Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 13 Październik 2026
-
Rok
13 Październik 2025 - 13 Październik 2026
-
Miesiąc
13 Wrzesień 2026 - 13 Październik 2026
-
Tydzień
6 Październik 2026 - 13 Październik 2026
-
Dzisiaj
13 Październik 2026
-
Wprowadź datę
30.11.2020 - 30.11.2020
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 30.11.2020 uwzględniając wszystkie działy
-
7 punktów
-
6 punktów
-
Byłem wczoraj na Białym krzyżu. Stok rozmiarów boiska do siatkówki ale ludzi bylo całkiem sporo. Kolejka do orczyka bez żadnych wytycznych ustawiała się sama. Odstępy moim zdaniem zachowane całkiem nieźle.6 punktów
-
5 punktów
-
5 punktów
-
W sumie, to jest to takie za przeproszeniem sranie do własnego gniazda. Najpierw bowiem rząd ogłasza ustami Gowina, że wyciągi będą zamknięte. Potem szumne spotkanie, że ustalono szczegóły reżimu sanitarnego, który ma pozwolić na bezpieczne korzystanie ze stoku. Szczerze jak to przeczytałem - a chwilę na to spojrzałem - to pomyślałem sobie w duchu "ale ściema". W praktyce wygląda na to, że nikt nawet nie próbuje tych reguł przestrzegać. I jasne - z jednej strony jak to widzę, to myślę sobie, ale ludzie są beznadziejni; ale z drugiej strony - widomym jest, że jeżeli właściciele stacji nie pomyślą nad jakimś sposobem wygrodzeń, albo innego sposobu radzenia sobie z problemem uprządkowania tłoku w kolejkach, to nie ma szans na zachowanie dystansu społecznego. Osobiście uważam, że ze strony ON po prostu nie dopilnowano sprawy jak trzeba. Skończy się to tym, że rzeczywiście w tym sezonie nie pojeździmy w ogóle, bo trudno o zachowanie optymizmu, jak się widzi sceny z Krynicy.5 punktów
-
Myślę, że powinieneś trochę spasować. Walka z z bandytyzmem, nie powinna polegać na byciu bandytom. Twoje ostatnie wpisy są delikatnie mówiąc niefortunne, dlatego proszę abyś Twoje rady pozostawił dla siebie, a nie wrzucał na forum. Z drugiej strony widzę, że kilku osobom spodobała się forma odwetu zaproponowana przez Mitka. ... takie mamy poziom narciarskiej kultury, nie tylko narciarskiej. Tak przy okazji. Byłem kiedyś w Kanadzie. Napisze w dwóch słowach - od nich moglibyśmy się uczyć kultury na stoku. Nikt nie pchał się w kolejce, bo czasu oczekiwania nie zmniejszy się tym, że będzie się wisiało komuś na plecach, czy stało na czyiś nartach. Nikt nie wpychał się do gondoli, czy na krzesło, a jeżeli było jeszcze miejsce, to grzecznie, z uśmiechem na twarzy pytał - czy może się dosiąść? Byłem pod dużym wrażeniem. Niestety tego typu zachowania, to nie kwestia narty, ale osobistej kultury.5 punktów
-
Moim zdaniem nie ma innej opcji jak w obecnej sytuacji wprowadzić limit karnetów, żadne stawianie płotków i kolejki nie pomogę kiedy na takich Słotwinach było po prostu o wiele za dużo ludzi.4 punkty
-
Jak się nie wpychasz to inni Cię miną i stoisz dłużej. Podobnie na ulicy, Ci ścigań i zdążą minąć kilka aut od świateł do świateł i dzięki temu na kolejnych przejadą za pierwszym razem. Nie jest to ani kulturalne, ani wygodne. Tak dzieje się zawsze gdy jest zbyt duży tłok a społeczeństwo nerwowe. Dlatego najlepiej przynajmniej na nartach jeździć tam, gdzie nie ma dużych kolejek. Co do komentarza @Mitka o uszkadzaniu kolana. Jest to oczywiście bujda, ale za promowanie takiego bandytyzmu powinien zostać wydalony z forum. Deptający po nartach to przy tym angielscy dżentelmeni.4 punkty
-
Dzisiejsza fotorelacja ze Szczyrku. niedziela, 29 listopada 2020 Pani bagien, mokradeł i śnieżnych pól, rozpal w łaźni kamienie na biel! Idzie ... ona. Nie, nie idzie, ona ... już przyszła. Kto? Lepiej jej imienia nie wymieniać ... bez respektu! Kto nie szanuje pani Zimy, tego ona może tego respektu szybko nauczyć. W każdym razie otoczenie pięknej kapliczki z Matką Boską pod Klimczokiem trochę się zmieniło. Narciarska stolica Polski (Szczyrk, Małopolska, woj. śląskie, Beskid Śląski) wita przyjezdnych śniegiem: Czeka Beskid Sport Arena - tu jeszcze śniegu mało: Czekają centralny parking i samochód (dla narciarza?) w SMR: Czeka Golgota (o ile SMR zechce ją w ogóle uruchomić, bo drzewiej różnie z tym bywało): Więcej: http://ekonomiaplussport.blogspot.com/2020/11/pani-bagien-mokrade-i-snieznych-pol.html4 punkty
-
Wielu nawet nie zdaje sobie sprawy, że wiele stacji u nas działa na minusie tylko właściciele mają inne biznesy a posiadanie stacji to nobilitacja. Jak pisałem nie dawano wiele stacji zmienia właściciela i w życiu na plus nigdy nie wyjdą. Wielu to się nawet nie chce zainwestować w nowoczesne armatki i nie dlatego, że kasy brak. W Myślenicach to jak jest? Wzdłuż stoku jest całkiem niezła trasa do DH a i po sąsiedzku idzie tylko na dolną starą stacje. Ostatni piękny weekend to tłumy walące z buta po stoku. Dobra cena i w weekendy sporo by zarobili bo na samą górę dojechać autem się nie da bo zakaz. Swego czasu połowa stacji w rejonie Sądeckim to byli deweloperzy z taką ilością kasy, że mają wywalone czy to zarobi czy nie. Obecnie stacja musi być świetnie położona, ogromna z zapleczem również na lato by to się finansowo kalkulowało. Jak by tylko o kasę chodziło to ostatnie lata wykasowały by przynajmniej połowę a jakoś tego nie widać.3 punkty
-
Różne są definicje przedsiębiorców, ale "dokładania do interesu" nie znajdziemy w żadnej z nich. Ośrodki narciarskie to nie komunikacja miejska, w której definicję jest wpisana nierentowność; to nie są (przeważnie) publiczne podmioty, które mogą sobie pozwolić na stratę w imię wypełniania jakiejś misji. ON-y to przedsiębiorstwa, które mają właścicieli, a ci właściciele nie prowadzą ich z nudów czy hobbystycznie, tylko po to żeby mieć z tego pieniądze.3 punkty
-
Obrazek ze strony Korbielow.net świetnie pokazuje potencjał "dołu" z Buczynką:3 punkty
-
Siano mają @fredek321a tak całkiem serio są egoistami zapatrzonymi tylko na siebie. Niestety ja po tym co przejazdem widziałem w sklepach w tym takim z meblami ale nie Szwedzkimi to utwierdziłem się w przekonaniu, że ta cywilizacja i tak upadnie. Nie ma szans to wszystko na dłuższą metę. Skoro nawet taka sytuacja gna ludzi po jakieś zakichane paździerze... A pisałem tutaj, że ideałem jest zamknięcie stacji na weekendy i niech to hula w tygodniu. To jest tak super rozwiązanie ale chyba wielu nadal nie zdaje sobie z tego sprawy. Od marca do dziś ani jednego dnia w górach a było ich z 40-ci nie spędziłem w weekendy. Poezja to mało napisane. Dziś na Słotwinach jest ta jakby inaczej i nie ma się absolutnie do niczego przyczepić.3 punkty
-
Kolejnym możliwym krokiem byłoby weekendowe wyłączanie stacji narciarskich w ogóle.3 punkty
-
Jeszcze raz zapytam, co w czaszkach mają ludzie (?), których celem życia staje się ominięcie obostrzeń sanitarnych. Pytanie niestety dotyczy również niektórych forumowiczów.3 punkty
-
Ani wezwania do dyscypliny,ani płotki,które już wczoraj wieczór Krynica wprowadziła po rannym kataklizmie,nie rozwiążą sprawy przy takim naporze.Można by to rozwiązać tylko ostrymi działaniami cennikowymi,bo ten tłum to mieszanina napalonych i oszczędnych.A jakiś idiota na pierwszy czynny weekend wprowadził promocję black friday.A w tej drażliwej i przewidywalnej sytuacji,gdy mogą zamknąć stację,wystarczyłoby -w weekendy żadnych promocji,a cenę podnosimy 2x normalna.W powszednie dni cena jest 25% ceny normalnej.Nadzwyczajne sytuacje wymagają odważnych rozwiązań.A popatrzcie teraz na kamery-pustka.Idę pakować narty...3 punkty
-
Nie ma recepty na kulturalne zachowanie. To trzeba wynieść z domu, ale także starać się aby być miłym i uczynnym. Jakże wiele napiętych sytuacji rozwiązuje uprzejmy uśmiech. Ile dobrego moze zdziałać słowo przepraszam. Na narty jeździmy aby odstresować się, oby odpocząć. Szkoda aby ten czas był jeszcze poprzeplatany z nerwami związanymi z niewłasciwym zachowaniem . Może pieprze tu frazesy, ale z pewnością w każdym z nas drzemie jeszcze duży potencjał dobroci , tolerancji i empatii. Starajmy się z niego korzystać.3 punkty
-
Popieram, trzeba coś z tym zrobić Jacku @JC. Jesteśmy tutaj w takiej małej społeczności i nie powinniśmy być obojętni na takie zachęty do bandytyzmu, nawet jeśli to jest prowokacja. tutaj wypowiedź Mitka3 punkty
-
To parcie do przodu w kolejkach narciarzy jest nagminne. Ciekawe z czego ono wynika, bo z pewnością nie jest poparte jakąkolwiek logiką. Przecież jeśli ktoś stoi za nami to włażąc nam na narty i tak nas nie minie i nie przyspieszy dojścia do wyciągu. Podobne zjawisko obserwuje na ulicach, na światłach. Zapalenie się światła zielonego traktowane jest jak znak do wyścigu. Kierowcy startują, szybko dodają gazu i mkną do, często widocznych przed nimi, świateł koloru czerwonego. Hamują więc i czekają na następny start. Szczególnie widoczne to jest w Warszawie. To przypomina mi jakiś wyścig szczurów, chęć pokazania kto szybszy, kto prowadzi. Wydawać by się mogło, że narty siłą rzeczy, a właściwie swą długością, zapewnia odpowiedni dystans w kolejce. Ależ skąd! Albo wejdzie ktoś na tyły nart, albo wjedzie czubem pomiędzy twoje narty, albo z boku prze do przodu wykorzystując każdą szczelinkę pomiędzy nartami. Zdarzało mi się zwracać uwagę na takie zachowanie, ale muszę przyznać że bez skutku. Powiem więcej, na twarzach pchających się widziałem jakiś rodzaj zaskoczenia i zdziwienia zwracaniem im uwagi. Kiedyś jakiś narciarz, chyba rodzic, z oburzeniem zaatakował mnie jako niesłusznie czepiającego się młodzieńca prącego do przodu. Zjawisko to nasila się z każdym rokiem, przynajmniej ja mam takie odczucie.3 punkty
-
rozwiązanie jest bardzo proste - ja robię im miejsce i mówię: proszę bardzo jak się pani/panu tak spieszy to proszę do przodu3 punkty
-
3 punkty
-
@Ziemowita będzie jeszcze drożej. Nie wiem czy czasem wreszcie nie zmieniło się w tej chorej tematyce wyciągu jako takiego jako obiektu budowlanego. To wiązało się z dość sporymi kosztami. No ale znowu jak tu im ujęli to dowalili i dowalają cenami prądu, które są na 1 miejscu kosztów wszystkiego. Dla mnie chore są wysokie opłaty dla Lasów, które powinny być symboliczne albo żadne.2 punkty
-
Niemniej zobaczymy, jak to będzie wyglądało w praktyce. Nie znam tematu dokładnie, ale wokół całego środka na pewno kręciło się jakieś zainteresowanie. W końcu mówimy o bardzo fajnej stacji razem z tą Buczynką (dwa czteroosobowe krzesła plus jedno dwuosobowe, zjazd na dół ok. 2 km i ok. 400 m różnicy poziomów) w dolnej części i nieco przypominającej skansen stacji w górnej części, ale ... ze śniegiem do maja!2 punkty
-
Ja myślę, że mamy do czynienia z 3 różnymi sytuacjami, których bym nie mieszał. po 1 - sytuacja zwykłej kultury - np jak ktoś nam najeżdża na narty; nie są narażone nasze życie i zdrowie, więc nie uważam, że trzeba wtedy stosować drastycznych środków; zwrócenie uwagi wystarczy; porysowane narty nie są warte jakiegokolwiek uszkadzania ciała (i tu się z Mitkiem nie zgadzam) po 2 - jeżeli obserwujemy zagrożenie zdrowia względem samego siebie u innych osób (wskazana sytuacja z wężem) - tu można tez tylko zwrócić uwagę, chociaż trzeba być bardziej natarczywym. po 3 - czyjeś działania powodują zagrożenie zdrowia i życia u innych osób - tu zgoda, wymaga to zdecydowanej reakcji, czasami do rękoczynów włącznie. Najważniejsza zasada reakcji to zasada „adekwatności”. Ta zasada w wypowiedzi Mitka moim zdaniem nie została zachowana. Ale na zasadzie tej samej adekwatności, nie butowałbym od razu kogoś, że coś powiedział na forum. Zwrócenie uwagi wystarczy (a reakcja na zwrócenie uwagi też sporo mówi jak ktoś traktuje „adekwatność” 😉).2 punkty
-
Na Korbielow net pojawił się fajny film z drona z dolnych partii Pilska. Pięknie te traski wyglądają. Tu link to filmu: Zastanawia mnie jednak płot, a w zasadzie płotek, który istnieje na polanie na Buczynce i sporo zawęża trasę narciarską. Ktoś wie co to za historia z tym płotem??? (zaznaczyłem linię równolegle do tego płotku:2 punkty
-
O Buczynce i Korbielowie: poniedziałek, 30 listopada 2020 O polskich zdarzeniach prawno-ekonomicznych najwięcej dowiemy się od Słowaków Korbielów Małopolska Miejscowość dziś w woj. śląskim Miejscowość pod Pilskiem W masywie Babiej Góry W Beskidzie Żywieckim Miejscowość znana w najwyższego (poza Kasprowym) ośrodka narciarskiego w Polsce Wszystko na to wskazuje, że wreszcie w najbliższym sezonie ruszy kolej Buczynka pod Pilskiem wraz z bardzo ciekawą trasą narciarską, nieczynną od lat, ale na potrzeby nowej kolei została ona poszerzona i zyskała naśnieżanie. Niegdyś stok był obsługiwany przez tzw. podwójny (dwa wyciągi równoległe) orczyk, czyli (teoretycznie) przepustowość powinna być podobna jak przed laty (dwa orczyki wciągające naraz cztery osoby zastąpione czteroosobowym krzesłem). Nowe (wybudowane 5 lat temu!) krzesło ma długość 1451 m, przewyższenie 310 m oraz przepustowość 2000 osób na godzinę. Długość trasy to ok. 1600 m, czyli przeciętne nachylenie wynosi 19,375 procent. To parametry trasy w miarę łatwej, jednakże na odcinkach stromizna jest tam większa. Dzięki istnieniu słowackiego portalu Lanovky.sk (link do artykułu: KLIKNIJ TUTAJ!) dowiadujemy się też istotnych kwestii prawno-ekonomicznych, mianowicie, że: W 2002 spółka CTE kupiła ośrodek (a w zasadzie dwa ośrodki: "dolny" i "górny", kto był w Korbielowe, wie o co chodzi) od Gliwickiej Agencji Turystycznej za ok. 2,5 mln euro. Spółka CTE miała ambitne plany inwestycyjne. W 2015 roku ukończono wspomniany wyciąg w "dolnej" części ośrodka (inwestycje w części "górnej" są bardzo problematyczne środowiskowo), ale spółka CTE nie zapłaciła producentowi Tatralift kwoty 2,4 mln euro. W br. wyciąg został zakupiony przez spółkę Meat-Pros, będącą też właścicielem ośrodka w Zwardoniu (tak zwany Mały Rachowiec). Nowy właściciel wyciągu jakoś "dogadał się" (pewnie wpłacił część lub całość wierzytelności) z producentem i wyciąg ... może zostać uruchomiony. Mamy więc sytuację, gdzie na jednej powiązanej narciarsko górze będzie trzech właścicieli urządzeń i tras: właściciel "Baby", CTE oraz Meat-Pros. Osobnym graczem jest jeszcze właściciel jedynego ... parkingu. Najważniejsze, że Buczynka ruszy. A resztę ... pewnie jakoś dograją. Więcej: https://ekonomiaplussport.blogspot.com/2020/11/o-polskich-zdarzeniach-prawno.html2 punkty
-
W sobotę byłem na nartach w Tyliczu i mam przemyślenie odnośnie śniegu na trasie. Nie wiem czy inni mają podobnie, ale jak dla mnie śnieg wyprodukowany za pomocą nowoczesnej sprzętu (w Tyliczu mówimy głównie o wysokich modelach Techno Alpin) w zasadzie przestał już odbiegać od naturalnego. Zawsze mi tak w tyle głowy siedzi, że śnieg naturalny jest lepszy i wydaje mi się, że kiedyś to rzeczywiście była prawda i ten z armat był bardziej jak lód. Obecnie w zasadzię nie widzę różnicy, stok w Tyliczu był do końca dnia super przygotowany, wrażenia jak z jazdy po śniegu naturalnym, zero lodu i odczucia "suchego" śniegu, który nie jest związany z podłożem.2 punkty
-
no już bez przesady, nikt nie jest święty, przyznaje się do osypywania śniegiem deskarzy leżących na środku trasy2 punkty
-
Według mnie jedyną opcją może być sprzedaż tylko karnetów 2h z limitem osób. Rezerwacja on-line na zasadzie kto pierwszy ten lepszy. Karnet nie odebrany wraca do puli( z możliwością wykupu na miejscu). Od lat tak wygląda rezerwacja w np. kinach.2 punkty
-
Mi się wydaje, że na te Słotwiny to nałożyło się parę rzeczy 1. Totalna olewka ze strony stacji i brak jakichkolwiek limitów, próby panowania nad kolejkę itd. 2. Promocja karnetów 3. Właściwie brak innych stacji oprócz Tylicza (Biały Krzyż i UFO to jednak malutkie stoki) 4. Całkiem inna sytuacja w sobotę. Ja przykładowo planowałem wyjazd w sobote na wieczór i wybrałem Tylicz, a na niedzielę miały być Słotwiny, bo z kamerek wynikało, że w sobotę była bardzo przyzwoita ilośc ludzi. Do Krynicy mam jednak kawałek z Krakowa i po powrocie o 23 w sobotę z Tylicza już mi się nie chciało. Wydaje mi się, że ten tłok jednak zaskoczył niektórych. Mam nadzieję, że jednak w przyszły weekend będzie już czynne podhale i ten rych się rozłoży. W Krynicy dojdzie też drugi Tylicz, nie wiem jak z Jaworzyną2 punkty
-
Przecież wystarczy przyciąć skipasy, na takie Słotwiny wpuścić 200 narciarzy a reszta odchodzi od kasy z kwitkiem.2 punkty
-
2 punkty
-
Nieważne, że to wkręt. Nie pisze się takich treści nawet żartem. To znany sposób, jak ominąć więcej stojących, czyli jednak sam się przepychasz2 punkty
-
2 punkty
-
Cześć Opowiadasz dyrdymały. Wystarczy przez parę minut poobserwować kolejkę i już wiadomo z której strony podjechać. Zawsze jedna strona idzie naturalnie szybciej i nie trzeba się pchać bo tłumek jak rzeka Cię zabiera... Pozdrowienia2 punkty
-
W przerwie, przed wieczorną jazdą już ustawili płotki. No cóż, operator stacji stale się uczy, bo nie zakładał chyba, że jego klientela jest tak durna i nieodpowiedzialna.2 punkty
-
Artykuły nie opisują pchających sie do kanapy narciarzy tylko jakikolwiek brak zachowania reżimu sanitarnego i całkowite łamanie zasad pozwalających na otwarcie stacji narciarskich. Bardziej od narciarzy winie zarządzających tym ON, bo „olali” zasady zezwalające na otwarcie stoku - kompletna amatorszczyzna połączona ze skrajna głupota. Nie bede zdziwiony jak wyciągi zostaną zamknięte całkiem lub przynajmniej na weekend.2 punkty
-
Sądzę, że ten problem jest bardzo trudny do rozwiązania. Dzisiejsze artykuły w necie opisują pchających się do kanapy narciarzy pod dolną stacją: https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,26560009,krynica-zdroj-tlumy-przed-otwartym-stokiem-narciarskim.html#s=BoxOpMT2 punkty
-
Nie ma sensu przybijać budyniu gwoździem do ściany,trzeba być pragmatykiem a emocje rozładować samym wysiłkiem.Wczoraj zobaczywszy tłum na kamerze w Słotwinach zostałem w domu,dziś patrzę-pustki zupełne,więc trzeba jechać.Ani z przyrodą,ani z tłumem nie ma sensu walczyć,jeździć trzeba,gdy jest dobra pogoda i brak ludzi...2 punkty
-
2 punkty
-
Wynika przede wszystkim ze złej organizacji, dużego nadmiaru narciarzy w bardzo małych ON. Wezmy przykład z dzisiejszego dnia ze Słotwin. Rano młyn dobra setka osób stoi jeden obok drugiego i na bank osoby wchodzą na siebie , wieczorem ustawione barierki i już wszyscy w kolejce jeden za drugim możliwości przeskoczenia nie ma. Duzo się pisze o ON zagranicznych ze ten problem praktycznie nie występuje tylko na wielkich hektarach narciarze są rozproszeni i jak zjeżdżasz pod krzesełko to praktycznie nikogo nie ma. Cala logika @Bumer Pozdrawiam2 punkty
-
Marzec 2004 Kasprowy po latach....(retrospekcja) Siedzimy w Koninkach. Za oknem piękna, wiosenna zima. Śniegu napadało ze trzydzieści centymetrów. I dalej sypie. Stok narciarski pusty. Kto by jeździł na takim śniegu? Wystarczy wziąć go do ręki, ścisnąć i robi się kulka. Kiedyś się walczyło i na takim. Teraz taki ubity i te karwingi - jadące krawędziach – to śmierć w oczach.... Żona czyta „W stronę Pysznej”, którą gdzieś wyszperała. Taka fajna książeczka o narciarskich wyrypach i wspinaczce przed wojną. Wiesz - mówi- jak patrzę na ten śnieg, to aż mnie skręca. Nie da się jeździć! Moja droga. Nawet w Białce. Pod spodem jest rozmiękły stary śnieg. Wymieszany z tą papką, powoduje, że raz jedzie się szybciej, raz - wolniej… Niebezpieczne! Zresztą boli cię kolano. Lekko szarpnięte parę tygodni temu na Zarze. Wjechała szybko w kopkę sztucznego śniegu. Szarpnęło nartą i kolano lekko boli z boku. Może by tak na Kasprowy...Mamy w szkole rekolekcje. Mogłabym urwać się we wtorek. W środę nie mogę. Szybka, myślowa analiza. Tam teraz też sypie. Meteo zapowiada od poniedziałku poprawę pogody. Pcha się wyż. Przejdzie nad Polskę. Ja jestem stary meteorolog. W końcu przepracowało się kiedyś te dwa lata w PIHM. Wtorek. Nie ma ferii, świąt, okresu przedświątecznego, żadnych zawodów. Może być nieźle...Słońce, świeży puch...i nie ma tłumów. Wczesna miejscówka na górę. Ech marzenia...Weźmy to jednak pod uwagę. Winien jestem żonie ten Kasprowy. Była już wiele razy wyżej i w trudniejszych sytuacjach. Ale Kasprowy to Kasprowy...Mamy w bloku sąsiada. Jeździ dość rzadko, ale tylko na Kasprowy. Biznesmen, wiec jeździ sobie w dzień powszedni. Często nas widzi ładujących narty na samochód. Dzień dobry, gdzie państwo jedziecie? Bo ja byłem w zeszłym tygodniu...Kompromitacja! Żona jeszcze nie widziała Kasprowego w zimie. W lecie owszem. Odbyliśmy wycieczkę szlakami narciarskimi z dokładnym moim opisem, gdzie tu się jeździ a gdzie spada... Z Kasprowym to jednak nigdy nic nie wiadomo. Góra nieobliczalna. W latach wczesnego Gierka mieliśmy w zakładzie machera od TKKF`u. Miał jakieś chody w Zakopanem i załatwiał miejscówki na Kasprowy. Co prawda nie te wczesne, ale zawsze. Wyjeżdżamy w niedzielę z Krakowa autobusem marki San. Piękne słoneczko. Mrozik. Będzie miejscóweczka. Dokupi się następne na giełdzie w holu kolejki. Życie jest piękne. Giełda w holu kolejki to było specjalne doświadczenie. Nie było jeszcze wyciągu na Goryczkowej. Gąsienicowa, pojedyńcze krzesełko, zakopiańskie klubowo-goprowskie wipy...podjeżdżające bez kolejki. Lepiej nie mówić ile tam się stało. Więc zdobyć ze cztery miejscóweczki na dzień. Cztery obroty przez Goryczkową. No, tak średnio, co półtorej godziny. Bez szaleństw. Tylko skąd te miejscówki. Kasa już dawno oficjalnie wszystkie wysprzedała. Ale holu jest giełda. Wpada facet, z jakiejś obisowskiej wycieczki, mającej załatwione miejscówki. Ktoś z wycieczki zrezygnował. Mam cztery na czternastą... Cztery na czternastą – przecież to zaraz będzie koniec jazdy, myśli niedoświadczony giełdziarz. Doświadczony kupuje wszystkie, zawsze się sprzeda. Ma się więc te cztery i można głośno krzyczeć – wymienię dwie na wcześniejsze... Komuś tam brakowało do kompletu czternastej a miał, powiedzmy, kilka na pierwszą...I tak można było zostać szczęśliwym posiadaczem kompleciku na cały dzień. Bilecik się kupowało bez problemu w kasie. Giełdziarz musiał być szybki i nieco brutalny. Stado hien otaczało zawsze sprzedającego. Najlepiej było być z przygotowanymi pieniążkami. W holu widywało się znane postacie. Wiele razy widziałem tam Alinę Janowską. Zapaloną narciarkę. Na ekranie wyglądała jednak lepiej... No wiec jedziemy tym Sanem. Drapie się on na Mały Luboń. Słoneczko świeci. Na horyzoncie pojawia się znany ząbek. Rzut oka na świerki, czy się ruszają. Jak się ruszają, to d...pa zbita. Wieje. Będzie w Kuźnicach przez głośnik znany komunikat. Kolejka na Kasprowy w dniu dzisiejszym z powodu silnego wiatru nie kursuje...Halny – a tu takie piękne słońce...Taki jest Kasprowy. Z Wadowic wyjeżdżamy o pół do szóstej. Po zmianie czasu, dopiero świta. Żona w obawie przed bezsenną nocą, zażyła sobie coś na sen. Chmury się rozrywają. To dobrze. Na Obidowej widać nasze góry. Promienie słońca oświetlają szczyty Tatr Zachodnich. Ale Wysokie pokryte są jednak czapą ciemnych chmur. W Poroninie widać już jasno oświetlone Czerwone Wierchy a na ich tle Śpiący Rycerz. Na Rondzie tylko kilka aut. Ale jest dopiero po siódmej. Elegancja, facet nam ładuje narty do kosza. Nie to, co stary Jelcz z koszem, który należało obserwować pilnie na każdym przystanku - z nosem przylepionym do tylnej szyby, czy moje narty nie zmieniły przypadkiem właściciela. A tu za dwa złocisze taki luksus. Pusto w Kuźnicach i lekki mróz. Na tablicy: Kasprowy minus dziewięć, na dole minus trzy. Nieźle. Co jest? Hol zamknięty! Aha – tylko z drugiej strony. Żona się śmieje – widać dawno tu nie byłeś. No tak około jedenaście lat. Byłem ze dwa razy. Drugim razem Kasprowy był łaskaw w stosunku jeden do siedmiu. Na osiem dni pobytu na Gąsienicowej, siedem wiało i nic nie jeździło. Góra zlitowała się w pierwszy dniu pobytu i pozwoliła na wyjazd na górę. Inaczej trzeba było nieść ciężki wór i narty przez Boczań na Halę. Byłem wtedy po ponad dziesięcioletnim niepobycie. Zwróciła wtedy moją uwagę całkowita zmiana twarzy. Jeżdżąc dawniej często na Kasprowy znało się twarze, szczególnie lepiej jeżdżących. Wielu gości z Krakowa poznawałem po twarzach, bo często tu bywali. Choć ich osobiście nie znałem. Nie ma cielętnika? Ale zmiany. Będąc na urlopie w mieście Zakopane, wyjeżdżało się pierwszym autobusem do Kuźnic. Coś przed szóstą. Z Jelcza wysypywało się kilkadziesiąt chłopa i biegiem do cielętnika. Kto pierwszy ten lepszy. Każdemu po dwie miejscówki, ale dopiero jak otworzą kasę, za jakieś dwie godziny. Aby tylko załapać się na zerówki. Następne miejscówki po południu. Reszta wyparowała. Ile tych zerówk jest? Cztery, pięć. Ale za to o dziewiątej jest się na górze. Kolejeczka niewielka. Za nami kilku małolatów w kaskach i z pokrzywionymi kijkami. Będzie jakiś zjazd? Nie....Supergigant! Francja-elegancja. Bilecik całodzienny za jedyne osiemdziesiąt siedem w promocji. Wyjazd na górę incl. Wagon jakby jeszcze starszy. Konduktor na siodełku ze swoimi dwoma, nieśmiertelnymi przyciskami. Człowiek czuje się jak w domu. Suchy Żleb rzeczywiście zarasta. Rośnie też jakiś mały lasek na brzegu pod schroniskiem. Na Myślenickich Turniach bez zmian. Ten zbiornik to do wożenia wody na górę - mówię do żony. Wsuwają go do kolejki, napełniają i wożą na górę- po zakończeniu normalnego ruchu. Tam nie ma wody. Stań tu przy szybie. Pokażę ci Żleb pod Palcem. Miałem przyjemność tu kiedyś zjechać. Nie mogę zaszpanować? To jest Turnia Palec. Wygląda jak postawiony w górę kciuk. Żleb ten jest znany ze skoku goprowca z Zakopanego Uznańskiego. Niemcy go dopadli i wieźli na Kasprowy, gdzie była placówka. Nie zrewidowali go i miał przy sobie broń. Miał też narty. Przy dojeździe ich, jak teraz się mówi, sterroryzował i skoczył do żlebu...W holu, na górze, żadnych zmian. Ta sama „boazeria”. Mamy czas. Dopiero po ósmej. A może po siódmej. Słońce prześwieca przez dziury w chmurach. Wiesz, spałem tu kiedyś w kurtce puchowej, o na tej ławie...Wybraliśmy się z kolegą, aby w kwietniu przejechać, prędzej przejść, grań polskich Tatr Zachodnich, od Kasprowego po Wołowiec. Tatry Zachodnie są prawda od Przełęczy Liliowe, ale to sobie podarowaliśmy. Wyjechaliśmy po południu na Kasprowy i pojechaliśmy granią w stronę Czerwonych Wierchów. Plecaki miały ponad dwadzieścia kilo. Namiot, materace gumowe, buty, żarcie...Rozbiliśmy namiot na przełączce pod Kopą Kondracką. Odciągi przymocowaliśmy do wbitych nart. Nie ma mojego puchowego śpiwora. Jasny szlag trafi! Śpiworek elegancki, kiloczterdzieści puchu, szyty przez panią Momatiukową. Idę z powrotem na Kasprowy, bez nart. Musiał zostać w holu. Zapadam się co chwila w śnieg. Trzeba było jednak wziąć narty. Po dwóch godzinach jestem na miejscu..Hol na szczęście otwarty. Ale zupełnie pusto. Żywego ducha i mojego śpiworu. Lepiej tu spać niż w namiocie bez spiwora. Zresztą było już ciemno. Może Wawrytko schował. Schował, schował. To Pana śpiwór? Mój – serdeczne dzięki. Fajnie, ale jesteśmy spóźnieni pół dnia. O tej porze powinniśmy już być na Czerwonych Wierchach. Nie doszliśmy do Wołowca. Skończyło się na Pyszniańskiej Przełęczy. Dwa dni zaplanowane na urlop to za mało. W trzy może by się przeszło. Zresztą Człowiek się więcej napodchodził. Zjazd z plecakiem dwudziestokilowym granią, nawet łatwą Tatr Zachodnich nie należy do największych przyjemności. Śnieg nie przypomina jakiegoś tam sztruksiku. Dzisiaj byłoby to też ciekawe. Narty Hagan`a, lekki namiocik, Red Bull...Przejść Całą grań Tar Zachodnich, łącznie z częścią Słowacką. Może na czas? Wawrytko już chyba umarł? Za oknem rusza duże koło. Zbieramy się. Jedziemy na Gąsienicową. Goryczkowa będzie po południu. Tam jest znacznie dłuższy stok i trudniejszy. Ale się nam udało. Kasprowy oświetlony słoneczkiem Lekki mróz to dobrze. Śnieg nie puści za szybko. W komunikacie na dole napisali warunki trudne i to po obu stronach. Lodoszreń. Nie jeździmy od kilku tygodni. Nogi zastane. Widać z góry, że w kotle wygłaskali dość szeroką traskę. Czy to jest lodoszreń? Może? Na trawersie, lekkie zgrzyty pod nartami. Nieco twardo. Ale mamy naostrzone, nasmarowane karwingi. Beta Race Carve! Beta to alfa, beta. Race się przyda . Carve jak najbardziej, dopóki nie zmięknie. Mnie zawsze ogarnia lekki strach, gdy przyjdzie zjeżdżać nieznanym, trudnym stokiem. Doświadczam go i tu. Ten stok jest znany, ale po tylu latach nieznany. Pierwsze skręty. Jest okey! Mniej stromo i można puścić narty. Lekko drgają na ratrakowej pralce. Co widzę? Taka szerokość i taka gładkość. Gdzie my jesteśmy? Co za piękne góry? Słoneczko, liczko dnia pięknego. Udeczka jeszcze nie rozgrzane. Nieco bolą. Ciekaw jestem jak sobie poradzili na dole, przy pierwszej podporze. Tam było zawsze ciasno. A park za żadne skarby nie pozwoli użyć spychacza. Nie jest źle i na dole. Węziej, ale w miarę bezpiecznie. Przy dużym ruchu można jedna wpaść na kogoś. Kolejne zjazdy są coraz lepsze i szybsze. Śnieg nieco puścił. Narty już tak nie drgają. Maksymalna oszczędność sił. Żadnych dodatkowych przyruchów. Krawędzie i mięciutkie, szybkie kiwnięcie. Do zatrzymania długi, miękki łuk a nie brutalne zatrzymanie. Szkoda ud. Jest po dziewiątej a przed nami cały dzień. Szesnasta czterdzieści pięć koniec jazdy. Prawda, czy nieprawdopodobne! Pytam się wyciągowego, li to prawda! No, no! Gdzie te czasy, gdy pół do czwartej było nieprzekraczalnym końcem. A jak zawiało to dwie godziny odkopywali wyciąg. Małolatom ustawili ten niby supergigant. Od połowy kotła. Po prawej stronie stoku, patrząc z wyciągu. Od strony „turystycznej” odgrodzony powiewającymi chorągiewkami. Kończą na znanym wypłaszczeniu, gdzie zawsze była meta w razie zawodów. Pełny szpan z pomiarem czasu. Jako żoniny ekspert wyjaśniam, że przy przejedzie są zasadniczo dwa miejsca trudne. Stromy stok, strome ścianki, gdzie facet się obślizguje na bramkach i wypłaszczenia, gdzie trzeba umieć się ślizgać. To jest też sztuka. Żadnej brutalności. Należy nartom pozwolić jechać. My też musimy tak dzisiaj tu jeździć, bo należy te osiemdziesiąt siedem złotych wykorzystać. W końcu jestem z Krakowa. Facet jedzie w Alpy. Kupuje drogi karnet i głównie pije piwo w ładnym miejscu. Drogie piwo, ale to jego sprawa. Może i lepiej, bo jest mniejszy tłok na stoku. To była budka starego wyciągu - wyjaśniam mojej damie. Kolejki, stojącej przed nią, nie potrzebuję ci opisywać. Z tej strony podjeżdżali lepsi goście. Głównie zakopiańscy zawodnicy, goprowcy. Ale pierwszy wyciąg miał dolną stację tam wyżej - wtrąca się starszy pan. Starszy pan? Ja też jestem starszy...Widać tam jakieś znane od lat ruiny, ni to domku. Coś mi się obiło kiedyś o uszy. Nie znam tego wyciągu. Jak tu zacząłem jeździć w sześćdziesiątym czwartym to go nie było. Postawili go w czterdziestym siódmym. Ja już sześćdziesiąt sześć lat na nartach - mówi. Pogratulować! Przepraszam, może nieco niedyskretnie, ile lat? Zacząłem jak miałem pięć. I jak tu nie lubić nart. Kochajcie artystów - mówi często Jasiński w czasie benefisów w teatrze Stu. Kochajcie narty!!! Jest jedenasta a zaliczyliśmy już z dziesięć zjazdów. Muszę w tym miejscu odszczekać swoje wątpliwości odnośnie liczby zjazdów. Wątpliwości, które miałem w czasie dyskusji na tym forum. Faktycznie. wyciąg jedzie teraz szybciej. Z góry nie śpiesząc się można zjechać za trzy minuty. Kto jedzie szybciej wyrobi się w dwóch minutach. Zmęczenie jest minimalne, przy długich łukach i na dzisiejszych nartach. My zawsze odpinamy klamry u dołu a zapinamy je na górze. Robimy się też przerwy na trasie. Bo i gdzie się spieszyć. Lepiej szybciej, porządniej, ujechać kawałek i odpoczynek minuta. Nad techniczną jazdą trzeba nieustannie czuwać. Zmęczenie jest wrogiem poprawnej jazdy. Tak, więc gość ze zdrowymi nogami, bijący rekordy, przy dobrym śniegu zjedzie od dziewiątej do końca jazdy, może ze czterdzieści a nawet więcej razy. Tylko, po co? Wyjeżdżam trawersem na Beskid. Na zryty, nieubity stok. Zjeżdżam w stronę dna kotła. Da się jeździć, choć śnieg jest już przewiany i trzeba się przyłożyć do skrętu. Nóżki to jednak zaraz czują. To nie jazda po tej gładziźnie niżej. Przewijam się na wschodni stok Beskidu. Tu jeszcze gorzej. Śnieg jest mokry. Świeżo spadły, z przed kilku dni. Jeszcze nie firn. Niżej jeszcze gorzej. Lekka szreń łamliwa na powierzchni. Wczoraj go przytopiło i w nocy zamarzł. Wracam na ubitą trasę. Adio dziewcze śniegi. Mam to już za sobą. Należy teraz korzystać z ratrakowo-karwingowej tiochniki. Speed, speed, na miarę możliwości. To jest rausz. No, może z wyjątkiem puchu na wyrównanej trasie, ew. firnu lekko puszczonego. Ale to są rzadkości. Co by się jednak nie powiedziało, to do jazdy po dziewiczych śniegach najlepsza jest deska. Leci toto po wierzchu. Przejedzie po kamieniu i kosodrzewinie. Narta się zawsze zagłębi. Nie jest możliwe całkowite, równomierne, w każdym momencie, obciążenie obu nart. To jest brutalna prawda towarzysze...Chcąc jeździć po dziewiczym terenie, ucz się raczej na desce... Siedzimy sobie w pobliżu trawersu na Goryczkową. Poważne zmiany. Szeroka aut...-nartostrada. Porządna siatka. Gdzie te słupy, jak telegraficzne. Gdzie siatka, nieraz przysypana śniegiem. Teraz bracie nie wpadniesz do Cichej. I nart sobie nie zniszczysz na kamyczkach. Lampeczka! Piramidalny Krywań na horyzoncie. Kiedyś uważany za najwyższą górę w Tatrach. Dopóki nie zaczęto naukowo mierzyć. Widzisz te trzy szczyty. Kiedyś tam sobie szliśmy. Na ich tle widać taki szczyt ze stokiem w północną stronę. Od naszej strony ma pas skał. To Kościelec. A ten pas - to zachodnia ściana Kościelca. Tu zginął Świerz. O którym czytałaś w „W stronę Pysznej”. Od dołu jest komin Świerza, w którym poleciał. Podobno partner miał szanse go uratować, tylko się zagapił. Zdziwił się,że Świerz leci z kawałkiem skały w dół. Przecież Świerz nigdy nie lata. Lina mu leciała przez palce. Jak zaczął ją wyhamowywać, to Świerz już miał taką szybkość, że trzasła. Zmarł przy znoszeniu przez TOPR. Na dole śnieg przytopniał, szczególnie w miejscach lepiej wystawionych do słońca. Mołolaty skończyły swój trening. Spróbujemy Goryczkową. Jak będzie źle to się wrócimy. Czasu mamy jeszcze parę godzin do zamknięcia wyciągów. Ale po tamtej stronie wyciąg nie jest taki fajny. Twarde krzesła i jedzie dłużej. Buźki będziemy mieli wystawione na słońce. Trawers na Cichą, do grani w stronę Pośredniego Goryczkowego. Półeczka od wyciągu do grani. Nowa półeczka do góry kotła. Szeroko jak na warunki terenowe. Wszystko ogrodzone siateczkami. Co za luksusy? Nic tylko śmigać. Kociołek równiutki. Ale czym bliżej szyjki, to śnieg bardziej miękki. Po południu już tu przypiera się słońce. Widzisz to jest szyjka. A to jest stok Pośredniego Goryczkowego. Stok poryty esami śladów od samej góry. Deskarze!. Trawers do Świńskiego Kotła też założony. Dzisiaj jest śnieg raczej dość pewny. Podłoże było stare i dość cienkie. Nie napadało zbyt dużo śniegu i wiązał się z podłożem. Lawina raczej nie poleci. Nie znaczy to, że w innym miejscu w Tatrach lawiny nie polecą. Taką prywatną prognozę można sobie zawsze robić. Zatrzymujemy się na Bulce. Ooo! Jaki szeroki stok poniżej.? Siata jak z PŚ. Cuś jednak za mało śniegu. Tu trzeba uważać, bo sporo tu kamieni. Trasa fajna, urozmaicona, ale warunki gorsze niż na Gasienicowej. Śnieg jest mokry i ciężki. To jest słynny mostek. Jak brakuje śniegu, to tym żlebem można dojechać aż do tego miejsca. W żlebie jest go zawsze więcej. Koniec! Ale gorąco! Jedziemy na górę. Niziutkie krzesełko. Czasami jeździło się od Bulki, tędy, obok tej podpory. To jest taki mały żlebek. Ale już zarósł świerkami. Tu na Goryczkowej jest zimno, często wieje. Jak uruchomili ten wyciąg to dawali tzw. ornaty. Były to dwa, zszyte krótszymi bokami, koce. W środku była dziura na głowę, taki ornat. Wiara wtedy nie miała tych różnych gorteksów. Jeździło się w portkach elastycznych. Na górze oddawało się ten ornat. Jak padał śnieg to ornaty nasiąkały nim? Zamarzało to wszystko, sztywniał ornat i stały takie postacie w kolejce do wyciągu. Z góry ornaty jechały na dół na krzesełkach. Ładowali to na kupę i nieraz spadały po drodze. Po kilku latach zrezygnowano z nich. Zresztą pojawiły się kombinezony narciarskie. Szczyt mody.Widzisz ten żleb. Z tego żlebu zeszła lawina. Przeszła przez las i zasypała schronisko na tej polanie. Zginęli prowadzący schronisko - małżeństwo Polakowie i zdaje się trzech żołnierzy służby granicznej. Wyciąg sobie jedzie. Właśnie w tym miejscu, jak jechałem, usłyszałem takie charakterystyczne stęknięcie. Mówiłem ci o tym. Całe to zbocze się zmarszczyło i zaczęło zsuwać do szyjki. Zasypało kogoś? Nie, bo lawina była bardzo wolna. Czoło zatrzymało się niedaleko Bulki. Gdyby doszła do tego żlebu mogłaby się rozpędzić i rejonie mostka mogłoby być źle. Zrobimy sobie taki portrecik na tle Świnicy. Bliżej tego sznurka. Nie bój się. Tu nie ma nawisu. Nie wpadniesz z nim do Cichej. We mgle ktoś dawniej tam mógł zacząć zjeżdżać, albo pojechał na ubraniu po stoku. Do ludzi drogę miał długą. Dolina jest długa. Znowu jesteśmy na dole. Wiesz co, ja już nie jadę - mówi żona. Boli mnie kolano. Dobra odpoczywamy. Kawka? Wysokogórska? Cena też wysokogórska. Ale upał. Jestem wycięta. Na Gąsienicowej z piętnaście. Tu dwa. Dla mnie dość. Wiesz - mówię- tu się przychodziło z Kuźnic, jak uruchomili wyciąg. W niedzielę, jak się przyszło od dziewiątej, to w ciągu dnia można było zjechać pięć, sześć razy. Kolejka zaczynała się oo, za tamtą podporą, szła łukiem przez polanę, następnie od dołu stacji i do krzesełka. Ile się stało? Godzinę, półtorej. Ale można się było ładnie opalić. Kasprowy to historia polskiego narciarstwa. Tak historia. Kto dawniej jeździł w Alpy z Polski? To jest jedyna taka alpejska góra. Jeździł tu Bachleda, gdy był jednym z najlepszych na świecie. Później jeździły Tlałkówny. Nawet mam pewien wątek rodzinny związany z tą górą. Rodzice pobrali się w Zakopanem. Mam parę zdjęć z ich ślubu. Na nich miejscowi w tradycyjnych strojach. Tato przywędrował do Zakopanego z bratem, z dalekiej wsi. Rozeszła się wtedy po Polsce pogłoska, że budują kolejkę na Kasprowy i można zarobić. Pracował przy tej budowie. Później budował stare schronisko w Dolinie Pięciu Stawów. Tu poznał mamę. Niestety wojna spowodowała, że musieli opuścić Zakopane i stracili oszczędności, za które zamierzali kupić dom. Skoczę na górę. Zjadę ze dwa razy. Ostatni zjazd. Moje kolano zaczęło lekko boleć w tym samym miejscu, co żonie. Zaraźliwe? Muszę uważać. Na trawersie do kotła mały tłumek z przedszkola. Przedszkole nosi nazwę Małgorzata Tlałka-Szkoła Narciarska. Poniżej esa, na nartostradzie, ładny widoczek na góry. Mam jeszcze jedno zdjęcie w aparacie. Szybciutko, bo słońce schowa się za chmurą. Aha. Tędy na Kalatówki. Tu na Kondratową. A tu się zabił goprowiec z Zakopanego. Stok żaden. Gość doświadczony. Były tu takie belki. Wpadł na nie... Było nieźle, Było świetnie. Kiedy tak świetnie się mi jeździło, jak dzisiaj na Gąsienicowej? Na pewno nie w zeszłym roku na początku maja na Kicusiu. Rano było tam, owszem, równo, ale tylko przez chwilę. Później słońce i tłum robił swoje. Kilka lat temu w Val di Sole, ale tylko w jednym miejscu w Ponte di Legno. Ale wtedy nie miałem karwingów. Śnieg, dzisiaj, miał być trudny? A jak będzie, gdy warunki będą bardzo dobre? Musimy tu parę razy w zimie wpadać, jak Hausner, albo inny nie pozbawi nas przyszłych, pewnych dochodów. A teraz ciekawostka. Lawina na Goryczkowej. Czternasty kwietnia, godzina druga po południu. Jedziemy z moją ŚP żoną wyciągiem do góry. Słyszę takie głuche „stęknięcie”. Odwracam instynktownie głowę w prawo i widzę, że całe zbocze Pośredniego Goryczkowego się marszczy i urywa nieco poniżej szczytu. Granicą obrywu był wyżłobiony trawers do Świńskiego Kotła, do którego tu też często jeździłem. Być może wcześniej w tym dniu…1 punkt
-
Cześć Wjechanie w trasę zawodów to jest zwykły kryminał. Takich gości należy dożywotnio pozbawiać możliwości jeżdżenia na nartach. Też to ćwiczyłem jako organizator i ... wiesz, że niektórzy jeszcze się kłócili, że kupili karnet i mają prawo... Dorośli ludzie wjeżdżali w dziecięcego GSa w czasie zawodów a tutaj mi mówią, że trzeba tłumaczyć, delikatnie itd. KOMU? Pozdro1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Ktoś przerobił kadr z filmu "300 mil do nieba". Znalezione na fb, w grupie "Republika Podhalańska"1 punkt
-
Kolega sprowadził do absurdu dbanie o interes gospodarczy naszego kraju i regionów narciarskich. Ma do tego prawo, ale zapewniam Cię o "patosie" nie może być w tym przypadku mowy Ale masz rację. Szczytem przegięcia jest Narodowa Kwarantanna...przecież to tylko MM mógł wymyślić, albo Jego ułomni doradcy PR...chyba chcą juz Polakom naprawdę do końca obrzydzić słowo narodowy. Wydaje mi się, że w Brennej też początkowo nazwano projekt Narodowe Centrum Narciarstwa, a dopiero później przemianowano na Beskidzkie... Jeśli czegoś jest za dużo, to następuje naturalny odruch wymiotny.1 punkt







