Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 13 Październik 2026
-
Rok
13 Październik 2025 - 13 Październik 2026
-
Miesiąc
13 Wrzesień 2026 - 13 Październik 2026
-
Tydzień
6 Październik 2026 - 13 Październik 2026
-
Dzisiaj
13 Październik 2026
-
Wprowadź datę
28.02.2021 - 28.02.2021
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 28.02.2021 uwzględniając wszystkie działy
-
To teraz się pewnie narażę większości na forum Skitury są nudne! ...i żeby trochę złagodzić mój przekaz, po moim pierwszym doświadczeniu z takimi nartami, napiszę: dobrze, że są... ale to nie jest sport dla każdego. Mi podobało się średnio i jest ku temu kilka powodów. Mam nadzieję, że po takim wstępie zachęcę Was do tego by przejrzeć i przeczytać niniejszy wpis na blogu do końca. SKITUROWA WIERCHOMLA Zeszłotygodniowy wypad do Przyjaciół w Beskid Sądecki, to były dwa cele. Pierwszy: Ryterski Raj (plan na sobotę i poniedziałek), cel drugi, to wycieczka na nartach w niedzielę - dzień, w którym spodziewaliśmy się dzikich tłumów, w każdym z ośrodków, ponieważ pogoda w prognozach zapowiadała się znakomicie. Lekki mróz o poranku, a potem piękny, słoneczny dzień. Wybór padł na Wierchomlę ponieważ @Majkel miał przetestowaną tutejszą wypożyczalnię oraz na naszym debiucie postanowiliśmy połączyć turowanie trasowe, z poza trasowym. Za komplet sprzętu, na cały dzień płaciliśmy 70 PLN (narty, kije, buty). Tego dnia debiutowałem nie tylko ja, dla Pauli i dla Gosi (żony Michała) - to był również dziewiczy dzień na tego typu deskach. Jak wiecie uwielbiam chodzić po górach i moje nastawienie do tej przygody było bardzo, bardzo optymistyczne. Utwierdziłem się w przekonaniu, że jest to alternatywa dla SKI kochających gdy o poranku zobaczyłem jaka jest ilość narciarzy oczekujących pod stacją dolną kolei w tutejszym ON. Oczywiście jeśli chodzi o zasłanianie ust i nosa, dystans społeczny - absolutny brak. Brak nawet pozorów. Kilka minut na zapoznanie się z działaniem całej maszynerii, krótka chwila na zdjęcie spod kurtki jednej z warstw bielizny i ruszamy dziarsko w górę. Na trasie zjazdowej tłumy. Masa narciarzy bezkijkowych, masa narciarzy w jeansach 😮 Jestem zaskoczony niskim poziomem technicznym jeżdżących tutaj... chyba to wynika z faktu, że tutejsza górka jest raczej łagodna i przyciąga początkujących i lekko zaawansowanych. Gdy tak sobie klapałem do góry nie zauważyłem naprawdę dobrego narciarza No właśnie... ...mimo, że wyciąłem bystro do góry i szybko wyprzedziłem całą ekipę, to zauważyłem kilka niedogodności tego typu narciarstwa podchodzeniowego. Mimo, że niby lekki sprzęt, to nie jest wcale tak lekko. Buty choć miękkie i niby też lekkie, to wcale dużo nie odbiegają od wagi butów zjazdowych. Reasumując pierwsze spostrzeżenie - na taką górkę chyba lepiej byłoby podchodzić w nartach biegowych, mam wrażenie... i przekonanie (muszę spróbować koniecznie) o większych zaletach oraz większej przyjemności ze "śladówek". Drugie - niekomfortowe odczucie, to te buty moje nogi i piszczele bez komfortu (kilka par w wypożyczalni przetestowanych - optymalny wybór, z fajnym trzymaniem) ...a sama noga, choć ubrałem cienkie skarpety Sidasa szybko się spociła - pojawiły się lekkie luzy i obtarcia. Czy to fajne? Cóż? Z pewnością napiszecie, że sprzęt pewnie tani, słaby, źle dopasowany... pewnie po części racja. Pewnie napiszecie, że jestem książę i lubię komfort i wygodę - też pewnie częściowo racja. Moje wyobrażenie o biegówkach chyba jednak jest bardziej pozytywne po doświadczeniu skiturowym - nie mogę się doczekać próby na wąskich nartach Szybkość podchodzenia? Słaba...a przecież jestem wysportowany i w życiowej formie 😮 W zwykłych butach i w raczkach poruszałbym się o wiele szybciej.... baaa nawet w rakietach śnieżnych pod górę byłoby szybciej... Autor bloga: Zjawisko, z którego zdaję sobie sprawę tutaj... Jazda gromadna 😮 Ludzie jeżdżą na trasach zjazdowych w stadach. Jedzie stado, potem przerwa...i znowu stado. Co narciarzy skłania do takich zachowań, nawet początkujących? Brak stada - całkiem pusto Dochodzimy do tutejszej knajpki dosyć szybko. Robimy krótką przerwę i wymieniamy się swoimi spostrzeżeniami z pierwszych chwil na skiturach. Paula jest zachwycona, Gosia mniej... Michał jest gotów porzucić całkowicie zjazdówki...a ja sceptyczny... Wierny sztruksowi, twardym trasom i szybkości przemieszczania się, turystyki trasowo - wyciągowej. Paula: Przyjaciele W permanentnym i wiecznym sporze Nie tylko światopoglądowym ale również narciarskim Kilka chwil i jesteśmy na górze Idziemy w stronę Pustej Wielkiej. Za Michałem dzielnie kroczą panie... Odsłaniają się przed nami widoki I to jest to, co w turach jest świetne. Kilkaset metrów od ludzi i jest cisza, spokój i niezmącona niczym przyroda i zima... pytanie, czy koniecznie akurat na skiturach? - takie wątpliwości się pojawiają w mojej głowie jak mijają nas, raz po raz, narciarze biegowi. Atmosfera wycieczki jest doskonała. Uśmiechy pojawiają się na twarzy...a ja czekam niecierpliwie na pierwsze doświadczenia zjazdowe bez fok... z fokami, nawet z niewielkich górek przyjemność jest żadna. Narty hamują, człowiek musi się pilnować, bo na niezapiętych wiązaniach można paść szybko na kolana bądź na twarz Dobrze, że koordynacja ruchowa w człowieku jest duża. Dochodzimy do tego, co w Polsce i polskich ON jest tragiczne... upadek! Połączenie ze Szczawnikiem i tutejsze wyciągi, infrastruktura jest w ruinie. Żal i przykro na to patrzeć... Mijamy kapliczkę - piękna zima i dla oka coś klimatycznego. Oznaczenia szlaków pieszych, skiturowych i rowerowych jest świetne. Pora na kilka zdjęć z widokami Narty trzymają na powierzchni...a i kij?... a kij się zapada do połowy. marboru i @Majkel Robimy zjazd, w tym co widać za nami... Mimo, że jest nachylenie, to? To jest wolno... takie bujanie się. Fakt narta w takim śniegu wygląda fajnie jakby płynęła. Trzeba się pilnować i jechać coś na kształt śmigu. Czy to takie bardzo fajne i przyjemne? Normalne. Sam osobiście czerpię pokłady radości, adrenaliny i zabawy w jeździe na krawędziach na szybkim, a nawet zlodzonym stoku. Śmieję się do Michała, że to takie narciarstwo dla dziadków Mimo, że zjechaliśmy, to na górze jesteśmy szybciej niż dziewczyny (one piły herbatkę gdy "płynęliśmy" trochę na dół). Dochodzimy do skrzyżowania szlaków i kolejnej górnej stacji orczyka w upadku Rezygnujemy z Pustej Wielkiej...na necie sprawdzamy ten szlak i nie wydaje się atrakcyjny. Tyle dobra niewykorzystanego.... @Bumer wiem, że to miejsce jest Ci bliskie. Wygląda to, tak... @artix te ślady, to coś dla Ciebie. Mnie nie przekonasz jednak do jazdy poza trasą Jest zwyczajnie bardzo wolno 😮 Idziemy dalej. Po kawałku podejścia jesteśmy w górnej stacji Szczawnika. Znowu upadek...aż żal patrzeć, czy nawet robić zdjęcia Tu postanawiamy ponownie zdjąć foki i zawrócić by skierować się w stronę bacówki - mamy delikatny zjazd. Jeszcze widok na Jaworzynę Krynicką (przepraszam za nieostre foto): Ponownie mamy wolne zsuwanie... ...trochę kijkowania i ponownie myśli o biegówkach jak patrzę na ślad po kolejnych osobach na takich nartach. Klimaty i spokój... I za chwilę? Disco Polo Party... Kuligi, ogniska, grille, alkohol i głośne "majteczki w kropeczki"... Żal patrzeć... dramat! Mijamy "towarzystwo"...i dochodzimy do bacówki. Ludzi dużo, a w środku cisza i spokój. Zamawiamy zupy i pysznego schabowego na wynos. Popijamy herbatkę z termosów i staramy się odpocząć mając nieopodal dziki tłum. Tutaj też trochę upadku...zaniedbania... no ale dla kogo? Dla kogo, ktoś miałby to naprawiać? Dla fanów Zenka, czy Sławomira? Widoki rekompensują nam głośną muzykę i rubaszny klimat naszego społeczeństwa. Tatry tak blisko, a tak daleko... Zbieramy się do powrotu. Mamy dwa lekkie podejścia - już nie zakładamy fok. To bez sensu... zdjęta foka nie klei się do narty zbyt dobrze - roboty przy tym wiele. To dla mnie mega słabe jest w skiturach (kolejny minus). Że też ludzie nie znajdą jakiegoś prostszego sposobu na to? Ostatnie dość strome podejście - po prostu zdejmuję narty, biorę w ręce i podchodzę w butach. Dochodzimy do ostatniego zjazdu - trasowego. I? Słabo... Lekkie, "styropianowe" narty, to kompletny brak przyjemności z jazdy w dół. Zsuwanie się, lawirowanie pomiędzy malutkimi odsypami w taki sposób, by nie stracić równowagi... a na fragmentach lodowych totalna porażka. Obiecywałem sobie wiele po zjazdach...a tu rozczarowanie poza trasą, rozczarowanie na trasie. Sprzęt niezbyt wygodny, problematyczne foki, wiązania - zapinanie, przepinanie, klejenie, odklejanie - to wszystko jest zwyczajnie upierdliwe. Wrócę do stwierdzenia z początku tego wpisu: NUDY! Dla mnie narciarza sztruksowego, zjazdowego, to tylko jakaś odskocznia, odmiana. Skitury, to bardziej wycieczki, przygoda...ale i tutaj może się okazać, że szukając ciszy i spokoju trafimy na tłum i "Miłość w Zakopanem". Duży, fajny plus - integracja i spędzanie czasu w grupie... ale, czy do tego potrzebne jest uprawianie tego sportu? Nie. Muszę koniecznie zrobić test biegówek oraz chodzenia w śniegu w rakietach, czy raczkach, rakach. Na chwilę obecną, po pierwszym razie muszę napisać, że skitury nie są dla każdego. Jeśli chcecie spróbować, to weźcie sprzęt z wypożyczalni i spróbujcie - absolutnie odradzam jego kupowanie - podobno (nie sprawdzałem) na giełdach jest dużo prawie nie używanych tego typu nart, czy kijów - nie dziwię się. Można się rozczarować. Zaznaczę, bo niniejszy wpis jest dość kontrowersyjny - to co napisałem powyżej, to są moje subiektywne odczucia! Odczucia laika po debiucie i jednym skiturowaniu na średniej, bądź słabej jakości sprzęcie (na piszczelach siniaki), w terenie dość uczęszczanym przez ludzi. @JC mam nadzieję, że nie usuniesz tego wpisu Na koniec? Mimo wszystko było warto! Dla takich widoków... Czy wrócę do podchodzenia i tego sportu? Pewnie tak - to alternatywa dla weekendów w górach i tłumów przy wyciągach gdy jest piękna zima i dużo śniegu. ...ale nim to zrobię, to kolejnym razem wypróbuję narty biegowe Mapka naszej 11 kilometrowej wycieczki: Na koniec relacji żegnamy Wierchomlę ostatnim zdjęciem: Jak długo to miejsce będzie funkcjonować narciarsko? Po tym co zobaczyłem, to niestety rozwoju tu nie ma, a raczej upadek i dogorywanie. Żal... bo to przecież kultowe na narciarskiej mapie Polski miejsce. 30 dzień na nartach w sezonie 2020/21 zaliczony Pozdrawiam marboru22 punktów
-
Hmmm, uśmiałem się (ale przyjmij to z pokorą) - pierwsze to resort touring - dla mnie zaprzeczenie idei skiturów. Za karę. - dwa archaiczny zestaw sprzętu, trudno w tym coś zrobić - wnioski (np co do tempa poruszania - hmm co najmniej kontrowersyjne) Jesteś na razie na etapie, który w "normalnym" narciarstwie akurat odpowiadałby nauce na pierwszej taśmie dla dzieci. I póki nie nauczysz się więcej to... w zasadzie nie powinieneś specjalnie próbować robić jakiś posumowań, bo po prostu nie masz cienia pojęcia o czym się wypowiadasz. Dopracuj zestaw sprzętu, naucz się sprawnych przepinek, do tego oczywiście kurs lawinowy. Poszukaj mocnej ekipy (np przez FB). I jak któregoś dnia zrobisz 30 km pętli, z 2500 m verticala w tym ze 2-3 strome żleby, takie że Ci adrenalina skoczy, a na plecach poczujesz zimny pot, a do tego ze dwa epickie zjazdy w doliny, to zobaczysz, że całe dotychczasowe narciarstwo było piaskownicą z czeredą hałaśliwych przedszkolaków. Po prostu trzeba się solidnie wziąć do roboty (zamiast koncentrowania się na relacji i fotografiach). Porównując do Twoich wycieczek rowerowych to jakby ktoś zrobił Ci relację z 20 km ścieżki rowerowej i wysnuł z tego wnioski co możliwości jazdy na rowerze (np mtb). To jest dokładnie taka różnica. Pozdrawiam cieplutko Wiesiek17 punktów
-
Nowa Osada- Wisła. Witam. Po ostatnim kilkudniowym wypadzie czułem jeszcze niedosyt, a że to ostatni mój wolny weekend w tym sezonie więc stwierdziłem, że trzeba jeszcze gdzieś pojechać. Wybór padł na NO ponieważ jest wypożyczalnia nart- Stockli, a to dlatego iż chce kupić drugą parę nart Niestety nie było modelu AX więc pojeździłem trochę na SX. Jazda od 8 do 10. Z samego rana mało ludzi. Warunki na trasie ok, mniej więcej równa trasa, sztruks i twardo. Po 9:30 przybyło troszkę narciarzy, kolejek praktycznie brak. Górna część trasy bardzo dobrze się trzymała, dolna część miękko i sporo odsypów. O 10 koniec. Warunki w dolnej części trudne. Nie ma sensu się męczyć, swoje wyjeździłem Dziękuje za uwagę. Pozdrawiam Michał.13 punktów
-
W nocy - 1, więc nie było innego wyjścia jak z samego rana zawitać w Kazimierzu. Na miejscu jestem 7:20 i o dziwo stoi już kilka samochodów. Szybko się przebieram, czekam na otwarcie kasy i o 7:40 przechodzę prze bramkę. Warunki bardzo dobre, śniegu jeszcze dużo,za tydzień zapowiadane jest ochodzenie czyżbym pobił swój rekord nartowania w Kazimierzu 8 kwietnia.Jedyne co może skrócić sezon to małe zainteresowanie narciarzy. Śmigam 2h bez kolejek i na koniec kilka zdjęć. Stan śladów pod orczykiem, jak widas śniegu sporo a pod spodem igielit Widok z góry na 2 trasy Zbiornik mniejszy niż w Szczyrku, ale wydajność systemu nasniezania dużo lepsza Nowa trasa Trasa przy krótkim orczyku, w oddali Wisła Na koniec testowałem silną wolę i przegrałem, czekam aż szaszłyki będą gotowe Pozdrawiam Marek13 punktów
-
Kasina - trzeba wyjeździć te vouchery ;). O 7:35 jesteśmy piątym autem na parkingu. O 8:00, jak na ostatnie czasy, pusto. Do kasy że 3 osoby. Pierwsze trzy zjazdy, twardo, lodowo. Potem wierzchnia warstwa lekko puściła. Do 10:00, 10 zjazdów i wystarczy. Cały czas na bieżąco. Najmniej ludzie w tym sezonie. Napływali stopniowo ale niespiesznie. 20 dzień zaliczony, w czasach pandemii. We wtorek wisienka.12 punktów
-
Osoby szukające wyłącznie relacji z wyjazdu narciarskiego proszone są o zignorowanie trzech kolejnych akapitów, gdyż jest w nich wyłącznie ujście mojego wodolejstwa i żadnych istotnych informacji nie ma. Tej zimy miałem naprawdę twardy orzech do zgryzienia. Ponieważ pod pojęciem „wyjazd na narty” w moim przypadku kryje się zdecydowanie więcej niż założenie desek na nogi i wielokrotna jazda w dół, w związku z czym jeżdżenie w Polsce mnie zwyczajnie nie satysfakcjonuje, sezon zapowiadał się mało optymistycznie - otwarta tylko daleka, droga i nieznana narciarsko Szwajcaria nie była w moich planach na ten rok. Natomiast nie mogłem przejść obojętnie obok faktu, że ten kierunek miał wszystkie cechy, których szukam w zimowych wyjazdach turystyczno-rekreacyjnych: gwarancja śniegu, piękne widoki, dostępność lokali gastronomicznych (tylko na wynos, ale zawsze coś) i potencjał aktywności pozasportowych. Krótko mówiąc - uznałem, że warto tam się udać. W ramach preludium i swoistego przełamania lodów, dołączyłem najpierw w grudniu do jednego z organizowanych przez kolegów „busiarzy”, weekendowych wyjazdów. Rozbudzony zaledwie 3-dniowym wówczas pobytem na śniegu głód postanowiłem zaspokoić już podczas samodzielnie organizowanego wywczasu. Wybór padł na region Jungfrau, a konkretnie okolice miasteczka Grindelwald. Sporo o tym resorcie zostało napisane już w innym temacie, więc dla porządku tylko kilka faktów: na region narciarski składają się 3 główne ośrodki: Grindelwald-Wengen, Grindelwald-First oraz Mürren-Schilthorn skipass można kupić albo na wszystkie razem (obejmuje on wtedy także dowolne połączenia kolejowe w szeroko pojętym regionie) albo osobno na Murren i Grindelwaldy (Wengen+First) Więcej szczegółów na temat cen skipassów pod tym linkiem https://www.jungfrau.ch/en-gb/jungfrau-ski-region/buy-skipass/#/ Warto szukać kwater przy jednej ze stacji kolei (ja wybrałem Lutschental) - dojazd jest wygodny i błyskawiczny, pociągi przystosowane do potrzeb narciarzy, z peronu do gondoli jest odległość mniejsza niż zwykle trzeba dojść z parkingu. Grindelwald-Wengen to najrozleglejszy ośrodek regionu i to tam spędziłem większość czasu… … pijąc grzane wino… … jedząc tradycyjne rösti… … podziwiając okoliczne atrakcje, jak język lodowca na Jungfraujoch… … czy ptactwo - tu wieszczki na 3500m wysokości. A przede wszystkim jeździłem na nartach. Tras mamy tam solidne 100 km, raczej wymagające - nie polecam osobom stawiającym pierwsze kroki w tym sporcie, bo tamtejsze niebieskie bardziej przypominają czerwone. Szczególnie przypadły mi do gustu trasy w okolicy góry Lauberhorn, obok kanap Lauberhorn i Wixi. Przygotowanie tras oceniam dość pozytywnie, aczkolwiek łatwo nie mieli, bo ostatnie opady śniegu były 2 tyg temu, a temperatury w ostatnim tygodniu były wysoko poniżej 0. Na jeden dzień przeniosłem się także do ośrodka Grindelwald-First po drugiej stronie miasta (cena parkingu tam iście złodziejska, więc sugeruję raczej udać się tam połączeniem pociąg-bus), który jest mniejszy, ale co za tym idzie - mniej zatłoczony i wolniej stoki się degradują. Mam także wrażenie że widoki z tras są bardziej malownicze. Myślę, że w najbliższych latach Grindelwald-Wengen będzie coraz bardziej zatłoczone, jak nowootwarta, supernowoczesna gondola Eiger Express stanie się bardziej popularna, więc zachęcam do odwiedzania, bo region naprawdę wspaniały.11 punktów
-
11 punktów
-
Parę fot z Tatr z czwartku i piątku ze specjalną dedykacją dla @Majkel. Wyskoczyliśmy na dwa dni. Piątek już sporo krótszy bo trzeba było wracać. Pierwszy dzień był w Tatrach Wysokich (okolice Świnicy), drugi to Zachodnie (Kończysty Wierch). W sumie 55 km i 3,7 km vertical. Dwa wspaniałe zjazdy (ale szczegółów nie będzie ). Cztery dużo trudniejsze, przy okazji był też Zawrat do Doliny Gąsienicowej. Tym razem udało nam się go zjechać w całości. Choć było twardo i trochę skaliście.11 punktów
-
Powtórka z wczoraj - Myślenice. Dzisiaj znacznie więcej ludzi, ale od 8 do 10 jazda na okrągło. Znacznie też lepsze warunki. Rano było twardo i bynajmniej nie puszczało. O 10 tylko lekko naruszona górna warstwa. Pomógł wczorajszy deszcze i lekki minus w nocy. Obie trasy tym razem w dolnej części lepiej wyratrakowane. Na ten moment wygląda to nieźle a, że pogoda ma być sprzyjająca w tym tygodniu to spokojnie można planować przyszły tydzień. Zdjęcie z 10 godziny.11 punktów
-
10 punktów
-
10 punktów
-
10 punktów
-
9 punktów
-
9 punktów
-
Kilka lat temu zjeżdząłem w marcu żoną z Aiguille du Midi. Napisałem na temat pobytu w Chamonix post na "skiforum", pt. "Impresje z Chamonix". Jest tam sporo zdjęć z tego zjazdu z opisami pejzażu. Przewodnikiem byłem sam. Ale przygotowywałem sobie trasę zjazdu prawie przez rok wbijając sobie charakterystyczne cechy terenu do głowy. By być pewnym wybranej trasie zjazdu, nawet, gdy ew. pogorszy się widoczność. Zejście bezpieczne na miejsce, gdzie zakłada się narty wymaga raków. Są liny ograniczające zejście, ale lepiej jest być asekurowanym dodatkowo liną przez przewodnika, lub kogoś kto ma takie umiejętności. Można bez raków poślizgnąć się i 'wyjechać" pod liną poręczową w stronę doliny Chamonix. Należy jechać w uprzęży biodrowej. To na wszelki wypadek, gdyby się wpadło do szczeliny lodowca. Jak zaczepić linę, gdy ratownik zjedzie do nieszczęśnika? Zjazdy są cztery. Trzy absolutnie niemożliwe bez przewodnika. Przez "Valle Blanche". Tu są ogromne szczeliny i strome ścianki między nimi, z dziewiczym śniegiem. Czwarty, najłatwiejszy, przez lodowiec "Geant"(Giganta), tzw. "klasyczny". Ten zjazd nie wymaga specjalnym umiejętności, typowo narciarskich. Trasa może być przetarta przez zjeżdżających. Trudności zjazdu z Aiguille du Midi(czwarty wariant) nie polegają tylko na umiejętnościach narciarskich. Głównie na bezpieczeństwie. Pierwsza trudność to zejście granią, dalsze to orientacja. Jest tu mnóstwo śladów narciarskich. W razie mgły, zawiśniecia jakiejś chmurki, jest się w ogromnym niebezpieczeństwie. To ogromny teren lodowcowy z mnóstewm szczelin. Widoczne są tylko te szersze. Ale jest ich znacznie więcej tylko węższych, zasypanych śniegiem. Na lodowcu tworzą się szczeliny w krztałcie litery "A"". U góry wąska, potem się rozszerza. Narty dają pewne bezpieczeństwo, ponieważ ciężar rozkłada się na większą powierzchnie. Chodzenie w tym terenie jest możliwe tylko z asekuracją. Zjazd jest piękny, wyjątkowy na świecie, ze względu na panoramę. Ale to nie jest typowy offpiste. Tu jest wysokość, niebezpieczeństwo czychające pod nartami, orientacja. Zjechaliśmy do samego Chamonix. Dojeżdża się do końca lodowca i trzeba podejść ok. sto metrów w górę do małej przełączki, gdzie stoi budka i jest picie(głównie w lecie, z pięknym widokiem na słynną Dru). Stąd leśna drogą(musi być śnieg). Sześć set metrów w dół(jak z Hali Gąsienicowej do Kuźnic). Przekraczając tory kolejki, dojeżdża się do miasta. Parę zdjęć ze zjazdu. Na zdjęciu nr pięć jest skała szczyt Gross Rognon. Na nim są podpory kolejki, która jeździ w lecie z Aiguille du Midu na stronę włoską, gdzie jest kolejka z Courmayeur. Widać wiszące w górze wagoniki. Tak wisza całą zimę. Trafienie na przełęcz po prawej stronie Gross Rognon jest bardzo ważne. Zjechanie w lewo przed tym szczytem to tylko z przewodnikiem i umiejętnością dobrej jazdy po dziewiczych, stromych śniegach. Za przełęczą jest lodowiec Giganta. Mający tu ok czterech km szerokości.9 punktów
-
8 punktów
-
@1mirinda, no i teraz żałuję, że z rana nie ruszyłem A na szybach auta był szron i oznaka tego, że przymroziło. Ehhh zająłem się wpisem na bloga zamiast pojeździć... ...mam nadzieję, że jeszcze za tydzień da się poszusować i spotkać w Kazimierzu. Tym czasem zapraszam na nowy wpis na blogu (z wizyty na Wierchomli z zeszłego tygodnia) - debiut skiturowy okiem narciarza zjazdowego Myślę, że ciekawe i dość nie popularne spojrzenie na temat tego sportu Link: Skiturowy debiut na Wierchomli oraz o tym, że takie narciarstwo jest nie dla mnie - Nogi bolo - skionline.pl - forum narciarskie Widoczki Autor bloga Widok na Tatry: Zapraszam serdecznie! marboru7 punktów
-
... TO NIE BYŁO OKIENKO POGODOWE 😉 WYJATOWO SLABA POGODA ... ALE JA TAK LUBIĘ ... JEST ZIMNO, JAK JEST CIĘŻKO, JEST MOKRO 😂 TO BYŁ KOLEJNY TRENING PRZED WYJŚCIEM W TATRY 3-KROTNE PRZEPINANIE FOK, ZJAZD NA DZIKO ... I WALKA Z WIATREM 😉 DESZCZEM I SNIEGIEM #LECIMY -949438344.MP46 punktów
-
6 punktów
-
... no cóż 😀, z opinią jest jak z du... , kazdy ma swoją 😀 Ja powiem tak, ski toury są fantastyczne :) ... i mógłbym o tym pisać długo. Narciarstwo zjazdowe, jest fajne ... ale ski tour-y, to jest kwintesencja narciarstwa. Wolność, poczucie pełnej swobody, przygoda, odkrywanie dziewiczych miejsc ... test kondycji i wytrzymałości na podejściach, a na koniec adrenalina i test umiejętności przy zjeździe. Przyznam, ze wiecej "dziaduniów" spotykam na wyciagach niż na ski tourach ... moze Ci na ski tourach tak szybko sie nie starzeja 😉 w marcu planuje pierwsze wyjscie w Tatrach 😉6 punktów
-
Byłem dziś w SMR. Od 8:00 do 10:00 warunki świetne. Od 10 do 12 na najniższych odcinkach (do wysokości wysokości Polany Suche) grząsko i z muldami, ale powyżej - dalej bardzo dobrze przygotowane trasy. Pogoda OK nie licząc mgły powyżej Hali Skrzyczeńskiej. Otwarte trasy - niestety tylko kilka niebieskich i żadnej czerwonej. Górna część czerwonej "7" z lotu ptaka wygląda na "prawie gotową", nie rozumiem dlaczego nie jest otwarta. Mało ludzi mimo niedzieli. Praktycznie cały czas od rana do 12:30 bez kolejek. Wszystkie wyciągi otwarte włącznie z talerzykiem na Małe Skrzyczne. Ogólne wrażenia pozytywne. Pojeżdżone6 punktów
-
6 punktów
-
Jeśli zapamiętałeś z wycieczki tylko klap klap to za płasko było5 punktów
-
Skitury mogą mieć wiele postaci. Można podchodzić dla samego podchodzenia, dla widoków, dla towarzystwa, w poszukiwaniu ciszy. Można też podchodzić aby zaliczyć lajna z pionowej ściany w dziewiczym puchu. Że jest wolno, to trochę subiektywne odczucie. @marboru sam wybrałeś trasę 😉 Choć sam jestem leniem i nie uprawiam to znam temat dość dobrze gdyż kocham jazdę poza trasami w puchu. Ja osobiście też uznał bym to za kiepska zabawę gdybym musiał podejść na Kasprowy i zjechać po gipsie. Gdy dowali z metr białego, mógłby z przyjemnością podejść na Matterhorna😉 W Alpach jest wiele ośrodków które pozwalają mi na dobrą zabawę bez podchodzenia i możliwości zasmakowania tak zwanego Big Mountain. Dlatego też zostaje przy wyciągach ale marzę że kiedyś to się zmieni. Wydaje mi się że porównanie MTB z szosa jest bardzo trafne. Osobiście też nie wsiądę na szosę bo kocham MTB i offpist. Gdy raz poczujemy ta wolność w puchu, stajemy się uzależnieni jak od narkotyku. To wspaniałe uczucie i tylko ten kto to przeżył potrafi to zrozumieć. Z dedykacją od Axel dla marboru 😁 Gość który całe życie spędził na stoku.4 punkty
-
1. przede wszystkim dalej nic nie rozumiesz - spróbowałeś turów na absolutnie bezsensownym secie - potężne buty bez ruchomości i równie złe wiązania. "Klap, klap" dotyczy tylko tego zestawu. U nas na DŚ nikt tego już nawet nie wypożycza, to złom! To jakbyś swoją kolarkę wymienił na zdezelowaną ukrainę ze scentrowanym kołem i flakiem. I napisał elaborat jaki to wypoczynek rowerowy jest. 2. Niepotrzebnie wyjeżdżasz z dziaduniami bo jest dokładnie odwrotnie. W żlebach spotykasz bardzo sprawnych, młodych ludzi (często wspinaczy) i jadą takie rzeczy przy których całe narciarstwo ośrodkowe jest żenadą. A ponieważ nie byłeś w jakimkolwiek poważniejszym terenie narciarskim, nie nocowałeś w schroniskach i schronach narciarskich, nie byłeś na kultowych celach i nic nie widziałeś to nie powinieneś silić się na wnioski. Nic nie wiesz, ale mentalnie to Tobie bliżej do dziadunia jak tym starszym od Ciebie o 20 lat. Postukałeś sobie po łące i wyciągnąłeś wnioski. I to takie aby nie ucierpiało Twoje ego. Śmieszne. 3. W tym, że wiesz, że to nie dla Ciebie, jest oczywiście samo spełniająca się przepowiednia. Bo jestem przekonany, że to nie dla Ciebie. Patrząc na Twoje upodobania rowerowe byłem zdziwiony, że wybrałeś się na skitury. Bo owszem wśród skiturowców bardzo wielu uwielbia rower. Może nawet większość. Tyle tylko, że enduro lub mtb. Szosa jakoś nie jest w parze ze skiturami. Za to w parze ze sztruksikiem. 4. Wcale mi nie zależy aby kogokolwiek zachęcać do skiturów. Intencją mojej wypowiedzi było wyłącznie to aby wyprostować recenzję użytkownika co właśnie wsiadł na zdezelowaną ukrainę, uczył się łapać równowagę i napisał jaka ta aktywność rowerowa jest słaba. Pozdro Wiesiek4 punkty
-
Kilka tygodni temu miałem swoją premierę na skiturach jako alternatywę do zamkniętych stoków. Byłem ciekawy twoich wniosków i w pewnej części podzielam, ale z innych powodów. Podejście dużo bardziej wymagające niż myślałem, zjazd zupełnie inny niż znałem ale na pewno nie nudno. Dopasowanie sprzętu, zły ubiór, kondycja - powody dla których nie wróciłem z bananem na twarzy, ale też nie zniechęciłem się. Z "dziadkami" trochę przesadziłeś, mało znam "dziadków" którzy na skiturach kondycyjnie by wytrzymali (rozumiem , że tempo...) Zalety jakie widzę to właśnie powolny spacer z nastawieniem na podziwianie miejsc, w które bez nart pewnie bym się nie wybrał. Z moich wniosków, żeby w pełni czerpać z tego radość to po pierwsze kondycja (u mnie okazała się gorsza niż myślałem ), po drugie umiejętności jazdy off (to też nie najlepiej funkcjonuje, rzadko miałem okazję jeździć bezpośrednio po opadach i jestem "trasowcem") i odpowiednio nachylone zjazdy. I tu będę szukał motywacji, żeby wyjść jeszcze raz ale w miejsca do tego stworzone (pierwszy raz był po zamkniętych stokach na Szrenicy), przy optymalnych warunkach i odpowiednio przygotowany. I chciałbym spróbować prawdziwej jazdy w terenie, aczkolwiek niekoniecznie jakoś bardzo trudym. Biegówki też mnie kuszą ale jak już jadę w góry i są warunki, to jakoś zawsze skręcam pod wyciąg.4 punkty
-
4 punkty
-
@WujB Zachęcam do ponownego odwiedzenia Rytra gdy stok będzie naśnieżony szerzej. (Obie strony na górze, w połowie stoku do lamp, i dojazd do dolnej ścianki jeszcze bardziej poszerzony od końca wspomnianych lamp). W tym sezonie pewnie była szansa, gdyby to był normalny sezon. Zima w miarę dopisywała od połowy stycznia więc pewnie by naśnieżyli mając przed sobą ferie. Przykładowe zdjęcia ze stycznia 2019, wtedy to była rewelacja 😎4 punkty
-
Wiesz - bo się pogubiłem - twoje odpowiedzi chyba mnie nie dotyczą, szczerze nie byłem tam nigdy ale dobrze się składa bo w weekend wybierałem się do Żywca a z tego co widzę to Czarny Groń jest po drodze, więc może zawitam, ale nie wiem jak Cię znaleźć bo zdjęcie chyba nie oddaje rzeczywistości.3 punkty
-
Przed Tobą pierwsza część filmu ze słonecznej Turcji. Zapraszam Cię w podróż do środkowej Anatolii, na narty do położonego na wulkanie, najmłodszego ośrodka narciarskiego w Turcji - Erciyes. Zobaczysz, jak dojechałem do Kayseri, jak wygląda ośrodek narciarski na wulkanie. Drugą część filmu znajdziesz wkrótce na moim kanale. Zapraszam!3 punkty
-
Wycieczka zacna. Widokowo i turystycznie polany nad Wierchomlą są rewelacyjne o każdej porze roku. Oczywiście żal ogromny że narciarstwo trasowe na Płatku i w Szczawniku umarło, choć mam wrażenie że te tereny nawet gdy działały, to nigdy nie były w pełni wykorzystane. Byłem tam na pieszej wycieczce wiosną - patrząc na tą przewróconą budkę widzę że degradacja niestety postępuje. Może jeszcze kiedyś przyjdą tam lepsze czasy... Discopolowo-imprezowy kult w Bacówce nad Wierchomlą przeraża, ale cóż zrobić, skoro społeczeństwo tego właśnie oczekuje... a łatwa dostępność Bacówki robi swoje. Jeśli jeszcze kiedyś wybierzesz się na skitury albo pieszo, czy rowerowo w te okolice, to polecam trasę na Halę Łabowską (z Wierchomli, albo Jaworzyny Krynickiej) - klimatyczne schronisko, znacznie trudniej dostępne, a co za tym idzie raczej bez tego typu atrakcji. Myślę że zdecydowanie musisz dać skiturom jeszcze szansę Może twoje wrażenia to kwestia dopasowania sprzętu, ale i techniki podejścia? Jak sam zauważyłeś, trzeba do tego podejść jak do czegoś zupełnie innego jak wycinanie ciętych skrętów na twardych trasach i nie można tego porównywać. Ja na skiturach dużo bardziej czerpię radość z wysiłku wywołanego podejściem, widoków, obcowania z przyrodą niż samego zjazdu. W tym roku, na początku stycznia na Pilsku po fajnym podejściu zdarzyło mi się nawet niemal całkiem odpuścić zjazd, przypiąć narty do plecaka i sporą część zejść z buta bo śniegu było tyle co nic. Choć zdarza się oczywiście że zjazdy bywają epickie. Ale fakt że w Beskidzie Sądeckim popularne trasy skiturowe są takie że trzeba wielokrotnie, naprzemian podchodzić i zjeżdżać, co wiąże się tak jak mówisz z wielokrotnim klejeniem i zdejmowaniem fok, co bywa upierdliwe. A same zjazdy nie są jakieś wyjątkowe i długie - mówię oczywiście o oznaczonych szlakach . Pozdrowienia!3 punkty
-
3 punkty
-
Panowie, zwykła relacja, a napinka taka, jakby cały śnieg się już stopił. Racja jak zawsze jest gdzieś po środku. Skitur na trasie to jak jazda rowerem enduro po asfalcie. Niby można, niektórym się nawet spodoba, ale sens średni. Spacer po Beskidach to w większości jednak spacer. Jeśli nie ma super warunków to frajda ze zjazdu jest średnia (lub żadna) a cegłówki (narty) przy nogach nie ułatwiają spaceru. Co innego gdy jest głęboki śnieg i większe góry, wtedy tury nabierają sensu. Stary lub niedopasowany sprzęt utrudnia zabawę ale jej nie uniemożliwia. Niektórzy będę podchodzić w wiązaniach szynowych, inni ścigać się na zdezelowanej Ukrainie. Mam koleżankę, która jeździła po Tatrach (Np. w 5 Stawach) na sprzęcie zjazdowym, bo na tury brakło kasy. Wcale nie przeszkodziło to jej w zrobieniu fajnych zjazdów. @marboru Rozumiem Twoje podejście. Sam jestem w dużym stopniu "trasowcem". Polecam Ci jednak skorzystać z drugiej szasny. Poczekaj na pogodę i dobre warunki lawinowe. Wypożycz dobry sprzęt, weź przewodnika lub doświadczonego kolegę. Wjedźcie kolejką na Kasprowy a potem zrób Np. trasę Kasprowy - Swinicka przełęcz - Zielony Staw - Karb - Czarny Staw - Kuźnice. Zrobisz wysokogórską turę bez wielkich podejść. Zjedziesz dwa emocjonujące, ale dość bezpieczne źleby. Możesz zupełnie inaczej spojrzeć na tury. Jeśli mimo wszystko Ci się nie spodoba, będziesz miał pewność, że to nie dla Ciebie.2 punkty
-
Góry Bialskie, start z parkingu dla biegówek w Bielicach. Trzeba przejechać wszystkie domostwa i jechać jeszcze z kilometr w lesie. Nie zważać na znaki zakazu wjazdu, biegacze mają prawo tam wjechać i parkować. Prosto z parkingu zaczynają się dwie trasy biegowe, które pną się w górę. System tras jest połączony z Czechami, ratraki z obu krajów wspólnie ubijają trasy po obu stronach granicy. Kiedyś w Polsce minął nas czeski ratrak. Piękna współpraca gmin po dwóch stronach granicy, okraszona funduszami z UE. Foto z dzisiaj. Na początku stan tras troszkę gorszy, pokrywa jeszcze jest, ale już na styk, chwilami lodowo. Ale 50 metrów vertical wyżej jest już bajkowo, drobne 5cm nowego śniegu znacznie poprawiło jazdę i atmosferę.2 punkty
-
2 punkty
-
Szur, szur się robi a najlepiej szurszurszurszurszur a nie klap, klap brak techniki a potem "mi się nie podoba" no i ten dystans ps. fajna relacja Pozdrawiam mirekn2 punkty
-
Jak idziemy w porównania rowerowe, to trochę porównałbym skitury do single tracków. ale tych gdzie trzeba wyjechać na górę a nie wjeżdża się wyciągiem. Gdzie trzeba wyjechać czasami kilkaset metrów w górę, kilka kilometrów ciągłego podjazdu, ciągłych nawrotów itp - nuda, pot, ból mięśni, czasem pchanie roweru. A potem kilka minut rewelacyjnego zjazdu, adrenaliny - po prostu zabawa. Nie na każdej trasie - są także nudne. Wyższy poziom to pewnie Enduro - z różnych powodów nigdy na Enduro nie wsiądę - bo się boję, bo nie mam techniki, bo .... Myślę, że ze skiturami może być podobnie. Nie wszystko jest dla wszystkich, ale żeby się przekonać trzeba spróbować, do czego namawiam, ale tylko tych co ich coś do tego ciągnie. Z całą pewnością "weekendowy" narciarz, miłośnik niebieskich tras i piwka na stoku lepiej niech nie próbuje. Wyciągiem na Śnieżkę, parę fotek na Insta i do domu. Kondycyjnie zapewne nie da rady, na zjazdach może sobie zrobić krzywdę. Będą w Chinach spróbowałem TOFU - ohyda. Żadnemu Chińczykowi nie przyszło do głowy przekonywać mnie że to ich ulubiona potrawa i musi być dobra. Marboru ma swoje zdanie i nie ma sensu udowadniać, że nie ma racji. Zaznaczył że to jego zdanie, dotyczące tego co on lubi, a nie krytyka aktywności jako takiej. Pozdrawiam w oczekiwaniu na mróz i poprawę warunków na stokach.2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
@Wiesiek Nie zgadzam się. Każda relacja jest o wiele lepsza niż nie pisanie niczego albo kłótnie o polityce.2 punkty
-
2 punkty
-
Zaspałem i z ciężkim sercem jechałem do Myślenic. 7:58 parking - Pusto, kasa - Pusto, bramki - Pusto, stok - Pusto. Co jest? No i tak pusto było przez pełne 2h jak jeździłem. Dzisiaj jazda na okrągło. Byłem zaskoczony, że tak mało ludzi przyjechało. Nie do końca mogę zrozumieć tak małą popularność Myślenic. Ja sam przekładam jazdę tutaj nad wszystkie stoki w pobliżu Krakowa. Z jednej strony to dobrze, bo można się wyjeździć, a z drugiej szkoda patrzeć na wysiłki właściciela - obsługi, który dbają o oba stoki. Rano twardo po ratrakowaniu. Bardzo mało przetarć, brak kamyków. I przy tej ilości ludzi mała degradacja stoku w ciągu tych 2h. Jedyne co to zgadzam się z @tresor, że końcówki stoków mogły by być lepiej przygotowane.2 punkty
-
2 punkty
-
Ufff kiedy to było. Prób dostania się na górę zaliczyliśmy 4 albo 5. Przez kilka lat jeździliśmy w tamte okolice. W sensie - w dniu powrotu z 3 Dolin albo Espace Killy sprawdzaliśmy jakie są warunki pogodowe i kolejkowe (na dolnej stacji z tego co kiedyś znalazłem czasem stoi się kilkadziesiąt minut, a mając przed sobą jeszcze 14-15h jazdy do domu to trochę za dużo). W końcu w bodaj 2016 roku wszystko się dobrze poukładało. Pogoda była dobra, a na stacji dolnej AdM nie było kolejek. Widoki fantastyczne. Przeszklony balkon niektórych cwaniakujących twardzieli pokonał. Pionowe skały i urwiska robią duże wrażenie, a panorama Alp jest cudna. Niestety zjazd na nartach ze względów czasowych i finansowych musieliśmy odpuścić (o ile pamiętam tylko mała część dużej grupy była chętna, a cena przewodnika jak na ówczesne warunki nie zachęcała). Generalnie - wjazd na szczyt Aguille du Midi polecam, ale pod warunkiem dobrej pogody. W chmury nie ma co wjeżdżać. PS Jak żeś odkopał ten temat?2 punkty
-
Żeby zmienić temat na nieco weselszy. Ponieważ od srody zapowiadają ocieplenie i deszcz, zrewidowałem plany związane z wyjazdem w środę do Ustronia i wczoraj wieczorem zdecydowałem sie na wyjazd na Pilsko. Byłem tu w tym sezonie dwa razy na turach, tym razem postanowiłem wziąć zjazdowki. Byłem m.in. ciekaw kanapy na Buczynke. Pogoda pod chmurką, zimowo, padał śnieg, potem taki marznący deszcz. Po 9tej na parkingu sporo aut. Kolejka po karnety tak na 5 minut stania, przy czynnych dwóch trasach. Lepiej wyjechać na Jontek - tam tez koło nowej kanapy jest budka z karnetami i zero kolejki. Niby specjalnej kolejki do krzeseł na dole nie było rano - to jednak na trasach sporo ludzi, w tym początkujących nie mało, wiec podjęliśmy decyzje o przemieszczeniu sie na gore. Trasa ze „szczytu” przez Miziowa na Szczawiny robiona na tzw. jeden raz to jest to. Na Szczawinach kolejka w najgorszym momencie na 3-5 minut stania; na szczyt z miziowej 2-4 minutki. Generalnie spokojnie do wytrzymania. Trasy przygotowane naprawdę fajnie. Na Szczawiny trochę momentami przewiane i lodowo, ale ponieważ co dopiero patrzyłem sobie nartki, to nie stanowiło to większego problemu. Na koniec postanowiliśmy przez feralna trasę nr 6 wrócić na Buczynke i Solisko. Zjechaliśmy pare razy z góry Buczynki znów na tzw jeden raz do krzesła Baba, gdzie trasa była fajniejsza niz do dolnego krzesła 4-osobowego, do tego na Babie ludzi nie było wcale. Podsumowując, fajny zimowy dzień na Pilsku. Zaskoczyła mnie ilość ludzi jak na środek tygodnia. Otwarcie krzesła na Buczynke naprawdę przywróciło sens temu układowi tras i wyciągów. Jedyne co dziś mnie irytowało, to padający marznący deszcz od ok. 12tej lub 13tej, który tak sie osadzał na goglach, ze przestawało sie cokolwiek widzieć. Śmiałem sie nawet, ze mogłem zabrać sobie skrobaczkę do szyb z auta, bo cieżko sie było tej skorupy skutecznie pozbyć.2 punkty
-
Nazwijmy rzeczy po imieniu: to czego spróbowaliście to przedszkole skiturowe na zdezelowanym sprzęcie. Taka jazda rozwalającym się ułazem z rurą wydechową skierowaną do kabiny. Osobiście współczuję 😁 Podziwiam że mimo tego, niektórzy złapali zajawkę, to najważniejsze 🙂 Pozdrowienia dla @Paula 🙂1 punkt
-
Z tym oto czlowiekiem rozmawialem o Chamonix. Bylo to pare lat temu, wiec nie wiem czy wciaz jest aktywny. https://tobiasgranath.com/1 punkt
-
Jeżeli prognozy się sprawdza to w sobotę i niedzielę rano chętnie spotkam się w którymś z naszych małych ośrodków,a za 2 tygodnie może uda się znów wyskoczysc w Szwajcarskie Alpy. W tym roku tyle wyjazdów się rozsypało, że nie robię sobie wielkich nadziei. Rower oddany do serwisu i pomału zaczyna mi się załączać głód na wypady rowerowe. W tym roku głównym wyjazdem mają być Bory Tucholskie.1 punkt
-
Ten szałas z pierwszego zdjęcia zawsze mi się podobał. Kiedy koło niego przejeżdżałem na nartach rodził mi się pomysł urządzenia go jako chatki dla narciarzy. Dla mnie, i chyba nie tylko dla mnie, byłaby to wspaniała sprawa. Do dziś żałuję kiedy za kilka tysięcy zł nie zakupiłem działki w Mesznej. Po prostu uznaliśmy z bratem, że to trochę za daleko od miejsca zamieszkania i zrezygnowaliśmy. Nie wspomnę już o Wierchomli, kiedy to za kilka tysięcy zł można tam było kupić całe gospodarstwo. No cóż, jak to już ktoś mnie ocenił, rzeczywiście nie jestem dobry w biznesie, dlatego dziś zdany muszę być na różne kwatery.1 punkt
-
Dzień 3- Corvatsch- Perła Engadyny Dziś zgodnie z zapowiedziami udaliśmy się na Corvatsch. Po wczorajszej jeździe na Corviglii poprzeczka była ustawiona bardzo wysoko. Jednak dzisiejszy dzień był chyba jeszcze lepszy! Ale po kolei Szybciutko po śniadaniu udaliśmy się na przystanek skibusa. Nawiasem mówiąc, sieć skibusów w St. Moritz działa bardzo dobrze, autobusy są nowoczesne, punktualne, a przystanki wyposażone są w zrozumiałe rozkłady i mapki. Wsiedliśmy więc w skibusa o 8:34 i po 12 minutach byliśmy w Surlej, pod dolną stacją kolei linowej. Pierwszy etap to 125-osobowy wagonik, jeżdzący co 20 min, który w ekspresowym tempie wywozi narciarzy na Murtel- 2702 m.n.p.m. W tym miejscu schodzi się kilka wyciągów i następuje przesiadka w drugi, tym razem 100-osobowy wagonik jadący już na sam Corvatsch- 3303 m.n.p.m. Co ciekawe, wyciąg jeździł nie co 20 minut, tylko co 10- z uwagi na zwiększone zapotrzebowanie. Wagonik wygląda tak: Na szczycie Corvatsch przywitało nas przebijające słońce i wiatr. Niestety początkowo zamknięty był taras widokowy. Należy wspomnieć, że trasy na Corvatschu mają głównie ekspozycję północną, co teoretycznie sprawia, że jest tam znacznie mniej słońca niż na południowych trasach Corviglii. Jednak dzięki dobremu zaplanowaniu dzisiejszego dnia (przed południem stoki bardziej wschodnie, później bardziej zachodnie) udało nam się jeździć w słońcu przez niemalże cały czas. Na pierwszy ogień poszły fantastyczne czerwone trasy 1, 2 i 3 ze szczytu Corvatschu zjeżdzające do kotła na wysokości 2541 m.n.p.m. Fenomenalnie przygotowane, dość szerokie, jednym słowem- mekka dla każdego narciarza trasowego Z kotła na Murtel wywozi narciarzy niedługie krzesełko Mandras jadące wzdłuż snowparku. Obok krzesła jechała krótka, ale fantastyczna niebieska trasa nr 6. Trasami 1, 2, 3 i 6 jeździliśmy do południa. Przez ten cały czas trzymały się znakomicie. W końcu na szczycie Corvatschu otworzony został taras z przepięknymi widokami na całą okolicę (podobno widać nawet Matterhorn i Monte Rosa). Oczywiście nie wolno pominąć Piz Bernina- jest to najwyższy szczyt Alp Wschodnich- 4049 m.n.p.m. Jest on widoczny na zdjęciu poniżej- to ten najwyższy po środku. A z tyłu, na dalekim planie przebija znany z "Bękartów Wojny" Piz Palü (3900 m.n.p.m.). A tak prezentuje się kolejka na Corvatsch Później przenieśliśmy się w stronę centralnej części ośrodka. Do gustu przypadło nam nowoczesne, 6-osobowe krzesełko Curtinella i jadąca przy nim czerwona trasa o numerze 12. Długa, pięknie nasłoneczniona i dość jednostajnie nachylona. Krajobraz momentami przypominał Dolomity. A tak prezentują się lokalne Tre Cime Jako, że Curtinella w pewnym momencie zrobiła się "tłoczna" (kolejki nie było żadnej, ale traska cieszyła się popularnością), w drugiej części dnia przebiliśmy się talerzykiem w stronę Furtschellas- to kilka fajnych tras (nr 19, 20, 21, 22) obsługiwanych przez 4-osobowe krzesełko. Była to najmniej oblegana część ośrodka, gdzie jeszcze po 14 stoki były równe jak stół i idealnie nadawały się do dynamicznej jazdy. Dzisiejszy dzień to przepiękne widoki na liczne szwajcarskie trzytysięczniki. Na koniec wróciliśmy w stronę Murtel by udać się sympatyczną trasą nr 7 w stronę leciwego, 2-osobowego krzesełka. Krzesło to pełni niebagatelną rolę- wywozi narciarzy na szczyt Giand Alva- 2643 m.n.p.m., skąd rozpoczyna się długa czarna trasa nr 5 o nazwie Hahnensee. Wiedzie ona prosto do miejscowości St. Moritz Bad i była naszym naturalnym wyborem na zakończenie dnia. Trasa miejscami była zlodzona/zmuldzona, jednak wynagrodziła to pięknymi widokami w stronę St. Moritz Bad i St. Moritz Dorf. I na koniec- meta trasy nr 5 przy hotelu Kempinski. Podsumowując- dzisiejszy dzień był jeszcze bardziej niesamowity niż wczorajszy. Corvatsch uraczył nas cudownymi wysokogórskimi widokami i znakomitym sztruksem przez sporą część dnia. Jeździliśmy intensywnie do godziny 16. Ludzi było niewiele, żadnych kolejek do wyciągów, jedynie duże wagoniki jeździły dość wypełnione. Jutro pogoda ma się popsuć, a prognozy pokazują opady śniegu od rana do wieczora. Zapowiada się powrót na Corviglię i bardziej lajtowy dzień1 punkt







