Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. marcinn

    marcinn

    VIP


    • Punkty

      14

    • Liczba zawartości

      5 316


  2. cysiu

    cysiu

    Użytkownik forum


    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      433


  3. Plywak

    Plywak

    Użytkownik forum


    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      2 046


  4. kordiankw

    kordiankw

    Użytkownik forum


    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      580


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 01.12.2021 uwzględniając wszystkie działy

  1. Dzisiejsza tura z SMR i COS. Warunki całkiem dobre na turowanie jak na koniec listopada, gorzej było że zjazdem. No i całkowita zmiana pogody po 2 godzinkach tj.b.silny wiatr przy ten. -4 spotęgował odczucie zimna. Do tego doszła jeszcze mocno ograniczona widoczność i śnieg z armatek spowodował że po paru godzinach byłem troszkę wychłodzony.No ale dzionek jak na pierwszą turę w tym roku super. Parę foci.
    9 punktów
  2. Trasa: Gondola- Zbójnicka Kopa- Skrzyczne- Małe Skrzyczne- Gondola. Warunki śniegowe do podejścia bardzo dobre. Zjazd z Małego do Kuflonki dość trudny, sporo sztucznego i wywianego śniegu. Nie wiadomo czego się spodziewać. Raczej bez przetarć Zjazd z Kuflonki to Gondoli bardzo fajny. Po wczorajszym opadzie śniegu wystarcza do zakrętu przed wyplaszczeniem. Padało tam trochę marznącego i był z tego dziś fajny podkład przyprószony śniegiem. Wiadomo trzeba jeszcze uważać i jechać czujnie ale była radość z jazdy Piękna zima. Wysoko tak wiało, że dopiero gogle i kominiarka dały radę Polecam!
    6 punktów
  3. 🔥📢 DARMOWE SKIBUSY WRACAJĄ DO SZCZYRKU DZIĘKI OŚRODKOWI Szczyrk Mountain Resort!! 🚌 Jak wiadomo, Miasto Szczyrk wycofało się w tym sezonie z finansowania bezpłatnej komunikacji publicznej na terenie Szczyrku, pomimo, że w poprzednich latach partycypowało w finansowaniu darmowych skibusów. Komunikat w tej sprawie został podany publicznie w ostatnich tygodniach. Ośrodek Szczyrk Mountain Resort(SON S.A.) po dwóch miesiącach rozmów z przewoźnikiem ( Komunikacja Beskidzka SA /dawniej PKS w Bielsku-B./ ) doprowadził do znalezienia rozwiązania formalnego, które umożliwiło finansowanie przez ośrodek skibusów na terenie Miasta Szczyrk. Z bezpłatnej komunikacji autobusowej skorzystają zarówno mieszkańcy, jak i licznie odwiedzający kurort turyści zimowi (narciarze, snowboardziści, skiturowcy oraz turyści piesi). 🎙 Grzegorz Przybyła (Dyrektor SON S.A.): Niezmiernie się cieszę z wypracowanych rozwiązań dotyczących darmowej komunikacji publicznej w Szczyrku, którą sfinansujemy w kwocie około 320 000 PLN. Jako największy ośrodek w Szczyrku nie możemy zostawić mieszkańców, ale też licznych gości naszych tras bez darmowej komunikacji. Takie rozwiązanie to kontynuacja sprawdzonego projektu sprzed 2 lat, który gwarantował użytkownikom skibusów komfort dotarcia na stoki i był też rozwiązaniem proekologicznym. Darmowy skibus będzie kursował podobnie jak w poprzednich sezonach, czyli na linii SKALITE - SALMOPOL, co 20 minut od 26.12.21 do 13.03.22. Dodam tylko, że planujemy też dodatkowe kursy podczas jazd wieczornych oraz szusów sylwestrowych.
    5 punktów
  4. A mnie to już nikt nie nazwał góralem. Krakusów nazywa się góralami a pochodzących z K. Góry już nie, bo Sudety to już nie górale. Nawet Jeeb swego czasu wrzucił taką mapkę zamykającą temat:
    4 punkty
  5. Odpowiadając przewrotnie na pytanie z tematu napiszę tak: TAK będzie to normalny sezon odpalają Bartusia w piątek " AKTUALNOŚCI Otwarcie sezonu 2021/2022 w dniu 3.12.2021 od godz.9:00, czynny będzie wyciąg „Bartuś”. Do zobaczenia w Szczyrku Pozdrawiam mirekn
    3 punkty
  6. Jeśli Polska będzie jedynym krajem, w którym będzie można pojeździć na nartach to raczej sezon nie będzie normalny... Paradoksalnie już bym chyba wtedy wolał, żeby wprowadzili "Covidowe obostrzenie" w postaci ograniczenia ilości osób na stokach i jakiś sensowny system rezerwacji online, bo inaczej to będzie tylko stanie w kolejkach a nie jazda. Ale z pozytywnych informacji, ze strony Zieleńca: w sobotę, 4 grudnia ruszamy oficjalnie z nowym sezonem narciarskim 2021/2022! Czynne będą wszystkie koleje linowe, większość talerzyków i wyciągów taśmowych w godzinach 09:00 – 21:00 I patrząc na kamerki wygląda tam naprawdę nieźle...
    2 punkty
  7. Towar niezgodny z opisem- oddać natychmiast😝
    2 punkty
  8. Na wadze 1530g Harszle noże Dynafit pasują do ATK O montaż ATK pytałem w serwisach i sklepach Szczyrk i Bielsko-Biała, nikt nie miał szablonów do ATK oprócz najstarszego w Bielsku serwisu nart; Jan i Jacek Płonka http://skisportservice.pl/ Wiązania ATK montaż Bielsko, Jan i Jacek Płonka ATK Crest montaż Płonka Bielsko-Biała
    2 punkty
  9. To dostaniesz porcję wiedzy bezpośrednio z Seiser Alm. Będę tam kilka dni wcześniej
    2 punkty
  10. Na ten ich marketing to się łapią już ostatnie ofiary losu lub osoby, które znają Szczyrk z TV i reklam... ostatni raz tam byłem wiosną 2019 r. I nie wiem kiedy ponownie zawitam. By się tak złożyło, to musi wystąpić szereg warunków (prawie nierealne): dużo śniegu, poza sezonem, jakiś poniedziałek lub wtorek i dobra pogoda. Wtedy może byłaby tam jakaś przyjemność z jazdy.
    2 punkty
  11. Ja wiem, ale należy to wszystko brać pod uwagę, podejmując ryzyko ... pardon, decyzję
    2 punkty
  12. Master Ski w Tyliczu rusza w w sobotę. Z kolei UFO kręci na pół stoku
    2 punkty
  13. Zawsze jest tak, ze ktoś musi zacząć, chyba, ze umknął mi wątek. Klasycznie. Czarna Góra. Dobry początek. Brunet wieczorową porą.
    1 punkt
  14. Cześć Forumowicze, Chciałbym Was powitać, ponieważ jestem nowy na tym forum i pewnie to będzie mój pierwszy post Kieruje do Was zapytanie, bo nosze się z zamiarem zakupu nart wymienionych w tytule tematu. Interesują mnie tak naprawdę tylko te dwie narty tzn. HEAD WC REBELS E-RACE PRO i Fischer RC4 WC CT M/O. Czy może ktoś je posiada ? Mieliście może jakieś doświadczenia z tymi nartami ? Ważne jest też to, że HEAD jest rocznik 2022 a Fischer 2021. Wiem, że to są bardzo zbliżone do siebie narty, dlatego też zależy mi na opinii użytkowników tych desek. Będę wdzięczny za każdą poradę. Bardziej jestem skłonny do wyboru nart HEAD. Pozdrawiam, Michał Koniar
    1 punkt
  15. Najlepszego. Zawsze metra śniegu pod nartami.
    1 punkt
  16. Jadę z rodziną, córka będzie testować nowy sprzęt + ma już zabukowanego intruktora. Przeżyję te parę godzin 🙂
    1 punkt
  17. Na poważnie? Tam nawet jak na krechę pociśniesz to zanudzisz się na śmierć Bez otwartej B lub C/D nie widzę sensu tłuc się tak daleko. Przemyśl Jańskie Łaźnie - odległość zbliżona, otwarte Hofmanki mają być i Andel. Ja odczekam na kolejny tydzień. Liczę na CG, jak nie otworzą min. B to Spindl lub Janskie z ew. noclegiem po naszej stronie w okolicach Lubawki.
    1 punkt
  18. Post 17 Kanczipuram Czwartego września Postanawiamy zwiedzić świątynie w Kanchipuram(Kanczipuram) i okolicy. Praktycznie można to jedynie zrobić wykupując wycieczkę w jakimś biurze podróży. Tak też uczyniliśmy. Autobus do Kaczipuram odjechał punktualnie. Jest to jedno z siedmiu świętych miast Indii. Odwiedzenie ich jest marzeniem każdego Hindusa. Najpierw zwiedzamy pierwszą z brzegu świątynię. Wchodzi się na dziedziniec świątyni przez bramę wejściową z wysoką wieżą zwaną Gopuram. Wysoką na kilkadziesiąt metrów wieżę tworzą, kolejne piętra zapełnione rzeźbami. Takie piętro, ma jakieś pomieszczenia w środku i biegnący dookoła nich taras, na którym stoją rzeźby. Wyjście na niego odbywa się przez otwór, ze środka wieży, widoczny pomiędzy rzeźbami. Tarasy są dosłownie zatłoczone rzeźbami i kolejne piętra zwężają się w kierunku szczytu wieży, tworząc schodkową piramidę. W środku, po przejściu bramy, jest właściwa świątynia podparta filarami. Każdy filar jest ozdobiony płaskorzeźbą. Centralny punkt świątyni stanowi drzewo Mango, pod którym brał ślub, chyba Wisznu ze swoja wybranką. Jeden z panteonu bogów hinduskich. Kapłan zaprasza mnie do obejścia drzewa. Tylko w prawo. W lewo obchodzi się przy pogrzebach. Obchodzę. Daje mi jakąś sadzonkę, pyta o nazwisko, przykłada do głowy czarkę i żąda ofiary. Jest zaskoczony niską kwotą jednego dolara. Obok jest święty, rytualny basen. Woda w nim jednak nie zachęca do kapieli. Następna świątynia jest w podobnym stylu, tylko znacznie większa. Tu przed nią widzę po raz pierwszy w Indiach słonia. I to świętego, świątynnego. Pomalowany w różne wzory. Jedzie na nim kilka osób. Obok świątyni stały duże jakby wozy ze szpiczastymi wysokimi dachami. Miały prawdopodobnie jakiś związek z religią, bo wydawały się służyć do niczego. Postój na obiad. Obiad, niestety, nie wchodzi w koszty wycieczki, jak w przypadku Agry. Postanawiam z Andrzejem(Rysiek został w Madrasie) skorzystać z miejscowej restauracji dla Hindusów. Będzie na pewno taniej i dodatkowo poznamy, jak wygląda taka restauracja. Przy wejściu nad korytkiem mamy kilka kraników z wodą. Można sobie umyć rączki, ale mydło musi być własne. To i tak dużo. Siadamy na drewnianej ławie przy długim stole. Kelner w krótkiej spódniczce, z pod której stercza chude, brązowe, bose nogi, rozkłada przede nami umyty kawałek liścia bananowca. Stos, tych ociekających wodą „talerzy”, piętrzy się przy wejściu. W sporym, metalowym wiadereczku miał biały, sypki ryż. Nasypuje chochelką na środku liścia duży, biały stożek. Paruje on i wygląda bardzo apetycznie. Przybiega w spódniczce następny. W naczyńkach, które można nazwać nie dwojaczkami, ale szósteczkami, bo jest sześć takich sklejonych ze sobą czarek ze wspólnym uchem u góry, są różne, kolorowe sosy. Hindusi są jaroszami, więc nie ma tu śladu mięsa. Można sobie było zażyczyć do wyboru dowolny sos - przyprawę. Przy wyborze kierowałem się kolorem. Bardziej mi odpowiadały jaśniejsze barwy. I tak nie wiedziałem, co jest z czego. Polał wybranym przeze mnie kolorami mój stożek. Hindus je, ugniatając z tego stożka palcami kulkę ryżową, która następnie wkłada do buzi. Dałoby się i nam tak robić. Potrzeba nieco wprawy. Tylko te obawy? Choroby tropikalne! Tyle się czytało o nich w książkach. Prosimy więc o łyżki. Nie chcą nam dać łyżek. Wreszcie ustępują i po zamieszaniu w całej restauracji, przynoszą nam gdzieś z zaplecza dwie sztuki. Jaki z tego wniosek? Na przyszłość należy nosić własną łyżkę. Smacznie sobie podjedliśmy i tanio. Ostatnia miejscowość zwała się Mahabalipuram. Sławna ze swych świątyń nadbrzeżnych. Nadbrzeżne, bo położonych blisko morza(Oceanu Indyjskiego). Jedna stała nawet na plaży. Metoda budowania była prosta. Wybierało się odpowiednią skałę i obkuwało z zewnątrz, aby wyglądała jak świątynia. Wewnątrz skały wykuwano pomieszczenia. Powstawał więc kamienny budynek, bez murowania. Chodzimy po piasku wokół świątyni. Stoją przy niej rusztowania. Odbywa się tu konserwacja, bo czas jednak robi swoje i kamień jest już z zewnątrz zaokrąglony, rozmyty. Stoi w dodatku tuż przy słonej wodzie oceanu. Z kolei oglądamy relief skalny zwany Gangawatarana – zejście Gangesu na ziemię. Jest to ogromna płaskorzeźba. Z prawej strony, u dołu jest grupa słoni. Jeden maleńki stoi pod brzuchem matki. Po skale z płaskorzeźbą chodzą kozy. Przenosimy się dalej od brzegu oceanu w miejsce, gdzie stoją kolejne wykute z obłej, dużej skały świątynie, podobno Durgi i Sziwy. Na placu obok tych budowli leży sobie duży stos zielonych kokosów. Faceci sprzedają niedojrzałe kokosy. Mleczko ich gasi dobrze pragnienie. Mają coś w rodzaju krótkich sierpów, a może to forma maczety i zdecydowanym ruchami odcinają koniec. Robią dziurkę, podają i można pić. Smak kokosowego mleczka jest nieokreślony, ale w tym klimacie każdy napój jest dobry. W Dehli kupiłem raz orzech dojrzały. Z grubej zielonej skóry, które mają te na stosie, pozostały brązowe jakby włosy. Usunąłem je i dużym scyzorykiem z piłką chciałem się dobrać do środka. Wyjątkowo odporna skorupa. Ale w końcu rozłupałem go i w środku był kokos, w postaci grubej na centymetr białawej masy przylepionej od wewnątrz skorupy. Spróbowałem to jeść. Twardy i bez specjalnego smaku. Wysuszona masa, ze środku orzecha, zwana była koprą i wożona do Europy statkami żaglowymi. Zdjęcia: 1. Kanczipuram, Gopuram. Wieża świątynna, zwana Gopuram, lub Gopura. Stawiana na wejściu do świątyni hinduistycznej. 2. Thiruvannamalai. Świątynia Sziwy w tej miejscowości. Musiałem podejść wyżej, w stronę świętej góry Arunachala, by zrobić to zdjęcie kompleksu świątynnego. Kompleks zajmuje 10 hektarów, jeden z największych w Indiach. Był budowany między szesnastym a siedemnastym wiekiem. Ma cztery wysokie gopuram, z których największa ma 11 pięter i 66 metrów wysokości. 3. Szczyt Gopuram_1. Wykonany przez teleobiektyw. Gopuram nie były prostymi budynkami. Na każdym piętrze był szereg postaci wykonanych jako płaskorzeźba lub prawie rzeźba, związanych z religią, hinduizmem. 4. Szczyt Gopuram_2. Przykład innego szczytu. 5. Basen w Arunachalaleshwarar Temple. Taką nazwę nosiła ta świątynia Sziwy. Zawiera wiele osobnych „kaplic”(shrins) poświęconych Sziwie i jego małżonce Parvati. 6. Byk. Nani. Święty Byk. Umieszczany na fladze wyznawców Boga Sziwy. 7. Wozy. Dlatego taka nazwa? Ponieważ pod tymi szpiczastymi dachami był wózek, na którym się opierały. 8. Mahabalipuram. Świątynia nadbrzeżna w tej miescowości. Ósmy wiek. 9. Mahabalipuram, Gangawatarana. Płaskorzeźba skalna o wymiarach dziesięć na trzydzieści metrów. Gangawatarana(narodziny Gangesu). Ganges symbolizowała struga wody, płynąca z góry zagłębieniem(rowkiem) w skale do zbiornika. Wszystkie postacie z lewej i prawej strony tego zagłębienia skierowane są ku „Gangesowi”. 10. Słoń. Fragment Gangawatarana. Zagłębieniem z lewej strony słonia płynął „Ganges”. W wodzie pływały „ryby”. Jedna, wyższa, mająca głowę i tułów mężczyzny. Niższa - kobieta. To moja interpretacja. Nie wiem, co by powiedzieli eksperci od hinduizmu. 11. Rathas_1. Mahabalipuram. Nazwa”Rathas” oznacza „Ritual Chariots”(Rytualne Wozy). Wykuwane były ze stojącej skały. I mają trzynaście wieków. Nie wiadomo, czy służyły jako światynie. 12. Rathas_2. Tu miałem okazję spróbować mleczka kokosowego. Sprzedawca przygotował stos zielonych koksów. Przyjechała „wycieczka” z Madrasu, więc ludziom chciało się pić.
    1 punkt
  19. Witam, dziękuję za ostrzeżenia i sugestie ale decyzja(czy raczej ryzyko😀)podjęta. Jutro o drugiej nad ranem wyruszamy do Szwajcarii. Jedziemy przez Niemcy. Czy ktoś może podpowiedzieć gdzie kupić winietki na Austrię i Szwajcarię. Z góry dziękuję za podpowiedź. Pzdrawiam.
    1 punkt
  20. Adapter na harszle ? Dynafit wagę ww podaje osobno nie wiem jak u Ciebie. Wyglądają bojowo M.
    1 punkt
  21. No i super. W końcu należy SMR za coś pochwalić. Oczywiście trochę trzeba pomarudzic- szkoda że BSA coś się nie dołożyło i tam będzie trzeba autem jechać 😜
    1 punkt
  22. Tak sie zastanawiam... jeśli mieszkańcy Bielska to Wałasi to jeden mieszkaniec BB to Wałach.....
    1 punkt
  23. CH zamierza na cito wprowadzić większe obostrzenia, póki co nie sięgają one w żaden sposób narciarstwa. Oczywiście poza tym o ew.zakazie wjazdu. W tym zakresie robią ukłon dla mieszkańców GB i zamierzają zezwolić na transfer Brytyjczyków ze szwajcarskich lotnisk do Francji, pomimo obowiązującego w tym momencie zakazu wjazdu dla tej nacji. https://www.srf.ch/news/schweiz/schweizer-corona-massnahmen-die-uebersicht-diese-verschaerfungen-schlaegt-der-bundesrat-vor
    1 punkt
  24. 1 punkt
  25. Post 16 Znów Dehli Trzydziestego sierpnia Odjeżdżamy z gór do Chandigarth. Wszędzie, w dolinie rzeki Beas, trwa zbiór jabłek. W dzień słoneczny przełom Beas między Kulu i Mandi nie robi na mnie takiego wrażenia, jak poprzednio. Przyzwyczaiłem się też do jazdy po tych eksponowanych, wykutych w skale półkach. Za dużo już jeździliśmy w ekspozycji, i jak to się mówi - nad przepaściami - i moje odczucie strachu się stępiło. W Mandi zostają Janusz z Elzbietą. Zamierzają już wrócić do kraju. Czeka ich praca na uczelni. Mijamy Bilaspur i docieramy do Chandigarth. Na stacji kolejowej bierzemy kąpiel. Można spać w wagonie na bocznicy. Rano będziemy pociągiem w Dehli. 31.08 Znów więc jesteśmy w Dehli. Tym razem przyjechaliśmy do innego dworca - Old Dehli Station. Czyli Stacja Stare Deli. Jedziemy do dzielnicy Karol Bagh, ulica Link Road. Ma tam być Youth Hosstel(Hotel Młodzieżowy, dla młodzieży). Nieważne, dla kogo, byle tani. Po drodze małe śniadanko, kupujemy ze stoiska barowego placuszki smażone na oleju, herbata. Oczywiście z mlekiem. To Indiach standard wprowadzony przez wyspiarzy. Zresztą świetny wynalazek. W tym klimacie gorąca herbata powoduje wystąpienie potu na ciele, który przyjemnie chłodzi przez pewien czas ciało. Miłe uczucie po wypiciu nieco więcej, niż pół szklaneczki, mniejszej niż nasza. Taka ilość w szklance była standardem. Tyle wszyscy sprzedający nalewali. Mleko bawolic i cukier to zastrzyk energii, tak potrzebny, aby jakoś się ruszać w tym upale. Hosstel jest przyjemny w tym sensie, że jest otoczony grubym wysokim murem. Jego wyposażenie było skromne, ale dobrze dobrane. Składają się na nie dwa stare namioty i kilka łóżek z plecionki. Gospodarzem jest stary Hindus. Ale jest czysto. Rosną tu drzewa pokryte kwiatkami. W prysznicach jest woda. Całkiem fajnie. Była to chyba posiadłość bogatego Hindusa. Może ze sto lat temu. Został tylko mur i dwie wejściowe bramy. Na poczcie „na poste restante” nic na mnie nie czeka. Brudas i Andrzej dostali listy. W ambasadzie irańskiej informacja, że wizy dostaniemy za dwa tygodnie. I że możliwy jest przejazd z Qwetty do Zahacktanu? Ominiemy w ten sposób Afganistan wracając do Polski. Pojedziemy przez południe Iranu. Iran mi jest znany z przed czterech lat. Skąd tani pomysł? Ano wpadł mi do głowy, przed wyjazdem w góry, aby nie wracać do Polski tą samą drogą, przez ZSRR. Pojedziemy z Afganistanu do Iranu. Przekroczymy granicę na południu tego ostatniego i przejedziemy tamtędy, bo podobno jest tam jakaś droga w kierunku Shiraz(Sziraz`u). Dalej już znam teren, bo byłem w Szirazie. Jesteśmy we trójkę - Rysiek, Andrzej i ja. Oszacowałem przed wyjazdem, że nie będzie mnie w pracy ponad dwa miesiące. Poprosiłem, obok należnego mi urlopu, o bezpłatny. Mam czas nie muszę wracać do kraju. Liczyłem na więcej w górach i na dłuższy pobyt. Ale jest, jak jest! Mam swoje pięć minut. Jestem w Indiach. Nie można tego zmarnować. Jest szansa nieco poznać ten olbrzymi kraj. Spotkani rodacy wspomnieli o możliwości nabycia kolejowego biletu okrężnego. Jego cena mieści się w moich możliwościach. Przy tych tu odległościach, jedynie pociąg daje takie szanse. Pojedziemy zwiedzać indyjskie zabytki. Nieco o nich wiem, choćby z niezliczonych prospektów. Coś poczytałem w domu o historii Indii oraz sztuce. Elżbieta z Januszem wracają już do kraju. Jak się potem okazało, pierwszym ich przystankiem, po rozstaniu w Mandi, była Daramsala. Leżąca na przedgórzu Himalajów. Znana na świecie z pobytu Dalaj Lamy. Ze swoimi najbliższymi współpracownikami znalazł on tu gościnę u Hindusów, po zajęciu Tybetu przez chińskie wojska. Kierujemy się we trójkę na południe Indii. Korzystając z wcześniejszych informacji naszych rodaków załatwiamy dzisiaj w dyrekcji kolei północnych, mieszczącej się w Boroda House, rezerwację na jutro wieczór do Madrasu i bilet okrężny. Otrzymamy na ten bilet zniżkę. Indie popierają turystykę. Niech więc taki obcokrajowiec, jak ja, zobaczy kraj i pozna nieco ludzi. A nóż jeszcze potem przyjedzie, poleci innym… Wieczorem, na pożyczonym prymusie za dwie rupie, gotujemy zupę i herbatę. Do tego konserwa z sałatką i gruszki na deser. Apetyt mam ciągle duży. Odrabiam górskie zaległości. W nocy gryzą trochę komary. Jest gorąco. Nie ma niestety wiatru, bo mury nas osłaniają. 1.09 Czekamy do południa w ambasadzie irańskiej. Wreszcie dowiadujemy się, że wizy możemy otrzymać w ciągu dwóch dni. Mogli nam to wczoraj powiedzieć. Na dwa dni zabiorą nam więc paszporty do ich wbicia. Załatwimy to sobie przyjeździe z południa Indii. Wracam z Andrzejem z ambasady na camping(hosstel) autobusem. Nie za bardzo śledziłem jego trasę i w rezultacie wywozi mnie i Andrzeja na obrzeże miasta. Nie ma żadnego punktu odniesienia, aby się zorientować według planu miasta, gdzie jesteśmy? Dajemy sobie radę i o wpół do piątej znów jesteśmy w Boroda House. Jest pismo upoważniające do wykupienia na stacji New Dehli biletu okrężnego. Najbliżej mamy do Old Dehli, bo tu przyjechaliśmy z Chandigarth. Biletu tu nam nie sprzedadzą, ponieważ na bilecie jest New Dehli, a tu jest Old Dehli. Jadę rikszą trójkołowcem do New Dehli. Cholerna biurokracja. Nauczyli ich tego wszystkiego Anglicy! To nie było takie proste, aby wykupić taki bilet. Pierwsze wrażenie, gdy weszliśmy wczoraj do Boroda House, to ogromna wysoka sala z cienkimi kolumnami podpierającymi sufit. Między nimi, biurko przy biurku. Ile było tych biurek w tej sali. Nie liczyłem, na oko pod setkę? Na każdym z nich stosy dokumentów sięgające miejscami, tak mi się wydawało, do półtora metra ponad biurko. To były bardzo stare dokumenty. Niektóre z tych papierzysk wyglądały tak, jakby ich od dziesiątków lat nikt nie ruszał. Pożółkłe i zakurzone. Wszyscy tu ciężko pracowali. Pytamy przy najbliższym biurku o taki bilet do zwiedzania. Siedzący przy nim wskazuje nam miejsce, gdzie się to załatwia. Aha! Nie u niego, tylko tam. Tak - to tu, ale należy najpierw podać, jaką trasą chcemy jechać. Wyciągam szybko mapę i piszę szybko trasę na kartce . Jedziemy na zwiedzanie. Wiem dość dokładnie, gdzie są jakieś ciekawe zabytki. Więc piszę szybko: Dehli-Madras-Madurai-Goa-Bombay-Janhsi-Dehli. Wspólnymi siłami, jeżdżąc palcem po mapie, ustalamy z urzędnikiem ostateczną trasę. Potem się okazało, że to jest około 7500 km. Jeszcze musi być zgoda człowieka, pod którego pieczą zapewnie jest cała ta sala. Siedzi w pokoju za wahadłowymi drzwiami. Wyłuszczamy od nowa sprawę i otrzymujemy na to zgodę, ale odpowiedni dokument do wykupienia biletu będzie dopiero jutro. 02.09 Jest środa. Dzisiaj o dziewiętnastej trzydzieści wyjedziemy do Madrasu. W piątek rano, o jedenastej trzydzieści, będziemy na miejscu. Niecałe dwie doby. Mamy do przejechania 2188 kilometrów i dojechanie do jedenastego równoleżnika. Czyli czeka nas już prawdziwy tropik. Współpasażerów przedziału mamy miłych. Noc była dość przyjemna. Mam dobre miejsce na dole. Nad głową mam jeszcze dwóch śpiących. Po drugiej stronie otwartego przedziału też leży trójka. Środkowe leżysko(ława), z drewnianych szczebelków, między ławą na dole i tą u góry pod sufitem wagonu, jest składane. Składa się go w czasie dnia i trójka pasażerów siedzi zgodnie na dole. Ich pościel leży na górnej ławie. Hindus pasażer pościel sobie przynosi. Podróżny wybierając się w dłuższą drogę takim wagonem miał ze sobą pakunek, zwierający materacyk, poduszeczkę. Może coś do przykrycia. Dokładnie nie wiem. Nie sprawdzałem tego szczegółowo. Widziało się tylko takich podróżnych, z dużym tobołkiem na głowie, wsiadających do wagonu. Może to pożyczał, a może miał swoje. My mieliśmy materace plażowe i śpiwory. Z tym, że się leżało na śpiworze. Miałem specjalnie uszyty niby śpiwór z takiej cienkiej popeliny, jak na prześcieradła. Służył mi za jedyną pościel (i izolację!) także w hotelach. Gdzie „pościelą” było ceratowe łóżko - leżanka, na którym spała połowa ludności Indii. Leżę sobie więc wygodnie na śpiworze puchowym, jeszcze robionym na wyprawę w Hindukusz. Od małego okna, zabezpieczonym poprzecznymi prętami, wieje przyjemny wiatr. Pod sufitem przedziału kręcą się sporych rozmiarów cztery wentylatory. W przejściu, wzdłuż przedziałów, też się leży, ale tylko na parterze. Jedziemy na południe. Krajobraz lekko pofalowany. Wszystko porośnięte gęsto, nieznaną mi roślinnością o dużych liściach. Dużo wszędzie wody. Przekraczamy rzeki niosące czerwono-brunatną wodę. To okres monsunu i są wezbrane. W rozlewiskach leżą stadka bawołów błotnych. Zwierząt nie widać w brunatnej wodzie. Że coś tam jest, można poznać po sterczących tuż nad wodą - dwóch dziurkach od nozdrzy, oczach i rogach. Co kilka godzin pociąg staje na dłuższy, kilkunastominutowy postój. Pasażerowie wylegają na perony. Wszędzie na peronach można tu kupić herbatę. Nie piszę, że z mlekiem, bo to oczywiste. Zjeść sobie banana, puti z sosem. Można też oczywiście zamówić sobie obiad w wagonie. Roznoszą takie zestawy załadowane na stacji. Tylko, że jest to za droga, przynajmniej dla mnie, forma wyżywienia. Nasz bilet okrężny opiewa na trasę 7500 kilometrów i kosztuje 196,60 Rs(rupii). Czyli prawie 23 dolary. Koniecznym uzupełnieniem jest miejscówka za pięć rupii, na miejsce do spania. Miejscówka jest ważna na daną trasę. Jedziemy do Madrasu, więc mamy miejscówkę tylko do tego miasta. Gdybyśmy przerwali podróż w środku trasy, to tracimy miejscówkę. I należy kupić nową. Bilet jest dalej ważny. Zgadałem się z Hindusem z przedziału, wyglądającym na pracownika jakiejś instytucji. Jedzie na delegację do Madrasu. Po informacji z jakiego kraju jesteśmy - mówi, że miał do czynienia z Polakami. Z wykształcenia inżynier. Kupowali duże transformatory w fabryce w Łodzi. Z zawodu jest elektrykiem. Ja też nim jestem. I znam ten zakład, bo projektowaliśmy na ich urządzeniach. Mamy wspólny temat. Zarabia sześćdziesiąt dolarów na miesiąc. Ja średnio staram się tu jakoś wyżyć za trzy dolary dziennie. Wożę ze sobą znany podręcznik języka angielskiego Candlin`a. Przygotowuję sobie w myśli pytania, bo to jest łatwiejsza dla mnie forma rozmowy, przy bardziej wyszukanym dialogu. Gorąco i jestem spocony po nocy. Dobrze byłoby wziąć prysznic. W wagonie jest duży, kucany ustęp. Obok dziury w posadce mały kranik do spłukiwania, może też do podmycia sobie czegoś bardziej intymnego. Wody do dyspozycji jest dużo, bo co większa stacja i dłuższy postój to rozciągają po peronie węże i leją do zbiorników w wagonach. Ukradkiem zwijam ręcznik, który mam przy sobie, do środka wkładam mydełko i udaję się dyskretnie do "łazienki" pod prysznic. Nie jest już wcześnie rano i pasażerowie nie mają gwałtownej potrzeby zrobienia sobie natychmiast siusiu. Więc powinienem mieć chwilę spokoju w środku, bez walenia w drzwi. Rozebranie się do rosołu w „łazience” nie jest skomplikowane i czasochłonne, bo mam na sobie mam tylko luźne spodnie z popeliny i koszulkę bawełnianą. Majtek nie noszę, bo byłoby mi za gorąco i zaparzyły by mi się moje klejnoty. A tak ciąg powietrza w górę w nogawkach je chłodzi i suszy. Kąpiel wymaga ode mnie nieco gimnastyki. Kran z wodą jest dwadzieścia centymetrów nad podłogą. Ale co to za ulga! Czuję się jak nowo narodzony. Niebo jest już lekko zachmurzone i temperatura nieco opadła. Przed południem zaczyna mocno lać i pociąg jedzie w silnym deszczu monsunowym. Dowiedzieliśmy się z prospektu, że najlepszy okres do zwiedzania Madrasu to wrzesień. W sierpniu kończy się monsun letni. W październiku zaczyna zimowy. Pociąg jedzie przez Agrę, Janhsi(Dżansi), Hosnangabad(Itersi), Nagpur, Hedylaralbad. Rzeka, którą minęliśmy przed Hosnangabadem to Narmanda i uchodzi do Oceanu Indyjskiego koło Bombaju. Od czasu do czasu mijamy poletka ryżowe, które orze człowiek w przepasce na biodrach, brnąc razem z bawołami po kolana w błocie. Jest nawet dosyć chłodno, jak na Indie. Jeden z naszych współpasażerów dostał gęsiej skórki. Brudas okrywa go kurtką puchową. Temperatura około dwadzieścia pięć stopni. Zmieniły się już znów ubiory ludzi za oknem wagonu. Na polach widać mężczyzn w białych spodniach, białej koszuli i białych furażerkach. Nosił taką premier Indii Neru. A zdaje mi się też, że nosił także białe spodnie i koszulę. 3.09 W piątek rano jesteśmy w Madrasie. Nazwa miasta kojarzyła mi się dotychczas z herbatą, sprzedawaną w naszych sklepach. A to jest przecież milionowe miasto, znane też z produkcji filmów. Jeśli mowa o filmach, to wszędzie w Indiach widuje się ogromne, kolorowe afisze filmowe. Z malunków na nich można się domyślić, że mowa jest o miłości, o bohaterach w walce dobrego ze złym. Miłość jest raczej w nich przedstawiana w wydaniu marzeń pięknej, młodej, ubogiej dziewczyny, którą w końcu poślubia, młody, przystojny książę, czy maharadża. W Indiach produkuje się rocznie więcej filmów fabularnych, niż w Stanach Zjednoczonych. Plecaki zostawiamy na stacji i szukamy biura turystycznego. Po drodze ktoś nas nagle zatrzymuje. Okazuje się, że na chodniku jest mała świątyńka i trzeba zdjąć buty, przechodząc przez nią, albo zejść na jezdnię. Obok świątyńki „urzęduje” chyba kapłanka. Ma jakieś utensylia. Rozpoznaję wśród nich maskę. W biurze informacyjnym dla turystów dostajemy prospekty i zapisujemy się na jutro na wycieczkę do trzech miejsc ze świątyniami. Zaczepiają nas bez przerwy sprzedawcy skór z jakiegoś węża. Sprzedają też portmonetki z tych skór. Jeden z nich jest wyjątkowo uparty i ciągle nas o coś nagabuje. Nie wiem o co mu chodzi, bo nie zna angielskiego, tylko powtarza ciągle jakieś słowo. Wyjaśnili nam potem, że w Tamil Nadu stanie, którego stolicą jest Madras, obowiązuje całkowita prohibicja. Cudzoziemcy dostają specjalne zezwolenie na zakup alkoholu. I takie zezwolenie chciał ten gość kupić od nas za dwadzieścia rupii. Hotel znajdujemy, po dłuższym szukaniu, za trzynaście rupii za trzy osoby. Po południu jedziemy we trójkę na plażę Marina Beach. Leżą na niej łodzie rybackie, obok małych domków ze strzechami. Leżą tu też belki z drzew palmowych, z których robi się te prymitywne łodzie. Mamy okazję zobaczyć, jak z taką łodzią mocują się miejscowi rybacy. Usiłują ją przepchać przez silną falę przybrzeżną. Potem stawiają na takiej łódeczce żagiel. Łupinka jest prawie niewidoczna zza fal. Od czasu, do czasu widać tylko głowę rybaka. Po plaży chłopcy noszą muszle. Piękne i duże. Duży wybór. Można się potargować. Rysiek proponuje nam rybę. Która jest smaczna, ale i droga. Nie wiadomo też jaka, jak wszystkie tutejsze dania. Uliczka prowadząca z plaży do miasta jest bardzo kolorowa. Kwitnie w całej pełni handel. Mnóstwo straganów z plastykowymi trepkami. Całe Indie są obute w buty z plastyku, za pół dolara. Nie jest to tak znowu tanio dla przeciętnego Hindusa. Obok naszego hotelu też mamy małą świątyńkę. Zdjęcia: Młoda matka. „Upolowałem” ją na jakimś peronie, w czasie dłuższego postoju pociągu. Ładna dziewczyna. W tym zawiniątku było chyba jej dziecko, niemowlak. Ulica . W Madrasie. Ta kobieta trzyma w ręce dwa dojrzałe orzechy kokosowe. Z takim orzechem mocowałem się w Deli, by go otworzyć. Z tyłu afisze filmowe. Jak ktoś jest dociekliwy to może zobaczyć, że napisy na niektórych plakatach nie są pisane alfabetem łacińskim, ani też arabskim.
    1 punkt
  26. Szczyrk to nie tylko SMR. Jestem tam co roku kilka razy w sezonie. Poza jednym dniem w ubiegłym sezonie, gdy z powodu wiatru stanął cały ośrodek i trzeba było kończyć jazdę wcześniej niż planowałem, to na ogół jestem bardzo zadowolony. Trzeba tylko zaczynać odpowiednio wcześnie i poruszać się odwrotnie niż robi to większość na stoku, a można się wyjeździć do woli.
    1 punkt
  27. Wiedząc, że nasze akademickie dywagacje nic nie znaczą. To jednak patrząc na te zdjęcia, dla przyrody i zwierząt te kilkanaście armatek i system naśnieżania byłyby mniej uciążliwe niż te dzikie tłumy każdego dnia w Tatrach.
    1 punkt
  28. Najwyższy poziom to oni mają marketingu i wciskania kitu ludziom. Ile to km tras oni mają, a czynne może 50%. Jeśli chodzi o termin otwarcia to jak zwykle wystartują jako jedni z ostatnich. Im wiecznie coś przeszkadza. Biednemu to wiatr w oczy i c**j w dupę. Takie życie.
    1 punkt
  29. Co do kiczu to jest wpisany w pewnym stopniu w góralski folklor.. A ograniczenia latem...hmmm..ale wtedy buda z hotdogami i karaoke pod Giewontem traci sens a potencjał biznesowy jest...
    1 punkt
  30. Niestety. Internet znacząco się skurczył w przeciągu ostatnich dziesięciu lat.
    1 punkt
  31. Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę, że w momencie, gdy w danym kraju jest wykrywany Omikron, NATYCHMIAST jest on umieszczany na liście krajów, dla których obowiązuje bezwzględna kwarantanna przy wjeździe do Szwajcarii. I tak wczoraj na liście przybyła m.in. Dania, a dzisiaj Portugalia. To przecież kwestia paru dni (a może godzin?), gdy potwierdzą ten wariant w Polsce. W dalszym ciągu kraje sąsiednie - Niemcy, Francja, Włochy, Austria - nie są objęte tymi restrykcjami. W zeszłym sezonie dotyczyło to tylko regionów graniczących ze Szwajcarią, w tym sezonie polityka jest nieco inna. Przynajmniej na razie. Jak pewnie pamiętacie, w ubiegłym sezonie kwarantanna została nałożona na turystów również wstecz - Brytyjczycy wjechali bez problemu, a w trakcie pobytu nałożono na nich kwarantannę i sporo osób uciekało w popłochu.
    1 punkt
  32. Czy ja wiem czy szkoda?... już i tak tam brakuje tylko budki z hotdogami pod Giewontem i baru karaoke na Kościelcu..
    1 punkt
  33. A bywa i bez kolejki Pozdrawiam mirekn
    1 punkt
  34. My z braciszkiem poszliśmy na maxa, ale my uwielbiamy "rzucać się w przepaść" na Grzebieniu - jak mówił kiedyś jeden z klasyków tego forum. Muszę wtedy chronić stalowe części mojego ciała, musi być bezpiecznie. Długość 177 przy wzroście 176. Tymczasem liczyłem dzisiaj na pierwsze szusy ale wczoraj pogoda lekko odpuściła. Biały Krzyż też, za tydzień pewnie ruszy.
    1 punkt
  35. Sorry @JC ale po wysłuchaniu tego co miałeś do powiedzenia,zastanawiam się po jaka cholerę to mówisz. To jakiś obłęd . Z jednej strony kasujesz wszystko co jest z tematem covidowym(dziwne dyskusje i obwinianie jednych drugich) -twoje prawo,nie wnikam Twoje forum,a z drugiej coś co jest zakazane lub państwo walczy żeby żyć(a wiec nikt tu nie przyjeżdżał) na siłę pokazujesz jak obejść-choć legalnie w tych kluczkach prawnych ten burdel covidowy . Po co?
    1 punkt
  36. Tak...w jednym z najbardziej nizinnych, lesistych i bagiennych krajów Europy odpalono właśnie armatki śnieżne. Niech ten temat będzie odskocznią w czekaniu na zimę, ale tak, na Białorusi naprawdę można poćwiczyć jazdę na nartach zjazdowych i snowboardzie. https://belsat.eu/pl/news/nizinna-bialorus-rozpoczela-sezon-zjazdowy/?fbclid=IwAR2f1BD0g1G7zr9bzqT262QiFGOE1Wy0bH6Nv8-i3K-yN-fqA18u6aVXGnk "Kompleks narciarstwa zjazdowego Łahojsk ogłosił dziś początek sezonu. Dzięki sztucznemu naśnieżaniu działa już stok nr 4 i trasy szkoleniowe. Na stronie ośrodka można obserwować armatki naśnieżające stoki. Produkcja śniegu trwa też w Siliczach, drugim i ostatnim kompleksie narciarstwa zjazdowego na Białorusi. Jak dowiedział się korespondent Biełsatu, tutaj start sezonu jest zaplanowany najwcześniej na przyszły weekend. Koszt białego szaleństwa w Łahojsku jest taki sam, jak przed rokiem, a w Siliczach nawet mniejszy. Komplet narciarski można wypożyczyć na godzinę za 10 rubli (19 złotych), a na cały dzień za 23 ruble (44 złote). W weekendy jest drożej – godzina kosztuje 13 rubli (25 złotych), a cały dzień 27 rubli (51 złotych). W białoruskich kompleksach narciarskich korzystanie z wyciągów liczone jest w godzinach. W Siliczach można kupić karnet maksymalnie trzygodzinni, który w dni powszednie kosztuje 21 rubli (40 złotych), a w weekendy 32 rubli (61 złotych). W Łahojsku taki sam karnet kosztuje 20 rubli (38 złotych) w tygodniu i 30 rubli (57 złotych) w weekend. Dla Białorusinów alternatywą są stoki Polski i Ukrainy. Za te same 32 ruble (60 złotych) można szusować po stokach w Zakopanem tylko dwie godziny. Z kolei w tej cenie ukraiński Bukowel oferuje trzy i pół godziny jazdy. Jednak nizinna Białoruś to przede wszystkim kraina narciarstwa biegowego, biathlonu, łyżwiarstwa i hokeja, którego klubem szczyci się każde duże miasto." A tak wygląda ON Łahojsk: Oprócz tego, kilka mniejszych wyciągów znajdziemy w innych miejscowościach, nie wspomnianych w artykule. Tak wygląda mały wyciąg narciarski w poleskim mieście Mozyrz,usytuowany na stoku w dolinie rzeki Prypeć.
    1 punkt
  37. Właśnie otrzymałem kurierem pakiet startowy wraz z dyplomem za ukończenie # Najdłuższy Gigant w Polsce
    1 punkt
  38. Ukończyłem najdłuższy gigant w Polsce Dystans 2,8km, różnica poziomów 670m, bramek dużo.., jazda ponad 3 min. Start parami - slalom równoległy do pierwszej ścianki dalej przechodził w pojedynczy-czyli kto pierwszy ten lepszy, udało mi się namówić młodego i szybkiego do pary żeby sobie nie przeszkadzać, dla mnie lepiej gonić. Meta Kanion przy mostku. Po zawodach wypiliśmy kawę z @Iski którego serdecznie pozdrawiam. Rano było pięknie, potem na szczycie przyszła mgła wiatr i śnieg. Do tego wszystkiego przed samym startem popsuły się górne krzesła (brak zasilania) i godzinna ewakuacja na awaryjnym. Mimo tego same zawody przeprowadzone bardzo sprawnie, polecam wszystkim kiedyś spróbować
    1 punkt
  39. Tanio już było. Teraz wszyscy w Europie muszą sobie odbić zeszły rok. W poprzednich sezonach kupowałem gopass na pierwszą połowie grudnia i połowę lutego za 9E. Teraz na połowę lutego 24 E i każą dodatkowo płacić za parking co kiedyś był za free. Lubię jeździć do Tatrzańskiej Łomnicy - Białka się umywa (dla mnie). Nigdy nie czekałem dłużej w kolejce niż 5-10 min, za to w kolejce spotykałem zrezygnowane osoby z Białki z poprzedniego dnia gdzie czekali w kolejce po 40 min. Widoki w ładną pogodę bajka (w porównaniu do polskich stoków oczywiście), ale wprowadzając już dodatkowe opłaty za parking to już trochę dla stałego bywalca taki niesmak pozostaje.
    0 punktów
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...