Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 11 Październik 2026
-
Rok
11 Październik 2025 - 11 Październik 2026
-
Miesiąc
11 Wrzesień 2026 - 11 Październik 2026
-
Tydzień
4 Październik 2026 - 11 Październik 2026
-
Dzisiaj
11 Październik 2026
-
Wprowadź datę
20.11.2020 - 20.11.2020
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 20.11.2020 uwzględniając wszystkie działy
-
Żeby jeszcze ta Wasza mityczna Bieńkula była kiedyś otwarta...Raz w życiu,w dziwnym roku 2019,udało mi się na nią załapać,gdy śnieg zasypał Szczyrk doszczętnie.Jakimś cudem organizatorzy Mistrzostw Polski Amatorów przewidzieli to i zaplanowali 2 eliminacje dzień po dniu ,szeroko reklamowane jako "najtrudniejszy gigant w Polsce" (Bieńkula) i "najdłuższy gigant w Polsce"(FiS ).I rzeczywiście,było tam co jechać przez prawie 2 minuty,albo i 3,a zawodnicy otwierali oczy szeroko,że coś takiego w Polsce istnieje,bo dotąd przewijało się tylko w legendach,że kiedyś tam... Ciekawe,czy to sie jeszcze kiedyś zdarzy...4 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
Lodowiec Stubai - to największy teren narciarski na lodowcach w Austrii. Przyjazny dzieciom oraz rodzinom ma także bogatą ofertą dla dobrze i bardzo dobrze jeżdżących narciarzy. Odwiedzjący, ten położony w centrum Tyrolu ośrodek, znajdą wspaniałe miejsce dla dzieci i początkujących, ale także potężny snowpark, czy trasy freeride. Do tego restauracje oferujące menu dla każdego od dzieci do smakoszy owoców morza. Do tego najwyżej w Austrii powożona fabryka pasty. Zapraszam na wyprawę po 5 lodowcach Lodowca Stubai.3 punkty
-
W skali skiturowej ( 0 - 6 ) najtrudniejsze trasy narciarskie w Polsce nie przekraczają stopnia 0 , max 0+ więc nie ma co porównywać dla narciarza jeżdżącego po stokach Bieńkula ma kolor czarny i dobrze bo taki powinna mieć. Tak samo dla turysty Orla Perć może być wyzwaniem a dla Taternika już niekonieczne3 punkty
-
Tak, to nowa oferta TMR. Będzie można kupić voucher, który wymienimy na skipass w podanych ośrodkach. Voucher będzie umożliwiał zakup skipassów w niższej cenie!3 punkty
-
W sezonie 2018/2019 w odstępach kilku dni jeździłem jedną i drugą trasą, o której tu dyskusja. Podstawowa różnica w mojej ocenie to ekspozycja, która dodatkowo potęguje wrażenie na TŁ. Bieńkula jest schowana w lesie (mam nadzieję, że jak ją przebudują to się to nie zmieni) a TŁ to trasa z pięknym widokiem na otwartą przestrzeń. W mojej subiektywnej ocenie, trasa czarna z TŁ jest kilka procent bardziej stroma (ale to dla fanów cyferek w aplikacjach), natomiast, to otwarta przestrzeń potęguje wrażenie. Bieńkula Tu Tatrzańska Łomnica.3 punkty
-
Nie narzucam, nie rozwalę systemu, nie twierdzę, że jestem lepszy czy gorszy, chciałem tylko zaznaczyć, że bez pługu też się da. Mały argument: pług w trudnych warunkach (wysoki śnieg, drastycznie nierówna trasa, poza trasą) może być niebezpieczny. A nie zawsze warunki są super, a trasy wyratrakowane. Dobra, z mojej strony koniec tego off-topu.3 punkty
-
Wszyscy tylko o procentach i mamy efekt Opiszę obrazowo - Bieńkula jest sakramencko stroma ale bezpieczna jak w dowcipie.2 punkty
-
O tym, że COS Szczyrk co roku coś tam poprawia w kontekście armatek (10 dużych i 3 mniejsze) już pisałem, ale widzę że w tym roku rozpisany jest też przetarg na 2 ratraki (duży i mały) oraz system do kontroli grubości pokrywy śnieżnej (wg. SIWZ do zainstalowania na dwóch ratrakach i 4 zestawy na quad/skuter śnieżny). Nie można więc powiedzieć, że się nie starają. Co roku jakiś tam elemencik jest usprawniany, choć wiadomo że nie są to takie budżety jak u Słowaków po sąsiedzku. Tu zrzut ekranu z BIP'u:2 punkty
-
Są 2 możliwości liczenia, obie poprawne, bo dla głównego zastosowania (czyli w transporcie kołowym), nachylenia rzadko przekraczają 20 stopni, a w takim przypadku różnica w wyniku w zależności od przyjętej metodologi jest pomijalna. https://pl.wikipedia.org/wiki/Pochylenie_podłużne Co do tras narciarskich, to wydaje mi się, że najstromszą trasą w Polsce jest(była) trasa K z Nosala. Średnie nachylenie 35%, a maksymalne ponad 37%.2 punkty
-
Ja dopiero co dostałam meila od Ptaka że ma informacje z ośrodka Kronplatz że 5 grudnia ma ruszyć sezon,akurat wtedy kiedy jest planowany wyjazd🤔2 punkty
-
Tam gdzie widać tą łąkę w kierunku Pegaza był kiedyś wyciąg talerzykowy. Taki lipny, ale był. To jest stok południowy, ze śniegiem tam gorzej. No ale ja pamietam dawne lata, śniegu wówczas raczej nie brakowało, no to się jeżdziło. Bywało tak na Azotach , dzisiejsza Arena, zrobiła sie kolejka, więc udawałem sie tam i karnecik, albo pół, jeździłem. Jak się przeludniło na Azotach, wracałem tam. Co się zaś tyczy samego wyciągu. Nie sięgał on do samego dołu, był mniej więcej na 2/3 długości stoku. Niżej, to znaczy w kierunku Pegaza, a konkretnie Czarnego Potoku nigdy tam nie zjeżdżałem, no bo i po co? Te moje jazdy na tym stoku odbywały się jakoś tak na początku lat 90, a kolej gondolowa ruszyła dopiero na sezon 97/98. Potem wyciąg ten stał nieczynny, długo stał. Co się zaś tyczy terenu pomiedzy Areną a Pegazem, podobno podzielony jest na wiele działek i ma wielu właścicieli. Stało się to po wybudowaniu gondoli, no i zagospodarowywaniu Czarnego Potoku, patrz Eris i inne ośrodki i knajpy. Kiedyś miałem okazję rozmawiać z prezesem ośrodka Azoty, jeszcze przed kupnem go i przemianowaniem na Arena, a ten mówił, że nie ma praktycznie żadnych szans na zbudowanie trasy w kierunku Pegaza. Po prostu sprzeczność interesów właścicieli poszczególnych działek. Jak do tego dołożymy plany przeprowadzenia obwodnicy Krynicy od ul. Słotwińskiej do Czarnego Potoku, no to o stoku narciarskim trzeba raczej zapomnieć definitywnie! Połaczenie pomiędzy Tabaszewskim a Areną, kiedyś były tak na dziko wyślizgane trasy pomiedzy tymi wyciągami. Zawsze jednak obowiązywały osobne karnety. Pamietam jak dawniej były kłopoty z parkingiem, bo był przy ul. Słotwińskiej, później zrobiono mały za cmentarzem, później wiekszy, a na Azotach nie było żadnego. Żeby nie zasuwać na Azoty, dochodziłem do Tabaszewskiego, kupowałem jeden wjazd, wciągałem się i na skuśke przez lasek i łąkę docierałem do Azotów. Kiedyś to mi się za bardzo nie udało. Byłem z kumplem, on był pierwszy raz, chciałem go zaznajomić z niuansami. Wtedy śniegu było od 1 do 1,5 metra. Wciągnęliśmy się Tabaszewskim, oczywiście wtedy orczykiem i przez las udaliśmy się na Azoty. I to był błąd. Po ok 100 m utkneliśmy w kopnym po pachy śniegu. Ja optowałem przedzierać się do przodu, kolega chciał wracać. staneło na moim. Nawet nie przypuszczałem że przedarcie się tak krótkiego odcinak zajmie nam ok 2 godzin. Ależ mnie kolega zemścił, do dziś mi to wspomina, i oczywiście wieczorne nasze godzenie się w knajpie (za jego pieniądze, a co, na bidnego nie trafiłem).2 punkty
-
Wygląda na to że Szczyrkowski w górnych partiach odpalił naśnieżanie , no chyba że to testy.2 punkty
-
Cześć Cześć Macie całkowitą rację Panowie. Tak porównują tylko Ci co fascynują się cyferkami a tak naprawdę trudny stok widzieli tylko na zdjęciach. Bieńkula - bo o niej mowa była - to trudny stok, posiadający swego czasu homologacje FIS na GS obu płci. W górnym odcinku po prawej na S ma spokojnie koło 35 stopni - ale to króciutki fragmencik. Cyferki to tylko cyferki. Zsuniesz się każdą trasą ale gdy Bieńkula będzie przygotowana zaprasza do szybkiej jazdy a jest trasą położoną prawie na całej długości w lesie, bez bocznych wybiegów i każdy błąd przy większej szybkości to możliwa kasacja. Zresztą osoby znające tema znają też pewnie historię zdarzeń na Bieńkuli. Jeździłem na Bieńkuli setki razy w każdych warunkach, na lodzie, muldach, po metrowym świeżaku lub po resztkach, na nartach zwykłych, na taliowanych nawet na baletkach i na narcie DH a także po pijaku z orczykiem pod kurtką i nigdy tam sobie nic nie zrobiłem ale jak ktoś mi zaczyna pisać, ze to trasa w ogóle to dla średniaka łatwa itd. to od razu czuję leszcza. Pozdrowienia2 punkty
-
Nie wiem czemu przy większym nachyleniu podaje się te procenty , kiedy przeważnie przewodnikach skiturowych są stopnie. W procentach nachylenie można liczyć po sinusie wtedy 45st to 71% lub tangensie 100%. W przypadku podjazdów rowerowych te różnice są niewielkie i wtedy nachylenie w procentach ma jeszcze sens. A zjazdu z Łomnicy nie ma co porównywać ten kto jechał to wie że po zjechaniu Góry to od Łomickiego Sedla do dolnej stacji to plac zabaw2 punkty
-
Skoro masz wyrobione zdanie i wiesz lepiej to goń się.2 punkty
-
Właśnie wtedy, kiedy Lombardia boleśnie doświadczała kryzysu epidemicznego, na stronach polskiego MSZ pojawiały się sugestie by nie wyjeżdżać na południe Europy, a Dolomiti Superski było na trzy dni przed zamknięciem swoich ośrodków, około godziny 2.00 wytoczyłem się z Opola, aby zameldować się na Okęciu nad ranem. Już na miejscu leniwie zebrała się ponad 20-osobowa ekipa z każdej strony naszego kraju. Mieliśmy wsiąść do samolotu i polecieć do Malagi. A dlaczego koniecznie z Warszawy? Ano, dlatego, że operatorem tego wyjazdu była Itaka i tak sobie Itaka ustaliła. Poza tym, że firma ta ma siedzibę w Opolu, które to Opole pożegnałem kilka godzin przedtem. Celem była Sierra Nevada, najbardziej na południe wysunięty ośrodek narciarski Europy z najwyższym szczytem Mulhacen- 3481 m. Nie jestem pewien czy ktokolwiek z własnej woli wybrałby się tam na narty, ale jako, że wyjazd był dedykowany i okolicznościowy, to cel podróży nie miał już szczególnego znaczenia. Okęcie: Lot trwał jakieś 3,5 godziny i już niedługo ukazała się hiszpańska ziemia i potem Malaga, trzeba przyznać, że pięknie położona: Z lotniska odebrał nas autobus i rozpoczęła się 4-godzinna jazda do samego Sierra Nevada. Strasznie się dłużyło, bo praktycznie każdy był po zarwanej nocy, a po drugie jazda autokarem po serpentynach nie należy do szczególnie ekscytujących. Natomiast widoki były iście wiosenne: Minęliśmy Grenadę i tak sobie w tej zieleni podróżowaliśmy, a towarzyską rozrywką stało się przewidywanie kiedy ukażą się jakieś stosownie zimowe widoki. Minuty mijały, metry wzniosu również, a jedyną różnicą otoczenia była tylko lekko blednąca i szarzejąca zieleń. Zegarki z wysokościomierzem niebezpiecznie zbliżały się pomiarami powyżej 1500 m n.p.m., a tu ciągle wiosna. 1600..., 1700, 1800, NIC! Nagle ostry zakręt i autobus się zatrzymał. Panie i Panowie, jesteśmy na miejscu, 2100 m n.p.m. Wyszliśmy i zobaczyliśmy kilka białych nitek nartostrad, aha, więc jednak będzie jeżdżenie. Pogoda taka trochę słaba, ale jutro na pewno będzie lepiej. I poszliśmy do hotelu: Na hotel wpływu nie miałem, bo tak stało w programie. Ale trzeba przyznać, że był bardzo w porządku. Bardzo, bardzo wypasiony fitness, trzy bieżnie i komplet dwunastu herculesów, czyli rowerków stacjonarnych. Na tablicy ogłoszeń zapraszano w czwartek na zajęcia indoor-cycling o 20.00, przyszedłem punktualnie, ale nikogo nie było. Jeżeli chodzi o jedzenie to było niemoralnie dużo i niemoralnie smacznie. Polecam i nie polecam. W pierwszym dniu było tak: Sytuacja z godziny na godzinę się pogarszała, by po 14.00 stać się zupełnie przyzwoitą. Tutaj zjazd na dół wzdłuż dwóch gondol: Generalnie samo miasteczko, a w zasadzie stacja narciarska położona jest malowniczo na zboczu tworząc amfiteatralną kaskadę połączoną krętą ulicą. Można też skorzystać z wewnętrznego krzesełka Parador I. Podobnie jak Val Thorens są tam hotele i różne inne miejsca do spania, restauracje, bary, kafejki oraz sklepy. Koniec, zero stałych mieszkańców. I to wszystko nazywa się Pradollano. Cały ośrodek narciarski można podzielić na cztery regiony. Borreguiles to górna stacja dwóch gondol wyjeżdżających z dołu. Główny punkt przesiadkowy, gastronomiczny i handlowy: W jego obrębie mieści się obszar dla szkółek narciarskich, dziecięcych ski-parków itd. Następnym jest jakby lewa ściana patrząc od dołu, która ma dwa główne krzesła (Stadium i Veleta), pod którymi jest kilka tras schodzących do Borregguiles i wspomnianego już wcześniej zjazdu na sam dół. Jeżeli chodzi o długość tras, to sprawa jest skomplikowana i o tym będzie później. Trochę poniżej tych dwóch kanap jest kilka, jeśli nie kilkanaście czerwonych nie za długich tras schodzących i łączących się w różnych miejscach z główną zjazdówką do stacji dolnej. Dwa ostatnie regiony są znakomite. Loma De Dilar, kompleks poważnych, kultowych w środowisku free ski-parków z kilkoma trasami, na których to akurat podczas naszego pobytu rozgrywany był Puchar Świata w snowboardzie: Na koniec zostawiam Laguna De Las Yegulas. Rozległy trochę przypominający alpejskie lodowce obszar narciarski z długimi trasami i jego górna część, gdzie jest najwyższy punkt, gdzie można dotrzeć na nartach. To trochę poniżej szczytu Veleta 3398 m n.p.m. Docieramy tam orczykiem Zayas: lub krzesłem Laguna: Spod Velety w sprzyjających okolicznościach można zobaczyć Morze Śródziemne. Podaję, do wierzenia. Tam naprawdę je widać: Ogólnie rzecz biorąc ośrodek jest dla wszystkich. Głównie czerwone i niebieskie. Najwięcej czarnych jest na spadzie łączącym tę część ski-parkową ośrodka z główną trasą w dół. Jest tez ciekawa ścianka, chociaż krótka, obok anteny: KIlka fotek: Najlepszy moim zdaniem fragment ośrodka: Jedna z czarnych tras wbijająca się w nartostradę do dolnej stacji: Najbardziej typowy obrazek- jeden człowiek na trasie: C Classic landscape: A to moje towarzyszki: Tym kiedyś się wciągało: Antena od tyłu: Gastronomia nie jest oczkiem w głowie ośrodka: Akcja zima: W kwestii śniegu trochę wyjaśnienia. W pierwszym mglistym, rekonesansowym dniu jakoś nie było to aż tak wyraźne, natomiast przez pięć kolejnych pogoda była piękna z ostrym słońcem i mrozem w nocy. I już w drugim dniu pokazało się to niezbicie, że jeździmy tylko, tylko po sztucznym śniegu. Póki krawędzie były ostre, był fun, w dwóch ostatnich dniach jak jeszcze w nocy mroziło mocniej mieliśmy juz do dyspozycji lodowisko, zwłaszcza w tej alpejskopodobnej części, gdzie na trasach było może 30 osób. Ludzie z obsługi uświadomili nas, że każdy gram śniegu, każda śnieżynka pochodzi ze sztucznego naśnieżania. Podobno w sezonie 2018/19 sypnęło dwa razy po półtora metra i mieli z głowy. Ale tym razem wszystko było sztucznie naśnieżone. Trasy były betonowe, natomiast wszystko off-piste było jednolicie lodowe. Mały wyskok poza trasy skończyłby się zapewne zjazdem po lodzie do któregoś z kilku zbiorników retencyjnych. Tymczasem wspomniana na początku nartostrada na sam dół już od około 12.00 była wytopiona, dziurawa, z płatami hamującego szlamu. No cóż, nie można mieć wszystkiego. Jeszcze trzeba wspomnieć o długości tras. Tutaj rodzi się kłopot, bowiem w tym ośrodku nie ma długich tras jako takich. Są dziesiątki kawałków po kilkaset metrów, do których dołączają inne, te z kolei dzielą się na mniejsze, jest masa skrzyżowań. Nie wiem jak długi jest najdłuższy wariant z samej góry na dół. Przewiduję, że ma około 6 kilometrów. Ale trzeba siąść z mapką i mozolnie liczyć. Aha, i jeszcze każda z tych fragmentów tras ma swoją nazwę i jest ich ponad 120. Koncepcja puszczenia się na pełny gar ze świadomością, że za kilkaset metrów trasa łączy się z inną i potem jeszcze wpada w inną, musiała być bardzo mocno temperowana. W końcu do domu daleko. Oczywiście, że Sierra Nevada jest dla nas egzotyczna, ale raczej tylko w kwestii odległości. Z mojego, italianofilskiego punktu widzenia brakowało mi espresso i gastronomii na włoską modłę. Zamiast Prosecco jest Cava, da się żyć. Natomiast narciarsko ani lepiej, ani gorzej. Na pewno można się wyjeździć po sufit. I pod tym względem bardzo polecam. Można sobie też wyskoczyć autobusem do Grenady. Ale jeżeli ktoś targa przez pół świata narty po to, by stały w narciarni...1 punkt
-
Tak! Do tej pory nie byłem nigdy na Stubaiu 😮 Odwiedziłem wszystkie lodowce w Austrii ale nie ten, do dzisiaj I? I muszę Wam napisać, że bardzo mi się podobało! Inny niż pozostałe, z urozmaiconymi trasami, rozległy i posiadający dużą ilość tras. Widoki z najwyższych miejsc ON - zachwycające, sięgające włoskich Dolomitów. Nawet sama dolina jakby inna, bardziej zielona i otoczona wieloma malowniczymi wodospadami (może jutro uda się sfotografować?). Warunki jakie dzisiaj były do nartowania - doskonałe! Duża ilość śniegu, lekki mróz i słoneczko. Od jutra czynne będą również skrajne wyciągi i trasy (dzisiaj były przygotowywane) po wschodniej i zachodniej stronie terenu. Nim zawitałem na Stubai, to z Polski dochodziły do mnie i do @JC niepokojące sygnały... że COVID zamknął turystykę w tym regionie Austrii... i na szczęście okazało się, że te informacje mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. Czerwona strefa nie obejmuje doliny (dotyczy Innsbrucka), a samych chorych jest tutaj, razem ok 20 osób (dane na wczoraj) na cały rozległy teren doliny z wieloma miejscowościami. Wg mojej opinii jest tutaj o wiele bardziej bezpiecznie niż w Polsce. Oprócz tego jest masa środków ostrożności, które dają w ośrodku poczucie bezpieczeństwa. Jakie one są? Te same co w Polsce: maseczki w pomieszczeniach zamkniętych i na wyciągach (mogą być buffy i kominy), dezynfekcja rąk, ograniczona liczba korzystających z wyciągów. Oprócz tego - w restauracjach kierowanie ruchem do stolików przez kelnerów i dodatkowo rejestracja korzystających z gastronomii (papierowa, bądź elektroniczna - kod Qr). Generalnie jest spokojnie. ...no ale wróćmy na trasy. Stubai, to nie jeden, lecz kilka małych lodowców "spiętych" w jeden teren narciarski. Ile ich jest? Jak dobrze naliczyłem, to 5 - jeśli źle, to poprawcie mnie proszę. Ilość narciarzy jaką dzisiaj zastaliśmy była niewielka, a popołudniu, podobnie jak na innych lodowcach, które odwiedziliśmy, gdy treningi zakończyły szkółki i teamy narciarskie - pustki 😮 Tak więc byłem na wszystkich lodowcach w Austrii... pewnie zapytacie jak bym je ułożył pod względem atrakcyjności? Zastanowię się by napisać o moich własnych odczuciach i preferencjach, generalnie jest to fajny temat do dyskusji. Widok w stronę Dolomitów - piorunujące wrażenie!!! Miód dla oczu... Może to i dobrze, że nie pojawiłem się tutaj wcześniej? Nagrodą za moją opieszałość jest jazda w górę i w dół nową, tutejszą gondolą. Szkoda, że na razie nie da się zjechać na nartach na sam dół, do parkingu. Przygotowane trasy (na dole jeszcze dosyć mało śniegu i ciepło) są do stacji pośredniej, powyższego wyciągu. Tutejsze schronisko zachęca do odwiedzin tego miejsca w sezonie letnim: Świetne przygotowanie tras i masa naturalnego śniegu Myszkowałem aparatem na dużych przybliżeniach i wypatrzyłem niesamowity lodowiec i szczyt. Czy ktoś jest w stanie napisać, co to są za punkty na mapie? Oj można było pokręcić carvem, oj pokręciłem trochę z radością na twarzy Na szczęście nie będę musiał długo czekać by ponownie zażyć tras narciarskich na Stubaiu Jutro ponownie tam zawitamy z Jackiem! Głównym celem będą trasy i wyciągi, których dzisiaj nie mieliśmy okazji objechać. Zachęcam Was do obejrzenia dość sporej ilości zdjęć z dnia dzisiejszego - wiszą już w galerii, na forum, pod poniższym linkiem: Niebawem postaram się uzupełnić niniejszy wpis na blogu, o kolejne fotografie i opisy. Tym czasem... ...po tych kilku dniach na nartach? Nogi bolo!!! Pozdrawiam marboru1 punkt
-
Kilka lat temu zrobiłem bardzo podobną wycieczkę na skiturach, ze zjazdem do Czarnego Potoku tą dawną trasą. Po wyciągu obok Erisa został jeszcze ślad w postaci budki z napisem "Kasa" i zachowanym cennikiem, albo jego fragmentem :). Pamiętam ten wyciąg jak jeszcze na początku XXI wieku stał w tym miejscu, ale nigdy nie widziałem żeby działał. Typowy talerzyk, prawdopodobnie typu "Polsport", jakich w tamtych czasach było wiele w tych okolicach. Nie mam pojęcia do kogo należał, ale raczej nie miał nic wspólnego z wyciągami Azotów. Sama trasa to taka dobra niebieska, zdecydowanie do zjechania dla średnio zaawansowanego, nawet w obecnym, nieprzygotowanym stanie. Przy dobrej pokrywie polecam spróbować jak ktoś lubi skitury, albo ogarnie sobie powrót z Czarnego Potoku Faktycznie to stok południowy, ale wydaje mi się że to nie główny problem, bo śnieg się tam mimo wszystko utrzymuje długo. Widać wyraźnie że na części terenu ktoś prowadzi jakąś szkółkę czy hodowlę iglaków, słowem działka ma inne przeznaczenie. Od znajomego, związanego z dawnymi "Azotami" słyszałem, że sytuacja własnościowa tych gruntów jest "skomplikowana", a i hotel Eris nie za bardzo jest przychylny inwestycjom narciarskim w swoim najbliższym sąsiedztwie.1 punkt
-
1 punkt
-
Wiślański Skipass największą jego atrakcją jest możliwość zmiany stacji narciarskiej w ciągu jednego dnia, planuję jazdę na wyciągach z połączeniem wycieczek skiturowych , np. start Stok(Kiczera) w Wisła Jawornik i trochę jazdy na kanapach , później trawers górą na Soszów tam jazda na kanapach, później z Wielkiego Soszowa zjazd na Przełącz i tura na Skolnity , a tam jazda na kanapach i zakończenie dobrą kolacją w Wiśle - mam nadzieję że gastronomia ruszy, a jak nie też damy radę. Wisła wręcz zachęca do prostych wycieczek z nartami.1 punkt
-
Jak dla mnie możesz je mierzyć nawet w woltach!1 punkt
-
oczywiście jest to : wielkość opisująca różnicę wysokości między dwoma punktami drogi odniesioną do odległości dzielącej te punkty. https://pl.wikipedia.org/wiki/Pochylenie_podłużne1 punkt
-
Podstawowa definicja jest jedna. Przy wartościach 2-3% różnica jest pomijalna (na n-tym miejscu po przecinku), a l jest łatwo mierzalne. Jeśli jednak mówimy o nachyleniu stoku, to przy 45 stopniach (100%)- błąd jest koło 30%!1 punkt
-
Nie jestem "ekspertem", w każdym razie takim co roku na wykładach. Mam certyfikat/legitymację, ale nie jestem zawodowym stałym instruktorem, który żyje z tych lekcji. Dla mnie to bardziej hobby/misja - choć podchodzę do tematu maksymalnie profesjonalnie i podopiecznych niezwykle szanuję. Ale też od nich wymagam! Bo potem są moją wizytówką. Stąd moja co najmniej lekka niezależność. Nauczyłem jeździć (moim zdaniem dobrze i ... w miarę szybko) na nartach wiele osób i to one mogą się wypowiadać, czy ich nauczyłem, czy nie! Nie dogadamy się z moim "przeciwnikiem" na forum i tyle. Nie sądzę też, że wspólna linia świadczy o fachowości. Zobacz, co jest dziś z lekarzami w sprawie covidu, jedni mówią tak, inni inaczej, ale jednak nikt nie protestował przeciw 100% podwyżki za pracę przy covidzie, a do mediów biorą tylko tych, co wieszczą katastrofę i pouczają, że szczepionki muszą być obowiązkowe, bo inaczej wszyscy umrzemy i to do miesiąca. Moja znajoma wynajęła instruktora (za grube pieniądze na godziny). Facet wyczuł bogatą klientkę i tak sukcesywnie się jej pytałem o postępy. PO 7 wyjeździe mówi, że "może już wkrótce wyjadą wyciągiem na górę! Ale za to instruktor jest świetny, bo podchodzi do niej psychologicznie i ją chwali". Do k.. n..., jakbym się tak certolił z moją grupą uczniów, to po tygodniowym obozie nikt by nic nie umiał. Ale się facetowi nie dziwię, po prostu ... skutecznie wyciągał pieniądze, a - to potwierdzam - na biedną nie trafiło. Teraz już naprawdę skutecznie kończę ten off-top. Pozdrawiam wszystkich zapalonych narciarzy. Obyśmy w ogóle mieli sezon, a jak już, to udany!1 punkt
-
Nakazy maj być takie ze w kolejkach do wyciągów, na wyciągach i gondolach maski (zawsze jedzę w kominiarce więc bez problemu) i w knajpach dodatkowo też. O obostrzenia się nie boję niech będą, i słusznie! (wczoraj byłem na pogrzebie kolegi 34lata tylko COvid i żadne dodatkowe choroby ) ważne żeby była możliwość wjechania do Włoch i jeżdżenia. Nic więcej nie oczekuje, Nawet mogą pozamykać restauracje.1 punkt
-
No właśnie. Tam z górnej stacji Slotwin da się do Jaworzyny na nartach pozatrasowych, uporządkować pod delikatny skitur i byłoby już super...1 punkt
-
No tak... wiesz, ja nikomu nie bronię trzymać się ojcowizny, nie zawsze rachunek ekonomiczny jest najważniejszy. Ale tam, choćby w tej wspomnianej „małej skali” aż się prosi. Oba ośrodki mają zalety, których brak temu drugiemu, jakby połączyli siły... kiedyś próbowałem przebić się z Areny na Ski - ciężko szło, bo nie miałem nart pozatrasowych, ale miejsce naprawdę z potencjałem, piękny klimacik, już nie ma drzew tam właściwie (dobrze ze nie ma płotu 😁 ).1 punkt
-
1 punkt
-
Nie wiem, czy "pijesz" do mnie, gdy pisałam, że na takiej trasie poradzą sobie objeżdżeni zaawansowani, w typowych warunkach. Jeśli tak, to jednak proszę, żebyś nie przeinaczał sensu mojej wypowiedzi. Natomiast jeśli zdarzyło Ci się jeździć po pijaku na nartach, drogi Mitku, to raczej nie ma się czym chwalić . Choć nie wątpię, że jesteś narciarzem ekspertem.1 punkt
-
Klasyka. Ja o zupie a kolega... Ranking robił ktoś nie znający w ogóle tych tras i realiów (nie wiedział nawet, że Bieńkula to Bieńkula od polany oczywiście). Zestawienie robione przy pomocy linijki jest bez wartości. Pozdro1 punkt
-
Dlatego lepiej pochylenie podawać w stopniach.1 punkt
-
1 punkt
-
Cześć Nie prostujemy, czytamy i się dobrze bawimy. Pozdrowienia1 punkt
-
Nie wiem czy zauważono i czy ja Sobie być może przydżumałem, ale na gopass pojawiła się poszerzona oferta ośrodków austriackich (m.in. Heiligenblut, Inerkrems) a nawet Włochy -3Zinnen. Czy to oznacza że na kartę nabiję w domu te ośrodki? To jakaś szersza współpraca?1 punkt
-
no właśnie jak sam uczyłem to było super a jak za Twoją radą oddałem w ręce instruktorów to jest coraz gorzej1 punkt
-
1 punkt
-
Moim zdaniem dobre na słabą zimę, wiosnę, jesień i nie za ciepłe lato - rozumiem, że to wersja bez ociepliny.1 punkt
-
Gdyby w Alpy liczyli tylko na dobrych narciarzy, to juz dawno poszli by z torbami.1 punkt
-
W Szczyrku trasy są dłuższe niż 500m. Poza tym w TMR zwykle kolejki są w góre i w doł, więc w zasadzie cały czas się w nich stoi. W dół jedynie trochę szybciej się przesuwa.1 punkt
-
Dzień piąty - Reiteralm Wyróżniam dwa typy narciarzy: Optymiści szukają stale nowych miejsc, licząc, że gdzieś tam będzie jeszcze lepiej. Pesymiści obawiają się zmiany miejsca, bo tam może nie być tak fajnie. Dziś do ostatniej chwili walczyli w nas pesymista z optymistą. Na szli była kiepska prognoza pogody na piątek i obawa że na Planai będzie więcej ludzi i nie da się tak fajnie pojeździć. Zwyciężył pesymista. W poprzednie dni z 1 był wydzielony pas z ustawionymi dwoma gigantami dla trenujących. Nie miało to większego wpływu na korzystanie z tej trasy. Dziś z gondoli zobaczyliśmy środkiem reszty trasy ustawiony Super Gigant. Przypuszczając, że trasa będzie zamknięta (nawet jeśli jeszcze nie była), cały ranek spędziliśmy na 5. Na posiłek udaliśmy się do tej samej knajpy kiedy już nie miałem sił dociskać nart w skręcie i zaczynałem się wozić. Na tym płaskim odcinku ze zdjęcia spod knajpy, tym razem minęliśmy ratowników przy pracy. Po paru minutach przez to samo okno co na zdjęciu oglądaliśmy jak śmigło zabiera pechowca. To był pierwszy widziany przez nas wypadek podczas tego wyjazdu. Tak się zastanawiam czy ten gość w knajpie śmieje się ze nie (że wysiadłem), czy ubolewa na tym zabranym? Po posiłku wróciliśmy na 1 gdzie po SG pozostał tylko niebieski śnieg. Na trasie giganta trenował samotnie jeden zawodnik (najwyraźniej z wyższej półki) - zjazd (warto było popatrzeć), skuterem w górę i na dół. Dzień zakończyliśmy znów na szczycie przy dźwiękach zaczynającego się "party time" (tym razem jeszcze nie zaczęto tańców). Ciekawe czy imprezowicze wracają tędy? Na koniec widok na wschodnią część doliny - kierunek Schladming.1 punkt
-
Dzień 4 - Wczoraj tak nam się super jeździło, że wracamy do Reiteralm O 8 siedzimy już w gondoli w towarzystwie dwu gości z obsługi któregoś teamu. Nie mieli oznaczeń, ale gadali ewidentnie po włosku. Przed górną stacją gondoli cały tłumek z kilku ekip i my - jak z innej planety. Po oznaczeniach na kombinezonach rozpoznałem "German team", 'Rasian team", "Ski team of Austria". Na 1860 metrach witamy wschód słońca. Większość towarzystwa koło nas wygląda tak: Znów szalejemy na 1 i 5. Po 11 tej jak wczoraj przybywa ludzi. Niby nie ma tłumu, ale już nie pojadę sobie bezpiecznie pełnym ciągiem na krawędzi. Wpadamy więc na małe co nieco do knajpki przy 2. Drugą część dnia postanawiamy spędzić zwiedzając. Zjeżdżamy 2a na sam dół i najpierw gondolą potem krzesłem wciągamy się na Hochwurzen. Najpierw 31 dojemy do dołu - podoba się Ewie, więc powtarzamy. Trasa nieco węższa jak 5, ale dało by się super pojechać gdyby było puściej. Potem zjeżdżamy jeszcze 33 do dołu. Na sprawdzenie wariantów pośrednich 35/32 nie mamy już czasu. Wciągamy się z powrotem na górę i 31 plus 40 wracamy do dwuosobowego bardzo wolnego krzesełka na Reiteralm. Pozostaje nam tylko zjazd 4 do samochodu. Wszystkie stoki "4 Berge" mają północne nachylenie co sprawia, że utrzymują się znacznie lepiej niż by to wynikało z panujących temperatur. Jednak ma to też i złą stronę. Jest nią oświetlenie stoku. Tak w okolicach 16 szczególnie w dolnych partiach (w lesie) brak kontrastu i ogólnie słaba widoczność. I tak 4 jechaliśmy na wyczucie, ale po gładkim stoku. Nawet zdjęcie nie bardzo chciało wyjść.1 punkt
-
1 punkt
-
Dziś lampa od rana więc - Kuhtai. O 9tej nie było nikogo chętnego do jeżdżenia. Na stoku po lewej jakieś młodziki trenowały na gigancie. Przez ponad godzinę ten prawy północny stok (blisko 2km dł/ 500m wys) mieliśmy tylko dla siebie. Ludzi na stoku przybyło dopiero przed 11tą, kiedy słońce podniosło się wyżej i oświetliło drugą stronę dolinki. My też przenieśliśmy się na słoneczko. Większość stoków w Kuhtai to czerwone trasy o długich solidnie nachylonych ( jak na czerwone oznaczenie) zjazdach. Można się najeździć na fula.1 punkt
-
Cały lodowiec Tiefenbach był dzisiaj zamknięty. Ratrak blokował wjazd do tunelu. Cała masa ludzi waliła jednak na górę, a potem część próbowała wrócić czarną 31. Bardzo przyjemny stok, ale nie dla każdego (dość stromo, choć miękki dziś śnieg trzymał dobrze). Miękki śnieg i tłumy ludzi sprawiły, że stoki szybko zostały zdegradowane. Po południu najłatwiejsze były czarne trasy A to widok z Gaislachkogl ( podobnie jak u Maikela). W centrum widoczna kotlinka to Hochgurgl'e. Na zbliżeniach widać stacje i same wyciągi.1 punkt
-
Dziś nareszcie zmiana pogody. Jednak dojazdy do Soelden i Kuhtai rano zamknięty, pozostał nam tylko Hochoetz. Z rana jeszcze słaby kontrast ale koło południa było już super. Dla porównania z dniem wczorajszym - widok z okna kwatery zrobiony dziś po powrocie. Miejscowi też pracowicie spędzili dzień i udrożnili dojazd do Soelden i gurgli. Na razie zamknięty pozostał jeszcze dojazd do Kuhtai. Jutro startujemy do Soelden i liczymy że w ciągu dnia otworzą drogę do Kuhtai.1 punkt
-
1 punkt







