina pochłania energię.  Uprząż łagodzi szarpnięcie.  Miejsce zaczepienia karabinka, czy jakiegoś "frienda" ("kostka" w szczelinie)wytrzyma.  No więc sprzęt zupełnie nie ten, co dawniej.  Ale góry i skały takie same. I pogoda i zmęczenie też. Dzisiejszy "zawodowy" wspinacz też nie ten. W domu ma ściankę i cały czas wisi na niej. Wisi dosłownie na jednym palcu.

Z racji słabej psychy nie mam wielkich doświadczeń w "lataniu". Odpadłem kiedyś na drugim wyciągu Międzymiastowej na Mnichu,  Poślizgnąłem się na mokrej skale,  kolega się zagapił i poleciałem z 10m. Oczywiście nic się nie stało, założony friend wytrzymał. Wraz z instruktorem, próbowaliśmy nawet kontynuować wspinaczkę.

Cała sytuacja pokazuje jednak, jak zmieniły się czasy. Kurs taternicki (letni) atakował szóstkową drogę przy padającym śniegu? Kiedyś byłoby to zupełnie absurdalne. Dziś idzie się coraz dalej. Nocą, przy złej pogodzie, w coraz większych trudności. Pytanie tylko, czy nie poszliśmy za daleko?

 

  • Like 1
  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

34 minuty temu, czesio napisał:

Za szybko

Niestety według mnie masz rację. Dzisiaj ludzie chcą wszystko na "już". Moja przygoda z górami zaczęła się klasycznie: Beskidy,Tatry latem. Beskidy, Tatry zimą. Ostatnio znajomy chciał pierwszy raz zimą przespać się "pod chmurką". Dałem mu radę :"na początku spędź chodź jedną noc we własnym ogrodzie".

Jeśli chodzi o narciarstwo poza trasowe to wielu ludzi zapomniało że najpierw trzeba być przynajmniej b. dobrym narciarzem trasowym. Z kolarstwem górskim jest podobnie. Ludzie myślą że sprzęt załatwi wszystko.
 

Edited by tankowiec
  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

1) nikt nie wspomina o drobiazgu : połączeniu znajomości topo i prostym analogowym kompasie.

2) We mgle muszę znać sektory. Powtórzę - w mojej ocenie, o ile pomysł nie był dziki, zespół lustrzanie odwrócił zjazd na stronę Kondratowej. Nogi się zgadzały, nie zgadzał się sektor. Planowo prawo/dół tyle że na zlą stronę. Jeżeli ideą było dojście do żlebu to 20% już by w nogach nie grało.

3) Lawinowy ABS - ok, jeżeli wiesz jak użyć i ogarniesz użycie (case z Wrót i sporo innych opisanych w literaturze tematu). Ile razy użytkownicy plecaków z ABS odpalają testowo? GPS pod warunkiem, że w niego zerkniesz. Szybkie szkolenie, dobra forma, prosta tura. To co napiszę nie spodoba się : mantrą na krótkich kursach powinno być "Nic nie umiecie - zobaczyliście ile musicie się nauczyć". Tyle, że stoi to w sprzeczności z "zapłaciłem za umiejętności". 

4) W okolicy grudnia po wejściu na górkę "nad chałupą" i odpoczynku pod bacówką młoda ekipa raźnie wyruszyła do domu .. kierując się na Słowację. Wystarczyło zapamiętać, że od ścian bacówki do domu jest w dół. Dzielnie poszli kilkanaście metrów w górę i zaczęli szykować się do zjazdu..  dlaczego o tym piszę? Zmęczenie, zagadanie, instynkt stadny, focus na jakiś cel a do tego ograniczona widoczność - recepta na problem. Patrzyłem na to z rozbawieniem .. Dość smutnym. 

4) Powyższe piszę z perspektywy osoby, która dwa razy trochę pojechała i razy kilka zupełnie nie wiedziała gdzie jest (z dość zawstydzających nocowaniem w jamie 20m od Piątki włącznie). Każdy z tych przypadków oceniam jako swój błąd i starałem się wyciągać z tego naukę a jak mawiał szef na taborze "jesteście dowodem na miłosierdzie boskie". Zazwyczaj miał rację.

M.

Link to comment
Share on other sites

Każda działalność górska obarczona jest ryzykiem... a jak posiadamy sprzęt to często to ryzyko minimalizujemy...

nie oceniam i nie jestem ekspertem, Tatry latem znam bardzo dobrze ( dostępne szlaki turystyczne ) , Zimowe Tatry także...  czytam Tatromaniaka  i to co ludzie piszą szok...Zapytania typu  czy w styczniu potrzebne raki... czekan...

Ludzie robią fotki , Instagram, FB i każdy bez przygotowania uważa ,że da rady...

a wracając ...często takie wypadki to suma minimalnych błędów .

i dyskusja powinna iść w kierunku jak tych błędów się wystrzegać.

Pozdrawiam

M

 

Edited by miraz
Link to comment
Share on other sites

10 godzin temu, MarioJ napisał:

@Zagronie Dzisiaj ludzie targają się na trudne zjazdy w niebezpiecznych warunkach i wychodzą z tego cało. Ja tak nie ryzykuje ale widzę co inni robią. Bez tych wszystkich zabezpieczeń by tego nie robili. Przykładowo widziałem w tym sezonie zjazdy z rysów w grubym świeżym opadzie. A to przecież kocioł z ciągłym stromym nachyleniem, teren lawinowy cały czas. I tego nie robią leszcze.

Dawniej ludzie tak ryzykowali na skiturach ?

Karlowicz itd

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

14 godzin temu, Spiochu napisał:

Warto się uczyć również od tych, którzy przeżyli. Facet z pewnością był bardzo mocny fizycznie i psychiczne. Typowy biurkowiec prawdopodobnie by zginął.

Jeśli ledwo zipiąc dajesz radę, co zrobisz gdy trzeba będzie podwoić wysiłek?

Spiochu... Z Małej Łaki na Kopę jest max. 3-4h. Więc jak ktoś chodzi po 8h to nie jest problem. Problemem jest bardziej motywacja.

Edited by AndRand
  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

12 godzin temu, Marxx74 napisał:

4) Powyższe piszę z perspektywy osoby, która dwa razy trochę pojechała i razy kilka zupełnie nie wiedziała gdzie jest (z dość zawstydzających nocowaniem w jamie 20m od Piątki włącznie).

No to jesteś lepszy ode mnie. :)

Ja tylko podchodziłem tam ponad godzinę na ściance bo zgubiłem paliki. I jak zobaczyłem ślady pod kamień to za nimi poszedłem torując w śniegu po pas. Okazało się, że ktoś tam strawersował od szlaku, żeby sobie zjechać :) 

Z tury następnego dnia nici.

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share


Booking.com


www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2021
×
×
  • Create New...