Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 13 Październik 2026
-
Rok
13 Październik 2025 - 13 Październik 2026
-
Miesiąc
13 Wrzesień 2026 - 13 Październik 2026
-
Tydzień
6 Październik 2026 - 13 Październik 2026
-
Dzisiaj
13 Październik 2026
-
Wprowadź datę
12.03.2021 - 12.03.2021
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 12.03.2021 uwzględniając wszystkie działy
-
Poniedziałek Rano pakujemy bagaże do auta. To już ostatni dzień w Szklarskiej – w nocy poprószyło znów świeżym śniegiem, teraz wychodzi słońce. Marzenie ! Zatem zanim wrócimy do domu, jeszcze raz wybierzemy się na wycieczkę na biegówkach. Dokąd? W najbardziej romantyczne miejsce w okolicy – na Polanę Izerską i do schroniska Chatka Górzystów. W końcu jest 8 marca, Dzień Kobiet. Dzień Kobiet na Nartach ! Kobiety na nartach dzisiaj w doborowym towarzystwie. Jest trochę jak na Alasce Świeżutki sztruksik na trasach ... Mijamy schronisko Orle - tutaj kończą się wyratrakowane trasy. Dalej idziemy ścieżką narciarską, już przetartą przez jakichś porannych narciarzy. Docieramy nad graniczną Izerę - cisza, spokój, śnieg, narty, las, rzeka, polana. Jest doskonale! Darek: Jagnięcy Potok: Bez komentarza ... Chatka Górzystów: Wciągamy fantastyczną gorącą czekoladę na wynos. Fotka z nartami: Obiad ponownie w Orlem - piękne jest to schronisko! Do Jakuszyc wracamy ponownie popularną "spacerówką". Przed nami pięć godzin jazdy samochodem. Czy to koniec sezonu? Mam nadzieję, że jeszcze nie, ale kto to wie? Tak trudno coś planować tej zimy. Pod powiekami wciąż te pejzaże i tęsknota za zimowymi górami.13 punktów
-
Druga cześć relacji. Wracamy na stok około 14:00, diametralna zamiana pogody. Jest widokowo. Słotwinka - pusto. Stok trzyma się dobrze. Kolejny stok - też fajnie. Tu Jaworzyna widziana ze Słotwin. Po 16:00 znalazłem jeszcze takie miejsca. Ratraki przygotowują główny stok na wieczorną. Kolejny czeka w gotowości.8 punktów
-
Dzisiejsze Słotwiny w kilku odsłonach. Przyjechałem rano - byłem pierwszy. Bardzo miękko i na niewielkim plusie. Prószył lekko śnieg, brak słońca i brak kontrastu. Po godzinie zaczęło się przejaśniać. Ludzi jak na lekarstwo. Około 10:00 przerwa na pracę zawodową i około 14:00 powrót na stok. Ten trzymał się zadziwiająco dobrze, ale to było już zdecydowanie wiosenne nartowanie. Jestem pierwszy. Brak słońca. Jest miękko od rana. Stok przygotowany bardzo dobrze, w części zostawiony świeży opad, na wyratrakowanym podkładzie, obok przejechane ratrakiem. Dla każdego coś miłego. Wszystkie objazdy i przejazdy bardzo fajnie przygotowane. Świeży opad śniegu. cdn.8 punktów
-
mnie to pasuje bo jeszcze miesiąc temu w pracy miałem ok 100 metrów do toalety męskiej a zaraz za drzwiami była damska ale od kilku dni ta damska nazywa się TRANSGENDER i już nikt się nie czepia że szczam w damskiej8 punktów
-
Dziwny ten sezon narciarski – zupełnie inny niż wszystkie. I choć w międzyczasie stopniał śnieg w mieście i okolicznych lasach, a za mną już inauguracja sezonu rowerowego i kilka wycieczek na dwóch kółkach, to jednak ciągnęło mnie jeszcze na narty. Zwłaszcza, że w Jeleniej Górze czekały na odbiór dwa nowiusieńkie komplety sprzętu do narciarstwa biegowego . Zapraszam na relację z lekkim poślizgiem – bo z ubiegłego, przedłużonego weekendu. Piątek W zasadzie miałam jechać tydzień wcześniej, tuż przed rozpoczęciem nowego semestru na uczelni, ale … w planach namieszał SMS z zaproszeniem na szczepienie, wypadającym akurat w środku planowanego pobytu i kiepskie możliwości przełożenia terminu. Doszłam do wniosku, że łatwiej przesunąć wyjazd niż to nieszczęsne szczepienie i w piątek rano, po zwycięskiej walce z Astrą Zenecą ruszamy na południe. W Jeleniej już czeka na nas nowiusieńki ekwipunek. Ale co to? Buty na mnie za duże, narty – trochę za miękkie dla Darka, kije – okazało się, że też tylko jeden zamówiony zestaw jest w potrzebnej długości. Suma summarum wyszliśmy ze sklepu z zestawem, który gdzieś tak w 30% zgadzał się z zamówieniem internetowym. Co więcej – dałam się namówić na dłuższe, węższe i bardziej sportowe narty i już tuż po wyjściu ze sklepu zaczęłam się zastanawiać, co ja najlepszego zrobiłam? Czy ja się nie zabiję na takich dwumetrowych „trzcinkach”? W zasadzie planowaliśmy być w Szklarskiej koło południa i jeszcze wyskoczyć w piątek na biegówki, ale wypadek i objazd po drodze i dłuższa wizyta w sklepie sprawiły, że dotarliśmy dopiero koło czternastej. Darek zarządził, aby zamiast na biegówki – pojechać na nocną jazdę do Świeradowa. A ja – jak przystało na spolegliwą małżonkę – potulnie się zgodziłam. W każdym razie zdążyliśmy jeszcze zrobić spacerową rundkę po Białej Dolinie w Szklarskiej i obadać, którędy można dojść do tras biegowych. Mieszkamy z widokiem na Szrenicę i właśnie spadł świeży śnieg A z drugiej strony widok na Wysoki Kamień W Świeradowie – warunki bardzo dobre i średnia ilość ludzi. Trochę trzeba poczekać do gondoli między 19.00 a 20.30. Trzy i pół godziny jazdy i niespełna 50 km. Ostatni wjazd odpuszczam – przemarzłam. Tutaj relacja na bieżąco, a poniżej dwie inne fotki z trasy na Stogu Izerskim: [cdn.]7 punktów
-
7 punktów
-
Niedziela Od rana miałam zdalne wykłady online - cóż, taka praca, czasem w dziwnych godzinach. Dopiero około południa można było ruszyć na narty. Stoją te dwumetrowe ołówki w kącie, błyszczą nowością i bezczelnie prowokują . No to co? Raz kozie śmierć! E tam, jaka śmierć? Nartki okazały się zwinne i posuwiste. „Będzie pani zadowolona” – mówił gość w Jeleniej Górze. Jak w kabarecie. W sumie tak - jestem zadowolona . Zaczynamy w Białej Dolinie w Szklarskiej Porębie, przy punkcie nr 41, skąd idziemy cały czas lekko pod górę do kopalni kwarcu Stanisław - najwyższego punktu tras biegowych wokół Jakuszyc. Najwyższy punkt w kopalni , co za paradoks! Ale za to jak ładnie widać stąd Szrenicę! Niedziela to ostatni dzień Biegu Piastów, rozgrywanego w tym roku w fomule indywidualnej. O ile w sobotę podobno na trasach były tłumy zawodników, to w niedzielę zostały już nieliczne niedobitki. My kierujemy się do schroniska Orle przez Jelenią Łąkę. Narty dobrze niosą, a ja powoli wchodzę w rytm. Tutaj zamawiamy obiad. Jest późne popołudnie, dochodzi szesnasta, a przed nami jeszcze kawałek drogi powrotnej. Nie szkodzi, w takich okolicznościach można sobie sunąć i sunąć ... Dochodzimy do Jakuszyc - trwa budowa Dolnośląskiego Centrum Narciarstwa Biegowego i Biathlonu. Pustki na mecie Biegu Piastów ... A my przez Polanę Maliszewskiego i bardzo malowniczą trasę Czarny Kamień kierujemy się na nartach w stronę Szklarskiej Poręby. Trasa prowadzi wzdłuż potoku i linii kolejowej, ale jest bardzo ładnie. Ostatni odcinek to leśna droga stromo pod górę, niestety już ze sporymi ubytkami śniegu. Odpinamy narty - szkoda sprzętu. W Białej Dolinie jesteśmy około osiemnastej, już o szarówce. Ale zabrane do plecaka czołówki tym razem nie przydały się. [cdn.]7 punktów
-
Inwestor w Myślenicach tak nie robił. Zrobił tak jak powinien każdy przed nim , wrzucił 120 cm :) Bez problemu przetrzymał tygodniowy atak lata w lutym, jakie kamienie. ostatnie 4 poranki ładowali armatkami aż miło. Dlaczego? bo góra Chełm jest na jeszcze "cieplejszej" izotermie niż Szczyrk i 2 razy niżej. Tak właśnie trzeba działać dzisiaj6 punktów
-
Sobota Prognozy na sobotę były znakomite – lampa, lekki mróz i słaby wiatr. Oj, chyba będzie najazd na Szrenicę! Zarządzam wczesną pobudkę i o 8.28 jesteśmy na parkingu. Miejsca o tej porze jeszcze są bez problemu, do kas stoi po parę osób – czynne trzy okienka. Jaki skipass bierzemy? Na cztery godziny, czy na cały dzień? A tam – jak szaleć to szaleć, kupujemy do szesnastej. Pierwszy wjazd przedpotopowymi krzesełkami na Szrenicę. Bzzz, bzzz, bzzz, bzzz … tuk, tuk …. bzzz, bzzz … Poranny Puchatek czeka na adeptów narciarstwa. Ups ... Śnieżynka coś marnie wygląda z góry Im bliżej szczytu, tym bardziej bajkowo ... Przy górnej stacji: Darek na Świątecznym Kamieniu: I autorka bloga: Zaglądamy na Halę Szrenicką - bardzo ładnie, warunki na stoku dobre, ale ten tłumek do orczyka - błeee ... Wracamy na Śnieżynkę, która z każdym przejazdem staje się raczej złą Królową Lodu z brzydkimi brodawkami z kamieni i niewydepilowanymi kępkami trawy Lolę zamknięto dwa tygodnie wcześniej, FIS w ogóle nie był czynny w tym sezonie. Może dzięki tym trudnym warunkom nie ma kolejek do szybkiej kanapy Karkonosz, ale jednak jazda jest taka sobie. Zwłaszcza, że mam już stępione krawędzie i narty żyją trochę swoim życiem na tych lodowych połaciach. Dużo osób sobie zupełnie nie radzi. Na ostatnie dwie godziny rozdzielamy się z Darkiem - on zostaje na Śnieżynce, ja zakotwiczam się na dłużej na Świątecznym Kamieniu, gdzie warunki są dużo, dużo lepsze. Jakie wrażenia? Tyle razy byłam przejazdem w Szklarskiej, a dopiero pierwszy raz wybrałam się tam z nartami. Wspaniała pogoda, fantastyczne widoki, świetna góra, urozmaicone trasy - niestety komuś jednak chyba brakuje - serca? chęci? możliwości? - aby je porządnie przygotować. Szkoda, to taka mała zadra w ogólnie pozytywnym odbiorze. Pomimo tego mankamentu, to i tak chyba mój najlepszy dzień na zjazdówkach w tym sezonie. [cdn.]6 punktów
-
Wieczorna porcja zdjęć ze Słotwin Arena. Zamiana warunków od rana diametralna, na stoku po ratrakowaniu, jest bardzo, bardzo miękko. Po stornie od lasu, stok zostawiony bez ratrakowania, zrobiła się lodowa skorupa. Około 20:00 uciekliśmy do domu, zrobiła się dość duża śnieżyca i mocno wiało. Miękko. Górna stacja. Śnieżyca (na zdjęciu raczej słabo wyszło).6 punktów
-
Mariusz - to od początku : Generalnie narty dobiera się raczej do wagi, nie do wzrostu, więc w zależności od geometrii modelu można mieć dłuższą lub krótszą nartę. Zaczynaliśmy w lutym na wypożyczonym sprzęcie Salomona - były to nartki podobne do tegorocznych Snowscape 7, tylko w innej szacie graficznej - stabilne, raczej szersze i krótsze, z łuską. Sprawdzały się i na wyratrakowanych trasach z przygotowanymi torami i poza nimi, na przetartych i nieprzetartych szlakach. Taki typowy model do nauki, dla początkujących, choć widziałam sporo osób na trasach z tymi nartami, więc jest chyba dość popularny. W zasadzie nawet wybrałam te narty przez internet dla siebie, ale finalnie kupiliśmy ostatni dostępny wówczas od ręki model Salomon Aero 7 eSkin - z moherową foką oraz Salomon Escape 5 Grip z łuską. Obydwa w długości 198 cm, bo mamy z Darkiem ten sam zakres wagowy. Koszt - ok. 360 - 500 zł za parę, do tego wiązania. Buty też Salomona - w moim odczuciu ta firma ma najwygodniejsze buty i jakoś tak najzgrabniej wykonane. Jedna ważna sprawa - kompletując sprzęt trzeba zwrócić uwagę, żeby but był kompatybilny z systemem wiązań, bo są różne. Salomon robi buty pod wiązania Prolink, pasują też do systemów NNN i Turnamic. Fischer ma np. inne systemy i buty nie będą pasować. Cena - ok. 600 zł za parę. Modele RC 9 Vitane Nocturne Prolink oraz RC 9 RC 9 Nocturne Prolink. Do tego wiązania, kije (dłuższe niż do zjazdówek) - za komplet wyszło nam ok. 1500 zł. Odczucia z jazdy - dłuższa narta daje poczucie stabilności, mimo iż była węższa, niż te Snowscape do nauki, ale mam wrażenie, że w dłuższych nartach jest lepsze odbicie. W każdym razie oprócz tytułowego szurania zaczęły mi już wychodzić posuwiste kroki, choć do gracji i efektywności zaawansowanych biegaczy jeszcze nam sporo brakuje. Zauważyłam różnicę między łuską a foką na trasie do Chatki Górzystów - świeży śnieg, zwłaszcza w nasłonecznionych miejscach, mocno klei się do łuski na ślizgach. W pewnym momencie miałam pod stopami dwie śnieżne buły, które praktycznie całkiem mnie zastopowały. Zamieniłam się z Darkiem na narty i było zdecydowanie lepiej - warto chyba na przyszłość jednak mieć w plecaku smar na takie ewentualności. Do skinów jest inny smar i trzeba je co jakiś czas wymieniać, ale chyba jednak do takiej bardziej sportowej jazdy to jest lepsze rozwiązanie. Na użytek rekreacyjny w zasadzie nie ma aż tak dużej różnicy, czy ma się łuskę, czy skiny. I jeszcze na koniec - choć jazda na biegówkach wydaje się bardzo prosta, to jednak dostrzegam duże korzyści z zajęć z instruktorem. Sporo nam dało szkolenie jeśli chodzi o pokazanie elementów technicznych, możliwość korekty błędów i ogólną orientację w tym sporcie. Mieliśmy ten luksus, że przez pięć dni instruktorzy (którzy byli też przewodnikami karkonoskimi) byli do naszej wyłącznej dyspozycji, więc mogliśmy mieć praktycznie indywidualny instruktaż, dopasowany do naszych dyspozycji i potrzeb. Ale warto na początek chociaż skorzystać ze szkolenia weekendowego czy jednodniowego (to chyba minimum).5 punktów
-
Mitek, ja się bardzo o Ciebie martwię i innych. Jak wytrzymasz na moderowanym forum ? Jak sobie dasz radę bez pisania przekleństw, obelg etc ? 😁 Już zresztą widać że jakieś zwieracze puszczają.5 punktów
-
Cześć Koledzy Drodzy czy coś ktoś coś stracił czy nie stracił tego jeszcze nikt nie wie. Jeżeli już to powinienem czuć się najbardziej dotknięty bo napisałem tam kilkanaście tysięcy postów z czego niektóre kosztowały naprawdę trochę pracy. Myślę o postach syntetycznych, których aktualność jest cały czas weryfikowana. Dokumentacje wydarzeń i zawodów mam zdublowaną dla potomnych a reszta... Ale... to już jest historia, która się wydarzyła i nie ma co nad nią płakać ani do niej wracać. Myśleć w przód a nie w tył kochani. Ja osobiście mam to serdecznie w dupie i innym również polecam. Pozdrowienia5 punktów
-
Ja tak tylko wrzucę do tradycyjnej dyskusji o wyższości Bożego Narodzenia (Szczyrk), nad Wielkanocą (Białka). Co do położenia i przewagi Białki nie ma co dyskutować. Natomiast nie wyobrażam sobie, żeby komuś w Białce przyszło do głowy, żeby od poniedziałku do piątku zamknąć powiedzmy Remiaszów i Jankulakowski, tak jak zamknięto w tamtym tygodniu w Szczyrku Pośredni. Również nie wyobrażam sobie, żeby w Białce komuś przyszło do głowy spowalnianie wyciągów dla oszczędności, w czasie gdy frekwencja jest niezbyt duża. I to jest podstawowa różnica między tymi ośrodkami. Podejście do klienta, który za jazdę wykłada naprawdę ciężką kasę.4 punkty
-
Nowy ruch TPN. Tatrzański Park Narodowy od soboty 13 marca zamyka Dolinę Pańszczycy dla pieszych i skiturowców. Bezpośredni wpływ na tą decyzję miało rozjeżdżenie doliny w ostatni weekend, gdzie właściwie wszystkie żleby miały po kilka-kilkadziesiąt linii, mimo że oficjalnie jedynym legalnym zjazdem w rejonie jest Krzyżne. Covid zatrzymał skiturowców z całej Polski w kilku tatrzańskich rejonach, nie ma Tatr słowackich, nie ma alpejskich wyjazdów. Na Zachodzie Grońskiego czy Hińczowej tłumu nie ma i nie będzie, ale pozostałe miejsca przeżywają oblężenie. Teraz na Kopę Kondracką zamiast 100 skiturowców podchodzić będzie 200, a Dolina Chochołowska przeżyje „rozkwit” bo ludzie gdzieś i tak pójdą. Może to czas by Park podszedł do tego sezonu wyjątkowo, wysłał więcej ludzi w teren, a jednocześnie lepiej edukował tych, którzy na fokach w Tatrach pojawili się dopiero teraz… Niestety nasza pozycja jest słaba, jeśli nie powiedzieć beznadziejna. Park nie zamknie rejonu Giewontu, gdy piesi wydepczą podejście nielegalnym żlebem. Ich jest milion, może pół, a nas w gruncie rzeczy garstka - siłę przebicia mamy małą. A każdy zjazd zostawia dobrze widoczny ślad, nawet jeśli nie pojawi się na fejsie – zostaje w realnym życiu. Treść komunikatu i rozporządzenie tu: https://tpn.pl/nowosci/dolina-panszczycy-czasowo-zamknieta.. Źródło https://www.facebook.com/284225838372968/posts/3645897812205737/4 punkty
-
Rejon Baraniej, około 21 km czas 4h, w poszukiwaniu "możliwości zjazdu" . Jak ktoś chce coś dłużej niż 400/500m to zostaje kombinacja z Wierchu Wisełka w stronę Fajkówki. Na dojściu z buta wyszło coś około 300m . Są wilki. Udany dzień, pusto, cicho, bajka. Po drodze 1 skiturowiec, 10 osób na stokówkach na BC i biegówkach. Parę fotek (ale nie ze zjazdów ) Pozdrawiam mirekn4 punkty
-
4 punkty
-
Dzisiejsza relacja, pewnie będę tam jeszcze na wieczornej. Strasznie teraz wieje. Widokowo. Rano fantastycznie, duży mróz. Stok przygotowany rewelacyjnie. Ludzi mało. Stok trzymał się świetnie.3 punkty
-
3 punkty
-
Sobota była cudowna. Ostre słońce i ciekawe chmury. Do tego parę centów świeżego... powiedzmy akurat te pożądane minimum. W tym roku eksperymentujemy z trasami, łażąc tam gdzie nas jeszcze nie było. Nas i innych zresztą też. I rzeczywiście dopóki nie wyleźliśmy na Mały Śnieżnik - nikogo. Ta wolność poruszania się jest naprawdę wspaniała. Szczególnie w takich okolicznościach. Później przeszliśmy w okolice Śnieżnika, na krótko znaleźliśmy się w "tłumie". Na szczęście przelotnie. No i całkiem fajnie się pojeździło. Niby Śnieżnik, niby blisko a dzionek bajkowy. Pozdro Wiesiek3 punkty
-
3 punkty
-
@marboru zawsze z dużym zainteresowaniem czytam Twoje wpisy. Świetnie oddają warunki, miejsca, które odwiedzasz. W opisie twojej wyprawy też było tego bardzo dużo. Wnioski jednak tym razem - KATASTROFALNE. Myślę, że głównie za sprawą tego co już @Wujot opisał, czyli słabej jakości sprzęt i miejsce na skitury, szczególnie w tych warunkach, mało ciekawe. Wtrącę się, ponieważ temat dla mnie bardzo na czasie. Nie za sprawą popularności, a raczej tego co ją wywołało, czyli zamknięcia stoków też rozpocząłem przygodę ze skiturami. Podobnie jako @marboru uwielbiam jazdę na krawędziach, kilka lat temu też zakochałem się w biegówkach, od lat także uwielbiam się urwać się do snowpark'ów i off-piste. Do tego biegam około 50 km tygodniowo. Aż dziwne, że dopiero teraz stawiałem pierwsze skiturowe kroki. W przeciwieństwie do @marboru ja skitury polubiłem bardzo szybko. Z uwagi na pokrewne aktywności byłem raczej tego pewny, więc od razu zacząłem od wyścigu zbrojeń. Na dzień dobry kupiłem buty - lekkie, dające mi szybkość, ale jednocześnie przyjemność z jazdy - Scarpa F1 LT https://8a.pl/buty-skiturowe-scarpa-f1-lt-carbon-orange. Dla mnie strzał w 10! Narty i wiązania odkupiłem od kolegi i teraz jednocześnie mojego przewodnika/instruktora. +oczywiście kije. Pierwsze kroki stawiałem na Kiczerze w uwielbianym przeze mnie Podkarpaciu. Jak 28.12 zamknęli stoki, zmieniłem tylko sprzęt i wróciłem na górkę. W koło 0 śniegu, więc podchodzić mogłem tylko po trasie i zjeżdżać tą samą drogą. Można rzec - szału brak. Dla mnie jednak trening super i przede wszystkim nadal mogę jeździć na nartach, więc góra-dół, góra-dół... Nauczyłem się sprawnie poruszać, zakładać i zrzucać fokę + kick-turn. Potem niestety długo się zbierałem, żeby się gdzieś wybrać w porządne górki. Był jednak czas, aby się dalej zbroić tym razem w kierunku bezpieczeństwa (plecak, a do niego detektor, sonda, łopata, czekam raki, harszle już miałem). Ubrania szczęśliwie już miałem. Sprzętu szukałem lekkiego. Niestety nie jest to tani sport na dzień dobry. Całość bez ciuchów i kasku około 6,5 tysiąca, w tym narty i wiązania udało się tanio od kolegi odkupić za 1000 - nowy jak bym teraz szukał w promocjach to min. 5000). Biorąc pod uwagę ostatnio bardzo nieprzyjemne zdarzenia lawinowe i tak najbardziej zaoszczędziłem na plecaku lawinowym. Chyba będę musiał szybo to nadrobić - kolejne 3 tys. Wybór padł na Dolinę Chochołowską. 3 dni na nartach - nocleg w schronisku (oszczędzenie sobie codziennych 7km po niewielkim wzniesieniu z parkingu). Ogromna ilość szczytów do zdobycia. Pogoda dopisała. Przewodnik super przygotowany, więc i wnioski zgoła odmienne od @marboru. Nie mogę się doczekać kolejnej tury. Przede wszystkim sprzęt mi nie ciążył, bo wydaje mi się odpowiednio dobrałem. Wybieraliśmy podejścia i zjazdy, które dają niesamowitą frajdę. Dobieraliśmy do tego godziny, aby w obecnie panujących warunkach korzystać maksymalnie ze zjazdów - śnieg puścił po nocy, a jednocześnie nie zrobiła się z niego ciężka mazia. Dużo trzeba się nauczyć, na pewno dobrze kondycyjnie przygotować (to akurat u mnie nie problem), porządnie zabezpieczyć i znaleźć dobrych kompanów/przewodnika. Kilka fotek na zachętę @marboru - też uwielbiam szosę i jazdę na krawędziach (kiedyś spotkaliśmy się w Kazimierzu - pozdrawiam). Może to nie być Twoja do końca bajka, ale gdybyś inaczej zaczął to myślę, że też bardzo doceniłbyś tę aktywność.3 punkty
-
W środę było tak. Od 8:00 do 9:30 wszędzie na bieżąco - oczywistość. Około 10:00 Remiaszów około 8-10 minut reszta na bieżąco z tendencją do lekkich kolejek. Około 12 duże kolejki na Remiaszowie, Jankulakowski i Pasieka 5-7 minut, Kotelnica o dziwo niemal na bieżąco. Czwórka wzdłuż FISu - kolejka na około 5 minut. Orczyki wzdłuż FISu - kotwica na bieżąco, talerzyk 5 minut. Cały czas na bieżąco stara trójka, Bania, Horników Wierch (nowość) oraz Kaniówka. Warto się wybrać - warunki świetne.2 punkty
-
Co roku ta sama dyskusja. Tmr jak zwykle olał narciarzy i zrobił ułamek tego co powinien. Otwieranie i przygotowanie tras to jak zwykle dramat. Sladowe nasniezanie to juz znak rozpoznawczy słowackiej firmy. Nadal jednak jest rzesza zwolennikow ktorzy beda szukac diamentow w gownie. Tmr jest jak pis, mocna propaganda a realia kazdy widzi. Jesli chodzi o konkurentow to jestem od tygodnia w Czarnej Gorze. To tez badziewiarski osrodek nastawiony na masowke. Wysokosci sa podobne, ludzi tez duzo a trasy nawet bardziej strome. Tam gdzie snieza, sniegu jest full. Kamieni i przetarc zero. Zamkniete tylko trasy bez nasniezania.2 punkty
-
miałeś pecha. Rychterowi mozna było zarzucić wszystkie grzechy narciarskiego świata ale nie złe przygotowanie tras.......2 punkty
-
E tam, same chłopy na nartach i na forum? Ale nuda! Z babkami weselej, ciekawiej, inny punkt widzenia, a czasem jak jakiś kolorowy trans przemknie, to jeszcze bardziej barwnie się robi. Również pozdrawiam.2 punkty
-
Jak widać skiforumowe gwiazdy wydają się z lekka zagubione w nowej rzeczywistości😵, nerwowo szukając miejsca dla siebie👀2 punkty
-
To jeden "problem", -kolor. Poprawni polityczno-społeczno-europejsko-równościowo-genderowo-- itd. itp. mają jeszcze jeden problem, PŁEĆ!!! Jak pamiętacie z historii, pewne totalitaryzmy zawsze próbowały zmieniać społeczeństwa i panujący ład. Zmieniano np. znaczenia słów. "Ostateczne rozwiązanie" oznaczało wymordowanie. U drugich "przyjaciół" skazywano na "karę główną". Oni też nie wiedzieć czemu nadużywali w stosunku do jednostki liczby mnogiej. Każda osoba była dla nich "wy", tak jakby tych osób było kilka! Ale ja nie o tym, dziś przychodzi nam się mierzyć z czymś podobnym. Podobnym i na większą skalę i w szerszym społecznym kontekście. Okazuje się, że nie powinno już być rozróżnienia na płci. Nie ma już kobiet i facetów. W związku z czym powoli zaleca się nie stosować końcówek żeńskich czy męskich. W innych językach jest prościej, ale w polskim, słowackim, czeskim? Jak nazywać Kowalską czy Jourową? Kowalski i Jourow? Toż to jest męskie!!! Nowowymyślacze europejscy poradzili sobie z tym problemem. Nakazują pisać na końcu "X", żeby nie było seksistowsko! No i będzie; Kowalskx, Jourowx. Ch.j wie czy to Kawalski, czy Kowalska, ale będzie poprawnie, nie seksistowsko. Mnie to na razie bawi, dlatego piszę o tym w wątku "Coś do śmiechu", ale sprawy obserwuję z pewną trwogą. Na ile jeszcze to bydło nie pomne maksymy, "zachowaj tradycję i obyczaj a one zachowają ciebie", sobie pozwoli?2 punkty
-
Forum to nie tylko treści, to także, a może przede wszystkim ludzie, z niektórymi mam kontakt telefoniczny, ale z częścią fajnych osób jedyny kontakt był przez skiforum, wiec tego, a nie tysięcy choćby i przednich postów żal.2 punkty
-
Racja 🙂 : Dzieci z amerykańskiej szkoły jadą na wycieczkę. Nauczyciel poucza dzieciaki, żeby w czasie wycieczki odnosiły się do siebie poprawnie. - Nie chcę słyszeć żadnych rasistowskich dowcipów. Wszyscy są równi bez względu na kolor skóry. Dlatego umówimy się, że wszyscy są niebiescy. A teraz proszę wsiadamy do autobusu. Jasnoniebiescy proszę do przodu, a ciemnoniebiescy do tyłu.2 punkty
-
"Biały Jar", "Czarna Góra", "Czarny Groń" - te nazwy są nieakceptowalne. W ogóle narciarstwo i zima są rasistowskie. Rozpoczynam walkę z nierównościami na polskich stokach: piątek, 12 marca 2021 Rasizm na polskich stokach. Biały Jar i Biały Krzyż do zamknięcia, Czarna Góra do rebrandingu. Trasy tylko czerwone Nie sposób przejść obojętnie wobec tego, co się dzieje na świecie – już nie mówię w USA. Świat rozprawia się z różnymi nierównościami, a już w szczególności z rasizmem. Następuje ogólne burzenie pomników. W zasadzie każdy pomnik białego człowieka nadaje się do zburzenia – niczym swego czasu pomnik Koniewa w Krakowie. Trwa też walka z nazewnictwem, a rewolucja – jak zwykle – nie ma litości dla ofiar, czy to zasłużonych, czy przypadkowych. Ja – niejako wyprzedzając fakty – postanowiłem się przyjrzeć rasizmowi na polskich stokach narciarskich. Wziąłem pod uwagę tak radykalne rasistowsko nazwy i wyrażenia, które zawierają w sobie słowa "biały" (jako wyraz dominacji białego człowieka) i "czarny" (jako wyraz poniżenia Afroamerykanów). Przewinienie dyskwalifikujące – co jest białe? Co jest białe. Tu winna jest cała zima, zwłaszcza tegoroczna. Sama zima jest bowiem rasistowska, bowiem dla podkreślenia dominacji białego człowieka sypnęła tej zimy obfitym śniegiem – niestety białym, i to białym jak śnieg. W dalszej perspektywie należy więc rozważyć likwidację wszystkiego, co wiąże się z zimą, a już na pewno wszelkich rozrywek: narty, sanki, łyżwy, lepienie bałwana. W krótkiej perspektywie należy natomiast wyeliminować zjawiska tak nierównościowe, że aż strach. Przegląd internetów wskazuje jednoznacznie na winnego: stację Biały Jar w Karpaczu. Tu wina jest tak ewidentna, że nie podlega negocjacji i nie będzie żadnego prawa łaski. Wprowadzenie rasistowskiego słowa "biały" do nazwy stacji dyskwalifikuje stację w całości, dyskwalifikuje pomysłodawców, właścicieli i w zasadzie... całą miejscowość, która tak dyskryminacyjną nazwę toleruje. Niniejszym oczekuję od stacji... samozamknięcia – de facto samolikwidacji, popartej dodatkowo hojnym datkiem na ruch Black Lives Matter. Dalszy przegląd internetów wskazuje... na jeszcze większych rasistów: stację Biały Krzyż. Winy pierwszego członu nazwy "biały" nie muszę tłumaczyć ponownie. Wina drugiego członu nazwy "krzyż" jest też oczywista: jest to symbol dominacji białego człowieka, dominacji mężczyzny nad kobietą, jest odpowiedzialny za niewolnictwo, rzeż Indian, i niską pensję pani z Тимощук Ukrainy, która sprząta po mężczyznach w pomieszczeniach zarządu w polskiej spółce Skarbu Państwa. Stacja Biały Krzyż będzie więc nie tylko zlikwidowana, teren zostanie zamieniony na pomnik Mike'a Tysona – jako symbolu cnót wszelakich. Przewinienie do naprawy – co jest czarne? Tu wina znów dotyczy całego narciarstwa jako dyscypliny, aczkolwiek... idzie ku poprawie. Trasy narciarskie są bowiem "niebieskie", "czerwone" oraz – aż wstyd przyznać – "czarne". W dodatku określenie "czarna trasa" oznacza trasę trudną, nieprzyjazną kobietom, już nie mówię Afroamerykanom, którzy zasadniczo raczej na nartach dobrze jeździć nie potrafią. Trzeba jednak przyznać, że polskie stacje wykazują się wyczuciem rasowym, i czarne trasy są ostatnio eliminowane (Bieńkula) lub w ogóle nie są otwierane (Golgota). Więcej: https://ekonomiaplussport.blogspot.com/2021/03/rasizm-na-polskich-stokach-biay-jar-i.html2 punkty
-
Może ja miałem zawsze pecha, ale ze Szczyrku za dawnych czasów bez rys na nartach nie wracałem. Wspomnienia, że za Richtera było lepiej są niedorzeczne. Ciekawy jakby teraz było w pandemii za "Richtera"? Pewnie pół trasy by nie było naśnieżone. Spędziłęm żeszły weekend w Korbielowie. Dwa tygodnie temu byłem na Jaworzynie Krynickiej. Tam wyraźnie widać różnicę między prześnością i rozmachem TMR. A kamienie w góach będą. Przypominam, że w zeszłym tygdoniu temperatury dochodziły do 17C. Po Korbielowie też mam ślizgi do regeneracji.2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Odniesienie do otwartych/zamkniętych tras w tym roku. Dlaczego nigdy nie wyjdziemy z fazy "rekreacja, foto, SPA" do fazy "jazda sportowa"? A jakie jest Twoje zdanie? czwartek, 11 marca 2021 Już nie ma dzikich tras, na których zbierałem naukę Problem jest wielowątkowy, ale istnieje. Uczysz grupę dzieci (lub nawet dorosłych) jeździć na nartach w danym ośrodku narciarskim w Polsce. Jedziesz z nimi raz łatwą trasą – zjechali jako-tako. Jedziesz drugi raz – potrafią. Jedziesz trzeci – utrwalasz, co już umieją. — No to dobra! — mówisz podopiecznym. — Czas na nowe wyzwania i zmianę techniki jazdy. Poćwiczymy teraz slalom i jedziemy na trudniejszą trasę! Problem z tym, że na większości ośrodków... jest to pomysł nierealizowalny. Bo albo w danym ośrodku takich tras nie ma w ogóle, albo (co częstsze) ośrodki takich tras po prostu nie przygotowują i nie otwierają. Nie mamy sukcesów narciarzy alpejskich, może poza rodzynkiem w postaci Maryny Gąsienicy-Daniel, która jakoś tak samotnie walczy z całymi teamami z innych krajów. Tymczasem, jak mówił raport z 2018 r.: "Prawie jedna trzecia Polaków potrafi jeździć na nartach. Czynnych narciarzy są w naszym kraju ponad 4 miliony, a zimowe wyjazdy narciarskie dla coraz większej grupy stają się coroczną tradycją. Chętnie szusujemy na Słowacji, wierną rzeszę fanów mają też ośrodki we Włoszech i w Austrii. Ale wciąż najczęściej wybieramy polskie stoki – położone najbliżej i najtańsze. (...) 29 procent Polaków potrafi jeździć na nartach, a 8 procent na snowboardzie – tak wynika z badania, które Instytut Badań Rynkowych i Społecznych IBRIS w 2017 roku przeprowadził dla Polskich Kolei Linowych. Ten wynik z roku na rok rośnie. Nawet, jeśli nie jeździmy często, robimy to systematycznie. Prawie 70 procent fanów nart i deski miało ten sprzęt na nogach choć raz w ciągu ostatnich trzech sezonów (28 procent więcej niż 3 razy, 17 procent 2-3 razy i 22 procent przynajmniej raz). To sporo." Nawet jeśli te dane są nieco zawyżone, to i tak w ciemno można założyć, że narciarzy w Polsce jest co najmniej tyle samo co... w Austrii, która liczy raptem nieco ponad 8 mln mieszkańców, a chyba nie więcej niż co 2. Austriak poradzi sobie z nartami lub snowboardem. Ponadto w samym Beskidzie Śląskim stacji narciarskich jest... kilkadziesiąt. I są dni, gdy ... na wszystkich z nich tworzą się kolejki. Powinniśmy być więc mocarstwem w narciarstwie alpejskim – niczym w skokach. Nie jesteśmy – delikatnie mówiąc. Dlaczego? Ano właśnie dlatego: patrz początek artykułu. Ile w tymże Beskidzie Śląskim jest tras naprawdę trudniejszych i czynnych, patrząc na legalne oznaczenia: czarna (ponad 40 proc. maksymalnego nachylenia w jakimś fragmencie), czerwona (ponad 30 proc. maksymalnego nachylenia)? Pomyślmy... Jest czarna trasa FIS na Skrzycznem – w tym roku czynna do Dolin (ok. 2,5 km długości, ok. 550 m dyferencji), na całej długości części sportowej, ale bez dojazdu na sam dół. Jest czarna trasa na Beskidzie – krótka (800 m), ale naprawdę fajna (250 m dyferencji). Co do tras czarnych, to... tyle. Więcej (dokończenie): https://ekonomiaplussport.blogspot.com/2021/03/juz-nie-ma-dzikich-tras-na-ktorych.html2 punkty
-
2 punkty
-
Marboru was wkręca. Pewnie jest już w trakcie kompletowania sprzętu.2 punkty
-
1 punkt
-
Latem Izery są równie piękne i ciekawe - pieszo, rowerem... dla aktywnych1 punkt
-
Za darmo chciałem oddać Pozdrawiam mirekn1 punkt
-
Owszem było sporo śmiecia, ale i ostatnio pojawiało się niemało cennych dyskusji. Skionline jest znacznie mniej wygodne na telefonach. Ja bywałem tu jeszcze gdy wtyczka Tapatalk działała. Chyba się trzeba będzie przeprosić. Szkoda tracić kontakt z ludźmi. Oby udało się przywrócić dane.1 punkt
-
Super relacja @tanova👍🙂 Napisz coś więcej o sprzęcie. Jak odczucia z użytkowania, jaka cena, wszystko opisz 😉 Biegówki mnie ciągną i Paulę, jesteśmy mocno zainteresowani.1 punkt
-
Cześć He he ... nawet nie wiem o czym piszecie. Ale to ciągłe szukanie narty najlepszej pachnie ... słabo. W zeszłym sezonie pozbyłem się ostatniej własnej pary nart... i mam spokój. Jeżdżę na tym co mi dadzą. Pozdrowienia1 punkt
-
Dlatego nazwałem cię ignorantem. Nie, po prostu jesteś stary i wydaje ci się, że powinno być tak jak za twojej młodości, bo masz do niej sentyment. A w dodatku, jako że jesteś stary, to wydaje ci się, że wiesz lepiej niż młodsi, bo ze starością mądrość przychodzi. Powszechne błędy poznawcze, nie przejmuj się. Ale nie jest to podstawa do sensownej dyskusji, skoro potrafisz zanegować zarośnięcie gór ze zdjęcia sprzed 100 lat.1 punkt
-
Stabilny blat 120x(25-40) na wysokości 85 - grubość blatu pozwalająca na montaż imadeł (bez przesadnego rantu) .. w blacie kilka dziurek na śrubokręt i inne popierdółki, całość odporna na działanie sił "po jednej stronie" (narta oparta na imadłach) .. jak jeszcze lekkie i mobilne to biorę pre-order M.1 punkt
-
Dzisiaj mały narciarski maraton. Obawiając się tłoku w okrojonym SMR, mimo dniówki 59 PLN za 7,5 h - wybrałem Wisłę. Zainwestowałem 110 PLN w karnet całodzienny, na którym można jeździć od 7.30 do 22.00. W sumie niewiele brakło do pełnej konsumpcji😉, zwłaszcza, że pogoda sprzyjała. Rano Nowa Osada. Po nocy równo, stok zmrożony, super jazda. Z każdą minutą przybywało ludzi, aczkolwiek jeszcze do strawienia - od ~9,30 kolejka na 7-10 min stania. W dolnej części trasy zaczęło też przybywać odsypów, stanie w ogonku zrobiło się męczące, więc zapadła decyzja o zmianie miejscówki. Przed południem przeskok na Stożek. Dojazd pod sam wyciąg bezproblemowy. Na wyciągu i trasie praktycznie pusto. Jest znacznie wyżej, chłodniej - naturalny śnieg na trasie i w lesie. Twardo, momentami beton - ale równo i szybko. Rewelacja. Stok jeden z najbardziej wymagających w okolicy. Od 15tej w całym ośrodku jeżdżą 4 osoby + trening slalomu dla 5 zawodników. Wcześniej niewiele więcej. Słoneczna niedziela.... Z jednej strony super, z drugiej mam pewne obawy, kiedy panu Witoldowi przestanie się to definitywnie spinać. Byłby dramat, gdybyśmy musieli czytać o Stożku w dziale "Stacje narciarskie widma"..... Polecam odwiedziny zwłaszcza tym, którym brakuje Golgoty, czy Bieńkuli (przy zachowaniu proporcji długościowych oczywiście) . Po 16 transfer na Skolnity. Na parkingu luz. Do wyciągu luz. Start o 17 tej po ratrakowaniu. Prawie godzina jazdy przy naturalnym świetle. Ludzi niewiele, trasy fajnie przygotowane. Niebieska degraduje się po kilku przejazdach, ujeżdżana przez większość obecnych klientów ośrodka. Aczkolwiek nadal jest przyzwoita. Natomiast czerwona - praktycznie do 19.30, kiedy się zawijaliśmy - była nierozjeżdżona, pusta, pozwalająca na szaleństwo. Bywały przejazdy, gdzie mieliśmy ją od góry do dołu wyłącznie dla siebie. Te "bonusowe" 2,5 godziny kolejnego kręcenia w kółko pozwoliły się nasycić na maxa😄 Na koniec musieliśmy na chwilę podjechać na Nową Osadę. Na parkingach aut z 5 razy więcej, dół trasy cukrowe muldowisko, narodu sporo.... Reasumując - bardzo udane i efektywne nartowanie. Za dodatkowe 80 PLN (ja +50, junior +30) pojeździliśmy dziś z 4 x więcej, bez kolejek, w zadowalających warunkach itp. Jedyny mankament - 3 krotne przebieranie butów. Masakra 😜1 punkt
-
Ładny rowerek Ale gravele mnie totalnie nie kręcą. Jak będę coś kupował, to będzie to MTB. Dokładnie. To było, porównując do zjazdówek... taka ośla łączka. Niestety zajawki nie złapałem, co nie oznacza, że nie będę dalej turował. Pauli się strasznie spodobało, więc będę chodził razem z nią. I z pewnością będę o tym pisał @MarioJ Druga Połowa również pozdrawia. Z pewnością będzie druga szansa. Lepszy sprzęt i Tatry...ale czy uda się w tym sezonie? Będzie raczej trudno się wyrwać gdzieś dalej - teraz moc obowiązków różnych. Kondycja nie jest zła Nie jednego Słowaka w tym roku wyprzedziłem, tu i tam No właśnie - myślę, że na tej płaskiej trasie gdybym wziął biegówki, moje odczucia z wycieczki byłyby dużo lepsze. Pierwszy plus - biegówki na płaskich trasach - szybsze! Zjazdy na spokojnie opanuję - swego czasu bawiłem się w zjazdy na łyżwach, na takich górkach 200 metrowych o dość płaskim nachyleniu Nie do końca się zgodzę, że biegówki, to zero adrenaliny i tylko dla spokojnych - to zależy jak się człowiek rozbiega Biegania nie tyle nie lubię, co jest destrukcyjne dla mojego operowanego kolana Lubić, lubię @wielofish wnioski nie są katastrofalne, ale to moje subiektywne odczucia - powtórzę: laika, na słabym sprzęcie, w miejscu gdzie spotkać można wielu Ludzi. Czy miałbym kłamać i piać nad pięknem turów, skoro dla mnie było nudno? Sorry, ale mam prawo do tego by pisać, o tym co czułem, o tym co myślę poprzez pryzmat tego pierwszego razu. Powtórzę - spróbuję jeszcze raz. W innym miejscu, na innym sprzęcie... zobaczymy. Z pewnością napiszę o tym na forum i będzie kolejny raz pole do dyskusji. Dzięki za kilka zdjęć i Twój wpis - cieszę się, że temat jaki napisałem okazał się dla Ciebie na tyle "atrakcyjny", że skłonił Cię do napisania swoich przygód i wstawienia świetnych zdjęć - dzięki Zawsze, to jakiś plus mojej "przygody" nie wkręcam. Piszę co myślę i czuję - dyskutujemy Oooo dużo większe góry i zaraz by mi się bardziej podobało - z pewnością dzięki widokom i atmosferze, klimatowi @surfing jeździć poza trasą potrafię i umiem - nie sprawia mi to przyjemności. Nie daje również adrenaliny, którą z takiego narciarstwa inni mają całe pokłady. Może to wynika z leku, który odczuwam poza trasą jaki czuję do swojego słabego kolana po operacji? Myślę, że tak. Być może kiedyś, tak jak piszesz dostrzegę, to, czego teraz nie widzę. Być może czas to zmieni? Zobaczymy. Narty zostały stworzone, by gnać z góry ostro na krawędziach i tu się mylisz...że do klapania hahaha Żart! Dlatego jeśli mam wybór - w zimę cisnę na trasach i jeżdżę tak jak lubię...a turystykę w górach uprawiam gdy znika śnieg. Z wypraw w góry czerpię pokłady energii i to, coś co kocham. Dokładnie o biegówkach myślę tak jak Ty @surfing. Czuję podskórnie, że mi się spodoba Dzięki za ten wpis i te dwa zdania! Autor wpisu ma na głowie robotę, budowę i masę różnych rzeczy, więc nie zawsze ma czas by wpaść na forum i podyskutować z Przyjaciółmi1 punkt
-
Cały Twój problem polega na nie zrozumiemiu istoty nart. Narty zostały stworzone aby umożliwić człowiekowi poruszanie się w śnieżnym terenie i szybszym zdobywaniu pożywienia dzięki temu (polowania). Wycieczka z buta w metrowym śniegu to katorga. Nawet w Beskiadach. Właśnie po to są narty. Inna kwestia.... wydaje mi się, że dobry narciarz to taki który potrafi jeździć też poza boiskiem. Dopiero wtedy kiedy wyjechałem wiele lat temu poza stok zobaczyłem jak różne potrafią być śniegi i jak mało wiem o nich. Zanim skituring stał się modny wynosiłem narty na plecach w różne miejsca. Nie namawiam Cię to rozwijania się w tej kwestii, chcesz to zostań na boisku. Myślę że każdy powinien podjąć świadomą decyzję. Ja nie podejmuje się działań skialpinistycznych, bardziej skupiam się na turystyce narciarskiej (kwalifikowanej). I często w Beskidach można wycisnąć naprawdę mocne "spacery". Ale.....Dla nas lepiej im mniej ludzi w górach 😉1 punkt
-
@marboru - nie jestem pewna, czy w takim razie spodobają Ci się biegówki. Pod górę będziesz co prawda szybciej i tu kondycja się przyda, ale są to lekkie nartki bez krawędzi i zjazdy z góry przy bardzo początkujących umiejętnościach to z pewnością nie są emocje porównywalne z twardym sztruksem na zjazdówkach - raczej jest to kontrola prędkości pługiem. W moim odczuciu biegówki to bardziej sport dla osób szukających homeostazy, wewnętrznego wyciszenia, a nie adrenaliny - pewnie podobnie jak takie lekkie skitury, których miałeś okazję popróbować. Oczywiście można się zmęczyć na intensywnym treningu i klasykiem i łyżwą - godzina, dwie. Podobny wysiłek jak przy bieganiu, ale Ty biegać chyba też nie za bardzo lubisz?1 punkt
-
Nazwijmy rzeczy po imieniu: to czego spróbowaliście to przedszkole skiturowe na zdezelowanym sprzęcie. Taka jazda rozwalającym się ułazem z rurą wydechową skierowaną do kabiny. Osobiście współczuję 😁 Podziwiam że mimo tego, niektórzy złapali zajawkę, to najważniejsze 🙂 Pozdrowienia dla @Paula 🙂1 punkt







