Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. tanova

    tanova

    VIP


    • Punkty

      19

    • Liczba zawartości

      2 774


  2. Zagronie

    Zagronie

    VIP


    • Punkty

      13

    • Liczba zawartości

      511


  3. Jeeb

    Jeeb

    Użytkownik forum


    • Punkty

      11

    • Liczba zawartości

      4 980


  4. Lexi

    Lexi

    Użytkownik forum


    • Punkty

      10

    • Liczba zawartości

      3 902


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 07.01.2021 uwzględniając wszystkie działy

  1. Szesnasty lipiec. W nocy minęliśmy Zagłębie Donieckie, Rostów, potem Don i teraz nasz pociąg pędzi w stronę Morza Czarnego. Świetnie się mi spało. Robimy wspólne śniadanie, zapijając to znakomitą herbatą, którą robi Miszka, czyli nasz konduktor. Wydaje się nawet być sympatyczny, choć wspomnienia awantur na Dworcu Kurskim, przed samym odjazdem, trochę mącą ten obraz. Jest ich - to znaczy konduktorów – dwóch. Pod opieką mają jeden wagon, składający się z pierwszej i drugiej klasy i samowar. Palą w nim dwa razy dziennie-rano i wieczorem, gotując wodę na herbatę. Za oknem przesuwa się nizina kubańska, pokryta polami słoneczników. Słoneczniki-jak w filmie włosko-rosyjskim z okresu drugiej wojny światowej „Słoneczniki”. A właściwie to w filmie były takie, jakie tu są. Zły los rzucił Włochów na te dalekie, od ich ojczyzny, tereny, aby tu ginęli. Skojarzenia ma się jednak inne. Na mniejszych stacjach do pociągu wychodzą wiejskie kobiety. Sprzedają pomidory, kiszone ogórki, gotowane, młode ziemniaki na sztuki. Ziemniaki w wiaderku, okraszone tłuszczem, wyglądają nawet apetycznie. Kto sobie życzy, może dostać nawet pieczoną kurę. Gorzej jest z opakowaniami, ponieważ mają do dyspozycji jedynie codzienną prasę radziecką. Po południu mamy być nad Morzem Czarnym. Ale tymczasem mamy masę roboty. Dopasowywanie butów, przyszywanie gumek do ochraniaczy przeciwśnieżnych na buty. I całe mnóstwo drobnych prac. Zostawiliśmy to na okres jazdy pociągiem, bo nie mieliśmy na to czasu, a w pociągu można to wszystko spokojnie zrobić. Krajobraz staje się coraz mniej monotonny. Pojawiają się pierwsze wzgórza. Zaczyna się pogórze Kaukazu. Wzgórza, a właściwie małe góry, są pokryte lasem. Trasa pociągu wije się coraz bardziej. Pojawiają się pierwsze tunele. Na niektórych szczytach widać małe skałki. Mapa terenów, przez które jedziemy zmieniła kolor z zielonego na czerwony. Niezauważalnie mijamy przełęcz i pociąg zjeżdża w dół. Jesteśmy w Tuapse. Jaskrawo biały dworzec i malutkie palmy na peronie. Już bardzo blisko powinno być morze. Ledwo pociąg ruszył, pojawiło się kilka dźwigów i basen portowy. Pociąg skręcił w lewo i jedziemy tuż nad brzegiem morza. Morze jest przeźroczyste i zapewnie chłodne - dla nas, bo w korytarzu wagonu, z którego go oglądamy-upał. Tor dzieli od morza wąski pasek kamienistej plaży, wypełniony teraz tłumem ludzi. Ach, jak przyjemnie byłoby ponurkować wśród nich, z maską i płetwami. Przypominają mi się śliczne plaże Bułgarii, do których tłukliśmy się po dwie doby pociągiem przez Ukrainę i Rumunię. Siedząc w wagonie, gdzie się tylko dało. O wiele póżniej Jugosławia, ale Syreną. Raz świeżo po remoncie silnika. Pod Donowaly na Słowacji musiałem wyjąć jej „gril” i modlić się,by dojechać jakoś na przełęcz. Silnik się szybko docierał i przy okazji gotował. Potem mieliśmy Malucha. Do podróży z synkiem był w sam raz. Doszedłem do mistrzostwa, w upychaniu w nim setek potrzebnych i nie potrzebnych rzeczy. Ale spanie w nim i tymi rzeczami, to już zasługiwało na medal olimpijski. Ryśka wzdycha teraz do Bułgarii, a jeszcze kilka tygodni temu nie chciała o tym słyszeć. Tylko Iran i Iran. To są chwilowe emocje. Znikną, jak tylko odjedziemy od morza. Przecinamy co chwila małe krótkie rzeki, wypływające z pobliskiego Kaukazu, który staje się coraz wyższy. Niedaleko od brzegu leży wrak statku, który osiadł na mieliźnie. Po łańcuchu kotwicznym wdrapują się na pokład poszukiwacze przygód. Za chwilę następny wrak, dosłownie przy samym torze. Może to pozostałości jeszcze z wojny? Ludzie, masa ludzi. Każdy kawałek tej kamienistej plaży jest zajęty. Tu można leżeć tylko na pneumatycznym materacu, albo też na specjalnych pomostach, postawionych dla wygody plażowiczów. Soczi. Uroczy biały budynek dworcowy i palmy, teraz już znacznie większe. Chodzę po peronie, sądząc że kupię jakieś owoce. Nie ma nic. Ruszamy dalej. Góry jeszcze wyższe. Kopulaste szczyty wznoszą się jeden nad drugim, pokryte szczelnie lasem. Jedziemy jakby wśród ogromnego parku. Palmy, figi i pinie. Nieznane mi drzewa o liściach podobnych do liści akacji, pokryte są całe delikatnym, różowym puchem. I ciągle mamy przy sobie morze. Jasne przy brzegu, dalej ciemno-niebieskie. Może uda nam się tu kiedyś przyjechać. Kilka tygodni posiedzielibyśmy w Kaukazie, a później tu nad morzem. Na razie to łatwiej jest nam wyjechać do Iranu, niż do Wielkiego Brata. Adler, Leselidze, Gagra - to nazwy stacji, które kolejno zostają za nami. Jesteśmy już w Gruzji. Napisy na budynkach stacyjnych pisane są, nieznanym nam, alfabetem. Suchumi. Ciepły wieczór. Spacerujemy po peronie. Lekka bryza porusza koronami palm. W głębi ciemnieje Kaukaz. Pociąg jedzie dalej. Rozświetlone domy na górskich stokach. Jesteśmy już w Kolchidzie, bajecznej i mitycznej dla Greków krainie, którzy tu się zapuszczali w czasach starożytnych. Jednym z miejsc na ziemi, gdzie można by było umieścić raj. Na północy krainy potężny Kaukaz, chroniący przed dalekim, zimnym oddechem Oceanu Lodowatego. Na południowym wschodzie Mały Kaukaz. Też potężna zapora, ale przed suchym i ciepłym wiatrem z pustyń Środkowego Wschodu. Tylko na zachód jest ta kraina otwarta - w stronę Morza Czarnego. Morzy mnie sen. Jeszcze bronię się przed nim, mając nadzieję, że jak wyjdzie księżyc, to w jego blasku błysną gdzieś w głębi śniegi najwyższych szczytów Kaukazu. Sen jest jednak silniejszy. Ryśka już śpi. Nastawiam budzik na godzinę w pół do piątej. O piątej rano mamy być w Tbilisi. Chciałbym zobaczyć to miasto i ona też.
    8 punktów
  2. Też się wybieram do Szwajcarii na trasy, nie lubię pisać przed ale chyba już do weekendu nic się nie zmieni, mam nadzieję 🙂 Planowałem Szwajcarię wcześniej, więc corona mnie tylko do tego zmusiła. Jedziemy z córką do Jungfrau. Ooo jak się cieszę na ten wyjazd, chyba jak pierwszy raz w Alpy do Val di Sole 🙂
    6 punktów
  3. Swoją drogą obecny sezon i ta huśtawka nastrojów w Austrii, Włoszech i Francji, to gigantyczna i darmowa kampania promocyjna dla Szwajcarii. Wiele osób, które tego kraju dotychczas nie brały pod uwagę jako miejsca na narciarski urlop, pojedzie, przetrze ścieżki, spodoba im się i wrócą, nawet jak już nie będzie pandemii.
    6 punktów
  4. Dzisiaj miałem pierwszą wyprawę skiturową. Narty majesty superwolf z wiązaniami pionowymi. Buty roxa. Kpl z wypożyczalni ale praktycznie nowy. Narty ekstremalnie lekkie przynajmniej dla mnie. Pochodzenie pierwszy raz, więc nie komentuje. Zjazd szokująco dobry. Nawet trochę w puchu przy FIS udało się przejechać, i narta szła zupełnie inaczej niż moje 2 pary do Free. Lekkość prowadzenia zadziwiająca. Na pewno wezmę je jeszcze raz. Wiązanie pinowe, któremu nie ufałem delikatnie poprawilo notowania. Nic się nie wypięło. Reakcja bardzo dobra, i szybka. Choć na każdym płacie lodowym miałem dreszczyk emocji czy nie puści. @christof mój kompan do wszystkich challangów jak zwykle na medal😀 spoko ponad 13km w nogach, wyjscie z parkingu o 7 co było mega dobrym wyborem. Zobaczymy co będzie dalej.
    6 punktów
  5. Mam nadzieje ze za parę dni zapomnimy o tym temacie i pojedziemy na narty, ale póki co jest jak jest wiec taki wątek ma racje bytu. Mam pod ręką taka małą górkę na którą się wdrapuje ile razy tylko mam ochotę zerknąć na "prawdziwe" góry. Leskowiec (bo o nim mowa) jest tak fajnie położony ze z jednej strony - ze schroniska - można podziwiać odlegle góry a z podejścia od północnej strony widać poprzez drzewa stok na Czarnym Groniu .. W niedziele naprawdę przyjęła taka liczbę ludzi ze aż strach się bać 😵. Cala masa ludzi poszła w góry poślizgać się po leśnych ścieżkach. Wielu się przekonało ze nawet tak nisko czasem nie ma żartów. Bliskość Wadowic zobowiązuje wiec ciężko tu znaleźć drzewo na którym nie wisi jakaś kapliczka czy choćby obrazek.. zapewne @tankowiec nie chowałby aparatu - dla fana kapliczek prawdziwa uczta 😉 Może to nie Czomolungma ale warto tu wpaść..
    5 punktów
  6. Dzisiaj pomykałem po podhalańskich stokach. Razem ze mną pomykała znaczna liczba zawodników. Patrząc na ich różnorodne techniki, doszedłem do wniosku, że restrykcje licencyjne się na Podhalu nie przyjęły, podobnie jak prawo budowlane, konwencje antyprzemocowe i inne nieszczęścia, którymi od czasu Goralenvolk próbowano ujarzmić tę niesforną społeczność...
    5 punktów
  7. Odkrywanie zapomnianych miejsc, pełnych historii, to coś co uwielbiamy robić. Dzisiaj przenieśliśmy się do VIII wieku i liznęliśmy nieco chlubnych lat, gdy w Polsce stworzono akt prawny, który stał się wzorcem dla wielu państw i narodów - Konstytucję 3 Maja. Góry Świętokrzyskie nadal pokazują nam, jak mogą być piękne, ciekawe i z punktu widzenia historii, jak były ważne. Ruszyliśmy na szlak w szóstkę Ja z Paulą, Andrzej z Martyną, Ania i Gosia - super ekipa! Pierwszy cel? Ruiny pałacu Hugo Kołłątaja, jednego z twórców wymienionego wyżej dokumentu. Wólka Kłucka, zapomniana przez świat wioska...i taka perła architektury i historii 😮 Spójrzcie: Niestety z budowli pozostały jedynie ruiny Gdzieś w internetach wyczytałem, że jest projekt odnowienia i odbudowania obiektu. Oby osobom, które o to walczą się powiodło! Wnętrze budowli przypomina stos cegieł i kompletnie upadło. Coś, co przykuwa wzrok, to kolumny... ...są niesamowite, monumentalne i w dobrej kondycji. Trzymam kciuki, by ten obiekt nie przepadł w odmętach historii i teraźniejszości. Wokół obiektu park: Po pół godzinnym zwiedzaniu, ruszamy w stronę naszego dzisiejszego szlaku, do miejscowości Kuźniaki. Już tutaj kiedyś byliśmy. W tym miejscu rozpoczyna się główny, czerwony szlak świętokrzyski. Wówczas naszym celem były Perzowa Góra i Sieniawska. Na blogu "Nogi bolo" znajdziecie na ten temat wpis "Świętokrzyskie ścieżki nieznane". Tym razem ruszamy w przeciwnym kierunku, szlakiem niebieskim. Po minięciu urokliwej rzeczki, Łososinki... ...wchodzimy do lasu i już zaraz za wsią, na początku szlaku, trafiamy na niewielkie wzniesienie pełne skał. Klimatyczne miejsce i na dodatek ktoś tutaj najwyraźniej zrobił sobie szałas 😮 Ciekawe, czy nocował? Po wypiciu ciepłej herbatki ruszamy na dalszą wędrówkę. Jest mokro, jest błoto, ale jest również głusza, cisza i piękny las. Po kilku kilometrach trafiamy nad Wierną Rzekę Tak, tak - to ta sama, z kart zapisanych przez Stefana Żeromskiego Piękna! Pewnie jeszcze ładniej tutaj wiosną, latem gdy atakuje zielone. Przechodzimy przez drogę asfaltową i teraz nasza ścieżka prowadzi skrajem lasu. Widoki? Proszę Tak, tak - za laskiem jest cel naszej podróży Góra Dobrzeszowska. Duże przestrzenie międzyleśne, to również zaraz masa ambon. Na jedną z nich się wdrapuję Ekipa: Widok w stronę, z której przyszliśmy: Zbliżamy się, zbliżamy... ...a widoki z jednej i drugiej strony w klimacie GŚ Wchodzimy ponownie do lasu. I docieramy do Rezerwatu. Zbliżamy się do sanktuarium naszych przodków i klimat robi się mroczny 😮 Ostatni fragment podejścia jest dość eksponowany (aparat wypłaszcza): Wspinacze I jesteśmy. @Mitek, @mifilim tysiące kamieni poukładanych w wały, bramy, ołtarze ofiarne, stanowiska na olbrzymie ogniska rytualne... wiedzieliście, o takim miejscu? Dla wszystkich podaję link - warto poczytać o pracach archeologów i ich tutejszych odkryciach. O GÓRZE MILCZENIA – Strawczyn od Nowa Wiślanie, ofiary dla Bogów - jakich? Świątynia pustki, ciemności i milczenia... Magiczne miejsce. Ślady niczym po cywilizacji majów 😮 A to tylko nasi przodkowie z roku 796, a pewnie i z wcześniejszych lat... Gdyby @Bumerwówczas się urodził, albo ja? To być może złożono by nas w ofierze Przynajmniej mnie, bo Andrzej pewnie byłby kapłanem Trzy wały po ponad 200 metrów, w okręgach, z tysięcy kamieni i monolitów, wysokie (ostatni na ok 2 metry)...a teraz? Po prawie 1300 latach? Kupa kamieni i tajemnicze, widoczne okręgi... Ekipa w świątyni: Oraz na szczycie liczącym sobie 365 m npm Klimaty... Zielone mchy tu teraz rządzą. Ostro jest również z drugiej strony grani: Tablica informacyjna na temat stanowiska archeologicznego: Na tym kamieniu składano ofiary? Idziemy dalej. Wychodzimy z mroku i mgły, z tajemniczego miejsca i wychodzi słońce - tak jakby coś się zmieniło... Jak w bajce!!! Jeszcze może dwa kilometry i docieramy na skraj lasu. Przed nami wieś Gruszka oraz widoczek na wzniesienia, po których biegnie dalej niebieski szlak w stronę miejscowości Sielpia Wielka. W tym miejscu zawracamy. Chwilę rozmawiamy o tutejszym starciu wojsk niemieckich z oddziałami partyzantki AL z września 1944. 1200 Polaków i Rosjan przeciwko 6000 Niemców. Wynik starcia? Poległych hitlerowców 200, z drugiej strony 50. Bitwa pod Gruszką – Wikipedia, wolna encyklopedia Proszę, oto widok... Pora na obiad Wszyscy strasznie zgłodnieli. Ruch i świeże powietrze robią swoje. Co jemy? Tradycyjnie. Po wypaleniu patyków z prowizorycznego ogniska oczywiście wszystko porządnie gasimy i zakrywamy liśćmi. Miejsce zostawiamy w takim stanie, w jakim je zastaliśmy. Ruszamy do ostatniego już dzisiaj punktu wartego odwiedzenia - wieży. Niestety jest to obiekt, który leśnikom służy do obserwacji lasu (pożary) i jest zamknięty Ruszamy w drogę powrotną i przyśpieszamy kroku, by nie wracać po ciemku. W okolicach góry ponownie mgła i klimat grozy... Fotka w kukurydzy: Spojrzenie na Górę Kuźnicką... ...i to jest znak, że kończy się nasza, kolejna przygoda w Górach Świętokrzyskich. To był świetny dzień, w super towarzystwie! Niebawem wrócimy na tutejsze szlaki, bo już są takie plany Pozdrawiam serdecznie marboru
    4 punkty
  8. Po 15 stycznia wjazd z Polski do Szwajcarii dalej bez kwarantanny i bez testów. https://www.covid19.admin.ch/de/international/quarantine?mapZoom=europe
    4 punkty
  9. może ktoś wie czy toalety są płatne z kartą gościa?
    4 punkty
  10. Piętnasty lipca. Słychać stukanie do drzwi. To konduktorka chodzi po wagonie i budzi pasażerów. Za chwilę terkocze budzik. Zaspani, przecieramy oczy. Tak, to już trzecia godzina. Świetnie mi się spało. Zaczynamy pakowanie. Niewiele powyciągaliśmy z plecaków, a zabiera nam to prawie godzinę. To częściowo wina tłoku. Pięć bębnów, cztery duże plecaki i cztery osoby w jednym przedziale. Jacek spał kilka przedziałów dalej. Konduktorka zwraca nam bilety, które nam zabrała w Brześciu. Od pół godziny jedziemy przedmieściami Moskwy. Brzask. Pociąg wolno wjeżdża na Dworzec Białoruski. Po peronie bagażowi jeżdżą malutkimi wózeczkami na trzech kółkach. Na dwa takie wózki wchodzi cały nasz dobytek. Prosimy, żeby podjechali do postoju taksówek bagażowych. Jedziemy przez obszerny plac przed dworcem, w stronę jakiegoś pojazdu, który przypomina mikrobus. To ma być taksówka bagażowa? Kierowca zwęszył interes. Chce dziesięć rubli do Dworca Kurskiego. To za dużo. Wytargowaliśmy sześć. Jeszcze Ryśka skoczyła rozmienić dziesięć rubli na drobne. Posiadanie drobnych jest ważne, bo na świecie istnieją bardzo częste zwyczaje nie wydawania reszty, mimo umówionej kwoty. Jedziemy, przed tym zapłaciwszy bagażowym cztery ruble, za podwiezienie wózkami. Szerokie moskiewskie ulice. Puste. Moskwa jeszcze śpi. Dworzec Kurski. Szybko wyładowujemy nasz bagaż i ustawiamy to wszystko na chodniku przed dworcem. Pierwsze wrażenie-ogromny budynek dworcowy. Ściany ze szkła. Ale co u licha! Wzdłuż czołowej ściany na chodniku, leżąc na gazetach, śpią dziesiątki ludzi. Twarze tych osób są doskonałym potwierdzeniem faktu, że Związek Radziecki jest krajem wielonarodowościowym. Widok ten jest w pewnej sprzeczności z moją świadomością o ZSRR, kształtowaną przez tak zwane „źródła informacji” od chwili, gdy nauczyłem się czytać. Spojrzawszy na to okiem człowieka dorosłego i bez uprzedzeń-to znacznie lepiej jest spać nawet na gazecie, niż męczyć się całą noc na ławce. Najlepiej o tym wie ten, kto miał okazję z takich, czy innych powodów przespać noc na dworcu kolejowym. A poza tym co robić z tą całą masą ludzką, ze wszystkich republik, która przyjeżdża codziennie do Moskwy. Hotele dla wszystkich? Absurd! Po tych pierwszych przelotnych wrażeniach zabieramy się do roboty. Robię szybko-bo podobno nie wolno-„rodzinne” zdjęcie na tle dworca. Nie mieliśmy dotychczas czasu, aby się wszyscy razem z naszym ekwipunkiem sfotografować. Teraz poszukamy Inturistu, gdzie powinien spokojnie leżeć nasz telegram o zarezerwowanie miejsc w pociągu do Dżulfy i gdzie zrealizujemy nasz voucher. Niestety życie bez kłopotów byłoby zbyt piękne. Nie ma żadnego Inturistu na Dworcu Kurskim. Informacja uzyskana w Inturiście w Warszawie, że jest takowy na tym dworcu okazała się bzdurą. Pociąg do Dżulfy, owszem, jest dzisiaj, o dziewiątej czterdzieści pięć, peron trzeci. Nasz voucher zrealizujemy w Inturiście na Placu Rewolucji. Wszystkie te informacje uzyskujemy w informacji kolejowej. Zbliża się szósta. Dworzec coraz bardziej się zapełnia. Robi się coraz cieplej. Jest już nawet prawie duszno. Krótka narada. Co robimy dalej. Musimy najpierw przenieść nasz bagaż na peron trzeci. Poszukiwania za bagażowym nie przynoszą rezultatu. Tu na perony dochodzi się skomplikowanymi tunelami. Do których, aby zejść, trzeba przemierzyć plac pod dworcem, a potem zejść po schodkach. Bagażowi działają tylko we wspomnianych tunelach. Tak, że korzystając z bagażowego, musielibyśmy sami przenieść nasz bagaż większą część drogi na peron i w dodatku zapłacić. Przeniesiemy sami. Z plecakami uporaliśmy się szybko. Gorzej będzie z bębnami. Dobrze, że mam nosiłki. Niosę pierwszy bęben. Ciągnie mnie potwornie do tyłu. Gdy dochodzę na peron, zaczynają mi się uginać nogi. Jeszcze muszę przenieść jeden, a następne przeniosą Janusz i Jacek. Bębny mamy na peronie, plecaki też. Ryśka zostanie z bagażem. Ja z Jackiem pojedziemy na Plac Rewolucji. Elżbieta i Janusz kupią coś do jedzenia na drogę. Chce nam się wszystkim bardzo pić. Jest duszno. Odkrywamy na dworcu automaty ze świetną, gazowaną wodą. Za kopiejkę woda czysta, za trzy - z sokiem. Niestety nikt nam nie chce rozmienić pieniędzy. Na szczęście Jacek ma jeszcze z Polski parę kopiejek i to nas ratuje z opresji. A teraz pojedziemy obydwaj na Plac Rewolucji. Jacek jest moim „cicerone”. Voucher jest wypisany na moje nazwisko. Na Plac Rewolucji jedziemy metrem. Jak mieliśmy się okazję później przekonać, to znakomity środek lokomocji. Pięć kopiejek wrzuca się do szczeliny, jak w automacie telefonicznym, bramka się otwiera i można wejść do podziemi Moskwy. Za te pięć kopiejek na upartego można tam przebywać cały dzień, przemieszczając się z jednego końca na drugi tego ogromnego miasta. Jeszcze raz, niestety, jesteśmy ofiarą błędnych informacji. Inturist na Placu Rewolucji jest, ale nic nie wskazuje, że tu sprzedają bilety kolejowe. Ktoś nam radzi, aby iść na Prospekt Marksa. To niedaleko, pójdziemy piechotą. Przed sobą mamy Plac Rewolucji. Po drugiej stronie mury Kremla. Nie wiem dlaczego, ale zawsze wydawało mi się, że Kreml powinien być na wzgórzu. Widać słynne baszty kremlowskie a na nich pięcioramienne ogromne czerwone gwiazdy. Z tej odległości wydają się być niewielkie. W głębi widać jakąś śliczną cerkiew z mnóstwem kolorowych kopuł. To na Placu Czerwonym-mówi Jacek. Zaczekaj-mówię. Zrobię sobie zdjęcie. Mam nadzieję, że jak kupimy bilety to się z godzinkę powłóczymy po Placu Czerwonym. Przechodzimy obok Teatru Wielkiego. Fronton teatru w remoncie. Nie ma tu Inturistu. Mieści się w hotelu „Metropol”. Teraz sobie przypominam, że gdzieś tą nazwę słyszałem. Może to chodziło o hotel „Metropol” w Warszawie. Nie wiem. Krążymy dookoła budynku. Wszystko zamknięte. Gdzie się zrealizuje ten przeklęty voucher. Dzisiaj jest sobota i dzień dla moskwian wolny od pracy. Ale chyba Inturist pracuje? O może tu! Na szybie są namalowane wagoniki. Już stoi kolejka ze sześć osób. Ale co to? Otwarte od dziewiątej! A my mamy pociąg o dziewiątej czterdzieści pięć. Nikła nadzieja, że zdążymy. Sześć osób przed nami i w dodatku nie wiadomo dokładnie, czy to tu. Jesteśmy z Jackiem zrezygnowani. Nie ma sensu stać i tak nic nie załatwimy. Odkrywam w pobliżu automaty z wodą sodową. Jacek grzebie w kieszeni i wyciąga jedno i trzykopiejkówkę. Będą dwie wody. Pojawia się Janusz z Elżbietą. Mają do nas pretensje, że nie stoimy w kolejce. No, dobrze, staniemy, tylko że w dłuższej, bo już urosła. Musimy się kogoś spytać, gdzie realizuje się ten voucher. Ktoś z obsługi otwiera drzwi i zastawia je krzesłem. Jednocześnie pojawia się milicjant. Zwrócił uwagę na nas wcześniej, niż zdążyliśmy się go spytać. Co my tu robimy? Pada pytanie. Myśmy chcieli kupić bilet do Teheranu i tu pokazujemy mu voucher. Pierwsza brama-pada odpowiedź. Zbliża się ósma. Idziemy do tej bramy. J i E tu byli, ale nie sądzili, że tu można kupić bilet do Teheranu. Tu też już jest kolejka. Jak tylko otworzą drzwi to wtargniemy pierwsi do środka. Innego wyjścia nie mamy. Gra idzie przecież o cały tydzień. Dziś, albo w przyszłą sobotę? Zajmuję strategiczna pozycję przed zamkniętymi drzwiami wejściowymi. Czekający, będący wcześniej przede mną, nie protestują. To dobrze. Czekam tu z Januszem. Elżbieta - którą boli żołądek i Jacek gdzieś sobie poszli. Otwierają się drzwi i milicjant, podobny do poprzedniego, zastawia je krzesłem. My chcemy bilety do Teheranu, czy to tu? Tak, to tu. Tylko gdzie sprzedają? Pomieszczenie jest duże, a my nie możemy sobie pozwolić, aby chodzić później i dopytywać się, gdzie sprzedają bilety.. Jak ten czas potwornie wolno i jednocześnie szybko - myśląc o godzinie odjazdu pociągu - leci. Wolno, bo czekamy na godzinę dziewiątą, od której zaczną tu pracować i szybko, bo do odjazdu pociągu zostało nam niewiele ponad godzinę. Zaczynają się schodzić pracownicy Inturistu. Zaraz za drzwiami zajmuje miejsce młoda dziewczyna. To na pewno informacja. Wykorzystując chwilę, gdy nasz cerber w policyjnym mundurze gdzieś się zawieruszył, wpadam do środka i pokazuję dziewczynie voucher, pytając gdzie to się załatwia. Wskazuje ogólnie kierunek. Ale dopiero o dziewiątej. Oczywiście! I wycofuję się na moją strategiczną pozycję. Do bramy wjeżdża duży samochód ciężarowy. Wywołuje to małe zamieszanie i cała kolejka się przemieszała. Nieźle, dla nas, bo może nikt nie wpadnie na myśl, że podeszliśmy. Ustalamy najkrótszą drogę na Dworzec Kurski. Biegiem do najbliższej stacji metra. I na szczęście to tylko jeden jego przystanek. Pięciokopiejkówki na metro ściskam cały czas w kieszeni. W ręce trzymam voucher i bilety z Warszawy do Dżulfy, bo może będą potrzebne, za chwilę. Dziewiąta! Krzesło się odsuwa i wpadamy z Januszem do środka. Mamy szczęście. Trafiliśmy na właściwą kasę, tylko…, że ona nie zdąży wypisać biletu. No, nie! Wyciągamy nasze oklepane argumenty, że przecież nie będziemy siedzieć w Moskwie do przyszłej soboty. Zabiera się do roboty, tylko musimy dopłacić czterdzieści pięć rubli. A więc jednak pierwsza klasa z Dżulfy do Teheranu. I tak na tym dobrze wyszliśmy, bo dopłacamy zamiast po dziesięć dolarów, jak żądano w Warszawie, tylko po dziewięć rubli na osobę. Pojawił się Jacek z Elżbietą. Proponujemy im, aby jechali na Dworzec Kurski, gdzie siedzi przy bagażach Rysia i przenieśli nasz dobytek w pobliże wagonu do Dżulfy. Świetnie się dziewczyna spisała. Jest dwadzieścia po dziewiątej i mamy bilety. Oby tak pracował nasz krakowski Orbis. Teraz wszystko zależy od naszych nóg. Do odjazdu pociągu zostało niecałe dwadzieścia pięć minut. Biegniemy do metra. Widok w Moskwie chyba nie często spotykany. Bieg w dół po ruchomych schodach. Nadjeżdża metro. Wchodzimy do środku i za chwilę wyskakujemy na stacji Kurskaja. Skaczę po dwa, trzy stopnie do góry po ruchomych schodach. W ferworze przebiegam, zamiast przez wyjście, przez automatyczne wejście do metra. Słyszę tylko silny trzask zamykających się automatycznie ramion. Urządzamy z Januszem sprinterski slalom między ludźmi. Pomyśleć- jeszcze kilka godzin temu na Dworcu Kurskim było spokojnie a teraz przewalają się tłumy. Trzeci peron. Pociąg już stoi. Za pięć minut odjazd. Bagaż też stoi, w tym samym miejscu, co stał. Jacek z Elżbietą przyszli dopiero przed chwilą i ktoś, wyglądający na kolejarza, powiedział im, że wagon do Teheranu jest z tyłu pociągu. Pobiegli tam, ale okazało się, że to był wagon do Ankary. Do Teheranu jest z przodu pociągu. Przenosimy błyskawicznie nasze trzysta kilogramów. Są dwa wagony, ale tylko do Dżulfy. Nie do Teheranu. Dobra! Może być do Dżulfy. Konduktor wagonowy ogląda bilety. Nie pojedziemy-stwierdza. Jak to nie pojedziemy! Kupiliśmy dopiero bilety w Inturiście. Zaczynamy się na niego wszyscy wydzierać. Nie pojedziemy, bo miejsca, które mamy wypisane na bilecie, on ma zajęte.(Tu trzeba przyznać, że mieliśmy trochę szczęścia, otrzymując miejscówki do Dżulfy). Atmosfera robi się gorąca. Do akcji włącza się dyżurna peronowa. Telefonuje do Inturistu. Jak zwykle w takich przypadkach, nie może się połączyć. Prosimy konduktora sąsiedniego wagonu, który jedzie tylko do Erewania, aby nas wpuścił. Dalej sobie jakoś poradzimy. Zrozumiał naszą sytuację-wsiadajcie! W takich przypadkach ciężary kilkudziesięciokilogramowe stają się dziwnie lekkie. I za chwilę wszystko ląduje w wagonie. Pociąg rusza. Pojawia się Janusz. Wszystko się wyjaśniło. Inturist -prawdopodobnie w pośpiechu- pomylił się. Przenosimy się do tego wagonu, do którego mieliśmy wsiąść. Wagon jest prawie pusty. Konduktor nagle robi się słodziutki. Niech cię diabli! A przed chwilą zostawiłby nas na peronie, nie zastanawiając się. A może wiedział co robi? Licho go wie! Jedziemy! Marzyłem o tej chwili. Właśnie najbardziej o tej, że będę siedział w wagonie Moskwa-Teheran. Tu kilka słów wyjaśnienia- sądziliśmy, że jak wsiadając w Moskwie do wagonu, dojedziemy nim do Teheranu. A jak było w rzeczywistości - to później. Jak to dobrze, że człowiek szybko zapomina złe chwile. Wszystko, co się działo dosłownie przed momentem, staje się nieważne, odsuwa w tył. Oglądamy ciekawie przedział. Pierwsza klasa. I rzeczywiście pierwsza klasa. Klimatyzacja, prysznic i perspektywy znakomitego wypoczynku przez cztery dni. Zajmuję z Rysią przedział dwuosobowy, który posiada łóżko piętrowe, pod oknem stolik a obok niego fotel. Z przedziału bezpośrednio wchodzi się do łazienki, gdzie jest umywalka, prysznic i sedes. Łazienka ma połączenie z sąsiednim, identycznym przedziałem, gdzie jedzie Janusz z Elżbietą. Drzwi do łazienki z przedziałów są wzajemnie blokowane. W takich luksusach jeszcze nie podróżowaliśmy. Jacek jako samotny dostał za towarzysza podróży jakiegoś młodego człowieka, który jedzie na wczasy do Kirowakanu. Pociąg opuszcza Moskwę. Upychamy nasze rzeczy. Plecaki na górę. Bębny pod stolik. Teraz prysznic. Jesteśmy brudni i spoceni. W Moskwie też potrafią być upały. Dowód na to mieliśmy dzisiaj rano. Ktoś- już nie pamiętam kto - odkrywa, że konduktor robi herbatę. Zamawiamy po dwie. Są mocne i gorące. Duże szklanki stoją w metalowych koszyczkach, z szerszą podstawą. Lubię taką herbatę. Jest świetna. Równie dobry jest nastrój naszej piątki. Za oknem pociągu krajobraz podobny do naszego Mazowsza. Tak więc wygląda Rosja. Według mapy rzeka, która teraz widzimy, to Oka. Rzeka Oka, płynie jak Wisła szeroka… Tak nas uczono w dziecięcych latach. Była wtedy czysta i szumiała jak Wisła. Dzisiaj też jest podobna do Wisły, bo równie brudna. Miasto Tuła. Stąd pochodziły słynne samowary tulskie. Orzeł, Kursk. Miasta, które są związane z najbardziej ponurym okresem w historii ludzkości-drugą wojną światową. Po drodze, z okna pociągu, oglądamy jeszcze pogrzeb kołchoźnika, jadącego w trumnie na samochodzie ciężarowym. Nieboszczyka poprzedza niewielki tłum jego pobratymców. Cały ten pochód otwiera chorąży ze sztandarem w barwach narodowych i czerwona gwiazdą na szczycie. Tak nam upłynął kolejny dzień podróży do Iranu.
    4 punkty
  11. Tego nie wie nikt, nawet sami Włosi. Aktualny status wygląda następująco: Autonomiczna prowincja Bolzano (czyli m.in. Val Gardena, czy Kronplatz) ogłosiła możliwość otwarcia stoków od 18. stycznia, niezależnie od regulacji narzuconych przez rząd centralny W związku z powyższym ośrodek Val Gardena ogłosił start sezonu na 18. stycznia Jest to prowincja przy samej granicy z Austrią, więc jest nadzieja, że w jakiś sposób będzie dało się tam wjechać i pojeździć na nartach, niezależnie od tego co wymyśli sobie Rzym. Powyższe dotyczy jedynie prowincji Bolzano, nie dotyczy autonomicznej prowincji Trento, która razem z nią tworzy region Trentino-Alto Adige/Trentino-Sueditrol - z informacji przeczytanych we włoskim internecie wynika, że władze autonomicznej prowincji Trento są znacznie mniej skore do "postawienia się" rządowi centralnemu, więc szanse na podobny scenariusz tam nie są wcale wysokie. Bardzo mocno na wszystkich szczeblach lobbuje Dolomiti Superski. Nadal nie wiadomo jak dokładnie będą wyglądały zasady "kolorowych" stref po 15. stycznia. Nadal pojawiają się wiadomości o możliwości wprowadzenia w całych Włoszech strefy "czerwonej" na weekendy, czy też zakazu przemieszania się pomiędzy regionami (a w przypadku Trentino-Alto Adige, również prowincjami) również w "najłagodniejszej" strefie żóltej. Nastroje na włoskich forach narciarskich są raczej sceptyczne - najmocniej wybija się opinia, że rząd zrobi wszystko by nie dopuścić do otwarcia wyciągów, a tam gdzie mu się to nie uda, to do przemieszczania się pomiędzy regionami.
    4 punkty
  12. Oddam jak w temacie rozmiar M użyte sporadycznie w paru verticalach skiturowych. Stan idealny. Dobre do szybszych podejść albo na wiosenne wyprawy. Takie jak te: https://www.ekosport.eu/dynafit-pant-racing-dst-u-blk-15-p-1-18864.html Preferowani aktywni Forumowicze. Żeby uspokoić Kolegę @surfing kupiłem "S" - kę i coś tam spróbuję podziałać Parę fotek: ps. preferowany odbiór osobisty, możliwa "dostawa" w Beskidy. Pozdrawiam mirekn
    3 punkty
  13. ..podobno płatne ale Ty twardy jesteś... rozchodzisz..😉
    3 punkty
  14. Nie wydaje mi się, żeby tegoroczna popularność Szwajcarii przełożyła się na długotrwałą podwyżkę cen. Czytając doniesienia medialne widzę, ze Szwajcaria też straciła i jest bardzo dużo wolnych miejsc w hotelach, nie przyjechali przecież Brytyjczycy, w innych krajach też mobilność jest ograniczona Czytając inne grupy, ta tutaj jest wybitnie rozsądna i nie opierająca się na mitach, widzę głęboko zakorzenione przekonanie, że 'Szwajcaria to narty dla bogatych'. Myślę, ze wyjazdy w Aply generalnie nie są z gatunku budżetowy camping pod namiotem, a do Szwajcarii trzeba nieco dołożyć, może 10-15%, z pewnością nie są to ceny typu trzykrotność wyjazdy do Austrii czy Włoch, co też zdarzyło mi się przeczytać. Trzeba samemu poszukać, policzyć i wtedy widać jak to wyglada. Natomiast obecnie dla mnie to jest decyzja typu dołożyć te 15% czy nie pojechać w Alpy w ogóle, albo w ogóle do przerwy wielkanocnej.
    3 punkty
  15. Od 9 stycznia otwierają ośrodki w kantonie Zurych. Nie są to duże stacje, ale zawsze jakaś dobra wiadomość .
    3 punkty
  16. Minister kultury, dziedzictwa narodowego i sportu Piotr Gliński przekazał w mediach społecznościowych, że trwają prace nad odmrożeniem sportu masowego w dobie pandemii koronawirusa. "Dobre spotkanie" - napisał polityk. .....w PL też dobre info, hmmmm
    2 punkty
  17. Można zapomnieć o narciarstwie w UE alpejskiej w tym sezonie . Miejscowi coś tam pośmigają, turystyczni mogą zapomnieć . Ballada o otwieraniu zamykaniu nie ma końca . Osoba odpowiedzialna za ten bajzel informacyjny powinna zostać wysłana na Sybir i szczoteczka do zębów odśnieżać miejscowym lokalne drogi .
    2 punkty
  18. Jest trochę drożej, ale zanim wgłębiłam się w temat, sądziłam, że różnice będą znacznie większe - skipas do popularnego Sölden w Austrii i ośrodków porównywalnej wielkości w Szwajcarii (np. Arosa-Lenzerheide) kosztuje praktycznie tyle samo, - choć są w Szwajcarii oczywiście ośrodki droższe (ale są i tańsze). Ceny kwater nieznacznie wyższe, ale tylko nieznacznie. Dojazd z zachodniej Polski do obydwóch ośrodków to taka sama odległość. Sporo bliżej, niż do Włoch. Droższe jedzenie w restauracjach i w sklepach i nie ma przywilejów strefy UE. Pytanie - czy są to różnice na tyle istotne, aby w przyszłości nie jeździć do Helwetów? Może nie są?
    2 punkty
  19. Uśmiałem się po pachy. Pan na tym forum, robi ( niestety ze słabym skutkiem ) za nadwornego komika ??
    2 punkty
  20. prawdopodobnie test, szczepionka, i 10 dni kwarantanny
    2 punkty
  21. Pewnie ta kupiona w Polsce. Ta kupiona w Szwajcarii działa w roamingu UE, w tym w PL i ma lepsze warunki na roaming. Dobrym pomysłem jest zakup na miejscu karty razem z doładowaniem w salonie komórkowym. Warto zmienić język na angielaki lub niemiecki w telefonie i poprosić sprzedawcę o konfigurację bo to nie jest takie proste jak się wydaje.
    2 punkty
  22. Według kilku potwierdzających źródeł, Sekretarz Stanu ds. Turystyki Jean-Baptiste Lemoyne poinformował przedstawicieli interesariuszy górskich, że rząd odłoży decyzję o otwarciu wyciągów narciarskich na najbliższą radę ochrony zdrowia 13 stycznia. Jest to zapowiedź, którą premier Jean Castex ma wygłosić na konferencji prasowej w czwartek. W wymianie, która odbyła się pod koniec popołudnia w środę, liderzy Stowarzyszenia Burmistrzów Ośrodków Górskich (ANMSM), krajowego stowarzyszenia wybranych urzędników górskich (ANEM), krajowego związku monitorów francuskie ośrodki narciarskie lub ośrodki narciarskie (DSF) otrzymały potwierdzenie nieotwierania obiektów w dniu 7 stycznia, w dniu podanym 11 grudnia przez premiera, „jeśli pozwala na to sytuacja zdrowotna”. Sytuacja, która wydaje się uzasadniać pilność ... czekania, według dyrektora. Wystarczająco dużo, by jeszcze bardziej podsycić gniew stacji. „Ta metoda jest po prostu nie do zniesienia i odzwierciedla pogardę dla ludzi z gór. Powoli przygotowujemy się do białego sezonu ”- zapewnia Éric Brèche, prezes francuskich szkół narciarskich, mówiąc, że jest czarny z gniewu”.
    2 punkty
  23. Zainstaluj appke clever-tanken - pokaże Ci ceny w okolicy gdzie przejeżdżasz. Jesli jedziesz A4 to proponuje zatankować sie na stacji HEM w Chemnitz -Lichtenau - najtańsze paliwo tam maja😁.
    2 punkty
  24. Cześć Jak zwykle super wycieczka. Serdeczne pozdrowienia dla wszystkich/nowych uczestników. Rybelek z bratem na dzisiaj wymyślił taki temat: Zdjęcia robione zegarkiem niestety. Ale fajna sprawa. Pozdrowienia serdeczne
    2 punkty
  25. Super, jak zawsze... Na dzisiaj Rybelek z bratem wymyślili taki temat:
    2 punkty
  26. „Bolzano - Koniec oczekiwania. Tereny narciarskie w Południowym Tyrolu z pewnością rozpoczną sezon w poniedziałek 18 stycznia - z fantastycznymi warunkami śniegowymi. ” wiecej: https://www.suedtirolnews.it/wirtschaft/am-18-jaenner-oeffnen-suedtirols-skigebiete-bei-top-verhaeltnissen Ps. Witam wszystkich po raz pierwszy
    1 punkt
  27. Fantastyczny region i ON 👌 Udanego nartowania i szerokości w drodze !
    1 punkt
  28. Miałem rację że Cię namawiałem na skiturowe zawody , daj znać chętnie pokibicuję.
    1 punkt
  29. ..a co tu wrzucać, wieś Ponikiew-Leskowiec-Ponikiew, wszystkiego 3 godziny spacerem z przerwą na widoki- taki @mirekn by to "opitolił" pewnie w 30 minut z przerwą na gazetę 😄 Szlak niebieski, nie wiedzieć czemu PTTK pokazuje jako zielony...no i trochę inaczej się idzie niż pokazuje mapa. Na Laskowcu był dawniej orczyk (cos tam jeszcze stoi) ale nigdy tutaj nie jeździłem.
    1 punkt
  30. to dobrze, w zeszłym roku mieszkałem w Chur i codziennie jeździłem w innym ośrodku Lenzerheide, Arosa, Laax, Obersaxen, Davos, Klosters
    1 punkt
  31. to sprawdź dokładnie gdzie to leży bo może być na takim zadupiu że te 7 km pojedziesz godzinę albo i więcej.
    1 punkt
  32. Jeśli interesuje Cię Kleinwalsertal, to start sezonu przesunięty na 10 lutego. https://www.ok-bergbahnen.com/oeffnungszeiten/
    1 punkt
  33. A jakie to ma znaczenie gdzie kupiona? Z drugiej strony nie widzę osobiscie sensu kupowania Lycamobile w PL gdzie starter jakiegokolwiek operatora kosztuje 5 zł i za kolejne 20 zł doładowania mogę rozmawiać bez ograniczeń do wszystkich z minimalnym transferem danych 10GB. Inaczej ma się to w Europie gdzie usługi są dość drogie i nie wiele się otrzymuje szczególnie transferu internetowego. Jednak, jeżeli chodzi o działanie Lycamobile w danym kraju np BE oferuje podwójna wartość usługi względem ceny innych operatorów . Tak wiec np za 29€ miałem rozmowy do wszystkich 15GB i 1000min dodatkowo po świecie w okresie 30 dni. Problem główny to brak sieci przekraczając granice państw (nie jestem jedyny który ten problem miał).Dla przykładu : jadąc z BE w stronę PL , NL brak sieci w DE wszystko gra a już w PL ponownie jestem bez sieci i wracając 😂 DE brak sieci NL już jest . Tak wiec nigdy nie wiesz kiedy i gdzie będzie działała . Brak salonów sprzedażowych tego operatora w którym mógłbyś reklamować jest dodatkowym utrudnieniem. Jest to operator internetowy. Oczywiście jako alternatywa kolejnego nr tel. nie mam nic przeciwko. Osobiscie polecam wstąpienie do sklepu operatora krajowego i u niego kupno karty. Wystarczy dowód osobisty . Potwierdzam osobiscie . Jechałem kilka dni temu,wszystko funkcjonuje normalnie . Przy fastfoodach jedynie parkingi zamknięte ,zakupy w drive i jedzenie gdzieś na parkingu stacji benzynowej .
    1 punkt
  34. Tranzyt przez Niemcy bez problemu, żadnych kontroli na granicy. Byłem na sylwestra w niemczech więc dosyć swieże info.
    1 punkt
  35. Tranzyt przez Niemcy jest bezproblemowy - przedwczoraj bliska osoba jechała w kierunku wschód-zachód. Żadnych kontroli granicznych wewnątrz UE nie było. Stacje benzynowe czynne, działają nawet niektóre gastronomiczne drive-thru popularnych sieci fastfoodowych.
    1 punkt
  36. "To narta jeździ czy jej właściciel" - w kontekście lekkich nart turowych to bardzo słaba wypowiedź ... Zgadzam się że idealnie trafić za pierwszym razem jest ciężko, dlatego ja kolegę odesłałem do artykułów aby powiedział coś więcej czego oczekuje, gdzie się pozycjonuje w kategorii ... Najważniejsze żeby do lekkich nart wrzucił lekkie wiązania 200-400g, a nie Shifty ...
    1 punkt
  37. Super się czyta takie wspomnienia. Miałem jechać parę lat temu do Iranu pociągiem Ankara - Teheran, ale przez zamieszki w Kurdystanie kursowanie zostało zawieszone (i już nigdy nie wznowione). Ostatecznie poleciałem samolotem. Wagony bezpośrednie Moskwa - Teheran były włączane do różnych pociągów. Aż do wybuchu wojny w Abchazji i wysadzenia mostu w Zugdidi jechały włączone do pociągu Moskwa - Erewań. Przejeżdżały przez późniejsze regiony zapalne na Kaukazie - Abchazję i Nachiczewan. Potem wagony włączano do składu Moskwa - Baku, a ostatecznie zlikwidowano. W jednym z rozkładów (żółty screen) te wagony stały na stacji Dżulfa Sowiecka ok 10 godzin. 😄
    1 punkt
  38. Nie komentowałam nawet tam, ale mało realne żeby wymagali pchania samochodu do CH, bo nie można się tankować 😂Możliwe, że ktoś usłyszał Tankstelle, a resztę sobie dośpiewał.
    1 punkt
  39. Szczyrk to obecnie prawdopodobnie stolica polskiego skituringu. Wyjść i zjechać się da bez żadnej szkody dla sprzętu. Podczas wspinaczki można od 1000 m n.p.m. zejść ze stoku w las i iść w tylko po naturalnym śniegu. Na przełomie roku zaliczyliśmy z Maćkiem i kolegami trzydniówkę skiturową. Jutro także wypad w góry.
    1 punkt
  40. Jeżeli podane zostaną dwie dawki szczepionki od różnych producentów to w naszym organizmie dojdzie do wojny czipów.
    1 punkt
  41. To prawda fajne spotkanie😀 dzieki @mirekn za wspolny kawalek w tak piekny dzień.
    1 punkt
  42. Bułgarskie schroniska należą w większości do BTS (Bułgarski Związek Turystyczny). Ten sam związek zajmuje się też znakowaniem szlaków turystycznych, które są całkiem nieźle oznaczone. Znajomy opowiedział mi andegdotę skąd to się wzięło. Mianowicie, za komu popularyzowano turystykę górską oraz bano się szpiegów. Z tego drugiego powodu mapy były fatalne, lub nie było ich w ogóle. Lecz żeby ludzie nie pogubili się w niełatwych do przejścia górach, dobrze oznaczono szlaki. Bułgarskie schroniska prezentują z reguły niższy standard niż nasze. Często jedynym posiłkiem będzie ugotowana zupa w olbrzymim garze, a na śniadanie ciepły chleb z serem upieczony na starym piecu w kuchni. Do sporej części schronisk nie ma drogi, a wszystko transportuje się na koniach. Do schronisk w których byłem, ścieżka jest miejscami tak wąska, że ciężko się minąć. Po drodze widzę jeden taki konwój żywności - 4 małe konie objuczone piwami, i żywnością. Pomimo tego, nie miałem z nikim problemu. Bardzo podobała mi się atmosfera w górach - ludzie są życzliwi, i podobnie jak u nas witają się. Szlaki w większości są puste, nieco większy ruch robi się w weekendy. Centralna część Starej Płaniny wymaga co najmniej (moim zdaniem) 2-3 dniowej wędrówki aby cokolwiek nieśpiesznie zobaczyć. Drugi dzień poświęcam na przejście trasy od schroniska Raj, do schroniska im. Wasyła Lewskiego leżącego na końcu Doliny Starej Rzeki. Trzeci dzień - to zejście do Karłowa. Drugiego na szlaku, nie spotkaliśmy nikogo. Zupełna pustka. Schronisko im Wasyła Lewskiego - tutaj śpimy, jemy pyszną zupę i kozi ser z chlebem. Ot cała prosta kolacja, i jaka smaczna! Nazajutrz zejście do Karłowa - miasteczka z którego pojedziemy pociągiem do Płowdiw, a dalej kolejnego dnia w Riłę. Zejście do Karłowa to ok 15 km i 1000 m przewyższenia w dolinie Starej Rzeki. Po drodze dwa schroniska. W schronisku Chubawec, jemy zupę i pijemy herbatę. Herbata stoi w wielkim garze - 10 litrowym, skąd jest nalewana chochlą. Karłowo.
    1 punkt
  43. Malutki samolot Dash 400 ląduje o 6:30 na płycie lotniska. Jest deszczowo i sennie, nastrój udziela się pasażerom. Szybka przesiadka. Okęcie. W zasadzie nie trzeba byłoby wyświetlać z której bramki przechodzi się do samolotu. Sznurek pasażerów na lotnisku z daleka wyglądał bardzo stereotypowo jak na ten kierunek. Wypisz, wymaluj tak jak sobie to wyobrażałem. Nie żebym się czepiał, w końcu sam tam lecę. Samolot z Warszawy do Burgas przypomina pociąg pospieszny z głębi Polski do któregoś z morskich kurortów nad Bałtykiem. Część rodzinek z dziećmi, jest już lekko wstawiona. Ale nie żebym się czepiał, w końcu mi się też nieraz zdarzało pić przed południem. 🙂 Niemniej jednak nasłuchałem się od znajomych pracujących na lotnisku, jak wygląda typowy pasażer do Bułgarii i dlaczego akurat część z nich czasami nie wsiada. Od drugiego znajomego, który pracował dwa lata w Bułgarii jako rezydent - usłyszałem drugie tyle. 🙂 Ląduję w Burgas, jest 10:30 i niesamowicie gorąco (byłem z kolegą, ale narrację będę prowadził w tej relacji z mojej perspektywy). Chyba teraz uwierzyłem że tu jestem. Nic nie pokrzyżowało planów, ani nagłe zamknięcie granic, kwarantanna, czy coś innego. Szybki spacer po mieście, kupno butli gazowej, godzinna wizyta na plaży.....jest pusto. Normalnie powinno być tutaj mnóstwo ludzi, ale tak nie jest. Jest spokojnie, morze ma piękny, błękitny kolor. Szkoda że nie zaplanowałem tego na odwrót, tj kąpieli w morzu po powrocie z gór....na drugi raz nie powtórzę tego błędu. Na peronie pierwszym dworca kolejowego w Burgas rozłożone stoliki, można kupić zimne napoje, piwo i przekąski. Jest 32 stopnie, wypijam piwo jedno za drugim. Na peronie obok od rana stoi czterowagonowy pociąg z lokotmowyą i ogromnym napisem БДЖ . Od razu przypomina mi się piosenka o bułgarskiej kolei. Когато мразя те, обичах те! БДЖ, БДЖ, обичам те! БДЖ, БДЖ, шттт! (Kiedy Cię nienawidzę, kocham Cię, BDŻ, BDŻ!) Wysłużony i zaniedbany skład o godzinie 14:30 odjedzie z Burgaskiego dworca, gdzie dalej skieruje się na tzw. podbałkańską magistralę kolejową. To jednotorowa linia, przebiegająca u stóp południowej części Starej Płaniny. Znając bułgarskie realia, wiem że godzina przyjazdu jest orientacyjna. Przez ograniczenia prędkości pociąg przyjeżdża jednak tylko 40 minut później. Jest 18:45. Kałofer. Malutkie miasteczko położone u stóp Starej Płaniny. Dworzec kolejowy ulokowany jest 4 km od miasteczka. Do pociągu wsiadają ludzie z plecakami (czuje pierwszy powiew górskiej wędrówki). Ze składu nikt nie wysiada. Tak też myślałem, że z tego miejsca nie będzie się jak wydostać, oprócz własnych nóg. Idziemy piechotą. Po 5 minutach polną drogą pędzi auto - to nastawniczy ze stacji wraca po pracy do domu. Podwozi nas do miasteczka, i przynajmniej zwraca mu się za benzynę 🙂 Nocleg, obiadokolacja, spacer. W Kałoferze urodził się i część swojego życia przemieszkał Christo Botew. Narodowy wieszcz Bułgarski. Jest tutaj jego olbrzymi pomnik. Nocleg mam przy ulicy, a jakże Christo Botewa. W Bułgarii ciężko nie zauważyć upamiętnień postaci głównych narodowych bohaterów - Wasyła Lewskiego i Christo Botewa. Wcześniej w Krakowie, pojechałem na ulicę Christo Botewa na rowerze. Zrobiłem sobie zdjęcie. To tam symbolicznie zacząłem podróż do Bułgarii. To też chyba jedyna bułgarska postać, która doczekała się upamiętnienia w Polsce, w postaci ulic, patronów szkół itp. Choć jest on zupełnie nie znany. Dzień później zapominam o ruchliwej cywilizacji, pandemii i innych problemach. Przed sobą mam majestat Starej Płaniny. Pierwszego dnia dochodzimy do Schroniska "Raj". Rozbijamy namiot przed schroniskiem (cena - 5 lewa od namiotu). W schronisku do zjedzenia jest zupa z fasoli i/lub kebab (mięso mielone pieczone na grillu). Obie rzeczy, jedyne do wyboru z menu smakują wyśmienicie. Jemy, rozbijamy się, a potem wychodzimy na ponad godzinny spacer do wodospadu Raj.
    1 punkt
  44. Ostatnio na forum pojawiały się dyskusje na temat różnych technik jazdy a także TAKTYKI. W związku z tym chciałbym pokazać fajny filmik, na który trafiłem jakiś czas temu, gość pokazuje jak optymalnie zjeżdżać, jak dobierać skręty, bierze pod uwagę ilość ludzi, nachylenie, rodzaj śniegu itd. Jest cała seria tego - bodajże 4 filmy, sam kanał na YT też dosyć ciekawy. Obejrzyjcie zresztą. P.S. Filmik po francusku ale są napisy PL. Wystarczy kliknąć przycisk.
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...