Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 13 Październik 2026
-
Rok
13 Październik 2025 - 13 Październik 2026
-
Miesiąc
13 Wrzesień 2026 - 13 Październik 2026
-
Tydzień
6 Październik 2026 - 13 Październik 2026
-
Dzisiaj
13 Październik 2026
-
Wprowadź datę
17.02.2021 - 17.02.2021
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 17.02.2021 uwzględniając wszystkie działy
-
Rytro 17.02.2021 Kolejny super dzień w Rytrze. Zmrożony, twardy stok. Jazda oczywiście na bieżąco, za każdym razem samotnie na krzesełku. Do godziny 12 słońce za warstwą chmur, potem opad śniegu. Pięknie zimowo, szkoda że wszystko się zepsuje już na dniach... Trzeba korzystać póki super warunki i otwarte... Standardowo zaludnienie przy bramkach po godzinie 11 I śnieżyca VID_20210217_133907.mp413 punktów
-
13 punktów
-
Telefon Rafała był dla mnie kompletnym zaskoczeniem. Zadzwonił i zapytał, czy chciałbym zobaczyć ośrodki narciarskie z góry, z pokłady śmigłowca, który on będzie pilotował? Długo byście się zastanawiali? Ja też nie! Na drugi dzień siedziałem już w żółtym Robinsonie i przy przepięknej pogodzie nagrywałem film, który właśnie oglądasz. We vlogu zobaczysz z góry następujące ośrodki narciarskie: Góra żar Skrzyczne Beskid Sport Arena Szczyrk Mountain Resort Biały Krzyż Cieńków Klepki Nową Osadę Siglany Skolnity Stok Soszów Stożek Czantorię Poniwiec Świniorkę Dziękuję Rafał za wspaniały lot! Film zrealizowany dzięki uprzejmości pilota Rafała oraz firmie Helipoland12 punktów
-
12 punktów
-
Sezon co prawda rozpocząłem oficjalnie w sobotę, ale było to zaledwie przetarcie, w roli opiekuna moich pociech na talerzyku w Podstolicach. Pora na coś ambitniejszego. Wczoraj zastanawiałem się nad kilkoma opcjami wyjazdu. Wygrała jedyna słuszna czyli moja ukochana Krynica i okolice. Plan był taki, żeby wykupić jednodniowy karnet Krynica Ski, który uprawnia do jazdy w czterech okolicznych ośrodkach, a następnie odwiedzić co najmniej dwa z nich. No i plan udało się zrealizować:) Wczesna pobudka i o 7:45 jestem już na Słotwinach. Tym razem jednak nie wybieram Areny, jej karnet nie obejmuje, ale sąsiedni Kompleks Narciarski Słotwiny czyli popularnego Tabaszewskiego. Okazało się, że trafiłem idealnie. Punkt 8:00 zaczynam jazdę w takiej temperaturze. Krzesło nie jest najszybsze ale rekompensuje to coraz mocniej przebijające się słońce. Warun idealny. Jak powiedział jeden z poznanych na krześle narciarzy "Lepiej już nie będzie". Jestem pewny, że narciarsko lepiej być nie może. Pełna lampa, twarde, świetnie wyratrakowane trasy, mało szusujących narciarzy. Rewelacja. Szybko przerzucam się na kotwicę, bo ta jest znacznie szybsza niż krzesło. Zwiedzam też krótką trasę przy talerzyku. Na potwierdzenie że było idealnie. Jak na polskie warunki trasy u Tabaszewskiego to lotniska. Jest naprawdę bardzo szeroko. Kończę jazdę około 11. Parking przy kompleksie już pełny. Narciarzy coraz więcej ale nadal bez tłoku, w przeciwieństwie do sąsiedniej Areny. Tam parkingi również pełne, ale do kanapy kolejki robią się konkretne (przy okazji prywatna opinia - trasy u Tabaszewskiego są znacznie lepsze niż na Arenie). Szybka kiełbasa w Barze u Jędrusia (jedyne 16 zeta!), herbata z termosu i czas na następny przystanek. Jadę 10 km do Tylicza, żeby sprawdzić jedyną ze stacji, których nie znam w tej okolicy czyli Tylicz Ski. Pogoda nieco się psuje. Na niebie coraz więcej chmur. Na miejscu pozytywne zaskoczenie wielkością parkingów. Dwa duże, wypełnione o tej porze w około 70-80%. Później okazało się, że jest jeszcze trzeci przy krześle nr 2. Parkingowo jest więc świetnie. Zaczynam od wyciągu krzesełkowego nr 1, który jest zarazem największą wadą ośrodka. Jest to strasznie wolna, archaiczna trójka. Jestem wysokim chłopem (1,9 m) i za każdym razem przy zakładaniu pałąka dostaję w kask:). Trzech dorosłych na tym wynalazku, to już niezła ciasnota. Dodatkowo żeby wsiąść do tego cuda, trzeba odstać z 5-7 minut, a łącząc to z czasem podróży wniosek jest jeden. Ciężko się raczej tutaj wyjeździć. Zaczynam zwiedzanie stacji. Tak wygląda wspomniana trójka. Przenoszę się na drugie krzesło, które poprowadzone jest wzdłuż bardzo krótkich tras liczących sobie 400 i 600 metrów. Wyciąg ten jest całkiem nowy, bo działa raptem od dwóch sezonów, ale sens jego stawiania był chyba głównie marketingowy w walce z konkurencją z Master Ski:). Trasą są tutaj bardzo łatwe i dość zatłoczone, jazda jednak na bieżąco. Podoba mi się. Wracam na trasy powiązane ze starym krzesłem i te są naprawdę fajne. Poprowadzone w lesie, zróżnicowane. Niemal każda z nich z jakąś ścianką wymagającą chwilowej większej koncentracji. Kręcę się łącznie nieco ponad dwie godziny. Wnioski bardzo pozytywne. Na pewno w przyszłości będę chciał tu wrócić. Jest dopiero 14, a skoro wyrwałem się samotnie z domu bez żadnego strupa mogę szaleć. Pora na trzeci przystanek czyli rodzinny Master Ski. Legendarna jest już rywalizacja marketingowa dwóch tylickich stacji. Nie wiem jakim cudem dogadali się w sprawie wspólnego Krynica Ski. Wszędzie w Tyliczu stacje robią sobie małe reklamowe złośliwości, jak choćby ta ze zdjęcia. Mamy tutaj baner reklamowy wywieszony przy parkingu Master Ski, a reklamujący prowokacyjnie Tylicz Ski. Master Ski oczywiście nie pozostaje dłużny:) Dlaczego wybierając się na samotny wyjazd decyduję się jeszcze na rodzinny Master Ski? Bardzo lubię tamtejsze nartostrady poprowadzone tylickimi polami. Nie znam innych podobnych tras w naszym kraju. Poza tym Master to wzór dla każdego w podejściu do klienta i rozsądny stosunek jakości do ceny. Wysłałbym tam na szkolenie szefów Jaworzyny (o TMR nawet nie wspominam:)). Podczas wizyty w Master Ski solidnie rozpadał się śnieg. Początkowo było dosyć tłoczno ale o 14:45 na główną trasę wyjechały dwa ratraki w celu przygładzenia jej przed dalszą jazdą. Piszę o przygładzeniu, bo ratrakowanie trwa jedynie 15 minut, wystarcza to jednak żeby wielu chętnych zakończyło jazdę. Do krzesła więc na bieżąco i dzięki temu mogę spokojnie zwiedzać swoje ulubione nartostrady w polach:). Po sztruksie też się przejechałem, choć główna trasa w Master Ski jest moim zdaniem mało ciekawa. Kolejny przykład dbałości o klienta. O 19:45 odbywa się w tym tygodniu jeszcze jedno szybkie ratrakowanie, jest ich więc w ciągu doby aż trzy. Zna ktoś inną taką stację? Kręcę się jeszcze trochę i przed 16 uciekam do domu. Wcześniej jeszcze jedna kiełba, tym razem niemal promocja. Tylko 14 zł;))). To był bardzo udany dzień, nogi dają o sobie znać, a ja zastanawiam się, czy w przyszłym tygodniu znowu uda mi się gdzieś wyrwać w pojedynkę.10 punktów
-
Ferie w pełni ,granice zamknięte wiec o nartowaniu można chwilowo marzyć . Ale na szczęście rowerkiem można dalej jeździć . Tak,wiec żeby dzieciak za dużo w sieci nie siedział to postanowiłem mu pokazać ciekawe miejsce jakim jest ścieżka rowerowa przez środek jeziora . Limburg ogólnie z ponad 2000 km tras rowerowych . Dziś zaliczyliśmy skansen Bokrijk i okoliczne miejsca . Pogoda wiosenna +10 po tygodniowej zimie stulecia 😂. Łącznie z 7 latkiem 52 km zrobione . https://www.bryla.pl/sciezka-rowerowa-przez-srodek-jeziora8 punktów
-
https://www.onet.pl/turystyka/onetpodroze/otwarte-wyciagi-narciarskie-jednodniowy-wypad-na-narty-z-warszawy-do-szczyrku/fet7erc,07640b547 punktów
-
6 punktów
-
Człowiek w swoich decyzjach podlega czasem różnym chwilowym impulsom. Oto przykład takiego impulsu. Nocleg w Murowańcu w zimie, to było często marzenie ściętej głowy. Chody trzeba było mieć w Warszawie. Murowaniec podlegał pod tamtejszy oddział PTTK. Skoro na początku kwietnia udało mi się zarezerwować osiem dni. To byłem szczęśliwy. Niecałe pół godziny od krzesełka na "świętą górę". Potężny plecak, zapasowe ciuchy, coś do żarcia, by taniej. I wyjeżdżam po południu kolejką na górę. Zjazd w kierunku Murowańca. Cud się realizuje. Dostaję miejsce w czwórce z jednym facetem. Murowaniec z jego niepowtarzalną atmosferą. Toż to były polskie "Alpy". Te prawdziwe to tylko ze słyszenia, albo z informacji, że zawodnicy tam jeżdżą. I mam przed sobą siedem dni szaleństw z Kasprowego. Kwiecień, słońce, bajka. Budzę sie rano i widzę ruszające się świerki za oknem. Oj, niedobrze. Wieje! Już tu czuć. Co będzie wyżej? A wyżej, przez dalsze siedem dni wiało. Czasem z rana puszczali kolejkę, ponieważ było widać na górze jakieś postacie. I za chwilę koniec. Krzesełka wyciagu majtają się na wietrze. Nuda. Co tu robić? Dwa razy wyszedłem na Kasprowy. Cisza. Hol pusty. Raz podszedłem pod północną ścianę Świnicy. Pójdę na Zawrat. I zjadę żlebem. To jedno z marzeń o zjazdach w Tatrach. Miałem w głowie takie wytypowane. Parę się udało zrealizować, min., zjazd z Kasprowego Żlebem pod Palcem. Idę środkiem Czarnego Stawu Gąsienicowego. Potem narty na ramię i "letnią" ścieżką dochodzę do Zmarzłego Stawku. Ile tu śniegu! Siedzę na tym stawkiem, Którego można się domyślać w zakleśnieciu niżej. Cała Zmarzła Dolinka kompletnie oblepiona śniegiem. Skał nie widać. Wszystko białe. Wydaje mi się, że jest ponad dwumetrowa pokrywa. Zawrat dobrze widoczny w górze. Spokojnie zakosami się dojdzie. Na butach niemożliwe. Będę się zapadał. Iść? Nie iść? Za dużo śniegu. Wiatru tu niema. Ale przecież wieje u góry. Kolejka i wyciąg nie jeżdżą. Taki fajny śnieg. I byłby ładny zjazd! Za duże ryzyko! Może to wszystko wyjechać, jak zacznę nartami przecinać podchodząc tę gładką śnieżną płaszczyznę. Przypomniał mi się Wacek. Wspinaliśmy sie czasem w lecie na Hali Gąsienicowej. Wacek wtedy był zatrudniony, jako administrator "taboriska" Klubu Wysogórskiego na Hali Gąsienicowej. To taborisko już nie istnieje. Jakieś półtora kilometra niżej, przy drodze na Halę. Z Wackiem w środku zimy, będąc w Murowańcu postanowiliśmy zakosztować wspinaczki zimowej. Najpierw rozgrzewka na Pośrednią Turnię. Następnie coś bardziej ambitnego. Żlebem ze Zmarzłej Doliny na Mały Kozi Wierch. Zaczął padać śnieg. Grzebiemy się tym żlebem. Śnieg głęboki. Wolno to idzie. I ciągle pada. Pokrywa rośnie. Nie wyjdziemy na górę. Decyzja zjeżdżamy. Poświęcając kilka haków, jesteśmy na dole pod skałami. Ledwo ruszyłem nogą po zapakowaniu sprzętu, gdy podemna marszczy się zbocze i deska śnieżna mknie na dół do Zmarzłego Stawu. Niedobrze. Klejąc się do skał trawersujemy w stronę Żlebu pod Zawratem. Tam będzie mniej stromo. W schronisku, gdzie wpisaliśmy się do Księgi Wyjść, był już pewien niepokój. Było ciemno, jak wróciliśmy. No więc iść? Czy nie iść? Taka okazja sie nie zdarzy. Być na Hali. Tu nocować! Na początku kwietnia. Do Zakopanego autobusem. To cała wyprawa! Taka okazja. Zaliczyć ten zjazd. I potem te wytypowane w głowie. Nazywano to wtedy narciarstwem wysokogórskim. Ski tury, ski alpinizm. To było potem. Choć jeśli chodzi o skialpinizm to już był. Już był pierwszy zjazd z Mont Blanc. Konopka w Polsce wyprawiał różne cuda na "ścianach" wspinaczkowych(min północna ściana Świnicy). Chodziło się zakosami w poluźnionych butach. Pewnie tam, na zachodzie, to mieli sprzęt! No i wróciłem! Z Zawratu nigdy nie zjechałem. Zrobiłem dobrze? Chyba tak, ponieważ piszę ten post. Czy zjechałbym bez niespodzianek? To jedynie zna mój Pan i Stwórca tego świata.6 punktów
-
Popołudniowo-wieczorna jazda w Myślenicach. Jak @pawelb91katuje Rytro, tak ja objeżdżam Myślenice. Trasa czerwona 1 po południowym ratrakowaniu, na górze trochę grudek, środek super, w dolnej części w niektórych miejscach lód wyziera. Ogólnie twardo. Trasa czerwona 2 nie jest popołudniu ratrakowana, trochę więcej lodu ale ogólnie nieźle. Przez 1h jazda na okrągło, później jakieś 5 minut stania. Parking cały zajęty na dole. Te światła w dole to Myślenice, no i oczywiście selfie z ratrakiem - to już norma6 punktów
-
Dosyć szybko dojechaliśmy do Zakopca ze Słupska dzisiaj, ogarnelismy apartament i stwierdziliśmy ze idziemy na Szymoszkowa i zdziwienie. Trasa świetnie przygotowana a ludzi tyle co nic, zero kolejek do wyciągów, zjazd i odrazu wjazd. Jak na pierwszy dzień dobry start, jutro próbujemy Białkę.5 punktów
-
Byłem w Myślenicach w poniedziałek. Znajomy wysadził mnie na Zarabiu, podejście zielonym szlakiem na rozgrzewkę 50 min w ciemnościach (po drodze niesamowite pohukiwania sów), potem jeździliśmy już razem 2 godziny. Muszę przyznać że dawno nie było tam tak rewelacyjnych warunków. Oba stoki czynne, na całej szerokości. To się rzadko zdarza. Przez silne wiatry w weekend, wyjątkowo czyste powietrze, wieżę straży pożarnej w Myślenicach było widać idealnie.5 punktów
-
@fredek321 piszesz, że jestem Kosmitą? Fajnie...a Ty kim jesteś w takim bądź razie? Lekarzem, to wiemy, ale czy epidemiologiem? Ekonomistą i znawcą finansów dużych korporacji wraz z zachodzącymi w takich instytucjach procesów? Drugi fakultet? Narciarzem? Kiedy byłeś ostatnio na nartach? Napiszę Ci, kim jesteś dla mnie skoro ja jestem Kosmitą... ...jesteś dla mnie GURU skioline.pl!5 punktów
-
5 punktów
-
4 punkty
-
TMR nie dziwię się zupełnie w tym roku. Nikt nie wie co strzeli do głowy rządzącym za tydzień i czy np. w przyszły wtorek Niedzielski nie ogłosi że od 1.03 wszystko będzie znowu zamknięte w cholerę. Po co wobec tego wydawać kasę na dodatkowe śnieżenie i uruchamianie wszystkiego, jak sezon będzie trwał dwa tygodnie? TMR i tak dostał po tyłku w skali ostatniego roku strasznie. Cała Słowacja i Czechy przecież stoją i nie ruszyły w ogóle. Po co robić sobie jeszcze dodatkowe koszty? A że ktoś kupił sezonówkę i czuje się nieco oszukany? Ja naprawdę dziwię się komukolwiek, że w dobie pandemii, kupował kilka mcy temu sezonówkę, licząc, że dzięki temu się wyjeździ. Zakup ten traktowałbym raczej jako pożyczkę dla TMR na zapewnienie bieżącej płynności finansowej:)4 punkty
-
.. proponuje "skosztować" tego miodu... 🙂 Każdy biznes "na kartce" wygląda świetnie gdy się liczy marze a tak serio nikt nie wie jakie są prawdziwe koszty, np. nikt nie wie ile trzeba komu "odpalić" żeby postawić grilla na górce czy pod nią (nie mówiąc już o prawdziwej knajpie) ..i wiele innych czynników... Wszystkim się wydaje ze górale powinni skakać koło nich darmo jak już raczą zaszczycić góry swoja obecnością - nie, jeśli góral będzie mógł sprzedać kiełbasę za 50zl to zapomnij żebyś ja kupił za 20 nawet jak gdzie indziej będzie darmo. Popyt dyktuje podaż - odwrotnie to nie pracuje... i dobrze3 punkty
-
3 punkty
-
Szczawnica dzisiaj, godz. 6 30,temperatura - 12.Wszędzie pusto, śpią Janusz z Grażyną po zabawie na Krupówkach, śpią służby porządkowe, więc przyjechałem pół godziny za wcześnie, zamykając na drodze zegar. Od 7 do 10 praktycznie sami zawodnicy w liczbie 15 osób, potem się zmylismy, ale stan pasażerów niewiele większy. Zajęte co 10 krzesło, a Pan i tak psika je czymś co chwilę. Goraco polecam tym, co nie lubią się socjalizować podobnie jak Rytro z relacji kolegi Pawła. Chodzi góra - łatwa Szafranowka, długa niebieska objazdowa i trudny FIS, każdy znajdzie coś dla siebie. Oczywiście nie ujmując nic tym, którzy wolą Szczyrk...3 punkty
-
Ile "pandemiści" tu rzeczy prognozowali... katastrofę Szwecji i Białorusi, usprawiedliwiali 2-tygodniowe zamknięcie wszystkiego, włącznie z lasami i całkowitym zakazem wychodzenia z domu, jako receptę na zwalczenie pandemii (rzeczywiście, bardzo dużo to dało). Uważam, że takich ludzi powinno się dożywotnio zabarykadować w domach na wzór chiński, skoro życzyli tego innym. Przecież powinni być konsekwentni - jeśli przy 2 zgonach dziennie uznawali to za słuszne wyjście, to tym bardziej teraz powinni służyć przykładem. Dziś już nie są tak odważni, bo są mniejszością w społeczeństwie, ale nadal na forum "gwiazdorzą" bez poczucia wstydu. Zresztą gdyby nie ta anonimowość, którą daje internet, założę się, że niejednego z tych "pandemików" ktoś by sfotografował na jednym ze stoków w tym sezonie - tak jak wielu polityków opcji rządzącej, którzy dobrze wiedzą, że "ciemnemu ludowi" mówić trzeba jedno, ale samemu można śmiało korzystać z uciech życiowych, bez jakichkolwiek obaw.3 punkty
-
- Chłopcy, tam dużo śniegu nasypało, nie przejdziecie. - Słyszę odpowiedź od starszego małżeństwa, które zagadnąłem w Zawoi Widłach o dojście między domami pod stary nieczynny ośrodek narciarski "Kolisty Groń". - Przejść, nie przejdziemy proszę Pani, ale podejdziemy, przejedziemy i zjedziemy! My na nartach - odpowiadam, w myślach ciesząc się że coś tam nasypało. - A, no chyba że tak. To udanego zjazdu! Zawoja nie jest zbyt popularnym miejscem, do uprawiania narciarstwa zjazdowego oraz turystyki narciarskiej (modniej teraz określanego jako skituring). Składa się na to kilka czynników. Jeśli chodzi o narciarstwo zjazdowe - kilka wyciągów uległo likwidacji i zapomnieniu, a pozostał tylko Mosorny Groń i dwa małe wyciągi "Wojtek". Pomniejszył się w ten sposób areał narciarski w różnych częściach tej długiej miejscowości. Jeśli chodzi o turystykę narciarską - w tym czasie całkowity zakaz jazdy na nartach na terenie Babiogórskiego Parku Narodowego. Pozostałe okalające Zawoje pagórki nie cieszą się popularnością, ale i często ze względu na niewielką pokrywę śnieżną nie dają możliwości zjazdu do samej Zawoi. W tym roku, jest inaczej. Trzeba to wykorzystać. Biorę więc mapę, zdjęcia satelitarne i przeglądam atrakcyjne, niepopularne miejsca na zrealizowanie wycieczki narciarskiej. Obok na biurku leży książka Marka Barana "Koleje linowe, wyciągi narciarskie, nartostrady", z 1987 roku. Świetny przewodnik, który stoi na straży historii zapomnianych wyciągów i nartostrad. Wychodzimy wzdłuż starego wyciągu orczykowego firmy Mostostal typ WN750 z 1981 roku. Przypominają nam o tym dwie, piękne emaliowane tablice, powieszone na charakterystycznych budkach dla obsługi, stawianych obok tych wyciągów. Po niedługiej chwili pokonujemy ok 700 m i 200 metrów przewyższenia. Naszym celem jest Kolisty Groń. Jest to zabawne, ale są dwa Koliste Gronie. Jeden to ten przy górnej stacji wyciągu, a drugi kilka kilometrów dalej, w kierunku Mędralowej. Rzecz jasne, wyższy. Ale żeby tam dojść musimy pokonać 100 metrowy las. Chwilę zastanawiamy się jaką drogę wybrać, i kierujemy się ku górze. W tym momencie, usłyszałem jak pod olbrzymią i gęstą choinką obok, coś się zakotłowało, i zaczyna powoli uciekać. Mój kolega widzi coś szarego. Wilki! Chwila konsternacji i idziemy dalej. Widać, świeży trop, uciekły gdzieś w bok. Wchodzimy na Halę Barankową. Tutaj, burzy się mój cały obraz dzisiejszego dnia. Przecież, miał być silny wiatr, niesamowicie nieprzyjemny mróz, i niskie ciśnienie. Moim oczom ukazuje się opustoszała Hala Barankowa, z bacówką, niebo pokazuje swój błękit! Widać Babią górę. Nie ma wiatru, jest bajkowo. Spotykamy inną turystkę na nartach, wędruje sama po tej zagubionej i opustoszałej dzisiaj części Beskidu Makowskiego. Wdrapujemy się na ten bardziej właściwy Kolisty Groń. Przyjemnie prószy śnieg. Szybki odwrót, i już zjeżdżamy na dół. Rzadki las, długie polany, jazda jest bajkowa. Piękna Hala Barankowa. Potem jeszcze kilkuminutowy kawałek przedzierania się przez las i jesteśmy w miejscu gdzie były wilki. Nagle z lasu wyskakuje łania z młodymi jelonkami. Uciekają, kiedy zaczynamy zjeżdżać nieczynnym stokiem. Wybraliśmy się na nieczynny stok, chociaż dzisiaj oficjalnie można było je otworzyć. Pomimo tego, można powiedzieć, że wilki były syte. To znaczy, wycieczka udana!3 punkty
-
Babia Góra marzec 2003r , rodzinna skitura z Krowiarek , pogoda dobra ale na szczycie Diablaka czapa, wyjście na szczyt bez problemu końcówka we mgle i bardzo mocnym wietrze. Zjazd na przełęcz Brona miał być formalnością bo szlak jest znakowany tyczkami, ruszyliśmy mgła była taka że ledwo widziałem dzioby nart, po pierwszych skrętach nie zdając sobie sprawy straciłem orientację, błędnik szalał, wiatr wiał z każdej strony, dwa razy byłem pewien że jadę z lawiną deskową, spotkaliśmy podchodzących żółtym Słowaków, dopiero wtedy wyjąłem kompas i jakoś się udało dotrzeć na przełęcz Brona. Od tego czasu wchodząc w takie warunki robię odwrót i rezygnuję z zaplanowanych celów. Sezon skiturowy w wysokich górach zaczynam najwcześniej w marcu po pierwszych odwilżach. W Tatrach było podobnie i Oni pewnie nie poczuli że na grani zawinęli kółko, ich pechem była lawina, bo znając wydolność triathlonistów bez problemów wróciliby z powrotem na polską stronę. Krowiarki Na szczycie Babia2 punkty
-
Prawda siedzę ci ja w Murowńcu w tygodniu od 10 kwietnia 2015 roku, pusto, podobno śniegi coś "nie takie". No to myślę zobaczymy .... Zawrat (żeby była jedność miejsca z poprzedni postem). Idę, oczywiście sam. Jest nieźle fajna tura. To był naprawdę super dzień. Ale trzeba było zaufać instynktowi/impulsom i nie leź tam jak "podobno śniegi coś "nie takie"". Do schroniska wróciłem sam. Kolano trochę bolało ale twardym trzeba być. No i posiedziałem tam jeszcze do końca tygodnia . Efekty po 3 miesiącach: Pozdrawiam mirekn2 punkty
-
Straszne zamieszanie się tutaj robi na tym Chełmie a dowiedziałem się od leśniczego, że prawdopodobne będzie wycinka pod nartostradę do samego dołu. Dostali zgodę. Tylko coś wspominał o likwidacji drugiej trasy w zamian za to. Na ile to prawda nie wiem bo rozmowa była szybka. Tak czy inaczej właściciel biedny nie jest i coś tam się szykuje na następne lata. Jak zobaczę wycinkę lub się dowiem więcej to dam znać.2 punkty
-
I tak na marginesie. Dawno temu pewien stary "rep" udzielił mi cennej rady: " Posłuchaj "młody". Tak naprawdę to lawina ma w d.upie twoje doświadczenie".2 punkty
-
Zgadałem się kiedyś ze szwagrem o wspinaniu i o "lataniu"(odpadnięcie od ściany). Czasem się go pytam, co w trawie piszczy. Ma już siedemdziesiąt lat. Stary instruktor taternictwa jaskiniowego i taternictwa. Jeszcze czyny na kursach skałkowych. Kukuczka w początkach wspinania miał z nim kontakt jako instruktorem. Uczeń bardzo przerósł mistrza. Zresztą szwagier nigdy nie miał spektakularnych osiągnieć. Wiekszość takich instruktorów było w Klubie Wysokogórskim. Był na ciekawych wyprawach jaskiniowych. W górach, min., Tiricz Mir, Cerro Tore i ciekawe bardzo Ruwenzori(pół roku to trwało). Jego syn i mój siostrzeniec to wspinacz głównie skałkowy. Chyba niezły, ponieważ próbowali coś wyprostować na Kazalnicy. Czy próbowali filara Freneya. Robi prace wysokościowe i jeździ do Maroka, do Hiszpanii. I tam gdzie są ciekawe ściany do wkoszenia. Głównie w zimie. Szwagier mi powiedział - zapomnij o dawnej asekuracji(lina "obwiązana" na piesiach). Teraz się lata. Próbuje się przejść trudne miejsce(teraz skale trudności są niebotyczne!) i się odpada. Lina pochłania energię. Uprząż łagodzi szarpnięcie. Miejsce zaczepienia karabinka, czy jakiegoś "frienda" ("kostka" w szczelinie)wytrzyma. No więc sprzęt zupełnie nie ten, co dawniej. Ale góry i skały takie same. I pogoda i zmęczenie też. Dzisiejszy "zawodowy" wspinacz też nie ten. W domu ma ściankę i cały czas wisi na niej. Wisi dosłownie na jednym palcu. Kiedyś namówiłem Jurka W. Był moim kierownikiem w Hindukuszu. Na wyjazd wyjazd do Austrii. Byłem wtedy w podłym stanie psychicznym. Jurek już się nie wspinał, ale w Towarzystwie Nauk o Ziemi służył za przewodnika w Alpach. Dla grup, które chciały wyjjść na łatwiejszy szczyt. Ale gdzie potrzebny był sprzęt. Obserwowałem go, jak podchodziliśmy z lodowca Pasterze, do najwyżej położonego schoroniska w Austrii, pod Grossglocknerem. Niewielka szczelina. Jurek wkręca śrubę lodową. Jurek wtedy pisywał do jakiegoś górskiego pisemka o wydolności starego "alpinisty". Jak to się zmienia wydolność z wiekiem. Jego syn Józek z Żyszkowskim napisali przewodnik o zjazdach skialpinistycznych w Tatrach. W Austri Jurek wypaczył książkę "Sicherheit und Risiko in Fels und Firn" - Pit Schubert. Abym ją kupił. Szef komisji bezpieczeństwa Deutschen Alpenverein. Z 25 lat doświadczeń. Sam bardzo dobry alpinista. Komisja badała przyczyny wypadków górskich. I we wnioskach zalecała, min., pewne zmiany w sprzecie. Czyta się to, jak kryminał. Ile zadziwiających wypadków było w górach. Wynikających z ludzkich błędów. Na początku opis tragedii na Filerze Freneya(południowa strona Mont Blanc). Lato! I takie nazwiska, jak-Veille, Guillaume, Oggioni, Kohlmann, Bonattii, Mazeaud. Czołówka alpejska swego czasu. Załamanie pogody. Zimny front, niewidziany na horyzoncie z południowej, strony MB. Zaczęło padać, chwycił mróz. Nie doszli filarem na Mont Blanc. Liny sztywne od mrozu. Zaczęli zjazd. Potem powrót. Biwaki przypadkowe. Śnieg sięgał do ramion. Torowanie drogi, na zmianę, drogi trawało godzinami . Po drodze do schroniska przełęcze. Do schroniska Gamba dotarła dwójka. Pierwsi, wyliczeni wyżej, zostali w śniegu. Życie z nich uszło z wyczepania i wyziębienia. Parę lat temu na Mięguszowieckim zginęły dwie dziewczyny. Letnia wspinaczka z instruktorem. Pojawił się śnieg i mróz. Na skale lód. Moje osobiste doświadczenie górskie jest skromne. Włóczyłem się czasami samotnie w Tatrach Wysokich. Na łatwych drogach z przewodnika Paryskiego. Ryzykownnym za bardzo na pewno było moje samotne wyjście na Gran Paradiso i w kilka dni póżniej na Mont Blanc drogą klasyczną. Marzyłem o tym wyściu. Nie koniecznie samotnym. Z partnerem. Ale tak wyszło. Pojawił się po Gran Paradiso impuls. Świetnie się mi tam szło. Mostki na szczelinach były przedeptane... Na Mont Blanc przez schronisko na Aiguille du Gouter. Żonę zostawiłem w schronisku niżej. W nocy była burza. I padał śnieg. Doszedłem rano do wniosku, że pójdę dalej, jak ścieszka będzie przedeptana. Jak nie - zawrócę. I szedłem w rakach z czekanem i kijkiem. Za schronem Vallota było już ze trzydzieści cm świeżego śniegu. Ale był ślad. Od tych, co wstawali o drugiej w nocy. Dojście na szczyt zajęło mi pięć godzin. Tysiąc metrów przewyższenia. Dla biurowego piędziesięcioośmiolatka może być. Szczyt we mgle. Gdzie jest? Wiedziałem, że jak się zacznie obniżać grań to szczyt już był. Inaczej zejdę na Brenvę, lub pójdę na Mont Blanc du Courmayeur. Pojawił się przewodnik z dwoma klientami. Czy to "sommet du... ". Oui! I zawrócili. Jeszcze poprosiłem o dokumentację na moim aparacie. Wpadło mi później dokładne zdjęcie tej wyjściowej grani. Głębokie i szerokie szczeliny w lodowcu dochodziły prawie do jej ostrza. Ja ich nie widziałem! Ja rozumiem pasję. Do dziś jestem pasjonatem gór i nart. W góry już nie póję. Kolana nie pozwalają. Ale narty to wisiłek na kilka minut w dół. Żal mi tych młodych ludzi, którzy giną. Rozpacz ich rodzin. Ta kobieta, która chciała w zimie wyjść na K2(nazwisko uleciało). Napisała, że ta góra nie warta jest palca(czy coś w tym rodzaju). To bardzo rozsądne podejście. Jakakolwiek niebezpieczna psja. To tylko pasja. Nie obowiązek. To nie zajęcie pilota oblatywacza, czy kosmonauty. Nie jesteśmy sami. Mamy rodziny. Mamy bliskich, którzy nas kochają. I czy warto tych ludzi skazać na cierpienia, z powodu zbyt dużego ryzyka. Biorącego się z różnych przyczyn. Ale główną jest często brak odowiedniego doświadczenia. Za to nie brak własnego silnego egoizmu. Wybacz, że nie odpowiedziałem jednoznacznie na postawione pytanie. Nie ma prostej odpowiedzi - tak lub nie! Są tylko wątpliwości.2 punkty
-
Dziś Soszów do 13. Kanapa 5-10 minut, górny orczyk 5 minut. Sporo czeskiej braci. "Trójeczka" od szczytu rewelacja, dużo lodu w drugiej połówce (od wlotu z kanapy dwójki). "jedynka" do dołu również dobrze trzymała. Po trasie ciepły gulasz z ogniska, bo zawiewało coraz mocniej. Ponieważ nie mieli na miejscu instruktora od dechy, na 14 ewakuacja na Cieńków. Na miejscu okazuje się że lekcja miała odbyć się na Jaworniku (Stok), taki urok telefonicznych rezerwacji i szkół w Wiśle - ta sama ulokowana w kilku ośrodkach. Na szczęście znalezliśmy inną i dwie godziny penetracji Cieńkowa. Tam trudno połapać się w numeracji odcinków, wiele kierunków tam się zlewa. Najdłuższa spacerówka zamknięta, trudniejszy centralny kurs w dół to wybór między "dżumą i cholerą". Albo muldy albo lód - wybieram to drugie. Ale to już ta pora dnia. Serwisant w Jaworznie się spisał i krawędzie trzymają. Do kanapy (14-15.45) brak kolejek. Ciekawostka: Wyświetlacz informuje o ograniczonej liczbie obecnych na stoku: 900. Pewnie taki "dupochron", ale należy docenić.2 punkty
-
2 punkty
-
jeśli idzie się w grupie, to moim zdaniem każdy może mieć tylko GSM + mapa gps offline, i to jest wystarczające zabezpieczenie, że jak jednemu telefon padnie to jeszcze są 2-3 inne, w trudnym terenie każdy powinien nagrywać tracka, bo to ułatwia zorientować się w terenie, ułatwia powrót po śladzie, przy dużych mrozach warto mieć pod łapawicami cieńsze rękawiczki do obsługi telefonu/nawigacji przy samotnych wycieczkach brałbym powerbanka dodatkowo i być może lepszą nawigację niż telefon inna kwestia: jak się idzie z przewodnikiem też trzeba się samemu zabezpieczyć tak jakby się było bez przewodnika, np. mapa gps i nagrywanie śladu, jak podałem wyżej, przewodnik też jest człowiekiem a nie cyborgiem2 punkty
-
Dyskusja "musi" być, to jesteśmy winni ofiarom. Wniosek jaki dla siebie wysnułem to, jeszcze więcej czujności w drodze i myślenia przed. Bo fundamentalnie narciarze pomylili drogę i chyba tego nawet nie byli świadomi. Mieli narzędzia aby to zauważyć ale po prostu z nich nie skorzystali. Jak widać cała technologia tu nie pomogła, byli w niewłaściwym miejscu w niewłaściwej porze. Nic tu się nie zmieniło od stu lat. Prawidłowy jest też wniosek AndRand, że zła pogoda to nie jest najlepsza pora na wycieczki. Zawsze można poćwiczyć węzełki w schronisku albo coś podobnego 200 m od schroniska. Lub prościutki temat w świetnie znanej okolicy. pozdro Wiesiek2 punkty
-
Myślę, że tutaj raczej na tym Forum wszystkie uwagi, wpisy wskazują jednak na te elementy jako środki minimalizujące ryzyko a nie "święte grale", które przez sam fakt posiadania zapewniają bezpieczeństwo. Pozdrawiam mirekn2 punkty
-
2 punkty
-
nawet w pracy na przerwie śniadaniowej mnie zagadali na ten temat - powiedziałem że w Polsce już nie ma Corona2 punkty
-
Z Małej Łąki na Kopę jest 2h (w dobrych warunkach), tylko nie o to chodzi. Ilu dałoby radę podejść na Kopę, odkodowywać się 3h, szukać zasięgu i towarzyszy a potem jeszcze raz podejść na Kopę w złych warunkach i zjechać nocą do Kondratowej? Ta sytuacja pokazuje, jak z łatwej wycieczki robi się duże wyzwanie. Zarówno psychicznie jak i wydolnościowo. Dlatego zawsze warto mieć spory zapas. Jak damy radę przejść 2000m przewyższenia, róbmy wycieczki po 1000m. Jak zjeżdżamy źleby 4 to jeździjmy 2. Nikt z nas mistrzem świata i tak nie zostanie. Nie warto działać "na limicie". Wtedy bardzo łatwo o błąd.1 punkt
-
Wybitni jak ty mają. Normalni nie. EBIT 2020>EBIT 20191 punkt
-
Swietny pomysl z tym Heli Jacku. Wreszcie moge sobie poukladac w glowie osrodki o ktorych tak wiele slyszalem, ale nigdy nie moglem umiescic w wyobrazni na mapie 👌1 punkt
-
Jak już dotarłeś tak blisko,sugeruję potestować Szczawnicę i Rytro.W tej chwili-same plusy w porównaniu z Krynicą,jeśli tylko ominąć dni zawodów...1 punkt
-
Spiochu... Z Małej Łaki na Kopę jest max. 3-4h. Więc jak ktoś chodzi po 8h to nie jest problem. Problemem jest bardziej motywacja.1 punkt
-
skituring to bardzo pojemna kategoria, przedstawiłeś nam klasykę narciarstwa turystycznego po łagodnych górach, mamy też narciarstwo wysokogórskie gdzie podejście i zjazdy są już bardziej strome, ja w notatkach mam wypisanych sześć rodzajów działalności które mieszczą się w skituringu 🙂 ludzie znajdują w tym obszarze swoje ulubione przestrzenie czasami chce się wybrać na Śnieżnik albo w Karkonosze aby przejść jakąś pętlę i nie patrzeć czy zjazd będzie syty czy nie, ale aby poznać nowe ścieżki górskie, koledzy przeważnie psioczą na takie plany, w trakcie wycieczki wszystko mi zmieniają aby tylko fajnie zjechać 😁1 punkt
-
Żeby zmienić temat na nieco weselszy. Ponieważ od srody zapowiadają ocieplenie i deszcz, zrewidowałem plany związane z wyjazdem w środę do Ustronia i wczoraj wieczorem zdecydowałem sie na wyjazd na Pilsko. Byłem tu w tym sezonie dwa razy na turach, tym razem postanowiłem wziąć zjazdowki. Byłem m.in. ciekaw kanapy na Buczynke. Pogoda pod chmurką, zimowo, padał śnieg, potem taki marznący deszcz. Po 9tej na parkingu sporo aut. Kolejka po karnety tak na 5 minut stania, przy czynnych dwóch trasach. Lepiej wyjechać na Jontek - tam tez koło nowej kanapy jest budka z karnetami i zero kolejki. Niby specjalnej kolejki do krzeseł na dole nie było rano - to jednak na trasach sporo ludzi, w tym początkujących nie mało, wiec podjęliśmy decyzje o przemieszczeniu sie na gore. Trasa ze „szczytu” przez Miziowa na Szczawiny robiona na tzw. jeden raz to jest to. Na Szczawinach kolejka w najgorszym momencie na 3-5 minut stania; na szczyt z miziowej 2-4 minutki. Generalnie spokojnie do wytrzymania. Trasy przygotowane naprawdę fajnie. Na Szczawiny trochę momentami przewiane i lodowo, ale ponieważ co dopiero patrzyłem sobie nartki, to nie stanowiło to większego problemu. Na koniec postanowiliśmy przez feralna trasę nr 6 wrócić na Buczynke i Solisko. Zjechaliśmy pare razy z góry Buczynki znów na tzw jeden raz do krzesła Baba, gdzie trasa była fajniejsza niz do dolnego krzesła 4-osobowego, do tego na Babie ludzi nie było wcale. Podsumowując, fajny zimowy dzień na Pilsku. Zaskoczyła mnie ilość ludzi jak na środek tygodnia. Otwarcie krzesła na Buczynke naprawdę przywróciło sens temu układowi tras i wyciągów. Jedyne co dziś mnie irytowało, to padający marznący deszcz od ok. 12tej lub 13tej, który tak sie osadzał na goglach, ze przestawało sie cokolwiek widzieć. Śmiałem sie nawet, ze mogłem zabrać sobie skrobaczkę do szyb z auta, bo cieżko sie było tej skorupy skutecznie pozbyć.1 punkt
-
Widzisz teraz na własne oczy, jak działa marka, którą TMR posiada, połączona z marketingiem i sprzętem, który oferują na swoich ośrodkach. Jedyni ludzie, którzy mogą się na nich "wypiąc" to kilku użytkowników z tego forum. Taki się wszyscy pozostali ludzie, wypinają na nich, od 3 lat, że coraz wiecej ich tam zjeżdza1 punkt
-
Według tego co znalazłem nijak nie można telemarku uznać za "pierwotną" technikę narciarską. Rozwijał się praktycznie równolegle do techniki alpejskiej... Pozdro Wiesiek1 punkt
-
Niesamowita sprawa - zjechał prawie 1,5km z lawiną, wykopał się sam, a wystawała mu tylko ręka. Szukał zakopanych po lawinisku, zszedł do Cichej w poszukiwaniu zasięgu, a potem jeszcze wszedł na grań, bo zjechał do Kondratowej.1 punkt
-
Bo to wcale może być niełatwe sięgnięcie do rączki. Wystarczy, ze pętlę miał włożoną pod rękawicę i schodząca lawina zablokowała mu ruch. Podejrzewam, że później działo się już błyskawicznie na tym spadzie... Przede wszystkim to nie byli nastawieni na niebezpieczeństwo - spokojnie trawersowali stok w "bezpiecznym" kierunku. I nagle wyjeżdża spod nart, pewnie szybki upadek, ręka gdzieś została. Gdyby odpalił to pewnie i dziewczynę by odkopał bo nie było to zasypanie głębokie. Ehhh... Pozdro Wiesiek1 punkt
-
wystarczy z Polskiego Związku Przeciągania Liny1 punkt
-
Mam dokładnie takie samo zdanie - trawersowali wierzchołek i nie poczuli grani, więc myśleli, że są cały czas po stronie Kondratowej. W miejscu obrywu było 20°-25° nachylenia, ale było to miejsce przełamania do bardzo dużej stromizny, jak na tym rysunku w analizie plecakilawinowe.pl Ja tam się najeździłem na nartach we mgle i wiem, że to żadna przyjemność, bardziej strata czasu i wysiłku poświęconego w podejście. Więc ogólnie odradzam. Oni poszli we mgle, w szalejącej zamieci, przy bardzo niskiej temperaturze - całowanie tygrysa w dupę...1 punkt
-
1 punkt
-
Dosyć często pada na tym forum takie stwierdzenie, że COS ma lepiej przygotowane trasy niż SON. I ja się z tym jak najbardziej zgadzam. Tyle, że w ostatnich latach COS ma(Kaskadę odpuszczali) całe dwie trasy z czego jedna to leśna dróżka, którą przy odpowiednim opadzie wystarczy przejechać ratrakiem(może parę razy w te i z powrotem, ale na pewno dużo szerzej jak na szerokość 1 ratraka tam nie ma). FIS jak jest utrzymany tak jak ma być to czysta poezja. Tyle tylko, że trafić na otwarty FIS to niełatwa sprawa. Brakuje mi w działaniach COSu jakiegoś terminarza zawodów(treningów) odbywającego się na tej trasie. Pojechałem w zeszłym roku w marcu do Szczyrku. Pogoda bajka. W COS oczywiście zawody(do samej 16 było zamknięte) za to w SON oczywiście zamknięte Juliany. Bardzo rzadko mi się w życiu udawało, żeby w Szczyrku "chodziło wszystko" i nie było jakiś zamknięć treningowych.1 punkt
-
Ponad tydzień urlopu zagranicą, w Krummhubel. Pierwszy raz w Riesengebirge. Po drodze nikt nas nie sprawdzał, ani paszportów, ani wiz. Tymczasem jechaliśmy sobie spokojnie pociągiem pośpiesznym "Sudety" Kraków główny - Jelenia góra. Po wielu latach wrócił na trasę po której miejscami nic kompletnie nie jeździło, tj. np odcinek Nysa - Kamieniec Ząbkowicki. Trzy wagonowy skład prowadzony lokomotywą spalinową. To reaktywowane połączenie po wielu latach, o którym Maleńczuk zaśpiewał piosenkę na podstawie (ponoć) własnych doświadczeń "Konduktorka PKP". "Z Krakowa do Jeleniej osobowy się toczy, ona miała takie piękne duże niebieskie oczy...". Oczywiście śpiewaliśmy to całą drogę. Tak z nieba na ziemię zlądowaliśmy w Hirschbergu, skąd udaliśmy się w góry. Dalsze dni to krótsze lub dłuższe wycieczki po Karkonoszach, w tym m.in. kultowy Łabski Szczyt i niesamowite Śnieżne Kotły. Pogoda okazała się bardziej łaskawa tylko w dwa dni. Reszta to odwilż, a potem silne ochłodzenie. Z założonych planów udało się zrealizować 40%, ale i tak jestem bardzo zadowolony. Jedną z krótszych wycieczek jest ta do Borowic. Znajduje się tam mały zagubiony ośrodek narciarski, ze starym wyciągiem orczykowym produkcji Fampa Cieplice. W okół pustka. W ostatni dzień dosypało trochę śniegu, i szło coś ugryźć z tego. Szkoda że nie można z tego normalnej relacji napisać - przekonałem się że Karkonoski Park Narodowy to jeden z najdziwniejszych parków narodowych. 🙂 Za podpowiedzi i wsparcie merytoryczne podziękowania dla @Wujot1 punkt







