Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 14 Październik 2026
-
Rok
14 Październik 2025 - 14 Październik 2026
-
Miesiąc
14 Wrzesień 2026 - 14 Październik 2026
-
Tydzień
7 Październik 2026 - 14 Październik 2026
-
Dzisiaj
14 Październik 2026
-
Wprowadź datę
04.02.2019 - 04.02.2019
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 04.02.2019 uwzględniając wszystkie działy
-
Mellau-Damüls – słońce i … muldy Dzisiejszy poranek przywitał nas słońcem i bezchmurnym niebem 😀😀😀. Jaka miła odmiana po wczorajszej śnieżycy! Towarzystwo zebrało się na skibusa 9.05 do Mellau - nie było wyjścia, bo te dalekobieżne busy kursują co godzinę (Mellau, Warth-Schröcken) i szkoda byłoby marnować czas w domu. Chyba jednak będziemy od jutra jeździć autem, bo jest więcej swobody, ponadto bus zbacza z głównej drogi i zajeżdża do każdej obory 🙄, przez co dojazd znacznie się wydłuża. Mellau-Damüls to największy ośrodek doliny – 109 km połączonych tras – przeważają trudniejsze, nie jest to raczej ośrodek rodzinny. Oprócz dwóch połączonych narciarsko miejscowości - Mellau i Damüls - do ośrodka należy jeszcze pobliska Faschina. Blisko z niej do Oberdamüls, ale ponoć ze względu na ochronę przyrody nie można zbudować wyciągu łącznikowego i połączenie jest tylko skibusem. Jeśli chodzi o infrastrukturę, to jest ona raczej nowoczesna i rozbudowana. Ma się wrażenie dużej koncentracji wyciągów i dużej przepustowości. Przez to i ludzi na stokach jest sporo , a przecież to nie okres ferii i nie był to dzisiaj dzień powszedni. Mapa ośrodka Startowaliśmy od gondoli Mellaubahn – swoją drogą ciekawy budynek dolnej stacji z drewnianą elewacją, a w środku kasy, strefa wypoczynku (?) dla gości z ławkami i kanapami oraz schody ruchome na peron. Potem już metodycznie postanowiliśmy objechać ośrodek od skrajnego końca w Mellau w stronę Damüls. Zaliczyliśmy ładne trasy przy kanapach Wildgunten i Suttis. Na wyciągu Wildgunten: Widok z góry trasy nr 29, na horyzoncie Jezioro Bodeńskie – znów pod chmurami Czarne trasy przy Suttis chyba najbardziej przypadły nam do gustu, bo były w miarę puste i z urozmaiconym nachyleniem, szerokością i fajnie „pokręcone”. Przed południem w dobrym stanie, niestety im później - tym wszędzie więcej muld. Wczorajszy obfity opad śniegu jeszcze chyba był zbyt świeży, aby związać się z podłożem i stoki w całym ośrodku – pomimo nocnego ratrakowania – bardzo szybko się „zmęczyły”. Górny odcinek czarnej trasy 32 (Steilhang Suttis): W pobliżu dolnej stacji krzesełek Suttis zaczyna się zjazd do doliny, do Mellau – bardzo ładna traska przez las. Bajka: No to znów do gondoli Mellaubahn, ale tym razem potem transportujemy się „ósemką” Rossstelle i drugą gondolą „Gipfelbahn” w stronę Damüls. Po drodze jeszcze czerwona 23 z czarnym wariantem i tunel narciarski: Deep blue na czerwonej trasie: Po drugiej stronie piękne widoki i mocno już zmaltretowane trasy. Miałam okazję przejechać się podwójnym krzesełkiem Hohes Licht - mniej-więcej w moim wieku 😛. Krzesełko idzie po tym sezonie do wymiany, ma je zastąpić nowoczesna, sześcioosobowa kanapa. Ja natomiast jeszcze się jakoś trzymam . Pewnie zniknie również „psia budka“ dla wyciągowego przy górnej stacji: Hohes Licht z widokiem na charakterystyczny szczyt Mittagsspitze, górujący nad ośrodkiem, oraz górna stacja: Takie widoki ze szczytu ... Tak wyglądały trasy po południu I jeszcze ja na koniec, z Mittagspitze w tle Nie przejechaliśmy południowej części ośrodka, w Oberdamüls - dotarliśmy tylko do Uga-Express. Do domu wróciliśmy busem z Oberdamüls, z przesiadką w Au, drogą po serpentynach, dość ostro w dół. Jutro pewnie pojedziemy do Warth-Schröcken. Pozdrawiam13 punktów
-
Nazajutrz, wybieram się na Czegiet. Jest to drugi ośrodek w Terskolu gdzie można pojeździć na nartach. Wieczorem na leśnej ścieżce która łączy centrum wsi z ośrodkiem narciarskim spotykamy Jewgenija, narciarza w średnim wieku który na wieść o naszym pochodzeniu mówi nam że zna świetny film polskiej produkcji "Ściana Czarownic" z 1966, którego akcja toczy się na Kasprowym Wierchu! Ściągnąłem dzisiaj ten film i zamierzam go obejrzeć. Przez kolejne dwa dni będziemy jeździć na Czegiecie razem, z jeszcze jedną narciarką z Jakucka. Czegiet to narciarska legenda, mekka freeridu. Ratrakuje się tylko jedną trasę u góry. Zjazd na sam dół określił bym jako "bardzo czarną trasę". Muldy po kolana, stok niewyprofilowany, bardzo duże nastromienie. To zjazd pod wyciągiem, tak zwany "centr" czyli centrum. Są jeszcze dwie opcje - północna, przez tzw dolara (trasa przez las przypomina symbol dolara). Spore zagrożenie lawinowe. południowa - duże polany pokryte grubą warstwą mokrego śniegu nie zachęcały do jazdy. Obecnie działają dwa wyciągi, pierwszy to dwuosobowe krzesło z czasem jazdy ok 20 minut. Następnie można przesiąść się na jednoosobowe krzesełko (1954 r budowy). Jest jeszcze orczyk na górze, i drugie jednoosobowe krzesło, ponoć włączane okazjonalnie przy większych tłumach.11 punktów
-
11 punktów
-
Z Karaczajo-Czerkiesji przenosimy się do Kabardyno-Bałkarii. Ale zostajemy w tych samych klimatach kulturowych. Ponieważ kulturowo to Karaczaje = Bałkarzy (narody mieszkające wysoko w górach) oraz Czerkiesi = Kabardyńcy, więc zgodnie ze stalinowską zasadą utworzono dwie republiki wbrew tej zasady. Choć Dombaj i Terskol (główną miejscowość pod Elbrusem) dzieli jakieś 40 km w linii prostej, nie ma drogi przez góry. 200 km na około jazdy taksówką. Pod Elbrusem znajduje się drugi największy ośrodek narciarski na terenie FR. Jedyny całoroczny (górna część). W pierwszy dzień zaliczam upadek na nartostradzie (wyjeżdżony odcinek odsłonił małą skałę) który okaże się tydzień później złamanym żebrem....cóż musi być kiedyś ten pierwszy raz. Ponieważ mówiąc dosadnie, w poprzednich dniach wyniszczyły nas choroby, odpuszczamy wychodzenie tak wysoko na skiturach. Wybieramy opcje najłatwiejszą, skuterem śnieżnym wyjeżdżamy za 1 tysiąc rubli (ok 55 zł) do Skał Pastuchowa. Jest to mój rekord nigdy nie byłem wyżej - 4450 m.n.p.m. Wierzchołek Elbrusa leży zaledwie ponad 1000 m wyżej. Zjazd z 4450 m.n.p.m. do 2350 m.n.p.m. trwa około 25 minut i jest niesamowity. Słowo o miejscowości Terskol. Choć jest ona główną miejscowością, świeci pustkami. Wieczorem jest wszędzie cicho, na próżno szukać tu miejsc do rozrywki. Tylko osiołek przechadza się koło urzędu pocztowego. Śpimy w Hotelu "Wolfram". Miejscu w którym czas się zatrzymał. Hotel ma świetną i smaczną stołówkę, oraz organizuje bezpłatny dojazd na stok kultowym autobusem PAZ-3205. Hotel zapewnia też możliwość ćwiczenia i doskonalenia umiejętności we wspinaczce lodowej. No, nie spróbowałem.10 punktów
-
Mój ostatni wyjazd do włoskiego region Wipptal, który opisałem wczoraj tu: odbył się przy okazji kursu operatora ratraka Być może to kryzys wieku średniego, ale na ament zakochałem się parę lat temu w ratrakach i zacząłem uważać że nie ma wspanialszego zajęcia niż jazda ratatrakiem właśnie: - oszałamiające widoki "z biura" - można sobie słuchać muzyki jakiej się chce - wszyscy kochają efekty Twojej pracy - nikt Ci nie zawracać głowy, siedzisz sobie sam ze sobą i ratrakujesz. Do niedawna swoją miłość realizowałem jakoś tak: Ale w tym sezonie postanowiłem zapoznać się z ratrakami bliżej Ze względu na brak doświadczenia w operowaniu ciężkim sprzętem jak i brak siec kontaktów umożliwiającej skosztowania tej przyjemności, postanowiłem wykorzystać źródła komercyjne. Etap 1 - szkolenie teoretyczne Na stronie firmy Kassbohrer, producenta ratraków PistenBully znalazłem ofertę szkoleń teoretycznych dla nowicjuszy. Na szkolenie takie można wybrać się do Niemiec na 1 dzień (w październiku), lub skorzystać ze szkolenia online.Wybrałem opcję drugą i przeszedłem przez całe szkolenie, które ma postać interaktywnej prezentacji (nieco ponad 400 slajdów), zawierającej ponadto kilka filmów i testy końcowe online. Informacje są dość podstawowe, ale dają pewną podstawę wiedzy nt tego jak zbudowany jest i jak działa ratrak oraz jakie są zasady poruszania się nim. Ponadto są tam informacje o zasadach przygotowywania stoku, najczęściej popełnianych błędach, wyposażeniu dodatkowym (np. do zakładania śladów dla "biegówek") czy podstawowym serwisie. Kilka slajdów i dyplom: Etap 2 - na własne oczy Drugim etapem była jazda w fotelu pasażera. W tym celu udałem się do Czech, gdzie wykupiłem sobie jazdę podczas wieczornego przygotowywania tras w Spindlerovym Mlynie. Było to bardzo fajne doświadczenie, a dzięki kursowi online wiedziałem mniej więcej co się dzieje, dlaczego operator wykonuje takie a nie inne manewry, co i dlaczego robi ze śniegiem itd. Zwłaszcza że okazało się, że mój kierowca nie był zbyt rozmowny i nawet znajomość czeskiego niezbyt mi pomogła. Ratrak jaki wybrałem do jazdy to Prinoth Leitwolf, ponieważ już kilka dni później na takim własnie modelu miałem sam ćwiczyć. Etap 3 - praktyka Ostatnim etapem było szkolenie praktyczne. W tym roku włoska firma Prinoth ogłosiła nabór na szkolenia dla początkujących. Szkolenie trwa 1 dzień i składa się z 3 godzin teorii i 6 godzin praktyki na stoku. Odbywa się w siedzibie firmy w Południowym Tyrolu, w miasteczku Sterzing/Vipiteno. Praktyka odbywa się w ośrodku Ladurns. Jak się okazało, znów przydało się szkolenie online, ponieważ mój trener był świetnym kierowcą (przygotowuje m.in. trasy na puchar świata), ale nie był wirtuozem Power Pointa i przez prezentacje przeleciał dość pobieżnie, a w końcu dał mi je na pendrive z zaleceniem poczytania sobie samemu. Ten materiał w dużej mierze pokrywał się ze szkoleniem Pistenbully. Drugą częścią szkolenia jest wizyta w fabryce ratraków, co jest bardzo ciekawym przeżyciem. Obecnie Prinoth produkuje około 300szt rocznie, ale obok jest jeszcze zakład produkcyjny wyciągów Leitner, a w budowie jest fabryka armatek śnieżnych, więc cały kompleks jest bardzo rozległy. Obiad w czasie szkolenia je się w zakładowej stołówce Następnie przychodzi kolej na praktykę na stoku. Najpierw omówione zostały części i funkcje samego ratraka (Prinoth Leitwolf). Następnie wyruszyliśmy na trasę. Co ciekawe, praktyka odbywała się na stoku, tak więc sztruks, po którym jeździli narciarze następnego dnia, był ode mnie Bardzo fajne uczucie. Samo kierowanie ratrakiem to niesamowite przeżycie. Potężna maszyna, reagująca na najdrobniejsze korekty operatora. Dużym wyzwaniem było dla mnie, jako nowicjusza, korygowanie ustawień pługu z przodu i frezu z tyłu. Duże wrażenie robi też satelitarny system kontroli - grubość pokrywy śnieżnej w każdym punkcie nartostrady jest w czasie rzeczywistym przekazywana do ratraka, do wiadomości operatora. Ośrodki narciarskie mogą dzięki temu kontrolować prace nad śniegiem w całym ośrodku i sprawować nadzór nad pracą każdego ratraka. A potem tylko odbiór dyplomu i po zabawie Co dalej? Nie wiem... To miała być przygoda na ten sezon i spełnienie fantazji ale... chciałbym jeszcze! Poniżej film z zapisem jazdy - jako pasażer w Czechach i za sterami we Włoszech. I jeszcze mała, nienachalna reklama - można polubić mnie na Facebooku, gdzie wrzucam różne narciarskie zdjęcia i historyjki, kiedyś bardziej dla znajomych, a teraz bardziej publicznie https://www.facebook.com/skibumpl/6 punktów
-
Nareszcie! W końcu udało mi sie zorganizować wypad do doliny rzeki Ziller jednego z najbardziej narciarskich miejsc w Alpach. Z Zillertal wiąże sie dla mnie duży pech. Do tej pory odwiedziłem tylko Tux i był to jeden z najgorszych wypadów - listopadowa mgła i wiatr. Miałem już być tutaj trzy raz - ostatni raz miesiac temu - i zawsze cos sie wydarzyło co pokrzyżowało mi plany. Zresztą ten wyjazd tez prześladuje pech - odnowiły mi sie dolegliwości kręgosłupa i jeżdże na Opokanie. Ale cóż jak boli znaczy ze człowiek żyje. W pewnym wieku to nieuniknione Nasze plany narciarskie muszą być skorelowane ze szkółką dla dzieciaków. Na szczescie zajecia odbywaja sie w różnych ośrodkach dzieki czemu mamy możliwość pojeżdzenia w różnych miejscach. Nie bede sie o nich rozpisywał poniewaz miejsca te sa dobrze znane polskim narciarzom. Ok. Trzy słowa o dniu wczorajszym. Zaczelismy od Areny wjeżdzajac od strony gondolki Rosnealm. Niestety mgła i padajac śnieg uniemożliwił zwiedzanie przez co skupilismy sie na nizej położonych trasach. Bedziemy tu jeszcze jeden dzień mzoe wtedy uda sie wycieczka w strone Gerlos. Jazda dosc trudna, mnóstwo świezego sniegu i duzo ludzi na trasach. Gdzie sie dało uciekałem poza trase. Dzisiaj Penken. Wjazd od strony Hoarberg. Jazda po prawej czesci osrodka patrzac na mapkę. Od rana zaczeło wygladac słońce, zero wiatru i lekki mróz. Mnóstwo puchu. Na trasach tłoczno i świezy snieg szybko przeszedł w muldy. Ale poza trasami... bajka. Gdzie tylko sie dało uciekałem off piste. A możliwosci jest tutaj naprawde duzo. I dla takich "przytrasowców" jak ja ale takze mnóstwo opcji dla bardziej zaawansowanych freeriderów. Jazda wyśmienita i do tego korzystał na tym kręgosłup! Do tego piekne widoki. Cóż trzeba wiecej.6 punktów
-
Nastał czas na tegoroczną jazdę w ramach karnetu Magic Pass. Po 19 godzinach podróży z Krakowa, wczoraj przyjazd na miejsce, odpoczynek i regeneracja. Dzisiaj pierwszy dzień jazdy, padło na Grimentz - Zinal. Pogoda i warunki absolutnie rewelacyjne. Pełne słońce i minus 8 stopni w górnych partiach. Ludzi mało a śnieg fantastyczny. Nic tylko jeździć. Pozdrowienia! Zinal: Grimentz:6 punktów
-
Moim zdaniem warto. Okolice Zürs (szczególnie po inwestycjach w kilku ostatnich latach) to moje ulubione tereny narciarskie w ramach Ski Arlberg, a może nawet w całej Austrii. To o czym warto pamiętać, to że w Ski Arlberg trasy są przeciętnie trudniejsze niż wskazywałoby na to ich oznaczenie, no i sporo jest nieprzygotowywanych "szlaków" narciarskich. Jeżeli Wam to nie straszne, to polecam zrobić "Run of Fame" (https://www.skiarlberg.at/de/regionen/aktivitaeten/run-of-fame), czyli objechać cały Ski Arlberg. Jadąc wprawnie na nartach da się to zrobić w 1 dzień, a w przypadku gdy zarejestrujemy nasz wyczyn w ich oficjalnej aplikacji, dostaje się na koniec mały upominek. Fajna przygoda - polecam! Poniżej podsyłam kilka zdjęć z okolic Zürs sprzed 2 tygodni, co by narobić Wam smaka na tę wspaniałą okolicę :).6 punktów
-
Diedamskopf Spośród trzech ośrodków narciarskich, leżących w górnej części doliny Bregenzerwald, Diedamskopf jest najbardziej kameralny, bo oferuje jedynie 40 km tras na zboczach Diedamskopf oraz Breitalpe. choć są to trasy dość wymagające i urozmaicone, w większości czerwone i czarne. Obsługuje te trasy trochę leciwa gondolka oraz dwie kanapy – „szóstka” z osłonami i „czwórka” bez osłon, do tego dwa łącznikowe orczyki i jeden talerzyk przy dolnej stacji, na „oślej łączce”. Generalnie to infrastruktura jest z lat 90-tych, ale daje radę . Gdy jesienią wyczytałam, że zaledwie 15% tras ma sztuczne naśnieżanie, to się trochę zmartwiłam, ale okazuje się, że zupełnie niepotrzebnie. Las Bregencki to jedna wielka śnieżna dziura, ze średnimi rocznymi opadami ok. 9-11 metrów śniegu, a w tym roku to chyba nawet będzie więcej 🤔. Wszystkie stacje narciarskie w Lesie Bregenckim oraz w okolicznych dolinach obejmuje karnet 3-Täler-Pass. Łącznie to ponad 500 km tras i ponad 30 ośrodków, z czego ponad 200 km przypada na trzy największe stacje – Mellau-Damüls, Warth-Schröcken i właśnie Diedamskopf. Reszta to „drobnica”, mniej lub bardziej rozproszona. Cena – 233 euro za 6 dni w wysokim sezonie. Ja uważam, że bardzo ok 🤗. Tak więc dzisiaj Diedamskopf. Od rana sypało, w ciągu dnia nawet coraz bardziej i tak ma być jeszcze dzisiaj w nocy. Porządna, bo ponad 30-centymetrowa dostawa świeżego puchu. Wjechaliśmy gondolką z doliny (850 m) prawie na szczyt (2020 m), trochę wyżej jest górna stacja krzeseł, ale tylko 40 metrów. Na górze niestety bardzo zła widoczność i bardzo słaby kontrast śniegu, co powodowało, że nie dało się zbyt szybko poszusować - przynajmniej ja niezbyt pewnie się czuję, jak nie widzę, dokąd jadę . Trasy zasypane tonami śniegu i dość mocno zmuldzone, choć muldy raczej miękkie i sypkie – chociaż tyle dobrze. Poniżej pośredniej trasy gondoli widoczność nieco lepsza i trasy w lesie. Do doliny prowadzą stamtąd dwie skirouty – nr 22 (Unterdiedams Talabfahrt), ponad 4 km oraz nr 21 (Waldabfahrt), ponad 6,2 km i to właśnie była super trasa na dzisiaj. Co prawda nie jest zbyt szeroka, bo prowadzi leśną drogą, ale fajnie pozakręcana, urozmaicona i bardzo widokowa, a nawet dało się tam dzisiaj trochę rozpędzić. W połączeniu z niebieskimi ze szczytu – np. 6 i 20 wychodzi ponad 10 km zjazdu i 1.200 m przewyższenia 😀. Myślę jednak, że warto dać tej stacji jeszcze jedną szansę przy lepszej pogodzie, bo dzisiaj odpuściłam sobie czarne trasy i górne czerwone, tak jak i jazdę kanapą bez osłon i położone wzdłuż niej stoki. Tak naprawdę, to nawet nie wiem, jak tam na górze wygląda, a podobno panoramy są niezłe! Od jutra prognozy zapowiadają poprawę pogody i słońce, tak więc może będzie mniej ekstremalnie, a bardziej widokowo. Zdjęć za dużo nie robiłam, a i tak w większości wyszły czarno-białe 😛. Mapka ośrodka Widok na gondolkę, powyżej stacji pośredniej Dolna stacja krzeseł Breitenalpbahn Skiroute nr 22 (Unterdiedams Talabfahrt) I ulubiona dzisiaj skiroute nr 21 (Waldabfahrt) Pozdrawiam serdecznie!6 punktów
-
Predazzo, 27 stycznia - 1 lutego Witam wszystkich! Postanowiłem i ja podzielić się swoimi wrażeniami z zagranicznego wyjazdu - do Predazzo, Canazei i Cavalese. Robię to pierwszy raz i z pewnym opóźnieniem, ale podczas pobytu we Włoszech życie (towarzyskie☺️) toczyło się zbyt szybko, żeby znaleźć czas na relacje z każdego dnia pobytu... Z Radomia wyjechaliśmy autokarem w piątek 25 stycznia po południu. Hotel mieliśmy w Predazzo, jazdę na nartach rozpoczęliśmy w niedzielę 27 stycznia, w San Pellegrino. Pogoda była średnia, choć czasem słońce przebijało się przez chmury. Trasy, jak to we Włoszech, rano przygotowane były perfekcyjnie. Przez pierwszą godzinę jeździliśmy po sztruksie. Po drugiej stronie widać było czarne i czerwone trasy z Col Margherita. A to już zjazd z Col Margherita. Po skręcie w lewo wjeżdżało się na czarną trasę, która do południa była na tyle dobrze przygotowana, że jakoś dałem radę zjechać...☺️ Drugiego dnia (poniedziałek 28 stycznia) wyjechaliśmy kolejką z Predazzo, spod skoczni, na której Adam Małysz i Kamil Stoch zdobywali złote medale mistrzostw świata i na której Dawid Kubacki niedawno wygrał zawody Pucharu Świata. Jeździliśmy w Ski Center Latemar, czyli między Predazzo, Pampeago i Obereggen. Przed powrotem do Predazzo był odpoczynek przy stacji Rifugio Gardone. Wtorek 29 stycznia: Sella Ronda. To był mój pierwszy raz.☺️ Pojechaliśmy ze znajomymi zieloną trasą (podobno łatwiejszą), ze startem w Canazei. Kilka zdjęć na zachętę dla tych, którzy jeszcze tam nie byli...☺️ Kolejny dzień (środa 30 stycznia) spędziliśmy na Alpe Cermis, gdzie Justyna Kowalczyk kilka razy pieczętowała wygraną w Tour de Ski. Ludzi było stosunkowo niewiele, za to trasy szerokie, przygotowane palce lizać. Jeden z dwóch najlepszych dni tego wyjazdu (razem z Sella Rondą). Na zdjęciu czarna trasa, która pod koniec staje się czerwona, z widokiem na Cavalese. Miodzio!... W czwartek 31 stycznia pojechaliśmy do Canazei, skąd wciągnęliśmy się na Buffaure. Stamtąd jazda w różne strony, przeważnie czerwonymi trasami. W piątek, 1 lutego znów miało być Predazzo, Pampeago i Obereggen. Niestety, w nocy nastąpiło załamanie pogody. Zaczął padać gęsty śnieg. Wjeżdżaliśmy na górę bez przekonania i rzeczywiście - warunki były bardzo trudne. Na zdjęciu poniżej tego nie widać, ale musicie uwierzyć na słowo, że wyżej, po zjechaniu z wyciągu, kontrastu nie było prawie wcale. Zjechaliśmy dwa razy i uznaliśmy, że nie ma sensu ryzykować kontuzji. Tym bardziej, że był to już ostatni dzień jazdy... To właściwie jedyny minus tego wyjazdu. Drugi to powrót do Radomia. Jak na pewno wiecie, z powodu lawiny zamknięta była autostrada przez Brenner. Staliśmy na niej w korku ponad 7 godzin zanim zjechaliśmy na drogę do Dobiacco. W domu mieliśmy być w niedzielę rano, ok. 5-6, a przyjechaliśmy dopiero o 13, po 27 godzinach jazdy!☹️ Pozdrawiam wszystkich Andrzej5 punktów
-
5 punktów
-
Myślę, że pewnym osobom, chorym z nienawiści do Szczyrku i tak to nie da do myślenia. No ale jak jeden raz w całym sezonie nic nie ruszyło w SMR, to na pewno chodziło o oszczędności, albo potwierdza to, że tu nie warto było stawiać stacji narciarskiej...5 punktów
-
Dziś obiektywnie warunki ciężkie, dla koneserów i maniaków, w nocy padał deszcz, który stworzył na stoku warstwę lodu, na to spadło około 5 cm tępego śniegu. Przejechał miejscami ratrak, zostawiając żywy lód a obok leżący tępy śnieg. Sporo osób sobie nie radziło z warunkami. Próbowali to poprawiać w trakcie dnia, wysyłając dodatkowy ratrak który próbował przeczesać tą warstwę lodu (na 10). Dziś najlepsze warunki na 7 (równo, fajnie przygotowana trasa), 3 mocno wywiana dużo lodu, 4 miejscami kopny śnieg, miejscami żywy lód (sporo osób obracało). Im wyżej tym większa mgła, która utrudniała życie. Do tego padał zamarzający deszcz, skutecznie ograniczając widoczność - na goglach zbierała się warstwa lodu. 8 i 10 - mocno wyłaził lód, z czasem został wysłany dodatkowy ratrak celem poprawy. Rozmawiałem z chłopakami ze Ski patrolu, mówili że na Bieńkuli mają ponad 2 metry śniegu i starczy go do końca kwietnia (ale nie zakładają, że wtedy będą chodzić wyciągi), intensywnie sypią Golgotę (i też chcą zrobić warstwę 2 metrową - to taka inicjatywa oddolna obsługi). Mają wytyczoną nową trasę do Czyrnej i czekają na wszystkie zgody (chcą zrobić alternatywę dla 3). Rano 4 wyglądała tak. I tak. Śnieg z warstwą lodu pod. Tu chyba lepiej widać o co mi chodziło. Na 10 wyjechał dodatkowy ratrak. Rano awaria żółtej kanapy (choć na tablicy oznaczona jako czynna). Trwa naśnieżanie Golgoty. 8 mocno mgliście (wyżej nie było za wiele widać). Najlepsze warunki na 7, choć na górze nie byłem pewien jaką trasą jadę. 7 dalej już widoczność się poprawiła. 7 cd. Ludzi w kolejce do gondoli więcej niż wczoraj ale dało się płynnie jeździć. Zjazd do gondoli też ok.5 punktów
-
5 punktów
-
5 punktów
-
4 punkty
-
4 punkty
-
A niech sobie wytyczają palcem po mapie. Żeby tylko nie zepsuli tych, co są - FIS-u i Kaskady. I żeby lasów nie powyrzynali, jak na Hali Skrzyczeńskiej... Nie wiem, na jakich zasadach ma być ta dzierżawa - na ile będą mogli ingerować w kształt terenu. Wyprofilowanie FIS-u i Kaskady byłoby nie do wybaczenia, takie jakie są, są właśnie idealne, przynajmniej dla mnie. A mogą chcieć to zrobić .4 punkty
-
9 marca II puchar Beskid Sport Arena 23 luty-Family Cup w Szczyrku 24 luty - II edycja Volvo Ski cup.....już się cieszyłam, a nie mogę wtedy być4 punkty
-
Dzisiaj na Złotym Groniu jak dla mnie warun petarda. Śnieg twardy a na wierzchu 2 do 3 cm świeżego. Brak przetarć i minerałów. Na początku stok prawie pusty. Po 11 pojawiły się szkółki ale w przeciwieństwie do wczoraj zupełnie nie przeszkadzały. To był mój najlepszy dzień na nartach.4 punkty
-
Przeczekałem nartmagedon i dziś ponownie BSA. Rano chyba zaczęliśmy jeździć w dwie osoby. Jak zwykle ( pomijając piątkowy nartmagedon) do godz. 10:00 pusto i na bieżąco. Często sam na krześle. Niestety odwilż zrobiła małe spustoszenie i już tak fajnie nie jest. Owszem, trasa wyratrakowana, ale było trochę nierówności, kalafiorów i grudek lodu. Najfajniejszy był ten świeży śnieg na sztruksie, pozostawiony przy obrzeżach tras. Dokładnie punkt 10:00 wysyp szkółek i feriowiczów, ale nadal jazda niemal na bieżąco. Gdzieś tak o 10:30 zaczęło coś padać. Ni to śnieg, ni to deszcz, ale obklejało gogle i zdecydowanie pogarszało widoczność. Do tego szybko mokłem , wiec knajpa i jazda do roboty. Trzeba zarobić na nartowanie. Wspomnę jeszcze o mgle, która dziś skutecznie utrudniała jazdę i czasem nawet schodziła niemal do dolnej stacji kolejki. No ale na to się nie poradzi...4 punkty
-
Muszę się pochwalić 😀 Byłam dzisiaj 5 na 6. Jest jakiś progres. Walka była straszna bo mokro i ciepło, wiele osób wypadło, włączyłam żebym utrzymać się i miałam 5.81 straty, dziewczyna za mną miała ponad 8😀 nie spoznialam już tak skretow jak wcześniej i parę osób powiedziało mi że widzi poprawę także są dla mnie szanse. We wtorek, czwartek i piątek treningi na tyczkach mam w planie 😉4 punkty
-
Search of Speed to dokument w częściach, który przenosi widzów w serca i umysły gwiazd narciarstwa alpejskiego. Pokazuje talent, odwagę, wytrwałość w dążeniu bycia najszybszymi na narciarskich arenach całego świata. Lindsey Vonn, Dominik Paris, Alexis Pinturault, Marcel Hirscher, Sofia Goggia, Henrik Kristoffersen, Thomas Dressen, Viktoria Rebensburg i Aksel Lund Svindal... Do tej pory ukazały się 4 części. Miłego oglądania3 punkty
-
Tydzień na narciochach w ukochanym narciarskim kraju minął szybko. Trochę czasu jest w pracy można skrobnąć parę słów. Jeździliśmy standardowo od Niedzieli do Piątku. W obawie przed kaprysami pogody i możliwością zamknięcia ośrodka wykupiliśmy karnet Zilertal, który obejmuje całą dolinę Ziller plus właśnie ośrodek Wildkogel. Mieszkaliśmy w Neukirchen. Dojazd trochę ciężki 80 km przez Ski Welt, Kitzuhel i Pass Turn. Małe miasteczko wciśnięte dosłownie między góry. Wąskie uliczki na jeden samochód. Jednak ma to swój urok. Kwaterę mieliśmy przy przystanku skibusa, któren w dwie minuty dowoził nas do Wildkogelbahn. Powrót do miasta na nartach, jakieś 150 m spacerkiem i jesteśmy na kwaterze. Pogoda 4 dni lampa. 2 dni połowicznie opady śniegu trochę mgły, trochę słońca, taki przeplataniec. Piątek zimno niemiłosiernie mgła duża wilgotność. Zwinęliśmy się o 13 i w drogę do domu. Sam ośrodek jest niewielki. Zbudowany w wysoko położonej kotlinie. Pogubić się raczej nie sposób. Trasy niezbyt długie poza cudną trasą do Neukirchen, Tyle, że trzeba z końca trasy skibusem dojechać do Wildkogelbahn. No jest jeszcze długa niebieska obsługiwana przez gondolę, ale dość mocno obciążona. Infrastruktura. Dwie gondole z miasteczek jako transport narciarzy do góry. Jedna gondola w samym "właściwym" ośrodku. Jedno krzesło z bąblami. Trzy krzesła odkryte. Jeden orczyk. Trasy jak pisałem niezbyt długie, tyle, że wariantów zjazdu bardzo dużo co poza wspomnianą niebieską 5 skutkuje tym, że trasy są praktycznie puste. Te przy orczyku to już w ogóle jakby były nasze prywatne. Można poszaleć i poćwiczyć całkiem nieźle. Ogromne połacie terenów do jazdy poza trasą. Warunki śniegowe. No cóż wiemy ile napadało przed naszym przyjazdem. Jak się raz wywaliłem poza trasą to moja prawie dwumetrowa narta pionowo z butem schowała się w śniegu cała. A chcąc się podeprzeć kijem, żeby się wygramolić to wpadał cały plus ręka do łokcia. Te domki takie co maja pobudowane, takie bacówki czy cóś to równiutko po same dachy zasypane. I tu teraz napiszę na grubo po takim śniegu na trasach to ja sobie nie przypominam, żebym jeździł. I to nie jest spowodowane tylko dużymi opadami, tylko jakimś czynnikiem, którego nie ma w innych ośrodkach. A mam porównanie bo jeden dzień jeździliśmy na Zillertal i tam takiego śniegu nie było. A w czym rzecz. Pomimo mrozów, po sztruksie jak się jechało rano to plomby z zębów nie wypadały. Nie było słychać tego charakterystycznego dźwięku spod nart, którego już od dawna nie lubię. Był miękki a jednocześnie trzymający porządnie. A w godzinach popołudniowych tam gdzie się tworzyły odsypy to między nimi nie wyślizgiwało się na gładko i twardo tylko cały czas fajnie miękko. Bardzo przyjemnie się po czymś takim jeździ. Tak jak pisałem w Zillertal było o wiele bardziej twardo i między odsypami gładko i wyślizgane. Nie mam pojęcia skąd taka różnica. Podsumowując. Na plus klimat, śnieg i mało ludzi. Na minus długość i zróżnicowanie tras. Czy pojadę tam jeszcze raz. Raczej nie, ale to dlatego, że dużo mam jeszcze do odwiedzenia w Alpach. Fotki dam później bo coś nie mogę połączyć się z telefonem. Pozdrawiam.3 punkty
-
Jazda wieczorna - jak zwykle - na plus. Kolejek nie stwierdzono. Parking pod gondolą nawet nie był pełny. Na górze mgła, która ustąpiła koło 20. Przygotowanie tras oceniam na 4/5, sporo zmrożonych bryłek lodu i ogólnie dość twardo, ale ok, dało się poszaleć Niebieska zapchana, na czerwonej pustki i ogólnie jakby lepszy ten śnieg Przejazd przez drogę jak tu ktoś pisał "na słowo honoru" , ale bez atrakcji typu kamienie czy wyłażący asfalt. Zjechałem 15 razy i zadowolony wróciłem do domku. P. S. - na "Sportowej" ta ścianka gdzie słup stoi na trasie - mega niebezpieczne miejsce Ostatnio widziałem jak chłopa ładowali tam na tobogan, dziś kobitka zaliczyła groźnie wyglądający upadek. Tam też największe (jedyne) na tej trasie muldy i lód. Wielu walczyło o życie, a do tego w tym miejscu był najgorszy śnieg (te zmrożone bryły, które uderzały po nartach/butach/goleniach). Ostrożnie tam proszę3 punkty
-
Jak już @surfing wkleił cytatem relację z zawodów na Telegrafie, to wypada podać oficjalne wyniki zawodów 2/4 Pucharu stoków świętokrzyskich. Telegraf: 11. marboru (ryzyko zmiany nart na SL się nie opłacało) z czasem 0:28:37 12. @mifilim z czasem 0:29:53 15. @kmarcin z czasem 0:31:39 Po dwóch konkursach klasyfikacja wygląda tak: 7. marboru punktów 64 9. @mifilim punktów 58 11. @kmarcin punktów 48 Niestety spadliśmy wszyscy po Telegrafie i wszyscy zanotowaliśmy gorszy wynik. Najważniejsze, że była walka! W sobotę Tumlin. Nie wiem, czy będę mógł przyjechać Oby się udało...3 punkty
-
Ale właśnie teraz tak jest poniżej Jaworzyny, gdzie są wąskie ścieżki, a na mapie widnieją jako kilka tras. TMR aż takich chwytów nie stosuje. A propos dawnych lat, największy paradoks jest taki, że niektórzy dziś twierdzą, że trasa nr 3 do gondoli jest zbyt trudna jak na oznakowanie niebieskie, a kiedyś była zielona, czyli "bardzo łatwa":) To już obecne oznakowanie przez TMR jest bardziej adekwatne do rzeczywistości.3 punkty
-
3 punkty
-
Cześć Ty wyjechałeś a my przyjechaliśmy. W Wilkogel jeździłem 27 01 - tylko - bo reszta poszła na Zillertal. Mieszkałem w Nukirchen w świetnym miejscu przy ulicy Venedigersiedlung w miejscu w którym prawa odnoga trasy na dół (kombinacja 6 i 1) dochodzi do dna doliny. Z nart do domu mieliśmy 100 metrów. Potwierdzam Twoje spostrzeżenia. Ośrodek kompaktowy ale wcale nie "mały" ani nudny. Trasy nie za długie ale większość z dobrym wglądem z góry (te przy orczyku VIII) co pozwalało zjechać po absolutnie pustej trasie. Śnieg super - temperatura połączona z wilgotnością za to odpowiada). Trochę gorzej było ze światłem bo lampy nie było. Dlaczego jeździłeś do Zillertalu przez Kitzbuhel to szczerze mówiąc nie bardzo rozumiem bo z Neukirchen masz 20 minut do Hochkrimml - czyli już jesteś na miejscu - a nawet jakbyś chciał dalej do Konigsleiten czy Gerlos to jak masz skipass za przełęcz nie płacisz a droga góra 30 minut. Osobiście mnie wystarczyłoby samo Wildkogel bo przy codziennych ( a właściwie conocnych) opadach za każdym razem byłoby trochę inaczej. Trasa na dół - najlepsza trasa w rejonie w byłem wszędzie od Zell przez Gerlos, Konigsleiten i Hochkrimml. Wycieczka Hochrimml - Zell i odwrotnie - starta czasu. Pozdrowienia serdeczne3 punkty
-
Serdecznie proszę nie robić takich uogólnień. Jestem małopolskim narciarzem, a nawet, co gorsza, małopolską narciarką - w okolice BB przeniosłam się niedawno (też żeby mieć blisko w kilka fajnych narciarskich miejsc ). Doprawdy, zapewne powinnam wypadać z orczyków, bać się ich panicznie, a na widok "ścianki" (a, to są nawet dwie!) na Mosornem zdejmować narty i złazić piechotą ze śmiercią w oczach ). Nie przeceniam swoich umiejętności, bardzo dużo mi ich brakuje (przynajmniej nie jestem już dawno na etapie, na którym się je wyolbrzymia, nie mając o rzeczy wielkiego pojęcia). Ale, na wszystkich bogów Hadesu, nie tyle! I uwielbiam orczyki, które mają tę zaletę, że oznaczają stok, na którym można raczej bezpiecznie pojeździć bez tłoku. Na Mosornem wkurza mnie dłuuugie nudne wypłaszczenie pośrodku; zawsze myślałam, że to słaba strona tego stoku, zniechęcająca może część ludzi. Swoją drogą, gdyby na Mosornem, jak w większości małych stacji, funkcjonował mały płaski wyciąg dla dzieci i początkujących, klientela mogłaby się powiększyć. Mosorny (skoro już nawiązano frekwencji na nim, to się wypowiem) lubię, jeździłam tam od czasu do czasu, też przez sentyment do miejsca, gdzie moja Mama miała dwie ciotki. Ale z Krakowa jest tam dość daleko. Póki mieszkałam w krk, wolałam wyskoczyć na Polczakówkę, która, choć krótsza, miała same zalety: szybki orczyk, porządne nachylenie na całości, przemiłą obsługę, znacznie lepsze ceny (to też ważne) i 2 razy szybszy dojazd. Nie wiem, czy jestem większościowa, czy mniejszościowa. Ludzie z moich okolic, których znam, jeżdżą przeważnie lepiej ode mnie. W Krakowie uważa się, że Ślązacy jeżdżą na ogół dobrze, natomiast lekceważy się Warszawiaków. Uważam, że to bez sensu. Dopóki nie przeprowadzono by solidnych badań statystycznych, pozostanie to krzywdzącym stereotypem i powodem do bezsensownych niesnasek - coś jak to, czy jesteś za Cracovią, czy Wisłą.3 punkty
-
Jak w przyszłym sezonie oddadzą COS w dzierżawę SMR to wytyczą tam z 5 różnych tras (na mapie) by dać komunikat - mamy ponad 50 KM tras😉.3 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
No zlituj się. To jakbyś napisał, że w Tatrach nie chcesz chodzić na wycieczki, bo masz co chwila nad głowami tony lin i słupów. Bo są 3 koleje. Jak masz problemy ze znalezieniem w Beskidzie Żywieckim gór i szlaków, gdzie nie ma żadnych lin i wyciągów to daj znać, chętnie podpowiem gdzie się udać. Są też inne góry. Piszesz to bez przerwy jakby w polskich górach, na każdym pojedynczym szczycie był albo miał zaraz powstać jakiś wyciąg. A jest dokładnie odwrotnie. Są całe pasma gór gdzie nie ma żadnej większej stacji narciarskiej. Tereny narciarskie w Polsce to jakiś promil powierzchni gór a piszesz jakby to było zagrożenie dla ich isnienia. Nie wiem jak inni narciarze, choć podejrzewam, że wielu myśli podobnie, ale ja nie chcę budowy kolejki na Babią czy Tarnicę czy Turbacz. Chciałbym, żeby w miejscach gdzie narciarstwo ma długą tradycję i istnieje już jakaś szczątkowa infrastruktura (jak w Szczyrku czy Korbielowie), można było rozwijać stacje do poziomu użwywalności bez walki o każdą żabę czy migrującego rysia.3 punkty
-
Wczoraj wieczorem byłem na Skolnity. Śniegu (dobrego) - było w bród. Żadnych przetarć, zlodowaceń etc. Przed 21 lekki deszczyk przerodził się w konkretny opad śniegu, więc dzisiaj pewno bajka.3 punkty
-
Maćka i moja krótka relacja ze łażenia na nartach po Zawoi i okolicznych górkach3 punkty
-
3 punkty
-
Relacja z dnia dzisiejszego. Ludzi wywiał chyba wczorajszy wiatr halny. W ośrodku pusto. Część relacji będzie tutaj, część dotycząca COS-u w relacji dotyczącej COS-u. Dziś warunki super, choć śnieg raczej ciężki (dodatnie temperatury zrobiły swoje) pokryty miejscami warstwą przymarzniętej wody. To co @shuger widzi na kamerach jako przecierki to bardzo często jest igliwie z choinek (na zdjęciach wygląda fatalnie, ale w rzeczywistości to nic groźnego) choć i przecierki się zdarzają). Dziś jeździłem 1,3,5, 3b, 3a, 2. Numerem 1 dziś zdecydowanie 5 - polecam. Jak wyglądało Solisko i Pośredni niestety nie wiem, bo czas od 8:00 do 13:00 bardzo szybko zleciał, a jeszcze bawiłem się na COS-ie. Na trasach bardzo dużo śniegu, halny go trochę zabrał, ale zdecydowanie mniejsze szkody poczynił niż ten zeszłoroczny (choć COS bardziej ucierpiał). Rano COS wyglądał magicznie. Rano magicznie. Idziemy (o przepraszam jedziemy na SMR) trasa 3a. Łącznik (trasa 3a cd.) Halny wczoraj połamał trochę choinek. 3a Trasa ze Zbójnickiej Kopy - rano. Trasa z Małego Skrzycznego. Bieńkula (będzie kilka zdjęć) - dla mnie dziś trasa nr 1. Bieńkula 2 Bieńkula 3 Bieńkula 4. Bieńkula 5. Dojazd do gondoli z Bieńkuli. Przejazd przez drogę. 3 dół i dojazd do gondoli. Dojazd do gondoli. Kolejka do gondoli (brak kolejki, jazda na bieżąco). Woda w zbiorniku. Wracamy na COS.3 punkty
-
3 punkty
-
Kolejny odcinek mojego Vloga o nartach. Tym razem zapraszam do Cortiny d'Ampezzo.2 punkty
-
Dziś kolejne skitoury, tym razem wyprawa na Rycerzową. Ekipa zebrała się spora, bo dobre 10 osób. Zaparkowaliśmy koło kościoła w Soblówce i stamtąd czarnym szlakiem na szczyt. Jak się później okażę, mogliśmy zaparkować dalej. Tak przybyło na dymania, choć nikt z tego powodu nie narzekał. Początkowo przebijało się słoneczko, żeby ostatecznie rozpoczęła się kolejna dostawa białego. Absolutnie na to nie narzekaliśmy, niech sypie. Trasa do wspinaczki bardzo przyjemna, bez żadnych ekstremalnych fragmentów i czasami z widokami. Mimo opadu widoczność dobra. Chwilami jedynie wiatr dawał się we znaki. Uderzyliśmy od razu na szczyt, choć znaleźć go niełatwo... Wszystko głęboko pod śniegiem, ale drogowskazy można dostrzec. Kiedy już go znaleźliśmy, pozostał nam wspaniały zjazd pod schronisko. Niedługi, ale znakomity! Bacówka pełna, jednak miejsca dla nas nie brakło. Trochę odpoczynku, posiłek i po wskazówkach obsługi, ruszamy w dół. Zjazd nie był może porywający, ale 3 polanki po drodze bardzo przyjemne. Na koniec drogą w stylu klasycznym, jakby powiedzieli biegacze... Kolejny wspaniale spędzony dzień i w doborowym towarzystwie!2 punkty
-
2 punkty
-
Wstępnie Dolomity...ale tylko wstępnie. Termin nawet jeszcze nie jest pewny. Wszystko zależy też od pogody - wyjazd będzie spontaniczny i raczej skisafari2 punkty
-
Takie wartosciowanie narciarzy jest w ogole z zasady bez sensu. Ja np calkiem sprawnie poruszam sie na nartach na wszystkich rodzajach tras, ale bardzo lubie dlugie niebieskie, lekko nachylone trasy przez las - czy to czyni ze mnie niedzielnego narciarza?2 punkty
-
Pilsko, aby istnieć musi przyciągnąć narciarzy (musi zarabiać). Po pierwsze musi być śnieg niezależnie od "jakości" zimy. Po drugie muszą działać wszystkie istniejące trasy (nie mówię o łącznikach). Po trzecie muszą być wyciągi łatwo dostępne dla wszystkich. I niestety po czwarte muszą być trasy "dla wszystkich". Czy "zwykły narciarz" zjedzie bez problemu z Pilska do Szczawin? Czy "zwykły narciarz" wjedzie bez problemu orczykiem na Miziową? Ile razy "zwykły narciarz" przewróci się wpinając się w orczyk na Pilsko?2 punkty
-
To ja jeszcze na chwilę offtop w temacie Zawoi . Wolne i odbiegające od aktualnych standardów krzesło to jedno. Myślę jednak, że skromna frekwencja, to po prostu sprawa trudnej trasy. Ta górka absolutnie nie nadaje się dla początkujących i na radosną rodzinną wycieczkę narciarską weekendowym popołudniem. Radochę z jeżdżenia tam będzie miał tylko ten, kto na nartach czuje się pewnie i nie przerażają go takie ścianki jak na samym końcu trasy. Gdyby było tam płasko jak na Szklanej Górze czy w Bukowinie, frekwencja byłaby znacznie lepsza i nawet przestarzałe krzesło nie byłoby wielkim problemem. Zresztą jak byłem tam ostatnio 30 grudnia, to około 11 gdy wyjeżdżałem, parking był pełny i na moje miejsce czaiło się już dwóch chętnych:). Zdaję sobie jednak sprawę, że takiego obłożenia nie ma tam zbyt często.2 punkty
-
Start miał byc o 13. 30. Pierwsza puścili o 13.24 😛 Na stozku byłam w tamtym roku na family cup, fajny stok, tylko w tamtym roku do dupy ustawili slalom....2 punkty
-
Dziś wybraliśmy się do Zawoi, ale na skitoury. Ruszyliśmy spod Centrum Górskiego (już byłego) i trasami rowerowymi skierowaliśmy się na Mosornego Gronia. Odwilż na całego, śnieg ginie w oczach. Musiałem się od razu porozbierać. Wrażenia już nie takie jak przy mrozie i świrzym opadzie, ale i tak było fajnie! No to start! Jak widać śniegh mokry i brudny, głównie igliwie Na azymut, gdzie nas poniesie W pewnym momencie niezły Zonk: śnieg się skończył! Na szczęście tylko może 100 metrów trzeba było nosić narty, ale musielismy nieco skorygować plany i poszliośmy jakąś drogą. Okazuję się, że nie jesteśmy tu sami - Yeti! Jest też staw... Po śladach doszedłem do wniosku, że tu się myje Yeti... Ciśniemy dalej drogą Ciekawa nazwa... To będzie nasza dalsza trasa, dopóki nas zbytnio nie znudzi... Chwila przerwy. Wiosna to czy jesień? Gipkość kontra pomysłowość... Blisko celu Cel osiągnięty Czas na zjazd, niestety trasą. Warunki iście wiosenne, ale śniegu sporo! Ja nawet lubię cos takiego, ale prawie rozpadał sie desazcz i trzeba było uciekać. Mosorny w skrócie Kolejny super spędzony dzień w doborowym towarzystwie.2 punkty
-
Obiecana druga część relacji z dnia dzisiejszego. Wcześniej było o SMR (w odpowiednim wątku), teraz kilka zdań o COS. Rano było magicznie, słońce nieśmiało wyglądało za chmur. Na dole mgła, a my nad nią. Teraz pogoda mocno już siadła, pada drobny deszcz, jest mglisto - ale to oglądam już z okna apartamentu. Wczorajszy halny zrobił trochę krzywdy na COS-ie, najbardziej ucierpiała ścianka na Kaskadzie oraz dojazd do dolnej kanapy (będzie widać na zdjęciach). Mamy kilka drobnych przecierek i trochę drobnego kamienia ale wszystko do objechania. Określanie przez nich warunków jako dostateczne, to chyba jednak nadmierna skromność. Na trasach leży też miejscami igliwie, wywiane przez wiatr na trasy (trudno wieczorem włączę żelazku i najwyżej przesmaruję ślizgi). Rano było naprawdę magicznie. Magicznie (wracamy z SMR na COS) cd. W tle widać wywianą ściankę na Kaskadzie i przecierki. COS rano wyglądał też tak. COS widokowo. Wieża już bez śniegu, już nie wygląda tak magicznie. COS około 12:00 COS na powrocie około 12:00 cd. Na dolinach zawody. I jeszcze jedno zdjęcie trasy zawodów. Jedziemy na dół. Doliny cd. Jedziemy niebieską. Przeskok na czerwoną. Wg. oznaczeń na trasach czerwona idzie obok kanap (wg. mapy już nie). Czerwona (niebieska) widok w dół. Drobne przecierki. Końcówka trasy ucierpiała najbardziej.2 punkty
-
Jeździłem w śniegach Karaczajo-Czerkiesji, Karbardyno-Bałkarii, pobijając swój rekord "bycia" - 4450 m.n.p.m., i zjazdu z tej wysokości bez przerwy do 2350 m.n.p.m. Czy dokonałem czegoś wyjątkowego? Nie. Nie było bardziej narciarsko niż niejeden wasz wyjazd w Alpy. Ale dla mnie było warto, być na Kaukazie Północnym, który głównie kojarzył mi się z wojną w Czeczeni, z czasów dzieciństwa. Piłem piwo Karaczajewskie, w Karaczajewi - choć nazwy takiej krainy nie da się znaleźć w języku polskim, to wszyscy w Dombaju podkreślali że to i tamto jest Karaczajewskie, ucząc się słów języka karaczajo-bałkarskiego, choć ten malutki naród nie doczekał się w pełni swojej republiki. Byłem w toalecie na 3000 m.n.p.m. gdzie ktoś powiesił ogłoszenie na kartce A4 z wydrukowanymi literami "Towarzysze, przyjaciele!!! Na półkę srać NIE NALEŻY!!! Dla tego jest dziura, trzymajcię dupę prosto!!! Mandat 500 rubli" Zatrzymywałem czas, w 40 letnim barze Hotelu "Wolfram" w bałkarskim Terskolu, którego czasy świetności minęły wraz ze zdjęciem z godła sierpa i młota, gdzie kelner opowiadał mi o całym północnym Kaukazie, na mapie narysowanej na szybko, na papierowym bloczku z rachunkami. Słuchałem opowieści o wysadzonej kolejce gondolowej w trakcie zamachu w 2011 roku, konfrontowałem w głowie z wieloma opowieściami pokolenia ludzi, którzy zgodnie powtarzali "przez kilkadziesiąt lat na Kaukazie mogłeś rozbić namiot gdzie chciałeś, i chodzić dolinami gdzie chciałeś, w Czeczeni, tam wszędzie było dużo turystów i nikt nikomu nic nie robił". Jednak, nigdzie się tu czas nie zatrzymał. Kiedy przez przypadek spotkałem gwiazdę popu, 20kilkuletniego Szamila, który po raz kolejny uświadomił mi, że jedziemy "na kajfie" (popularne określenie młodzieżowego slangu w ostatnich latach). Uczyłem się jeździć na nowo na Czegiecie - górze legendzie, ośrodku narciarskim gdzie wszyscy ze sobą rozmawiają, i gdzie kilku rosjan tłumaczyło mi jakie błędy techniczne robię, podczas zjazdu, na tej wymagającej górze, gdzie nie ratrakuje się tras, a jedyna trasa zjazdowa w dół ma muldy po kolana, a jednoosobowa kolej linowa z 1954 roku wciąż wywozi narciarzy i snowboardzistów. Nigdzie nie czułem się lepiej, siedząc z przypadkowo poznanymi ludźmi. ).2 punkty







