Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. idealist

    idealist

    Użytkownik forum


    • Punkty

      40

    • Liczba zawartości

      1 230


  2. JC

    JC

    Administrator


    • Punkty

      36

    • Liczba zawartości

      16 752


  3. Narciarz ze Śląska

    Narciarz ze Śląska

    Użytkownik forum


    • Punkty

      20

    • Liczba zawartości

      3 165


  4. marcinn

    marcinn

    VIP


    • Punkty

      19

    • Liczba zawartości

      5 316


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 11.01.2021 uwzględniając wszystkie działy

  1. Tak jak już tu było pisane w Szwajcarii ład i porządek Naprawdę wszyscy się pilnują. Drugi dzień za nami i jest przepięknie 🌞☺️ Pozdrawiamy brać forumową Od jutra puw.puw.puw.
    19 punktów
  2. Lenk-Adelboden dzisiaj... narty BEZ: tłumów, kolejek, krzyczących dzieci, sprawdzania internetu na stoku. Cudowny dzień ❤️ @Victor wyciąg gondoli jest zlokalizowany na skraju miejscowości Lenk, jeżdżą tam skibusy. My jeździmy samochodem, duży parking pod gondolą jest bezpłatny. Ośrodek świetnie skomunikowany, w większości nowoczesne wyciągi. Nam się bardzo podoba, ale w tym sezonie przyłożyliśmy też inne kryteria
    13 punktów
  3. Właśnie wychodzę na stok. W plecaku kanapka, termos z herbatą z rumem, batony energetyczne... Mamy apartament z tak piękną kuchnią, że zrobienie posiłku po to czysta przyjemność.
    13 punktów
  4. Jest realne. Rozważany jest wariant solidarnego otwarcia stoków w Beskidach i na Podhalu
    11 punktów
  5. Jest znakomita wiadomość! Znamy datę otwarcia stoków:
    10 punktów
  6. Jakoś staram się korzystać. Zdjęcie zrobione 3 godziny temu o zachodzie. 15km pieszo. Daleki widok na Szrenicę z górki Grabowiec.
    7 punktów
  7. ...”Nikt z nas, nie boi się wirusa. Wszyscy boimy się odebrania nam naszego życia, naszej własności. Budowanych przez pokolenia przedsiębiorstw. Nikt z nas nie boi się Covid 19, ale obawiamy się szczepionek, za które ich producent nie chce brać odpowiedzialności, a zaszczepiona nimi ma zostać cała populacja. Co będzie, jeśli skutkiem ubocznym będzie na przykład bezpłodność… Nasze przedsiębiorstwa padają nie dla tego, że są źle zarządzane, tylko dla tego, że rząd wykreował warunki, które uniemożliwiają prowadzenie działalności gospodarczej. Pokorne akceptowanie takiej rzeczywistości, to samobójstwo. Zresztą nie jest to tylko figura retoryczna, bowiem przedsiębiorcy doprowadzani do ruiny przez politykę rządu, coraz częściej porywają się na własne życie. My temu rządowi mówimy stanowcze nie. Koordynujemy nasze działaniami z mieszkańcami Szczyrku i Karpacza. Prowadzimy rozmowy z innymi miejscowościami turystycznymi z południa Polski. Planujemy kulminacje naszych działań w przyszłym tygodniu. Mamy nadzieje, że uda nam się powstrzymać to zbrodnicze szaleństwo”. Dobrze gada,pełne moje poparcie! 💪
    6 punktów
  8. To mamy już teraz. Mieszkasz daleko od gór i nie wiedziałaś, co się teraz dzieje w górach. Chaos już jest, a efekt obostrzeń jest dokładnie odwrotny od tego, co spodziewali się wydający aktualne przepisy. Ludzie są tak spragnieni wypoczynku na świeżym powietrzu, zapewnienia dzieciom choć chwili normalności, że tłoczą się w wielogodzinnych kolejkach, jeżdżą na sankach czy jabłuszkach w miejscach niebezpiecznych, o przestrzeganiu obostrzeń nie wspomnę. I co? Dla przykładu zamknęli jedną górkę - Biały Krzyż, bo nie zamkną całych gór. Myślę, że wkrótce okaże się, komu puszczą nerwy, bo sytuacja powoli wymyka się spod kontroli.
    5 punktów
  9. 5 punktów
  10. Dzisiaj ruszyła najdłuższa kolej gondolowa na świecie o długości 9 km. Kraj - Serbia, stacja początkowa w miejscowości Zlatibor, stacja pośrednia przy jeziorze Ribnica, stacja końcowa Ski Centar Tornik. Budowa trwała 5 lat, a czas wjazdu to około 25 minut. Sam ON funkcjonuje na wysokości 1000 do 1500 m. Zlata Gondola jest produkcji francuskiej firmy Poma... Opis Serbów cyt... Wielki dzień dla Zlatiboru i Cajetiny - rusza „Złota gondola” 08/01/2021 - Po pięciu latach od rozpoczęcia prac, jednej z najważniejszych inwestycji kapitałowych gminy Cajetina, „Złota Gondola” Zlatiboru przyjmuje pierwszych pasażerów, co jest wspaniałym dniem nie tylko dla Zlatiboru i Cajetiny, ale dla całej Serbii. Gondola Zlatibor zostanie oddana do użytku w poniedziałek 11 stycznia, a uroczyste otwarcie w czwartek 14 stycznia 2021 roku o godzinie 11:00. Serdecznie zapraszamy do udziału w uroczystości otwarcia - poinformowała Gmina Cajetina. Oświadczenie prezydenta gminy Milana Stamatovića. - Ten rok był dla nas zachętą do dokończenia wszystkich inwestycji kapitałowych, które trwały przez pięć lat, niektóre rozpoczęły się trzy lata temu, inne rok temu, a nawet sześć miesięcy temu, jak odbudowa Placu Królewskiego i jeziora w centrum Zlatiboru - powiedział Stamatovic i podziękował wszystkim ludziom dobrej woli, ich współpracownikom, radnym, producentom sprzętu, ale także wszystkim inwestorom, którzy zainwestowali pieniądze w Zlatiborze i których gmina przekierowała przez zarząd domu na budowę gondoli i wszystkich innych projektów kapitałowych. Stamatović stwierdził, że dzięki gondoli wzrośnie liczba turystów na Zlatiborze, a to celem jest zarejestrowanie miliona odwiedzających w okresie pięciu lat, co automatycznie oznacza dziesięć milionów noclegów, a to dodatkowy zysk dla mieszkańców Zlatiboru, inwestorów i oczywiście dla budżetu Republiki Serbii i budżetu gminy Cajetina. W ostatnich dniach został przyjęty cennik usług „Złota gondola”, w którym szczególnie zadbano o to, aby choć gondola działała na zasadach komercyjnych, ceny biletów nadal były dla każdego do zaakceptowania. Zatem dorośli będą musieli zapłacić 1000 dinarów za przejazd do Tornika i z powrotem, a bilet dla dzieci będzie kosztował 550 dinarów. Dzieci do lat sześciu (6) będą miały prawo do darmowego przejazdu w towarzystwie co najmniej jednej osoby dorosłej. Szczególną uwagę zwrócono na wszystkich mieszkańców gminy Cajetina, dla których przewidziano specjalne zniżki, więc dorośli zapłacą za bilet w cenie 500 dinarów, a dzieci 350 dinarów. Przez pierwsze dwa dni funkcjonowania gondoli mieszkańcy Cajetiny, posiadający dowód osobisty będą mieli prawo do bezpłatnego przejazdu.
    5 punktów
  11. Wezmą, wezmą. I grzecznie zagłosują jak zwykle
    5 punktów
  12. Cześć, pogoda mega, dzisiaj warun przedni przez cały dzień, mi się podoba bardzo ale ja jestem z tych mało wymagających i słabo znających Alpy. Jutro powtórka potem pogoda ma się trochę pogorczyć.
    5 punktów
  13. Wolna niedziela i wreszcie jakieś nieco bardziej przyjazne prognozy – dokąd by się tu wybrać? Na narty? – można zapomnieć. Na rower? – za zimno na dłuższe wycieczki. Nad morze? – za krótki dzień. To może piesza wędrówka gdzieś bliżej, gdzieś, gdzie nas dawno nie było? Padło na Puszczę Bukową, czyli Park Krajobrazowy na Wzgórzach Bukowych, na południowy wschód od Szczecina. To spory kompleks leśny, będący dość popularnym obszarem rekreacyjnym dla prawobrzeżnej części miasta. Około 10 rano zostawiamy auto na parkingu przy Jeziorze Szmaragdowym – powstałym w wyrobisku dawnej, średniowiecznej kopalni kredy, w szczecińskiej dzielnicy Zdroje. My – my czyli Monika (moja sąsiadka), Darek i ja. Na parkingu jeszcze pustawo, ledwie kilka samochodów, mimo iż godzina nie jest już wczesna. Temperatura – 0 stopni, po mroźnej nocy. Kaczki na podmarzniętej tafli jeziora – nieco apatyczne, chyba im zimno. Niedaleko grupa morsów żwawo przebiera się po kąpieli, świecąc gołymi, wypiętymi częściami ciała . Brr! Ruszamy na niebieski szlak, ostro wspinający się na klif nad jeziorem, a dalej prowadzący na południe, aż do Lipian. Naszym celem jest jednak pobliski Bukowiec – najwyższe z Wzniesień Bukowych – mierzący 149 m npm. Maszerujemy przez zimową buczynę rezerwatu Bukowe-Zdroje, a z każdym metrem lekko wznoszącej się ścieżki, robi się coraz bardziej biało. Miejscami jest dość ślisko – nawet raz ląduję na czterech literach, ale przynajmniej błoto zamarzło. Na południe od autostrady „Berlinki” jest prawie całkiem pusto – z rzadka mijamy biegaczy czy spacerowiczów. Monika i ja Skrzyżowania szlaków i inne charakterystyczne miejsca oryginalnie opisano kamiennymi znakami. Kamieni jest zresztą sporo – głazy narzutowe i ruiny przedwojennych budowli to częsty element tutejszego krajobrazu. Docieramy do Drogi Kołowskiej (asfaltowa szosa wijąca się grzbietem wzniesień, popularna latem wśród szczecińskich kolarzy). Teraz na asfalcie jest szklanka, czym zdają się nie przejmować mijający nas kierowcy. Z Przełęczy Trzech Braci odchodzi szlak w kierunku kulminacji Bukowca. Nazwa przełęczy pochodzi ponoć od trzech wielkich głazów granicznych – posiadłości Szczecina, klasztoru cystersów w Kołbaczu i dóbr rodziny von Palenów z Chlebowa. Miejscowa legenda głosi jednak, że kiedyś napadali tutaj na podróżnych trzej bracia rozbójnicy. Pewnego dnia rzucili się oni na przechodzącego tędy ślepego harfiarza z urodziwą córką. Ślepca zabili, a następnie pomordowali się wzajemnie w kłótni o względy pięknej dziewczyny. Córka harfiarza pochowała zbójów pod trzema głazami, z których wyrosły trzy wzgórza – Bukowiec, Klasztorne i Kopytnik, a sama po takich strasznych przeżyciach zamieniła się w dąb. Z dala widać stalową dostrzegalnię przeciwpożarową na Bukowcu. Szkoda, że nie ma tutaj ogólnodostępnej wieży widokowej, ponad koronami drzew, bo pewnie panorama na okolicę byłaby super. Z Bukowca schodzimy czarnym szlakiem niecały kilometr, ostatni fragment dość stromym zejściem do krzyżówki z czerwonym szlakiem. Dalej za czerwonymi znakami, głęboką doliną Zielawy. Obok nas porośnięte buczyną i zaśnieżone zbocza – czujemy się prawie jak gdzieś w Beskidach. Zamarznięte rozlewisko Zielawy: Niżej śnieg znika, a szlak robi się błotnisty. Docieramy do Drogi Chojnowskiej – starego brukowanego traktu. „Wodospad” na Zielawie: Znów przekraczamy autostradę – im bliżej Jeziora Szmaragdowego, tym więcej ludzi. Przewędrowaliśmy już 10 km – zgłodnieliśmy, więc czas na piknik. Kanapki i herbata z termosu smakują wyśmienicie. Wracamy nad Szmaragdowe, zaglądając jeszcze w kilka ciekawych miejsc. Odrestaurowany zajazd Szmaragd, który będzie niebawem pełnił funkcję schroniska młodzieżowego: Hmm, gdzie ten pies? Ruiny pałacu Toepffera – szczecińskiego przedsiębiorcy, właściciela dużej cementowni „Stern”. Piękny, dziewiętnastowieczny pałac z ogrodem przetrwał drugą wojnę światową, ale jak niestety wiele historycznych budowli, został w latach 50-tych bezmyślnie rozebrany na cegłę, wywiezioną gdzieś, pewnie na odbudowę Warszawy… Ostatnie spojrzenia na Jezioro Szmaragdowe - w promieniach popołudniowego słońca. Spacerowiczów po południu przybywa – nie chcąc mieszać się ze skupiskami ludzi, decydujemy się na powrót do auta. Z trudem wyjeżdżamy z przepełnionego parkingu i zastawionej samochodami ulicy Kopalnianej. Za nami solidny, trzynastokilometrowy spacer, dający dużo pozytywnej energii na kolejny tydzień zdalnej pracy .
    4 punkty
  14. Dwudziesty lipiec. Nie był to nadzwyczajny wypoczynek. Twardo, bo bez materaców. A jak ktoś się przewracał, to budził pozostałych. Dochodzimy do wniosku, że skoro są jajka po pięć rialsów, to warto ich kupić więcej na śniadanie. Mają dużo kalorii. Wprawdzie Jacek twierdzi, że znajomy profesor opowiadał mu, że tylko jedno jajko na dobę przyswaja organizm człowieka. Będąc u siebie w domu, na Kozłówku, skłonny byłbym w to uwierzyć. Tu nie wierzę. Nasze śniadanie składa się z dwudziestu jaj na twardo, puszki pasztetu, paczki ciastek i gorzkiej herbaty. Tej ostatniej gotujemy tyle, aby starczyło do Teheranu. Chleba oczywiście żadnego nie ma. Co za świństwo –myślę sobie - jedząc jajko posmarowane pasztetem. Po śniadaniu stawiamy namiot, bo trzeba gdzieś zostawić, to co ze sobą mamy. I kąpiemy się w basenie. Niektórzy z nas mają psychiczne opory. Ameby? Dobrze, ale zęby już myliśmy! Wykąpani i odświeżeni możemy jechać teraz do miasta, czyli Teheranu. A jedziemy tam, aby zobaczyć, czy nie przyjechały nasze bębny. W przypadku, gdyby się pojawiły, musimy je zawieść do ambasady. Upał coraz gorszy. Rano było przyjemnie. Z bramy campingu wychodzi się wprost na szosę, która prowadzi z Teheranu do Saveh. To ma być ta stara droga. Żeby jechać do miasta trzeba przejść na drugą stronę szosy. Tam jednak nie ma cienia. Wystarczy do machania na samochody jedna dyżurna osoba. Reszta czeka przy campingu pod drzewem. Ruch na szosie jest duży. Co chwilę przejeżdżają ogromne ciężarówki. Niektóre wyładowane bawełną tak wysoko, jak tylko można sobie wyobrazić. Krajobraz nie jest czarujący. Kilka osmolonych u góry kominów fabrycznych. I wysoki mur otaczający ten zakład. Niedaleko nas grupa małych, glinianych domków, bez drzwi i okien tylko z otworami wejściowymi. O dachach w kształcie kopułek. Kopułkę można wylepić bez kawałka drewna. A drzew w Iranie jest jak na lekarstwo. Jesteśmy na dalekim przedmieściu Teheranu od jego strony południowej, pustynnej. Horyzont zamyka od północy potężny mur górski Elbursu, z dominującym nad miastem szczytem Towczal, mającym prawie cztery tysiące metrów nad poziomem morza. Sam Teheran jest położony - jak wynika to z jego planu - na wysokości od tysiąc sto do tysiąca sześćset metrów. Wysokość ta powoduje, że noce są nawet lekko chłodne nad ranem. Mieliśmy okazję tego doświadczyć dzisiaj rano. Za to jak jest w południe - lepiej nie mówić. Ryśka, która bohatersko wystawiła się na słońce, zatrzymała mikrobus. Ładujemy się do niego, zachęceni przez konduktora w cywilu. Ile - pada z naszej strony, pytanie po angielsku? Pięć. tomanów? Nie, rialsów! Razem dwadzieścia pięć rialsów. No to ładnie wczoraj wieczorem zapłaciliśmy. Dziesięć razy więcej. A oni jeszcze - daj mu te pięćdziesiąt! Jednak, mimo to, się nam opłaciło. Taksówka plus camping wyniosły razem nieco więcej, niż hotel dla jednej osoby. Mikrobus co chwila się zatrzymuje. To ktoś wsiada, to inny wysiada. Dla nas to małe odkrycie. Nie ma przystanków, wystarczy machnąć ręką lub wyrazić chęć wysiadania i mikrobus staje. Jedziemy ulicą Shirokhorshid. To nie ta sama ulica co - Pahlawi, Tacht-e-Jamshid, czy Fisher Abad. Tamte to są ulice śródmieścia, a ta jest peryferyjna. Mijamy dużo warsztatów mechanicznych. Taki warsztat, to też opisywana już wnęka w budynku. Część „załogi” warsztatu pracuje nawet na chodniku . W ogóle to chodniki wydają się być przeznaczone raczej do handlu i jako miejsca pracy, a nie do spacerów. Nasz autobus kończy jazdę na placu Gumruk. Z planu wynika, że do stacji kolejowej jest niecały kilometr. Przed stacją się rozdzielamy. Dziewczyny z Jackiem pędzą do restauracji. Wiedzą co dobre, coca-cola, klimatyzacja. Ja z Januszem idziemy do bagażowni. Z daleka widać, że są nasze kochane bębenki. Koniec z jedzeniem jajek z pasztetem, którego zresztą nie ma. Dziś się „odkujemy”. Jeden z robotników wywozi je na rampę. Żąda za ta przysługę dwa tomany. Bezczelność! W Dżulfie dostali prawie osiem dolarów. Jestem jednak tak ucieszony, że się załamuję i mówię do Janusza - daj mu, niech się odczepi. Janusz jest twardy - nie da. Przychodzi Jacek i zaraz wraca po nasze panie. My tymczasem targujemy się z taksówkarzami. Coś dzisiaj strasznie dużo żądają. Piętnaście, dziesięć tomanów. Wczoraj jechaliśmy przecież za pięć. Może bębny to spowodowały? Wreszcie jeden decyduje się jechać za sześć tomanów. Jedziemy - ja znów w szoferce. Trochę mi się ta jazda nie podoba. Mam na kolanach plan miasta i widzę, że jakoś dziwnie jedziemy. W końcu on przecież wie jak jechać - myślę. W końcu stajemy przed jakimś dużym budynkiem. Rzut oka na plan. To jest, to jest…Główna Kwatera Policji. Kierowca daje mi do zrozumienia, żebyśmy wysiadali. Powtarza bezustannie - police, police. Jak to? Przecież my chcemy jechać do Polskiej Ambasady. I nagle olśnienie! On sobie pomylił Polish Embassy z police - policja. Dokoła nas zebrał się tłum gapiów. Jest nawet kilku policjantów. Dyskusja, żeby nie powiedzieć awantura, jest bardzo żywa. Wreszcie jedziemy, ale tylko kawałek dalej, w jakąś boczną uliczkę. Koniec jazdy, nie pojedzie dalej. Wyładowujemy bębny i taksówkarz odjeżdża obrażony - oczywiście bez forsy. Chowamy się do cienia. Ustalamy na planie, gdzie jesteśmy. Nie jest źle. Bliżej mamy stąd do ambasady, niż ze stacji kolejowej. Za cztery tomany powinniśmy tam dojechać. Usiłujemy złapać jakąś taksówkę bagażową. Nie wiele ich tu jeździ. Łapanie wygląda w ten sposób - pokazuję kierowcy na planie Teheranu miejsce, gdzie jest Polska Ambasada. Wymawiając nazwę ulicy Tacht-e-Jamshid(tachtedżamszid). Już nie Polish Embassy(pouliszembesy). Następnie pokazuję na bębny i na cztery postacie, siedzące w kucki, w cieniu pod murem. Pytając się - ile? Ceny w granicach piętnastu tomanów. Ja proponuję trzy. Wyrozumiały uśmiech kierowcy kończy dyskusję. Trzeba będzie, widocznie, podnieść stawkę. Minęło południe. Cień pod murkiem zrobił się bardzo malutki. Wiecie co - mówi Janusz. Może byśmy pojechali na Demawend. To nie ma sensu mówię. Właśnie chcemy to przedyskutować. Pojedziemy do Puluru - miejscowość, z której można iść na Demawend - dzisiaj. A do IMF pójdziemy w poniedziałek. Nie ma sensu, bo nie mamy listu polecającego pod Demawend. Ale to nawet nie jest takie ważne. Natomiast nie jesteśmy zaaklimatyzowani, a góra ma prawie pięć tysięcy siedemset metrów. Nikt z nas nigdy nie był na takich wysokościach. A jak próba się załamie, to czy będziemy mieli później siły i odporność psychiczną, żeby jeszcze raz próbować? No to nie jedziemy- zadecydowaliśmy. Siedzimy pod tym murem już dość długo, popijając herbatę z baczka. Jeszcze jedna próba zatrzymania taksówki bagażowej. Oo! Co za spotkanie? Góra z górą…To nasz wczorajszy taksówkarz. Spojrzał fachowym okiem bębny i padła liczba dziewięć tomanów. Odzywka z naszej strony - cztery. Staje na sześciu plus kilka łyków naszej herbaty. Jadę obok niego. Pochodzi z Tebriz. Teheran mu się nie podoba. Twierdzi, że jest „not good”, nie dobre miasto. Zatrzymaliśmy się przed budynkiem ambasady. Bębny trzeba będzie przenieść do piwnicy, gdzie odbędzie się przepakowywanie. Spróbujemy jeszcze raz prosić sekretarza o nocleg w ambasadzie. Janusz absolutnie nie chce iść do niego. Widać jak mu wczoraj dopiekł. Idę z Elżbietą. Przyjmuje nas starszy siwy pan. Zaczyna się rozmowa od informacji z naszej strony, jak przedstawiają się nasze sprawy w IMF, gdzie mieszkamy, co zamierzamy dalej robić. Zostawiamy mu na kartce papieru nasz program działania w Iranie. Z kolei pan sekretarz roztacza przed nami wizje, co by było, gdybyśmy nie byli „dziką” wyprawą. Samochód specjalny w góry i jeszcze inne takie przyjemności. Wiemy, że jesteśmy „dzicy”. Ale też wiemy bardzo dobrze, z doświadczeń innych, jak trudno jest w kraju nawiązać oficjalny kontakt z obcą federacją górską. Wszystko idzie przez Warszawę, musi się mieć tu poparcie. Nic dziwnego, że ludzie kombinują, aby tylko wyrwać się w jakieś bardziej egzotyczne góry. Ale pan sekretarz jest z dyplomacji z Warszawy i takie przyziemne sprawy są mu z pewnością obce. Atmosfera stała się nawet miła. Żegnamy się dziękując za pomoc. Tu w myśli mam znak zapytania - jaką? Wydaje jednak nam się, że to dyplomacja z naszej strony tak podziękować. I jeszcze jedna prośba do pana - czy nie można by spać w ambasadzie? Dojazd z campingu jest niewygodny. Nam o dojazd nie chodzi, tylko o rialsy. Mamy sprzęt biwakowy, to nam wystarczy byle taras. Niestety pokoje gościnne mamy zajęte. Jak byśmy chcieli w nich spać? Ale tylko o tym może decydować ambasador. W myśli - dziwne? Aż ambasador! Czyli – nie, ale dyplomatyczne. Schodzimy do piwnicy. Piwnicę w ambasadzie, gdzie trzymamy nasze rzeczy,otwiera nam młoda dziewczyna. Jest córką jednego z pracowników. Chodzi do angielskiej szkoły i opowiada nam, że w Teheranie była w tym roku ostra zima. Śnieg spadł nawet w marcu. Z pięciu bębnów dwa zabieramy ze sobą w góry, a trzy zostaną w ambasadzie na późniejszy okres. Trochę źle zrobiliśmy, żeśmy nie spakowali, od razu w Krakowie, bębnów na poszczególne okresy pobytu. Góry, zwiedzanie Iranu i powrót. To była moja wina. Kiełbasa nam spleśniała, ale może da się ją wykorzystać. Panwit też zrobił się niezbyt świeży. Część żywności zabieramy na camping. Będziemy mieli dzisiaj pyszny obiad. Do campingu najłatwiej będzie dojechać z placu Gumruk. A do placu Gumruk nie najłatwiej, ale za to najtaniej - dojdzie się piechotą. Znów, jak wczoraj zaskakuje nas zmrok. Wychodząc z ambasady było jasno, dzień. Dochodząc do placu Gumruk mamy wieczór. Dowiadujemy się, że obok placu na ulicy Mohlavi są dwa dworce autobusowe. Dworcem jest małe podwórze, gdzie stoi kilka autobusów i mikrobusy - zwane tutaj „mynybasy”. Obok podwórza, od strony ulicy znajduje się mały kantorek, gdzie można kupić bilety. Którym autobusem można dojechać do campingu? Tym pytaniem zaczepiamy po kolei ludzi. Po chwili w naszą sprawę jest zaangażowanych kilka osób. Ktoś nas kieruje do sąsiedniego dworca. Stamtąd inny znów przeprowadza nas w poprzednie miejsce. Wiemy tylko, że chcemy jechać na camping, i że znajduje się przy starej drodze do Saveh - „old road to Saveh”. Wreszcie ktoś - chyba kierowca - wskazuje nam autobus, który jedzie do miejscowości Tanakrod i widocznie przejeżdża obok campingu. „Nasza” linia autobusowa jest biedna. Ma kiepski i położony w ubogiej dzielnicy dworzec. Obsługuje okolice Teheranu i wozi biednych ludzi. A jakich biednych? To mamy okazję teraz zaobserwować. W autobusie siedzą chłopi z okolic Teheranu i mieszkańcy dalekich przedmieść tego parterowego miasta. Niektórzy z nich, wykorzystując wolne chwile, przesuwają między palcami paciorki tasbihu(różaniec muzułmański). Modlą się przeważnie starsi, chociaż spotkaliśmy młodych ludzi modlących się w ten sposób. Jakiś człowiek sprawdza bilety. Sprawdziwszy - wysiada. Wsiada za to kierowca i autobus wyjeżdża na ulice Mohlavi. Mijamy plac Gumruk i jedziemy w stronę miasta Karadaj. Na ulicach kwitnie handel. Palą się jaskrawym światłem przenośne gazowe lampy. W ich świetle piętrzą się na dwukołowych wózkach góry brzoskwiń, winogron, arbuzów, pomidorów. Kiedy to oni wszystko sprzedadzą? Kupujących jest dużo, ale chyba nie na tyle, żeby to wszystko do jutra zniknęło. Sami mężczyźni. Mężczyźni sprzedają i mężczyźni kupują. Co chwila autobus się zatrzymuje. Ktoś wsiada, ktoś wysiada. Konduktor, ale inny niż na dworcu inkasuje pieniądze, nie wydając żadnych biletów. Opuszczamy główna drogę i obok szosy pojawiają się znaki campingu. Dobrze jedziemy. Pierwszą rzeczą, jaka mamy do zrobienia, to herbata. Morze herbaty. Chce nam się wszystkim znów potwornie pić. I pijemy po litrze na głowę, po półtorej. Jedzenie nieważne, tylko pić. Świetna jest zupa. Dostarcza wody i kalorii. Po tym obiedzie i kolacji zarazem, korzystamy z prysznicu. Na niebie pojawiają się, tak jak wczoraj, baranki. Za murem campingu rozlega się dziwne wycie. Samolot startujący, czy też po wylądowaniu? Nie, to pociąg z lokomotywą spalinową. Bo tu obok campingu jest tor kolejowy. To ma być egzotyka? Słychać cykady i tak się kończy dla nas drugi dzień w Teheranie.
    4 punkty
  15. Jeśli stanie się to faktem, pojawie się na pewno
    4 punkty
  16. Może tylko jedna sugestia dla wyjeżdżających do CH, mi to jakoś umknęło. Przyda się adapter do gniazdek 🙈
    4 punkty
  17. Niby w pizdu, a jednak na kamerach wszystkie armatki odpalone. Śnieżą pełną gębą, a na fejsie dołączają do "buntu". Może na tym swoim tajnym spotkaniu, po prostu stacje się dogadały, że "jeden za wszystkich" i odpalą wszyscy razem za tydzień? Ciężko stwierdzić.
    4 punkty
  18. 4 punkty
  19. Ja myślę ze to jest jednym z powodów dlaczego jest na szybkiego konstruowana nowelizacja w zasadach przyjmowania/nieprzyjmowania nałożonych mandatów (nie idzie wyłącznie o górali lecz ogólnie o ludzi którzy maja dość). Poza tym resorty "siłowe" w naszym kraju są w rękach gościa który nie ma dzieci czy wnuków które będą musiały tutaj dalej żyć, ma natomiast sporo chorych ambicji....
    4 punkty
  20. O proszę, piękna wycieczka @tanova W sobotę też pospacerowałem i też jeziorko było🙂 Startuje z Czarnych Jeziorek, nieopodal Janowa w Mazowieckim Parku Krajobrazowym - celem są bunkry/schrony położone przy czerwonym szlaku i jeziorko Torfy w rezerwacie przyrody "Na Torfach". Czarne jeziorka Na niebieskim szlaku borów nadwiślańskich. Po około 2 km odbijamy ze szlaku na północ w kierunku bunkrów, droga prosta jak strzała Czasem przecinam szutrowe autostrady - idealne na gravel co pokazuje napotkany mały peleton. Jeszcze chwilę muszę poczekać:-) Każda prosta kiedyś się kończy, wchodzę na czerwony szlak, który za chwile doprowadza mnie do dwóch bunkrów, a właściwie schronów. Schron pierwszy. Drugi schron znacznie bardziej reprezetntacyjny. Dalej szlakiem czarnym kieruje się do rezerwatu "Na Torfach" i uroczego jeziorka Torfy Plan miałem taki, aby okrążyć jeziorko i dobić do niebieskiego szlaku, którym doszedłbym do samochodu, niestety w pewnej chwili drogę zagrodził mi strumień. Mimo położonych kłód (śliskie jak cholera) wolałem nie ryzykować i zdecydowałem się zawrócić. W końcu dotarłem ponownie do niebieskiego szlaku i nim już spokojnie doszedłem do samochodu.
    4 punkty
  21. Panowie, jak się nie ma, co się lubi... Też miałam w planie Dolomity i wierzę, że jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie, ale nie teraz... Co prawda jestem dopiero po jednym dniu w Szwajcarii, ale mam tu poczucie ładu i bezpieczeństwa. Dojścia do wyciągów są mocno pilnowane, Szwajcarzy są niesamowicie zdyscyplinowani, nikt się nie pcha, nie siedzi na plecach, wszyscy karnie zakładają maski. Na stokach Adelboden 90% to świetnie jeżdżący, nie ma szkółek ani też wariatów stwarzających zagrożenie. To jest dobra oferta na ten dziwny czas.
    4 punkty
  22. http://podhale24.pl/aktualnosci/artykul/73980/Potajemne_spotkania_branzy_turystycznej_Otworza_biznesy_wbrew_zakazom.html
    4 punkty
  23. Jak na zamknięcie stoków reagują na Słowacji ? Tam to poważniejszy biznes pod względem udziału w PKB ? Jak podchodzą do tego w Południowym Tyrolu ? Jak wygląda u nich wsparcie państwa ? Wiesz może coś na ten temat ? I musimy sobie powiedzieć jedno, Polacy nie ogarniają zasad bezpieczeństwa. To jest jakaś patologia umysłowa.
    3 punkty
  24. Obawiam się jednego - jak ośrodki otworzą się "na dziko", to nie będzie bata, żeby ludzie przestrzegali maseczek i dystansu. Nie wierzę, żeby narciarze sami z siebie stosowali się do wytycznych, skoro właściciele ośrodka nie stosują się do przepisów prawa. Będzie totalna anarchia i żywioł. Abstrahując od oceny, jakiej jakości są to przepisy.
    3 punkty
  25. Przecież masz odpowiedź wyżej. Będę relacjonował, to się będzie działo.
    3 punkty
  26. I tu się zgodzę, bo co innego JC MEDIA, a co innego Jacek Ciszak i jego prywatna opinia.
    3 punkty
  27. Dziennikarze powinni być od relacjonowania rzeczywistości, a nie od jej kreowania.
    3 punkty
  28. Kapitol szturmował 'szaman". U nas lud na barykady poprowadzi "janosik". I V jak vendetta :).
    3 punkty
  29. Co Ty za BREDNIE wypisujesz ??!! Dlaczego ktoś rozsądny ma negować szczepienia ? Czy grupa seniorów pow. 80 lat, z której umiera np. co 5ta osoba powinna obawiać się bezpłodności ? Co z Wami ludzie ? Bez odporności nabytej poprzez chorobę lub szczepienie grup ryzyka nie będzie powrotu do normalności. I przedsiębiorcy powinni kibicować szczepieniu, szczególnie grup ryzyka, których przedstawiciele masowo lądują w szpitalach, na IOM i na cmentarzu. Co powoduje najpierw zatkanie służby zdrowia, a następnie medialną panikę i zamknięcie gospodarki...
    3 punkty
  30. "od razu dali miliard złotych", czyżby? Sugerujesz że swoje dali? Oj jo joj, twoje dali, moje dali i w dup.e mieli zapytać czy chcemy kogoś wspierać.
    3 punkty
  31. Dzisiaj pogoda nie rozpieszcza narciarzy...
    3 punkty
  32. Austriacy wprowadzili w weekend stałe kontrole graniczne na granicy z Czechami i Słowacją. Kontrole są na większych przejściach, a te mniejsze są zamknięte, więc sprawdź sobie lepiej trasę. Na środową decyzję szwajcarskiego BAG nie musicie czekać, bo aktualne regulacje obowiązują po 15 stycznia. To jest cywilizowany kraj, a nie taki, w którym decyzje zapadają z dnia na dzień.
    3 punkty
  33. Bo to z tym śnieżeniem to jest tak, że będą tak robić 24/7 aż do 1 lutego. Zrobi się pokrywa z 3 metry i będzie można w maju nartować. A jak przedłużą dalej na luty to też będą śnieżyć i zrobią się kolejne metry aż sięgną koron świerków. Będzie można śmigać na nartach i cały czerwiec. To jest naprawdę sprytny plan. Po drodze podniosą opłaty bo przecież to wszystko kosztuje.
    3 punkty
  34. @tanova wystarczy buff zaciągnięty na nos, bardzo tego pilnują. Pierwszego dnia ambitnie włożyłam maseczkę z filtrem, ale to masakra, po kilku zjazdach była mokra na wskroś, nie wiem skąd taki pomysł u Austriaków 🤷‍♀️ PS. jako ze jeździmy we czwórkę rodzinnie to maseczkę zakładamy w strefie dojazdu do wyciągów (są widoczne znaki), na wyciągach zdejmujemy. Raz dosiadła się obca osoba, wtedy oczywiście w masce cały czas.
    3 punkty
  35. Cześć Pozwolę sobie tylko przypomnieć, że od wielu wielu lat zwyczajowym sposobem oznaczenia miejsca wypadku jest ustawienie w widocznym miejscu nart na krzyż - w formie przypominającej literę X. To bardzo ważne międzynarodowe i ogólnie znane oznaczenie podobnie jak np. schemat nadawania sygnałów dźwiękowych czy świetlnych w górach z wezwanie pomocy - 6xmin - i odpowiedź 3xmin. Pozdrowienia
    3 punkty
  36. Nie jest takie łatwe,jeśli się nie przewidziało pandemii i nie pomyślało wcześniej,bo trzeba czasu na ogarnięcie sprawy...Ale patrząc na bywalców dzisiejszej Jaworzyny Krynickiej,sporo osób miało zdolności profetyczne...
    3 punkty
  37. Ostatnia fota mega 👌....tłumy ,ścisk ze aż boli od patrzenia 😂 Niech ktoś mi wytłumaczy ,gdzie tu można się zarazić. ApresSki nie działa,restauracje nieczynne,bary tylko na wynos. Wszyscy sie pilnują,maseczki czy cokolwiek zakładają.W tej przestrzeni gdzie ? Samemu na krześle ? ! Brytyjczykom zakaz wstępu na kontynent i będzie wszędzie pełna kultura.
    3 punkty
  38. Sorry, ale gdzie nie byłem, tam przestrzegano. Na Soszowie postawili nawet specjalnego wewnętrznego kontrolera, który bez masek nie wpuszczał. Dostosowali się, a i tak ich zamknęli.
    3 punkty
  39. Na stok rzadko zabieram plecak, chyba że w rozległych kurortach alpejskich. Wówczas jest to bardzo okrojona wersja plecaka skiturowego który mam w pełni wyposażony. Apteczkę zawsze zabieram na skitury, na stok niekoniecznie. O apteczce założyłem tutaj osobny wątek, w którym opisałem jak skompletowałem niezbędne rzeczy. Natomiast na stok często zabieram bardzo lekką kamizelkę odblaskową bhp, którą w razie czego można oznaczyć miejsce wypadku - w analogiczny sposób jak rozstawia się trójkąt na drodze. Nie miałem nigdy okazji użyć, ale w przypadku załamania stoku, w miejscach niewidocznych zawsze można wbić kijek/tyczki/gałęzie i rozwiesić kamizelkę, aby uniknąć najechania innych narciarzy na osobę poszkodowaną oczekującą na pomoc. Wspomniałeś o świecy sygnalizacyjnej, ja mam taką racę sygnałową (ratunkową morską) za 20 zł. Kiedy i jak jej użyłeś? Ale noszę tylko w miejsca gdzie wiem że wychodzę poza stoki.
    3 punkty
  40. Nareszcie... górale nie dają dupy.... Pinokio i właściciel kota zaraz się dowie czym jest bunt.... Najwyższy czas na to....
    3 punkty
  41. Tam są zasady, które wyglądają podobnie do naszych. Czyli obostrzenia są wprowadzane w zależności od ilości zachorowań. Tylko, że u nas rząd nie przestrzega tego, gdy zachorowania spadają. Słowacy liczą na to, że ośrodki zostaną otwarte, jak ilość zachorowań spadnie.
    2 punkty
  42. W jednym Szczyrku jest pewnie 20-30 knajp, ze 300 kwater i pensjonatów, ośrodki narciarskie i inne zamknięte branże. Do tego okoliczne Wisła, Istebna, Ustroń, Korbielów itd. Niech sobie sanepid zrobi 3-zmianówki bo nie dadzą rady. Serio KONIEC tego srania na obywateli.
    2 punkty
  43. Ja nie mam jakoś zaufania do maszynek z ustawianym kontem Polecam kątownik i kilka pilników diamentowych o różnej gradacj. https://www.remsport.pl/katownik-profi-racing-87-vola-p-238.html
    2 punkty
  44. W związku z gwałtownym wzrostem zakażeń koronawirusem w Wengen i kantonie Berner Oberland, mającym prawdopodobnie związek z niedawnymi pobytami turystów z Wielkiej Brytanii, odwołano zawody w Alpejskim PŚ Lauberhornrennen w Wengen: https://sportsinwinter.pl/alpejski-ps-zawody-lauberhornrennen-w-wengen-odwolane-koronawirus-znow-gora/
    2 punkty
  45. Cześć Wiesz gdy plecak ma 40 kg to rzeczywiście musisz sporo w swojej jeździe zmienić aby to ogarnąć np. jadąc jakąś ścieżka po lesie, natomiast mały plecaczek o porządnej konstrukcji - w ogóle go nie czujesz. Ja jeżdżę z plecakiem bardzo często - tak na rowerze, jak i na nartach i żadnych różnic nie widzę aczkolwiek gdy chcę pojechać na maksa wolę się plecaka pozbyć. Żeby hejtować ... - Łukasz jacyś kosmici... Pozdrowienia
    2 punkty
  46. Maski i dystans w kolejkach do kolejki i samych kolejkach to fikcja. Większość tego nie przestrzega, a ON mają na to wywalone. Jedynie pozorują działania. A mróz jest wrogiem bakterii, a nie wirusów...
    2 punkty
  47. Poczekaj do środy 13.01, wtedy zbiera się rada federalna, która ma ogłosić utrzymanie/rozszerzenie obostrzeń.
    2 punkty
  48. Jak się nie ma co się lubi (narty), to się lubi, co się ma. Dzisiaj zimowo powędrowałam przez Wzgórza Bukowe. Zapraszam do lektury wpisu na blogu.
    2 punkty
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...