Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. pasazer85

    pasazer85

    Użytkownik forum


    • Punkty

      21

    • Liczba zawartości

      873


  2. sstar

    sstar

    Użytkownik forum


    • Punkty

      20

    • Liczba zawartości

      5 412


  3. Wujot

    Wujot

    Użytkownik forum


    • Punkty

      20

    • Liczba zawartości

      2 888


  4. Sportego360

    Sportego360

    Użytkownik forum


    • Punkty

      14

    • Liczba zawartości

      360


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 02.02.2021 uwzględniając wszystkie działy

  1. Dojechaliśmy z dodatkowym noclegiem w aucie (bo Szwajcarzy zamknęli w nocy o 24:00 wszystkie drogi do Samnaun bo nie chciało im się odśnieżać). Na szczęście opady wynagrodziły ten "bonus" i cztery dni spędziłem na off piste. Parę fotek dla tych co lubią takie klimaty. Pozdro Wiesiek
    17 punktów
  2. Poniedziałkowe szkolenie na Szklanej Górze w Harbutowicach. Start przed 10-tą, mało ludzi, co 3-4 krzesło zajęte i to przez 1 lub 2 osoby. Od 11 więcej chętnych na szkolenie, ale wszystko w reżimie sanitarnym. Warunki - będę nieobiektywny bo 1 raz w tym roku - MEGA :). Góra bardzo spoko, twarda z sypką górną warstwą. Część pod wyciągiem wyślizgana, trzeba było uważać by się nie obrócić Końcówka tuż przed wyciągiem - bryły lodowe i wyrwy po ratrakowaniu. Ale kto by narzekał - ważne, że sypią. Untitled.mp4 Untitled.mp4
    13 punktów
  3. 12 punktów
  4. Czantoria wieczorową porą. Świetne warunki na królowej Beskidów. Po dwóch wejściach czuje niedosyt Parę foci
    9 punktów
  5. Szkolenia ciąg dalszy 😁 znowu Nowa Osada. Dzisiaj troszkę później bo przyjazd o 9 i szok, kolejka do kasy na godzinę stania... czynna tylko jedna kasa i 90% ludzi oświadczenie wypełnia przy okienku😑 Jakoś wytrzymałem, wykupiłem szkolenie i kolejne 4 godzinki na stoku zaliczone🤩 Dzisiaj lekki mróz -3 stopnie,szkoda,że słońca zabrakło.Generalnie ludzi dzisiaj więcej niż w niedzielę. Jeśli pogoda pozwoli to jutro dla odmiany Skolnity 😛 jeśli nie pozwoli,to chyba dzień przerwy.
    9 punktów
  6. Hmm..., jeżdżę na nartach już 27 lat i dalej muszę się szkolić, ale w takich warunkach to sama przyjemność. Tym bardziej, że 15 min od domu. Przy okazji przetestowałem nowe narty i jestem pod wrażeniem. Dotychczasowe i.speedy były świetne, ale te to całkiem coś innego. Ostatnie moje podobne narty to były żółte SL11 z 2006 r. Teraz już wiem czego mi brakowało. Jutro kolejne szkolenie, nauki nigdy dosyć☺️
    9 punktów
  7. 8 punktów
  8. Warunki zjazdowe. A to równy, twardy przyjemny gips, ale częściej niestety twardo i nierówno, w środkowej partii świeży przy lesie, miód.
    6 punktów
  9. Rymarz kiedyś BielBaw, czyli Bawełna z Bielawy. Szkoda, że nie podpytałem jej o więcej tropów. Wczoraj zjeżdżała z Wielkiej Sowy, warunki lepsze niż na Rymarzu, bo tylko świeży śnieg. Dziś z Kalenicy.
    6 punktów
  10. Po części jest to spwodowane tym,że w promeniu 100km otwarte są 3 stoki z trasami max 1000m długości. A media dołożyły swoje, efekt widzisz na zdjęciu. Byłem w niedziele, poniedziałek i dzisiaj. W niedzielę było 70% tego co na zdjęciu, w poniedziałek prawie pusto, dzisiaj armagedon Ale to właśnie w poniedziałek można było przeczytać lub usłyszeć,we wszystkich mediach, że w Wiśle działają wyciągi... Długość stoku narzuca pewne ograniczenia Myślę, że chcieli zostawić trochę miejsca tym zjeżdżającym
    5 punktów
  11. Jak w Ikei w sobotnie popołudnie, o co ci chodzi?
    5 punktów
  12. Dzisiaj 4 godzinki na Skolnity od samego rana O 8,15stopni na minusie, teraz 0 stopni. Trasa twarda,ludzi niewielu,jazda na bieżąco Zdjęcie tylko jedno bo za zimno
    5 punktów
  13. Miod malina ta fabryka zegarkow
    4 punkty
  14. Wiesiu, za olewanie skitourowe Karkonoszy, nie zasłużyłeś na taki bonus🤪. A poważnie to dziękuję @Wujot za foty ze świetnego i niesłusznie szkalowanego ON i obyś miał zawsze takie warunki pod nartami jak w Swiss...
    4 punkty
  15. Po Rymarzu czas na Wielką Sowę. Sentymentalna podróż. Au rebours.
    4 punkty
  16. Siódmego sierpnia Rano. Zanim zacznie się ten piekielny upał, wyruszamy w kierunku Majdan-e-Szach. Bardzo miłe są dzieci w Isfahanie. Co kilka metrów jakiś mały berbeć woła do nas - hallo mister, albo rzadziej - hallo madam! To ostatnie skierowane jest do Rysi. Idziemy ulicą w stronę przystanku autobusowego i bez przerwy odpowiadamy - hallo. Plac Majdan-e-Szach jest wypełniony promieniami porannego słońca, przebiegającymi między budynkami, prześwitującymi pomiędzy gałęziami drzew. W słońcu błyszczy pomarańczowo - niebieska kopuła meczetu szejka Lotfollaha. Kolor niebieski ma również woda w basenie na środku placu, niebo i cały meczet królewski. Nie gorączkujmy się - wszystko po kolei. Najpierw zwiedzamy meczet szacha(królewski). Kilka danych historycznych. Meczet zbudowany przez Ostad Ali Akbar-e-Esfahani na polecenie szacha Abbasa Wielkiego. Jest to największy meczet zbudowany za panowania Safawidów. Fronton bramy wejściowej zdobią cytaty z Koranu. Białe kufickie pismo, na niebieskim tle, biegnie w górę po obu stronach wejścia. Przez piękną bramę wchodzimy na podwórze meczetu. Chodzimy po krużgankach, podziwiając śliczne kaszi. Właściwy meczet jest wewnątrz. Jego fronton zdobi wspaniała płyta przedstawiająca dwa pawie w kolorze szmaragdowym, z niebieskim wazonem pośrodku nich. Wewnętrzny ejwan(krużganek) wyłożony jest majolikowymi płytami, wspomnianymi kaszi, w tonacjach żółtych, niebieskich i zielonych. Stoimy pod olbrzymią kopułą. Do szczytu kopuły mamy dziewięćdziesiąt stóp. Podobno pod nią rozlega się, aż jedenastokrotne echo. Właśnie widzimy, jak irański tata demonstruje swojej pociesze figle echa. Tupią obydwoje o posadzkę, a pod kopułą jeszcze długo słychać tupanie. Dzieciak się cieszy. Podziwiamy olbrzymią kazalnicę wykutą z jednej bryły alabastru. Mihrab też jest wykuty z jednego bloku tego kamienia. W jednej z sal wystawa fotograficzna. Jego wysokość Szach Reza Pahlawi podczas różnych uroczystości religijnych. Szach modlący się z odsłoniętą, gołą piersią. Szach w jakimś świętym miejscu w otoczeniu notabli. I na dziesiątkach zdjęć Szach. Ile w tym pobożności, a ile wyrachowania politycznego - to trudno zgadnąć. Marzy mi się takie ujęcie fotograficzne - na pierwszym planie duchowny muzułmański w turbanie, a w tle minarety i niebieska kopuła meczetu. Owszem - duchowni są i kopuła jest, tylko nie w takim układzie, jaki mi się podoba. Za to ten nie ma problemów. Ten - to jest malarz wykańczający pod kolumnami malutkim pędzelkiem swoje arcydzieło. Wszystko tu jest - i kopuła, i minarety, i mędrcy w turbanach. Tonacja obrazka sina. Obok mniejsze „dzieło” czeka na klientów. Wychodząc z meczetu spotykamy przed wejściem wycieczkę amerykańską. Towarzyszy im irański przewodnik. Nie wydają się być zbytnio zainteresowanymi jego objaśnieniami. Obok na murku siedzi duchowny i przygląda się temu z obojętną miną. Przed chwilą w meczecie spotkaliśmy również Amerykanów. Dwie panie i jednego pana w towarzystwie prywatnego przewodnika. Tamci byli bardziej zainteresowani. Przynajmniej panie, które zawzięcie fotografowały. Idziemy w stronę pałacu Ali Ghapu(Kapu). Część obrzeża placu, między meczetem królewskim a Ali Ghapu, jest zajęta przez kowali. Ale jakich kowali! Słynna uliczka kowali z Sarajewa, ani się do nich nie umywa. Ogromne tace o średnicy jednego metra. Koronkowe, zdawało by się, wazy. Czajniki, samowary, dzbany na wodę. Wszystko to błyszczy czerwonawym kolorem miedzi, w wysoko już stojącym słońcu. Towar jest wyłożony na chodniku. Ogromny czajnik sięgający mi prawie do pasa. Wieżyczka zapewnie minaretu, wysoka prawie na trzy metry. Oczy błądzą po tych cackach kowalskiej roboty i po niebieskiej kopule meczetu, tworzącego tło tego niepowtarzalnego widoku. Kto robi te cuda, możemy się za moment przekonać. Mistrz siedzi przed warsztatem i ostrym rylcem rysuje na miedzianej blasze swoje wzory. W głębi warsztatu słychać stukanie malutkich młoteczków, które poruszają jeszcze dziecinne ręce. Mali chłopcy punkt, po punkcie, wykuwają te misterne wzory na blasze, umieszczonej na grubym podkładzie z filcu. Powstanie z tego piękna taca. Wchodzimy do pałacu Ali Ghapu. Po krętych schodach, których sklepienie i ściany ozdobione są, nieco już startymi motywami roślinnymi, dostajemy się do sali osiemnastu kolumn. Na środku sali znajdował się dawniej basen z wodotryskami. Pozostała z niego niecka, zbudowana ze znitowanych blach miedzianych. Kolejną atrakcją w pałacu jest sala skrzypcowa. W niej ściany i sufit pokrywają małe nisze w kształcie skrzypiec. Przez otwory w niszach płynęła muzyka, z innego pomieszczenia. Wykonywana przez orkiestrę dla zgromadzonych w sali skrzypcowej pań. A pań w tym pałacu było dużo. Podobno około dwieście pięćdziesiąt. Pałac służył bardzo prozaicznemu przeznaczeniu. Był haremem szejka Abassa Wielkiego. Pod sklepieniem stoi rusztowanie i robotnicy konserwują malowidła, powstałe z ręki Reza Abbassi, słynnego miniaturzysty z epoki Safawidów i jego uczniów. Wychodzimy na najwyższe piętro. Pod naszymi stopami rozciągają się gliniane dachy domów Isfahanu. W głębi, w rozpalonym słońcu, sterczy szczyt góry Soffe. Zbiegamy w dół. Teraz kolej na meczet - Shikh Lotfolah Mosque - szejka Lotfolaha, teścia szacha Abbasa. Zięć polecił zbudować ten meczet dla królewskiej rodziny. I być może to zadecydowało, że Mohammad Reza budowniczy, nadał mu zdecydowanie inny kształt, niż meczety dotychczas przez nas oglądane. Meczet nie ma podwórza, ani minaretu. Kopuła, z zewnątrz, żółto-niebiesko-zielona należy do najładniejszych w Iranie. Przez biegnący łukiem korytarz wchodzimy do wnętrza, pod kopułę. Wnętrze, swoim pięknem, nie ustępuje wcale kopule. Dominuje kolor niebieski. Ściany meczetu zdobią napisy arabskie - katiby. Tajemnicze dla nas litery, biegną w górę po niebieskim tle, by skończyć się w szerokim zapisanym pasie biegnącym dookoła pod kopułą. Mihrab jest ozdobiony misternymi wzorami. Na te właśnie wzory - zwraca uwagę licznej wycieczce Francuzów - przewodnik. Większe elementy majoliki, jak na przykład kopuła, wykonywane były przez dawnych mistrzów majolikarstwa z płytek fajansu z namalowanymi wzorami. Wyższą formą tej sztuki było układanie wzorów z malutkich różnokolorowych kawałeczków fajansu, ściśle przylegających do siebie. Możemy się teraz przekonać, oglądając ten meczet, ile ta praca wymagała wyobraźni, precyzji i cierpliwości od jego twórców. Kolejną pozycją na dzisiaj w naszym planie zwiedzania jest Czahel-Sotu. Czyli pałac czterdziestu kolumn. Zwany też pałacem na wodzie. Został zbudowany na rozkaz szacha Abbasa II. Przed pałacem rozciąga się, być może najdłuższy basen na świecie. Sto dziesięć metrów długi, a szeroki na – szesnaście. Odbicie w wodzie zwielokrotniło liczbę kolumn, bo w rzeczywistości jest ich tylko dwadzieścia i stąd prawdopodobnie pochodzi nazwa pałac o czterdziestu kolumnach. Lub pałac na wodzie. Z kolei, w innej wersji, pałac miał rzeczywiście czterdzieści kolumn, ale odbudowany po pożarze otrzymał ich tylko dwadzieścia. Pałac służył Szachowi do oficjalnych przyjęć. Z krużganku, oficjalny gość szacha Abbasa Drugiego wchodził do westybulu, pokrytego lustrami, złożonym z małych kawałków połączonych srebrem. Podążając tą samą drogą, którą chodzili kilkaset lat temu władcy tych ziem, wchodzimy do reprezentacyjnej auli. Ściany pokryte są malowidłami. Bitwa szacha Emaila pod Chalderanem. Szach Tasmab przyjmujący króla Indii - Homajuna. Uczta szacha Abbasa. Przed naszym wzrokiem wiją się gibkie tancerki, patrzą na nas otyli władcy tych ziem. Czerwienią - zwraca uwagę przekrojony melon. Siedzę z Rysią pod kolumnami. Jacek poszedł w głąb ogrodu, w którym stoi pałac. Poszedł zobaczyć, co tam jest - jak się wyraził. Jesteśmy z Ryśką może mniej odporni na zmęczenie, lub mniej zapaleni. Z nieba leje się - oczywiście - żar. Zielonkawa woda basenu zachęca do zanurzenia się. Pomiędzy drzewami wiszą girlandy kolorowych żarówek. Pozostałość po Dniu Konstytucji. Zbliża się południe. Z głośnika umieszczonego w pobliżu, widocznie w jakimś małym meczecie, rozlega się wezwanie do modlitwy. Wraca Jacek. Wychodzimy na rozpaloną ulicę. Za nami zatrzaskują bramę do ogrodu. Pora na południową sjestę. Tylko nie dla nas. Nogi nas wiodą do Iran Peymy, po bilet autobusowy do Szirazu. Po drodze wykorzystujemy każdy kawałek cienia, prześlizgując się przy ścianach domów, pod drzewami. Prawie każde biuro linii ozdabiają dwa portrety-Szacha Rezy Pahlawi i Alego zięcia Mahometa. Podobizny Alego spotykaliśmy w prawie każdym autobusie. Strzeżonego Pan Bóg strzeże. Za sto trzydzieści rialsów nabyliśmy prawo przejazdu do Szirazu. Wracamy do miejsca, z którego odjeżdża autobus „ósemka”. Na chodnikach, pod drzewami leżą ludzie. Starają się przespać, tę najmniej przyjemną porę dnia. Czekamy na autobus. Obok rozłożył swój interes właściciel kilkudziesięciu butelek coca-coli. Z lodu sterczą długie ich szyjki. Nasze przyjście na przystanek zwiększyło jego czujność. Jego rozczarowanie wyraziło się w wymownymi splunięciu. Do licha z taki klientami! Wyglądają prawie jak Anglicy, a nie mają osiem rialsów na butelkę koki. Pierwszą rzeczą, którą się wykonuje w takim przypadku, po powrocie na camping, jest udanie się pod prysznic. Po południu znów jedziemy do „miasta". W planie mamy najpierw meczet piątkowy - Masdjet Djame. Największy i najstarszy meczet Isfahanu, ale nie najładniejszy. Jego budowa rozpoczęła się jeszcze za panowania Dejlamitów - dziesiąty wiek. Główna jego część została wzniesiona w okresie panowania Seldżukidów. Nawet Mongołowie maczali tu swe palce. Skończyli rozbudowę Safavidzi. Trwało to wszystko przez stulecia. Osiem wieków architektury irańskiej pokazują te kamienie - od dziesiątego do siedemnastego. Kopuły Kadje Nezam-ol-Molk i Tadj-ol-Mlk ministrów szacha Maleka są podobno wzorem architektury z epoki Seldżuckiej. Nie znam się na tym, aby twierdzić, czy jest tak, czy nie. Meczet robi na nas kiepskie wrażenie. Poza ślicznymi kolumnami, reszta sprawia wrażenie zaniedbania i rozpadu. Widać jedynie tylko nikłe ślady konserwowania. Na środku podwórza basen do rytualnych ablucji. Obok niego niewielkie kamienne podwyższenie, na którym się modli kilkadziesiąt osób. Powraca Ryśka, która zapuściła się gdzieś do wnętrza. Widziała modlące się kobiety. Modliły się w czymś w rodzaju kaplicy. Był z nimi mułła. Przedmiotem kultu była jakaś płyta, którą gładziły i krata, którą całowały. Jedziemy autobusem do szkoły muzułmańskiej. Po drodze przypominam sobie, że jeszcze nie zrobiłem zdjęć tych kowalskich cudeniek, na placu Majdan-e-Szach. Wracamy z powrotem i w rezultacie, jak przychodzimy do Medresy, to na podwórzu robi się zmrok. Ostatni król z dynastii Safavidów, Szach Zoltan Ossein był podobno bardzo pobożny. On to właśnie, przy ulicy Char Baugh, polecił wybudować szkole Char Bagh School dla studentów teologii. Jak w każdej Medresie, dookoła podwórza znajdują się cele uczniów. Cela ma drzwi od dziedzińca meczetu i malutkie zakratowane okienko. Miał tu swoja celę również szach Zoltan Hossein. Cela ta mieściła się na północnym skrzydle meczetu. Jedynie niewielkie różnice dekoracji odróżniały ją od pozostałych. Na dziedzińcu szkoły rosną wspaniałe pinie i platany. Środkiem płynie woda w betonowym kanale. Nad którym siedzi teraz Iranka z kilkoma dziećmi. Obok kanału okrągły basenik do mycia nóg. W zapadającym zmroku przechadzają się po dziedzińcu elewi w turbanach. W innym miejscu modli się kilka osób. Zegar wskazuje czas, płynący w Mekce. Śliczne są majoliki Medresy. Wyłożono nimi prawie wszystko co się dało. Główne dominujące kolory zielony, żółty i niebieski. Do pokrycia ścian, minaretów i kopuły wykorzystano całe doświadczenia mistrzów tej sztuki z epoki Safavidów. Wychodzimy na ulicę. Tu jest znacznie jaśniej. Słońce jeszcze nie zaszło. Wrażenie, że zapada zmrok spotęgowały wysokie mury Medresy. Kolejnym naszym celem są mosty na Zayandeh Rud. Rzece, która płynie przez Isfahan. Jesteśmy przy moście – Pole Si-o-seh-czesmeh u si-o-seh-pol, czyli most o trzydziestu trzech przęsłach. Nazwa trochę przydługa. Most zbudował generał szacha Abbasa Wielkiego – Allah - Verdikhan. Most znajduje się na przedłużeniu ulicy Czar Baugh. Długi na trzysta sześćdziesiąt metrów. I szeroki na czternaście. Dotrwał do naszych czasów w doskonałym stanie. Popędzam moją dwójkę, bo słońce ma wyraźną ochotę schować pod ziemię swoja tarczę, a błona filmowa nie lubi takich figli. Idziemy do następnego mostu. Pol-e-Khadju. Za czasów Szacha Abbasa Drugiego znajdował się wtedy na drodze do Szirazu. Zapada zmrok. Obok mostu zapalają się reflektory, służące do jego oświetlania. Chodzimy po arkadach. Jezdnia jest bardzo wąska. Zaledwie jeden samochód osobowy się przeciśnie. No tak, ale jego budowniczy nie zakładał, że jego dzieło dotrwa do dwudziestego wieku i będą po nim jeździły, w nadmiernych ilościach, jakieś dziwne, warczące stwory. Gdy płynąca teraz z szumem pod mostem, niewielka i niezbyt czysta Zayande podnosi swoje wody, to most się „zatyka” i powstaje małe sztuczne jezioro. Wracamy na camping. Wędrujemy przez przedmieście Isfahanu. Wreszcie rezygnujemy z braku czasu z tego spaceru i postanawiamy złapać taksówkę. Gdzieś w głębi nad Zayande Rud porusza się jakieś czerwone światełko, za moment widać zielone. To samolot. Maszyna nabiera wysokości na tle ledwo widocznej Soffe. Samolot skręca i bierze kurs na Teheran i znika na wygwieżdżonym niebie. A my za godzinę pojedziemy w przeciwnym kierunku -do Szirazu. Szybko pakujemy nasze graty do plecaków. Płacę pięćdziesiąt rialsów za nocleg, zabieram paszporty i przy okazji kilka prospektów. Gotujemy herbatę i nalewamy do zielonej bańki. Nasze obawy przed amebą ciągle istnieją, aby pić darmową wodę z kranu. Czy słusznie nie wiem. Na cuda kapitalistyczne - kokę i „seven up” nie możemy niestety sobie pozwolić. Musimy z tymi paroma dolarami tu jeszcze pobyć i wrócić do domu. Zresztą herbata doskonale gasi pragnienie. Wychodzimy. Po kilkuset metrach jesteśmy na znajomym przystanku autobusowym, z którego jeździliśmy do Majdan-e-Szach. Sprzedawca biletów przy przystanku kończy swoją pracę i chowa rozłożone bilety, ale nam jeszcze sprzedaje. Bilety mamy, tylko autobusu nie widać. Zbliża się dziesiąta i widocznie kończą pracę. Jedziemy taksówką - denerwuje się Rysia. Spokojnie -mamy czas - odpowiadam. W końcu rezygnujemy i jedziemy taksówką. Bilety zostaną na pamiątkę. Autobus do Szirazu stoi na brudnym podwórzu. Bez pytania o bilety, ktoś z obsługi przyjmuje nasze plecaczki. I ładuje na dach. Pasażerowie robią pożegnalne siusiu. W dworcowej, dokładnie podwórzowej latrynie i jedziemy. Latryny takie są nawet przy większych przystankach w terenie przy drodze. Mała kamienna budka, W podłodze dziura i dzban z wodą, tam gdzie jest dostępna. Czasem nawet kranik obok. Wymogi bezpieczeństwa są spełnione. Robi się to co musi, bez dotykania czegokolwiek. Nic lepszego i tańszego nie można wymyślić w tym gorącym i suchym klimacie. Linie autobusowe dbają tylko o swoje reprezentacyjne biura i autobusy. Reszta ich zupełnie nie interesuje. Dobre autobusy mają te lepsze linie! Niemieckie. Inne, najczęściej spotykane samochody, są z Japonii. Nie jest to nasza socjalistyczna szarzyzna. Miękko sobie suniemy ulicami Isfahanu. Przy wyjeździe z miasta kontrola policyjna. Kierowca dostaje coś na kształt krążka. Który wkłada pod szybkościomierz. Na tym krążku otrzymuje się, w ten sposób, wykres szybkości autobusu. Tachograf. W ten sposób policja w Szirazie będzie wiedziała, co ewentualnie wyprawiał z nami nasz kierowca. Znikają światła Isfahanu. Na horyzoncie zostaje za nami tylko ich łuna. W reflektorach samochodu migają rzadkie kępy trawy rosnącej po obu stronach szosy. Przed nami pięćset kilometrów górskiej półpustyni i cała noc jazdy. Boy roznosi pepsi-colę i sok pomarańczowy. Vive la Iran Peyma! Odtąd jeździmy tylko tą linią! Nogi majtają mi się w powietrzu, bo tym razem znowu przegiąłem przysłowiową pałę, wybierając miejsca z samego przodu. Kierowca ma wygląd człowieka, któremu można zaufać. Dookoła nas wygwieżdżona irańsko-perska noc. Jedynym żyjącym punktem, w tej pustynno-nocnej pustce, wydaje się nasz drzemiący pojazd. Zdjęcia: 1. Wejście do meczetu królewskiego(Szacha). Teraz meczet Imama. Jacek i Rysia. 2. Główny budynek meczetu królewskiego. 3. Pałac Ali Ghapu. Z tyłu był pałac na wodzie. 4. Meczet Lotfollacha. 5. Sklepienie kopuły meczetu Lotfollacha. 6. Motyw roślinny w meczecie Lotfollacha. 7. Kopuła meczetu, która się mi bardzo podobała. Meczet na pewno był przy placu Majdan-e-Szach(teraz Imama). Ale jaki meczet? Szukałem w sieci. Nadaremnie. 8. Meczet Piątkowy. 9. Modlitwa w Meczecie Piątkowym. !0. Motyw ze szkoły religijnej. 11. Most Siose Pol, na rzece Zayande Rud. Most o długości ponad trzysta metrów.
    4 punkty
  17. Spox, teoretycznie wszystko mamy pod kontrolą😤😁
    4 punkty
  18. Szklana Góra - nazwa zobowiązuje
    4 punkty
  19. Miejsce kultowe - Rymarz. Śniegi mieszane, różności. Spotkałem biegaczy od Wieretielnego z 1992. Lokaleskę, a w zasadzie Lokalaskę, co kiedyś z Jugowskiej do Pieszyc zjeżdżała, no i takie same narty miała.
    4 punkty
  20. Pożegnanie z Saharą Dzisiaj udało mi się zjechać Saharą być może już ostatni raz. Stok zarasta coraz bardziej, optymalna linia zjazdu z Sahara pod gondolę na mapy.cz , dolna część na nogach bo śniegu tylko 5 cm.
    3 punkty
  21. Kuźnice-Zawrat-D5S-Zawrat-Kuźnice wczoraj. Po jednym przejściu czuję przesyt. Tym bardziej, że śniegi były ciężkie i nierówne więc męczące dla nóg - skurcze zaczynały mnie łapać na dojeździe do Hali Gąsienicowej.
    3 punkty
  22. Twoje zwyczaje totalnie mnie nie interesują . Wystarczy ze czytam Twoja arogancję i butę każdego dnia . Tak wiec, mi się nie wydaje tylko pisze to co testowałem . A co człowiek kupi i w co zainwestuje to jego wybór . Jego umiejętności i jego banan lub nie na stoku. Nie Twój !
    3 punkty
  23. Przyjęłam do wiadomości, że "dokładnie" rani Twoją wrażliwość, ale nie wiem, jak Ci pomóc @Bumer . Naprawdę A swoją drogą - gość przejechał w ubiegłym roku ultramaraton kolarski na Wigrach 3. Da się ścigać na składaku? Da się! Pozdrawiam, tanova ze wsi, bez licencjatu
    3 punkty
  24. Maszerujemy jest cudnie😤😁
    3 punkty
  25. Cześć Co do biegówek to ja już wszystko zgłębiłem oglądając transmisje z WC w biegach w niedzielę - oni biegają bez plecaka. Pozdrowienia serdeczne
    3 punkty
  26. To pokazuje jak obecna sytacja jest chora i niesprawiedliwa
    3 punkty
  27. Byłam przy pomarańczowej kanapie, do południa ani przedstawicieli sanepidu, ani policji nie widziałam. Ludzie z którymi rozmawiałam przy aucie, też policji nie widzieli a byli od soboty.
    3 punkty
  28. @Capricorn ma rację. Cisza spokój w Swiss. W gondoli zawsze jadę sam z ojcem. Na krześle przeważnie też, czasami nieśmiało ktoś się dosiadł ale max. 3 os na 6 os krześle. W gondoli raz grupka młodych chciała wejść bez masek - kolej stop, gościu z obsługi dosłownie wywalił za fraki przez bramki, jedziemy dalej. Jest bosko!
    3 punkty
  29. PNiedzielna wyprawa ski tour-owa , z Wierchomla stacja dolna, do Jaworzyna stacja dolna. Rewelacyjna pogoda, snieg i ... słońce. Thx Ok 14 km marszu. Krotki przystanek przy Bacówce - herbatka i dalej przez Runek , na Jaworzynę. Tam 2 zjazdy I jedno podejscie, do polowy wyciagu ... I super dzien 😉👌❄️🎿o FullSizeRender.mov
    2 punkty
  30. Elan zaprezentował rewolucyjne składane narty Voyager, które mają jeszcze bardziej ułatwić nam podróżowanie z nartami.
    2 punkty
  31. Jak dokładnie? Takie same? Takie same kolory, wymiary może, skoro mówisz dokładnie? W jakiej skali mierzono i porównywano wymiary? Słowo dokładnie odnosi się do wymiaru. A rowery składaki są, a jakże! Są też hulajnogi składane, laski do podpierania się i wiele wiele innych rzeczy. Nawet choinki i parasolki. Są uzupełnieniem oferty, nigdy wiodącym produktem. Czy ktoś widział na Tour de France kolarza na składaku? Tak samo nie zobaczy narciarza na zawodach FIS na tych składanych nartach. Po prostu to składanie zawsze musi pogorszyć jakieś parametry narty. Czy będzie to waga, czy elastyczność, czy precyzja krawędzi i ślizgu, nie ma znaczenia, pogorszy. Miejsce łączenia jest elementem pogarszającym parametry narty. Możliwe że poprawiającym jedynie wymiar, gabaryt, dla celów transportowych. No ale czy narty wytwarza się w celu aby je transportować? Chyba nie, wymyślono je do jazdy. Na tej samej zasadzie można wyprodukować składane buty narciarskie. Też mogą być wygodniejsze w transporcie. A moze kaski skladane?
    2 punkty
  32. Biegówka łyżwą nadaje się przede wszystkim na przygotowane ratrakiem trasy, czyli np. Jakuszyce. Generalnie jest to szybsza i bardziej sportowa technika. Żeby to było sensowne, to musi być ubity równo śnieg. Styk klasyczny jest bardziej uniwersalny, można biegać na jakiejś równej drodze leśnej i wystarczy 10cm śniegu. Właśnie w weekend biegaliśmy na wale przy rzece we Wrocławiu, gdzie spadło jakieś 8-10cm śniegu. Oczywiście najlepiej biega się w ubitych torach. Buty i narty w obu stylach są różne i to jest problem, bo trzeba rzeczywiście na coś się zdecydować. Jak moja żona wchodziła w biegówki, to poszliśmy do instruktora, uczył nas wspólnie i w ten sposób skutecznie łyknęliśmy technikę klasyczną. Samemu nie jest to takie proste, oczywiście chodzi mi o taką właściwą technikę a nie jakieś tam odpychanie.
    2 punkty
  33. Może nie zdajesz sobie sprawy z tego ale są tez inni lekarze niż psychiatra - musisz zdrów na ciele być niezwykle...
    2 punkty
  34. Dokładnie tak. Prawie cały Zieleniec jest otwarty, jedynie stoki przy wyciągu nartorama są nieczynne dla narciarzy ( oficjalnie). Oświadczenie jest darmowe i trzeba je mieć wykupując bilet w kasie, czyli jedno oświadczenie na jeden dzień od osoby. Można dowolnie jeździć po wszystkich otwartych stokach.
    2 punkty
  35. Hm .. znowu tyczki - nuda .. ale ustawienie inne .. Błędów dużo, ale po to filmiki żeby bardzo zdalna videoanaliza trenerów i zawodników z odległych mniej lub bardziej krain mogła do nas docierać .. w czasach covid trening zdalny https://www.instagram.com/p/CKyK44zJjMn/?igshid=1lhh8wa581cm
    2 punkty
  36. Mariusz, @Mitek, ja dojrzałam do decyzji i będę już wkrótce zgłębiać narciarstwo biegowe praktycznie . Urlop już wypisany od poniedziałku, wszystko załatwione. Nie wiem, jakie macie w pobliżu Radomia możliwości, czy też jakie sobie stawiasz cele, ale jeśli biegówki to ma być pomysł na wycieczki po okolicy, to chyba raczej technika klasyczna.
    2 punkty
  37. Warto poznać polski wątek nart skaładanych (Nobile). Samo połaczenie wydaje mi się o niebo lepsze od tego powyżej. https://blog.snowsport.pl/narty-ski-tour-skladane-split-ski/ Pozdro Wiesiek
    2 punkty
  38. NIE DYSKUTUJEMY W TYM TEMACIE!!!!! MAMY DWA INNE DO DYSKUSJI !!! TUTAJ DODAJEMY TYLKO OTWARTE STACJE POPRZEZ KOPIOWANIE TEJ INFORMACJI I DOPISYWANIE! Kazimierz Dolny : 8-22, szkolenia. Tylko 3-godzinne bloki. Trasy 5/5. Wypożyczalnia nie funkcjonuje. Gastronomia TAK. Wisła Klepki, 8-21 - szkolenia. Wypożyczalnia tylko dla uczestników, ilość ludzi na stoku ograniczona. Chodzą wszystkie trzy wyciągi. Gastronomia TAK. Szwajcaria Bałtowska - szkolenia. Poniedziałek-piątek:10:00 – 21:00.Sobota: 9:00 – 21:00. Niedziela: 9:00 – 20:00. Wypożyczalnia dla uczestników. Trasy 5/5. Snowpark nieczynny. Gastronomia TAK. Ostoja KONINKI - "spotkanie partyjne z zapisami". 9-21. Wypożyczalnia TAK. Gastronomia TAK. CISOWA O.N. - szkolenia. 10-21. Ilość ograniczona, zapisy telefoniczne. Tumlin SKI SPORT - szkolenia. Sobota 10.00 - 22.00. Niedziela 10.00 - 22.00. Pon.-Pt. 10.00 - 22.00. Bloki max 3-godzinne. Telegraf KIELCE- szkolenia. 10-22. Ilość ograniczona. Wypożyczalnia TAK. SABAT Krajno - szkolenia. Sobota 10.00 - 24.00. Niedziela 10.00 - 22.00. Pon.-Pt. 10.00 - 21.00. Bloki max 3-godzinne. Gastronomia TAK. Czynna tylko TRASA GŁÓWNA (850m). NARTRAJ Chrzanów - ogólno-dostępne?! 9.00-21.00. Ilość ograniczona. Wypożyczalnia NIE. Gastronomia TAK. Trasy 9/9. Podstolice SKI - szkolenia. 9.00-21.00. Trasy 2/2. Wypożyczalnia TYLKO DLA UCZESTNIKÓW. Gastronomia TAK. SZCZECIŃSKA GUBAŁÓWKA - ogólnodostępne edukacyjne zajęcia sportowe. 9-22. Gastronomia TAK. Wypożyczalnia TAK W GOŁDAPIi na Mazurach zajęcia edukacyjne na stoku TYLICZ Master-Ski otwarty dla wszystkich ZIELENIEC - zajęcia edukacyjne na stoku GROMADZYŃ Ustrzyki Dolne - szkolenia na stoku SPORT DOLINA Bytom SZKLANA GÓRA Harbutowice KASINA WIELKA NOWA OSADA - Wisła BIAŁKA TATRZAŃSKA (póki co 1 trasa ale mają zwiększać sukcesywnie jak będzie dobra frekwencja) KOTLINKA Szymbark
    2 punkty
  39. @Mitek też lubię Krajno za widoki i za klimat Ja tam jeżdżę na trochę lodowe warunki, bo jednak, to najbardziej z płaskich stoków i przy wolnym śniegu, przy dużym mrozie, po prostu nie ma tam jak się rozpędzić A fakt... gdyby tam troszkę stromiej było, to najfajniejszy stok w świętokrzyskim byłby. Tumlin, trochę nudny, telegraf wbrew pozorom też... krótkie stoki i bystrzejsze, to szybszy zjazd...a ja podobnie jak Ty wolę trochę nierówności i ciekawszego terenu (obydwie górki są wygładzone) - wówczas zjeżdża się kilka sekund dłużej W związku z powyższym wolę Bałtów i Kazimierz, tam jest kilka wariantów zjazdu i zawsze można sobie dzień urozmaicić - a to ważne na naszych, okolicznych mikro stacjach by się nie zanudzić. Co do nazwy Zalejowa, Zelejowa, to nie zgłębiałem tematu - obie funkcjonują w Wikipedii: Zelejowa – Wikipedia, wolna encyklopedia, tam autor wpisu powołuje się na dwa opracowania (przypis). Jeśli chodź i biegówki, to muszę zgłębić temat na jakichś filmikach na YT by zobaczyć na jednych jak i na drugich jak się ogarnia jazdę. Dam znać jakie mam wnioski Pozdro!
    2 punkty
  40. Liwtwinka w Białce oferuje zajęcia edukacyjne; https://www.grapa.ski/edukacyjne-zajecia-sportowe/
    2 punkty
  41. Dzisiaj udało się wyciągnąć młodego na jego pierwszą turę choć marudził z rana co niemiara 😉, pogoda piękna, okoliczności przyrody świetne nic tylko latać do góry😁. Jutro atakujemy szczyt😤
    2 punkty
  42. Dzisiaj 1 w życiu skitury w Szklarskiej. Co prawda wejście i zjazd po trasach Ski arena Szrenica pewnie prawdziwym skiturowaniem nie jest, ale na początek pchanie się w teren mogłoby się skończyć różnie. Podejście Puchatkiem, Śnieżynką, potem na na Halę Szrenicką, powrót i zjazd Lolobrygidą. Warunki dość dobre, śniegu dużo, mróz -10, słońce - czego chcieć więcej. Mam kilka refleksji dotyczących kondycji, tempa (początek za forsowny), jazdą na nartach skiturowych o w sumie twardym śniegu - łatwo nie było, ale cieszę się, że spróbowałem. Największe zaskoczenie - ilość osób na skiturach. Baaardzo dużo. Nie spodziewałem się. Zapewne po morsowaniu to obecnie najmodniejsza aktywność masowa Sporo osób poszło chyba najbardziej ciekawą opcją w Szklarskiej - szlakiem do Łabskiego Szczytu, ale to może na następny raz.... Kilka fotek:
    2 punkty
  43. Wczoraj udało się z młodymi wpaść na Lipowską, a dzisiaj z Maćkiem na Pilsko. Pogoda diametralnie różna. Wczoraj mokry śnieg, dzisiaj "siarczysty" mróz. Ale góry zawsze są piękne. 20210131_113628_1.mp4
    2 punkty
  44. Wszyscy mają zakryty nos i usta, sanepid był dzisiaj w ośrodku,ponoć nie mieli zastrzeżeń.
    1 punkt
  45. No właśnie problem leży w tym, że to prawdopodobnie dwa różne światy. Intuicyjnie spodziewałbym się, że łyżwa daje więcej możliwości i jest bardziej uniwersalna, z kolei klasyk jest nieco bardziej "naturalny" i podobno dużo łatwiejszy do nauki. Ot takie rozmyślania laika.
    1 punkt
  46. Hello, dzisiaj na Klepkach trzeba swoje odstać. Ale lekcje to lekcje, obecność obowiązkowa. Stoczek wygląda zachęcająco
    1 punkt
  47. Dzisiaj po raz drugi byłam na naszej lokalnej oślej łączce, czyli Szczecińskiej Gubałówce. Mimo iż przyjechałam kilkanaście minut po dziewiątej, to byłam pierwsza i to dla mnie włączono wyciąg . Królową stoku byłam gdzieś przez pierwsze pół godziny, potem zaczęli schodzić się ludzie i pod koniec - przed 11.00 jeździło coś koło dwunastu osób. Pogoda i warunki nawet fajniejsze niż tydzień temu: +1 stopni, sztruksik przyprószony centymetrową warstewką świeżego śniegu, który przepadał w nocy, słoneczko, sceneria zimowa. Pod koniec już trochę odsypów - wyjeździłam 22 wjazdy i do domu. Sprzęt: Stok o poranku: Jako, że to zajęcia edukacyjne polegające na nauce jazdy slalomem, to i slalom ustawiono: Pozdrawiam
    1 punkt
  48. Powtórka z Kazimierza Jestem w Kazimierzu często... rozmawiam z właścicielem, myślę, że znam tą stację na wskroś... a tu taka niespodzianka 😮 Dzisiaj odkryłem nową trasę, która podobno była czynna już rok temu - jak mogłem to przeoczyć? WOW Zameldowałem się na stoku ok 17:30. Mimo temperatury +3, było bardzo twardo i szybko - tak jak lubię, bomba! Karnet na 2 godziny, 50 PLN i w górę! Na początek mały orczyk: Knajpka z jedzeniem i napojami na zewnątrz, działa. Ognisko rozpalone Uwielbiam ten zwyczaj z ogniem w tej stacji. Rzut oka na nowość, którą testowałem dwa dni temu po raz pierwszy - dzisiaj tyczki ustawione były jedynie wzdłuż małego orczyka. Widok w dół: Jak widzicie na powyższym zdjęciu, po prawej stronie - pojawiły się oznaczenia tras 😮 Dzisiaj było ich czynnych aż 4. Wszystkich, w ON jest 5. Ta ostatnia nie ma odpowiedniej ilości śniegu - w tym roku chyba jednak nie ruszy. Działa jar, przedwczoraj jeszcze nie działał: Świetlne punkty na zdjęciach, na niebie - to nie UFO, to rozświetlone Puławy w oddali. Główna trasa poniżej - z niej przy drugiej lampie, po prawej stronie wychodzi wąskie gardło do trasy, o której nie wiedziałem, że istnieje 😮 Jej początek, to stroma, krótka ścianka, potem ostry zakręt w lewo. Następnie część szeroka i płaska - na nią wjeżdża się na pełnej prędkości: Widok w dół: Koniec tej trasy, to wąskie i płaskie gardło po lewej stronie na poniższym zdjęciu, przy dolnej stacji dwóch orczyków. Kto by pomyślał, że mnie stałego bywalca jest coś w stanie tutaj zaskoczyć pozytywnie... a jednak Mój faworyt, to jednak poniższy wariant zjazdu z samej góry - jest dynamika, jest prędkość - można pocisnąć! Prawda, że fajnie te Puławy widać jak świecą? Dzisiaj był świetny dzień i super jazda! Powtórka w sobotę!!!! Uwaga!!!! Stacja będzie czynna od 8:00 (rozmawiałem i dopytywałem właściciela), @Mitek inni chętni - jak się wybieracie, to zbiórka w sobotę pod kasą o 7:45 Kto będzie? 17 dzień na nartach odhaczony! Pozdro! marboru
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...