Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. yoss

    yoss

    Użytkownik forum


    • Punkty

      12

    • Liczba zawartości

      473


  2. JC

    JC

    Administrator


    • Punkty

      9

    • Liczba zawartości

      16 752


  3. tanova

    tanova

    VIP


    • Punkty

      9

    • Liczba zawartości

      2 774


  4. Zagronie

    Zagronie

    VIP


    • Punkty

      8

    • Liczba zawartości

      511


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 27.11.2020 uwzględniając wszystkie działy

  1. Tylicz - MasterSki. Dzisiaj od rana. Mniej ludzi niż w środę, na początku też słaby kontrast, potem słońce próbowało walczyć z chmurami. Momentami prószył śnieżek. Jutro ponoć ruszają Słotwiny, ciekawe czy się tłok rozłoży. Następne podejście pewnie w piątek - zobaczymy co się do tego czasu otworzy.
    9 punktów
  2. Marzec 2004 Kasprowy po latach....(retrospekcja) Siedzimy w Koninkach. Za oknem piękna, wiosenna zima. Śniegu napadało ze trzydzieści centymetrów. I dalej sypie. Stok narciarski pusty. Kto by jeździł na takim śniegu? Wystarczy wziąć go do ręki, ścisnąć i robi się kulka. Kiedyś się walczyło i na takim. Teraz taki ubity i te karwingi - jadące krawędziach – to śmierć w oczach.... Żona czyta „W stronę Pysznej”, którą gdzieś wyszperała. Taka fajna książeczka o narciarskich wyrypach i wspinaczce przed wojną. Wiesz - mówi- jak patrzę na ten śnieg, to aż mnie skręca. Nie da się jeździć! Moja droga. Nawet w Białce. Pod spodem jest rozmiękły stary śnieg. Wymieszany z tą papką, powoduje, że raz jedzie się szybciej, raz - wolniej… Niebezpieczne! Zresztą boli cię kolano. Lekko szarpnięte parę tygodni temu na Zarze. Wjechała szybko w kopkę sztucznego śniegu. Szarpnęło nartą i kolano lekko boli z boku. Może by tak na Kasprowy...Mamy w szkole rekolekcje. Mogłabym urwać się we wtorek. W środę nie mogę. Szybka, myślowa analiza. Tam teraz też sypie. Meteo zapowiada od poniedziałku poprawę pogody. Pcha się wyż. Przejdzie nad Polskę. Ja jestem stary meteorolog. W końcu przepracowało się kiedyś te dwa lata w PIHM. Wtorek. Nie ma ferii, świąt, okresu przedświątecznego, żadnych zawodów. Może być nieźle...Słońce, świeży puch...i nie ma tłumów. Wczesna miejscówka na górę. Ech marzenia...Weźmy to jednak pod uwagę. Winien jestem żonie ten Kasprowy. Była już wiele razy wyżej i w trudniejszych sytuacjach. Ale Kasprowy to Kasprowy...Mamy w bloku sąsiada. Jeździ dość rzadko, ale tylko na Kasprowy. Biznesmen, wiec jeździ sobie w dzień powszedni. Często nas widzi ładujących narty na samochód. Dzień dobry, gdzie państwo jedziecie? Bo ja byłem w zeszłym tygodniu...Kompromitacja! Żona jeszcze nie widziała Kasprowego w zimie. W lecie owszem. Odbyliśmy wycieczkę szlakami narciarskimi z dokładnym moim opisem, gdzie tu się jeździ a gdzie spada... Z Kasprowym to jednak nigdy nic nie wiadomo. Góra nieobliczalna. W latach wczesnego Gierka mieliśmy w zakładzie machera od TKKF`u. Miał jakieś chody w Zakopanem i załatwiał miejscówki na Kasprowy. Co prawda nie te wczesne, ale zawsze. Wyjeżdżamy w niedzielę z Krakowa autobusem marki San. Piękne słoneczko. Mrozik. Będzie miejscóweczka. Dokupi się następne na giełdzie w holu kolejki. Życie jest piękne. Giełda w holu kolejki to było specjalne doświadczenie. Nie było jeszcze wyciągu na Goryczkowej. Gąsienicowa, pojedyńcze krzesełko, zakopiańskie klubowo-goprowskie wipy...podjeżdżające bez kolejki. Lepiej nie mówić ile tam się stało. Więc zdobyć ze cztery miejscóweczki na dzień. Cztery obroty przez Goryczkową. No, tak średnio, co półtorej godziny. Bez szaleństw. Tylko skąd te miejscówki. Kasa już dawno oficjalnie wszystkie wysprzedała. Ale holu jest giełda. Wpada facet, z jakiejś obisowskiej wycieczki, mającej załatwione miejscówki. Ktoś z wycieczki zrezygnował. Mam cztery na czternastą... Cztery na czternastą – przecież to zaraz będzie koniec jazdy, myśli niedoświadczony giełdziarz. Doświadczony kupuje wszystkie, zawsze się sprzeda. Ma się więc te cztery i można głośno krzyczeć – wymienię dwie na wcześniejsze... Komuś tam brakowało do kompletu czternastej a miał, powiedzmy, kilka na pierwszą...I tak można było zostać szczęśliwym posiadaczem kompleciku na cały dzień. Bilecik się kupowało bez problemu w kasie. Giełdziarz musiał być szybki i nieco brutalny. Stado hien otaczało zawsze sprzedającego. Najlepiej było być z przygotowanymi pieniążkami. W holu widywało się znane postacie. Wiele razy widziałem tam Alinę Janowską. Zapaloną narciarkę. Na ekranie wyglądała jednak lepiej... No wiec jedziemy tym Sanem. Drapie się on na Mały Luboń. Słoneczko świeci. Na horyzoncie pojawia się znany ząbek. Rzut oka na świerki, czy się ruszają. Jak się ruszają, to d...pa zbita. Wieje. Będzie w Kuźnicach przez głośnik znany komunikat. Kolejka na Kasprowy w dniu dzisiejszym z powodu silnego wiatru nie kursuje...Halny – a tu takie piękne słońce...Taki jest Kasprowy. Z Wadowic wyjeżdżamy o pół do szóstej. Po zmianie czasu, dopiero świta. Żona w obawie przed bezsenną nocą, zażyła sobie coś na sen. Chmury się rozrywają. To dobrze. Na Obidowej widać nasze góry. Promienie słońca oświetlają szczyty Tatr Zachodnich. Ale Wysokie pokryte są jednak czapą ciemnych chmur. W Poroninie widać już jasno oświetlone Czerwone Wierchy a na ich tle Śpiący Rycerz. Na Rondzie tylko kilka aut. Ale jest dopiero po siódmej. Elegancja, facet nam ładuje narty do kosza. Nie to, co stary Jelcz z koszem, który należało obserwować pilnie na każdym przystanku - z nosem przylepionym do tylnej szyby, czy moje narty nie zmieniły przypadkiem właściciela. A tu za dwa złocisze taki luksus. Pusto w Kuźnicach i lekki mróz. Na tablicy: Kasprowy minus dziewięć, na dole minus trzy. Nieźle. Co jest? Hol zamknięty! Aha – tylko z drugiej strony. Żona się śmieje – widać dawno tu nie byłeś. No tak około jedenaście lat. Byłem ze dwa razy. Drugim razem Kasprowy był łaskaw w stosunku jeden do siedmiu. Na osiem dni pobytu na Gąsienicowej, siedem wiało i nic nie jeździło. Góra zlitowała się w pierwszy dniu pobytu i pozwoliła na wyjazd na górę. Inaczej trzeba było nieść ciężki wór i narty przez Boczań na Halę. Byłem wtedy po ponad dziesięcioletnim niepobycie. Zwróciła wtedy moją uwagę całkowita zmiana twarzy. Jeżdżąc dawniej często na Kasprowy znało się twarze, szczególnie lepiej jeżdżących. Wielu gości z Krakowa poznawałem po twarzach, bo często tu bywali. Choć ich osobiście nie znałem. Nie ma cielętnika? Ale zmiany. Będąc na urlopie w mieście Zakopane, wyjeżdżało się pierwszym autobusem do Kuźnic. Coś przed szóstą. Z Jelcza wysypywało się kilkadziesiąt chłopa i biegiem do cielętnika. Kto pierwszy ten lepszy. Każdemu po dwie miejscówki, ale dopiero jak otworzą kasę, za jakieś dwie godziny. Aby tylko załapać się na zerówki. Następne miejscówki po południu. Reszta wyparowała. Ile tych zerówk jest? Cztery, pięć. Ale za to o dziewiątej jest się na górze. Kolejeczka niewielka. Za nami kilku małolatów w kaskach i z pokrzywionymi kijkami. Będzie jakiś zjazd? Nie....Supergigant! Francja-elegancja. Bilecik całodzienny za jedyne osiemdziesiąt siedem w promocji. Wyjazd na górę incl. Wagon jakby jeszcze starszy. Konduktor na siodełku ze swoimi dwoma, nieśmiertelnymi przyciskami. Człowiek czuje się jak w domu. Suchy Żleb rzeczywiście zarasta. Rośnie też jakiś mały lasek na brzegu pod schroniskiem. Na Myślenickich Turniach bez zmian. Ten zbiornik to do wożenia wody na górę - mówię do żony. Wsuwają go do kolejki, napełniają i wożą na górę- po zakończeniu normalnego ruchu. Tam nie ma wody. Stań tu przy szybie. Pokażę ci Żleb pod Palcem. Miałem przyjemność tu kiedyś zjechać. Nie mogę zaszpanować? To jest Turnia Palec. Wygląda jak postawiony w górę kciuk. Żleb ten jest znany ze skoku goprowca z Zakopanego Uznańskiego. Niemcy go dopadli i wieźli na Kasprowy, gdzie była placówka. Nie zrewidowali go i miał przy sobie broń. Miał też narty. Przy dojeździe ich, jak teraz się mówi, sterroryzował i skoczył do żlebu...W holu, na górze, żadnych zmian. Ta sama „boazeria”. Mamy czas. Dopiero po ósmej. A może po siódmej. Słońce prześwieca przez dziury w chmurach. Wiesz, spałem tu kiedyś w kurtce puchowej, o na tej ławie...Wybraliśmy się z kolegą, aby w kwietniu przejechać, prędzej przejść, grań polskich Tatr Zachodnich, od Kasprowego po Wołowiec. Tatry Zachodnie są prawda od Przełęczy Liliowe, ale to sobie podarowaliśmy. Wyjechaliśmy po południu na Kasprowy i pojechaliśmy granią w stronę Czerwonych Wierchów. Plecaki miały ponad dwadzieścia kilo. Namiot, materace gumowe, buty, żarcie...Rozbiliśmy namiot na przełączce pod Kopą Kondracką. Odciągi przymocowaliśmy do wbitych nart. Nie ma mojego puchowego śpiwora. Jasny szlag trafi! Śpiworek elegancki, kiloczterdzieści puchu, szyty przez panią Momatiukową. Idę z powrotem na Kasprowy, bez nart. Musiał zostać w holu. Zapadam się co chwila w śnieg. Trzeba było jednak wziąć narty. Po dwóch godzinach jestem na miejscu..Hol na szczęście otwarty. Ale zupełnie pusto. Żywego ducha i mojego śpiworu. Lepiej tu spać niż w namiocie bez spiwora. Zresztą było już ciemno. Może Wawrytko schował. Schował, schował. To Pana śpiwór? Mój – serdeczne dzięki. Fajnie, ale jesteśmy spóźnieni pół dnia. O tej porze powinniśmy już być na Czerwonych Wierchach. Nie doszliśmy do Wołowca. Skończyło się na Pyszniańskiej Przełęczy. Dwa dni zaplanowane na urlop to za mało. W trzy może by się przeszło. Zresztą Człowiek się więcej napodchodził. Zjazd z plecakiem dwudziestokilowym granią, nawet łatwą Tatr Zachodnich nie należy do największych przyjemności. Śnieg nie przypomina jakiegoś tam sztruksiku. Dzisiaj byłoby to też ciekawe. Narty Hagan`a, lekki namiocik, Red Bull...Przejść Całą grań Tar Zachodnich, łącznie z częścią Słowacką. Może na czas? Wawrytko już chyba umarł? Za oknem rusza duże koło. Zbieramy się. Jedziemy na Gąsienicową. Goryczkowa będzie po południu. Tam jest znacznie dłuższy stok i trudniejszy. Ale się nam udało. Kasprowy oświetlony słoneczkiem Lekki mróz to dobrze. Śnieg nie puści za szybko. W komunikacie na dole napisali warunki trudne i to po obu stronach. Lodoszreń. Nie jeździmy od kilku tygodni. Nogi zastane. Widać z góry, że w kotle wygłaskali dość szeroką traskę. Czy to jest lodoszreń? Może? Na trawersie, lekkie zgrzyty pod nartami. Nieco twardo. Ale mamy naostrzone, nasmarowane karwingi. Beta Race Carve! Beta to alfa, beta. Race się przyda . Carve jak najbardziej, dopóki nie zmięknie. Mnie zawsze ogarnia lekki strach, gdy przyjdzie zjeżdżać nieznanym, trudnym stokiem. Doświadczam go i tu. Ten stok jest znany, ale po tylu latach nieznany. Pierwsze skręty. Jest okey! Mniej stromo i można puścić narty. Lekko drgają na ratrakowej pralce. Co widzę? Taka szerokość i taka gładkość. Gdzie my jesteśmy? Co za piękne góry? Słoneczko, liczko dnia pięknego. Udeczka jeszcze nie rozgrzane. Nieco bolą. Ciekaw jestem jak sobie poradzili na dole, przy pierwszej podporze. Tam było zawsze ciasno. A park za żadne skarby nie pozwoli użyć spychacza. Nie jest źle i na dole. Węziej, ale w miarę bezpiecznie. Przy dużym ruchu można jedna wpaść na kogoś. Kolejne zjazdy są coraz lepsze i szybsze. Śnieg nieco puścił. Narty już tak nie drgają. Maksymalna oszczędność sił. Żadnych dodatkowych przyruchów. Krawędzie i mięciutkie, szybkie kiwnięcie. Do zatrzymania długi, miękki łuk a nie brutalne zatrzymanie. Szkoda ud. Jest po dziewiątej a przed nami cały dzień. Szesnasta czterdzieści pięć koniec jazdy. Prawda, czy nieprawdopodobne! Pytam się wyciągowego, li to prawda! No, no! Gdzie te czasy, gdy pół do czwartej było nieprzekraczalnym końcem. A jak zawiało to dwie godziny odkopywali wyciąg. Małolatom ustawili ten niby supergigant. Od połowy kotła. Po prawej stronie stoku, patrząc z wyciągu. Od strony „turystycznej” odgrodzony powiewającymi chorągiewkami. Kończą na znanym wypłaszczeniu, gdzie zawsze była meta w razie zawodów. Pełny szpan z pomiarem czasu. Jako żoniny ekspert wyjaśniam, że przy przejedzie są zasadniczo dwa miejsca trudne. Stromy stok, strome ścianki, gdzie facet się obślizguje na bramkach i wypłaszczenia, gdzie trzeba umieć się ślizgać. To jest też sztuka. Żadnej brutalności. Należy nartom pozwolić jechać. My też musimy tak dzisiaj tu jeździć, bo należy te osiemdziesiąt siedem złotych wykorzystać. W końcu jestem z Krakowa. Facet jedzie w Alpy. Kupuje drogi karnet i głównie pije piwo w ładnym miejscu. Drogie piwo, ale to jego sprawa. Może i lepiej, bo jest mniejszy tłok na stoku. To była budka starego wyciągu - wyjaśniam mojej damie. Kolejki, stojącej przed nią, nie potrzebuję ci opisywać. Z tej strony podjeżdżali lepsi goście. Głównie zakopiańscy zawodnicy, goprowcy. Ale pierwszy wyciąg miał dolną stację tam wyżej - wtrąca się starszy pan. Starszy pan? Ja też jestem starszy...Widać tam jakieś znane od lat ruiny, ni to domku. Coś mi się obiło kiedyś o uszy. Nie znam tego wyciągu. Jak tu zacząłem jeździć w sześćdziesiątym czwartym to go nie było. Postawili go w czterdziestym siódmym. Ja już sześćdziesiąt sześć lat na nartach - mówi. Pogratulować! Przepraszam, może nieco niedyskretnie, ile lat? Zacząłem jak miałem pięć. I jak tu nie lubić nart. Kochajcie artystów - mówi często Jasiński w czasie benefisów w teatrze Stu. Kochajcie narty!!! Jest jedenasta a zaliczyliśmy już z dziesięć zjazdów. Muszę w tym miejscu odszczekać swoje wątpliwości odnośnie liczby zjazdów. Wątpliwości, które miałem w czasie dyskusji na tym forum. Faktycznie. wyciąg jedzie teraz szybciej. Z góry nie śpiesząc się można zjechać za trzy minuty. Kto jedzie szybciej wyrobi się w dwóch minutach. Zmęczenie jest minimalne, przy długich łukach i na dzisiejszych nartach. My zawsze odpinamy klamry u dołu a zapinamy je na górze. Robimy się też przerwy na trasie. Bo i gdzie się spieszyć. Lepiej szybciej, porządniej, ujechać kawałek i odpoczynek minuta. Nad techniczną jazdą trzeba nieustannie czuwać. Zmęczenie jest wrogiem poprawnej jazdy. Tak, więc gość ze zdrowymi nogami, bijący rekordy, przy dobrym śniegu zjedzie od dziewiątej do końca jazdy, może ze czterdzieści a nawet więcej razy. Tylko, po co? Wyjeżdżam trawersem na Beskid. Na zryty, nieubity stok. Zjeżdżam w stronę dna kotła. Da się jeździć, choć śnieg jest już przewiany i trzeba się przyłożyć do skrętu. Nóżki to jednak zaraz czują. To nie jazda po tej gładziźnie niżej. Przewijam się na wschodni stok Beskidu. Tu jeszcze gorzej. Śnieg jest mokry. Świeżo spadły, z przed kilku dni. Jeszcze nie firn. Niżej jeszcze gorzej. Lekka szreń łamliwa na powierzchni. Wczoraj go przytopiło i w nocy zamarzł. Wracam na ubitą trasę. Adio dziewcze śniegi. Mam to już za sobą. Należy teraz korzystać z ratrakowo-karwingowej tiochniki. Speed, speed, na miarę możliwości. To jest rausz. No, może z wyjątkiem puchu na wyrównanej trasie, ew. firnu lekko puszczonego. Ale to są rzadkości. Co by się jednak nie powiedziało, to do jazdy po dziewiczych śniegach najlepsza jest deska. Leci toto po wierzchu. Przejedzie po kamieniu i kosodrzewinie. Narta się zawsze zagłębi. Nie jest możliwe całkowite, równomierne, w każdym momencie, obciążenie obu nart. To jest brutalna prawda towarzysze...Chcąc jeździć po dziewiczym terenie, ucz się raczej na desce... Siedzimy sobie w pobliżu trawersu na Goryczkową. Poważne zmiany. Szeroka aut...-nartostrada. Porządna siatka. Gdzie te słupy, jak telegraficzne. Gdzie siatka, nieraz przysypana śniegiem. Teraz bracie nie wpadniesz do Cichej. I nart sobie nie zniszczysz na kamyczkach. Lampeczka! Piramidalny Krywań na horyzoncie. Kiedyś uważany za najwyższą górę w Tatrach. Dopóki nie zaczęto naukowo mierzyć. Widzisz te trzy szczyty. Kiedyś tam sobie szliśmy. Na ich tle widać taki szczyt ze stokiem w północną stronę. Od naszej strony ma pas skał. To Kościelec. A ten pas - to zachodnia ściana Kościelca. Tu zginął Świerz. O którym czytałaś w „W stronę Pysznej”. Od dołu jest komin Świerza, w którym poleciał. Podobno partner miał szanse go uratować, tylko się zagapił. Zdziwił się,że Świerz leci z kawałkiem skały w dół. Przecież Świerz nigdy nie lata. Lina mu leciała przez palce. Jak zaczął ją wyhamowywać, to Świerz już miał taką szybkość, że trzasła. Zmarł przy znoszeniu przez TOPR. Na dole śnieg przytopniał, szczególnie w miejscach lepiej wystawionych do słońca. Mołolaty skończyły swój trening. Spróbujemy Goryczkową. Jak będzie źle to się wrócimy. Czasu mamy jeszcze parę godzin do zamknięcia wyciągów. Ale po tamtej stronie wyciąg nie jest taki fajny. Twarde krzesła i jedzie dłużej. Buźki będziemy mieli wystawione na słońce. Trawers na Cichą, do grani w stronę Pośredniego Goryczkowego. Półeczka od wyciągu do grani. Nowa półeczka do góry kotła. Szeroko jak na warunki terenowe. Wszystko ogrodzone siateczkami. Co za luksusy? Nic tylko śmigać. Kociołek równiutki. Ale czym bliżej szyjki, to śnieg bardziej miękki. Po południu już tu przypiera się słońce. Widzisz to jest szyjka. A to jest stok Pośredniego Goryczkowego. Stok poryty esami śladów od samej góry. Deskarze!. Trawers do Świńskiego Kotła też założony. Dzisiaj jest śnieg raczej dość pewny. Podłoże było stare i dość cienkie. Nie napadało zbyt dużo śniegu i wiązał się z podłożem. Lawina raczej nie poleci. Nie znaczy to, że w innym miejscu w Tatrach lawiny nie polecą. Taką prywatną prognozę można sobie zawsze robić. Zatrzymujemy się na Bulce. Ooo! Jaki szeroki stok poniżej.? Siata jak z PŚ. Cuś jednak za mało śniegu. Tu trzeba uważać, bo sporo tu kamieni. Trasa fajna, urozmaicona, ale warunki gorsze niż na Gasienicowej. Śnieg jest mokry i ciężki. To jest słynny mostek. Jak brakuje śniegu, to tym żlebem można dojechać aż do tego miejsca. W żlebie jest go zawsze więcej. Koniec! Ale gorąco! Jedziemy na górę. Niziutkie krzesełko. Czasami jeździło się od Bulki, tędy, obok tej podpory. To jest taki mały żlebek. Ale już zarósł świerkami. Tu na Goryczkowej jest zimno, często wieje. Jak uruchomili ten wyciąg to dawali tzw. ornaty. Były to dwa, zszyte krótszymi bokami, koce. W środku była dziura na głowę, taki ornat. Wiara wtedy nie miała tych różnych gorteksów. Jeździło się w portkach elastycznych. Na górze oddawało się ten ornat. Jak padał śnieg to ornaty nasiąkały nim? Zamarzało to wszystko, sztywniał ornat i stały takie postacie w kolejce do wyciągu. Z góry ornaty jechały na dół na krzesełkach. Ładowali to na kupę i nieraz spadały po drodze. Po kilku latach zrezygnowano z nich. Zresztą pojawiły się kombinezony narciarskie. Szczyt mody.Widzisz ten żleb. Z tego żlebu zeszła lawina. Przeszła przez las i zasypała schronisko na tej polanie. Zginęli prowadzący schronisko - małżeństwo Polakowie i zdaje się trzech żołnierzy służby granicznej. Wyciąg sobie jedzie. Właśnie w tym miejscu, jak jechałem, usłyszałem takie charakterystyczne stęknięcie. Mówiłem ci o tym. Całe to zbocze się zmarszczyło i zaczęło zsuwać do szyjki. Zasypało kogoś? Nie, bo lawina była bardzo wolna. Czoło zatrzymało się niedaleko Bulki. Gdyby doszła do tego żlebu mogłaby się rozpędzić i rejonie mostka mogłoby być źle. Zrobimy sobie taki portrecik na tle Świnicy. Bliżej tego sznurka. Nie bój się. Tu nie ma nawisu. Nie wpadniesz z nim do Cichej. We mgle ktoś dawniej tam mógł zacząć zjeżdżać, albo pojechał na ubraniu po stoku. Do ludzi drogę miał długą. Dolina jest długa. Znowu jesteśmy na dole. Wiesz co, ja już nie jadę - mówi żona. Boli mnie kolano. Dobra odpoczywamy. Kawka? Wysokogórska? Cena też wysokogórska. Ale upał. Jestem wycięta. Na Gąsienicowej z piętnaście. Tu dwa. Dla mnie dość. Wiesz - mówię- tu się przychodziło z Kuźnic, jak uruchomili wyciąg. W niedzielę, jak się przyszło od dziewiątej, to w ciągu dnia można było zjechać pięć, sześć razy. Kolejka zaczynała się oo, za tamtą podporą, szła łukiem przez polanę, następnie od dołu stacji i do krzesełka. Ile się stało? Godzinę, półtorej. Ale można się było ładnie opalić. Kasprowy to historia polskiego narciarstwa. Tak historia. Kto dawniej jeździł w Alpy z Polski? To jest jedyna taka alpejska góra. Jeździł tu Bachleda, gdy był jednym z najlepszych na świecie. Później jeździły Tlałkówny. Nawet mam pewien wątek rodzinny związany z tą górą. Rodzice pobrali się w Zakopanem. Mam parę zdjęć z ich ślubu. Na nich miejscowi w tradycyjnych strojach. Tato przywędrował do Zakopanego z bratem, z dalekiej wsi. Rozeszła się wtedy po Polsce pogłoska, że budują kolejkę na Kasprowy i można zarobić. Pracował przy tej budowie. Później budował stare schronisko w Dolinie Pięciu Stawów. Tu poznał mamę. Niestety wojna spowodowała, że musieli opuścić Zakopane i stracili oszczędności, za które zamierzali kupić dom. Skoczę na górę. Zjadę ze dwa razy. Ostatni zjazd. Moje kolano zaczęło lekko boleć w tym samym miejscu, co żonie. Zaraźliwe? Muszę uważać. Na trawersie do kotła mały tłumek z przedszkola. Przedszkole nosi nazwę Małgorzata Tlałka-Szkoła Narciarska. Poniżej esa, na nartostradzie, ładny widoczek na góry. Mam jeszcze jedno zdjęcie w aparacie. Szybciutko, bo słońce schowa się za chmurą. Aha. Tędy na Kalatówki. Tu na Kondratową. A tu się zabił goprowiec z Zakopanego. Stok żaden. Gość doświadczony. Były tu takie belki. Wpadł na nie... Było nieźle, Było świetnie. Kiedy tak świetnie się mi jeździło, jak dzisiaj na Gąsienicowej? Na pewno nie w zeszłym roku na początku maja na Kicusiu. Rano było tam, owszem, równo, ale tylko przez chwilę. Później słońce i tłum robił swoje. Kilka lat temu w Val di Sole, ale tylko w jednym miejscu w Ponte di Legno. Ale wtedy nie miałem karwingów. Śnieg, dzisiaj, miał być trudny? A jak będzie, gdy warunki będą bardzo dobre? Musimy tu parę razy w zimie wpadać, jak Hausner, albo inny nie pozbawi nas przyszłych, pewnych dochodów. A teraz ciekawostka. Lawina na Goryczkowej. Czternasty kwietnia, godzina druga po południu. Jedziemy z moją ŚP żoną wyciągiem do góry. Słyszę takie głuche „stęknięcie”. Odwracam instynktownie głowę w prawo i widzę, że całe zbocze Pośredniego Goryczkowego się marszczy i urywa nieco poniżej szczytu. Granicą obrywu był wyżłobiony trawers do Świńskiego Kotła, do którego tu też często jeździłem. Być może wcześniej w tym dniu…
    8 punktów
  3. W Sudetach mieszka głównie ludność napływowa - raczej z terenów nizinnych, ponieważ rdzenni mieszkańcy po wojnie zostali wysiedleni.
    6 punktów
  4. Na zupełnym marginesie - W Sudetach, Karkonoszach czy Beskidzie Niskim nie ma Górali, chyba że przyjechali na wycieczkę
    5 punktów
  5. Nie wiem jaki to będzie sezon. I czy uda mi się zaliczyć chociaż 6 dni na nartach z powodów innych niż brak warunków śniegowych na Czantorii. Ale kupiłem.
    3 punkty
  6. W Tyliczu rzeczywiście,jak kolega wyżej napisał,zaczyna się pandemonium.Pierwsze 2 godziny mało ludzi,ale słaby kontrast.Potem widać było dobrze,ale głownie tłum ludzi-przyjechał Instytut Narciarstwa z Mogilan,klub słowacki ze Starej Lubovnej z kolanówkami,widocznymi na zdjęciach kolegi Yossa i wielu innych z bliska i daleka... Sezon zapowiada się ciekawie,przerost formy na zdjęciu autora wynika z nałożenia się rewolucji legislacyjnej na kulturową-ma być guma,bo oficjalnie wyciagi tylko dla zawodników,ma być tęczowa,bo LGBT,ma być maska FP3 na mordzie,by zamaskować płeć biologiczną i wiek,bo to niepoprawne-gender,ejdżyzm i inne takie...
    3 punkty
  7. Warunki, jak na pandemonium ;), eleganckie.
    3 punkty
  8. Hipnotyzuje Tadeusz 😮 Jeśli miałbym odpowiedzieć, kogo najbardziej lubię oglądać w jeździe, to właśnie jego. Kosmos! Ted Ligety Giant Slalom (GS) Perfect Turns - Skiing Follow Cam (2020) - YouTube Warto popatrzeć.
    2 punkty
  9. Aż się prosi o komentarz. Gdzie masz taki wypinany, z kopułami ochronnymi, wyciąg krzesełkowy? W Kamieńsku? Gdzie masz taki system naśnieżania? Gdzie masz takie zaplecze techniczne( przebieralnia, wypożyczalnia, kible, serwis, knajpa, parking, bramki, ratraki). Stok jaki jest, każdy widzi. Natura trochę poskąpiła, trudno, ale reszta na porządnym poziomie. Po co ta krytyka nowicjuszu, co żółć się ulała.
    2 punkty
  10. https://www.ksiegarnia.naszesudety.pl/architektura-schronisk-gorskich-w-sudetach.html Książka ta jest próbą ukazania piękna architektury, historii powstania oraz losów schronisk sudeckich, będących częścią składową bogatej spuścizny kulturowej regionu sudeckiego. Wiele z tych interesujących obiektów o regionalnej formie architektury nie dotrwało do dzisiejszych czasów, a ich wygląd i styl możemy podziwiać na widokówkach z okresu międzywojennego lub w przewodnikach z tamtych lat. W publikacji omówiono najczęściej występujące odmiany form i konstrukcji schronisk w Sudetach i zilustrowano je wykonanymi przez autora zdjęciami oraz rysunkami. W najobszerniejszym rozdziale książki przedstawiono schroniska zlokalizowane w poszczególnych pasmach Sudetów, opisano ich wygląd i styl oraz dzieje od chwili powstania, zilustrowane archiwalnymi oraz współ czesnymi zdjęciami i rysunkami autora. Umieszczony na końcu opracowania spis wszystkich wymienionych w pracy schronisk ułatwi czytelnikowi dotarcie do wiadomości o interesujących go obiektach. Znajdujące się w książce mapy, na których zaznaczono schroniska istniejące i te, które nie dotrwały do chwili obecnej, obrazują skalę rozwoju turystyki przed 1945 rokiem oraz po zakończeniu II wojny światowej w tym górskim regionie Śląska.
    2 punkty
  11. Tak jak Ci @tanova odpowiedziała - wszystkich rdzennych mieszkańców przesiedlono. Dla mnie górska architektura to taka która musi sprostać górskim warunkom. Górską architekturę w Sudetach jak najbardziej widać - zwróć uwagę na wysokie, strzeliste oraz spadziste dachy. Architektura która Tobie się zapewne kojarzy z tym co widać np. na Podhalu, w Beskidach, Bieszczadach jest często połączeniem wpływów wołoskich, z architekturą popularną w Austro-Węgrzech. Stąd dużo więcej podobieństw tej naszej mitycznej "górskiej" architektury znajdziesz w ukraińskich, rumuńskich oraz słowackich Karpatach. Podobnie w innych kwestiach kultury jak strój czy instrumenty muzyczne a także kuchnia. Oczywiście, w zależności od regionów nieco różna. Niemniej jednak w Karpatach można się doszukać dużej spójności. Sudety są zupełnie innym obszarem kulturowym, całkowicie przerwanym po II wojnie Światowej. Kiedyś dyskutując z kolegą doszliśmy do wniosku że jedną z nielicznych rzeczy zachowanych w kulturze Dolnego Śląska jest godło (orzeł). Stąd też ja bardziej swojsko się czuje w okolicach Worochty czy Liptowskiego Mikulasza, niż w Szklarskiej Porębie, ponieważ większość moich wypadów w życiu było w Karpaty. Jest to oczywiście moje subiektywne odczucie.
    2 punkty
  12. przepychanki pomiędzy władzami krajów alpejskich są fascynujące, tylko niech sie już na coś zdecydują ! 😁
    2 punkty
  13. bo @fredek321 lubi bardzo odejmować 😁
    2 punkty
  14. Najnowocześniejszy ośrodek narciarski w Beskidzie Sądeckim Słotwiny Arena, w sobotę 28 listopada, inauguruje sezon narciarski 2020/2021. Sprzyjająca aura od kilku dni umożliwiała pracę sytemu naśnieżania, dzięki któremu przygotowana została główna trasa. Więcej tutaj>>
    2 punkty
  15. Właśnie dzwonił do mnie prezes Czeskiego Stowarzyszenia Stacji Narciarskich. Miał oczywiście kilka pytań do mnie, ale... dowiedziałem się, że niestety w Czechach są też osoby w rządzie, które chcą przyłączyć się do stanowiska Włoch, Francji I Niemiec w sprawie zamknięcia ośrodków narciarskich do połowy stycznia.
    2 punkty
  16. Nie. 9. miejsce! O pozycji decyduje czas przejazdu, który Maryna miała najlepszy ze wszystkich zawodniczek, które odpadły!
    2 punkty
  17. Instalacja doprowadzona jest prawie do samej góry. Zawsze problemem była słaba wydajność pomp i niewiele wody. Nowy zbiornik niewiele zmienił choć dołożenie wydajnej pompy pozwoli na śnieżenie pewnie nawet 20 armatkami jednocześnie.
    2 punkty
  18. Lanovki.sk informują: Nowy odłączany 4-osobowy w pobliżu słowackiej granicy Wypinany 4-osobowy w ośrodku narciarskim Korbielów-Pilsko zostanie po raz pierwszy oddany do użytku w sezonie zimowym 2020/2021, mimo że jego budowę zakończono w 2015 roku. Kolej linowa Korbielów-Buczynka to wyprzęgana 4-osobowa kolejka linowa, położona na terenie Rzeczypospolitej Polskiej, w pobliżu słowackiej granicy państwowej, niedaleko Namiestowa. Jego długość wynosi 1451 metrów, a przewyższenie 310 metrów, co pozwala na przewóz 2000 osób / godzinę. Obsługuje średnio trudną trasę zjazdową wyposażoną w techniczne naśnieżanie. Budowa czteromiejscowej kolejki odbyła się w latach 2014-2015. Pierwotnie stacje kolei linowej zostały zainstalowane na dziedzińcu wyciągu Tatralift w Kieżmarku, gdzie służyły jako prototyp do opracowania technologii wyprzęganej. Kolejka nie została jeszcze udostępniona do użytku publicznego, mimo że wyciągi, których funkcja transportowa miała zostać zastąpiona, zostały zdemontowane ze względu na budowę, a atrakcyjna część ośrodka została wyłączona. Głównym powodem była wierzytelność zarejestrowana przez Tatralift wobec inwestora. Jeszcze w październiku 2018 roku inwestor był winien producentowi kwotę 2,4 mln euro.
    2 punkty
  19. Pamiętam jak na UFO jeździłem w kwietniu do 2 w nocy. Pamiętam jak jednego dnia obróciłem 100x. :) Niby zwykły talerzyk a jednak wyjątkowe miejsce.
    2 punkty
  20. Kosmos to jest chyba najlepsze okreslenie na taka jazde. Ponizej ciut wiecej opisu, aczkolwiek nie wiem czy nam zwyklym zjadaczom chleba sie to przyda 😃 https://www.youtube.com/watch?v=Ga-6wy0Nboo
    1 punkt
  21. Voucher na Karnet 1 dowolny dzień CAŁODZIENNY 55.00 zł Czarny Groń, Kasina Ski, Słotwiny Arena, Kurza Góra, Skolnity https://grupapingwina.e-skipass.pl/ Oferta ważna do 2020-11-29 Wykorzystaj karnet w dowolnym dniu sezonu narciarskiego 2020/2021 Karnet działa przez 1 dzień od momentu pierwszego przejścia przez bramki Karnet działa w wybranym Ośrodku Narciarskim: Czarny Groń w Rzykach, Kasina Ski w Kasinie Wielkiej, Słotwiny Arena w Krynicy-Zdroju, Kurza Góra w Kurzętniku i Skolnity w Wiśle Z zakupionym Voucherem należy udać się do wybranej kasy stacji narciarskiej, gdzie zostanie wymieniony na karnet 1 dowolny dzień CAŁODZIENNY Karnet przeznaczony jest dla jednej osoby, zabrania się korzystania z biletu czasowego przez więcej niż jedną osobę pod rygorem jego zablokowania bez możliwości zwrotu pieniędzy za niewykorzystany czas Promocja ograniczona czasowo lub ważna do wyczerpania zapasów Kupując Karnet akceptujesz regulaminy Ośrodków Narciarskich: Czarny Groń, Kasina Ski, Słotwiny Arena, Kurza Góra i Skolnity GWARANCJA PINGWINA - w przypadku braku możliwości korzystania z karnetu spowodowanego obostrzeniami związanych z przeciwdziałaniem epidemii w dniach 15.12.2020 do 14.03.2021, ważność voucheru zostanie wydłużona o ten czas w sezonie 2021/2022 licząc od dnia uruchomienia wyciągów
    1 punkt
  22. Właśnie wyskoczyły mi na FB oferty wynajmu kamperów 😎
    1 punkt
  23. Kup obydwa modele - pochodzisz, powyginasz sie w lewo/prawo, założysz do nart i zobaczysz czy któreś Ci odpowiadają 😁
    1 punkt
  24. Z Tamsweg faktycznie masz blisko w różne miejsca w Lungau i w Karyntii, choć - nie powiem Montafon narciarsko bardzo mi przypadł do gustu, przy czym nie jest to już region kameralny. Ja się zastanawiam nad Tyrolem Wschodnim - czyli wariant jeszcze bardziej prowincjonalny . Plus ewentualnie Heiligenblut.
    1 punkt
  25. Na dzisiaj mam kwaterę w Tamsweg i w zasięgu mniej więcej pół godziny jazdy: Turracher Hohe, Murau, Grosseck, Mariapfarr, etc. Drugą opcją jest Montafon, ale myślę, że tam może być ciaśniej, plus statystycznie pada tam dużo intensywniej w styczniu.
    1 punkt
  26. Ile dostałeś minusów? Bo ja mam od Niego Ok 20 szt😁
    1 punkt
  27. Tylko nie mów, że się przejmujesz minusami
    1 punkt
  28. Poszukałem trochę informacji o góralach karkonoskich, o których pyta @Author i dokopałem się do różnych informacji, mówiących o tym, że specyficzny góralski folklor charakterystyczny dla danego regionu w przeciwieństwie do Tatr i Podhala, nigdy nie wykształcił się w Karkonoszach. Wynika to z jeszcze przedwojennych intensywnych migracji ludności na tych terenach, a w efekcie dużego zróżnicowania kulturowego. Dodatkowo przymusowe i niemal całkowite wysiedlenie rdzennej ludności tuż po II Wojnie Światowej wpłynęło negatywnie na kiepski stan miejscowego folkloru. Przed wojną jedynymi strojami ludowymi jakie noszono były stroje bawarskie. Trochę więcej: https://forum.sudety.it/viewtopic.php?t=263 Ale już chyba za duży offtop zrobiłem, więc kończę ten temat.
    1 punkt
  29. Na tle mapy Polski nie umieszczono "górali świętokrzyskich" w swoich tradycyjnych strojach, zapaskach w paski czerwono-czarne. http://pik.kielce.pl/img/galerie/elearning/stroje_ludowe/swietokrzyski/dsc_0478.jpg
    1 punkt
  30. <Dzień 0> Kicha kompletna z sezonem. Polityka pozazdrościła wirusowi zjadliwości i zrobiła w Polsce chaotyczny, niekonsekwentny i trudny na razie do przewidzenia burdel. Taka polska myśl trenerska. Wszystkie moje listopadowe i grudniowe plany zmiotła druga fala, a teraz podobny los spotkał plany styczniowe, przy czym szkodnik jest znany i widoczny, zbyt widoczny. Żeby cokolwiek uratować wybraliśmy się do jedynego miejsca, gdzie ten zakazany, straszliwie niebezpieczny, zagrażający ludzkości, a może nawet i wszechświatowi sport jest jeszcze dozwolony. Koszty szwajcarskie są słynne ze swojej toksyczności, ale jak sobie policzyłem ile pieniędzy nie wydałem... to zrobiło się trochę lżej. Wybór Matterhornu był przypadkowy, nigdy nie jeździłem na nartach w Szwajcarii i zamiast researchu poczytałem kilka forów i stanęło na Zermatt. Start z domu, godzina nienormalna: Jadąc na zachód wschód mieliśmy za plecami: W Niemczech pusto, mało samochodów, zero policji, w CoffeeFellows pusto, kawa jak zwykle beznadziejna. Tranzyt przez Niemcy nie podlega żadnym reglamentacjom, nikt niczego nie chce, o nic się nie pyta. ON za 1,06 euro na każdej stacji benzynowej w każdej dziurze po zjechaniu z autostrady. Wjazd do Szwajcarii z korytarza nieposiadających winietki prowadzi do sympatycznej pani z maseczką, która z gracją strażnika więziennego tylko pyta w którym rogu po lewej przykleić winietę, po czym przykleja ja osobiście (w zasadzie przybija), kasuje 40 franków i jesteście wolni. Natomiast zero pytań o gorączkę, objawy, skąd jedziecie, dokąd, po co? Pełny spokój. W międzyczasie przed nami zachód, taki szwajcarski: Jadąc na południe przejeżdżając Berno dojeżdżamy do Kandersteg i dojeżdżamy do okienek, takich jak na przykład na Brennero. Płacimy 29,5 franków za jakiś przejazd, jedziemy dalej i wjeżdżamy na platformę, nagle stajemy i nic. Panamera przed nami gasi silnik. Nie można wyjść z auta, bo nie można otworzyć drzwi na tyle szeroko. Po 5 minutach coś zgrzytnęło, szarpnęło i cała ta długaśna platforma ze śmiesznymi daszkami zaczyna się ruszać. Scena jak z Top Secret. Prawdę mówiąc, coś tam wiedziałem mniej więcej co mnie czeka, kilka dobrych rad usłyszałem przed wyjazdem, ale dla dodania dramatyzmu to tak jakbym nie wiedział. j Jazda pociągiem prowadzi z Kandersteg do Goppenstein i trwa kilkanaście minut, platforma jeździ co pół godziny. A to wszystko dlatego, że nie ma drogi przez przełęcz Lötschen. Jakieś pół godziny przed naszą kolejową przygodą przywitały nas wysokie góry: Podróżując do Zermatt można dojechać swoim samochodem najdalej do miejscowości Täsch dwa kilometry przed naszym celem. W Zermatt jeżdżą tylko pojazdy elektryczne. Śmierdzące spalinowozy zostają na kilku parkingach w Täsch. Potem trzeba swoje bagaże wziąć na plecy i albo załadować się do taksówki, bądź busa, akurat w niedzielny wieczór nie przewidziano takowej, albo kupić bilet na Zermatt Shuttle, czyli na pociąg za 8,20 i po kilku minutach wysiąść w Zermatt. Zdecydowanie jedziemy do Zermatt: To tyle na razie, jest 20.00. Cała podróż z tankowaniem, jedzeniem, sikaniem, doświadczeniami kolejowymi trwała 15 godzin. Ale czego się nie robi.
    1 punkt
  31. Cześć, Ostatnio znalazłam przydatny wpis na facebooku: Narty bez konieczności testów na covid-19 - destynacje
    1 punkt
  32. Ja podobnie, nastawiamy się na Ski Safari po maluchach. O ile będzie to możliwe 🙏
    1 punkt
  33. https://www.money.pl/gospodarka/koronawirus-obostrzenia-na-ferie-nikt-nie-traktuje-ich-powaznie-6579414832003968a.html Faktycznie będą problemy z noclegami w ferie, wszystko już zajęte...
    1 punkt
  34. Sprawy związane z korzystaniem ze stoków narciarskich oraz bazy hotelarskiej, organizacji pobytów, daty otwarcia, są powodem konfliktu pomiędzy niektórymi krajami. Nie podoba się niektórym Austria. Padła więc propozycja, niech to ureguluje KE, czyli urzędnicy w Brukseli. Oczywiście dotyczy to także naszego kraju, jak sądzę.
    1 punkt
  35. dzięki za info bo na stronie FISu znalazłem jedynie ile straciła w swojej parze
    1 punkt
  36. Dlaczego uważasz, że się na Ciebie wściekam? Dlaczego sądzisz, że dzieje mi się coś złego, albo że jestem na jakieś uwięzi? Na skitury chodziłem jeszcze w marcu. W maju i wrześniu na rollkampie, w listopadzie kilka dni w Wiśle. Oprócz tego jednodniowe wypady góry. Fakt nie jest to żaden szał, ale zupełnie normalna aktywność. Nawet jak był zakaz wychodzenia z domu to codziennie wychodziłem na 6km spacer. Tylko ja nie lubię kombinować. Nie mam ochoty pisać fałszywych oświadczeń, rozglądać się za radiowozami i robić z siebie idioty. Wyjazdy powinny być ogólnie dostępne i tyle. Kto się boi, niech nie jeździ. Z natury drażnią mnie wszelkie nakazy i zakazy. Tym bardziej wprowadzane przez baranów bez żadnego sensu i logiki. Tak to bardzo sprytne kanalie, ale oni nie mają żadnego planu a jedynie cel. Utrzymać stołki za wszelką cenę. I chyba nawet to przestaje się udawać, bo miotają się strasznie, przy okazji doprowadzając kraj do ruiny. Zgadzam się z Twoją opinią o pazerności górali, jednak w tym wypadku ich działania są dla nas korzystne. Gdyby przedstawiciele innych branż byli równie zdeterminowani, szybko pozbylibyśmy się durnych obostrzeń.
    1 punkt
  37. Maryna 9.m w Pucharze Świata!
    1 punkt
  38. ..to kot potrafi włączyć komputer?
    1 punkt
  39. Na gorąco z UFO - Bukowina ... Stoku czynnego jest jakieś 250m - do naśnieżenia zostało wiec około 150m. to jest nic ale to co kamera pokazuje białe nie oznacza ze cala szerokość jest przygotowana (widać to na ostatnim zdjęciu). Patrząc z dołu 1/3 po lewej stronie jest troszkę przyprószona tylko Wiec 1/3 stoku to tyczki lub pędzle (prawie cały czas jakaś szkółka trenuje), środkowe 1/3 do jazdy -eksploatowane na maksa no i 1/3 dla tych co nie koniecznie potrzebują po płaskim (taki trochę nierówny śmietnik - fajny bo nie wyjechany ale trzeba lubić) 😉 Kamerka troszkę oszukuje - jak to mówił Toncio - "złudzenie apteczne" - ogólnie miejsca niewiele ...ale Pierwsze koty za ploty.........❄️🎿
    1 punkt
  40. Jaworzyna Krynicka Stacja narciarska będzie czynna od 11.12.2020 (piątek). Innymi słowy przerwa techniczna została wydłużona o 10 dni. Chcemy być lepiej przygotowani do nadchodzącego sezonu zimowego. Obecnie trwa naśnieżanie tras. Śnieżenie odbywa się na kliku trasach równocześnie, tj. na trasie nr 1 (2600m), górnym odcinku trasy nr 2 ( trasa szkoleniowa z wyciągiem Żółwik) oraz trasie nr 5 FIS. W górnych odcinkach pokrywa śnieżna wynosi średnio 40 cm. W tym roku powitamy Was kilkoma nowościami. Przy stacji dolnej kolei gondolowej skorzystacie z zupełnie nowego poletka treningowego dla najmłodszych oraz początkujących narciarzy. Poletko wyposażone jest w magiczny dywan Sunkid. Jest oświetlone i bezpieczne dzięki czemu szkolenia narciarskie będzie można prowadzić również wieczorem. Opiekę na poletkiem będzie miała Szkoła Jaworzyna Ski&Snowboard i Akademia Misia Polarnego. Skipass 1h będzie kosztował 20 pln, skipass 4h - 40 pln (skipassy te będę tylko dla tych narciarzy, którzy będą chcieli skorzytsać tylko z poletka treningowego). Jeżeli ktoś kupi inny skipass oferty stacji, będzie mógł w ramach niego korzystać z wyciągu taśmowego na poletku treningowym. W sezonie zimowym będzie możliwość skorzystania z nocnych jazd na Jaworzynie Krynickiej. W godzinach od 18:00 do 21:00 czynna będzie wyratrakowana trasa nr 6 (1000m) oraz dolny odcinek trasy nr 1 (1000m). Skipass nocny będzie w promocyjnej cenie 40 pln. W sezonie wysokim jazdy nocne będą codziennie natomiast poza sezonem wysokim od czwartku do poniedziałku. W ramach kontynuacji wspólnej akcji z Polskim Związkiem Narciarskim pod nazwą "Polski Mistrz" na trasie nr 5 FIS w wybranych godzinach odbywać się będą treningi i zawody narciarskie. Do dyspozycji zawodników i klubów będzie ogrzewane pomieszczenie (przebieralnia + magazynek na tyczki i akcesoria). Kluby będą mogły również trenować również na dodatkowej trasie tj. na wydzielonym odcinku trasy nr 6 o długości 450m. Zapisy na treningi proszę wysyłać na maila: [email protected] Dla wszystkich gości przy stacji dolnej kolei gondolowej codziennie będzie ustawiana trasa do jazdy na tyczkach z pomiarem czasu. Trasa z tyczkami będzie miała długość 350m i będzie bezpłatna.
    1 punkt
  41. Super widomość, też stawiałem na ten weekend patrząc jak dzisiaj intensywnie świeżą. Czy ktoś wie co się dzieje z drugimi słotwinami? Strona nie działa, FB nie mogę znaleźć, a naśnieżać nawet nie próbują. Czyżby to miał być ostatni rok tej stacji? Oczywiście nie życzę właścicielowi źle, ale prawdę mówiąc liczę, że w pewnym momencie zdecyduje się dołączyć do wspólnego karnetu ze Słotwinami od Pingwina.
    1 punkt
  42. jak w Zermatt to chętnie, może być też Cervinia
    1 punkt
  43. Słyszalem, że na razie to wszyscy sie dogadali zeby zainwestowac w bramke/szlaban i będa kasowali po 20 pln za parking juz od "ronda"
    1 punkt
  44. Mnie przyznam zaskoczyli pozytywnie, przejeżdżałem tamtędy wiele razy, ale jakoś zawsze wybierałem większe stacje. W tym sezonie, po tym jak otworzą te dodatkowe wyciągi nalężące do Olczan Ski pewnie się tam pojawię na wieczorną jazdę
    1 punkt
  45. Super, super, super wyjazd mieliście👍🏻😁 Bezpiecznej drogi powrotnej. Polecam apke clever - tanken pokazująca ceny paliw w Niemczech
    1 punkt
  46. <Dzień 2> revisited Dzisiaj nieco zimniej z powodu wiatru, ale za to żadnej chmurki. Jedyną krzywdą, którą spowodował były trudności w nagraniach dźwięku, ponieważ zajmowałem się raczej filmowaniem, stąd zdjęć mało. O kilku rzeczach, które wydawały mi się ciekawe, czy ważne starałem się opowiedzieć w filmie, który wrzucę po powrocie, bo jak tutaj na miejscu chciałem zrobić jakiś montaż, to laptop chciał odlecieć. Mam nadzieję, że @JC nie weźmie mi tego za złe i nie odbierze jako zniewagę moich prób vlogowania☺️. @marboru i @marcinn, jutro wrzucę większą ilość zdjęć, chociaż tak jak @Jeeb napisał, jest ich tu kilka😀. Ale za to są raczej zacne. Chyba dwa lata temu została uruchomiona piękna, nowoczesna gondola Leitnera, do której projektu przyłożył się Pininfarina. Wyjeżdża na wysokość pod 3900 metrów npm. Przyznam, że jadąc tutaj miałem pewne obawy na temat wydolności na takiej wysokości. I muszę powiedzieć, że u mnie nie miało to jakichś istotnych konsekwencji, chociaż około 80 metrowy spacer z nartami korytarzem skalnym na górnej stacji do wyjścia na zewnątrz mógł spowodować zadyszkę. Natomiast Gabrysia, moja żona, przy wzroście 153 cm generalnie nie certoliła się podziwianiem widoków, tylko szybko zjeżdżała niżej, gdzie ciśnienie parcjalne tlenu jest wyższe. Prawdopodobnie przy złej pogodzie, a zwłaszcza we mgle byłoby dużo gorzej. Widoki są takie: Tutaj z nowym kolegą: A tu kolega sam: Z Matterhornem sprawa jest taka, że z racji wysokości jest widoczny praktycznie z każdego miejsca ośrodka. Można mieć wrażenie, że wszystko widzi. Wiem, że dziesiątki zdjęć tego samego jest monotonne, ale w końcu to trademark tego miejsca. Jeżeli chodzi o jeżdżenie to pisałem wczoraj, można się wyhasać po sufit. Dzisiaj było więcej ludzi, ale to i tak nic. Generalnie warunki są takie by pociągnąć długim skrętem i chociaż najbardziej stroma część czerwonej trasy wzdłuż orczyka dużo ma jeszcze do czarnego koloru, to owszem można się rozpędzić. Wierząc trackerowi zmierzył mi 95 km/h (ale dokładność takich aplikacji wiadomo, że jest kontrowersyjna). Można też korzystać z dużej ilości wolnego miejsca i pojechać mocno slalomowo wysyłając nogi do sąsiedniej doliny. Generalnie większość narciarzy jest dobrych i bardzo dobrych. Z ciekawostek w głównej części ośrodka mieszczą się dwie wypożyczalnie. Jedna ma w ofercie takie marki jak: Fischer, Atomic, Salomon, Kästle, Elan, Blizzard i jeżeli dobrze pamiętam Völkl. Natomiast bliżej sklepu z pamiątkami jest test-center Stöckli. Wszystkie znane mi modele można sobie wypożyczyć. Koszt takiej zabawy od 20 franków za dzień. Jutro trzeci, ostatni dzień. Przyznam, że to w zupełności wystarczy. Już dzisiaj miałem wrażenie, że znam to miejsce od lat. Obiecuję dokumentację tras. Pozrdawiam W.
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...