Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 14 Październik 2026
-
Rok
14 Październik 2025 - 14 Październik 2026
-
Miesiąc
14 Wrzesień 2026 - 14 Październik 2026
-
Tydzień
7 Październik 2026 - 14 Październik 2026
-
Dzisiaj
14 Październik 2026
-
Wprowadź datę
08.04.2019 - 08.04.2019
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 08.04.2019 uwzględniając wszystkie działy
-
SUDETY W polskiej części Sudetów to już chyba ostatni weekend gdzie można pojeździć po trasach. Moim zdanie najlepsze warunki dalej są na Szrenicy i mogłaby być jeszcze czynna co najmniej kolejny tydzień ale Ski Arena i Sudety Lift są innego zdania i od poniedziałku konserwacja wyciągów. Wyciągi ponownie ruszają 20 kwietnia, to już raczej dla turystów. Dzisiaj mimo temperatury 9 stopni warunki prawie na wszystkich trasach bardzo dobre lub dobre. Ściana oficjalnie zamknięta ale sporo osób jeszcze tam zjeżdżało. Górna stacja Expressu po 11 godzinie wyglądała wg mnie co najmniej dobrze... W tym samym czasie Świąteczny Kamień jeszcze był twardy Śnieżynka na całej długości w bardzo dobrym stanie za wyjątkiem stacji pośredniej, gdzie śniegu było już mało Ze Śnieżynki wracamy na górę starym krzesłem, które kilka razy się zatrzymuje bo sporo pieszych turystów wjeżdża na Szrenicę. Odnośnie schroniska przypomniało mi się, że o mało co a by go nie było. W drugiej połowie lat 60-tych zostało zamknięte. Do remontu się nie kwapiono i dopiero na początku lat 70 coś ruszyło. Niestety w czasie remontu doszło do pożaru i prawie cały dach spłonął. Remont trwał ponad 20 lat i udało się go dokończyć dopiero po sprzedaży schroniska prywatnej osobie. Do dzisiaj jest to schronisko własnością prywatną. Miałem przyjemność tam dotrzeć właśnie w pierwszych miesiącach po otwarciu. Było to na początku 1993 i wtedy właśnie jeździliśmy też Pod Łabskim Szczytem, nie pamiętam tylko czy wtedy był tam jeszcze orczyk, czy już talerzyk. Na zdjęciu widać też po prawej stronie końcową stację pierwszego wyciągu, która była około 300m wyżej od obecnej 2 sekcji krzesła. Dojeżdżamy z Anią wreszcie na Halę Szrenicką a tam warunki bardzo dobre, żadnych kamieni czy wystającej ziemi, naprawdę szkoda, że od jutra stację wyłączają. Pierwsze co widzimy na hali to, że na ostatnim slalomie w sezonie trenują dzieci z lokalnego klubu Nie pamiętam kiedy po południu panowały tu tak dobre warunki Nie pozostało nam nic innego jak dołączyć do nielicznego towarzystwa i cieszyć się ostatnimi szusami w naszych górach... Koło 15 ruszamy na Świąteczny Kamień, warunki minimalnie gorsze ale jazda dalej sprawia nam radość Jak na taką godzinę jest super. Jeszcze Lolą na dół, ostatni kilometr jest słabszy, 2 razy trzeba odpinać narty i ostatnie 250 m z buta. to jednak żaden problem, warto było bo trasa w 3/4 w stanie bardzo dobrym. W naszym regionie pozostaje kilka stacji w Czechach lub skitury... szkoda, że to już końcówka sezonu, oboje nie jesteśmy wyjeżdżeni... Pozdrawiam!14 punktów
-
Po trzech latach z malutkim okładem mogę powiedzieć: - Przełączka z Wysokiej zaliczona! Przeczytałem, z bananem, powtórnie relację Tomka z naszej wspólnej wyprawy (Tomku czekam z niecierpliwością na kolejne). Proponuję abyście też to zrobili bo będzie to świetne wprowadzenie do mojej "powtórki" (co powtórką do końca nie była). Dzień 0 Dojazd z Wrocławia do Strbskiego Plesa, potem dojście do "noclegowni". Tym razem nie jest to górski hotel "Popradzkie Pleso" tylko Majlathova Chata. Okazało się to bardzo dobrym ruchem. Dla nie znających tych okolic - to jest tuż obok. Ceny znacznie niższe (nocleg 11 vs 16 E), kuchnia lepsza - to akurat nie ma znaczenia bo można stołować się i tu i tu ...ale zniżka 20% na jedzenie dla tam nocujących to już jest argument. I co najważniejsze to malutki obiekt, bardzo kameralny i z klimatem, którego hotel nie ma. Plany i ich realizacja Koprowy Wierch i Rysy miały się powtórzyć, z nowych tematów - Wysoka, Kończysta i Żelazne Wrota (Zachodnie). Wyprzedzając opowieść zamieszczę wizualizację z naszego wyjazdu (no jego głównej części), która pokaże jak fajnym miejscem wypadowym jest jezioro "Popradzkie Pleso". Dzień 1 Wysoka i Żelazne Wrota Dojście nie wróżyło zwrotu akcji ale... byka chwyciliśmy za rogi od razu. Czyli zaczęliśmy od Wysokiej. Niby miało być odwrotnie. Żelazne na początku aby się rozchodzić, rozjeździć. Było jednak bardzo ciepło i ta zmiana kolejności była logiczna. Podejście na Wysoką dostaje dużo słońca a to drugie jest rano w cieniu, więc tam był jeszcze beton (a może nawet lód). Za to tutaj już się topiło - na razie powinno być bezpieczniej. Zmiana planu! Trzeba powiedzieć, że Wysoka robi wrażenie, nawet z bliska, na podejściu. Idziemy z buta. Na początku żlebu jest OK ale im wyżej tym powoli stromieje i pod koniec człowiek zadaje sobie pytanie. Co ja tutaj robię? Poranny beton odpuścił trochę, środkiem żlebu idziemy śladem starej (wczorajszej???) lawiny - wpierw lawinisko, na górze jakby ratrak to wyczyścił. Część ekipy (rozsądniejsza?) odpuszcza sobie wejście po drodze. Na górze jesteśmy w czwórkę. Zjazd z góry (to nie jest odpowiednie słowo) zaczynamy z Robertem. Marta i Tomasz schodzą parę metrów w dół gdzie robią sobie półkę na wpięcie. Pierwsze metry są bardzo ostrożne (nawet zsuwać się nie da bo twardo i bardzo nierówno). Czyli schodkuję. Na lawinisku jest dużo lepiej ale ponieważ wierzchnia warstewka odpuściła to zsuw usiłuje mnie porwać. Skręt i Stop, skręt i Stop, skręt i Stop. Stopniowo zaczynam łączyć skręty. Od połowy robi się znośnie a niżej całkiem fajnie. Po Wysokiej Żelazne Wrota (Zachodnie) wydają się lajtem. Ale w kość trochę dają Jeszcze parę fot na górze. Wiatr przegania kłaki chmur i bardzo zmiennie jest. Na zakończenie jak zawsze wizualizacja. Troszkę ponad 1500 m vertical i 11 km drogi. Całkiem udany początek!8 punktów
-
Na Leskowiec, czyli po Beskidzie Małym. Część 1. Wszyscy pojechali na wiosenne narty...a ja z Paulą? Nie lubimy mokrego, ciężkiego śniegu bądź cukru - postanowiliśmy ten czas spędzić również w Górach, na pieszej wędrówce. Beskid Mały nie jest nam za bardzo znany - w sumie zrobiliśmy jedynie najwyższy jego szczyt, w trakcie zdobywania Korony Gór Polskich - Czupel 933 m npm. Wczoraj naszym celem był Leskowiec 922 m npm wraz ze znajdującym się nieopodal Schroniskiem. Niewielkie górki, malownicze lasy, wartkie rzeczki i potoki - to była piękna niedziela! Mapa turystyczna pokazała nam wytyczony szlak i odległość do pokonania ok 22 kilometrów - w efekcie zrobiliśmy ponad 30,50 km na pieszo, traktując tą wędrówkę jako rozgrzewkę do poważniejszych wyzwań. Poniżej fotorelacja z tego fajnego dnia Mapka: Startujemy spod Pizzerii przy drodze 28. Idziemy przez wioskę o nazwie Chobot Tutaj trochę folkloru! Koteły… Kozeły… I pierwsze śniadanie w malowniczym schronie przy szlaku żółtym, którym podążamy. Tutaj jest wszystko: dach nad głową, stół, ławki, garnki, kubki, musztarda, drewno na opał, grill... widać, że ktoś bardzo dba o to miejsce My jemy kanapki, pijemy herbatę i na deserek pyszne, kwaśne żelki Idziemy w górę, między drzewami widać Jezioro Mucharskie: Idziemy, idziemy i dochodzimy do Zabytku Przyrodniczego, formacji skalnej... ...dość wysokiej: Która mieści się przy takim oto szczycie Pozytyw - to kosz na śmieci i panująca dookoła czystość. Widać, że ktoś dba o to miejsce - czyżby pracownicy Schroniska, w stronę którego się udajemy? Paula cała w latających liściach 😮 Efekt zrobił kumpel - Jacek Trochę w dół... I dochodzimy do kolejnego punktu widokowego Wędrujemy w czwórkę: marboru, Paula, Jacek i Dorota. Po deszczowo, mglistym poranku z biegiem czasu coraz bardziej się rozpogadza. Robi się pięknie! Jesteśmy już tuż, tuż przy Schronisku. Widoczki są coraz bardziej obiecujące! Kilka chwil i jesteśmy! Ponieważ znajdujemy się niedaleko Wadowic, szlaków tutaj cała masa - to tereny naszego Papieża Jana Pawła II. Dowód na to, że wiosna... Mapka znajdująca się w tym miejscu: Ruszamy dalej - jesteśmy kilka minut od naszego celu. Piechurzy: CDN6 punktów
-
Na Leskowiec, czyli po Beskidzie Małym. Część 3. Schodzimy na dół szlakiem niebieskim, do miejscowości Ponikiew. Widoczna na dole na poniższym zdjęciu! Naszym celem jest zejście i ponowna wędrówka w górę, na Łysą Górę (nie mylić z tą świętokrzyską). Po drodze malownicze miejsca: Co jakiś czas na drzewach kapliczki Strumyki... Jeden, drugi, trzeci i się łączą... Ostatni popas przy wycince, tuż przed miejscowością. By do niej dojść pokonujemy malowniczą kładkę...a strumienie tworzą już całkiem sporą Ponikiewkę 😮 Z takimi oto budowlami... Idziemy dalej. Szlak niebieski i jego początek, to Droga Krzyżowa biegnąca pod Łysą Górę. Najciekawszy widok w osadzie?... Ten przykuł moją uwagę - drwa przy stodółce: Na przełęczy przechodzimy na szlak żółty i czerwony. Stacja numer XII Idziemy, i powoli kończymy wędrówkę... Nogi dosyć mocno zmęczone. Będąca z nami Dorota bije dzielnie swój życiowy rekord wędrówki - na liczniku blisko 30 kilometrów...a jeszcze mamy trochę do przejścia. Wychodzimy z lasu. Malownicza Skawa! Kręta z bystrzami... ...może na kajak w przyszłości? Chciałbym! Skręcamy na szlak czarny i ponownie przecinamy Ponikiewkę, która wpada właśnie do widocznej u góry Skawy. Endomondo wskazuje 30,57 km - nieźle jak na pieszą rozgrzewkę w 2019! Kolejna wyrypa? Chcielibyśmy Tatry Zachodnie... Oby się czas szybko znalazł i pogoda dopisała! Niedzielę kończymy pizzą i wracamy do domu. Padnięci jesteśmy na miejscu grubo po 22. Pozdrawiamy serdecznie! the end6 punktów
-
😀😀😀👍❄️☀️⛷️ OK @Mitek! Rozumiem przekaz zawarty w Twojej wypowiedzi. Mam nadzieję, że nikt nie będzie miał mi za złe umieszczenie ponownie tych zdjęć w cytacie. Nie chcę bez potrzeby "przeładowywać" forum ale .... takimi zdjęciami zwyczajnie nie można "przeładować" forum narciarskiego. Oby takich jak najwięcej!!! 👍👍👍 Pozdrawiam.6 punktów
-
Byłem wczoraj na Pilsku, warunki narciarskie jak na obecną pogodę dobre, natomiast cały ośrodek robi z roku na rok coraz bardziej przygnębiające wrażenie. Reklama i marketing tam nie istnieje, jedyny profil na facebooku jest prowadzony przez ludzi niezwiązanych z ośrodkiem, w tym roku tego nie widziałem, ale rok temu obsługa chodziła w kurtkach z logo GAT. Wiem, że to niby nie ma wprost przełożenia na jazdę, ale to jakaś abstrakcja, że w nowej firmie używa się logo poprzedniego właściciela. Bramki do biletów w starych nalepkach, gdzieniegdzie wystają peszle z kablami itd. Do tego jeszcze to spalone schronisko (oczywiście tutaj pretensji do właściciela nie mam) i wrażenie jest jakby ten ośrodek był w trakcie likwidacji. Pamiętam, że w poprzednich latach był jakiś pracownik, który przy wysiadaniu z krzesełka na dole lekko je podtrzymywał (nie ma śniegu na stacji) żeby łatwiej było się zabrać z nartami na rękach. Teraz tego nie było, mi to jakoś bardzo nie przeszkadza, ale widziałem parę osób, które miały z tym problem. Nie rozumiem o czym myśli obecny właściciel, zdaję sobię sprawę, że wymiana urządzeń i budowa naśnieżania to są duże koszty, ale tam ewidentnie brakuje jakiegoś zarządcy, który potrafiłby ogarnąć proste rzeczy i zareklamować ten ośrodek.6 punktów
-
Na Leskowiec, czyli po Beskidzie Małym. Część 2. Na upartego amatorzy narciarstwa ekstremalnego dotknęli by tu śniegu 😮 Docieramy na miejsce: Leskowiec 922 m. Tutaj? Przepiękny widok na Babia Górę zwaną Diablakiem oraz Beskid Żywiecki. Podobno jak jest dobra widoczność, widać też Tatry. Z drugiej strony widok na niziny... Romantik Foto I z bliska Diablak - wczoraj wyglądał piekielnie Członkowie wyprawy: Malownicze, tutejsze szlaki są doskonałe dla rowerów MTB - ich po drodze spotkaliśmy bardzo mało. Schodzimy! Po drodze Schronisko - foto z drugiej perspektywy: Kolejny popas Końcówka ciepłej herbaty 😮 Powyżej Schroniska znajduje się GOPRówka: Oraz Groń Jana Pawła II Ślady Papieża? I ostatnie spojrzenie na Babią... ...i jeszcze bliżej Opuszczamy "tereny" Leskowca… ...którego szczyt z bliska wygląda tak: Flaga, Krzyż, szałas i ognisko, przy którym można upiec kiełbaskę! Schodzimy w dół... CDN5 punktów
-
Dopisała nam pogoda mimo że prognozy były nieciekawe, trudność i niebezpieczeństwo powiększył kilkudziesięciocentymetrowy opad świeżego śniegu tydzień wcześniej, w związku z tym zadecydowaliśmy że wstajemy o 4:30 aby nie ryzykować zjazdów późnym popołudniem nasłonecznionych żlebów zjazdy nasłonecznianymi stokami były trudne i nie było radości lecz walka aby uniknąć wywrotki, czasami nie dało się zjechać W drugi dzień urwany sworzeń klamry (naprawiony gwoździem) od uderzenia w kamień podczas zapadnięcia się w śnieg po pas - taka na szczęście jedyna awaria w grupie przydarzyła się właśnie mnie. Buty się sprawdziły - stopy bez obtarć.5 punktów
-
SRBIJA rządzi Mariusz sweter masz zjawiskowy Dzięki za dobrą robotę.5 punktów
-
A mój syn z moją małżonką jeszcze raz pojechali na rowery. Znów ta sama trasa. (Teraz będzie pisał syn Mopsa - Mopsik😀). Było fajnie słońce i ciepło bardzo ciepło. Wędkarzy już nie było ogólnie pusto. Bardzo przyjemnie. Znów zaliczone 2 Bażanty. A z ciekawostek Pojechaliśmy po pieczywo do pewnej piekarni. Tam jest takie okienko drive jak w McDonald's. Tam czekaliśmy z autami na zakup pieczywa. To jedyna piekarnia drive w miescie. I jeszcze dużo psów nawet w rzece4 punkty
-
Dzisiaj zakończyłam sezon narciarski w Białce Tatrzańskiej. Czynne co prawda tylko dwie kanapy, ale warunki całkiem dobre i nawet trochę ludzi,ale bez kolejek do wyciągów. A z rana było tak: Spotkałam ekipę narciarzy z Hongkongu 😛 Oraz grupę telemarkową 😊 Po nocnym przymrozku stok trzymał do ok. 10, potem miękko, ale bez muld, tylko trzeba było uważać na pojawiające się przetopy Od południa totalny chillout i plażing na nartach😎😀 Skończyliśmy ok. 14.00. Białka dzisiaj działała ostatni dzień. Pozdrawiam z podróży powrotnej do Szczecina 😊.4 punkty
-
Podsumowując swój wyjazd, pogoda w niedzielę bajka, a sobotę możemy pominąć milczeniem (na górze gęsta mgła, śnieg, śnieg z deszczem a na dole intensywny deszcz). Kilka zdjęć z niedzieli i jedno z soboty. Sobota - pogoda "taka sobie". Za to rano niedziela. Nieco później. Nieco później cd. I kolejne zdjęcie. Spadło trochę śniegu i poprawiły się warunki poza trasami. A wracając do domu zatrzymałem się na chwilkę na TŁ - takie jedno z dołu.3 punkty
-
Poprzedni sezon z kolei miał kiepski początek. Ośrodki z trudem startowały. Grudzień 2017, styczeń 2018 ... to była bieda. Odwoływane zawody, działające wybrane trasy. Nawet jak przyszły jakieś warunki w drugiej połowie sezonu, to i tak nie opłacało się w wielu ośrodkach otwierać wszystkich tras, bo by się już nie zwrociło. Nie mówię już o nizinach, gdzie nie można bylo ulepić z dzieckiem bałwana! Tak więc dla mnie ostatnie sezony były raczej słabe, chociaż się wyjeździłem.3 punkty
-
Moim zdaniem, zupełnie abstrakcyjnie myśląc, gdyby było wiadomo, że są tam dobre warunki, a Miziowa była dostępna dzięki wymianie orczyka na krzesło, duża liczba tych, którzy późną wiosną jeżdżą na Kasprowy pewnie by tam przyjeżdżała. Tak się składa, że ze Śląska pochodzi duża grupa dobrych i zapalonych narciarzy - mieliby bliżej, a o terenach wiedzą, że świetne. Nawet wielka reklama nie byłaby zapewne konieczna, mógłby wystarczyć sygnał, że Pilsko działa. Jeśli o mnie chodzi, to na Pilsko chętnie jeździłabym częściej, ostatnio wstrzymywało mnie posiadanie sezonówki na Szczyrk. Gdyby i na Pilsku była sensowna sezonówka, kto wie, mocno bym się zastanowiła nad zmianą terenów. Choć 10 km od domu i FIS też nie są złe . Ale przez większość sezonu jazda w Szczyrku jest niezbyt przyjemna z powodu tłumów i tak czy owak stamtąd uciekam. Gdyby jeszcze było wiadomo, że Pilsko działa dopóki są dobre warunki - czyli zazwyczaj długo w kwietniu - chyba bym się zdecydowała.3 punkty
-
3 punkty
-
Ciekawa relacja, piękne zdjęcia, słuszny dystans - ale nie wierzę, no nie wierzę 🤔 - ośnieżone góry na wyciągnięcie ręki, a Wy jednak już na trekking? Nie skręcało Was ani trochę? PS. Babią Górę też wczoraj widziałam, z Zakopianki ...2 punkty
-
2 punkty
-
Bardzo trafna uwaga . Dla potwierdzenia tabelka z danymi IMGW dla Zakopanego. Tylko styczeń wzimie 18/19 był mroźny. W dolnej tabelce średnie kolejnych trzydziestoleci , z których widać ,że ociepla się w dosyć szybkim tempie ,niestety .https://meteomodel.pl/dane/srednie-miesieczne/?imgwid=349190625&par=tm&max_empty=0&jZlL-HxhB=ASKkOJHNa&FnoXMWl-mAZHuEpk=dp.qnkISLE9HmtB6&jZlL-HxhB=ASKkOJHNa&FnoXMWl-mAZHuEpk=dp.qnkISLE9HmtB62 punkty
-
Właśnie na to zwróciłem największą uwagę! Oprócz bardzo interesującej relacji okraszonej jak zwykle ciekawymi informacjami dodatkowymi, oprócz fajnych krajobrazów mamy dodatkowy atut - fantastycznie jeżdżącego narciarza!!!! Dlatego uważam, że filmowa relacja byłaby bardzo cennym materiałem miłym dla oka. Pierwsze skojarzenie jakie mi przyszło do głowy patrząc na sylwetkę @marionen to zdjęcia z .... WST!!! To moje odczucie. Chętnie bym poznał @marionen osobiście na stoku i być może czegoś się od niego nauczył. @Mitek, przepraszam ale nie do końca rozumiem to zdanie. Ale to chyba raczej jakiś zwykły błąd redakcyjny. Bo dla mnie oczywiście Mariusz jest przykładem na to, że porządna wzorowa technicznie jazda MOŻE sprawiać i sprawia przyjemność. Tak samo z resztą wszystko to co jest porządnie i wzorowo wykonane. Nawet zwykła codzienna praca. Pozdrawiam.2 punkty
-
Cześć Ja chciałbym podkreślić jedną ważna rzecz. Nieodłącznym elementem dobrej relacji narciarskiej, reportażu, filmu jest porządnie jeżdżący narciarz. W relacjach Mariusza i Ani ten element jest wyjątkowo ważny. Z przyjemnością patrzę na wzorowo uporządkowaną, swobodną pozycje Mariusza w skręcie. Dziękuję więc Ani za to, że nam to piękno ruchu przekazuje a Mariuszowi za to, że wstawiając relację propaguje porządne narciarstwo. Oczywiście Mariusz jest również przykładem, że porządna wzorowa technicznie jazda nie może sprawiać przyjemności jak to często na forach w postach się czyta. Pozdrowienia serdeczne2 punkty
-
Obaj - czyli kto? @marionen i bałwanek? Mariusz, po przeczytaniu Twoich relacji ze Szrenicy postanowiłam, że w przyszłym sezonie koniecznie muszę tam zajrzeć - potrafisz skutecznie zachęcić. Zwłaszcza, że - jak by nie patrzeć - to chyba dla mnie najbliżej położony ON. Pozdrawiam.2 punkty
-
@marionen! Twoje relacje coraz bardziej mi się podobają! Super zdjęcia! Myślę, że filmik z Twojego dnia na Szrenicy byłby fantastyczny. Pomyśl o tym w przyszłym sezonie. Myślę też, że dużą przyjemnością byłoby zobaczenie twojej jazdy! Hala Szrenicka to zawsze była swego rodzaju perełka. Nie spotkałem jeszcze nikogo kto wypowiadał by się o Halce bez entuzjazmu. Bardzo fajne miejsce. Jeśli chodzi o sweterek to cóż można dodać - wymiata!!! ☃️2 punkty
-
zwyczajnie się nie opłaca uruchamiać ośrodka dla garstki skioszołomów2 punkty
-
No ale to kwestia marketingu i reklamy. Rok temu byłem w maju w Szczyrku i było sporo osób, na Kasprowym w majówkę też zawsze są tłumy (o ile jest pogoda). Większość ludzi nawet nie wie że na Pilsku są dobre warunki, a część z nich odstrasza ten orczyk na Miziowa. Bo może się okazać, że u góry jest śnieg, ale trzeba będzie zaiwaniac w górę i w dół z/do Szczawin.2 punkty
-
2 punkty
-
Dokładnie, to jest porażka tego ośrodka. Byłem tam we wtorek a warunki były rewelacyjne. Pomimo tego wszystko stoi zamknięte. Niewykluczone że do maja utrzymają się tam jakieś połacie śniegu i będzie się można jeszcze gdzieś pobawić :-)2 punkty
-
Ale wy macie pamięć ja z ubiegłych sezonów pamiętam jedynie, ze się ujeździłem jak dzik. Z pogody pamiętam tylko ze był śnieg.2 punkty
-
Prawda. Mimo że w tym co poprzednio napisałem chwaliłem obecny sezon, to jednak bardziej ze względu na powszechne ochy i achy niż to co sam myślę:). Szczerze mówiąc wolałem to co było w ubiegłym roku. Luty i marzec były chłodne, a marzec był najlepszym miesiącem sezonu. Pusto na stokach ale bez wszechobecnej w tym roku od lutego ciapy na trasach. Na Czarnym Groniu czy w Myślenicach do końca marca warunki były rewelacyjne. A potem od początku kwietnia nastało półroczne lato:).2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Do południa w poniedziałek 8 kwietnia można jeszcze zakupić MagicPass po najniższej cenie. Poniżej krótkie podsumowanie marcowego wyjazdu. 10 dni jazdy w marcu (w dniach 4-13). Pogoda tym razem dużo słabsza niż w lutym. Po trwającej nieprzerwanie 3 tygodniowej lampie akurat nadeszły zmiany w pogodzie. Podczas 10 dniowego pobytu kształtowało się to tak: 1 dzień lampa, 3 dni słońce z chmurami, 2 dni mocny wiatr oraz opad śniegu i słaba widoczność, 4 dni zachmurzenie oraz zmieniająca się widoczność w ciągu dnia. Odwiedzone ośrodki: 1x Grimentz - Zinal 1x Saint-Luc - Chandolin 2x Crans Montana 2x Vercorin 4x Anzere Dolina Rodanu, okolice Sionu Anzere Crans Montana Idealne okoliczności na obszerne skręty na dużej prędkości Trasa na którą zeszła lawina w lutym: Grimentz - Zinal Saint-Luc - Chandolin Vercorin VID_20190311_124359.mp4 To tyle w temacie Magic Pass w tym sezonie2 punkty
-
Wczoraj udało się trochę wcześniej wrócić do domu i o 15:10 już byłem w siodle. Pogoda taka sobie, ale bez wiatru i deszczu. Po 15 min byłem już w lesie. Po 1 godz. cieszyłem się jak dziecko będąc na nowym starcie przedłużonej ścieżki "Dębowiec" w kompleksie ścieżek Enduro Trails w Bielsku-Białej. Tym razem jednak chciałem bardzo zjechać moim ulubionym nieoficjalnym, ale zadbanym singlem " Cybrniok DH". Nie zawiodłem się. Chłopaki na wiosnę pięknie wyczyścili trasę z luźnych kamieni, gałęzi i liści, a także zmodyfikowali jej przebieg w dolnej części. Jest teraz nieco więcej "flow" 🙂 . Po pokonaniu nie obowiązkowego ostatniego bagnistego płaskiego odcinka i zjechaniu ścianki zameldowałem się na parkingu w Wapienicy. Jeszcze jazda wzdłuż Wapieniczanki, lotnisko i jestem w domu. Mój sezon "mountain bike" uważam za otwarty.2 punkty
-
Dzień 4 - Wołowa Kotlinka (Wołowy Grzbiet i Wołowcowa Przełęcz) No cóż i tym o to sposobem docieramy do ostatniego dnia naszej fantastycznej 4dniówki :-). Trzeba przyznać, że mieliśmy na prawdę niezłego farta, że trzy poprzednie dni były z tak kapitalną pogodą i prawie cały czas była lampa. Ostatniego dnia znowu wychodzimy ok 9 ze schroniska, ale tego ranka jakieś takie pustki. Standardowo robimy check detektorów, oczywiście wcześniej przy pakowaniu sprawdzaliśmy jeszcze funkcję Check Group i problemy z ustawieniem jej na detektorach Kamila i Wieśka. Tym sposobem wychodząc z schroniska wszyscy już mieli ustawione detektory na nadawanie, ja ustawiłem się parę metrów z przodu, przełączyłem detektor na check group, wystawiłem rękę do przodu i pokazałem chłopakom, że mogą kolejno przechodzić. Najpierw Kamil, beep... beep detektor zaczął pokazywać coraz mniejsza wartość, aż Kamil zbliżył się na 1,1m. Drugi Wiesiek, beep... beep detektor coraz bliżej, wartości lecą w dół i znowu na ok 1,2m. Ostatni Mariusz pro forma, ale nie ma beep... beep, chociaż stoi obok mnie, zerkam na mój detektor i myślę sobie, że może mi się już funkcja check group wyłączyła , Mariusz potwierdza, że przełączał detektor na nadawanie. Ale u mnie funkcja check group dalej włączona, więc Mariusz jeszcze raz wyłącza detektor i włącza, dioda u niego mignęła, a u mnie pojawia się beep... beep i wartość 1,2m - jest! Tym o to sposobem jeden nieaktywny detektor został wyłapany. Celowo się rozpisuje niby o tak błahej sprawie, aby uczulić i zwrócić uwagę. To tylko sprzęt elektroniczny i nie można pomijać żadnego etapu, nawet jeżeli wydaje nam się to nudne i że przecież każdy o sobie pamięta :-) Ruszamy szlakiem jak na Rysy, aż do Żabego Plesa, śnieg ze ścieżki w lesie został w nocy wywiany do gołego lodu lub trawy, co włącza pierwsza lampkę ostrzegawczą :-) Wiatr w lesie nie jest bardzo mocny, jedynie przeszkadzają porywy. Dodatkowo delikatnie sypie, ale to co leci z nieba to delikatne twarde zlodowaciałe kulki. Widać, że padający śnieg jest przewiany, więc pojawia się potwierdzenie tego co wcześniej zauważyliśmy. Dochodzimy do najstromszego fragmentu z podejścia doliną. Tutaj również widać, że śnieg jest mocno wywiany, zakładamy harszle i powoli zakosami pniemy się do góry. Podmuchy wiatru wzmagają się, w pewnym momencie wieje tak mocno, że zatrzymuje się i zapieram na kijkach. Mariusz, który był przede mną z 15-20m niknie mi z oczu, po kilkunastu sekundach pojawia się jego postać. Łapię szybko za aparat i pstrykam fotkę.. Po około 1,5h docieramy do stawów. Szlak na Rysy... pusto, ale grupa ok 5os, Słowaków idzie na próg Wołowej kotlinki. Zastanawiamy się czy podejść od tej strony co oni, czy uderzyć bardziej z prawej, więc kawałek podchodzimy w stronę stawów, ale ostatecznie odbijamy tak jak oni. Wiatr co jakiś czas mocniej wieje, a zmrożony śnieg kłuje po twarzy niczym akupunktura. Podchodzimy jeszcze kawałek, Słowacy robią postój na ok 1950m, wygląda tak jakby się szykowali do zjazdu i rezygnowali z wycieczki. Podchodzimy bliżej i jest dylemat czy iść z lewej czy z prawej... tutaj i tutaj stromo (ok 35-38st). Mariusz decyduje się wrócić do schroniska i poczekać na nas. Ja idę w prawo robiąc dłuższy trawers dochodzę prawie na przełączkę/grzędę, zatrzymując się na wypłaszczeniu przy kamieniu. Mówię chłopakom, żeby uważali przy trawersie bo jest trochę nawianego śniegu, niby nie dużo, ale lepiej przejść ten fragment pojedynczo. W tym momencie grupa Słowaków, przytracza narty i ruszają jeden za drugim gęsiego stokiem do góry, bez odstępów! Niby stoję przy kamieniu, ale teren nade mną jest jeszcze stromy tz. wypłaszacza się (strefa naprężeń), a to wcale nie oznacza super bezpiecznego miejsca. Więc podchodzę jeszcze jednym krótkim zakosem do góry na grzędę i stamtąd obserwuję Kamila i Wieśka. Wiatr w porywach staje się coraz mocniejszy, dociera do mnie Kamil i rozmawiamy o swoich spostrzeżeniach. Wiatr z kierunku N i NE powoduje, że w tych warunkach powinniśmy odpuścić sobie Wołowy Grzbiet, więc proponuje podejść wyżej, aby przejść próg kotlinki i zobaczyć jak wyglądają warunki w stronę Wołowcowej Przełęczy. Zostaje nam jeszcze mozolne robienie zakosów na grzędzie, co nie jest łatwym zadaniem, bo sporo skał, śnieg jest albo wywiany, albo nawiany niezwiązany więc warstwa 10-20cm się obsypuje. W końcu powoli docieramy do Wołowej Kotlinki, gdzie rzucają się nam w oczy nasze dwa cele, Wołowcowa Przełęcz, która jeszcze jest całkiem dobrze widoczna i Wołowy Grzbiet, gdzie wystają tylko dolne skały (nie widać przełączek) Jeszcze raz rozmawiamy z Kamilem o warunkach i ustalamy, że definitywnie odpuszczamy Wołowy Grzbiet, ale spróbujemy podejść na Wołowcową Przełęcz bo jak coś to tam raczej będzie wywiane. Jednak czekając na Wieśka, który ma problem z fokami, wiatr coraz bardziej zmaga się na sile, momentami trzeba kucnąć więc w porywach będzie max 70-80km/h (przy okazji mam małą przygodę z uciekającym kaskiem, muszę za nim biec na nartach z fokami i harszlami bez kijków :-P, ale na szczęście zlatuje do Wołowej Kotlinki kilkadziesiąt metrów niżej, a nie przez próg do Żabiego Plesa). Po chwili dociera Wieśiek, przedstawiamy mu plan, ale w tym momencie Wołowcowa Przełęcz niknie nam w chmurach i spada widoczność. Chmury z każdą minutą obniżają wysokość wpływając do doliny, a wiatr jeszcze mocniej wieje. Przy każdym szkwale przytrzymujemy swoje rzeczy. Spoglądamy na nasz cel, którego nie widać, potem na siebie i pada decyzja, że odpuszczamy. Znowu trzeba schować swoje męskie ego i dumę :-), 3dni lampy, ale góry musiały się przypomnieć... kto tutaj jest tylko gościem, a kto gospodarzem. Szybki przepak i zjeżdżamy... byleby tylko przestało wiać. Podjeżdżamy na skraj progu i ustalamy że zjeżdżamy pojedynczo, bardziej z prawej strony, aby nie jechać przy skałach Wiesiek na koniec spogląda na linię zjazdu, cóż spodziewaliśmy się więcej szreni, lub sprasowanego śniego... a tutaj zjazd był całkiem przyjemny, chociaż bardzo czujny bo w kilku miejscach jednak nawiane. Dalej szukamy zjazdów między kosówkami, aby nie wracać bo betonowych śladach podejścia. I o dziwo udaje się znaleźć wśród kosówek i mikrożlebików trochę nawianego śniegu, który jest bardzo przyjemny Docieramy do schroniska, przepak do plecaków szybki obiad i powoli żegnamy się z wspaniałą Doliną Mięguszowiecką. Tym razem chcemy sprawdzić zjazd asfaltem więc wracamy niebieskim szlakiem Udało się zjechać ok 4,5km :-) I jak "prawdziwi freerajderzy" kolejne 1,5km wracamy tak jak to "u nas" się śmiga... czyli z buta :-) Mapa trasy: https://www.endomondo.com/routes/695849463 To koniec tej wspaniałej dla nas przygody. Mam nadzieję, że tak jak ja kiedyś znajdywałem inspirację czytając cudze relacje, które spowodowały u mnie obranie właśnie takiej "drogi narciarskiej". To, być może ta relacja spowoduje, że ktoś... kiedyś... powie, że chcę coś podobnego przeżyć. I jeżeli Ty jesteś tą osobą, ale z jakiegoś powodu się wahasz... to jedyne co mogę Ci napisać to Just do it! :-) Dziękuję również chłopakom, Kamilowi, Wieśkowi i Mariuszowi za świetne towarzystwo i wspólnie spędzony czas :-) Pozdrawiam :-) Tomek2 punkty
-
2 punkty
-
Na Leskowcu działała jeszcze jakieś 10 lat temu bodajże ostatnia "wyrwirączka" w Polsce...1 punkt
-
1 punkt
-
Ja chyba jutro rano z Krakowa,będę wiedział popołudniu czy jadę.Jest miejsce bo raczej sam.1 punkt
-
Świetne fotki, aż żal d... ściska, że mnie tam nie ma. Może za rok do was dołączę.1 punkt
-
Małżonko Marcina@marcinn @keisyzrk milo było Was spotkać na tak pięknej górze1 punkt
-
I ja tak właśnie czynię, zwłaszcza że wszędzie głównie kiełbasa i mięso, którego staram się nie jeść, sery byle jakie. Wyjątek robię tylko zajadając się kiełbasą w Hiltonie, który grzech byłoby ominąć . A propos, Hilton podobno jest czynny w lecie w weekendy .1 punkt
-
Były może były zimy gorsze, ale ta jakaś rewelacyjna nie była. Na nizinach kiepsko ze śniegiem i mrozem. Natomiast w górach rzeczywiście większy opad niż w ostatnich latach, jednak praktycznie od lutego ciągła odwilż. W efekcie w uprzednim sezonie w lepszych warunkach niż w obecnie zakończonym jeździłem jeszcze na początku kwietnia na Cieńkowie i NO (przyszły jeszcze przymrozki wtedy).1 punkt
-
1 punkt
-
Ta dyskusja chyba obrazuje różnicę w podejściu do sprawy rodziców talentów ze Szwecji i w Polsce.Ci drudzy,znani mi w dużej ilości,o nic nie pytają,bo sami wszystko wiedzą najlepiej,i po początkowym okresie szkolenia klubowego zabierają dziecko i sami je trenują,bo niepowodzenia zwalają na trenera lub kolejnych trenerów.I stąd pewnie niedowierzanie niektórych kolegów,że ktoś może na poważnie zadawać takie pytania,bo ich wiedza o polskich rodzicach jest taka jak moja...1 punkt
-
1 punkt
-
Cześć Eskapadą tu chyba tego nazwać nie można ale dzisiaj z racji pięknej pogody pojechałem sobie na rowerze na południe. Miałem niewiele czasu i planowałem dojechać wzdłuż Wisły do ujścia Jeziorki ale później stwierdziłem, że podjadę jeszcze do promu w Gassach a jak ju z tam byłem to podjechałem do Góry Kalwarii bo tam jest taki fajny podjazd. Nie miałem czasu więc tylko znalazłem kosz coby butelkę po wodzie wyrzucić i wróciłem tą sama drogą. Niecałe trzy godziny przy pięknej pogodzie a gdzieś tam jeszcze zima i ekipa jeździ na deskach... Coś trzeba robić żeby nie było smutno. A smutno nie było bo wielu zabawnych rowerzystów widziałem. Pozdrowienia1 punkt
-
Zaczęli śnieżyć drugą trasę. No niech tam nie tylko ja jeżdżę na nartach i dla mniej wprawnych ta trasa jest potrzebna. Mam nadzieję, że mrozy pozwolą na dowalenie jeszcze na tej pierwszej porządnej pokrywy coby jeździć do kwietnia. Pozdrawiam.1 punkt
-
Wczoraj otworzyłem sezon lokalnie (na nartach byłem w tym sezonie 2 razy, ale w Kurzętniku pierwszy raz). Wystarczyły cztery noce z mrozem -3 -5 stopni i trasa zrobiona perfekcyjnie. Wielka pochwała dla włodarzy. Naprawdę nie spodziewałem się takiej jakości. Dwie godziny na HF i dziś to czuję w nogach jak po 18 na rolkach. Wyjeździłem się niemożliwie. Dziś powtórka. Mały minusik - na bramkach karnet nie pokazuje pozostałej ilości czasu. Trzeba się pilnować bo można z buta zaliczyć 550 m pod górę.No i ludków bez karnetów czyli gapiów na górną stację już nie wpuszczają. Z jednej strony to i dobrze. Z drugiej jakaś kasa gastronomiczna ucieka. Nie obczaiłem jeszcze lodowiska bo czasu nie było. Dziś z Jankiem sprawdzimy. Jeszcze jedno. Już wiem dlaczego na BSA taki dziadowski śnieg był podczas mojej wizyty. Ten śnieg a raczej kruszony lód jest ze Snow factory. Na Kurzej górce trochę było go przy stacji górnej gdzie się wypina z orczyk i zjeżdża na trasę. Reszta przykryta śniegiem z armat, który jest prawie taki jak naturalny. To dziadostwo nadaje się znakomicie na podkład a nie na górną warstwę. Ja w ogóle się od tego odbić nie mogę. Taki ze mnie narciarz zza klawiatury. Zdjęcia poniżej: Snow factory pracuje cały czas. No i jeszcze nadzieja taka, że zbiornik na wodę jest prawie pełen Pozdrawiam.1 punkt
-
Dziś z synem obadaliśmy co i jak z tą fabryką śniegu. Wygląda to imponująco. Wydajność 220 m3 na dobę 3 razy więcej niż w BSA. Maszyna pracuje ciągle. Na początek grudnia otwarcie. Foto poniżej. Pozdrawiam Wysłane z mojego Redmi 4X przy użyciu Tapatalka1 punkt
-
Byłem wczoraj wieczorem. Co prawda bez nart bo dopiero co z nich wróciłem. Na pierwszy rekonesans to wnioski takie: Wg właścicieli trasa ma 550 m długości. Na moje oko realne może przeszacowane o 10%. Naśnieżone niezbyt szeroko, ale mieli podobno problemy. Nachylenie idealne do ćwiczeń doskonalących jazdę. Wczoraj dożo oglądających. Obciążenie trasy przy pracującym jednym orczyku takie akuratne - rozsądne podejście zarządzających. Kolejka na 5 minut Wyznaczona jest jeszcze jedna trasa biegnąca dookoła z końcówką bardziej przechyloną. jak naśnieżą to pewnie drugi orczyk puszczą. Wypożyczalnia oblężona. Ceny: w tygodniu jeden wjazd 2 PLN, piątek - niedziela 2,5 PLN. Nie jest źle. Knajpa: Całkiem niezła,ale żarcie wali samym glutaminianem sodu, nawet nie próbowałem smakować. Jak na razie moje zdanie jest pozytywne,tym bardziej, że jest konkretny plan rozwoju o dalsze trasy i wyciągi. Pozdrawiam. PS Otwarte codziennie 9-211 punkt
-
Trzecie podejścieWziąłem buty takie, których nie szkoda w błoto.Muszę powiedzieć, że ktoś podszedł do tematu bardzo profesjonalnie. Naliczyłem siedem dużych armat śnieżnych, zbiornik na wodę pokaźnych rozmiarów. knajpa już stoi. Jeszcze są wykonywane drobne prace przygotowawcze. Na moje oko wystarczą dwa dni dobrego mrozu i stok gotowy do jazdy. Trudność stoku oczywiście niebieska długość ok 350 może 400 m. Do wyżycia się narciarskiego może niekoniecznie, ale do ćwiczenia jak najbardziej idealny. I to wszystko zaledwie 15 minut samochodem od mojego domu.Kilka fotek:1 punkt







