Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. surfing

    surfing

    Użytkownik forum


    • Punkty

      11

    • Liczba zawartości

      4 038


  2. Przemekc1

    Przemekc1

    Użytkownik forum


    • Punkty

      10

    • Liczba zawartości

      296


  3. tanova

    tanova

    VIP


    • Punkty

      9

    • Liczba zawartości

      2 774


  4. Cosworth240

    Cosworth240

    Użytkownik forum


    • Punkty

      9

    • Liczba zawartości

      1 795


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 01.12.2020 uwzględniając wszystkie działy

  1. Szwajcaria też jest Risikogebiet ... Chyba, że jesteś z Badenii-Wirtembergii, to można na 1 dzień w ramach małego ruchu granicznego. A polacy kradną samochody.
    5 punktów
  2. To nie są oficjalne informacje. Oczywiście może być taki scenariusz, ale ... właścicielom ośrodków nie będzie się opłacało otwierać bez klientów z zagranicy.
    5 punktów
  3. Powiem szczerze dziwie się bardzo ze tak doświadczeni dają takie przykłady jak uszkodzić drugiego na stoku- typowy rynsztok 🤬 ! Sorry panowie nie przystoi na takie wypowiedzi, następnie dziwicie się ze ktoś zachowuje się niepoważnie. Jak Kuba Bogu tak ..., typowe polskie .
    5 punktów
  4. Wystarczy, że wpuszczą Niemców ... 😉 Nawet austriackie gazety piszą, że dla tamtejszych ON kluczowa jest możliwość korzystania z ich ośrodków przez Niemców. To już by im ratowało sezon. Tu statystyki z sezonu zimowego dla całej Austrii (nie tylko ośrodków zimowych, więc wlicza się w to też Wiedeń choćby): Niemcy odpowiadali za 22,33 mln nocowań (jeżeli to dobre polskie słowo); w tym samym okresie Polacy (jesteśmy w top 7) - 1,13 mln nocowań. Wszystkie inne nacje z miejsc 2-15 razem zsumowane nie dają tylu noclegów co Niemcy.
    4 punkty
  5. Różne są definicje przedsiębiorców, ale "dokładania do interesu" nie znajdziemy w żadnej z nich. Ośrodki narciarskie to nie komunikacja miejska, w której definicję jest wpisana nierentowność; to nie są (przeważnie) publiczne podmioty, które mogą sobie pozwolić na stratę w imię wypełniania jakiejś misji. ON-y to przedsiębiorstwa, które mają właścicieli, a ci właściciele nie prowadzą ich z nudów czy hobbystycznie, tylko po to żeby mieć z tego pieniądze.
    4 punkty
  6. Byłem dziś na wieczornych Słotwinach.Można unikać nadmiernego spoufalania,zastawiając sobą 2 pasy tuż przed wejściem,i tak robiłem.Tabaszewski mocno śnieży,pewnie na weekend,Kluszkowce ruszają w sobotę,więc chyba to się rozladuje...
    3 punkty
  7. Ja dzisiaj rano wstałem do roboty, ale tak się tym przemęczyłem, że z miejsca znowu się położyłem. Najgorzej to się przemęczyć.
    3 punkty
  8. Otwarcie bazy noclegowej przewidywane jest po Nowym Roku, ale czy to będzie zaraz po Nowym Roku, czy dopiero po feriach ... Kto to wie?
    3 punkty
  9. Cześć Tego akurat hasła nie znałem ale może warto przemyśleć... Pozdro
    3 punkty
  10. 3 punkty
  11. Mitek i Iski pisali tylko scenariusz do nowego filmu: Mad Max - Na Stoku Gniewu.
    3 punkty
  12. Zasadniczo masz rację. ON - są po to aby zarabiać. Ich prowadzenie wiąże się z olbrzymimi kosztami i w naszych warunkach klimatycznych IMHO ze sporym ryzykiem biznesowym. Covid'u nikt nie przewidział - choć są tacy, co twierdzą że Bill Gates nie dość, że wiedział, to jeszcze to ukartował 😉 Z uwagi na obawy sanitarne wprowadzono wiele ograniczeń, które odbiły się na branży restauracyjnej, hotelarskiej, fitness, turystycznej itd. itd. Wiele biznesów zamknięto odgórnie nie bacząc na argumenty strony dotkniętej takimi czy innymi ograniczeniami. ON także stanęły przed wizją zamknięcia tej zimy. Ostatecznie wprowadzono pewne zasady - wypracowane rzekomo wspólnie ramię w ramię i ręka w rękę z tzw. przedstawicielami ON. Nie mam wątpliwości, że akurat ta branża z uwagi na siłę jej lobbingu i fakt, że sprawa dotyczy przede wszystkim osób, które są "naturalnym" elektoratem obecnej władzy, wywalczyła więcej niż inni. Jeżeli branża nie będzie w stanie tych rzekomo wspólnie wypracowanych reguł wprowadzić w życie i panować nad sytuacją, to uważam, że sorry, ale wyłączanie ON w weekendy, czy reglamentowanie sprzedaży karnetów być może powinno mieć miejsce. To i tak mniejsze zło, niż zamknięcie wszystkiego na trzy spusty. Jeżeli ośrodki będą panować nad sytuacją, to oczywiście nie ma co rozważać tego typu historii. Zobaczymy co będzie w najbliższy weekend.
    3 punkty
  13. Słowacy działają ostro....południowa strona już całkiem całkiem.. 👍
    3 punkty
  14. Marzec 2004 Kasprowy po latach....(retrospekcja) Siedzimy w Koninkach. Za oknem piękna, wiosenna zima. Śniegu napadało ze trzydzieści centymetrów. I dalej sypie. Stok narciarski pusty. Kto by jeździł na takim śniegu? Wystarczy wziąć go do ręki, ścisnąć i robi się kulka. Kiedyś się walczyło i na takim. Teraz taki ubity i te karwingi - jadące krawędziach – to śmierć w oczach.... Żona czyta „W stronę Pysznej”, którą gdzieś wyszperała. Taka fajna książeczka o narciarskich wyrypach i wspinaczce przed wojną. Wiesz - mówi- jak patrzę na ten śnieg, to aż mnie skręca. Nie da się jeździć! Moja droga. Nawet w Białce. Pod spodem jest rozmiękły stary śnieg. Wymieszany z tą papką, powoduje, że raz jedzie się szybciej, raz - wolniej… Niebezpieczne! Zresztą boli cię kolano. Lekko szarpnięte parę tygodni temu na Zarze. Wjechała szybko w kopkę sztucznego śniegu. Szarpnęło nartą i kolano lekko boli z boku. Może by tak na Kasprowy...Mamy w szkole rekolekcje. Mogłabym urwać się we wtorek. W środę nie mogę. Szybka, myślowa analiza. Tam teraz też sypie. Meteo zapowiada od poniedziałku poprawę pogody. Pcha się wyż. Przejdzie nad Polskę. Ja jestem stary meteorolog. W końcu przepracowało się kiedyś te dwa lata w PIHM. Wtorek. Nie ma ferii, świąt, okresu przedświątecznego, żadnych zawodów. Może być nieźle...Słońce, świeży puch...i nie ma tłumów. Wczesna miejscówka na górę. Ech marzenia...Weźmy to jednak pod uwagę. Winien jestem żonie ten Kasprowy. Była już wiele razy wyżej i w trudniejszych sytuacjach. Ale Kasprowy to Kasprowy...Mamy w bloku sąsiada. Jeździ dość rzadko, ale tylko na Kasprowy. Biznesmen, wiec jeździ sobie w dzień powszedni. Często nas widzi ładujących narty na samochód. Dzień dobry, gdzie państwo jedziecie? Bo ja byłem w zeszłym tygodniu...Kompromitacja! Żona jeszcze nie widziała Kasprowego w zimie. W lecie owszem. Odbyliśmy wycieczkę szlakami narciarskimi z dokładnym moim opisem, gdzie tu się jeździ a gdzie spada... Z Kasprowym to jednak nigdy nic nie wiadomo. Góra nieobliczalna. W latach wczesnego Gierka mieliśmy w zakładzie machera od TKKF`u. Miał jakieś chody w Zakopanem i załatwiał miejscówki na Kasprowy. Co prawda nie te wczesne, ale zawsze. Wyjeżdżamy w niedzielę z Krakowa autobusem marki San. Piękne słoneczko. Mrozik. Będzie miejscóweczka. Dokupi się następne na giełdzie w holu kolejki. Życie jest piękne. Giełda w holu kolejki to było specjalne doświadczenie. Nie było jeszcze wyciągu na Goryczkowej. Gąsienicowa, pojedyńcze krzesełko, zakopiańskie klubowo-goprowskie wipy...podjeżdżające bez kolejki. Lepiej nie mówić ile tam się stało. Więc zdobyć ze cztery miejscóweczki na dzień. Cztery obroty przez Goryczkową. No, tak średnio, co półtorej godziny. Bez szaleństw. Tylko skąd te miejscówki. Kasa już dawno oficjalnie wszystkie wysprzedała. Ale holu jest giełda. Wpada facet, z jakiejś obisowskiej wycieczki, mającej załatwione miejscówki. Ktoś z wycieczki zrezygnował. Mam cztery na czternastą... Cztery na czternastą – przecież to zaraz będzie koniec jazdy, myśli niedoświadczony giełdziarz. Doświadczony kupuje wszystkie, zawsze się sprzeda. Ma się więc te cztery i można głośno krzyczeć – wymienię dwie na wcześniejsze... Komuś tam brakowało do kompletu czternastej a miał, powiedzmy, kilka na pierwszą...I tak można było zostać szczęśliwym posiadaczem kompleciku na cały dzień. Bilecik się kupowało bez problemu w kasie. Giełdziarz musiał być szybki i nieco brutalny. Stado hien otaczało zawsze sprzedającego. Najlepiej było być z przygotowanymi pieniążkami. W holu widywało się znane postacie. Wiele razy widziałem tam Alinę Janowską. Zapaloną narciarkę. Na ekranie wyglądała jednak lepiej... No wiec jedziemy tym Sanem. Drapie się on na Mały Luboń. Słoneczko świeci. Na horyzoncie pojawia się znany ząbek. Rzut oka na świerki, czy się ruszają. Jak się ruszają, to d...pa zbita. Wieje. Będzie w Kuźnicach przez głośnik znany komunikat. Kolejka na Kasprowy w dniu dzisiejszym z powodu silnego wiatru nie kursuje...Halny – a tu takie piękne słońce...Taki jest Kasprowy. Z Wadowic wyjeżdżamy o pół do szóstej. Po zmianie czasu, dopiero świta. Żona w obawie przed bezsenną nocą, zażyła sobie coś na sen. Chmury się rozrywają. To dobrze. Na Obidowej widać nasze góry. Promienie słońca oświetlają szczyty Tatr Zachodnich. Ale Wysokie pokryte są jednak czapą ciemnych chmur. W Poroninie widać już jasno oświetlone Czerwone Wierchy a na ich tle Śpiący Rycerz. Na Rondzie tylko kilka aut. Ale jest dopiero po siódmej. Elegancja, facet nam ładuje narty do kosza. Nie to, co stary Jelcz z koszem, który należało obserwować pilnie na każdym przystanku - z nosem przylepionym do tylnej szyby, czy moje narty nie zmieniły przypadkiem właściciela. A tu za dwa złocisze taki luksus. Pusto w Kuźnicach i lekki mróz. Na tablicy: Kasprowy minus dziewięć, na dole minus trzy. Nieźle. Co jest? Hol zamknięty! Aha – tylko z drugiej strony. Żona się śmieje – widać dawno tu nie byłeś. No tak około jedenaście lat. Byłem ze dwa razy. Drugim razem Kasprowy był łaskaw w stosunku jeden do siedmiu. Na osiem dni pobytu na Gąsienicowej, siedem wiało i nic nie jeździło. Góra zlitowała się w pierwszy dniu pobytu i pozwoliła na wyjazd na górę. Inaczej trzeba było nieść ciężki wór i narty przez Boczań na Halę. Byłem wtedy po ponad dziesięcioletnim niepobycie. Zwróciła wtedy moją uwagę całkowita zmiana twarzy. Jeżdżąc dawniej często na Kasprowy znało się twarze, szczególnie lepiej jeżdżących. Wielu gości z Krakowa poznawałem po twarzach, bo często tu bywali. Choć ich osobiście nie znałem. Nie ma cielętnika? Ale zmiany. Będąc na urlopie w mieście Zakopane, wyjeżdżało się pierwszym autobusem do Kuźnic. Coś przed szóstą. Z Jelcza wysypywało się kilkadziesiąt chłopa i biegiem do cielętnika. Kto pierwszy ten lepszy. Każdemu po dwie miejscówki, ale dopiero jak otworzą kasę, za jakieś dwie godziny. Aby tylko załapać się na zerówki. Następne miejscówki po południu. Reszta wyparowała. Ile tych zerówk jest? Cztery, pięć. Ale za to o dziewiątej jest się na górze. Kolejeczka niewielka. Za nami kilku małolatów w kaskach i z pokrzywionymi kijkami. Będzie jakiś zjazd? Nie....Supergigant! Francja-elegancja. Bilecik całodzienny za jedyne osiemdziesiąt siedem w promocji. Wyjazd na górę incl. Wagon jakby jeszcze starszy. Konduktor na siodełku ze swoimi dwoma, nieśmiertelnymi przyciskami. Człowiek czuje się jak w domu. Suchy Żleb rzeczywiście zarasta. Rośnie też jakiś mały lasek na brzegu pod schroniskiem. Na Myślenickich Turniach bez zmian. Ten zbiornik to do wożenia wody na górę - mówię do żony. Wsuwają go do kolejki, napełniają i wożą na górę- po zakończeniu normalnego ruchu. Tam nie ma wody. Stań tu przy szybie. Pokażę ci Żleb pod Palcem. Miałem przyjemność tu kiedyś zjechać. Nie mogę zaszpanować? To jest Turnia Palec. Wygląda jak postawiony w górę kciuk. Żleb ten jest znany ze skoku goprowca z Zakopanego Uznańskiego. Niemcy go dopadli i wieźli na Kasprowy, gdzie była placówka. Nie zrewidowali go i miał przy sobie broń. Miał też narty. Przy dojeździe ich, jak teraz się mówi, sterroryzował i skoczył do żlebu...W holu, na górze, żadnych zmian. Ta sama „boazeria”. Mamy czas. Dopiero po ósmej. A może po siódmej. Słońce prześwieca przez dziury w chmurach. Wiesz, spałem tu kiedyś w kurtce puchowej, o na tej ławie...Wybraliśmy się z kolegą, aby w kwietniu przejechać, prędzej przejść, grań polskich Tatr Zachodnich, od Kasprowego po Wołowiec. Tatry Zachodnie są prawda od Przełęczy Liliowe, ale to sobie podarowaliśmy. Wyjechaliśmy po południu na Kasprowy i pojechaliśmy granią w stronę Czerwonych Wierchów. Plecaki miały ponad dwadzieścia kilo. Namiot, materace gumowe, buty, żarcie...Rozbiliśmy namiot na przełączce pod Kopą Kondracką. Odciągi przymocowaliśmy do wbitych nart. Nie ma mojego puchowego śpiwora. Jasny szlag trafi! Śpiworek elegancki, kiloczterdzieści puchu, szyty przez panią Momatiukową. Idę z powrotem na Kasprowy, bez nart. Musiał zostać w holu. Zapadam się co chwila w śnieg. Trzeba było jednak wziąć narty. Po dwóch godzinach jestem na miejscu..Hol na szczęście otwarty. Ale zupełnie pusto. Żywego ducha i mojego śpiworu. Lepiej tu spać niż w namiocie bez spiwora. Zresztą było już ciemno. Może Wawrytko schował. Schował, schował. To Pana śpiwór? Mój – serdeczne dzięki. Fajnie, ale jesteśmy spóźnieni pół dnia. O tej porze powinniśmy już być na Czerwonych Wierchach. Nie doszliśmy do Wołowca. Skończyło się na Pyszniańskiej Przełęczy. Dwa dni zaplanowane na urlop to za mało. W trzy może by się przeszło. Zresztą Człowiek się więcej napodchodził. Zjazd z plecakiem dwudziestokilowym granią, nawet łatwą Tatr Zachodnich nie należy do największych przyjemności. Śnieg nie przypomina jakiegoś tam sztruksiku. Dzisiaj byłoby to też ciekawe. Narty Hagan`a, lekki namiocik, Red Bull...Przejść Całą grań Tar Zachodnich, łącznie z częścią Słowacką. Może na czas? Wawrytko już chyba umarł? Za oknem rusza duże koło. Zbieramy się. Jedziemy na Gąsienicową. Goryczkowa będzie po południu. Tam jest znacznie dłuższy stok i trudniejszy. Ale się nam udało. Kasprowy oświetlony słoneczkiem Lekki mróz to dobrze. Śnieg nie puści za szybko. W komunikacie na dole napisali warunki trudne i to po obu stronach. Lodoszreń. Nie jeździmy od kilku tygodni. Nogi zastane. Widać z góry, że w kotle wygłaskali dość szeroką traskę. Czy to jest lodoszreń? Może? Na trawersie, lekkie zgrzyty pod nartami. Nieco twardo. Ale mamy naostrzone, nasmarowane karwingi. Beta Race Carve! Beta to alfa, beta. Race się przyda . Carve jak najbardziej, dopóki nie zmięknie. Mnie zawsze ogarnia lekki strach, gdy przyjdzie zjeżdżać nieznanym, trudnym stokiem. Doświadczam go i tu. Ten stok jest znany, ale po tylu latach nieznany. Pierwsze skręty. Jest okey! Mniej stromo i można puścić narty. Lekko drgają na ratrakowej pralce. Co widzę? Taka szerokość i taka gładkość. Gdzie my jesteśmy? Co za piękne góry? Słoneczko, liczko dnia pięknego. Udeczka jeszcze nie rozgrzane. Nieco bolą. Ciekaw jestem jak sobie poradzili na dole, przy pierwszej podporze. Tam było zawsze ciasno. A park za żadne skarby nie pozwoli użyć spychacza. Nie jest źle i na dole. Węziej, ale w miarę bezpiecznie. Przy dużym ruchu można jedna wpaść na kogoś. Kolejne zjazdy są coraz lepsze i szybsze. Śnieg nieco puścił. Narty już tak nie drgają. Maksymalna oszczędność sił. Żadnych dodatkowych przyruchów. Krawędzie i mięciutkie, szybkie kiwnięcie. Do zatrzymania długi, miękki łuk a nie brutalne zatrzymanie. Szkoda ud. Jest po dziewiątej a przed nami cały dzień. Szesnasta czterdzieści pięć koniec jazdy. Prawda, czy nieprawdopodobne! Pytam się wyciągowego, li to prawda! No, no! Gdzie te czasy, gdy pół do czwartej było nieprzekraczalnym końcem. A jak zawiało to dwie godziny odkopywali wyciąg. Małolatom ustawili ten niby supergigant. Od połowy kotła. Po prawej stronie stoku, patrząc z wyciągu. Od strony „turystycznej” odgrodzony powiewającymi chorągiewkami. Kończą na znanym wypłaszczeniu, gdzie zawsze była meta w razie zawodów. Pełny szpan z pomiarem czasu. Jako żoniny ekspert wyjaśniam, że przy przejedzie są zasadniczo dwa miejsca trudne. Stromy stok, strome ścianki, gdzie facet się obślizguje na bramkach i wypłaszczenia, gdzie trzeba umieć się ślizgać. To jest też sztuka. Żadnej brutalności. Należy nartom pozwolić jechać. My też musimy tak dzisiaj tu jeździć, bo należy te osiemdziesiąt siedem złotych wykorzystać. W końcu jestem z Krakowa. Facet jedzie w Alpy. Kupuje drogi karnet i głównie pije piwo w ładnym miejscu. Drogie piwo, ale to jego sprawa. Może i lepiej, bo jest mniejszy tłok na stoku. To była budka starego wyciągu - wyjaśniam mojej damie. Kolejki, stojącej przed nią, nie potrzebuję ci opisywać. Z tej strony podjeżdżali lepsi goście. Głównie zakopiańscy zawodnicy, goprowcy. Ale pierwszy wyciąg miał dolną stację tam wyżej - wtrąca się starszy pan. Starszy pan? Ja też jestem starszy...Widać tam jakieś znane od lat ruiny, ni to domku. Coś mi się obiło kiedyś o uszy. Nie znam tego wyciągu. Jak tu zacząłem jeździć w sześćdziesiątym czwartym to go nie było. Postawili go w czterdziestym siódmym. Ja już sześćdziesiąt sześć lat na nartach - mówi. Pogratulować! Przepraszam, może nieco niedyskretnie, ile lat? Zacząłem jak miałem pięć. I jak tu nie lubić nart. Kochajcie artystów - mówi często Jasiński w czasie benefisów w teatrze Stu. Kochajcie narty!!! Jest jedenasta a zaliczyliśmy już z dziesięć zjazdów. Muszę w tym miejscu odszczekać swoje wątpliwości odnośnie liczby zjazdów. Wątpliwości, które miałem w czasie dyskusji na tym forum. Faktycznie. wyciąg jedzie teraz szybciej. Z góry nie śpiesząc się można zjechać za trzy minuty. Kto jedzie szybciej wyrobi się w dwóch minutach. Zmęczenie jest minimalne, przy długich łukach i na dzisiejszych nartach. My zawsze odpinamy klamry u dołu a zapinamy je na górze. Robimy się też przerwy na trasie. Bo i gdzie się spieszyć. Lepiej szybciej, porządniej, ujechać kawałek i odpoczynek minuta. Nad techniczną jazdą trzeba nieustannie czuwać. Zmęczenie jest wrogiem poprawnej jazdy. Tak, więc gość ze zdrowymi nogami, bijący rekordy, przy dobrym śniegu zjedzie od dziewiątej do końca jazdy, może ze czterdzieści a nawet więcej razy. Tylko, po co? Wyjeżdżam trawersem na Beskid. Na zryty, nieubity stok. Zjeżdżam w stronę dna kotła. Da się jeździć, choć śnieg jest już przewiany i trzeba się przyłożyć do skrętu. Nóżki to jednak zaraz czują. To nie jazda po tej gładziźnie niżej. Przewijam się na wschodni stok Beskidu. Tu jeszcze gorzej. Śnieg jest mokry. Świeżo spadły, z przed kilku dni. Jeszcze nie firn. Niżej jeszcze gorzej. Lekka szreń łamliwa na powierzchni. Wczoraj go przytopiło i w nocy zamarzł. Wracam na ubitą trasę. Adio dziewcze śniegi. Mam to już za sobą. Należy teraz korzystać z ratrakowo-karwingowej tiochniki. Speed, speed, na miarę możliwości. To jest rausz. No, może z wyjątkiem puchu na wyrównanej trasie, ew. firnu lekko puszczonego. Ale to są rzadkości. Co by się jednak nie powiedziało, to do jazdy po dziewiczych śniegach najlepsza jest deska. Leci toto po wierzchu. Przejedzie po kamieniu i kosodrzewinie. Narta się zawsze zagłębi. Nie jest możliwe całkowite, równomierne, w każdym momencie, obciążenie obu nart. To jest brutalna prawda towarzysze...Chcąc jeździć po dziewiczym terenie, ucz się raczej na desce... Siedzimy sobie w pobliżu trawersu na Goryczkową. Poważne zmiany. Szeroka aut...-nartostrada. Porządna siatka. Gdzie te słupy, jak telegraficzne. Gdzie siatka, nieraz przysypana śniegiem. Teraz bracie nie wpadniesz do Cichej. I nart sobie nie zniszczysz na kamyczkach. Lampeczka! Piramidalny Krywań na horyzoncie. Kiedyś uważany za najwyższą górę w Tatrach. Dopóki nie zaczęto naukowo mierzyć. Widzisz te trzy szczyty. Kiedyś tam sobie szliśmy. Na ich tle widać taki szczyt ze stokiem w północną stronę. Od naszej strony ma pas skał. To Kościelec. A ten pas - to zachodnia ściana Kościelca. Tu zginął Świerz. O którym czytałaś w „W stronę Pysznej”. Od dołu jest komin Świerza, w którym poleciał. Podobno partner miał szanse go uratować, tylko się zagapił. Zdziwił się,że Świerz leci z kawałkiem skały w dół. Przecież Świerz nigdy nie lata. Lina mu leciała przez palce. Jak zaczął ją wyhamowywać, to Świerz już miał taką szybkość, że trzasła. Zmarł przy znoszeniu przez TOPR. Na dole śnieg przytopniał, szczególnie w miejscach lepiej wystawionych do słońca. Mołolaty skończyły swój trening. Spróbujemy Goryczkową. Jak będzie źle to się wrócimy. Czasu mamy jeszcze parę godzin do zamknięcia wyciągów. Ale po tamtej stronie wyciąg nie jest taki fajny. Twarde krzesła i jedzie dłużej. Buźki będziemy mieli wystawione na słońce. Trawers na Cichą, do grani w stronę Pośredniego Goryczkowego. Półeczka od wyciągu do grani. Nowa półeczka do góry kotła. Szeroko jak na warunki terenowe. Wszystko ogrodzone siateczkami. Co za luksusy? Nic tylko śmigać. Kociołek równiutki. Ale czym bliżej szyjki, to śnieg bardziej miękki. Po południu już tu przypiera się słońce. Widzisz to jest szyjka. A to jest stok Pośredniego Goryczkowego. Stok poryty esami śladów od samej góry. Deskarze!. Trawers do Świńskiego Kotła też założony. Dzisiaj jest śnieg raczej dość pewny. Podłoże było stare i dość cienkie. Nie napadało zbyt dużo śniegu i wiązał się z podłożem. Lawina raczej nie poleci. Nie znaczy to, że w innym miejscu w Tatrach lawiny nie polecą. Taką prywatną prognozę można sobie zawsze robić. Zatrzymujemy się na Bulce. Ooo! Jaki szeroki stok poniżej.? Siata jak z PŚ. Cuś jednak za mało śniegu. Tu trzeba uważać, bo sporo tu kamieni. Trasa fajna, urozmaicona, ale warunki gorsze niż na Gasienicowej. Śnieg jest mokry i ciężki. To jest słynny mostek. Jak brakuje śniegu, to tym żlebem można dojechać aż do tego miejsca. W żlebie jest go zawsze więcej. Koniec! Ale gorąco! Jedziemy na górę. Niziutkie krzesełko. Czasami jeździło się od Bulki, tędy, obok tej podpory. To jest taki mały żlebek. Ale już zarósł świerkami. Tu na Goryczkowej jest zimno, często wieje. Jak uruchomili ten wyciąg to dawali tzw. ornaty. Były to dwa, zszyte krótszymi bokami, koce. W środku była dziura na głowę, taki ornat. Wiara wtedy nie miała tych różnych gorteksów. Jeździło się w portkach elastycznych. Na górze oddawało się ten ornat. Jak padał śnieg to ornaty nasiąkały nim? Zamarzało to wszystko, sztywniał ornat i stały takie postacie w kolejce do wyciągu. Z góry ornaty jechały na dół na krzesełkach. Ładowali to na kupę i nieraz spadały po drodze. Po kilku latach zrezygnowano z nich. Zresztą pojawiły się kombinezony narciarskie. Szczyt mody.Widzisz ten żleb. Z tego żlebu zeszła lawina. Przeszła przez las i zasypała schronisko na tej polanie. Zginęli prowadzący schronisko - małżeństwo Polakowie i zdaje się trzech żołnierzy służby granicznej. Wyciąg sobie jedzie. Właśnie w tym miejscu, jak jechałem, usłyszałem takie charakterystyczne stęknięcie. Mówiłem ci o tym. Całe to zbocze się zmarszczyło i zaczęło zsuwać do szyjki. Zasypało kogoś? Nie, bo lawina była bardzo wolna. Czoło zatrzymało się niedaleko Bulki. Gdyby doszła do tego żlebu mogłaby się rozpędzić i rejonie mostka mogłoby być źle. Zrobimy sobie taki portrecik na tle Świnicy. Bliżej tego sznurka. Nie bój się. Tu nie ma nawisu. Nie wpadniesz z nim do Cichej. We mgle ktoś dawniej tam mógł zacząć zjeżdżać, albo pojechał na ubraniu po stoku. Do ludzi drogę miał długą. Dolina jest długa. Znowu jesteśmy na dole. Wiesz co, ja już nie jadę - mówi żona. Boli mnie kolano. Dobra odpoczywamy. Kawka? Wysokogórska? Cena też wysokogórska. Ale upał. Jestem wycięta. Na Gąsienicowej z piętnaście. Tu dwa. Dla mnie dość. Wiesz - mówię- tu się przychodziło z Kuźnic, jak uruchomili wyciąg. W niedzielę, jak się przyszło od dziewiątej, to w ciągu dnia można było zjechać pięć, sześć razy. Kolejka zaczynała się oo, za tamtą podporą, szła łukiem przez polanę, następnie od dołu stacji i do krzesełka. Ile się stało? Godzinę, półtorej. Ale można się było ładnie opalić. Kasprowy to historia polskiego narciarstwa. Tak historia. Kto dawniej jeździł w Alpy z Polski? To jest jedyna taka alpejska góra. Jeździł tu Bachleda, gdy był jednym z najlepszych na świecie. Później jeździły Tlałkówny. Nawet mam pewien wątek rodzinny związany z tą górą. Rodzice pobrali się w Zakopanem. Mam parę zdjęć z ich ślubu. Na nich miejscowi w tradycyjnych strojach. Tato przywędrował do Zakopanego z bratem, z dalekiej wsi. Rozeszła się wtedy po Polsce pogłoska, że budują kolejkę na Kasprowy i można zarobić. Pracował przy tej budowie. Później budował stare schronisko w Dolinie Pięciu Stawów. Tu poznał mamę. Niestety wojna spowodowała, że musieli opuścić Zakopane i stracili oszczędności, za które zamierzali kupić dom. Skoczę na górę. Zjadę ze dwa razy. Ostatni zjazd. Moje kolano zaczęło lekko boleć w tym samym miejscu, co żonie. Zaraźliwe? Muszę uważać. Na trawersie do kotła mały tłumek z przedszkola. Przedszkole nosi nazwę Małgorzata Tlałka-Szkoła Narciarska. Poniżej esa, na nartostradzie, ładny widoczek na góry. Mam jeszcze jedno zdjęcie w aparacie. Szybciutko, bo słońce schowa się za chmurą. Aha. Tędy na Kalatówki. Tu na Kondratową. A tu się zabił goprowiec z Zakopanego. Stok żaden. Gość doświadczony. Były tu takie belki. Wpadł na nie... Było nieźle, Było świetnie. Kiedy tak świetnie się mi jeździło, jak dzisiaj na Gąsienicowej? Na pewno nie w zeszłym roku na początku maja na Kicusiu. Rano było tam, owszem, równo, ale tylko przez chwilę. Później słońce i tłum robił swoje. Kilka lat temu w Val di Sole, ale tylko w jednym miejscu w Ponte di Legno. Ale wtedy nie miałem karwingów. Śnieg, dzisiaj, miał być trudny? A jak będzie, gdy warunki będą bardzo dobre? Musimy tu parę razy w zimie wpadać, jak Hausner, albo inny nie pozbawi nas przyszłych, pewnych dochodów. A teraz ciekawostka. Lawina na Goryczkowej. Czternasty kwietnia, godzina druga po południu. Jedziemy z moją ŚP żoną wyciągiem do góry. Słyszę takie głuche „stęknięcie”. Odwracam instynktownie głowę w prawo i widzę, że całe zbocze Pośredniego Goryczkowego się marszczy i urywa nieco poniżej szczytu. Granicą obrywu był wyżłobiony trawers do Świńskiego Kotła, do którego tu też często jeździłem. Być może wcześniej w tym dniu…
    2 punkty
  15. W 2 dni się nie wyrobi... od piątku już na plusie. Chociaż on lubi puszczać ludzi po trawie...
    2 punkty
  16. Włochy jeśli otworzą wyciągi to raczej po 15 stycznia. https://www.neveitalia.it/turismo/news/il-governo-ribadisce-la-chiusura-degli-impianti-a-natale-potrebbero-aprire-dopo-il-15-gennaio
    2 punkty
  17. Kilku Słoweńców nie da zarobić na utrzymanie ośrodka. Miałem długą rozmowę z szefem Tuxa i powiedział mi wprost, że jeżeli nie przyjadą Niemcy, Polacy, Holendrzy, Czesi, to nie będzie się im opłacało otwierać ośrodka. Niemcy nie przyjadą, a to jest 70% klientów w wielu ośrodkach.
    2 punkty
  18. Udało się dzisiaj przeprowadzić inspekcję Slotwińskiej Areny. Otwarta co druga bramka, taśmy wytyczające korytarze podejścia, ludzi umiarkowanie dużo. Jest ok.
    2 punkty
  19. Chciałbym się mylić, ale wydaje mi się, że hotel to w tym przypadku równa się nocleg. Wątpię żeby zamknęli same hotele.
    2 punkty
  20. Czyli po prostu napisałeś coś co jest prawdą albo i nie żeby zabłysnąć i nie potrafisz się z tego po prostu wycofać tylko inni mają czytać między wierszami. Czasem wypadałoby się zastanowić nad tym co się mówi/pisze i wycofować się z pewnych stwierdzeń zamiast iść cały czas w zaparte, ale to już twoja sprawa. Zauważ, że ja "przyczepiłem się" tego konkretnego stwierdzenia i nawet nie komentuję pozostałych opisywanych tutaj przypadków, ani w żaden sposób nie mówię, że są wymyślone, bo to jest niestety coś co na stokach się zdarza. Co do wielu innych przytaczanych tutaj opinii mam oczywiście podobne zdanie i jak mówisz staram się stosować zasadę ograniczonego zaufania. Również jeżeli chodzi o ogólną kulturę i zasady na stoku staram się postępować właściwie. Czy zdarzyło mi się komuś zwrócić uwagę kiedy widziałem niebezpieczne zachowania? Tak, kilka razy tak, natomiast w mojej opinii nie powinno być przyzwolenia na zasadę "kolano za nartę" i tyle.
    2 punkty
  21. Cześć Hehe Widzisz, zdefiniowałeś sobie mnie a może i kolegę jako stokowych bandytów i nic na to nie poradzę. Warto czasami też trochę czytać miedzy wierszami tak np. jak robi to kolega Ziemowit. Ale, może, jakby jednak była dla mnie iskierka nadziei to wiedz, że przez prawie 50 lat na nartach nikt jeszcze nigdy przeze mnie nie ucierpiał ani w nikogo nigdy nie wjechałem ani nikt z osób, które były pod moją opieką również. Przytaczane sytuacje nie są wymyślone. Wszystkie są wzięte jak to się mówi z życia a mam ich jeszcze w zanadrzu dziesiątki łącznie ze zbieraniem zwłok. Na nartach jest trochę tak jak za kierownicą - musisz (KAŻDY MUSI!) rozwinąć w sobie zasadę ograniczonego zaufania do innych użytkowników stoku a przede wszystkim... do siebie. I tak jak wjechanie w kogoś jest absolutnie niedopuszczalne na stoku tak i łamanie podstawowych zasad na nim obowiązujących również i jeżeli ktoś przeczyta, że jak wjedzie komuś w slalom czy zdepcze sprzęt to może zostać boleśnie skarcony - może tego nie zrobi. Sensowne czy nie... pisze do ludzi myślących. na niemyślących jest tylko bat. Pozdrowienia
    2 punkty
  22. I się zacznie jatka ... idę po popcorn
    2 punkty
  23. Mitek znowu brniesz w jakieś pytania i opisywanie całkiem innych sytuacji. Przypominam, cała rozmowa zaczęła się od powyższego posta gdzie niejako chwalisz się w jaki sposób można okaleczyć inną osobę. Dla mnie to nie jest żadne bohaterstwo tylko bandytyzm, który jak widać popierasz. Daruj więc sobie wymyślanie teraz innych sytuacji.
    2 punkty
  24. Kończąc oftopic Pamiętam F126p które od ronda wjeżdzały na wstecznym pod górkę i F125p z dwoma osobami w otwartym bagażniku. Nie, to nie jest tylko legenda A jeszcze taka ciekawostka: w Korbielowie poznałem nie mało ludzi i np Pana @marboru 😁 EOT.
    2 punkty
  25. Deptanie po nartach, to problem tak częsty i tak błahy, że nawet szkoda się nad nim rozwodzić. Podobnie wygląda zostawianie drobnych rys na ciasnych parkingach (drzwiami, torebką - nie mam na myśli stłuczek i poważniejszych uszkodzeń). Ci którzy się nad tym trzęsą to dla mnie nadęte pajace. Oczywiście mają rację, że ktoś uszkodził ich dobro i wymigał się od kary. Jednak tak ścisłe egzekwowanie swoich praw, prowadzi tylko do niepotrzebnych nerwów i konfliktów. Problemu i tak się nie rozwiąże. Tzn. można - likwidując ciasne parkingi i kolejki do wyciągów. Zupełnie inną kwestią jest powodowanie realnego zagrożenia. Co ciekawe, wielu z tych co tak się spinają o lakier na nartach czy aucie, jeździ niebezpiecznie. Za szybko do umiejętności, po kilku głębszych, a w aucie olewając przepisy i gadając przez komórkę. Jednak dalej chcą tępić "chamów" za tak błahe przewinienia. Dlatego proponowałbym zacząć od reagowania na występki własne i znajomych w zakresie zagrożenia życia i zdrowia. Ich eliminacja już drastycznie poprawiłaby naszą kulturę. Nawet jeśli wszelkie inne "chamstwo" pozostanie.
    2 punkty
  26. Ośrodek ostatnio bardzo popularny więc wrzucę parę fotek z mojego dzisiejszego rozpoczęcia sezonu. Warunki jak na załączonym obrazku. Gdzieniegdzie pojedyncze minerały. Twardo i szybko cały dzień
    2 punkty
  27. W gondoli dwa rowery (dwie osoby), co czwarta gondola dla pieszych, gondole oznaczone tabliczkami, które dla pieszych, a które dla rowerzystów. Na krześle jeden rowerzysta z rowerem na haku.
    2 punkty
  28. Według mnie jedyną opcją może być sprzedaż tylko karnetów 2h z limitem osób. Rezerwacja on-line na zasadzie kto pierwszy ten lepszy. Karnet nie odebrany wraca do puli( z możliwością wykupu na miejscu). Od lat tak wygląda rezerwacja w np. kinach.
    2 punkty
  29. W Czarnej Górze w Stroniu Śląskim, też już zimowo Zdjęcia z FanPag'a
    2 punkty
  30. Jeśli mnie pamięć nie myli, to zjeżdżałem mniej więcej przebiegiem tej trasy "na dziko" jakieś 5-6 lat temu po jakichś większych opadach. W górnej części wyglądało to tak jak na zdjęciu. Niżej niestety z przejezdnością było gorzej - pozagradzane płotami i sporej wielkości krzaki. Możliwe że dziś po tej trasie nie ma już śladu.
    1 punkt
  31. Ale na krzesełka to pakują już po 6 os.
    1 punkt
  32. Mnie mocno razi stosowanie mocnej fizycznej kary (z możliwością połamania gościa) za wprowadzenie potencjalnego niebezpieczeństwa, nawet dużego. Coś takiego jak łamanie kolana za zarysowanie narty, albo połamanie gościa poprzez celowe wyrzucenie go z nart, to są praktyki bandyckie i nie powinny być promowane. W takich przypadkach powinno działać coś innego: zatrzymanie gościa przy stacji dolnej wyciągu i blokada karnetu, wyrzucenie ze stoku albo oddanie gościa do policji. Ewentualnie można dać gościowi w ryj, jak kogoś na to stać. Ale nie chwyty które mogą spowodować połamanie jemu kości, czy wręcz kalectwo. Jak facet spowodował wypadek, to wtedy rzeczywiście łapiemy go wszelkimi metodami.
    1 punkt
  33. O ile dobrze zrozumiałem,Minister Turystyki Elisabeth Köstinger zapowiedziała ,że od 6 Grudnia w Austrii ruszą wyciągi i sezon będzie kontynuowany.
    1 punkt
  34. Cześć @Mitek z całym szacunkiem , co ma piernik do wiatraka? Jeżeli trasa była by dobrze zabezpieczona to żaden idiota by tam nie wjechał . Organizacja takich zawodów się kłania , niskie budżety, itd Jestes doświadczonym narciarzem który powinien dawać przykład jak się nie zachowywać na stoku a piszesz o chwytach poniżej pasa,twoja frustracja złym zachowanie innych jest zrozumiała ale to nie znaczy ze musisz stawać w jednym szeregu z bandytyzmem stokowym . pozdrawiam
    1 punkt
  35. Wyrwijajko nie wiem, czy to samo co talerzyk 😉 jeżeli tak, to rzeczywiście był tam talerzyk, taki coś 500 metrów długości na oko. I tak potem na doł była taka ścieżka - może droga dojazdowa - wśród domów, którą zjeżdżaliśmy do Kamiennej. Jak widziałem ten filmik z drona, to widziałem, że ona dalej tam jest. Nie wiem co z talerzykiem. Wiele razy byłem tam PKSem (wiele, wiele lat temu), ale szczerze mówiąc nie kojarzę, czy jechałem nim kiedykolwiek pod górę do Kamiennej. Pamiętam za to przegubowe Ikarusy PKSu, które średnio nadawały się na podgórskie tereny, które się ślizgały w wielu miejscach - pamiętam, jak pchałem ze współpasażerami taki autobus żeby ruszył i potem wskakiwaliśmy w biegu. Pamiętam, też że w czasach gdy jeździło się nawet autem, a co dopiero autobusem - jednak zwykle obutym przez cały rok w opony Stomil d-124 - to niełatwo nieraz było podjechać na pierwszy wznios ponad pętlę autobusową w Korbielowie. Ahhh - wspomnienia...
    1 punkt
  36. Ja myślę, że mamy do czynienia z 3 różnymi sytuacjami, których bym nie mieszał. po 1 - sytuacja zwykłej kultury - np jak ktoś nam najeżdża na narty; nie są narażone nasze życie i zdrowie, więc nie uważam, że trzeba wtedy stosować drastycznych środków; zwrócenie uwagi wystarczy; porysowane narty nie są warte jakiegokolwiek uszkadzania ciała (i tu się z Mitkiem nie zgadzam) po 2 - jeżeli obserwujemy zagrożenie zdrowia względem samego siebie u innych osób (wskazana sytuacja z wężem) - tu można tez tylko zwrócić uwagę, chociaż trzeba być bardziej natarczywym. po 3 - czyjeś działania powodują zagrożenie zdrowia i życia u innych osób - tu zgoda, wymaga to zdecydowanej reakcji, czasami do rękoczynów włącznie. Najważniejsza zasada reakcji to zasada „adekwatności”. Ta zasada w wypowiedzi Mitka moim zdaniem nie została zachowana. Ale na zasadzie tej samej adekwatności, nie butowałbym od razu kogoś, że coś powiedział na forum. Zwrócenie uwagi wystarczy (a reakcja na zwrócenie uwagi też sporo mówi jak ktoś traktuje „adekwatność” 😉).
    1 punkt
  37. Przecież wystarczy przyciąć skipasy, na takie Słotwiny wpuścić 200 narciarzy a reszta odchodzi od kasy z kwitkiem.
    1 punkt
  38. Siano mają @fredek321a tak całkiem serio są egoistami zapatrzonymi tylko na siebie. Niestety ja po tym co przejazdem widziałem w sklepach w tym takim z meblami ale nie Szwedzkimi to utwierdziłem się w przekonaniu, że ta cywilizacja i tak upadnie. Nie ma szans to wszystko na dłuższą metę. Skoro nawet taka sytuacja gna ludzi po jakieś zakichane paździerze... A pisałem tutaj, że ideałem jest zamknięcie stacji na weekendy i niech to hula w tygodniu. To jest tak super rozwiązanie ale chyba wielu nadal nie zdaje sobie z tego sprawy. Od marca do dziś ani jednego dnia w górach a było ich z 40-ci nie spędziłem w weekendy. Poezja to mało napisane. Dziś na Słotwinach jest ta jakby inaczej i nie ma się absolutnie do niczego przyczepić.
    1 punkt
  39. Jeszcze raz zapytam, co w czaszkach mają ludzie (?), których celem życia staje się ominięcie obostrzeń sanitarnych. Pytanie niestety dotyczy również niektórych forumowiczów.
    1 punkt
  40. Ani wezwania do dyscypliny,ani płotki,które już wczoraj wieczór Krynica wprowadziła po rannym kataklizmie,nie rozwiążą sprawy przy takim naporze.Można by to rozwiązać tylko ostrymi działaniami cennikowymi,bo ten tłum to mieszanina napalonych i oszczędnych.A jakiś idiota na pierwszy czynny weekend wprowadził promocję black friday.A w tej drażliwej i przewidywalnej sytuacji,gdy mogą zamknąć stację,wystarczyłoby -w weekendy żadnych promocji,a cenę podnosimy 2x normalna.W powszednie dni cena jest 25% ceny normalnej.Nadzwyczajne sytuacje wymagają odważnych rozwiązań.A popatrzcie teraz na kamery-pustka.Idę pakować narty...
    1 punkt
  41. Byłem wczoraj na Białym krzyżu. Stok rozmiarów boiska do siatkówki ale ludzi bylo całkiem sporo. Kolejka do orczyka bez żadnych wytycznych ustawiała się sama. Odstępy moim zdaniem zachowane całkiem nieźle.
    1 punkt
  42. jak w linku https://zywiecinfo.pl/biznes/korbielow-na-narty-dojedziemy-pociagiem Pozdrawiam mirekn
    1 punkt
  43. Tradycyjny początek sezonu na białym krzyżu. Jest zimowo Do orczyka kolejka na 10 min, tależyk na bieżąco
    1 punkt
  44. Tylicz - MasterSki. Dzisiaj od rana. Mniej ludzi niż w środę, na początku też słaby kontrast, potem słońce próbowało walczyć z chmurami. Momentami prószył śnieżek. Jutro ponoć ruszają Słotwiny, ciekawe czy się tłok rozłoży. Następne podejście pewnie w piątek - zobaczymy co się do tego czasu otworzy.
    1 punkt
  45. Dzisiaj miałem okazję rozpocząć sezon na stacji UFO, poniżej parę przemyśleń. 1. Zgodnie z nazwą stacja jest technologicznie zaawansowana. Pierwsza sprawa - otwarli się jako pierwsi, śniegu dużo, przetarć zero, minerałów brak. Wiele stacji chwali się bezprzewodowym odczytem karnetów, ostatnio coś czytałem o karnecie przez NFC z telefonu, UFO idzie dalej. W przypadku tej stacji fizyczne karnety nie istnieją, kontrola klientów jest przeprowadzona za pomocą wyspecjalizowanej technologii wizualnej - inne stację niech się uczą. 2. Oprócz technologii stacja ta przoduje też w kwestii reżimu sanitarnego. W dokumentach można przezytać jakieś wymagania jednego narciarza na 100m2, UFO idzie o krok dalej - 1 narciarz w promieniu 100m. 3. Dużo było ostatnio wątpliwości ile osób na kanapie, orczyku, jak rozładować kolejki do bramek itd. W przypadku UFO nie ma takich dylematów, można spokojnie jechać jako jedyna osoba na całym orczuku. Zresztą kolejek do bramek też nie ma, ponieważ nie ma samych bramek ze względu na wizualny system kontroli i wsiada się z trasy na orczyk. 4. Dbałość o klienta - na jedną osobę na trasie przypada co najmniej kilku pracowników stacji. Oczywiście powyższe punkty są pół żartem, ale bawiłem się dzisiaj bardzo fajnie. Jak ktoś dzisiaj przyjechał późno i zaczął jazdę po 19 to właściwie po kilkunastu minutach jeździł na pustym stoku, w moim przypadku ktoś to ja i żona. Koło 20 się zebraliśmy, bo Panowie już grzali ratrak i wyłączyli po nas wyciąg Nie chciałbym żeby ktoś to odebrał jako cieszenie się z braku klientów, wręcz przeciwnie, w ciągu dnia na kamerce widziałem całkiem spory tłum i sporo szkółek, ale one w zasadzie zawinęły się o 19. A tak z innych przemyśleń, na narty jechałem z Krakowa i na prawdę trzeba by tu zrobić uzdrowisko i zapraszać ludzi z gór. To jest dramat jak powietrze wygląda i śmierdzi w miejscowościach po drodze... Dzisiaj pogoda zdaje się też temu sprzyjała, ale na prawdę to co wydostawało się z kominów niektórych domów powinno od razu powodować kontrolę. Co do inwersji potwierdzam - w dolinach miejscami do -6, w Bukowinie na górze ledwo -1
    1 punkt
  46. <Dzień 2> revisited Dzisiaj nieco zimniej z powodu wiatru, ale za to żadnej chmurki. Jedyną krzywdą, którą spowodował były trudności w nagraniach dźwięku, ponieważ zajmowałem się raczej filmowaniem, stąd zdjęć mało. O kilku rzeczach, które wydawały mi się ciekawe, czy ważne starałem się opowiedzieć w filmie, który wrzucę po powrocie, bo jak tutaj na miejscu chciałem zrobić jakiś montaż, to laptop chciał odlecieć. Mam nadzieję, że @JC nie weźmie mi tego za złe i nie odbierze jako zniewagę moich prób vlogowania☺️. @marboru i @marcinn, jutro wrzucę większą ilość zdjęć, chociaż tak jak @Jeeb napisał, jest ich tu kilka😀. Ale za to są raczej zacne. Chyba dwa lata temu została uruchomiona piękna, nowoczesna gondola Leitnera, do której projektu przyłożył się Pininfarina. Wyjeżdża na wysokość pod 3900 metrów npm. Przyznam, że jadąc tutaj miałem pewne obawy na temat wydolności na takiej wysokości. I muszę powiedzieć, że u mnie nie miało to jakichś istotnych konsekwencji, chociaż około 80 metrowy spacer z nartami korytarzem skalnym na górnej stacji do wyjścia na zewnątrz mógł spowodować zadyszkę. Natomiast Gabrysia, moja żona, przy wzroście 153 cm generalnie nie certoliła się podziwianiem widoków, tylko szybko zjeżdżała niżej, gdzie ciśnienie parcjalne tlenu jest wyższe. Prawdopodobnie przy złej pogodzie, a zwłaszcza we mgle byłoby dużo gorzej. Widoki są takie: Tutaj z nowym kolegą: A tu kolega sam: Z Matterhornem sprawa jest taka, że z racji wysokości jest widoczny praktycznie z każdego miejsca ośrodka. Można mieć wrażenie, że wszystko widzi. Wiem, że dziesiątki zdjęć tego samego jest monotonne, ale w końcu to trademark tego miejsca. Jeżeli chodzi o jeżdżenie to pisałem wczoraj, można się wyhasać po sufit. Dzisiaj było więcej ludzi, ale to i tak nic. Generalnie warunki są takie by pociągnąć długim skrętem i chociaż najbardziej stroma część czerwonej trasy wzdłuż orczyka dużo ma jeszcze do czarnego koloru, to owszem można się rozpędzić. Wierząc trackerowi zmierzył mi 95 km/h (ale dokładność takich aplikacji wiadomo, że jest kontrowersyjna). Można też korzystać z dużej ilości wolnego miejsca i pojechać mocno slalomowo wysyłając nogi do sąsiedniej doliny. Generalnie większość narciarzy jest dobrych i bardzo dobrych. Z ciekawostek w głównej części ośrodka mieszczą się dwie wypożyczalnie. Jedna ma w ofercie takie marki jak: Fischer, Atomic, Salomon, Kästle, Elan, Blizzard i jeżeli dobrze pamiętam Völkl. Natomiast bliżej sklepu z pamiątkami jest test-center Stöckli. Wszystkie znane mi modele można sobie wypożyczyć. Koszt takiej zabawy od 20 franków za dzień. Jutro trzeci, ostatni dzień. Przyznam, że to w zupełności wystarczy. Już dzisiaj miałem wrażenie, że znam to miejsce od lat. Obiecuję dokumentację tras. Pozrdawiam W.
    1 punkt
  47. <Dzień 1> właściwy Pierwszy narciarski dzień sezonu, zawsze taki trochę "na wejście", poza tym nowe miejsce, nowe trasy. Tym razem w ogóle cała otoczka okołonarciarska na styku "House Of Cards", "Rodziny Soprano" i "The Punisher". Pamietam dobrze te brednie, że "narciarze przywieźli do Polski to gówno z Włoch". OK. Zameldowaliśmy się wczoraj wieczorem, więc nic nie widziałem. Rano okazało się, że mieszkamy, no nie wiem, 20 metrów od dolnej stacji gondoli (potem wieczorem przyszło tego pożałować, bo do najbliższego supermarketu trzeba drałować około 900 metrów.........., a potem wrócić do góry). W każdym razie to i tak super, do sklepu chodzi się rzadziej. Widok z balkonu, godzina 06.30, ciemno po lewej budynek stacji gondolowej: Obrazek z boardingu do gondoli i od razu widać, że obostrzenia higieniczne są przestrzegane, maski na twarzy, dystans społeczny również. Gondola, która jako jedyna wiezie narciarzy na tereny narciarskie (jest jeszcze kret na Sunnegga 2288 m npm), zbiera wszystkich z miasta, którzy zamierzają jeździć na Matterhorn Glacier Paradise (całoroczny, lodowcowy teren narciarski), w okolicy Schwarzsee i Hirli, a także tych, którzy przez Theodulpass, chcą się dostać na włoską stronę do Breuil-Cervinia (w sezonie). Zimą ten przejazd dokonuje się przez Plateau Rosa Testa Grigia, nie teraz, póki Włosi są zamknięci. Ogólnie cały ośrodek Matterhorn Ski Paradise oferuje w sezonie 360 kilometrów tras obsługiwanych przez 52 wyciągi. Teraz, przed sezonem, w ogóle 365 dni w roku, jeździ się tylko na wspomnianym Matterhorn Glacier Paradise, gdzie jest 26 kilometrów tras (10 wyciągów). Kabina gondoli mieści 8, albo 10 osób. W obecnych okolicznościach spełnia się zwykle schemat 2+2 osoby. Z zewnątrz prezentuje się następująco: Skojarzenia ze słowem ekspres są przypadkowe, nie jest ekspresem. Polityka tego połączenia jest taka, że wyjeżdżamy nim z wysokości 1620 m npm- miasto. Dojeżdżamy do stacji Furi 1867 m npm, dalej Schwarzsee 2583 m npm, w sezonie można wysiąść i jeździć, teraz nie ma po co wysiadać. Potem jest jeszcze Furgg 2432 m npm. Tak, gondola jedzie na dół, żeby potem wspiąć się ostatecznie na wysokość 2939 m npm. Proszę miłej wycieczki, dojechaliśmy do bazowej stacji lodowca Trockener Steg. To tak jak Alpicenter dla Kitzsteinhorn. Teraz można w końcu założyć narty i coś sensownego z nimi zrobić. Ale lepiej jeszcze poczekać. Lepiej przejść korytarzem, pochylnią, karnąć się schodami ruchomymi żeby stanąć przed taką oto gondolą: Piękne i nowoczesne połączenie. Efekt współpracy Leitnera i Pinifarina. Przepiękna gondola z pośrodkowym pasem siedzeń, szybka i elegancka. Zawozi nas na najwyższy w Europie punkt, gdzie można dojechać w charakterze narciarza- 3883 m npm. Jest to tam: Prawdę mówiąc, można jeszcze orczykiem ukraść kilka metrów i wjechać na Gobba Di Rollin 3899 m npm. Na górze wygląda tak: Teraz już trzeba założyć narty, bo nic innego nie ma większego sensu. Widok z dół jest taki (prawdę mówiąc trasy są trochę po lewej): Jeżeli chodzi o trasy to niebieskie (mniej) i czerwone (dużo więcej). To wg oficjalnych informacji ośrodka. Tak po naszemu, to większość jest czymś pomiędzy. Ale, żeby nie było. To szerokie, równe autostrady. Jako, że ludzi jest tam mało, bardzo mało, to praktycznie przez cały dzień można śmigać na pełnej pycie. Tylko nie zróbcie błędu i nie bierzcie slalomek jak ja, bez sensu. To miejsce, gdzie na długiej narcie można te trasy męczyć cały dzień. Naprawdę czasem spotkacie człowieka. Tylko jedna uwaga na temat widoczności. Mamy koniec listopada, słońce jest nisko, poza tym chowa się szybko za otaczającymi terem czterotysięcznikami. Dzisiaj o 15.20 większość tras była zacieniona. Aczkolwiek trasy pozostały niezdegradowane, bez odsypów i dalej można było śmigać, ale uważać zawsze trzeba. Wszystkie trasy są fajne i wygląda to tak. Z samej góry leci czerwona trasa, która przecina dwie fantastyczne równe jak stół szerokie czerwone armaty obsługiwane przez dwa długie orczyki. Przechodzi ona w długą niebieską trasę, aż do dolnej stacji, tylko ma dwa upierdliwe wypłaszczenia. Jeżeli się nie rozpędzisz, to użyjesz kija. Od dolnej stacji gondoli jedzie 6-osobowa kanapa, która oferuje dwie czerwone trasy. Patrząc z dołu ta po prawej nieco ostrzejsza, z dwoma przełamaniami, ta po prawej równa jak szklany blat. Na obu można odkręcić to, co się ma w nartach i butach. Naprawdę jest bezpiecznie, to trasy, które chwyta się na raz. Kilka ujęć tej okolicy: A to jeszcze garść widoków: Na koniec dwie rzeczy. Ceny karnetów i jedna rada, którą otrzymałem przed wyjazdem. Otóż ceny karnetów są, jak by to powiedzieć, niemałe. Dla osoby dorosłej karnet na trzy dni kosztuje 204 franki z doliczonymi 15 frankami ubezpieczenia, o które nie prosiłem. Dużo. Teraz dobra rada: Jak się wciągniecie na samą górę, zjedziecie trochę w dół, by się skrzyżować z dwoma orczykami, pojedźcie małą przecinką w lewo i do góry (rozpęd!). Zatrzymacie się we włoskiej restauracji. Tam jest włoskie menu, włoskie ceny, płaci się w euro i to, co robi różnicę: łapiecie tam Vodafone.it i olewacie Helwetów. Polecam, tak zrobiliśmy i było ekstra. Pomniejsza rada jest taka, żeby nie pchać się na drugie piętro do baru, tylko na pierwsze do ristorante. Teraz przepisy są takie, że jemy i pijemy na dworze. W barze jest mały balkonik, w ristorante duży taras. Normalnie z tej knajpy zjeżdża się do Cervinii, nie teraz, tylko ekipy. Galeria włoska: I to byłby koniec pierwszego dnia, tylko został jeszcze jeden drobny szczegół. To kolega Matterhorn, towarzyszył nam cały dzień. Od kiedy wyszliśmy z domu wystarczyło się obrócić w lewo. Potem ciągle się przypominał, nie da się o nim zapomnieć. Zatem: : Pierwowzór w dalszym tle :). Aha i jeszcze ostatnia rzecz: tylko naturalny śnieg. Wiem, że to truizm. Pozdrawiam wszystkich serdecznie, mam nadzieję, że coś z tego sezonu będzie jeszcze można wycisnąć. W.
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...